Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.

Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.


Rozdział 10 - część II

beta: Majj

Alice przyjechała krótko po nas i szybko szła w moim kierunku, rozmawiając przez telefon. – Jestem cholerną panią prokurator i kiedy mówię, że to ważne, by skontaktować się z kimś z tego lotu, robisz to, a nie mnie kwestionujesz! - Gapiłem się na nią. – Nie dbam o to! Nie mogę czekać przez dwadzieścia cztery godziny! Zrób to! - warknęła i zamknęła telefon.

Marcus szedł zaraz za nią i przysięgam, był gotowy popuścić. Powiedziałem pierwszą rzecz, jaka przyszła mi go głowy.

– Gdzie jest ta suka?

Alice zwęziła na mnie oczy. – Ona nie jest suką!

– Nie mówię do ciebie, Alice. Ty i ja porozmawiamy później - powiedziałem i wstałem z podłogi. - Marcus, gdzie jest Vicky?

– Na komisariacie. Wyszła, gdy wkroczyliśmy do szkoły – odparł ze zmarszczonymi brwiami.

– Zadzwoń do chłopaków i powiedź, żeby ją aresztowali. Ona jest kretem. To ona pracowała z Adrianim - Jego twarz stała się czerwona. Myślałem, że dostanie ataku. - Ten skurwiel mi powiedział - dokończyłem i wróciłem myślami do czasu, kiedy mi kłamała albo dnia, gdy złapałem ją rozmawiającą przez telefon.

– Jesteś pewien? - jęknął.

– Absolutnie! Złap ją zanim ucieknie! - Marcus wyciągnął telefon i zaczął iść w kierunku wyjścia.

Czekaliśmy przed izbą przyjęć w ciszy. Dla niego musiałem być spokojny. Nic dobrego się nie stanie, jeśli to stracę. Drzwi od ER otworzyły się i Emmett wyszedłt. Jego zdziwienie było bardziej niż ewidentne, gdy zobaczył tam Alice. Przez wyraz jego twarzy, wiedziałam, że to nie były dobre wiadomości.

– Emmett? - zapytałem.

– Chodźmy usiąść - rzekł i wskazał na małą kanapę obok recepcji.

– Nie chcę siadać - dławiłem się. - Proszę powiedz mi.

– Dobra – zaczął, biorąc głęboki oddech. - Skaleczenie na klatce nie było głębokie, więc podstawowe organy nie zostały uszkodzone. Prześwietlenie pokazało nam, że jego żebra prawdziwe - powiedział i wskazał na swoją lewą stronę - …szóste i siódme są złamane. Brzeg tego drugiego rozciął śledzionę i spowodował wewnętrzne krwawienie.

– Nie - wyszeptała Alice i złapałem ją, zanim zemdlała na podłogę.

– Przygotowują go do operacji. Sarah spróbuje zaszyć śledzionę. Jeśli to nie zadziała, to wtedy ją usunie. Kiedy zszywaliśmy go, wymiotował i miał mały atak. Uderzenie spowodowało pewien obrzęk mózgu – przerwał na chwilę. - MRI pokazuje, że jest mały i Sarah jest pewna, że obrzęk zejdzie w mniej niż tydzień. Będzie na lekach przez pierwsze siedemdziesiąt dwie godziny, z odpowiednimi lekami i terapią tlenową, wyleczy się.

Zanim Emmett skończył, byłem gotowy zemdleć.

– Będzie nam potrzebna odrobina krwi - powiedział Emmett. - B minus dokładnie. - Dokończył, patrząc na mnie uważnie. To był nasz typ krwi, bardzo rzadki. Jedynie O minus i B minus były akceptowane do naszego obiegu.

– Gdzie mam iść? - zapytałem.

– Chodź ze mną.

– Edward? - wyszeptała Alice.

Pomogłem jej usiąść. – Emmett, William i ja mamy tę samą grupę krwi. Idziemy oddać krew, ponieważ będą potrzebowali jej do operacji, dobrze? - zapytałem, a ona kiwnęła głową. Okrutna kobieta, która weszła do szpitala zniknęła i teraz patrzyłem na przestraszone stworzenie.

– Co mam zrobić? - płakała. - Nie mogę złapać Belli, a samolot Charliego ląduje za dwie godziny! Co jeśli coś się stanie?

– Słuchaj mnie! - powiedziałem i zmusiłem, aby na mnie spojrzała. - Nic się nie stanie. Wyzdrowieje. Zostań tutaj i poczekaj na mnie, dobrze? Kiedy wrócę porozmawiamy.

W oddziale Hematologii wszyscy szybko pracowali. Usadzili nas i zaczęli działać. Mogłem usłyszeć, jak Emmett do mnie mówi, ale nie mogłem odpowiedzieć. Jedyna rzecz była wyryta w mojej głowie...

Miałem syna... Bella i ja mieliśmy syna. Syna, o którym nigdy nie wiedziałem.

Możesz być zdziwiony przez rzeczy, jakie ci powie.

Pierwszym odczuciem po uświadomieniu sobie, był gniew... Gniew, jakiego nikt, nigdy wcześniej nie doświadczył. Charlie wiedział o Williamie i nigdy, nawet raz o nim nie wspomniał. Dlaczego? Co ja zrobiłem, poza kochaniem jej? Co zrobiłem źle? Dlaczego ukrywała to w tajemnicy przede mną?

– Jasper, nie mam pojęcia... tylko... tylko przyjedź tutaj tak szybko, jak to możliwe. – Usłyszałem, jak Emmett szepcze do telefonu.

Wiesz – powiedziała, gdy dotarła do brzegu. - Myślałam o tym, o co mnie spytałeś kilka dni temu.

Kilka dni temu pytałem cię o wiele rzeczy - droczyłem się.

Pamiętam - odpowiedziała, gdy przytuliła się bliżej mnie.

Więc o czym myślałaś?

Chcę, abyśmy mieli tylko synów. Nie sądzę, aby twoje biedne serce zniosło od teraz córkę w wieku nastoletnim - śmiała się. - Chcę, aby nasi chłopcy mieli twoje oczy, twoje serce i twój umysł – oznajmiła i zatrzymała się.

Allle...

Chcę, aby mieli mój kolor włosów. Nie chcę, aby moje biedne dzieci były dręczone z powodu włosów w kolorze pensów. – Zakończyła i zaczęła się śmiać.

Oooo, dorwę cię, Swan! – upozorowałem warknięcie i zaatakowałem jej bok.

– Edward? – zawołał Emmett, wyciągając mnie z myśli.

– Hmm?

– Skończyliśmy. Idziemy, przebierzesz się i potem cię zszyję.

– Muszę sprawdzić, co z Alice. Ona jest sama Emmett - powiedziałem.

– Jasper jest z nią. Chodź, idziemy.

Zabrał mnie do swojej szafki, żeby mógł dać mi jakieś dodatkowe rzeczy i pokierował mnie do prysznica. Stałem pod wodą, Bóg wie, jak długo. Moje myśli biegały w różnych kierunkach.

Odeszła, bo była w ciąży?

Dlatego wzięła pieniądze?

Planowała powiedzieć mi o Willu?

Czy będzie trzymać go z dala ode mnie?

Czy Carlisle wiedział?

– To sukinsyn - warknąłem. - Musiał. Jest pieprzonym lekarzem.

– Ed - usłyszałem Emmetta na zewnątrz łazienki. - Za chwilę zabiorą dzieciaka na operację. Przygotuj się.

Ubrałem się szybko i poszedłem do obszaru przyjęć. Jasper siedział na kanapie, trzymając głowę w rękach. Nigdzie nie było widać Alice.

– Chodź ze mną - powiedział Emmett.

Em zabrał mnie, żebym zobaczył Williama, który był w małym pomieszczeniu z Alice stojącą obok niego. Miał zamknięte oczy i był taki blady. Jego ciało było podłączone do maszyn i miał dwa wenflony w ręce. Cięcie na jego klatce było zakryte, a siniec na boku był prawie czarny.

– Jezu Chryste - wyszeptałem trzęsącym się głosem.

– Kiedy wydobrzejesz - mówiła Alice przez łzy - pojedziemy do Seattle odwiedzić dziadków i wtedy pójdziemy zobaczyć Mariners. Co o tym myślisz? Po wszystkim, wskoczymy do pierwszego samolotu i polecimy do Disneylandu. Będziemy jeździć Space Mountain i wtedy... wt... - powiedziała i zaczęła ciężko. - Wtedy, będę s-s-siedzieć obok ciebie, więc... w-więc będziesz mógł się śmiać z-ze mnie k-kiedy krzyczę 'krwawy morderca' - dokończyła i zaczęła ciężko płakać. - Kocham cię, Williamie. - Pocałowała jego rękę i umieściła ich złączone ręce na jej czole.

Siedziałem na skraju jego łóżka. Alice spojrzała na mnie, a jej oczy wyrażały taki żal. Bazując na instynkcie, położyłem rękę na jej. Nie ją powinienem obwiniać, nie znałem jej wtedy, więc i ona nie znała mnie. Uśmiechnąłem się do niej smutno, dając jej znać, że ze mną w porządku. Nawet, jeśli było tak wiele do omówienia.

– Hej dzieciaku - wyszeptałem. - Wydobrzejesz, słyszysz mnie? I kiedy w pełni wydobrzejesz, spotkamy się ponownie w parku tak jak to zawsze robimy i pogramy z Sandlerem.

– Kim jest Sandler? - wyszeptała.

– Jego pies.

– Sunny. Nazywa się Sunny - pociągnęła nosem. Drzwi otworzyły się i weszły dwie pielęgniarki. Sprawdziły sprzęt ostatni raz i wywiozły go.

Emmett powiedział nam, że nie może iść na operację Willa, ponieważ ma już jedną. Szacowany czas oczekiwania, który nie uwzględniał żądnych nieprzewidzianych komplikacji to około trzy godziny i obiecał, że do tego czasu wróci. Siedzieliśmy w poczekali niedaleko OR i czekaliśmy. Alice była zwinięta w ramionach Jaspera, cicho płacząc. To było, kiedy uświadomiłem sobie, czemu nigdy nie posunęła się dalej z Jasperem... Ponieważ chciała utrzymać Belle i Williama z dala ode mnie.

Dlaczego?

– Alice? - zapytałem, a ona odwróciła się i spojrzała na mnie czerwonymi oczami. - Unikałaś Jaspera przeze mnie, prawda? - Świeże łzy uformowały się w jej oczach i potwierdziła. - Ale dlaczego?

– Edward - czkała. - Nie mogę ci wiele powiedzieć. To nie moje miejsce. Kiedy ona wrócił, zrobi to. Jestem tego pewna.

– Powiedziałaś jej, że wiem? - zapytałem.

– Nie. Zostawiłam tylko wiadomość, co stało się w Williama szkole, że zabraliśmy go do szpitala i musi natychmiast wracać. Sądziłam, że lepiej będzie nie dać jej zbyt wielu informacji, ponieważ będzie panikować.

Potwierdziłem. – Nie mów jej, że wiem.

Przez kolejne minuty byliśmy cicho. – Powiedziałam tylko Charliemu - wyszeptała. - Przyjeżdża tutaj na urodziny Willa.

Ile masz lat? - zapytałem,

W styczniu będę miał trzynaście – odpowiedział.

– Kiedy są jego urodziny? - spytałem ochrypłym głosem.

Zgarbiła się i ponownie zaczęła płakać. – Dzisiaj...

-Ж-

Godzinę później, z pomocą Jaspera przekonałem Alice, aby pozwoliła mu zabrać się do domu. Mogłaby wtedy przynieść kilka rzeczy dla Williama, skoro będzie ich potrzebował. Po chwili wahania, zgodziła się, a ja obiecałem zadzwonić do Jaspera, jeśli w międzyczasie będą jakieś wiadomości. Będzie musiała zabrać Sunny do hotelu dla zwierząt, zanim ktoś będzie w stanie również go odebrać. Kiedy w końcu wyszli, załamałem się.

Zacząłem płakać tak bardzo. Płakałem za Williama, za siebie, za Bellę, gdy przypomniałem sobie rzeczy, jakie William mówił mi od czasu do czasu o swojej mamie. Co to wszystko znaczyło? Czułem się taki zły i zdradzony, ponieważ oni tylko kłamali. Życie, o którym zawsze marzyłem, żeby z nią mieć... Życie, od którego byłem blisko, aby je mieć i zostało ode mnie zabrane. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Próbowali dać jej pieniądze, ale nigdy ich nie wzięła. Jest bardzo dumną osobą, kiedy o to chodzi.

Cieszę się, że nie wie. Gdy o mnie wiedział, cierpiałby.

– Oh, Will - szlochałem.

– Wiesz - usłyszałem głos i odwróciłem się, aby spojrzeć na jego źródło. Charlie stał w drzwiach z rękoma w kieszeni. - Kiedy William odwiedził mnie w Forks dwa lata temu, byłem tak przerażony. Bella miała egzaminy i Alice musiała na jakiś czas wyjechać, więc zaoferowałem, że wezmę go na kilka tygodni. By być precyzyjnym była to przerwa wiosenna. Zaręczyny Emmetta miały być za dwa dni, więc musiałem działać szybko. Zarezerwowałem bilet na pierwszy możliwy samolot i Will przyjechał dwa dni przed tobą - kontynuował, gdy usiadł na prześle przede mną. - Musiałem być bardzo ostrożny poruszając się wokół z nim. Dlatego wziąłem wolne w pracy i powiedziałem ci, że jadę na ryby z Billym. Pamiętasz? - zapytał, a ja potwierdziłem. - Oczywiście nie pojechałem. Mając dziesięciolatka pełnego energii na małej łódce, nie jest zabawne. - Powiedział i uśmiechnął się smutno.

– Zdecydowałem się zostać z nim w domu. Jednego dnia siedział na kanapie patrząc na zdjęcie, które nosił ze sobą, odkąd miał pięć lat. To było twoje zdjęcie - zatrzymał się, a moje serce przyśpieszyło.

– „Dziadku", zapytał mnie, „Czy kiedykolwiek zobaczę go naprawdę?". Edward, przysięgam na Boga, moje serce roztrzaskało się od jego pytania. W tym momencie pewien pomysł formułował się w mojej głowie. Znałem dzień i godzinę, kiedy będziesz wyjeżdżał, więc pożyczyłem auto Sue i zabrałem go do twojego domu. Ukryliśmy się w lesie i czekaliśmy na ciebie. Edwardzie, kiedy ten dzieciak zobaczył cię po raz pierwszy, był zszokowany. W chwili, gdy stanąłeś na werandzie, odwrócił się i spojrzał mi w oczy i powiedział, „Mój tato".

– Oczywiście nie powiedzieliśmy Belli. Domyśliła się, że ty i ja rozmawiamy od czasu do czasu, ale nigdy nie znała zasięgu naszej relacji. Jednej nocy, we wrześniu zeszłego roku, zadzwonił do mnie spanikowany. Kręcił, że cię widział i zostawił bez słowa. Powiedziałem mu, żeby się rozluźnił i od początku powiedział mi, co się stało. Po tym jak panika minęła, powiedział mi tylko jedną rzecz - powiedział i uśmiechnął się.

– Co ci powiedział? - zapytałem ochrypłym głosem.

– Mój tato wymiata! - odparł, starając się naśladować Williama. Uśmiechnąłem się i głośno odetchnąłem. Cholerne wrota znowu się otworzyły. - Po wywiadzie podjął decyzję, że postara się ciebie poszukać i poznać, bez ujawniania jego prawdziwej osobowości. To, dlatego zawsze spotykałeś go w parku. To, dlatego poszedł na komisariat i poprosił o śledzenie cię. Nie potrzebował wiedzieć niczego o policyjnym gównie. Miał mnie, jeśli potrzebował jakiś informacji. Jednakże, kiedy mówiłeś mu o radiowozie, dla niego to było, jakbyś mówił mu bajkę na dobranoc. „Mój tato powiedział mi to", „mój tato powiedział mi tamto", „Nie jest to świetne dziadku".

– Najgorszy był dzień strzelaniny. Błagał mnie, abym zadzwonił na komisariat i dowiedział się, gdzie byłeś. Był wściekły: przez cały czas płakał, rzadko spał i kiedy już, śnił o tym. Nawet, jeśli poradziłem mu, aby cię nie odwiedzał w szpitalu. Ze względu na Bellę, zrobił to. Nigdy nie słyszałem go tak wściekłego. „Nie musisz mi mówić, co mam robić, Charlie. On prawie umarł i był sam!" powiedział mi i rozłączył się. Bella nie powiedziała mi o postrzale. Zadzwoniłem do niej, aby sprawdzić, co u niej i wiedziałem, że wszystko mi powie. Musiałem znaleźć sposób, aby zatrzymać ją w domu, kiedy on był z tobą. Ona nie mogła się dowiedzieć, synu.

– Dlaczego, do cholery, nie? - warknąłem przez łzy. - On jest moim synem, Charlie! Miałem prawo o nim wiedzieć. Być częścią jego życia!

– Masz prawo czuć się w ten sposób. Mówiłem jej to, ale to była jej decyzja. Nie wiesz o niektórych sprawach - powiedział spokojnie.

– Więc, do cholery, wyjaw mi to!

– To nie moja sprawa, by o tym mówić. Mogę powiedzieć, że jednakże rozumiem jej postępowanie. Nawet, jeśli byłbym na jej miejscu, podjąłbym inne decyzje. Wiem, jakie to uczucie, nie móc wesprzeć finansowo swojego dziecka, kiedy nadchodzi ten moment i musi iść do college'u.

– Mówisz mi, że wzięła pieniądze od mojej rodziny, aby opłacić studia? O to ci chodzi? Sprzedała moje pieprzone serce za trzydzieści kawałków?

– Wiem, że jesteś zły, ale lepiej dobieraj swoje słowa wokół mnie, gdy następnym razem będziesz mówić o mojej córce, synu! Chodzi mi o to, że kocham cię, jak mojego własnego, ale nie zawaham się skopać ci dupy! - powiedział gniewnie. - Chyba, że znasz całą historię. Lepiej zamknij swoją gębę!

W tej chwili byłem zaskoczony. – Czy Carlisle wiedział? - zapytałem i popatrzył na mnie zmieszany. – O tym, że mam syna.

– Nie - westchnął. - Słuchaj po pierwsze nie chciałem, żeby się dowiedziała, ponieważ wskoczyłaby do pierwszego samolotu i wyjechała. To by się nigdy nie skończyło, Edwardzie. Niestety, stało się to tak jak teraz, ale...

– Ale co, Charlie? Kochałem to dziecko, nie wiedząc nawet, że jest moje. Wiesz, co stało się, gdy usłyszałem jego imię? Co się, kurwa, stało, gdy zobaczyłem jego znamię?

– Nie, ale mogę sobie wyobrazić.

– Nie możesz, Charlie - dusiłem się. - Kurwa!

W tej chwili traciłem zmysły. Potrzebowałem odpowiedzi, których nikt nie chciał mi udzielić. Tylko Bella mogła, a jej tutaj nie było. Cała sytuacja była nienaturalna. Sytuacje, jak ta, nie działy się poza książkami i filmami. Co mam zrobić? Byłem spieprzony.

Charlie zachichotał, a ja gapiłem się na niego. – W tej sytuacji nie ma nic śmiesznego - warknąłem.

– Nie z tego się śmieję. Pamiętasz, gdy poszliśmy na ryby? Kiedy powiedziałeś mi, żebym powiedział 'cześć' do telefonu?

Cześć dzieciaku – uśmiechnął się Charlie i usłyszałem, jak coś się stłukło.

Cholera - powiedział szybko. - Muszę lecieć, pa! - Przerwało połączenie i schowałem telefon.

Dziwne.

O tak – zaśmiał się Charlie.

– Zadzwoniłem do niego następnego dnia. Był szybki. 'Dziadku postradałeś rozum? Przez ciebie prawie miałem atak serca.' Skarcił mnie za bycie lekkomyślnym. Dwunastolatek skarcił swojego dziadka, możesz to sobie wyobrazić? - dokończył i ponownie zachichotał.

Gdy miałem otworzyć usta i powiedzieć, Alice i Jasper wrócili. Kiedy zobaczyła Charliego, podbiegła do niego i zaczęła płakać. Przepraszała, że nie była w stanie go ochronić. Ja byłem tym, który powinien to robić, a nie ona.

– Mary Alice, jest dobrze. To nie była twoja wina – rzekł, trzymając ją ciasno.

Jasper przyszedł i usiadł koło mnie, podając kubek kawy. – Trzymaj. Myślę, że jej potrzebujesz.

– Dzięki, Tex - wyszeptałem.

– Stary – zaczął, pochylając się do mojego ucha. - Ten dom cuchnie twoją twarzą. Poza sypialną Alice, kuchnią i łazienką, w każdym pomieszczeniu są twoje zdjęcia.

– Jasper, proszę. Zacząłem się uspokajać. P-po prostu n-nie - wyszeptałem.

– To prawda? To twój syn? - zapytał, a ja potwierdziłem.

– Cholera – zamilkł na chwilę. - Powiedziała mi wszystko, co powinienem wiedzieć. Dlaczego nie chciała kontynuować związku ze mną, wiesz.

– Przepraszam - powiedziałem, patrząc na podłogę.

– To nie jest twoja wina albo jej. Nawet Belli nie podała prawdziwego powodu. Alice powiedziała jej, że jest zajęta i nie ma czasu na związek - westchnął.

– Więc wszystko w porządku? - zapytałem.

– Tak myślę. Czas pokaże - odpowiedział i lekko klepnął mnie w plecy. - Wyzdrowieje, Edwardzie. Po wszystkim to twoje dziecko. - Pocieszał mnie.

Emmett wszedł do poczekalni, a kobieta zaraz za nim. – Dzień dobry - uśmiechnęła się. - Jestem dr Forester, lekarz Williama - powiedziała i spojrzała na Alice. - Zapewne jest pani matką?

– Nie, jego matka jest w podróży powrotnej. Czekam na nią, aż wyląduje, aby jej powiedzieć. Jestem jego opiekunem - zatrzymała i zwróciła wzrok na mnie, lekko się uśmiechając. Wyciągnęła rękę i ponownie powiedziała. - Jego ojciec jest tutaj.

Podszedłem do nich i lekarka zaczęła mówić. – Jak już wiecie, jego śledziona została przerwana. Naprawdę bardzo starałam się uratować narząd, ale niestety musieliśmy przejść do pełnej splenektomii. Rozdarcie było zbyt duże, by je zszyć. Skoro organ był połączony do jego układu immunologicznego, może być na antybiotykach do szesnastego roku życia.

– Jezus - dławiłem się.

– Nie ma co się martwic. Od teraz będę obserwować postępy i wtedy zobaczymy, opierając się na tym, jak to idzie. Żebra zostały skorygowane, ale wyleczenie zajmie kilka miesięcy. Jak doktor Cullen poinformował was, MRI wykazało mały obrzęk mózgu. Przez następne siedemdziesiąt dwie godziny utrzymamy go w wywołanej śpiączce i zostawimy go, aby sam się obudził. Jestem w stu procentach pewna, że opuchlizna nie spowoduje żadnych uszkodzeń mózgu.

– Czy jest możliwość, że będzie potrzebował więcej krwi? - zapytałem. Kurwa, byłem gotowy osuszyć siebie, jeśli będzie potrzebował więcej.

– Nie - uśmiechnęła się. - Zazwyczaj pacjenci w podobnym stanie jak pański syn, muszą być w ICU przynajmniej czterdzieści osiem godzin. Zatrzymamy go tam dzisiaj na pooperacyjnej sali i jutro w południe przeniesiemy go do prywatnego pokoju. Emmett obiecał, że osobiście będzie obserwował dziecko tak długo, jak będzie trzeba. - Spojrzała na mojego brata i smutno się do mnie uśmiechnęła.

– Możemy go zobaczyć, proszę? - płakała Alice.

– Tylko przez pięć minut i pojedynczo - odparła lekarka. - Proszę za mną.

– Dziękuję, Emmett – przytuliłem go.

– Nie musisz mi dziękować - powiedział i wypuścił mnie. - Wszystko dla rodziny. I on też jest moją rodziną.

Gdy czekałem, aż Alice i Charlie skończą, zdezynfekowałem mojego ręce i założyłem jednorazowe wysterylizowane rękawiczki oraz maskę. Kiedy wyszli, oboje mieli czerwone oczy. Alice zatrzymała się na chwilę.

– Edwardzie?

– Tak?

– Dziękuję.

– Za co? Ja powinienem...

– Że nie byłeś na mnie zły - wyszeptała.

– Alice, złość jest teraz ostatnią rzeczą w moich myślach. Czy jestem zdenerwowany? Tak, ale wiem, że to teraz nie pomoże Williamowi, więc...

– Wiem - powiedziała, odchodząc.

Wszedłem do pokoju. Kiedy zobaczyłem go tam leżącego. I przysięgam na Boga, to było, jakby ktoś wyrwał mi serce z klatki. Małymi kroczkami podszedłem do niego i usiadłem na krześle. Wziąłem jego dłoń w swoją i pocałowałem jego kostki.

– Williamie, przepraszam, że nie byłem w stanie obronić cię przed nim - wyszeptałem. - Proszę obudź się wkrótce albo nie wiem, co zrobię, dzieciaku.

Wszystko zaczęło napływać w jednej chwili: każde pojedyncze pytanie, jakie mi zadał i każda pojedyncza odpowiedz wróciła do Belli. W tym czasie, niczego nie podejrzewałem. Po prostu myślałem o nich, jako przypadku, jak jego matka miała tak wiele wspólnego z Bellą. Jego nadopiekuńczość wobec mnie w każdej gównianej sytuacji, na jaką się natknęliśmy. Jego panika, kiedy zostałem postrzelony. Oczekiwanie, jakie czułem za każdym razem, kiedy byliśmy oddzieleni.

– Udało ci się zmienić moje życie. Sprawiłeś, że chciałem być lepszym człowiekiem, z nadziejami i marzeniami - mówiłem, a gula zaczęła formułować się w moim gardle. - Nie jestem na ciebie zły, Williamie. Nigdy nie mógłbym być na ciebie zły... k-kocham cię, dzieciaku.

Mój tato jest taki podobny do oficera Cullena. Nie miałem szczęścia w moim życiu: los i złe decyzje uniemożliwiły mi poznanie mojego ojca. Wiem, kim on jest i co znaczył dla mojej mamy. Wiem, co znaczyłby dla mnie. Jeśli miałbym szansę spojrzeć mu teraz w oczy - powiedział, podnosząc swoją głowę i popatrzył na mnie. - Powiedziałbym mu, że był, jest i zawsze będzie moim bohaterem.

Edwardzie, kocham cię.

Nie! Zostaw mojego t- zostaw go w spokoju!

– Zamierzałeś powiedzieć tatę, prawda? Cały czas wiedziałeś - stwierdziłem i zacząłem płakać. - Powiedziałeś mi, że jestem twoim ojcem, a ja tego nie zrozumiałem. Ah, Will – wyszeptałem, gdy moje łzy ponownie zaczęły płynąć.

-Ж-

Kolejne dni mijały jak plama. W ogóle nie opuściłam szpitala. Pierwszą noc spędziłem w gabinecie Emmetta, skoro nie mogłem pozostać na ICU. Charlie dotrzymał mi towarzystwa i wyszedł tylko na kilka godzin następnego ranka, aby się wykąpać i coś zjeść.

Dr Forester zgodnie ze swoimi słowami przeniosła Willa do prywatnej sali. Nawet, jeśli ubezpieczenie zdrowotne Belli pokrywało wszystko, czego potrzebował William do leczenia, nie pokrywało luksusowej sali. Emmett pokrył wszystko wraz z Alice. Na moje i Charliego osłupienie. Powiedział, że wszystko dla rodziny i to właśnie znaczyło. Nigdy nie opuścił jego boku chyba, że musiał iść na obchód albo na ER. Rose to była inna historia. Kiedy dowiedziała się o rozwoju sytuacji, była zszokowana, zła i szczęśliwa w tym samym momencie. Zmusiłem ją, aby obiecała mi, że pozwoli mi rozwinąć sprawy w sposób, jaki uważałem za najlepszy.

To dlatego byłem sam w pokoju, czekając na Bellę.

Alice w końcu udało się z nią skontaktować i powiedzieć najlepiej, jak tylko potrafiła o sytuacji Williama, pomijając brutalne szczegóły. Jak prosiłem, nie wspomniała o mnie. Nie chciałem, żeby przyszła przygotowana. Musiałem ją powalić... Chciałem tylko niefiltrowanej prawy.

Spędziłem trzy dni ucząc się każdego najmniejszego szczegółu na jego twarzy. Emmett miał rację. Mieliśmy taki sam kształt oczu, a on miał jej rzęsy. Miał jej nos, twarz w kształcie serca i moje usta. Będzie wysoki, jak ja. Będzie łamaczem serc.

W końcu Charlie pojechał z Alice, aby odebrać Bellę z lotniska. Spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że powinni wkrótce przyjechać. Poszedłem do łazienki i umyłem się. Właśnie suszyłem twarz, kiedy usłyszałem otwieranie drzwi, coś upadło na podłogę i delikatny płacz.

– Oh, dziecko - płakała. Otworzyłem cicho drzwi i przesunąłem się, aby stanąć w rogu za nią. Siedziała na łóżku obok niego, całując każdy cal jego twarzy. - Nigdy więcej cię nie zostawię. To był taki błąd i przepraszam. Kocham cię tak bardzo. Mamusia tak bardzo cię kocha - zatrzymała się, wciąż mnie nie zauważając. - Kiedy się obudzisz, mam dla ciebie niespodziankę. Mały człowieczku, twój tato jest tutaj w Chicago. Wiem jak bardzo chciałeś go poznać i przepraszam, że utrzymywałam to w tajemnicy. Kiedy się obudzisz, pójdę do niego, porozmawiam z nim i przyprowadzę go tutaj. Będzie kochał każdy twój kawałek - kontynuowała. Jej ramiona zaczęły się trząść i wiedziałem, że płakała. - Straciłam twojego ojca, ponieważ nie miałam wyboru, kochanie. Nie mogę również stracić ciebie. Proszę... Przysięgam, powiem twojemu tacie o wszystkim - zakończyła i zaczęła płakać jeszcze bardziej. - Tylko o-obudź się... to wszystko, o co proszę.

Wziąłem oddech. – Jego tato już tu jest - powiedziałem, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć z rozszerzonymi oczami. - Nigdy więcej kłamstw i sekretów, Bello - kontynuowałem i usiadłem na krześle, dokładnie na wprost niej, po drugiej stronie łóżka Willa. - Czas na prawdę...