Ciche Marzenie
Rozdział 6
Rozmowa z ojcem nie przebiegła chyba po myśli żadnego z nich. Severus dał mu na razie spokój i odesłał do pokoju. Harry'emu nie podobało się wiele spraw, które wyłuszczył mu tata. Nie chciał przyjaźnić się w żaden sposób z kuzynem. Miał swoje powody, ale nie miał zamiaru zdradzać ich dorosłym. Nawet on chciał wierzyć, że Draco kiedyś, może w dalekiej przyszłości, ale kiedyś się zmieni. Bo teraz młody Malfoy był gorszy od Dudleya.
Severus odsyła go do jakiejś szkoły. To raczej nie było niezwykłe. Czy czarodziej, czy nie musi się uczyć. Miał jednak nadzieję, że nie będzie daleko. Nie chce mieszkać w internacie, gdzie będzie widywał się z rodzicem tylko w wyznaczone dni. Jeśli w ogóle będzie, skoro chcą zachować ich pokrewieństwo w tajemnicy przed wszystkimi.
Przypomniał sobie nagle, co mówiła ekspedientka w sklepie. Że normalne jest, iż nauczyciele zajmują się niektórymi uczniami. Czyżby jego ojciec uczył? I to w szkole, do której ma uczęszczać? Wtedy łatwiej byłoby im się spotykać. Przecież chyba w magicznej szkole uczniowie pobierają korepetycje, albo coś w tym rodzaju.
Harry westchnął i otworzył drzwi sypialni. Miał ochotę pozwiedzać ten ogromny dom, a teraz nadarzała się odpowiednia okazja. Zdjął rękawiczkę z jednej dłoni i rozpoczął swoją wyprawę. Muskał ramy obrazów, meble, posągi. Ściany mówiły najwięcej, ale było w nich tak wiele obrazów przeszłości, że trudno było się na niej skupić. To tak jakby chciało się oglądać wiele filmów na raz wyświetlanych na jednym ekranie.
Zatrzymał się, gdy usłyszał cichą rozmowę. Rozpoznał głos starszego z Malfoyów. Musiał niedawno przybyć.
— Też tego nie rozumiem. Draco nic mu nie zrobił.
— On twierdzi, że prawdziwy Draco jest całkiem inny, a to, co ty widzisz, to tylko kamuflaż, który ci pokazuje. Nie wiem, co mam zrobić. Muszę go przygotować i do szkoły i do tego, co może się stać w przyszłości.
— Wyznaczasz sobie trudne zadanie, Severusie. — Harry usłyszał dźwięk uderzanego o siebie szkła, więc przypuszczalnie któryś z dorosłych robił sobie drinka. — Dobrze wiesz, kim jesteś.
— I dlatego proszę cię o pomoc w chronieniu mojego syna. Mnie może się coś stać, ale on musi przeżyć za wszelką cenę.
Harry zacisnął dłoń na krześle, obok którego stał, podsłuchując rozmowę. Nie podobał mu się tok rozmowy, którą toczył jego ojciec. Nie chciał aż takiego poświęcenia.
— Myślałeś o użyciu Obliviate? — zaproponował nagle Lucjusz.
— Po co mam używać zaklęcia wymazującego pamięć?
— Usuń mu wspomnienia o Draco i w ten sposób się zaprzyjaźnią. Gdy trafi do Slytherinu, a na pewno tam trafi, Draco zaopiekuje się nim. Tam będzie bezpieczny, a także ty będziesz mieć na niego oko, jako opiekun Domu.
— Nie mogę mu tego zrobić. Straciłbym jego zaufanie — zaprotestował ojciec.
— Co jest dla ciebie ważniejsze? Jego życie, czy zaufanie?
Harry nie miał zamiaru więcej słuchać. Cokolwiek zdecydują, jego już tu nie będzie. Nie chciał mieć usuwanych wspomnień, nawet jeżeli niektóre naprawdę były okropne, to nadal były jego częścią.
Zaczął biec w stronę wyjścia. Jeden ze skrzatów pojawił się przy drzwiach, blokując swoim drobnym ciałkiem przejście.
— Nie wolno paniczowi wychodzić.
Stworzenie nie wyjęło różdżki, a jednak drzwi zamigotały i, gdy spróbował je otworzyć, nawet nie drgnęły. Udając wściekłe zrezygnowanie udał się do salonu, a następnie na taras. Zejście do grodu nie zostało powstrzymane. Może skrzat pomyślał, że idzie się pobawić? Przebiegł szybko odległość dzielącą go od głównej ścieżki i skierował się ku bramie. Ktokolwiek planował wejście nie myślał o bezpieczeństwie, lecz jedynie o wyglądzie. Przestrzenie pomiędzy szczeblami bramy były tak szerokie, że on, szczupły dziesięciolatek, bez najmniejszego problemu przecisnął się pomiędzy nimi. Jeżeli brama była zamknięta, to przynajmniej nie musiał się tym przejmować.
Ale co teraz? Do Dursleyów z wiadomych powodów nie mógł jeszcze wrócić. Poza tym, to tam szukaliby go w pierwszej kolejności. Na razie musi się stąd oddalić. Potem wprowadzić część drugą planu, który wpadł mu do głowy po podsłuchaniu ojca.
OOOO
— Jak to uciekł? Tak bez powodu nie ucieka się z domu!
Skrzat skulił się, ale nie odważył poruszyć z miejsca. Pan nienawidził, kiedy karali się na jego oczach. Zresztą nawet, gdy karali się w kuchni, to był zły.
— Nie mógł odejść daleko.
— Zgubiliśmy go na pobliskim dworcu — wyszeptał jękliwie stwór.
— Pięknie, tego mi jeszcze brakowało. Wiecie chociaż dokąd był pociąg?
— Do Londynu. Tam jest ostatni przystanek.
— A po drodze kilkanaście innych.
— Mogłeś rzucić na niego zaklęcie śledzące — zaproponował poniewczasie Lucjusz. — Może tylko zachciało mu się przejechać.
— Raczej podsłuchał naszą rozmowę — burknął cicho Snape i zaczął przygotowywać się do wyjścia.
— Mam ci pomóc?
— Nie trzeba.
— Może jednak?
— Jak chcesz — dał za wygraną Severus.
Harry ukrył się w zaułku ulicy, gdy tylko dostrzegł blondyna. Jak go tak szybko znaleźli? Domyślał się, że to jakiś magiczny sposób. Zastanawiał się szybko, czy ma pokazać się już, czy jeszcze trochę poczekać. Dowiedział się już tego, co chciał i jedynie, co potrzebował do zrealizowania swojego planu, to różdżka. Chciał właśnie jakąś zdobyć, gdy zobaczył Malfoya.
Westchnął ciężko i wyszedł wprost na drogę, którą szedł jego ojciec. Reakcja była oczywista. Słuchał Severusa do momentu, gdy Lucjusz wręcz im nakazał wracać do domu, bo robią zamieszanie.
Tam przynajmniej nie został ukarany fizycznie, choć był na to psychicznie przygotowany. Jego karą było przebywanie w swoim pokoju. Jakby dla niego było to coś niezwykłego. Skrzat, który przyniósł mu jedzenie, natychmiast został jego pierwszą ofiarą, wziętą na cel.
— Nie odchodź jeszcze — zatrzymał go, zanim ten znikł.
— Czy panicz jeszcze czegoś potrzebuje?
— Czy mógłbym dostać różdżkę? Nudzę się, a nie dostałem kary na rzucanie zaklęć.
— Oczywiście, paniczu. Zaraz przyniosę którąś z zapasowych.
Te stworzenia jednak miały pewne wady. Ich służalczość nie zawsze była dobra, przynajmniej jeżeli chodzi o przyszłe ofiary Harry'ego. Dostarczona różdżka nie była doskonała, ale nadawała się do jego planu. Mógłby wykonać je dłońmi, ale nie był stuprocentowo pewny wyników. A musiał, jeśli chciał, by ojciec przeżył.
Ćwiczył na skrzatach, które co pewien czas przynosiły świeże przekąski, a zabierały stare. Pierwsze zaklęcia nie wyszły mu do końca dobrze, ale kolejne już doskonale. Teraz musiał już tylko czekać na odpowiedni moment. Miał nadzieję, że wszystko wziął pod uwagę. Co prawda był to pomysł chwili, ale na razie uważał, że jest dobry. Naprawdę to wolałby tego nie robić, ale jeżeli inni mają cierpieć przez niego, to woli ten plan. Może kiedyś...
Teraz to było dla wszystkich jedyne wyjście.
— Jest panicz proszony na kolację.
Skrzat pojawił się tak nagle, że Harry aż podskoczył.
— Czy ojciec jest sam?
— Nie. Pan i panicz Malfoy mu towarzyszą.
Podziękował i odesłał skrzata. Nadarzała się okazja wprowadzenie planu w czyn. Nawet nie przypuszczał, że uda mu się to tak szybko. Ukrył różdżkę w rękawie i zszedł do jadalni.
Głośno przełknął, gdy przekroczył próg sali. Nikt nie zwracał na niego uwagi, jakby to było częścią kary za ucieczkę, ale jemu osobiście to pasowało. Nie był głodny z emocji tego, co miał zrobić, więc ledwo co tknął posiłek.
Dorośli po posiłku zajęli fotele koło kominka i popijali jakieś drinki. Draco usiadł w pobliżu i bawił się zabawkami. Tym razem nie próbował wciągnąć go do zabawy.
Teraz miał okazję.
Chwilę później opuszczał posiadłość ojca, który już o nim nie pamiętał.
Podobnie miał zrobić z Dursleyami. Usunie im z pamięci dzień wyrzucenia go z domu. Będzie musiał z nimi jeszcze trochę wytrzymać.
Może kiedyś usunie czar z ojca. Zrobi to jedynie wtedy, gdy będzie wiedział, że ten będzie bezpieczny.
Jego marzenie o kochającej rodzinie będzie musiało jeszcze trochę poczekać.
Koniec?
Cóż, najpiękniejsze marzenia niestety często się nie spełniają.
