Ciche Marzenie

Rozdział 1

Harry stał pośrodku ogromnego holu przerażony i jednocześnie zaciekawiony. Przez całą drogę mężczyzna nie odezwał się do niego ani słowem. Nie bardzo rozumiał, jak znalazł się nagle poza miastem. Dziwne zachowanie przy bramie tego domu nie skomentował, ale widok patyka w dłoni mężczyzny spowodował niepokojący dreszcz ekscytacji. Nie wiedział, dlaczego tak się stało, ale było to całkiem miłe uczucie.

— Chyba upadłeś na głowę! — usłyszał nagle czyjś donośny krzyk i z bocznych drzwi wypadł wyraźnie wściekły mężczyzna.

Ubrany cały na czarno, o bladej cerze i czarnych włosach do ramion, nie wyglądał na zadowolonego. Harry skulił się, jednak nie uciekał. Wuj tego nie tolerował, więc pewnie ten osobnik też. Opuścił pokornie głowę, patrząc na dywan, jakby tam mógł znaleźć pomoc. Postać zatrzymała się kilka kroków przed nim.

— Jak ci mówiłem, Severusie, znalazłem go na ulicy. W nocy, gdybyś nie zauważył, która obecnie jest godzina.

W holu pojawił się ten, który go tutaj przyprowadził.

— Spójrz na mnie! — zażądał ten nazwany Severusem.

Chłopaka uniósł głowę, wiedząc, że to do niego skierowano polecenie. Mężczyzna podszedł jeszcze bliżej i uniósł jego grzywkę, nawet nie dotykając jego skóry. Chłód dłoni zaniepokoił trochę chłopca, który lekko zadrżał, ale nie cofnął się.

— Co robiłeś poza domem? — Gdy chłopiec nie odpowiedział, warknął głośniej: — Mów!

— Wyrzucili mnie — szepnął.

— Co?! — Tym razem znów wrzasnął i obejrzał się na blondyna.

— Na mnie nie patrz. Tylko go znalazłem.

Mężczyzna znów spojrzał na niego, tym razem starając się uspokoić. Pocierał nasadę nosa, jakby męczył go uporczywy ból głowy. Harry westchnął. To chyba nie był dobry pomysł przychodzić tutaj. Zaczął się odwracać i iść w stronę drzwi.

— Dokąd idziesz?

Pytanie było zadane szeptem, jednocześnie doskonale słyszalne w panującej ciszy.

— Po prostu idę. Pan mnie nie chce, nawet jeśli faktycznie jest moim ojcem.

— Nikt nie pozwolił ci odejść, chłopcze — rzucił chłodno blondyn, podchodząc do niego i kładąc mu rękę na ramieniu.

Harry spiął się i zrzucił ją natychmiast.

— Proszę mnie nie dotykać! — Odsunął się od niego, pocierając ramię.

— Lucjuszu! Hamuj się!

— Ledwo go dotknąłem — bronił się ten, odsuwając kawałek. — Co ty sobie o mnie myślisz? Mam syna w jego wieku, gdybyś zapomniał.

Severus obserwował chłopca, mrużąc oczy.

— Wracaj do siebie, Lucjuszu. Zajmę się nim.

— Jesteś pewien? Mogę zabrać go na razie do siebie, żebyś mógł ochłonąć — zaproponował.

Severus obruszył się i ruszył w stronę chłopca.

— Potrafię się zająć własnym synem. Idź już.

Tak odprawiony mężczyzna spojrzał jeszcze na Pottera i kiwnął mu głową na odchodne.

OOO

Harry znów stał w wielkiej, wolnej przestrzeni. Tym razem miała to być jego sypialnia. Przynajmniej tak powiedział mężczyzna, wpuszczając go tutaj, a zaraz potem zostawiając samego.

— Co tak stoisz? — Pojawił się nagle znów w drzwiach. Minął go i położył jakieś rzeczy na łóżku. — Chwilowo nic innego nie mam. Umyj się i idź spać — polecił i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Chłopiec dopiero wtedy się poruszył. Podszedł do komody i dotknął jej samymi opuszkami palców, przymykając oczy. Badał fakturę mebla, przesuwając dłoń po krzywiznach drewna. Otworzył oczy, gdy dłoń dotarła do krawędzi. Zbliżył się teraz do łóżka i powtórzył swój rytuał z jego ramą oraz słupami podtrzymującymi baldachim. Cały pokój był w ciemnych barwach, zieleni i czerni, ale jemu to nie przeszkadzało. Lubił ciemność, przyzwyczaił się do niej.

Westchnął cicho, sięgając po leżące rzeczy, także wpierw badając ich strukturę. Męska koszula miała widocznie posłużyć mu jako pidżama.

Drugie drzwi musiały być do łazienki, więc tam skierował swe kroki. Rzadko miał przyjemność na długie kąpiele. Przeważnie Dursleyowie kazali mu się szybko umyć i znikać z oczu. Teraz jednak był zbyt zmęczony i tylko umył się dokładnie, ale bez pośpiechu, rozkoszując się gorącą wodą, spływającą po ciele.

Wysuszył się i ubrał koszulę. Plątała mu się pomiędzy nogami, ale skoro miał to ubrać, wykonał polecenie.

Położył się do łóżka i rozluźnił. Tak miękkiego materaca nigdy nie widział, nie mówiąc o leżeniu na nim. Zwinął się w kłębek, wtulając w poduszkę, i zasnął.

Ranek powitał go niepokojem. Uchylił powoli powieki i, nie widząc nikogo w pobliżu, usiadł. Wtedy też dostrzegł w drzwiach mężczyznę, który podobno był jego ojcem. Stał oparty o framugę i obserwował go. To właśnie obudziło Harry'ego.

— Dzień dobry. — Szybko wstał i stanął koło łóżka, czekając.

Na to zachowanie Severus tylko uniósł jedną z brwi, ale zaraz jego twarz znów wróciła do wcześniejszego, nic niemówiącego, wyrazu.

— Ubierz się, będę czekał w pokoju naprzeciwko — rzekł spokojnie i wyszedł na korytarz.

Chłopiec zrzucił koszulę i ubrał swoje rzeczy. Zajęło mu to z dwie minuty i już szedł szybko w stronę drzwi. Dziwny dźwięk, coś co przypominało odkorkowywanie butelki szampana, odwróciło jego uwagę i spojrzał w tę stronę.

Przy łóżku stało małe, pokraczne stworzenie i wyglądało na to, że zabiera się właśnie za ścielenie łóżka.

Harry patrzył na to chwilę, ale nagle przypomniał sobie, kto na niego czeka. Nie bardzo rozumiał, co się dzieje, ale tyle razy coś niespotykanego działo się koło niego, że uznał to za kolejny fenomen związany z jego osobą.

Drzwi po drugiej stronie korytarza były uchylone, ale i tak cicho zapukał.

— Wejdź — usłyszał zaproszenie.

Otworzył szerzej drzwi i zobaczył kolejną sypialnię, całkiem podobną do jego. Może za wyjątkiem biurka. Mężczyzna siedział w fotelu, trzymając małą fiolkę w dłoni i nie odrywając od niego wzroku.

Harry czekał. Dorośli nigdy nie przepadali za gadatliwymi dziećmi.

— Dlaczego cię wyrzucili? — Nagłe pytanie zaskoczyło chłopca.

Czy miał powiedzieć prawdę? A jeśli i temu mężczyźnie nie spodoba się jego „dar"? On wolał go tak nazywać. Nie przepadał za stwierdzeniem „mutant", „wybryk natury". Dla niego to był Dar.

Usłyszał westchnięcie od strony fotela, ale nadal milczał.

— Co takiego zrobiłeś, że Dursleyowie wyrzucili cię w środku nocy? W obu światach jest to tak samo karalne. Nadal jesteś dzieckiem.

— Światach? — wyrwało mu się, choć jednocześnie przez myśl przemknęło mu coś o tym, że mężczyzna znał jego wcześniejsze miejsce pobytu.

Severus odłożył na pobliski stolik fiolkę i podniósł z niego misternie wyrzeźbiony kawałek drewna.

— Wiesz, co to jest? — zadał kolejne pytanie.

Harry szybko zaprzeczył. Miał pewne skojarzenia, ale nie chciał ich wypowiadać.

— Weź ją. — Wyciągnął rękę w jego stronę.

Harry cofnął się o krok, odmawiając bezgłośnie.

— Nic ci nie będzie. Weź ją tylko do ręki. — Głos mężczyzny był ponaglający i nieznoszący sprzeciwu.

Harry westchnął. Nie lubił tego robić. Przypuszczał, że jest to coś bardzo osobistego i przygotował się na wiadomy dla niego efekt. Wyprostował dłoń, tak by ten mógł położyć przedmiot w jej wnętrzu. Nie chciał dotykać mężczyzny, jeśli nie musiał. Zamknął dłoń i jednocześnie oczy. Taki jego odruch bezwarunkowy.

Obrazy pojawiły się natychmiast. Krzyki, niezrozumiałe słowa, krew. Potem spokój, opanowanie. Ktoś oddycha głęboko, jakby wypłynął z głębin i nabiera powietrza. Ktoś się uśmiecha, a inny odburkuje niegrzecznie.

Harry otworzył oczy i patyk upada na podłogę. Wokół niego panuje cisza i ostrożnie uchyla powieki, spodziewając się wszystkiego. Jednak napotyka tylko wzrok mężczyzny, który podnosi swoją różdżkę i kieruje ją w stronę sufitu.

Finite Incantatem.

Biaława chmura znika, a Harry ciągle patrzy na twarz mężczyzny i nie wie, co myśleć.

— Co to było? — zapytał wreszcie Severus, nie mogąc wytrzymać. — Jak to zrobiłeś?

— Co? Tę chmurę? Nie wiem — odparł zgodnie z prawdą.

— Nie oto mi chodzi! — warknął mężczyzna, chyba wytrącony z równowagi. — Jak wydobyłeś moje wspomnienia i dlaczego pojawiły się tam? — Wskazał sufit.

— Nie wiem — powtórzył chłopiec.

— Nie kłam! Nawet najlepsi legilimenci potrzebują kilku eliksirów, by pokazać wspomnienia w ten sposób, a nie używać myślodsiewni!

Harry'emu nie podobał się ton głosu. Cofnął się, zatrzymując o krok od biurka.

— Nie wyjdziesz stąd aż nie usłyszę odpowiedzi na moje pytania.

— Nie znam ich. Po prostu... — zamilkł wystraszony.

— Po prostu co?

— Nie wiem, jak to się stało — westchnął zrezygnowany. — To zdarzyło mi się po raz pierwszy.

— Na pewno? Jakoś nie wyglądasz na zaskoczonego użyciem magii. Każdy inny już by krzyczał ze strachu albo zadawał masę pytań.

— Magia? Czyli to jest różdżka? A pan nią kogoś krzywdził, a potem leczył?

Zamilkł, zrozumiawszy, że sam się właśnie wydał.

— Czyli wiesz, czym jest magia?

— Wybrykiem natury — mruknął i zaczął nagle żałować, że nie milczał od samego wejścia do tego pokoju.

— Słucham? — Już wyczuwał pierwsze oznaki gniewu.

— Wuj zawsze twierdził, że to wybryk natury.

— Czy ciebie także uważał za ten wybryk?

Harry tylko spojrzał na niego, nie odpowiadając.

— Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego cię wyrzucili. Co zrobiłeś? Przemalowałeś pokój? Wszystkie przedmioty latały? Powiedz.

Chłopak parsknął rozdrażniony.

— Takie rzeczy robiłem, gdy byłem w przedszkolu.

— Co zatem zrobiłeś? — Tym razem Harry usłyszał w głosie zaniepokojenie.

— W większości to, co zwykle, gdy Dudley mnie wkurzy. Tyle, że wczoraj okazał się największym dupkiem pod słońcem i zapłacił za to.

— Co zrobiłeś? — powtórzył pytanie Severus.

— Zmieniłem go w skunksa.

— Bez różdżki?

— Chodzi panu o ten patyk? Nie, nie mam niczego takiego.

— Różdżka, Potter! To jest różdżka.

Użycie nazwiska spowodowało, że Harry zaczął znów myśleć o ważniejszej sprawie.

— Czy mam nazwisko po panu?

— Na Merlina, nie!

— Dlaczego?

— Bo masz swoich rodziców.

— Dlaczego?

— Adoptowali cię na moją prośbę.

— Dlaczego?

— Możesz przestać dlaczegować?

Harry już chciał zapytać po raz kolejny „dlaczego", ale się powstrzymał, nie chcąc bardziej denerwować mężczyzny.

— Chodź za mną. Skrzaty przygotowały śniadanie. — Severus wstał i skierował się do drzwi.

— Takie małe, pomarszczone stworzenia? — Ruszył za nim.

— Tak. Miały posprzątać w twojej sypialni, jak wstaniesz.

Harry sapnął z ulgą.

— Już myślałem, że to znowu ja.

— Często ci się zdarzają te tak zwane „wybryki"? Czemu nikt z ministerstwa nie wytłumaczył twoim opiekunom, jak mają cię traktować i co wtedy robić?

— Kto? — dopytywał się Harry.

Usłyszał jak mężczyzna wzdycha ciężko. Niestety szedł za nim i nie widział jego twarzy.

— Przeważnie to dwie osoby w białych płaszczach. Pojawiają się, gdy czarodziejskie dziecko pod opieką mugoli ma zrywy dzikiej magii.

— Czarodziej? Mugol? Pan chyba robi mnie w konia.