Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.
Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.
Rozdział 11
Beta: TruskawowySzampan
Powiedzieć, że była zszokowana byłoby nieporozumieniem. Jej oczy były szerokie i mógłbym przysiąc, że nie oddychała. W życiu się nie spodziewała, że mnie tu zastanie. Umierałem, żeby dowiedzieć się, co dzieje się teraz w jej głowie; starała się znaleźć wymówkę, czy próbowała wymyślić skąd wiem o Willu?
- J-jak... dl... – wyjąkała.
- Jak i dlaczego nie jest teraz ważne. Czy wiem, że mam syna? Tak – zacząłem równomiernie tak, jak to możliwe. – W tej chwili, potrzebuję prawdy, Bello i niczego więcej. W końcu nadszedł czas, nie sądzisz?
- Jak się dowiedziałeś? – zapytała zdesperowana. – Jak to mu się stało?
Westchnąłem. – Znam Williama od września. Czy wtedy wiedziałem, że jest moim synem? Nie. Z tego, co wiem, co Charlie mi powiedział, po tym jak zobaczył mnie na zajęciach, William zdecydował się mnie poszukać i to było...
- O mój Boże! To byłeś ty? – wyszeptała.
- Zawiązaliśmy przyjaźń, która dla obojga z nas znaczyła więcej. W tym czasie nie mogłem tylko tego zrozumieć. Teraz wiem... – powiedziałem, przejeżdżając palcami przez jego ciemne włosy.
- Co stało się w jego szkole, Edwardzie? – spytała trzęsącym się głosem.
- Bello, moje życie jest otoczone przez popieprzonych ludzi. To jest to, co robię. James Adriani był jednym z tych gości. Dwa tygodnie temu jego córka zmarła na serce i nie był z nią. Obserwował mnie i Williama, zanim dziecko odeszło. W dniu, gdy Will został zraniony, James został poinformowany, że zostałem zaproszony do szkoły Williama. Chodzi o to, że chciał zabić mnie, a później siebie. Byłem zakuty i uderzył mnie. William to widział i zaatakował Jamesa, żeby powstrzymać go przed ranieniem mnie. Reszta to już historia – powiedziałem.
- Co stało się z tym skurwielem? – syknęła. Podniosłem brwi w szoku, ale szybko się otrząsnąłem. Bella nigdy nie przeklinała.
- Zabiłem go – powiedziałem i zniżyłem głowę. – Nie chciałem, aby Wi...
- Wiem. To był tylko zły czas. Nigdy nie zraniłbyś kogoś bez powodu – wyszeptała.
Bella nagle wstała i sięgnęła po torebkę. Szybko wytarła łzy, wyciągnęła swój portfel i podała mi zdjęcie. Nie mogłem się powstrzymać przed uśmiechem na ten widok, zanim łzy pojawiły się w moich oczach. Patrzyłem na piękne dziecko, kilku miesięczne, ze świecącymi, zielonymi oczami i szerokim uśmiechem. Jego nowo wykiełkowane zęby wypełniały wszystkie czarne dziury i pęknięcia tego świata, przypominając mi, co znaczy czystość.
Szloch wyrwał się z mojej klatki. – D-dlaczego? – dławiłem się. Mogłem czuć łzy na policzkach, ale nie mogłem wykonać ruchu, aby je wytrzeć. Nie było sensu. Spojrzałem na mojego syna i cicho płakałem. – D-dlaczego?
- Przepraszam, Edwardzie – szlochała. – Nie możesz sobie wyobrazić jak bardzo tego teraz żałuję.
- Muszę wiedzieć.
Kiwnęła głową. – Powiem ci wszystko – wyszeptała, gdy pocałowała rękę Willa. – Tylko daj mi kilka minut na oczyszczenie moich myśli.
Była wyczerpana, widziałem to. Prawdopodobnie nie zamknęła swoich oczu, aby przespać się, choć przez chwilę. Szczęśliwa i kochająca dziewczyna, którą pamiętałem została zastąpiona przez wypaloną kobietę. To było tak, jakby oddała wszystko i jedyna rzecz, jaka trzymała ją w kupie, to nasz syn.
- Pamiętasz dzień, gdy mieliśmy spotkać się w jadłodajni na śniadanie, ale nie przyszedłeś? – zapytała.
- To dlatego, że zadzwoniłaś do domu i powiedziałaś, że nie dasz rady – powiedziałem.
- Nie, nie zadzwoniłam. Twój ojciec zadzwonił do mnie i powiedział, że musisz być gdzieś ze swoim dziadkiem. W tym dniu zostałam w domu i czekałam na twój telefon. Około południa, zadzwonił dzwonek do drzwi i pośpieszyłam do nich, bo myślałam, że to ty, ale kiedy otworzyłam drzwi w zamian zobaczyłam Carlisle'a i Gregory'ego – powiedziała, przejeżdżając palcami przez włosy. – Wmaszerowali do mojego domu bez zaproszenia. Wyraźnie byli obrzydzeni, porównując to do swoich „pałaców" – kontynuowała i spojrzała na mnie. – Zapytałam się, czy chcą coś do picia, ale Carlisle odmówił, mówiąc, że muszą coś powiedzieć, a ja mam słuchać. Będąc szczerym, zatrzymywał się kilka razy; to było jakby chciał uniknąć rozmowy, ale w pewnej chwili Gregory przeczyścił gardło. To obudziło Carlisle'a. Zaczął mówić o dziedzictwie rodzinnym i jakie to było ważne. Powiedział, że popełnił błąd, działając impulsywnie, kiedy chodziło o Esme i, że zawsze będzie żałował, iż nie poszedł za radą ojca.
- Bello, o czym ty mówisz? – zapytałem. Byłem zdumiony, nie chodziło tu o Carlisle albo Ma. Chodziło o nią i mnie.
- Twój ojciec był oczarowany Esme, ale naprawdę nie był w niej zakochany. Przynajmniej tak mi powiedział. Kiedy zapytałam go, dlaczego mówi mi te rzeczy, powiedział, że nawet, jeśli nie dzielicie DNA, jesteś taki jak on. Nie wierzyłam mu, ponieważ znałam cię jak nikt inny. Powiedział mi, że nie mam innego wyjścia tylko cię opuścić. Carlisle był gotowy zrobić wszystko, co trzeba będzie, aby zapobiec, abyś powtórzył jego błąd – podkreśliła. – Zaoferował mi pieniądze, dużo pieniędzy, które opłaciłyby nie tylko college, ale również szkołę medyczną. Oczywiście, nie przyjęłam ich. Mogę być biedna, ale kochałam cię i to wszystko, czego potrzebowałam.
- Mówisz, że mnie kochałaś, ale wciąż wzięłaś pieprzone pieniądze, Bello.
Potrząsnęła głową i wytarła łzy. – Nie słyszałeś, co powiedziałam. Nie wzięłam pieniędzy, Edwardzie – wyszeptała.
Moje serce zaczęło bić szybciej w mojej klatce. – Um, c... co właśnie powiedziałaś?
- Nie wzięłam pieniędzy, Edwardzie. Kiedy „zaproponował" tą alternatywę, byłam zszokowana. Jednakże, gdy oprzytomniałam powiedziałam proste nie. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego. Wiedział to.
- Nie rozumiem – powiedziałem.
- Kiedy odmówiłam, jego postawa zmieniła się. Był cicho przez kilka minut, a później stał się jeszcze bardziej zdeterminowany. Kiedy odezwał się ponownie, wiedziałam, że to skończone.
- Co powiedział? – spytałem, ledwo się trzymając.
- Że upewni się, iż każda osoba w moim życiu będzie cierpieć, zwłaszcza Charlie i ty. Jeśli cię nie zostawię, wyprze się ciebie. Nie będzie wspierał cię finansowo i zostawi cię bez grosza. Nigdy nie zostaniesz federalnym, tak jak zawsze marzyłeś, skoro nie będziesz mieć wsparcia rodziny i ich kontaktów.
Charlie wpuścił mnie do domu i pokazał, abym poszedł na górę. Słyszałem jej płacz.
- Co się stało, kochanie? – zapytałem, gdy usiadłem na jej łóżku, biorąc ją w ramiona.
- Nie mogę jechać z t-tobą – zawodziła.
Co? – Skarbie, o czym mówisz?
- Dostałam listy potwierdzające z Dartmouth i Stanford.
Uśmiechałem się do niej. – Kochanie to wspaniałe wieści.
- Nie! Nie! Nie widzisz, Edwardzie? Nie mogę jechać! Charlie nie może zapłacić tak wiele pieniędzy! Bank gwarantuje dwadzieścia tysięcy i to wystarczy ledwo na rok! P-po prostu nie mogę! – płakała.
- Bells... – zacząłem, ale mi przerwała.
Pojadę gdziekolwiek ona będzie jechać! Nie obchodziło mnie Stanford albo Dartmouth. Pojedziemy razem, gdzie będzie dla niej dogodniej. Kiedy zacznie się szkoła medyczna, będę robił w dwóch pracach, jeśli trzeba będzie, tylko, aby mogła dokończysz studia. Oficer policji nie zarabia tak wiele, dopóki nie uderzy trzydziestki, fundusz powierniczy będzie aktywowany i będę w stanie spłacić jej pożyczki i rozwinąć naszą rodzinę.
- Więc – zacząłem i uśmiechnąłem się jak zakochany głupek, którym byłem. Spojrzała na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. – Kiedy wyjeżdżamy?
Wstałem z krzesła, moja klatka była taka ciężka jak dzikiego zwierzęcia. To sukinsyn! Ta miernota, ten skurwysyn spowodował to wszystko. Pomimo morderczych myśli, które bombardowały moją głowę, musiałem wiedzieć więcej.
- Mów dalej – jęknąłem.
- Edwardzie, znałeś moją przeszłość, jak bardzo Charlie walczył finansowo. Wiedziałeś, że już wziął pożyczkę, żeby zapłacić za moje czesne. Jak miałam żyć sama ze sobą, jeśli zabrałabym ci twoje marzenia? Jak byłabym w stanie znieść, że w pewnym sensie nienawidzisz mnie za to, że powstrzymałam cię przed osiągnięciami? Liczyłeś na te pieniądze! Planowałeś, że to zmniejszy twoje obciążenia. Powiedziałeś mi to więcej niż raz. Wiem, że pieniądze nie były najważniejszą rzeczą dla ciebie. Wiem, że prawdopodobnie wciąż nie są, ale oni zamieszali ci je zabrać! Przeze mnie! Nie mogłam tego zrobić. Nie potrafiłam. Nie była bym w stanie spojrzeć na ciebie przez resztę mojego życia wiedząc, że obwiniasz mnie, nawet, jeśli byś tego nie wypowiedział – płakała. –Kochałam cię. I był jeszcze Charlie. Żył dla swojej pracy.
- Bello, przechodziliśmy przez to – powiedziałem, pocierając moją skroń.
- Dokładnie! – powiedziała zła. – Nie jestem z tobą, dla twojego funduszu powierniczego, Edwardzie. Jestem z tobą, bo cię kocham!
- Wiem, Bello. Dobra rzecz, że te pieniądze pomogą nam bez końca, dziecinko, między pożyczkami na szkołę medyczną i potem rozpoczęciem rodziny. Na początku nie będę zarabiał dużo pieniędzy, ale nie pozwolę ci również pracować, kiedy już będziesz miała pełne ręce.
- Poradzimy sobie bez niego! – stwierdziła.
Byłem pewien, że w tym momencie moje usta wisiały otwarte. Jak mogła o tym w ogóle myśleć? – Czy chociaż przez chwilę przestałaś myśleć, że jedyną rzeczą w moim pieprzonym życiu, jaką chciałem byłaś ty? Charlie poradziłby sobie z Carlisle'm i Gregory'm, wiesz o tym.
- Nie mogłam cię powstrzymywać. Musiałam cię chronić i zostawić w spokoju, abyś mógł spełnić swoje marzenia – wyszeptała.
- Ty. Byłaś. Moim. Marzeniem! – W połowie krzyczałem. – Byłaś moim pieprzonym życiem! Ledwo oddychałem bez ciebie! – zacząłem krążyć. Kurwa!
- Proszę ścisz głos. Jesteś w szpitalu – powiedziała równo.
- Jest to ostatnia rzecz, o jaką dbam – powiedziałem gniewnie.
- Po prostu spróbuj, albo wyjdę, dopóki się nie uspokoisz.
Wziąłem głęboko oddech. – Dobra. Spróbuję! Powiedz mi resztę!
- Gregory powiedział, że mam całe życie przed sobą, tak jak chciałam, że nie muszę martwic się o ciebie, bo to było tylko szaleństwo i nic więcej. Że zapomnisz mnie w krótkim czasie. Wiedziałam, że tak się nie stanie. Byłam prawie pewna, że będziesz za drzwiami, w drodze do mojego domu, natychmiast starając się przekonać mnie, abym zmieniła zdanie.
- Poszłam na komisariat do mojego taty. Powiedziałam mu wszystko, poza groźbą dotyczącą jego, byli by już nieżywi, gdybym mu to powiedziała. Wiedziałam, że nie mogłam zostać w domu, więc zaczęłam szukać samolotów, które wylatywały tego samego dnia, ale nic nie było. To było tak, jakby wszyscy starali się zapobiec mojemu wyjazdowi. Billy i Jacob odwiedzali wtedy Rachel na Hawajach, więc nie mogłam zostać w rezerwacie. Jedyną możliwością był powrót do domu i ukrycie się, zanim będę mogła wyjechać za dwa dni. Za każdym razem, gdy słyszałam jak krzyczałeś moje imię, łamało mnie. Charlie trzymał mnie w ramionach, aby powstrzymać mnie przed pójściem do ciebie i powiedzeniem ci wszystkiego, ponieważ wcześniej tego dnia, zmusiłam go, aby obiecał mi, że mi nie pozwoli – płakała. – Miałam ledwo osiemnaście lat, Edwardzie.
- Renee w ogóle nie była szczęśliwa, że tak nagle zdecydowałam się wrócić i z nią mieszkać. Oczywiście, nie powiedziałam jej, że to jest tylko tymczasowe. Zamierzałam zostać w akademiku przez pierwsze kilka lat, a później znaleźć moje własne mieszkanie. Dwa tygodnie po tym jak przyjechałam do Arizony, zaczęłam się źle czuć. Miałam poranne mdłości i omdlenia. Dom Alice był niedaleko mojego, więc często mnie odwiedzała. Pewnego dnia przyszła i znalazła mnie na podłodze w łazience. Zadzwoniła po karetkę i dwie godziny później dowiedziałam się, że byłam w ciąży. Przysięgam, że do wtedy nie wiedziałam, przysięgam – kontynuowała patrząc na Williama.
- Jak to w ogóle możliwe, Bello? – zapytałem zirytowany.
- No dalej, Edwardzie – powiedziała, jakby zła. – Po balu, zachowywaliśmy się jak króli. Wiedziałeś, że nigdy nie miałam regularnej miesiączku. Jezu! Czy ty myślisz, że ja to zaplanowałam?
- Nigdy tego nie powiedziałem! – warknąłem. – Tylko zapytałem, jak to było możliwe, że nie wiedziałaś!
- Byłam taka przerażona. Nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony chciałam zadzwonić do ciebie, ale z drugiej wiedziałam, że nie mogę. Po tym jak mnie wypisano, poszłam do domu. Renee szykowała się na randkę. Poprosiłam o rozmowę i powiedziałam jej o dziecku. Edwardzie, rzeczy, jakie mi powiedziała – powiedziała i pociągnęła nosem. – Była taka ostra. Wypominała jak to zniszczyłam swoje życie i jaką małą dziwką byłam. Nie widziałam jej do popołudnia następnego dnia. Wpadła do domu i powiedziała mi, żebym się przygotowała. Chciała zabrać mnie na OB i zbadać dziecko. Powiedzieć, że byłam zaskoczona, było nieporozumieniem. Poczułam szczyptę nadziei... że wszystko będzie dobrze, zanim nie weszłyśmy do gabinetu lekarza – powiedziała i przerwała na chwilę. Zaczęła płakać naprawdę mocno.
Wziąłem małą butelkę wody z szafki nocnej i otworzyłem ją. – Proszę – powiedziałem. Podniosła głowę i spojrzała na mnie czerwonymi, spuchniętymi oczami. Wyglądała na taką wrażliwą i przerażoną w tym samym momencie. Coś w jej oczach błagało mnie, żebym jej uwierzył.
- Dziękuje – wyszeptała i wzięła łyka z butelki. – Przepraszam – powiedziała. – To jest bardzo ciężkie, by mówić. Zwłaszcza w czasie miesiączki – westchnęła, a ja tylko kiwnąłem głową. – Lekarz zadawał pytania, wziął próbki krwi i zrobił ultrasonograf. Powiedział nam, że właśnie zaczynałam drugi trymestr ciąży. Po usłyszeniu tego Renee poinstruowała go, żeby szedł dalej z procedurą. Skoro byłam niezamężna i wciąż nieletnia, opiekun musiał podpisać zgodę na a-ab… – powiedziała, nie kończąc ostatniego słowa.
Aborcja. Ta suka chciała zabić moje dziecko! Jęknąłem na tą myśl. Zwróciłem mój wzrok na Willa i oddech utknął mi w gardle. Był darem zesłanym przez Boga. Jak mogła w ogóle pomyśleć, żeby Bella przechodziła przez coś takiego? Potrzebowałem go, zanim w ogóle wiedziałem, że jest mój, a co dopiero teraz.
- Suka! – syknąłem. – Przysięgam na Boga, jeśli kiedykolwiek ją zobaczę, przejdzie przez piekło!
- Nie będziesz musiał – wyszeptała i spojrzałem na nią zmieszany. – Nawet, gdy walczyłam z nią, aby zatrzymała procedurę, udało jej się zaplanować ją na następny dzień. To co zrobiła było nielegalne. Nie była moim opiekunem, Charlie był. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam mu o wszystkim. Był zszokowany, słysząc wiadomości, ale nigdy nie mówił do mnie ostro. Pojawił się wcześnie następnego ranka w domu Renee i wszystko pękło. Nigdy nie widziałam Charliego w takim stanie. Wyklinał ją, jaką to bezużyteczną matką była i jak żałuje, że w ogóle pozwolił mi do niej pojechać. Polecił mi pójść i spakować kilka rzeczy, które miałam ze sobą i opuścić dom.
- Mój słodki tato był taki współczujący i wyrozumiały. Nalegał na mnie, abym powiedziała ci o Williamie, ale wiedziałam lepiej. Powiedziałam ci, Carlisle i Gregory sprawiliby, że ich groźby stałyby się prawdziwe. Charlie straciłby swoją pracę, prawdopodobnie również godność. Bóg wie, w co próbowaliby go wrobić. Alice w tym czasie kończyła swój trzeci rok i mieszkała sama. Jej rodzice przeprowadzili się z powrotem do Biloxi rok wcześniej. Mieszkała w małym mieszkaniu niedaleko kampusu. Nie mając innych możliwości, zamieszkałam z nią.
- Co z Renee? – syknąłem.
- Renee każdego dnia pojawiała się w naszym mieszkaniu – zaczęła. – Potrzebowała przestrzec mnie przed powtarzaniem jej błędów. Charlie postraszył ją ograniczeniem wolności i po tym przestała. W tym czasie była związana z drugoligowym baseballistą. Została złapana na narkotykach. Renee przedawkowała i zmarła miesiąc później, i była sama. Powinno być mi przykro, po tym wszystkim straciłam matkę, ale nie było. Wszystko, o czym mogłam myśleć, to moje dziecko i jak bardzo mi ciebie brakowało – kontynuowała Bella. – Alice była świetna. Pomogła mi znaleźć pracę w restauracji Joego i znalazła mi studentów do korepetycji na studiach. Pracowała w sklepie z materiałami i miała wielu klientów z dziećmi. Polecała mnie i niektórzy z nich kontaktowali się ze mną.
Przerwano nam, gdy drzwi się otworzyły i weszła dr Forester. Uśmiechnęła się do mnie, a potem spojrzała na Belle. – Zapewne dr Swan? – zapytała, a Bella potwierdziła, gdy wstała ze swojego krzesła. – Jestem dr Forester. Poinformowano mnie o pani przyjeździe i przyszłam prosto z operacji. – Zaczęły rozmawiać, ale nic nie słyszałem. Moje oczy były skupione na Williamie i westchnąłem, zaraz przed gniewem, który zaczął się we mnie gotować, paląc moją duszę. Bella była szantażowana, by mnie zostawić. Skurwiel, który miał śmiałość nazywać się moim ojcem, zrobił to nam, Williamowi... Belli. Jak mógł? Dlaczego musiał mnie tak zniszczyć? Nie chciałem pieprzonych pieniędzy.
Ona chce twoich pieniędzy, Edwardzie. Bella chce być lekarzem, tak? Więc wyobraź sobie jak dziedzictwo „Cullen" zrobi wiele, aby pomóc jej karierze...
Nigdy nie skłamalibyśmy o czymś takim.
Załamany? Przez tą małą dziwkę? Proszę! Powinien być szczęśliwy, że dowiedział się, zanim było za późno. Suka wzięła pieniądze, by go zostawić.
Edwardzie, podziękujesz mi pewnego dnia. Zobaczysz, że nie była tego warta i, że twój ojciec miał rację. Miłość przychodzi i odchodzi, synu, zwłaszcza w twoim wieku.
Nie widzisz, że ona nie jest warta wysiłku, ty głupi chłopcze?
Może kochać twój portfel, ale nie ciebie, ty głupcze. To nigdy nie będziesz ty!
- Edwardzie – usłyszałem jak Bella mówi z troską, ale nie byłem w stanie odpowiedzieć. Wszystko, o czym mogłem myśleć, to były wszystkie rzeczy, jakie Carlisle powiedział mi przez ostatnie trzynaście lat. Wszystkie te zarzuty były pękiem kłamstw. Dlaczego tak bardzo jej nienawidził? Przeszukałem moje myśli za powodem, ale nie było żadnego. Bella pomogła mi wyzdrowieć, sprawiła, że chciałem i oczekiwałem rzeczy od życia.
- Edwardzie, przerażasz mnie. Proszę...
Czułem jak moje wnętrzności paliły, gotowały od gniewu i nienawiści. Chciałem go zabić. Zabiłbym go. Kurwa, umarłby w najgorszy możliwy sposób: powolny i bolesny.
- Co, do cholery, mu zrobiłaś? – usłyszałem syk kobiety.
- Przestań, Rose! – powiedział zły Emmett. Czułem jego rękę na ramieniu. – Ed, wróć.
Zamrugałem kilka razy i wziąłem głęboki oddech. Moje serce biło szybko i mocno w mojej klatce, gdy próbowałem się uspokoić. Odwróciłem moją głowę, by spojrzeć na Belle, tylko aby zobaczyć, że cicho płakała. Rosalie stała za nią i Emmett klęczał przede mną. Był zmartwiony i po raz kolejny ja to sprawiłem.
Carlisle.
- Proszę, wypij trochę wody – powiedziała Bella, podając mi w połowie pełną butelkę. Gdy nasze dłonie dotknęły się, poczułem jak moje palce się palą. Spojrzałem na nią i posłała mi łamiący serce uśmiech. Wciąż to czuła.
- Odejdź od niego! – syknęła ponownie Rose.
- Rose! – warknął Emmett. – Zostaw to.
Carlisle.
- Em – powiedziałem, starając się uspokoić mój głos. – Zadzwoń do Ma i powiedz jej, żeby przyjechała tu tak szybko jak to możliwe, i zabrała ze sobą tego skurwiela. Nie pytaj, dlaczego. Zrób to.
- Edwardzie, nie sądzisz...
- Zadzwoń do Ma i powiedz, żeby przyjechała. Jeśli ja to zrobię, będzie wiedziała, że coś nie gra. Zadzwoń do niej, proszę.
- Edwardzie, proszę, nie. Carlisle...
- On co? – warknąłem. – Zabierze pieniądze! Nowość, Bells – powiedziałem ironicznie. – Nie mam pieniędzy do zabrania.
- C-co? – jąkała się.
- Jestem spłukany od września. Wypłaciłem pieniądze – powiedziałem i gorzko się zaśmiałem. – Nie zostało nic, co może zabrać i nie ośmieli się dotknąć Charliego!
- Co się, do kurwy, dzieje? – zapytał Emmett poirytowany. – Co Charlie ma z tym wspólnego?
- Ten stary pierdolec szantażował, że zabierze jego pieniądze, prawda? – zapytała Rosalie Bellę. Bella uciekła od niej wzrokiem. – Dupek! – syknęła.
- Rose? – zapytał Emmett.
- Nie poddaje się, co? Co jest z nim, do cholery, nie tak? Nie wszyscy ludzie są poszukiwaczami złota! – kontynuowała Rosalie i zaczęła chodzić.
Kurwa, on nie!
- Czy on... – zacząłem.
- Tak, kiedy spotkałam go trzy lata temu, tutaj w Chicago. Powiedział, że jeśli nie zostawię go w spokoju, zabierze mu wszystko i zamknie mój warsztat – warknęła Rose.
- O czym, do cholery, mówicie? – zapytał zdenerwowany Emmett.
- O twoim pieprzonym ojcu – powiedziała. – Zaoferował mi pieniądze, żebym cię zostawiła i kiedy powiedziałam nie, groził, że wszystko ci zabierze.
Carlisle miał życzenie śmierci. Myślał, że nigdy się nie dowiemy? Emmett zrobił krok do tyłu i potrząsnął głowa. – Co właśnie powiedziałaś?
- Słyszałeś mnie!
- Dlaczego, do diabła, nic nie powiedziałaś? – warknął.
- Ponieważ się tym zajęłam! – warknęła i uśmiechnęła się złośliwie. – Czy ty naprawdę myślisz, że twój ojciec był hospitalizowany wtedy za infekcję dróg moczowych?
- Huh?
- To było więcej, niż rozwalone jądra – powiedziała Rosalie. – Wiem, czego chcę, Emmecie. Cholera, nawet nie wiedziałem, że byłeś tak bogaty, przed tym dniem. I on oskarżający mnie o zbliżanie się do ciebie, z powodu twoich pieniędzy, mnie wkurwiło. Więc, kopnęłam go, i ten dupek powinien być wdzięczy, że zrobiłam tylko to. Kiedy go wypuścili, powiedziałam mu, że nic ci nie powiem, jeśli on nie wniesie zarzutów o napaść – dokończyła, a w pokoju zapanowała cisza.
Emmett stał na wprost Rose, z zaciśniętymi pięściami przy bokach, tak mocno, że jego kostki były białe. Spojrzał na Bellę, w ciszy pytając, czy Carlisle zrobił to samo, a jej kiwnięcie głową, to potwierdziło. Wyciągnął telefon z kieszeni, złapał Rosalie i wyszedł z pokoju bez słowa. Jeśli temu skurwielowi uda się mnie przetrwać, Emmett dokończy robotę.
Siedziałem cicho przez kilka minut, myśląc o czymś, co nieumyślnie zapomniałem: Esme. Nie było mowy, żeby wiedziała o tym wszystkim. Nie ważne, co nigdy by na to nie pozwoliła. Byłem tego pewien. Nigdy nie rozumiała zachowania Charliego względem niego. Teraz zrozumie, wszyscy zrozumieją... a ona będzie zdruzgotana.
- O czym myślisz? – zapytała.
- Ma – powiedziałem, a ona zachichotała.
- Z czego się śmiejesz? – warknąłem.
- Więc to od ciebie pochodzi „Ma" – westchnęła i pocałowała rękę Willa. - W czasie, gdy zostałeś postrzelony, uziemiłam go na jakieś trzy godziny – powiedziała i przewróciła oczami. – Tak, to najdłużej na ile mogę go uziemić. Pozwalam mu opuszczać szkołę dwa razy w roku, tak długo jak będzie mi o tym mówił. Dwa dni po twojej operacji, opuścił trening Tae Kwon Do, ale się nie pojawił. Chen zadzwonił do mnie, ponieważ Will nigdy nie opuszcza zajęć, i martwił się o niego. Kiedy wrócił, byłam nieźle wkurwiona. Martwiłam się o niego. Charlie dzwonił również do mnie tego dnia, prosząc mnie jeszcze raz, abym powiedziała ci wszystko, więc wyładowałam się na Willu, nigdy wcześniej tego nie zrobiłam. Wymagałam, aby powiedział mi gdzie był, a on skłamał, więc go uziemiłam. Około trzech godzin później, przyszedł do mojego pokoju i powiedział: „Ma, przepraszam, ale nie mogę ci powiedzieć gdzie byłem. To nie było nic złego, więc chcę, abyś mi zaufała." Od tamtego czasu mówił do mnie Ma, nigdy mamo, matko, mamusiu, kiedy czegoś chciał.
Mój uśmiech nie dorównywał jej. Czułem się oszukany. Nie ważne, co się stało, powinienem wiedzieć. Powinniśmy poradzić sobie z gównem Carlisle'a, nie ważne co. W zamian, wybrała ucieczkę ode mnie.
- Co jest nie tak? – zapytała.
- Wszystko jest źle – zacząłem, tak równo jak to możliwe, wiedząc, że to nie potrwa długo. – Ty, uciekająca od nas, William będący sekretem, sposób, w jaki się do mnie zbliżył. Straszne rzeczy, przez które przeszedł przeze mnie, rzeczy, których był światkiem przeze mnie! – W połowie krzyczałem.
- Ucisz się proszę – prosiła surowo.
- Kurwa, tak zrobię – warknąłem. – Chcesz wiedzieć, co się stało w dzień, gdy zostałem postrzelony, Bello? Patrolowałem park, a on był ze mną. Widział jak zostałem postrzelony!
- Co? – sapnęła.
- Kurwa, słyszałaś mnie! To on próbował mi pomóc tego dnia. Ja byłem powodem, dla którego go uziemiłaś. Był ze mną w szpitalu, wypłakując swoje oczy, ponieważ był tak o mnie przerażony. Tu nie chodzi tylko o to, co mi zrobiłaś. Co z nim?
- Insynuujesz, że źle wychowałam mojego syna? Że nie dbam o niego? – zapytała zła.
- Naszego syna, Bello, nigdy o tym nie zapominaj!
- Odpowiedz mi! – domagała.
- Ja jestem tym, który powinienem domagać się tutaj odpowiedzi, kochanie, i nie w ten sposób! – krzyczałem.
- Wiesz co? Idę po kubek kawy, zanim się uspokoisz i będziesz w stanie rozmawiać jak człowiek! – warknęła, wstała i zmierzała do drzwi.
Cholera, NIE! Wstałem i podszedłem do drzwi, złapałem jej ramię i odwróciłem ją twarzą do mnie. Skończyła z zostawianiem mnie! Byliśmy cale od siebie i mogłem poczuć jej ciepły oddech na mojej twarzy. Patrząc w jej oczy, widziałem wiele uczuć: strach, złość, desperację, zdziwienie, poddanie i coś jeszcze, czego nawet nie chciałem rozważać. Moje ręce były w płomieniach, gdy dotknąłem jej ramion. Moje oczy zatrzymały się na jej ustach; te jej usta... te, które pragnąłem pocałować, te, za którymi tak bardzo tęskniłem...
Pieprzyć to! Bez namysłu, zderzyłem moje usta z jej, i byłbym przeklęty, jeśli nie sięgnąłem na chwilę nieba! Znajome, wciąż długo wyczekiwane, uczucie owładnęło moje ciało, wzywając mnie, abym zrobił więcej, wziął tak dużo jak mogłem, ze strachu, że zostanie mi ponownie wyrwane. Zacieśniłem swój uścisk wokół jej ramion i była przy moim boku, zamrożona. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia na moje nagłe posunięcie.
„Co ty, do cholery, robisz?" – krzyczała na mnie moja podświadomość. – „Odpierdol się od niej!"
Natychmiast się odsunąłem, pozwalając jej w tym samym czasie odejść. Kurwa! Co zrobiłem?
- Cholera! Nie powinienem tego robić. Przykro mi – powiedziałem, gdy szarpnąłem moje włosy i spojrzałem na moje stopy.
- Mnie nie – wyszeptała. Moje oczy zerwały się, by spotkać jej.
Czy o to jej chodziło?
A jeśli tak, czy to było ważne?
Czy to cokolwiek zmieni?
Prawdopodobnie nie.
- Potrzebuję papierosa – wypaliłem i wyszedłem z pokoju, zanim zdążyłem dokończyć zdanie.
Ledwo usłyszałem Charliego, gdy biegłem jak nietoperz z piekła. Nie ufałem sobie w tym momencie. Co, do kurwy, sobie myślałem? Dlaczego ją pocałowałem? Cholera! Wszystkie te uczucia mieszające się wewnątrz mnie. Była częścią mnie i w jakiś sposób wciąż była, czy mi się to podobało, czy nie.
Wyszedłem ze szpitala i zimne powietrze w jakiś sposób mnie uspokoiło. Odpaliłem papierosa i dym palił moje płuca. To wtedy uświadomiłem sobie, że nie paliłem przez trzy dni. Miałem tak wiele rzeczy do wyjaśnienia.
Pierwsza ze wszystkich: Carlisle. Obawiałem się chwili, kiedy go zobaczę. Przez te wszystkie lata ją znieważał. Plugawił moje wspomnienia i uczucia do niej w najgorszy możliwy sposób. Sprawił, że wierzyłem, iż nic dla niej nie znaczyłem, że nie byłem niczym więcej niż inwestycją. Byłem takim głupcem wierząc mu. Myślałem o nim jak o ojcu, ale ojciec nigdy nie zrobiłby czegoś takiego swojemu dziecku, nie ważne jak szorstki był.
Drugie: William. Jak mogę być dla niego ojcem, skoro jestem tak popieprzony? Jak mógłbym dawać mu rady, kiedy muszę naprawić swoje gówno? Nie byłem dobrą osobą. Byłem pełny żalu i złości. Patrzył na mnie tak, że przerażało mnie to. Czy mogłem naprawić siebie wystarczająco, żeby stanąć za nim, kiedykolwiek będzie mnie potrzebował? Nie było wątpliwości, że go kochałem, ale czy to było wystarczające? Spróbuję dla niego. Mam nadzieję, że Garrett będzie w stanie pomóc mi wydobrzeć.
Trzecie: Bella. Było wiele do rozważenia, ale nie mogłem tego zrobić zanim jej nie wysłucham. Postaram się bardziej hamować. Od teraz będzie stale obecna w moim życiu, ze względu na Williama, i musiałem lepiej kontrolować mój gniew. Czy będzie starała się trzymać go z dala ode mnie? Ledwo mogłem wytrzymać bez niego zanim się dowiedziałem, a teraz było to niemożliwe.
Ja nie...
Kurwa! Chciałem ją ponownie pocałować...
„Nawet nie idź w tym kierunku, dupku!" – wrzał głos w mojej głowie.
Cholera! Dlaczego, do kurwy, to zrobiłem?
„Ponieważ gdzieś w swoim popieprzonym mózgu wiesz, że wciąż coś do niej czujesz!"
Mogłem skłamać każdemu innemu, ale nie mogłem okłamać siebie. Bóg wie jak bardzo za nią tęskniłem przez te wszystkie lata, jak bardzo pragnąłem wrócić do tamtych dni i zmienić wszystko.
Schowałem papierosy i wróciłem do środka. Charlie był w poczekalni wraz Emmettem, Rose i Alice, prawdopodobnie mówiąc im, co się stało. Emmett wyczuł moją obecność i podniósł głowę, i spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się do niego, dając mu znać, że ze mną w porządku, nawet, jeśli oboje wiedzieliśmy, że nie było. Wyzdrowienie zajmie dużo czasu i wiele sesji.
Wchodząc do pokoju, znalazłem Bellę siedzącą na łóżku Willa, mówiącą do niego. – Obudź się, skarbie. Tak bardzo tęsknie za twoimi oczami – powiedziała i pociągnęła nosem. Oczyściłem swoje gardło, dając jej znać, że wróciłem. Odwróciła się i uśmiechnęła do mnie, wycierając łzy.
- Ponownie przyszła Susan – powiedziała. – MRI jest czyste.
- To znaczy? – zapytałem, gdy zamykałem drzwi.
- Opuchlizna zniknęła. Odstawili mu leki zanim przyjechałam, więc teraz wszystko, co możemy zrobić, to czekać, aż się sam obudzi. Będzie całkowicie zdrowy.
Odetchnąłem głośno. To była dobra wiadomość.
- Chciałabym dokończyć historię, Edwardzie – powiedziała Bella. – Chciałabym powiedzieć ci o nim więcej.
Usiadłem na swoim krześle, gdy ona siadała na swoim. – Gdzie byłam? – zastanowiła się i zatrzymała na chwilę. – Naprawdę było ciężko pracować, chodzić do szkoły i być spokojną w tym samym czasie. Cały czas byłam zestresowana, martwiąc się jak sobie ze wszystkim poradzę, przygotowując się na dziecko. Tak bardzo za tobą tęskniłam – powiedziała z łamanym głosem. – Każdej nocy, chodziłam spać myśląc o tobie i płacząc we śnie. Budziłam się z koszmarów, krzycząc twoje imię – pociągnęła nosem. – Aniele...
- Mężczyzna? – wykrzywiła się w uśmiechu. – Uważasz się za mężczyznę? Proszę! Nie jesteś mężczyzną!
Wkurzała mnie. – Nie to krzyczałaś zeszłej nocy, kochanie – warknąłem.
Zaczęła się głośno śmiać. Z każdą chwilą robiłem się coraz bardziej zły. Tutaj mówiłem jej, że pracą mężczyzny jest opiekowanie się jego kobietą, psychicznie i finansowo, a ona śmiała się. Ze MNIE!
- Przestań, Bello. To nie jest śmieszne!
-E-Edwardzie – zaczęła, ale jej śmiech wygrał raz jeszcze. Stałem tam, patrząc na nią nonszalancko, zanim zaprzestała swoją małą kpinę. Kiedy skończy, pokaże jej raz jeszcze i jeszcze, kto jest mężczyzną.
- Nie jesteś mężczyzną – powtórzyła, gdy znów zaczęła się śmiać. – Jesteś moim aniołem... moim aniołem...
- Nie nazywaj mnie tak – wymagałem, nawet, jeśli moje serce ściskało się, kiedy tak mówiła.
- Dlaczego?
- Chłopak, którego tak nazywałaś już nie istnieje – powiedziałem.
Westchnęła i kiwnęła głową, poddając się. – Edwardzie, kiedy cię zostawiłam, byłam połową osoby. Moje serce i dusza zostały z tobą, nigdy nie czułam potrzeby, by zacząć od nowa. Nigdy nie czułam potrzeby, by wychodzić i spotykać innych ludzi, albo nawet myśleć o związku. Dopóki nasze dziecko nadeszło, byłeś Alfą i Omegą mojego życia. Kiedy on przybył, oboje mieliście mnie.
- Nic nie mogę z tym zrobić. Dokonałaś wyboru, nawet, jeśli został wymuszony. Nie mogę wrócić do tego, co mieliśmy... Nie mogę... Zmieniłem się na wiele sposób, których nie możesz sobie wyobrazić.
- Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Nie chcę, żebyś myślał, że staram się wślizgnąć się z powrotem do twojego serca. Po prostu staram się uświadomić ci, że nigdy nie przestał...
- Przestań!
Podniosła swoje dłonie, odpuszczając. – Okej. Chcesz abym kontynuowała, czy potrzebujesz krótkiej przerwy?
Pieprzonej przerwy?
Przymknąłem oczy i wydałem ledwo słyszalny jęk. – Trzynaście lat to długa pieprzona przerwa. Kontynuuj.
Westchnęła. – Jak wspomniałam, w czasie ciąży pracowałam. Alice pomagała mi tak, jak mogła i Charlie zawsze pytał, czy potrzebuję pieniędzy, czy innego rodzaju pomocy. Wiedziałam, że już spłacał pożyczę, jaką dostał z banku na college, więc nigdy nie wzięłam od niego centa. Wiedząc, że dziecko ma wiele potrzeb, brałam dodatkowe godziny w restauracji i brałam więcej studentów. Na początku było dobrze, ale później było ciężej, miałam problemy z równowagą.
- Kiedy weszłam w trzeci trymestr, niemożliwe było kontynuowanie u Joego. Był dobrym facetem, więc zaoferował, że zatrzyma moje miejsce, zanim będę gotowa wrócić. Pokój dziecka był gotowy i wszystkie potrzebne rzeczy. Korepetycje szły dobrze, więc czułam ulgę, także miałam kilka spraw z głowy, zanim weszłam w trzydziesty drugi tydzień. Miałam zachcianki. Moje ulubione ciasto z masłem orzechowym i Joe robił najlepsze – powiedziała i lekko się zarumieniła. – Alice była w szkole i nie mogła pójść. Był ładny ciepły dzień, więc zdecydowałam się pójść sama.
- Gdy weszłam do restauracji, potknęłam się, zleciałam z kilku schodów i upadłam na plecy. Chwilę później, poczułam promieniujący ból w plecach i odeszły mi wody. Joe natychmiast zadzwonił po karetkę i William urodził się dziesięć godzin później. Byłam taka przerażona. Był taki mały i delikatny – kontynuowała i zaczęła płakać.
Też byłem w inkubatorze...
- Jego płuca nie były w pełni wykształcone i musiał być w inkubatorze przez przynajmniej dwa tygodnie i przybrać na wadze. W kilka godzin Charlie był przy mnie i Alice prawie oblała egzaminy, aby wypełniać moje potrzeby. W tym czasie byłam na skraju załamania. Obwiniałam siebie i swoje głupie zachcianki. Byłby bezpieczny, jeśli poczekałabym na Alice, zamiast iść – pociągała nosem. – Zresztą, przez około tydzień byłam w szpitalu i później mnie wypisali. Pozwolono mi go odwiedzać tylko dwa razy dziennie. Niektóre z pielęgniarek mi współczuły i pozwalały zostać mi dłużej niż powinnam. P-potrzebował mnie – czkała – i ja jego. Musiałam czuć jego malutkie paluszki w moich rękach, a on musiał wiedzieć, że byłam tam.
Nigdy nienawidziłem Carlisle'a tak bardzo, jak nienawidziłem go w tej chwili. Przeszli przez tak wiele i to były jego działania. Jeśli by jej nie zaszantażował, byłbym tam dla nich. Pomógłbym im obojgu... Oddałbym za nich moje pieprzone życie. Moje oczy paliły, moje gardło było w płomieniach, a moja głowa właśnie eksplodowała. Była tak blisko utracenia go i nigdy nie miałbym szansy, aby go spotkać. Nawet piekło nie będzie chciało tego skurwiela, gdy z nim skończę.
- Bello? – wyszeptałem. Podniosła głowę i spojrzała na mnie z podpuchniętymi oczami. – Czy kiedykolwiek rozważałaś, po tym jak go urodziłaś, powiedzenie mi wszystkiego?
- Każdego dnia – natychmiast odpowiedziała. – Nie było dnia, abym nie błagałaby obudzić się z tego koszmaru. Spragniona tylko twojego widoku – kontynuowała trzęsącym się głosem. – Dzień, w który po raz pierwszy otworzył swoje oczy, przysięgłam, że mój syn pozna każdą najmniejszą rzecz o tobie. Będzie wiedział wszystko, od książek, które czytałeś, do sposobu, w jaki rozwalałeś się na łóżku, kiedy spałeś. Nigdy nie czytałam mu bajek na dobranoc, ponieważ mówiłam mu o tobie. Mówiłam mu o naszych zabawnych chwilach.
- Edwardzie, on zna cię tak jak ja. Kiedy odeszłam, kilka rzeczy, które ze sobą zabrałam, to były zdjęcia i płyty CD, które napisałeś dla mnie. W dniu, gdy przyniosłam go do domu, rozmieściłam każdą z nich wokół mieszkania. Chciałam, aby dorastał i wiedział jak wyglądasz, chciałam, aby czuł twoją obecność nawet, jeśli było to tylko ze zdjęć. Z tego samego powodu dałam mu również twoje drugie imię... – zatrzymała się. – Chcesz wiedzieć, dlaczego zaczął sztuki walki?
Wiedziałem, że chciała powiedzieć coś innego, od tego, o co pytała, ale dałem jej przerwę.
- Taa...
- Kiedy miał pięć lat, po raz tysięczny pytał, abym powiedziała mu jak się spotkaliśmy. Nawet, kiedy byłam wykończona przez szkołę medyczną i korepetycje, nigdy mu nie odmówiłam. To był sposób dla mnie, aby trzymać cię w mojej duszy i nigdy nie pozwoliłam, aby twój obraz wyblakł. W tym czasie, wypadł mu górny pierwszy ząb. Upadł i się połamał, więc dentysta go wyrwał. Kiedy opowiedziałam część, gdzie Tyler popycha cię, wkurzał się. Z dnia na dzień, rozumiał zachowania i sytuacje – uśmiechnęła się. – Wstał z kanapy, zacisnął swoje malutkie piąstki po bokach i powiedział: „Glupi chłopak! Mamusiu, kiedy będę chłopcem chcę być Bruth Lee! Znajdę tego glupiego chłopaka i go pobiję". Zwiększyłam liczbę korepetycji, oszczędzałam pieniądze i miesiąc później zapisałam go na Tae Kwon Do.
Zachichotałem, gdy próbowałem wyobrazić sobie tą scenę. – Nie było dnia, gdzie nie mówił mi jak bardzo cię kocha. Wiesz, gdy lata mijały, rósł by być bardziej taki jak ty – uśmiechnęła się i pocałowała jego kostki.
- Nie, nie jest. Jest bardzo przyziemnym dzieckiem, miłym, pełnym szacunku... bezinteresowny, zabawny – powiedziałem, przebiegając palcami przez jego ciemne włosy. – Nie boi się swoich własnych cieni. Jest odważny, wspierający. Nie jest taki jak ja.
- Z czasem zobaczysz – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Wziąłem głęboki oddech. Nie będzie go trzymała z dala ode mnie. Moje serce przyśpieszyło dzikie bicie w klatce.
- Dziękuje – wyszeptałem.
Zmarszczyła brwi. – Za co?
- Za to, że nie chcesz go trzymać z dala ode mnie – powiedziałam zgodnie z prawdą.
Potrząsnęła głową. – Edwardzie, nie zrobiłabym tego. Chciałam ci powiedzieć w dniu, gdy wróciłeś z Forks, ale ty nie chciałeś słuchać. Mogłoby to uchronić nas przed tym bólem. Jestem zmęczona uciekaniem i ukrywaniem się. Chcę, aby mój chłopak był w stanie się śmiać i był beztroski przez to całe gówno. Jest niewinny, zasłużył by mieć ojca przy swoim boku, a nie zastępczą figurę ojca.
Gapiłem się w jej oczy, starając się zobaczyć, czy jest jakiś powód, abym jej nie wierzył, ale nie było żadnego. Była szczera. Gdy trzymałem jego dłoń w swojej, spojrzałem na jego zdjęcie i uśmiechnąłem się raz jeszcze. W każdy sposób, był idealny.
- Kochasz go – wyszeptała.
- Naprawdę tak – powiedziałem i westchnąłem. – Jest jednym z powodów, dla którego zdecydowałem się dać sobie drugą szansę. Kiedy odeszłaś, stałem się dokładnym przeciwieństwem tego, kim byłem. Robiłem rzeczy, z których nie jestem dumny i jeszcze kontynuowałem je. Zacząłem pić, palić. Wykorzystywałem kobiety dla mojej własnej przyjemności i traktowałem je jak śmieci. Byłem załamany, pusty i bez perspektyw na ponownie wypełnienie. Przestałem wierzyć. Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy, poczułem coś, jakiś rodzaj więzi. Sprawił, że myślałem o rzeczach, które starałem się zapomnieć. William był tym, czego potrzebowałem, żeby uświadomić sobie, że bycie złym i gorzkim wcale nie jest rozwiązaniem – zakończyłem.
- Przepraszam za to, co zrobiłam. Potrzebuję, abyś mi uwierzył – powiedziała smutno.
- Potrzebuję czasu, Bells – westchnąłem.
- Będę czekać całe moje życie, jeśli będzie trzeba.
Kontynuowaliśmy, gdy ja zadawałem pytania. Nigdy nie przestała pracować. Miała dużą pożyczę do spłacenia i rozpatrywała potrzeby Williama. Dowiedziałem się, że uczył się włoskiego i grał na saksofonie. Nawet miał jeden. Bella i Alice kupiły mu na dziewiąte urodziny. Oszczędzała, aby kupić mu nowy, skoro ten, który miał był już za mały. Kochał muzykę i był wielkim fanem klasycznego rocka oraz Michaela Jacksona. Jego ulubionymi kolorami był czarny i złocisty.
Byliśmy tak zatopieni w rozmowie, iż nie uświadomiliśmy sobie, że Charlie stoi w drzwiach. Oczyścił gardło, aby złapać naszą uwagę. – Myślałem, że możecie być głodni, więc kupiłem wam kilka kanapek.
Bella uśmiechnęła się do niego. – Dzięki, tato – powiedziała i pocałowała czubek jego głowy.
- W porządku Edwardzie? – zapytał.
Wzruszyłem ramionami. – Myślę, że tak.
- Rozumiesz teraz, dlaczego nie mogłem nic powiedzieć, prawda?
Szybko spojrzałem na Belle, a ona błagała mnie oczami. – Taak, komendancie. Dziękuje za to, co zrobiłeś dla Willa.
- To moja praca, synu. Teraz będzie twoja – powiedział i spojrzał na zegarek. – Bells, idę do domu. Chcesz, abym ci coś przyniósł?
- Jest dobrze, Charlie. Idź i odpoczywaj – powiedziała. Z kiwnięciem, życzył nam dobranoc.
Jedliśmy w ciszy, ale moje myśli ubijały się. W czasie, gdy myślałam nad kolejnymi pytaniami dla Belli, pamiętałem, że William powiedział mi o tym, jak jego ojciec by cierpiał, gdyby o nim wiedział. Powiedziała mu, dlaczego jego ojciec nie jest częścią jego życia? Musiałem wiedzieć.
- Czy kiedykolwiek powiedziałaś mu, dlaczego nie było mnie w pobliżu? – zapytałem jej, nie dając czasu do namysłu.
- Niestety tak – westchnęła. – W zeszłym roku. Miał grypę. Szykowałam się do pracy i Alice przygotowywała nam śniadania. Nalegała, aby cię namierzyć i dać ci znać. William dorastał i potrzebował cię. Jedna rzecz prowadziła do drugiej i nagle wszystko ponownie wypłynęło na powierzchnię. To, czego nie wiedziałam to, to, że William w pewnym sensie się obudził i stał w drzwiach po drugiej stronie kuchni, słuchając. Nigdy nie widziałam go tak smutnego. Wtedy to straciłam. Nie wiedziałam jak zatuszować sprawy. W końcu zrozumiałam, że nie miałam wyboru, tylko powiedzieć mu prawdę.
- Powiedziałam mu, jaki bogaty byłeś i jakie dostaniesz pieniądze. Jak Carlisle próbował przekonać mnie, żebym cię zostawiła. Edwardzie, musisz zrozumieć, że pieniądze nie krążyły w naszym domu tak, jak to było w twoim. Zanim miał osiem lat, Alice robiła nasze ubrania, aby oszczędzić trochę dolarów. Czasami nie mogłam dać mu rzeczy, których chciał. William wiedział jak bardzo walczymy i wciąż wie, rozumie tak dużo, jak może.
Potrząsnąłem głową, próbując oswoić gniew, który we mnie palił.
- Edwardzie? – zapytała Bella.
- Przez ostatnie trzynaście lat starałem się zaakceptować, że cię nie ma nawet, jeśli powinienem mieć pieprzone słowo przy twoim odejściu. Nie ma słów, by wyrazić pustkę jaką czułem i wciąż czuję, ale mogę łatwo przejść do wniosków, że zrobiłaś to dla mojego dobra, tak jak mówisz. Jedna rzecz, której nie mogę przeoczyć to, to, że mam syna, o którym nie wiedziałam. Nie obchodzi mnie, co stało się pomiędzy tobą, a tym skurwielem. Głowno mnie obchodzi czy zrobiłaś to, aby mnie chronić. Pierdoliłem to, że zostałbym bez grosza. Chciałem być w życiu mojego syna! Nie ważne jak wiele dla niego zrobiłaś, potrzebował mnie!
- Mój Boże, Bello. Przegapiłem tak wiele rzeczy, tak wiele jego pierwszych. Nie wiem jak wyglądał, kiedy otworzył oczy po raz pierwszy, jakie było jego pierwsze słowo... – obniżyła głowę, płacząc nad rzeczami, które mówiłem. Nie współczułem jej, musiała to usłyszeć.
- Da – wyszeptała. – Da, to jego pierwsze słowo – powtórzyła i nowa fala łez zaczęła zamazywać moją wizję.
- To ma sprawić, że poczuję się lepiej? – syknąłem. – To nie ma teraz znaczenia. Co jest ważne to, to, że nie widziałem tego, że nie znałem uczucia jak to jest trzymać go w pieprzonych ramionach. On nigdy tego nie poczuł. Nie ważne, w co wierzyłaś, że wtedy było ważne, nie miałaś wystarczająco powodów albo prawa, aby odebrać nam możliwość bycia w swoich życiach!
Teraz szlochała jeszcze bardziej. – Tak mi p-przykro! T-tak b-bardzo p-przykro! P-proszę uwierz m-mi!
- Chryste! – powiedziałem i zacząłem ponownie kroczyć.
Zostałem przez chwilę cicho. Wtedy i teraz mogłem słyszeć jak pociąga nosem. Wkurzyło mnie, że płakała, ale odmówiłem zostawienia go samego. Miałem prawo tutaj być i nikt nie mógł powiedzieć inaczej. Podszedłem do okna i patrzyłem na niebo. Był zmierzch. Wszystko było takie spokojne, ale moja dusza jeszcze walczyła tysiące bitw. Co, do cholery, mogłem zrobić? Tak wiele straconych chwil...
Edwardzie, kiedy cię zostawiłam byłam połową człowieka. Moje serce i dusza były z tobą...
Obniżyłem moją głowę i zamknąłem oczy. Tak wiele wspomnień napłynęło do moich myśli. Byłem z nią tak szczęśliwy. Dlaczego nie mogliśmy tak zostać na zawsze? Przywiązani do siebie, zanim czas się skończy. Dlaczego zrezygnowała z nas? Dlaczego z nim nie walczyła?
Poczułem jak jej ręka wyciera łzy, które płynęły z moich oczu. Spojrzałem na nią i jeszcze raz poczułem walkę we mnie: złość vs. spokój, nienawiść vs. miłość, niedola vs. szczęście.
- Wiem, że nie mogę zabrać tego, co zrobiłam. Wiem, jak wiele bólu ci spowodowałam i będę tego żałować do końca mojego życia – jej głos się załamał. – Nie proszę cię o więcej. Wiem, że my nigdy nie będziemy w stanie wrócić do tego, co mieliśmy. Proszę cię teraz o to, abyś pozwolił mi załagodzić swój ból w jedyny sposób, jaki znam – dokończyła, a ja stałam zamrożony. Powinienem jej pozwolić?
Nie czekając na odpowiedz, owinęła swoje ramiona ciasno wokół mojej tali, położyła swoją głowę na mojej klatce, wdychając mój zapach. Moje ręce wisiały przy moich bokach, a serce biło niekontrolowanie, gdy przypomniałem sobie jak zwykła to robić, kiedy tylko do niej przybiegałem, szukając komfortu; jak ten mały gest usuwał wszystkie popieprzone rzeczy, które starały się mnie dopaść. Mój Boże, jak ja za nią tęskniłem...
Poczułem jak jej ciało się trzęsie. Zacisnęła mocniej swoje ręce wokół mnie, jakby zależało od tego jej życie. Nagle uświadomiłem sobie, że starała się zabrać ból od nas obojga. Jej waleczne szlochy zmieniły się w lament i prawie to straciłem. Ból, który czuła, desperacja, żal - to wszystko tam było, na zewnątrz i w środku.
- W-w-wyb-wybacz m-mi, p-proszę – lamentowała. – T-tęskniłam za tobą.
„Proszę, Boże, pomóż mi. Daj mi znak, błagam cię" – prosiłem w głowie.
Zdając się na instynkt, zacząłem podnosić ręce, aby również ją objąć. – K-koch...
Nie zdążyła skończyć. Stała się wiotka i złapałem ją zanim upadła na ziemię. Podniosłem ją i posadziłem na małej kanapie obok okna. Czubek jej nosa był czerwony, a jej oczy były spuchnięte od płaczu. Przejechałem opuszkami palców po jej policzkach, były takie ciepłe. Pieprzyć moje życie; wciąż potrzebowałem jej tak, jak ziemia potrzebuje wody.
- Mam cię, moja Bello – wyszeptałem, wiedząc, że mnie nie słyszy. To był jedyny czas, kiedy mogłem zawiesić moją osłonę.
-Ж-
Minęło kilka dni i William wciąż się nie obudził. Bella i ja staraliśmy się być tak normalni jak to możliwe. Przez większość czasu rozmawialiśmy o Willu. Nauczyłem się wielu rzeczy o nim. Widziałem jego zdjęcia. Ostatnie, co pamiętam z poprzedniego wieczora, to Bella mówiąca mi historie o turniejach Willa w Tae Kwon Do, podczas gdy obcinała swoje paznokcie.
Jęknąłem, gdy się obudziłem. Zasnąłem na krześle i plecy mnie zabijały. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Bellę, śpiącą obok mnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że moja prawa ręka była na jej ramieniu. Moja lewa ręka trzymała Williama. Krótko się uśmiechnąłem i poczułem niewielki uścisk na mojej lewej ręce. Zamarłem i zacząłem ciężko oddychać.
Czy to znaczy?
Odwróciłem moją głowę i spotkałem parę lśniących zielonych oczu patrzących na mnie. Przygryzłem mocno moją wargę, aby zapobiec krzyczeniu na cały głos. Obudził się!
William wziął drżący oddech. – Teraz już wiesz...
