Ciche Marzenie

Rozdział 5

Harry wtulił się poduszkę, ukrywając uśmiech, chociaż i tak nikt nie mógł go zobaczyć. Jeszcze nigdy dotąd nie czuł się tak szczęśliwy. Ojciec go tolerował. Nie, to złe słowo. Tata uznał go za swojego syna. Takiego, jakim był. Może go to początkowo przestraszyło, ale przyjął to. Nie robił mu wyrzutów. Może fakt, że sam był czarodziejem, pomagał?

Westchnął, szczerząc się już jak głupi. Nie był niechciany, a to znaczyło chyba najwięcej.

Z tymi wesołymi i bardzo szczęśliwymi myślami zasnął.

Severus miał z tym trochę więcej kłopotów. Lucjusz bez pożegnania wrócił do siebie.

Snape starał się poukładać wszystko w jakimś porządku. Wiele spraw będzie musiało teraz ujrzeć światło dzienne, inne – wręcz przeciwnie – zostać ukryte bardzo głęboko.

Jego syn będzie teraz w wielkim niebezpieczeństwie. On także, jeżeli ich pokrewieństwo wyjdzie na jaw. Na dodatek ma tylko kilka tygodni, by przygotować go na to, co może nadejść. To nie będzie szczęśliwe dzieciństwo chłopca, który już i tak przeżył niejedno okrucieństwo. Postara się jednak ze wszystkich sił, by ten się nie załamał. On nigdy nie był kochany przez swego ojca, ale jego syn nie zazna odrzucenia.

Rano Harry szybko się umył i zszedł na śniadanie. Ojciec już tam był, pijąc kawę. Zatrzymał się w drzwiach i cierpliwie czekał, aż zostanie zauważony.

— Usiądź. — Po chwili Severus dostrzegł go i wskazał krzesło tuż obok siebie. — Nie musisz czekać na moje pozwolenie. Nigdy w przypadku posiłku. Czy to jasne?

— Tak, tato.

Zajął miejsce i zaczął przygotowywać sobie śniadanie. Standardowo nie było tego dużo, co tym razem nie uszło uwadze Severusa.

— Jeżeli jesteś głodny, weź sobie więcej. Jeśli jednak jesteś przyzwyczajony do małych porcji, to postaraj się o coś bardziej odżywczego niż kiełbaski. Owsianka z sokiem będzie odpowiedniejsza i o wiele łagodniejsza dla twojego żołądka. Przekazałem skrzatom, by w twoim pokoju zawsze były jakieś drobne przekąski. Staraj się je jeść pomiędzy głównymi posiłkami.

— Dobrze.

Harry sięgnął po owsiankę, skoro ojciec mówił, że to będzie dla niego zdrowsze. Nikt dotąd nie martwił się o to, co jadł. Kolejna miła rzecz w jego życiu. Po śniadaniu na stole pojawił się półmisek owoców.

— Chciałbym z tobą porozmawiać, synu.

— Słucham. — Harry sięgnął po banana.

Uwielbiał je, pewnie dlatego, że jadł je dopiero kilka razy, i to przeważnie resztki. Najedzony nie martwił się niczym. Nawet poważny ton ojca go nie przestraszył. Może troszeczkę, ale nie pokazywał tego po sobie. Już dawno nauczył się, że uczuć się nie pokazuje.

— Harry — zwrócił się do niego Severus. — Poza Malfoyami nikt nie może wiedzieć, że jesteś moim synem.

Chłopiec zamarł z ręką trzymającą banana w drodze do ust.

— Dlaczego?

— Dla bezpieczeństwa twojego, a także mojego. Malfoyowie po części też są zagrożeni z powodu posiadanej wiedzy.

— Ale dlaczego? — Głos chłopca stał się nagle lekko płaczliwy.

— Mówiłem ci już, że Czarny Pan może kiedyś wrócić. A ponieważ raz już go pokonałeś, stałeś się numerem jeden na liście jego wrogów, a co za tym idzie i jego zwolenników.

— Ty jesteś jego zwolennikiem — zauważył.

— Jestem szpiegiem. Nie mam zamiaru cię zabić. To był jeden z powodów, dla jakich zostałeś adoptowany przez Potterów. Przeczuwano, że mój syn stanie przeciw Lordowi i będzie w stanie go pokonać.

— Chroniłeś mnie?

— Nadal to robię — burknął pod nosem Snape, ale Harry i tak to usłyszał.

— Dziękuję.

— Nie musisz. To obowiązek każdego rodzica. — Harry posmutniał, a Severus zrozumiał swój błąd. — Źle to ująłem, Harry. Obowiązek nie zmusił mnie do oddania cię w ręce obcych. Zrobiłbym wszystko, byś był bezpieczny, a to wyjście było jednym z rozwiązań. Nikt nie przypuszczał, że Potterowie zostaną zaatakowani. Miałeś być u nich bezpieczny, kochany i przygotowywany do nadchodzącej wojny. Potterowie byli świetnymi aurorami.

— Dlaczego nie mogłem zostać z tobą?

— Byłem szpiegiem!

— Mogłeś zrezygnować.

— Nie mogłem. Nikt nie odchodzi ot tak od Czarnego Pana. Zdrada równa się śmierci i to wcale nie łagodnej.

Harry zamilkł. Nadal nie mógł zrozumieć, dlaczego musiał być oddany komuś innemu? Dlaczego nie mógł zostać ze swoimi prawdziwymi rodzicami?

— Co z mamą? — zapytał cicho.

— Lily Potter zginęła, chroniąc cię własnym ciałem.

— Z moją prawdziwą mamą? — dodał, gdy nie został początkowo zrozumiany.

Severus spojrzał na niego z dziwnym zamyśleniem.

— Nie wiem. Zostałeś mi oddany parę godzin po porodzie. Nikt nie odnalazł twojej matki. Zniknęła.

— Kim była? — dociekał Harry.

Ojciec jednak milczał. Czy nie chciał wyjawić mu tej prawdy? Jeżeli tak, to dlaczego? Może gdzieś tam żyła? Może i ją mógł odnaleźć? Stworzyliby wtedy prawdziwą rodzinę.

Cisza przedłużała się, ale chłopiec nie nalegał na odpowiedź. Może tak było lepiej dla niego? Może mógł żyć marzeniami o swojej prawdziwej mamie?

Ten dziwaczny, melodyjny dzwonek znów im przerwał, choć tym razem jedynie milczenie.

— Zamorduję go w końcu! — warknął Severus, wstając od stołu. — Albo zniszczę ten dzwonek.

To ostatnie raczej się nie stanie, więc los Malfoya był minimalnie zagrożony.

— Nie denerwuj się, Severusie, bo ci się loczki zrobią.

Lucjusz w paradował do jadalni standardowym, królewskim krokiem. Tuż za nim podążał Draco z pudełkiem w ramionach.

— Jeszcze raz użyjesz tego dzwonka, to cię przeklnę! — ostrzegł go Snape.

— Ależ oczywiście. Mogę poznać jakąś bliżej określoną datę w tym stuleciu, a może to nastąpi w nadchodzącym? — drażnił się z nim blondyn, zajmując krzesło, a skrzat już ustawiał przed nim filiżankę z kawą.

— Co cię tu sprowadza? — spytał Snape, widząc, że jego groźby raczej nie doczekają się rezultatów.

— Draco się nudził i prosił, byśmy odwiedzili jego nowego kuzyna.

Harry stężał na krześle, obserwując zbliżającego się do niego blondyna. Może zaufał ojcu, ale nie kuzynowi. Odsunął powoli krzesło i wstał.

W jadalni zapanowała cisza. Dorośli obserwowali swoich synów w milczeniu, cierpliwie czekając na to, co nastąpi.

— Przyniosłem coś dla ciebie — odezwał się spokojnie Draco, wcale niezrażony jego zachowaniem.

Wyciągnął w jego stronę pudełko i czekał.

— Co to? — zapytał lodowato drugi chłopiec, krzyżując ręce na piersi w obronnym geście, nieświadomie przypominając w tej pozie własnego ojca.

— Zabawki. Nie zdążyliśmy ostatnio wstąpić do żadnego sklepu, więc przyniosłem kilka moich.

— Po co?

— Harry! — zareagował Severus, gdy syn nadal okazywał wyraźną wrogość.

Ten zadrżał na krzyk, ale nie zmienił swojego postępowania. Draco jednak nie odpuszczał. Postawił pudełko na ziemi i, siadając obok, zaczął wyjmować z niego zabawki. Kilka natychmiast uniosło się w powietrze, lewitując na wysokości twarzy Harry'ego. Potter obserwował go, mrużąc oczy. Severus usiadł koło Lucjusza. Malfoy kiwnął głową w stronę syna, jakby na coś przyzwalając.

— Co ty planujesz? — zapytał szeptem Snape.

— Spokojnie. Draco próbuje przekonać do siebie Harry'ego. Twój syn mu nie ufa z jakiegoś powodu.

— I myślisz, że przekupstwo pomoże? — rzucił gorzko.

— To nadal jest dziecko. Wskaż mi jakieś, które nie lubi zabawek.

— Chyba nie muszę. Spójrz. — Wskazał głową na chłopców.

Harry, nawet jeśli zainteresowały go nowe przedmioty, nie zaufał kuzynowi. Odszedł w dalszy kąt jadalni i usiadł w fotelu, nie spuszczając z blondyna wzroku.

— Ktoś musiał go naprawdę mocno skrzywdzić, skoro jest aż tak zapobiegliwy — zaczął Malfoy. — Co powiedziała wczoraj Pomfrey? Domyślam się, że był głodzony. Czy coś jeszcze?

— Lista jest bardzo długa. O wiele za długa, jak na dziesięciolatka. Draco nie zdobędzie łatwo jego zaufania.

— Jest uparty. Nigdy nic nie wiadomo.

Młodszy Malfoy faktycznie nie poddawał się tak łatwo. Skoro Potter uciekł w inną część komnaty, on podążył za nim. Nie za bardzo spodobało się to Harry'emu, ale nie reagował, dopóki Draco jedynie bawił się w jego pobliżu. Kilka razy złapał małą, złotą piłkę i odrzucał ją daleko. Gdy wróciła po raz piąty, złapał ją i, krążąc wokół niej palcem wskazującym, unieruchomił. Tym razem odrzucona, potoczyła się po podłodze.

Draco wstał i podniósł piłkę, przyglądając się jej przez chwilę z zainteresowaniem.

— Co jej zrobiłeś? — zapytał w końcu.

— Wyłączyłem.

— Jak?

— Zwyczajnie. Usunął z niej magię. Tak samo, jak została w nią wpleciona, tyle że w przeciwną stronę — odparł za niego Severus, wyciągając dłoń w kierunku Draco, by podał mu piłkę. — Zobaczyłeś to i zrobiłeś, prawda?

— Tak, tato. — Harry opuścił głowę, oczekując kary.

Nie wiedział, czy ojca ten czyn nie rozzłości.

— Potrafisz powtórzyć każdy czar, jaki zobaczysz?

— Nie wiem. Widziałem dopiero kilka, a niektóre wcale mi się nie podobają.

Przypomniał sobie zaklęcia rzucane przez ojca. Malfoyowie przysłuchiwali się tej wymianie zdań w ciszy, ale do pewnego czasu.

— O co chodzi z tym „zobaczeniem"? — Draco nie wytrzymał.

Harry cofnął się natychmiast kawałek, bo podczas rozmowy Malfoy przysunął się do niego niepostrzeżenie.

— Nie zakradaj się do mnie!

— Harry! — Severus ponownie musiał zareagować.

— Nie ufam mu. Nie przekona mnie zabawkami, nawet magicznymi! — warknął cicho Harry, na uwagę ojca.

— Dlaczego? — Trzy jednakowe pytania zabrzmiały jednocześnie.

Harry nie za bardzo chciał odpowiadać. To należało do jego przeszłości. Przeszłości, o której chciał zapomnieć. Jeżeli blondyn miał okazać się podobny do jego wcześniejszego kuzyna, to wolał od razu go unikać.

— Nie mam najmniejszego zamiaru cię skrzywdzić — rzucił Draco, jakby domyślając się jego dylematu. — Chciałem się z tobą zaprzyjaźnić.

— On też tak mówił — wyrwało się chłopcu, ale było już za późno.

— On? Masz na myśli swojego kuzyna? — zapytał Snape. — Też się nad tobą znęcał? Dlatego nie ufasz Draco?

Jednak Harry milczał. Uważał, że i tak zdradził już za dużo przy Malfoyach.

— Lepiej pójdziemy — zaproponował Lucjusz. — Chcesz chyba porozmawiać z synem w ciszy i spokoju? Zafiukaj, gdy trochę się uspokoi.

Snape pożegnał obu i wrócił do Harry'ego, który stał nad pudełkiem zostawionym przez Draco.

— Zawsze chciałem mieć przyjaciół — odezwał się nagle chłopiec, kucając. — Ale z czasem okazywało się, że nimi nie są. Robili to tylko dla zabawy, by mnie ośmieszyć, bo Dudley im kazał. Nauczyłem się nie ufać nikomu. Mój dar zawsze pokazuje mi prawdę. Nigdy mnie nie oszukał i mam zamiar nadal w niego wierzyć.

— Widziałeś, że Draco coś ci zrobi?

— Nie widzę przyszłości.

— Dlatego nadal nie rozumiem. Syn Lucjusza nic ci dotąd nie zrobił, jak możesz go oceniać...

— To jego natura. Jest jak wąż. Nie należy mu ufać. Oszukuje własną rodzinę — sapnął zimno Harry.

— On ma dziesięć lat! To dziecko, tak jak i ty.

— Ale potrafi zrobić tak, by było po jego myśli.

— Kiedy to widziałeś? Nie pamiętam, byś go dotykał.

— Nie musiałem. Tu jest dużo rzeczy, których on dotykał.

Snape usiadł w fotelu pod oknem i wskazał drugi synowi.

— Chyba nadszedł czas, byśmy porozmawiali o twoim darze — zaczął. — Co dokładnie możesz zobaczyć? Wiem, że widzisz czary.

— To tak, jak oglądanie filmu. — Całe szczęście Severus znał ten mugolski wynalazek i nie przerywał chłopcu. — Widzę, co działo się na przykład przy danym przedmiocie. To jak spojrzenie w czyjeś wspomnienia. Nie ma żadnych ograniczeń. Czym dłużej dotykam, tym więcej widzę. Nawet jego stworzenie.

Severusowi nie podobał się ani trochę ten rodzaj magii. Czuł, że syn będzie miał przez to sporo kłopotów. Dodatkowo z całą pewnością nikt nie może poznać prawdy, bo bardzo rzadko znajomość czyjejś przeszłości przysparza przyjaciół. Nikt nie chce dzielić się swoimi tajemnicami. Chłopiec będzie musiał bardzo usilnie chronić swój sekret przed światem.

— Za kilka tygodni pojedziesz do magicznej szkoły. Nikomu nie możesz zdradzić, na czym polega twój dar.

— Dlaczego? Ty przyjąłeś to spokojnie. Nawet Malfoyowie...

— Po prostu nie możesz! — rzucił ostro. — To nie jest dla ciebie bezpieczne. Lepiej żeby to był twój ukryty atut. — Gdy Harry spojrzał na niego pytająco, dodał: — Tajna broń. As w rękawie.

— Aha! — zrozumiał chłopiec. — Dobrze. A co, jeśli Draco komuś powie?

— Nie powie. Tym się nie martw.

— Nie ufam mu.

— Wiem, choć nadal nie rozumiem dlaczego?

— Mam swój powód. — Harry nie dawał za wygraną.