Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.
Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 4
beta: Erubinka
"Somewhere over the rainbow1 | Gdzieś podnad tęczą
Way up high," |wysoko
Jęknąłem, gdy usłyszałem radio. Sięgnąłem do mojej szafki nocnej, aby je wyłączyć, ale to było bezowocne.
"There's a land that I heard of | Jest tam miejsce, o którym słyszałem
once in a lullaby." | kiedyś w kołysance.
Kiedy, spróbowałem sięgnąć po nie drugi raz, przypadkowo je zrzuciłem.
"Somewhere over the rainbow | Gdzieś ponad tęczą
Skies are blue, | Nieba są niebieskie
And the dreams that you dare to dream | I marzenia, o których odważysz się myśleć
Really do come true." Naprawdę stają się prawdziwe.
- Judy, zamkniesz się do cholery? Jezu! - jęknąłem.
Odetchnąłem głęboko i zapach bekonu i jajek wypełnił moje nozdrza. Czułem również świeżą kawę i naleśniku. O człowieku! Śniłem o jedzeniu.
"Someday I'll wish upon a star | Pewnego dnia będę marzył przy gwieździe
And wake up where the clouds are far | I obudzę się, gdzie chmury są daleko
Behind me. | Za mną.
Where troubles melt like lemon drops | Gdzie kłopoty rozpływają się jak cytrynowe tabletki
Away above the chimney tops | Zdala nad kominem
That's where you'll find me." | To tam mnie znajdziesz.
- Obudź się kochanie – usłyszałem, znajomy słodki głos.
- Nieee – jęknąłem i tym razem usłyszałem chichot.
Co do cholery?
Ciepła ręka zaczęła czesać moich włosów.
- Masz dwie sekundy, żeby się odsunąć – warknąłem.
- Albo, co? - Głos się zaśmiał.
- Albo, kiedy Cię złapię – warknąłem. - Zacałuję Cię na śmierć! - Odwróciłem się i w ciągu sekundy przyciągnąłem ją w swoje ramiona i wypełniłem jej piękną twarz pocałunkami.
- Edwardzie przestań – śmiała się.
- Tęskniłem za Tobą, Mamo – powiedziałem, ciasno ją przytulając.
Esme jest dla mnie więcej niż matką. Była moją przyjaciółką, powiernikiem, nauczycielem, korepetytorem z pianina. Prawdopodobnie była jedyną kobietą, którą wciąż traktowałem z szacunkiem. Gdy, spojrzałem w jej świecące oczy, poczułem nic innego jak miłość do kobiety, która przygarnęła mnie i mojego brata, kiedy zostaliśmy wyrzuceni przez naszych rodziców. Jak mógłbym nie kochać tej kobiety za wszystko, co mi dała?
- Też za Tobą tęskniłam, mój kochany synku – powiedziała, całując słodko moje czoło. - Chodź, zrobiłam Ci śniadanie. - Wstała i wzięła moją rękę. - Jesteś taki szczupły. Czy ty w ogóle jadasz? - pytała.
- Zaraz wracam – powiedziałem, gdy pocałowałem ją głośno i poszedłem do łazienki.
To było prawie dwa lata, kiedy widziałem ją ostatni raz. Była zapracowana ze swoimi sprawami, tak jak ja byłem zajęty pracą... i innymi rzeczami. Ostatnio zacząłem chodzić do parku dwie godziny przed moją zmianą, tylko po to, żeby zobaczyć czy mógłbym wpaść na Williama. Na żądanie zacząłem brać nocne zmiany przez ostatnie kilka tygodni. Potrzebowałem dodatkowej kasy, ale również chciałem go ponownie zobaczyć. Chciałem go poznać i obiecał mi, że zobaczę go w pobliżu. Wiedziałem, że była to obietnica od niego dla mnie: jego oczy mi to powiedziały. Jednakże, nigdy się nie pokazał.
Gdy szedłem do kuchni usłyszałem pociąganie nosem. - Mamo? - powiedziałem, gdy podszedłem do niej. Nienawidziłem oglądać jej płaczącej.
- W porządku, skarbie. Uderzyłam kolanem w stół – uśmiechnęła się. Kłamała.
Natychmiast byłem czujny. - Mamo, nie kłam. Co się dzieje?
- Nic, mój drogi – powiedziała, gdy wstała, żeby nalać kawę do naszych filiżanek.
- Albo ty mi powiesz, albo dzwonię po wsparcie – powiedziałem. Nienawidziła, kiedy szantażowałem telefonem do Emmetta. Kiedy oboje byliśmy z nią, była jak guma w naszych rękach.
- To nic, dziecinko. Po prostu bardzo za Tobą tęskniłam. To matczyne prawo, żeby tęsknić za swoimi dziećmi i biec do nich, kiedy chce być blisko nich.
Zacząłem odliczać. - Jeden...
- Edward – westchnęła.
- Dwa – powiedziałem i skrzyżowałem ramiona przy piersi.
- Miałam kłótnię z twoim ojcem, dobrze? - rzuciła zanim zalała się łzami.
Wstałem i delikatnie wziąłem ją za ramiona przyciągając do siebie. Kiedy się skrzywiła, zamarłem, gdy stwierdzenie natychmiast mnie uderzyło. Zwęziłem oczy i puściłem jej ramię.
- Przysięgam na pieprzonego Boga, jeśli nie ściągniesz swojej kurtki w tej chwili, zedrę ją z Ciebie – warknąłem.
- Edwardzie, to nic – westchnęła, wycierając łzy.
- Ściągaj. TERAZ! - warknąłem.
- Nie jest źle. To tylko mały siniak – powiedziała, a ja widziałem na czerwono. - Kłóciliśmy się i, kiedy zamierzałam wyjść na lotnisko, złapał mnie. Nie zamierzał mnie zranić. Był po prostu zdesperowany – powiedziała spokojnie.
Bez zastanowienia, wszedłem do salonu i wziąłem telefon.
- Edwardzie, nie – prosiła.
Zanim skończyła mówić, on już odebrał telefon. - Hal...
- Posłuchaj mnie ty skurwielu! Jeśli kiedykolwiek, to znaczy kiedykolwiek, podniesiesz jeszcze raz na nią chodź palec, zamierzam odciąć twoją pieprzoną rękę i wsadzić Ci ją w dupę! - grzmiałem. - Bądź wdzięczny, że jestem w tej chwili po drugiej stronie kraju!
- Edwardzie – westchnął smutno.
- Pieprz się! - warknąłem i wyłączyłem telefon.
Sięgnąłem po papierosy i trzęsącymi rękoma starałem się jednego odpalić, ale ta cholerna zapalniczka nie działała. - Kurwa! - krzyczałem i rzuciłem tą cholerną rzecz na kanapę.
- Tutaj – powiedziała, wręczając mi inną zapalniczkę.
Zapaliłem papierosa i wziąłem głęboki oddech. Całe moje ciało trzęsło się z gniewu. Przechodziłem przez to już raz i nie było możliwości, że zrobię to ponownie. Wziąłem ponownie mój telefon i zadzwoniłem do mojego brata.
- Lepiej, żebyś miał...
- Zamknij się Em i przyjeżdżaj tu – warknąłem.
- Co jest? - powiedział.
- Mama jest tutaj – powiedziałem i spojrzałem na nią. Błagała mnie swoimi oczyma, żebym mu nie mówił. - I przywiozła ze sobą prezent od naszego drogiego ojca – wycedziłem. Jej oczy ponownie wypełniły się łzami.
- Cholera! Co zrobił? - zapytał. Stawał się podirytowany. Wiedział, że nie zachowywał bym się w ten sposób przy niej bez powodu.
- Posiniaczył ją – powiedziałem, a ona ukryła swoją twarz w dłoniach. Jedyna rzecz, jaką usłyszałem to wyłączenie telefonu.
- Nie miałem pojęcia jak Emmettowi udało się dostać tutaj tak szybko. Użył swojego kompletu kluczy, wszedł do domu i zamknął drzwi tak mocno, że zawiasy zaskrzypiały w proteście. Mama była zwinięta w moich ramionach cicho płacząc. Była zajebiście dobrze poinformowana, co przemoc dla nas znaczyła, co ona nam zrobiła.
- Mamo? - zapytał, klękając przed nami.
- Witaj, niedźwiadku – uśmiechnęła się, gdy użyła jego dziecięcego przezwiska.
- Ał, Mamo – westchnął. Rzuciła się w jego ramiona, wciąż ciasno trzymając moją rękę w swojej, płacząc. Czułem jak moje oczy paliły i nowa fala gniewu spłynęła na mnie.
- To skurwysyn – warknąłem i wstałem z kanapy. - Jak wiele razy? - zapytałem zły.
- Edwardzie – wyszeptała.
- Ile razy podniósł na ciebie swoje brudne łapska, Ma? - ponownie zapytałem.
- To był pierwszy raz – powiedziała. Mogłem zobaczyć, że co do tego była szczera. - Chłopcy, on tego nie chciał. Byłam zła i powiedziałam jemu kilka rzeczy – okropnych rzeczy. Był trochę podpity, więc...
Emmett wstał i zaczął krążyć wokół salonu. - Mamo, nie miej dla niego wymówek! - powiedział gniewnie. - To jest niewybaczalne. A niech to!
- O co w ogóle się kłóciliście? - zapytałam, trochę bardziej delikatnie.
- Um, to było o... - zaczęła i się zatrzymała. - To było o pieniądze, Edwardzie. Domagał się, żebym przelała je jemu, ponieważ nie potrzebuję takiej ilości. Odmówiłam grzecznie mówiąc, że nie użyję ich na schronisko. Jedna rzecz prowadziła do drugiej i oto jestem – pociągnęła nosem. - Spro...
- Nie mów, że go sprowokowałaś – powiedziałem rozdrażniony. - Mężczyzna, który podnosi ręce na kobietę, powinien być nakarmiony własnymi jajami. Wciąż zatrudniacie Myrę? - zapytałem. Myra była kobietą, która przychodziła trzy razy w tygodniu, żeby posprzątać dom.
- Tak – powiedziała.
- Zadzwoń do niej i powiedź, żeby spakowała twoje rzeczy. Zamieszkasz ze mną. Ten skurwiel nigdy więcej Cię nie dotknie – powiedziałem, a Emmett potwierdził kiwnięciem głowy. - Straciłem matkę – luźno używałem tego słowa – raz, i nie chcę też stracić Ciebie. Najpierw Cię złapie, następnym razem Cię uderzy, i zanim będziesz wiedziała, zostaniesz pochowana sześć stóp pod ziemią.
- Jesteś przewrażliwiony – powiedziała bardzo pewnie, patrząc krótko na mnie, zanim zwróciła swój wzrok na Emmetta. - On nigd... - kontynuowała i nagle przerwała – Emmecie Cullen! Co na imię Boga masz na sobie? - pisnęła i natychmiast zamknęła oczy.
Właśnie wtedy zobaczyłem to co ona. Wielka niedołęga wyszła z domu, nie mając na sobie nic poza koszulką i majtkami. To wszystko. Zacząłem się niekontrolowanie śmiać.
- Z czego się śmiejesz, Eddi? - powiedział i poszedł do mojego pokoju, prawdopodobnie żeby wziąć coś do ubrania. - Do cholery zadzwoniłeś do mnie o szóstej trzydzieści rano i powiedziałeś mi, że mama jest posiniaczona. Co oczekiwałeś, że zrobię, jajogłowy? Założę garnitur? Ledwo znalazłem moje klucze do auta! - warknął, gdy wyszedł z mojego pokoju, mając już założone spodenki. - I dlaczego jesteś w domu tak wcześnie? Nie pracowałeś?
- Miałem wczoraj wolne – powiedziałem, gdy uspokoiłem mój śmiech. - Muszę zadzwonić do Marcusa. Poproszę go, żeby zmienił mi grafik.
- Nie musisz tego robić, Edwardzie – powiedziała mama. - Mam wiele rzeczy tutaj do zrobienia.
- Rozśmieszasz mnie. Nie widziałem Cię przez dwa lata i tęskniłem za Tobą, Mamo – powiedziałem szczerze. - Poza tym jeszcze tutaj nie skończyliśmy – powiedziałem i natychmiast zmieniłem swój nastrój.
Emmett wyszedł z kuchni trzymając talerz pełen naleśników, gdy jeden wciskał już sobie do gardła. - Ugh! Czy można być bardziej obrzydliwym? Czy ona Cię nie karmi?
- Jestem rosnącym facetem, mały bracie i ortopedą. Potrzebuję mojej siły, żeby składać z powrotem kości – powiedział i zatopił się w kanapie, obok mamy.
Wiedząc, że Marcus był już w pracy, szybko do niego zadzwoniłem, z zapytaniem o zmianę grafiku. Byłem jedynym, który patrolował park i moja prośba, nie spierdoli nikomu planów. Kiedy, skończyłem, zobaczyłem, że mama uratowała kilka naleśników przed łapskami Emmetta i zrobiła świeżą kawę. Siedzieliśmy przy wyspie w kuchni rozmawiając o schronisku i jej planach na rozbudowę. Cieszyłem się, że na to wykorzysta pieniądze. Wciąż byłem wkurzony na tego dupka, ale starałem się tego nie pokazywać. Cała ta sprawa z łapaniem, może być skończona w tym momencie, ale nie jest to problem, o którym będziemy rozmawiać. Emmett miał dzień wolny, odkąd brał podwójne dyżury w szpitalu, więc zdecydował, że zabierze mamę do garażu Rosalie i zrobią jakieś zakupy. Ja z drugiej strony, zdecydowałem się zostać w domu i jeszcze trochę przespać przed moją zmianą.
Około południa zadzwonił mój telefon. Gdy, wstawałem, żeby odebrać tą cholerną rzecz. Uderzyłem się w nogę o ramę łóżka.
- Skurczybyk! - telefon wciąż dzwonił, więc pokuśtykałem szybko, żeby go odebrać.
- Co?- warknąłem.
- Witaj oficerze Cullen – powiedział Marcus poważnym tonem. Używał swojego poważnego tonu. Nie było dobrze.
- O co chodzi Marcus?
- Przepraszam, że dzwonię oficerze, ale potrzebuję, żebyś przyjechał na komisariat wcześniej niż było to zamierzone. Skoro twoja zmiana zaczyna się za mniej niż dwie godziny, załóż mundur. Nie sądzę, że skończę tutaj zanim będziesz musiał iść.
- Przestaniesz pieprzyc i powiedz mi, co jest grane?
- Masz gościa – powiedział.
- Kogo?
- Obawiam się, że nie mogę ujawnić tej informacji – powiedział mi.
- Wkurwię się? – zapytałem. Byłem już wystarczająco wkurwiony.
- Bardzo prawdopodobne – powiedział, starając się zakryć śmiech kaszlnięciem. - Do zobaczenia niedługo oficerze – dokończył i się rozłączył.
Szybko się wykąpałem, ubrałem i wskoczyłem do auta. Kto do cholery chciał się ze mną zobaczyć? Jazda do komisariatu była niezwykle szybka, skoro drogi nie były takie zatłoczone. Zwykle, nie byłem typem faceta, który był niecierpliwy, ale tym razem to nie była prawda. Gdy szedłem do gabinetu Marcusa, mój żołądek zaczął się zaciskać. Co do cholery było ze mną nie tak?
Jego drzwi były zamknięte, więc zapukałem. - Wejdź.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, zamykając je za sobą. - Okej, jestem tutaj. Gdzie mój gość?
Uśmiechnął się i wskazał na kanapę za mną. Kiedy się odwróciłem, ścisk powrócił, zdecydowanie mocniej tym razem. Patrzyłem na chłopca, który wydawało się, że wywrócił mój świat do góry nogami przez miesiąc. Uśmiechał się do mnie, właściwie promieniejąc i pomachał.
- William – powiedziałem, podchodząc do niego.
- Dzień dobry, oficerze – uśmiechnął się – Edwardzie – pochylił się i wyszeptał. To było, kiedy zobaczyłem, że jego warga jest pęknięta. Cholera! Musiałem być spokojny, ponieważ wciąż byłem zły na Carlisle'a. Nie chciałem przestraszyć dzieciaka.
- Kto rozciął Ci wargę? - zapytałem poważnie.
- Trening Tea Kwon Do – powiedział i wciąż się uśmiechał.
Uspokoiłem się, gdy zobaczyłem, że mówi prawdę. - Gdzie się podziewałeś? Szukałem Cię – zapytałem.
- Byłem zajęty szkołą i sprawami – powiedział. – To, dlatego przyszedłem tutaj na pierwszym miejscu. Muszę poprosić twojego przełożonego o przysługę. - Marcus zachichotał. Ten skurczysyn był w coś zamieszany. Odwróciłem się i spojrzałem na niego zanim zwróciłem swoją uwagę z powrotem na Williama.
- Jaki rodzaj przysługi?
- Um, tak jakby potrzebuję więcej materiału do mojego eseju – powiedział. - Chciałem Cię zapytać, czy mógłbym obserwować Cię na dworze przez kilka dni. Jesteś główną postacią w tej pracy i chciałbym zobaczyć jak się zachowujesz. Twój przełożony prosił o zgodę rodziców, ale moja mama jest teraz w pracy. Obiecuję, że przyniosę jutro.
Nie. To jest niebezpieczne. Może zostać ranny. Potrząsnąłem moją głową, ale zanim miałem szansę coś powiedzieć, znowu się odezwał. - Wiedziałem, że się nie zgodzisz z powodu mojego bezpieczeństwa, więc poprosiłem jego – powiedział i wskazał na tego uśmiechniętego dupka. - … żeby wypożyczył mi kamizelkę kuloodporną, kiedy będę z Tobą. Proszę, proszę pana. Naprawdę chcę wygrać ten konkurs. Potrzebuję laptopa – prosił.
Kurwa! Nie patrz tak na mnie, dzieciaku.
- Proszę, proszę panna – błagał. - Chcę to zrobić. Przekupię Cię, jeśli to konieczne – uśmiechnął się nieśmiało.
- Przekupisz? - zapytałem z niedowierzaniem. - Nie chcę twoich pieniędzy, dzieciaku.
- Nie mam pieniędzy – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Więc czym chcesz mnie przekupić? - zapytałem.
- Kanapkami z masłem orzechowym i dżemem – uśmiechnął się. - Sam je zrobiłem.
Potrząsnąłem głową w niedowierzaniu i zacząłem się śmiać. - Jaki dżem? - uśmiechnąłem się.
- Najlepszy: truskawkowy – powiedział dumnie, a uśmiech, który miałem na twarzy natychmiast opadł.
- Jak możesz to jeść? - zapytałem zniesmaczony.
- PB&J są najlepsze, kochany, zwłaszcza z galaretką truskawkową. Możesz użyć każdego rodzaju galaretki, ale te są najlepsze – uśmiechnęła się i praktycznie rzuciła mi w twarz połową kanapki.
- Nie zjem tego – powiedziałem, podniosłem rękę, żeby zablokować nadchodzącą kanapkę. - Sól i cukier razem to nie jest dla mnie dobre.
- Pozwolę Ci się pocałować – uśmiechnęła się słodko. To nie było dobre. - I może pozwolę Ci złapać moje cycki.
- Nie fair – marudziłem.
- Co powiesz, stud2? - uśmiechnęła się, wiedząc, że wygrała. Szczerze, nie chciałem przegapić okazji, żeby złapać jej cycki.
Wziąłem kanapkę z jej ręki i wziąłem gryz. Zacząłem przeżuwać i stwierdziłem, że to nie było takie złe, jak myślałem. - To jest dobre – powiedziałem, a ona promiennie się do mnie uśmiechnęła.
- Więc, co myślisz oficerze Cullen? - zapytał Marcus wyciągając mnie z moich bolesnych wspomnień. Byłem blisko, rzucenia się na niego, ale musiałem się powstrzymać przy dziecku. W zamian jedynie posłałem mu wymowne spojrzenie. Skurwiel wiedział, że to nie było możliwe.
- Przepraszam Williamie, ale nie mogę tego zrobić. To jest bardzo niebezpieczne i szczerze nie zgodziłbym się na to, nawet, jeśli cała twoja rodzina wyraziła by zgodę. Nie wiem, dlaczego ON powiedział Ci inaczej – odpowiedziałem. Zgarbił się poddając. Nawet, jeśli przestępstwa w parku były praktycznie zerowe, nie zaryzykowałbym.
- Skoro tutaj jesteś, to może pokażę Ci radiowóz? - zapytałem. - Mam trochę czasu w zapasie, zanim będę musiał wyjść. - Uśmiechnął się i zanim wyszliśmy z gabinetu, upewnił się, żeby podziękować Marcusowi za jego czas.
Kiedy doszliśmy do radiowozu, jego oczy świeciły. Pamiętam, że jako dziecko- po tym jak uporałem się z tym gównem wokół mnie i stwierdziłem, że chcę zostać policjantem- zawsze chciałem być w środku samochodu policyjnego.
- Teraz zanim zaczniemy, chcę wyjaśnić Ci, do czego są te wszystkie przyciski tutaj. Nie będę się kłopotał, żeby wyjaśnić celu świateł albo syreny, ponieważ przyjmuję, że wiesz – powiedziałem. Kiwnął głową i wyciągnął swój notes. - To jest dwukierunkowe radio: jedna z najważniejszych rzeczy z wyposażenia w nowoczesnym egzekwowaniu prawa i mocno związane z rozwojem policyjnych samochodów – zacząłem i dałem mu trochę czasu, żeby to zapisał. - To jest Panel Sterowania: niektóre mogą być zaopatrzone w zamykanie przedziałów dla bezpieczeństwa albo broni palnej, albo przedziale plików. To – powiedziałem wskazując na kraty za mną – nazywa się 'Suspect Transport Enclosure'3. Przekładki zapewniają, że pasażer na tylnym siedzeniu, a mianowicie podejrzany nie jest w stanie zaatakować kierowcy albo pasażera na przednim siedzeniu. Jak możesz zobaczyć, mamy zwykłe kraty, ale mają również samochody z kuloodpornymi szybami.
Spędziłem około dwudziestu minut wyjaśniając wszystko, co jest w samochodzie. Patrzył na mnie zdumiony przez to wszystko, co mówiłem, pilnie uważając na każde pojedyncze słowo. Nie byłem przyzwyczajony do kogoś zwracającego mnie tak wiele uwagi, ale cholera, jeśli tego nie lubiłem. To było miłe zobaczyć kogoś uczącego się czegoś ode mnie. Z drugiej strony, to było wszystko, co miałem do zaoferowania. Byłem pusty i jedyna dobra rzecz, która pozostała, była taka, że byłem dobrym policjantem. Byłem szybki i śmiertelny. Nikt nie mógł się ze mną pieprzyć, kiedy byłem na służbie, chyba, że moja uwaga została odciągnięta gdzieś indziej.
- To wszystko, co można wiedzieć o radiowozie – powiedziałem, a on kiwnął głową.
- Okej – powiedział, odkładając notes. - Myślę, ze mam wystarczająco.
- Dobrze – uśmiechnąłem się. - Jakie masz plany na dzisiaj? - zapytałem, starając się zyskać trochę czasu z nim. Nie miałem pojęcia, kiedy znowu go zobaczę.
- Nie mam treningu i skoro nie mogę pójść z Tobą – dąsał się. - Pójdę do domu i odrobię lekcje.
-Ж-
Cztery godziny później, byłem znudzony do granic możliwości. Jęknąłem, kiedy zrobiłem kolejne kółko dookoła cholernego parku. Emmett raz zasugerował zabranie książki albo czegoś innego na każdą zmianę. Oczywiście, wiedziałem, że to jest nie do pomyślenia, ale on i tak to powiedział.
Zacząłem zmierzać w kierunku głównej części parku. Dzieci biegały dookoła, jakby były opętane, matki rozmawiały w małych grupkach. Nagle go zobaczyłem. Pomachał do mnie i zaczął iść w moim kierunku, gdy Golden Retriever szedł za nim.
- Już skończyłeś swoje zadanie domowe?
- Tak – powiedział. - Byłem w domu sam, więc zdecydowałem się zabrać mojego psa na spacer.
Pies brykał dookoła mnie, a ja zachichotałem. - Jest słodki. Jak się wabi? - zapytałem, podrapałem psa po grzbiecie.
- Um – powiedział, krótko patrząc w bok. - S-Sandler. Tak, Sandler jak komik, ponieważ jest głupkowatym psem.
Poszliśmy do wolnej ławki i usiedliśmy. Otworzył małą torbę i wyciągnął z niej softball i rzucił daleko. - To będzie wystarczające, żeby go zając – zachichotał, gdy zapewne sobie coś przypomniał. - Kiedy moja mama i matka chrzestna przyniosły go do mnie, jako prezent na święta jego zęby właśnie zaczęły rosnąc. Żuł wszystko, co znalazł. Jednego dnia znalazł szalik mojej matki chrzestnej – uśmiechnął się i potrząsnął głową. - Wciąż chowa do niego urazę.
Miał taki uspokajający efekt na mnie, który był bardzo dziwny. Prawdę powiedziawszy, jedynie trzy inne osoby miały taki efekt na mnie: Emmett, Mama i ona. Chciałem wiedzieć o nim więcej. Miałem tysiące pytań do niego, które sprawiały, że byłem niespokojny. Przez ostatnie dwanaście i pół roku, nigdy nie troszczyłem się o nikogo innego niż ja i moja rodzina. Co on ze mną robił?
- Jak ma na imię twoja mama? - zapytałem.
- Julie – odpowiedział.
- A twoja matka chrzestna?
- Allie.
- Czym zajmuje się twoja mama?
- Jest na rezydenturze. Chce zostać chirurgiem urazowym – westchnął.
Natychmiast zamknąłem oczy i zablokowałem wspomnienia Belli zanim ono się w ogóle zaczęło. W momencie takim jak ten, nie miała miejsca w moich myślach. Poznanie tego dziecka było ważniejsze. Była czarną kropką...
- Allie?
- Jest prawnikiem – prosto odpowiedział.
- Twój tata?
Zbladł. - Ja, ah... nie wiem.
Skuliłem się, gdy zapomniałem, że on nie wiedział, kim był jego ojciec. Jaki rodzaj skurwysyna zostawia swoje dziecko? Co gorsze, może dupek udawał, że nie ma dziecka...
- Nie udaje – wyszeptał, a ja stwierdziłem, że wypowiedziałem swoje myśli. - On nie wie, że ja istnieję. Tak jest lepiej. Czy możemy o tym nie rozmawiać, proszę? - nalegał.
- Przepraszam, Will.
- Nie – powiedział. - Cieszę się, że on nie wie. Jeśli by o mnie wiedział, cierpiałby.
Jak dwunastoletnie dziecko może tak myśleć? CO za osoba, cierpiała by mając jego za syna?
- Twojej mamie musi być ciężko wychowywać Ciebie samotnie – powiedziałem.
- Tak było. Moja mama pochodzi z biednej rodziny – powiedział. - Musiała pracować, kiedy była w ciąży. Wszystko, co miała moja mama to moja matka chrzestna i mój dziadek. Starali się dawać jej pieniądze, ale ona ich nigdy nie akceptowała. Była bardzo dumną osobą, kiedy chodziło o pieniądze.
,,W przeciwieństwie do innych" gorzko sobie pomyślałem. Czemu nie mogła być taka jak Julie? Dlaczego musiała nas sprzedać?
- Nie mówiłem o pieniądzach. Chodziło mi, że musi być jej ciężko bez twojego ojca przy niej.
- Tak myślę – powiedział, patrząc na mnie. - Ciocia Allie była z nią od początku. Obie w tym czasie były w szkole. Mama właśnie zaczęła college, a Allie prawie kończyła swój trzeci rok. Moja mama pracowała w restauracji, kiedy nie była na zajęciach i dawała korepetycje w liceum i innym studentom. Moja ciocia pracowała w magazynie z materiałami. Była i wciąż jest bardzo zręczna w robieniu ubrań, więc robiła nasze ciuchy. Za każdym razem, kiedy robiła coś takiego, mama płakała. Czuła, że powstrzymuje Allie przed cieszeniem się życiem, ale ona nigdy nie narzekała. Ciocia Allie bardzo nas kocha – dokończył, gdy mały uśmiech pojawił się na jego ustach.
Tym kobietom powinno się wręczyć pieprzony medal honoru. Zadawałem mu proste pytania i odpowiedział na wszystkie. Powiedział mi, jaka jest jego matka, wciąż próbuje spłacić pożyczę na szkołę. Pracuje dodatkowe godziny w szpitalu i również doucza studentów na medycynie. Jego matka chrzestna pracuje, jako prawnik i kontynuuje pomaganie im. Nawet, jeśli sprawy czasami były trudne, nigdy nie przestali wieżyc, że z czasem będzie lepiej.
Była prawie ósma i słońce zachodziło. Sandler powrócił do nas i teraz spał na stopach Williama. Gdy na niego patrzyłem, nie mogłem się powstrzymać przed zastanowieniem się jak ktoś mógłby cierpieć wiedząc o jego istnieniu. On, jego matka i ciotka byli nadzwyczajnymi osobami.
- Mieszkasz gdzieś niedaleko? - zapytałem.
- Tak – uśmiechnął się. - Kilka bloków stąd.
Otworzył swoją torbę i podał mi butelkę wody. - Rozmawialiśmy przez kilka godzin. Wypij trochę. Mama mówi, że ważne jest, aby być nawodnionym. Każe mi pic osiem szklanek dziennie.
- Dzięki, dzieciaku – powiedziałem, i prawie skończyłem tą cholerną rzecz jednym łykiem. Do tej chwili nie zauważyłem, jaki byłem spragniony. Mój żołądek zaburczał, tak jakby miał swoje własne zdanie.
- Ktoś jest głodny – powiedział z uśmiechem. - Proszę, jest czas na twoją łapówkę.
- Jesteś pewien, że mnie nie otrujesz? - droczyłem się, a on zbladł.
- Nigdy bym tego nie zrobił! - powiedział cicho. - Nigdy Cię nie zranię.
- Edwardzie? O mój Boże, kochanie, co się stało? - zapytała Bella gwałtownie, gdy klęczała przede mną.
Owinąłem ramiona wokół jej tali, tak ciasno, że moje kostki stały się białe, gdy mocno szlochałem w zagłębienie jej szyi.
- Cii, jestem tu – wyszeptała.
Kiedy mój płacz ustąpił, mogła na mnie spojrzeć. Jęknęła i przejechała swoimi palcami po moim czerwieniącym policzku, a jej oczy prawie natychmiast wypełniły się łzami.
- Kto Ci to zrobił? - domagała przez płacz.
- Carlisle – westchnąłem.
- Dlaczego? Co zrobiłeś, żeby na to zasłużyć? Wie, przez co przeszedłeś!
- Kłóciliśmy się o moją naukę w college'u – skłamałem. Nigdy bym jej nie powiedział, że ona była głównym tematem i powodem, przez który mnie uderzył.
- Och, Edwardzie – pociągnęła nosem, trzymając mnie w swoich ramionach.
- Kocham Cię – powiedziałem niepewnym głosem. - Tak bardzo Cię potrzebuje, że to boli, kiedy nie jesteś w pobliżu. Ledwo oddycham.
Wzięła moją twarz w swoje dłonie i zmusiła, żebym na nią spojrzał. - Jesteś moim sercem, Edwardzie. Nigdy Cię nie zranię!
- Nie składaj obietnic, których możesz nie być wstanie dotrzymać – powiedziałem gniewnie, gdy wstałem. - Życie jest zbyt popieprzone i nikt nie dotrzymuje obietnic. Nie wierz w nie, ponieważ ewentualnie sprowadzą Cię do ziemi. Obudzisz się pewnego dnia i nie będziesz w stanie poznać siebie – sprzeczałem. - Kurwa! - warknąłem, chodząc tam i z powrotem, żeby się uspokoić. Zapaliłem papierosa i westchnąłem ciężko, gdy czułem dym w dole mojego gardła. Wiedziałem, że to był zły nawyk, a wciąż w nim trwałem. Palenie było... uspokajające.
Skończyłem papierosa, odwróciłem się, żeby na niego spojrzeć i natychmiast zamarłem. Jego ręce się trzęsły, a łzy spływały po jego policzkach. Kurwa! Co ja zrobiłem? Był małym chłopcem, który nic nie zrobił w moim spieprzonym życiu. Muszę to szybko naprawić.
Uklęknąłem przed nim, delikatnie wyciągnąłem rękę i podniosłem jego brodę, żeby złapać jego spojrzenie. - William, przepraszam stary. Nie chciałem stracić nad sobą kontroli. Są takie rzeczy w twoim życiu, których nie jesteś w stanie powstrzymać. Twoje życie przez cały czas nie będzie kolorowe. Musisz być przygotowany – zakończyłem i położyłem dłoń na jego ramieniu.
- Moje życie również nie było łatwe, Edwardzie – zaczął. - Ale nie oznacza to, że powinienem stracić nadzieję i wiarę.
- Ja swoją straciłem dawno temu, dzieciaku.
- Nigdy nie jest za późno by ją odzyskać – natychmiast odpowiedział.
- Tak jest w moim przypadku – powiedziałem sztywno.
- Więc – powiedział i wyprostował się. - Będę musiał udowodnić Ci, że się mylisz – kontynuował ze smutnym uśmiechem – z dużą ilością masła orzechowego i dżemowych kanapek. - Jego oświadczenie sprawiło, że zachichotałem. Był taki młody i pełny pozytywnych myśli.
- Mogę prosić Cię o przysługę? - zapytałem.
- Cokolwiek – odpowiedział.
- Zawsze zachowaj coś dla siebie. Jeśli cokolwiek kiedyś się stanie, żeby sprowadzić Cię w dół do bardzo niskiego zdania i zagrozi złamaniem Ciebie, ta cienka część, którą zatrzymasz pomoże Ci się zebrać. Okej?
I, Edward pieprzony Cullen, mistrz rozmyślań, urazy i nędzy, daję rady dziecku. Co się do cholery ze mną stało? To było tak jakbym z tym dzieckiem był całkowicie inną osobą.
- Mogę również prosić Cię o przysługę? - zapytał, gdy bawił się brzegiem swojej koszuli.
- Cokolwiek.
- Mogę Cię przytulic? - zapytał, gdy podniósł swoją głowę, żeby na mnie spojrzeć.
Kurwa. - Ja... uh...
- Proszę? - wyszeptał.
Cholera! - William, ja... - nie skończyłem.
Przyczepił się do mnie, jego ręce ciasno mnie oplotły, gdy on położył swoją głowę na moim ramieniu. Byłem sparaliżowany. Nie wiedziałem, co robić. Z jednej strony chciałem odwzajemnić uścisk, ale z drugiej chciałem trzymać go z dala od siebie. Nie byłem dla niego dobry. Był niewinny i z dobrym sercem, kiedy ja byłem całkowitym przeciwieństwem. Pomimo że wiedziałem, co zrobić, zrobiłem inaczej. Bardzo powoli, podniosłem ręce i przytuliłem go na chwilę. Westchnął, a ja poklepałem go po plecach.
Kilka sekund później, uwolnił mnie i odsunął się. - Słońce zachodzi – powiedział smutno. - Godzina policyjna.
- Okej – powiedziałem. Podniósł swoje rzeczy i odszedł.
- Gapiłem się na jego odwróconą postać. To dziecko robiło ze mną dziwne rzeczy. Gdy rozmawialiśmy, czułem się jakbym był starym sobą- tym, który nie był gniewnym dupkiem, którym jestem teraz. Byłem zdumiony przez kilka rzeczy, które mi powiedział o swoim życiu. Te kobiety walczyły razem, żeby go wychować i wciąż nigdy nie straciły uśmiechu i nadziei.
Dzwonek mojego telefonu wyrwał mnie z moich myśli. Spojrzałem na wyświetlacz, ale nie miałem pojęcia, kto to był.
- Cullen.
- Witaj przystojniaku – zamruczała.
- Tanya.
- Jak się masz?
- Jestem w pracy? Dzwonisz z jakiegoś powodu? - zapytałem niegrzecznie.
- Więc, to już prawie miesiąc, odkąd ostatni raz Cię widziałam i chciałam sprawdzić jak się masz. Czy to jakiś problem?
Czy to naprawdę już miesiąc? - W porządku. A ty?
- Pewnego dnia, ktoś ukradł moją torebkę, więc musiałam załatwić nowy dowód, telefon i wszystko – westchnęła. - O której kończysz? Chciałam się z tobą trochę zrelaksować.
- Nie mogę dzisiaj – skłamałem.
Co do cholery? Kiedy zacząłem odmawiać seksu?
- Widujesz się z kimś? - nagle zapytała. Była zła.
- Co jeśli tak? - odpowiedziałem ostro. - Powiedziałem Ci, że nasz układ nie ma żadnych załączników. Prawdopodobnie zignorowałaś to, że powiedziałem Ci, że to tylko seks i nic więcej, więc zrób mi przysługę i przestań zachowywać się jak zazdrosna dziewczyna.
- Następnym razem...
Przerwałem jej zanim mogą dokończyć. - Będę tym, który do Ciebie zadzwoni i nie inaczej. Mam już twój numer. Dobranoc, Tanyo – powiedziałem i rozłączyłem się.
To suka! Dlaczego nie może pojąć, faktu, że nie bawię się w związkowe gówno? Zrobiłem to gówno i skończyłem będąc zrujnowanym emocjonalnie. Dlaczego miałby ponownie to zrobić? Wszystkie kobiety są takie same. Wysysają z Ciebie życie, a później zostawiają z niczym. Więc dlaczego miałbym rzucić się ponownie w te sidła?
Patrząc ostatni raz na zegarek, zdecydowałem się zrobić jeszcze jedno przejście dookoła parku, które nie zajmowało w ogóle czasu. Kiedy doszedłem do radiowozu, usłyszałem za sobą hałas. Odwróciłem się, ale nic nie widziałem. Jednakże, wiedziałem, że ktoś tam jest. Czułem to.
Poszedłem do tyłu, udając, że szukam czegoś w bagażniku. Tym razem usłyszałem szelest liści, kawałek dalej. Zapewne, ktokolwiek to był, zaczął odchodzić, szybko pokonałem drogę dookoła drzew, żeby odciąć jemu albo jej drogę.
- Co ty do cholery myślałeś, że się stanie, Will? - usłyszałem jak William szepcze do siebie.
Co on do cholery robił na dworze?
Miałem dwa wyjścia: pierwsze- narobić hałasu i ujawnić się, albo drugie- przestraszyć go na śmierć. Nie powinien być na dworze o tej porze i musiał o tym wiedzieć. Szedłem w jego kierunku tak cicho jak to było możliwe. Odległość między nami nie była większa niż kilka stóp, a on wciąż nie zauważył, że tutaj byłem.
- Idiota – skrzyczał się.
Złożyłem ramiona na piersi i wziąłem głęboki oddech. - Lekcja numer jeden – powiedziałem, sprawiając, że praktycznie wyskoczył ze swojej skóry. Odwrócił się i spojrzał na mnie z rozszerzonymi oczami. - Nigdy nie próbuj skradać się wokół policjanta, ponieważ nigdy nie wiesz, co zrobi. I lekcja numer dwa: pozwól, że ten lekki strach będzie teraz przypomnieniem. Następnym razem, gdy złapię Cię tutaj o tej porze, przerażenie będzie jeszcze gorsze. Łapiesz?
Entuzjastycznie pokiwał głową. - P-przepraszam.
- Co tutaj robisz? - zapytałem surowo.
- Uh...ja...umm... powiedziałeś nie i ja... ja chciałem zobaczyć. Proszę nie złość się – prosił.
- Nie znaczy nie, Williamie. Powiedziałem Ci, że ja... - kontynuowałem i natychmiast przestałem.
- Dalej, kochanie – Usłyszałem nagle bełkot. - Pięćdziesiąt dolców i spróbujesz najlepsze zielsko, jakie kiedykolwiek miałaś.
Oczy Williama rozszerzyły się. Położyłem palec na ustach, żeby go uciszyć. Otwierałem moją kaburę, kiedy William chwycił moje ramię, gwałtownie pokręcił swoją głową. Zwęziłem brwi na jego działanie. Co on robił?
- Teraz, jeśli nie chcesz zielska, mam również inne rzeczy – kontynuował głos.
- Nie chcę narkotyków! - Usłyszałem jak kobieta mówi.
- Dalej, słodkie usteczka – powiedział. - Mam najlepszą kokainę, jaką kiedykolwiek zrobiono...
- Nie – powiedziała gniewnie kobieta. - Puszczaj mnie!
William wciąż trzymał moje ramię. Mogłem zobaczyć, że był przerażony. Muszę go stąd wydostać najdalej jak to możliwe. Rozkurczyłem jego dłoń z mojego ramienia. 'Idź' – wyszeptałem.
Znowu pokręcił swoją głową. 'Idź' ponownie wyszeptałem, zwróciłem się gniewnie z dala od niego. Jego oczy zwilgotniały.
„Nie" wyszeptał ponownie, zaciskając pięści po bokach.
- Zacznę krzyczeć krwawy morderca, jeśli nie pozwolisz mi odejść dupku! - powiedziała kobieta zdecydowanie.
Z każdą sekundą wkurwiałem się. Prosiłem go, aby odszedł, a on wciąż był tutaj. Zacisnąłem szczękę i zwęziłem oczy na niego. - Spadaj! - syknąłem, ledwo słyszalnie dla kogoś innego niż on. Pchnąłem go w kierunku, który wcześniej wskazałem. Spojrzenie jakie mi posłał chwilę przed tym jak zaczął bieg, będzie mnie prześladowało przez dni. Zostałem tam zanim jego postać nie zniknęła z mojego wzroku.
Podszedłem cicho w kierunku dilera. Oczy kobiety rozszerzyły się, gdy mnie zobaczyła. Gdy spojrzałem na jego plecy, zobaczyłem, że ma tatuaż na karku: oskryptowane 'A'. To był znak Adrianiego dla jego ludzi. Wyciągnąłem swój pistolet i umieściłem go z tyłu jego głowy.
- Masz jedną sekundę, żeby ją puścić albo przysięgam, że wydmucham twój pieprzony mózg.
1Rufus Wainwright – Somewhere over the rainbow
2Wydaje mi się, że chodzi o ucznia od – student, albo o siłacza, bo gdzieś mi się takie coś rzuciło, ale zostawiłam tak jak jest w oryginale ;)
3 Odizolowane miejsce w radiowozie do przetransportowania podejrzanych po angielsku ładniej brzmi
