Ciche Marzenie

Rozdział 2

— Nie mam powodu, jak to powiedziałeś: „robić cię w konia", ani magicznie, ani tym bardziej słownie. Taka po prostu jest prawda. Czy widziałeś kogoś ubranego w ten sposób w domu wujostwa?

— Nie. Ciotka i wuj nigdy nie wpuszczali do środka nikogo, kto zaliczał się według nich do dziwadeł.

Chłopiec zamarł w miejscu, gdy Severus nagle chciał się do niego zbliżyć. Widok na twarzy dziecka tak przeogromnego przerażenia zatrzymał mężczyznę w miejscu.

— Czego się boisz? — zapytał ostrożnie i nagle w jego dłoni pojawiła się kolejna fiolka.

Jej krótki lot z szafki obok śledziły szmaragdowe oczy. Jemu też zdarzały się takie wyczyny, ale tu wyglądały na całkowicie zamierzone i kontrolowane. Harry nic nie powiedział na to, co właśnie zobaczył, mężczyzna wydawał się i tak już mocno podenerwowany. Zmieniło się to nagle, gdy opróżnił trzymaną buteleczkę. Ramiona opadły luźno, a z piersi wyrwało się westchnięcie.

— Co to było? — Nie mógł się powstrzymać.

— Eliksir uspokajający.

Severus usiadł z powrotem w fotelu, odstawiając pusty pojemnik koło poprzedniego. Nie przypuszczał, że tak szybko będzie potrzebował kolejnej dawki. Ten chłopak zachowywał się bardzo dziwnie i jednocześnie niepokojąco podobnie do niego, gdy był w jego wieku. Nie miał zamiaru go straszyć, ale to, co słyszał powodowało w nim nagłe wybuchy gniewu. Nie na chłopca, broń Merlinie. Na jego opiekunów. Jak śmieli nie powiedzieć dziecku prawdy o tym, kim jest? Jak mogli tak go ograniczać w korzystaniu z magii? Mogli spowodować straszne szkody na zdrowiu fizycznym, psychicznym, a szczególności magicznym takim traktowaniem młodego czarodzieja. Musi jak najszybciej sprawdzić czy te „kałmuki" nie zrobiły czegoś naprawdę okropnego jego synowi.

Merlinie, to jest przecież jego syn!, dotarło nagle do niego.

Cały czas był święcie przekonany, że dziecko jest odpowiednio traktowane. Znał wcześniej Petunię Dursley, ale myślał, że macierzyństwo ją zmieniło. I gdzie był Dumbledore? Miał opiekować się dzieckiem z przepowiedni. Czyżby wszystko zostawił w rękach mugoli, nawet ich nie kontrolując? Chłopiec jest u niego od kilku godzin, a on nadal nie otrzymał żadnej wiadomości od dyrektora, że Harry opuścił dom Dursleyów. Nie nałożył na niego choćby zaklęcia monitorującego? A gdyby to był atak zwolenników Czarnego Pana, chcących zemścić się na dziecku, które zniweczyło ich plany co do władzy i pieniędzy?

Potter nadal stał w miejscu. Nie poruszył się nawet o milimetr.

— Jesteś głodny? — zapytał go, samemu wstając.

— Nie, proszę pana.

Dziwne. Dzieciaki w tym wieku zawsze wydawały mu się wiecznie głodne.

— I tak powinieneś coś zjeść. Chodź za mną.

Podszedł do drzwi i odwrócił się, sprawdzając czy dzieciak idzie. Zobaczył jeszcze jak dłoń chłopca przesuwa się po blacie biurka, koło którego stał. Zaraz potem Harry zauważył jego spojrzenie i podbiegł do niego, lekko blednąc.

— Źle się czujesz? — spytał Severus, dostrzegając tę reakcję.

— Nie, proszę pana.

Harry nie kłamał, przynajmniej nie tak do końca. Był przerażony i starał się nad tym zapanować. Biurko było tak samo okropne jak wcześniej różdżka. Ujrzał mężczyznę opisującego straszne rzeczy. A jeśli wierzyć słowom, które pisał, to on je zrobił.

Zeszli na parter, a z holu do sporej sali, w której czekał na nich zastawiony już stół. Zapachy potraw spowodowały, że Harry przełknął. Czekał, co zrobi mężczyzna i, gdy wskazał mu krzesło tuż obok, zajął je. Ręce położył na kolanach, ale prawie natychmiast dłonie dotknęły brzegu obrusa, który kończył się tuż nad nimi. Uśmiechnął się ledwo widocznie.

— Częstuj się. Gdy tylko będziesz głodny, wystarczy poprosić skrzata i zostaniesz obsłużony — zaprosił go do jedzenia Severus. — Posiłki są o stałych porach. Ósma, trzynasta i osiemnasta. Nie zawsze będę mógł w nich uczestniczyć, a skrzaty mogą je dostarczyć do twojego pokoju, jeśli nie chcesz spożywać go tutaj sam. Chciałbym byś w pozostałych przypadkach jadł ze mną.

— Dobrze, proszę pana.

Dopiero, gdy Severus skończył mówić, Potter sięgnął po tosta i kiełbaskę. Zjadł oba powoli, popijając gorzką herbatą. Skończywszy, położył dłonie na kolanach i czekał aż mężczyzna skończy. Ten zajęty był akurat czytaniem gazety o dziwacznej nazwie „Prorok Codzienny" i nie zwracał uwagi na jego poczynania. Odważył się sięgnąć do swojego krzesła i dotknąć poduszki siedziska, na którym siedział. Uniósł lekko brwi, gdy zobaczył wysokiego blondyna z poprzedniej nocy. Musiał być tutaj stałym bywalcem, bo sporo obrazów przemknęło przez umysł chłopca.

— Skończyłeś już? — Pytanie wytrąciło go trochę z równowagi, ale nie pokazał tego po sobie.

— Tak, proszę pana.

Severus odsunął krzesło, wstając i odkładając gazetę, w której jacyś dwaj mężczyźni kłócili się zawzięcie. Zdjęcie było ruchome i Harry'emu przypomniały się krótkie filmiki oglądane często przez kuzyna. To było bardzo podobne.

— Idziemy na zakupy. Nie możesz chodzić ciągle w tym samym ubraniu.

— Ubranie dla mnie? — zdziwił się Harry.

— Tak, nie masz przecież nic innego — zauważył zdziwiony tą reakcją. — Chyba twoi poprzedni opiekunowie kupowali ci odzież? — zapytał, ale natychmiast pewne podejrzenia zaświtały mu w głowie.

Chłopiec nie miał na sobie dopasowanych ubrań, bardziej wyglądały jak zużyte przez hipopotama, a dopiero potem dane dziecku. Całe szczęście eliksir jeszcze działał i jego gniew był bardzo słaby. Dodatkowo opuszczona głowa Harry'ego wyjaśniała całą sprawę.

— Idzie... — Już miał ponaglić chłopca, aby szedł za nim, gdy ktoś powiadomił o swoim przybyciu dzwonkiem u drzwi.

Mugolski wynalazek, który zainstalowała jego matka, rozbawiona melodią, jaką wydawał. Tylko jedna osoba odważała się używać i nie bała się gniewu gospodarza.

— Chodź ze mną — polecił.

I tak był przekonany, że Lucjusz będzie chciał zobaczyć, czy nie zrobił z chłopca składników do eliksiru. Skrzaty wpuściły już gości i Severus zauważył za plecami starszego Malfoya jego syna.

— Dlaczego go przyprowadziłeś? — spytał za spokojnie.

— Żeby miał się z kim pobawić, gdy będziemy rozmawiać. Ile wypiłeś, że jeszcze na mnie nie wrzeszczysz?

— Dwa — odparł, zbyt długo się znali, by mógł ten fakt ukryć. — I wkrótce przestanie działać.

— Co miałeś zamiar dzisiaj robić? — Wcale się nie przejął ostrzeżeniem.

— Idziemy na Pokątną.

— Wspaniały pomysł — ucieszył się Lucjusz, klaszcząc i odwracając się do syna. — Masz ochotę na nową szatę? Pokażemy twojemu kuzynowi, co będzie modne w tym sezonie.

Harry cały czas stał spokojnie u boku Snape'a. Gdy usłyszał, że ten młodszy z blondynów to jego nowy kuzyn, zrobił krok do tyłu, zwiększając dystans pomiędzy nimi. Oczywiście to zachowanie zostało natychmiast dostrzeżone.

— A ty dokąd? — Nagły, ostry ton głosu Snape'a jeszcze bardziej wystraszył chłopca i cofnął się o jeszcze jeden krok.

— Straszysz go, Severusie. Draco zabierz Harry'ego na chwilę do salonu. Opowiedz mu o sieci Fiuu, by się nie wystraszył, jak będziemy jej używać.

— Dobrze, ojcze.

Chłopiec podszedł do Pottera i chciał złapać go za rękę, ale ten uchylił się. Draco widząc, że ten nie chce żadnego kontaktu, wzruszył ramionami i minął go, otwierając najbliższe drzwi, niemo wskazując głową, by poszedł za nim.

Harry spojrzał na Snape'a.

— Idź! — nakazał mężczyzna, odsyłając go.

Harry ruszył więcej niż niepewnie w stronę salonu. Draco zamknął za nim drzwi i zaczął obchodził dookoła jakby oglądał jakiś interesujący go towar w sklepie.

— Chudy jesteś — stwierdził, stając przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi. — Uczesanie ma wiele do życzenia, okulary możemy szybko zlikwidować. Jesteś też strasznie mały. Mleka nie lubisz? —Harry milczał. Był już przyzwyczajony do krytyki. Młody Malfoy nie przejął się jego brakiem odpowiedzi. Wskazał kominek i kontynuował: — Przejdziemy kominkiem na Pokątną. To nasz środek transportu. Nie używamy samochodów jak mugole.

Drugi chłopiec jedynie patrzył na niego bez żadnej reakcji.

— Nie jesteś zbyt rozmowny. — Znów spróbował się do niego zbliżyć, ale ten ponownie się cofnął.

Mina, jaką przy tym zrobił, zastanowiła Draco.

— Boisz się mnie? Nic ci nie zrobiłem.

— Jeszcze — odezwał się w końcu Harry, mijając go i stając koło kominka. — Nie ufam ci. Mówię to wprost.

— Zawsze podejmujesz o kimś tak szybko zdanie? Znamy się dopiero kilka minut.

— Wolę być ostrożny. Nigdy nic nie wiadomo.

Draco nie wiedział, co spowodowało takie zachowanie Pottera. Może ojciec powie mu coś więcej niż to, co dotąd od niego usłyszał. Wyrzucony z domu opiekunów i przyprowadzony do swego biologicznego ojca.

— Jak sobie radzisz z wujkiem? Nie jest zbyt otwarty, ale da się go czasami lubić.

Harry spojrzał na niego dziwnie i Draco poczuł jak po jego plecach przechodzą dreszcze od tego zielonego jak avada wzroku. Na całe szczęście w tej chwili do salonu weszli dorośli i Potter nie musiał odpowiadać na to pytanie.

— Gotowi? Możemy iść? — zapytał wesoło Lucjusz, podchodząc do syna.

— Ja tak, nie wiem jak Potter — odezwał się Draco.

Severus zerknął na chłopca i sięgnął po skrzyneczkę, w której trzymał proszek do sieci Fiuu.

— Masz cały czas trzymać się mnie. Nie życzę sobie żadnych samowolnych wycieczek.

— Dobrze, proszę pana.

Te suche odpowiedzi zaczynały denerwować Severusa. Żadne normalne dziecko nie jest aż tak posłuszne. Przynajmniej takie, które było traktowane tak jak powinno. Chyba czeka go długa rozmowa z Dumbledorem, a także z własnym synem. To ostatnie jak już będą sami.

— Weź trochę proszku i wrzuć w ogień, wołając wyraźnie Dziurawy Kocioł.

— Mieliśmy iść na Pokątną, on tak mówił — rzekł Harry, wskazując kuzyna.

— I pójdziemy. Kominek nie jest w stanie przenieść nas na środek alei, musimy przenieść się w miejsce, gdzie takowe normalnie stoją, czyli w tym wypadku Dziurawy Kocioł. Miałeś mu wytłumaczyć — zrugał ojciec syna.

— Nie zdążyłem. Przepraszam. — Draco udał skruszonego, tak przynajmniej to wyglądało.

Ponaglenie od strony Snape'a w stronę obu chłopców mówiło samo za siebie. Lucjusz już znikał w zielonych płomieniach. Draco ruszył zaraz za ojcem. Potter spojrzał na migoczący pył w swojej dłoni i podszedł bliżej ognia. Czuł jego gorąco i nie rozumiał, jak dzięki temu, co trzymał w ręce, może gdziekolwiek się przenieść i to bez oparzeń. Ale skoro Malfoyowie bez strachu weszli do kominka, to on chyba też nie ma wyboru.