Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullen, ja tylko tłumaczę tą historię.

Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.


Rozdział 13

Beta: TruskawkowySzampan

- Dobry, komendancie – powiedziałem, gdy wszedłem do gabinetu Marcusa.

- Cóż, niech mnie diabli. Patrzcie, kto w końcu zdecydował się pojawić – powiedział, gdy wstał i pojawił się przy mnie, dając mi jednoramienny uścisk. – Jak się masz?

- Dobrze. William dzisiaj wychodzi do domu – uśmiechnąłem się.

Po dziesięciu dniach, William w końcu zostanie wypisany. Byłem podekscytowany. Tęsknił za swoim łóżkiem, książkami, saksofonem, Sunnym. Nie był jeszcze gotowy, aby wrócić do szkoły, co było dla niego rozczarowaniem, ale poradzi sobie. Ma była z nim w siódmym niebie. Każdego dnia gotowała dla niego, czytała mu i opowiadała mu historie o Emmecie i o mnie. Will po prostu tam siedział, pochłonięty w jej opowieściach, wchłaniając wszystko, co mu mówiła. Jednakże, nie ważne jak bardzo próbowała, mogłem zauważyć ból w jej oczach, mogłem słyszeć jak płacze we śnie każdej nocy.

- Co się stało wczoraj na przesłuchaniu? – zapytałem.

- Sędzia ustalił kaucję na pięćdziesiąt kawałków. Jej rodziny na to nie stać, więc zostanie przetransportowana do Thomson, do rozprawy – westchnął. – Była bardzo smutna.

- Cóż, nie obchodzi mnie to – powiedziałem niewzruszony. – Gdyby nie nakierowała Adrianiego tego dnia, mój chłopak nie byłby ranny. Zdradziła nas, Marcus, i to jest niewybaczalne.

- Twój chłopak? – uśmiechnął się głupawo, a ja uformowałem uśmiech.

- Taa. Mój chłopak – westchnąłem tęsknie.

- Vic chce z tobą porozmawiać, wiesz to – powiedział, gdy siadał na swoim krześle.

- Po tym jak Bella i ja urządzimy Williama, pójdę się z nią zobaczyć. O której godzinie kończą się odwiedzimy? – zapytałem.

- Po prostu zadzwoń do mnie zanim pójdziesz, a ja się wszystkim zajmę. Znam dyrektora, więc to nie będzie problemem. Zacząłeś swoją fizjoterapię?

Potwierdziłem. – Dwa dni temu. Justin powiedział, że może będę potrzebował więcej czasu na wyleczenie ze względu na nacisk jaki nałożyłem na ramię po operacji.

- Teraz musisz być bardziej ostrożny, Edwardzie – powiedział jakoś stanowczo. – Nie jesteś już sam.

- Wiem – powiedziałem. – Tak czy owak, muszę lecieć. Zadzwonię do ciebie zanim pójdę się z nią zobaczyć, dobra? – Kiwnął głową, powiedzieliśmy nasze pożegnania i wyszedłem z jego gabinetu.

Po rozmowie z kilkoma kolegami, pojechałem do szpitala. Po raz pierwszy od bardzo dawna, czułem się lżejszy i szczęśliwszy, a to wszystko z powodu Williama. Spędzaliśmy dużo czasu razem, również z Ma. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, co lubimy i nie lubimy, footballu, muzyce, książkach. Po wszystkim Bella miała rację. W wielu sprawach byliśmy podobni...

Zaskakująco, Carlisle więcej nas nie trapił. Byłem całkowicie pewien, że ten skurwiel zrobi coś, ale nie teraz, bo było za wcześnie. Nigdy nie będę w stanie zrozumieć, co stało się temu potworowi. Ledwo pamiętam, jaki był czuły dla nas przez pierwsze kilka lat, po tym jak nas adoptowali. Był zabawny i troskliwy. Pokazywał nam każdego dnia, że kocha nas i Ma. Nie było wtedy dnia, żeby nie przyniósł jej kwiatów i podobnych gówien jak to. Rozpieszczał nas w każdy możliwy sposób, ale wszystko rozpadło się, kiedy zmarła jego matka i Gregory przeprowadził się do Seattle.

Zaparkowałem na parkingu, następnie praktycznie przebiegłem całą drogę do nich. Kiedy mnie nie było, Bella zorganizowała wypis. W mojej drodze do pokoju Williama, Sarah powiedziała mi, że możemy wyjść, kiedy będziemy chcieli. Kiwnąłem głową i poszedłem do jego pokoju. Gdy przechodziłem przez poczekalnię na piętrze Willa, zobaczyłem małą dziewczynę w jego wieku, siedzącą samotnie. Miała delikatne brązowe włosy, brązowe oczy i łatwo można było ją uznać za tęgie dziecko. Widziałem ją tutaj wcześniej kilka razy i byłem pewien, że widziałem ją już przed tym. Spojrzała na swój zegarek, zmarszczyła brwi, wytarła swoje policzki i kiedy wstała, aby wyjść, dziewczynka mnie zobaczyła i jej oczy się rozszerzyły. Podszedłem do niej powoli, żeby jej nie przestraszyć, i zniżyłem się do jej poziomu.

- Dzień dobry – powiedziałem.

Zarumieniła się i jęknęła. – Dzień dobry, oficerze. – Znała mnie.

- Jesteś tutaj sama? – zapytałem, a ona potwierdziła. – Odwiedzasz kogoś? – spytałem, a ona ponownie potwierdziła. – Jesteś tutaj, aby zobaczyć się z Williamem? – zapytałem i zachichotałem, kiedy odpowiedź była widoczna na jej policzkach.

- Próbuję – wyszeptała, ale bardziej brzmiało to jak pytanie. – Nie rozmawiamy dużo w szkole. Mamy tylko zajęcia ze sobą, więc – mruknęła – chciałam tylko życzyć mu pełnego powrotu do zdrowia, zanim dzisiaj wyjdzie. Czy mógłbyś, proszę, dać mu to, i powiedzieć, że to jest od Julie Brown? – zakończyła, gdy wręczała mi małe pudełeczko, które przy okazji pachniało wyśmienicie.

- Sorry, nie mogę, ponieważ musisz to zrobić sama – powiedziałem. – Dalej, chodź. Jestem pewien, że ucieszy się, gdy cię zobaczy – powiedziałem, gdy podnosiłem się.

Jej oczy rozszerzyły się delikatnie i pokręciła swoją głową. – N-nie, proszę pana. J-ja m-my…

- Jestem pewien, że doceni to bardziej, jeśli ty mu to dasz – przerwałem jej.

- Do-dobrze – wyjąkała i wstała.

Szliśmy obok siebie, ale kiedy dosięgnęliśmy jego pokoju, zatrzymała się i ukryła za mną. Nie mogłem się powstrzymać, żeby się nie uśmiechnąć. Dzieci czasami były takie niewinne. Zapukałem do drzwi i Bella je otworzyła, uśmiechając się, gdy nasze oczy się spotkały.

- Dzień dobry – tchnęła.

- Edward! – promieniał William.

- Cześć – uśmiechnąłem się, gdy wszedłem do pokoju, z Julie wciąż chowającą się za mną. - Masz gościa, Will – powiedziałem. Spojrzał krótko na podłogę, ale kiedy zobaczył, że nikt nie wchodzi, zmarszczył się. Wtedy zrobiłem krok w bok i ujawniłem ją. Kiedy Will ją zobaczył, rozszerzył oczy w zdziwieniu i wściekle się zarumienił.

Jack-pot!

- J-Julie...

Kiedy usłyszała swoje imię, podniosła głowę i spojrzała na niego w zaskoczeniu. – Z-znasz moje imię? – zapytała i zaczęła iść do jego łóżka.

- Znam – powiedział i kiwał głową w tym samym czasie.

Bella dotknęła mojej ręki, sprawiając, że na nią spojrzałem. – Wyjdźmy na chwilę na zewnątrz – uśmiechnęła się. Poszliśmy trochę dalej, zatrzymując się i obserwując dzieciaki przez kilka minut.

Bella pociągała nosem obok mnie, gdy patrzyła jak dzieci rozmawiają. – Co? – zapytałem ją.

- Tak szybko dorasta – narzekała.

Zachichotałem. – Bello, to tylko dziewczynka składająca mu wizytę. – Obruszyła się i włożyła ręce do swoich kieszeni.

- Jest taka ładna – mruknęła.

- Jest grubej kości i...

Westchnęła głośno i spojrzała na mnie. – Od kiedy to martwisz się o czyjś wygląd, nie mówiąc już o dziecku? – zapytała obrażona.

- Jest grubej kości – powtórzyłem, jakbym nie usłyszał jej pytania. – I lubię to. Poza tym, ten jej mały dodatkowy brzuszek jest jej rozkwitem – uśmiechnąłem się do niej, gdy przypomniałem sobie słowa Esme, kiedy zwykle droczyła się z Emmettem o jego „bagaż". Bella uśmiechnęła się. – Słuchaj, ja... – zacząłem. – Muszę iść i zobaczyć się dzisiaj z Victiorią. Kiedy będziesz gotowa, zawiozę was do domu, ale nie będę mógł zostać.

Bella delikatnie zmarszczyła brwi, ale wiedziała, że to było coś, co muszę zrobić. Wiele razy o tym rozmawialiśmy, gdy oglądaliśmy w nocy jak William śpi. Po prostu modliłem się do jakiegokolwiek świętego, który został, żebym nie pękł, kiedy będę w areszcie, i nie wykończył jej tam na miejscu.

- Przyjdziesz na kolację? My... Znaczy William bardzo by chciał – powiedziała, patrząc na swoje buty.

- Um, jasne. Chcesz, żebym coś przyniósł?

- Nie ma potrzeby – powiedziała i spojrzała na mnie. – Kiedy skończysz, przyjdź do domu.

Dziewczyna wstała z łóżka i mogłem powiedzieć, że zamierzała wyjść. Bella i ja weszliśmy do pokoju i czekaliśmy.

- Przyjdź do domu, kiedykolwiek będziesz chciała – powiedział jej William.

- Um – powiedziała i zarumieniła się. Mój Boże, była taka słodka, a to sprawiło, że zachichotałem. – Przyniosę ci twoje zadanie domowe – powiedziała, ale to brzmiało bardziej jak pytanie. – Już zgromadziłam połowę tego. Will, odpoczywaj, a ja przyniosę to w piątek, dobrze? – William przytaknął i z krótkim do widzenia wyszła.

Kiedy drzwi zamknęły się, Will głośno westchnął i opadł na łóżko. – O mój Boże! – wyszeptał.

- Więc, Julie, huh? – powiedziałem droczącym się głosem, a on stał się szkarłatne czerwony.

- Coś mnie ominęło? – zapytała Bella.

- Kiedy nie wiedziałem kim on jest, William używał kilku imion, jak Jackson dla nazwiska, albo Julie dla ciebie – uśmiechnąłem się. – Teraz rozumiem jak wyszedł z imieniem Julie. Widzisz, on używa imion, które coś dla niego znaczą i najwyraź..

- Czy ktoś chce ciasteczko? – nagle zapytał i otworzył pudełko, aby zmienić temat. – Julie je zrobiła. – Bella wzięła jedno, a gdy ja sięgałem dla siebie, spojrzał na mnie.

- Zdrajca! – oskarżył mnie cicho.

- Naiwniak! – droczyłem się.

Zjedliśmy w komfortowej ciszy, zanim Bella delikatnie oczyściła gardło. Sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła małe zawinięte pudełeczko, podała je Willowi.

- Mamy coś dla ciebie – powiedział Will i wręczył mi je. – To nie jest coś ważnego. Mama i ja po prostu myślimy, że powinieneś to mieć.

Spojrzałem na Bellę, ale ona nie patrzyła na mnie. Zamiast tego, patrzyła na małe pudełeczko, gdy przygryzała swoją dolną wargę. Co ja dałbym za...

- Nie zamierzasz tego otworzyć? – zapytał.

- Jasne, ale nie musieliście mi niczego dawać – powiedziałem, rozdzierając opakowanie i otwierając pudełko. W środku był breloczek do kluczy, z wyrazem ,,Home" napisany pochylonymi literami, i dwa klucze przymocowane do niego. Otwierałem i zamykałem usta kilka razy, nie wiedząc, co powiedzieć, nie wiedząc, co to znaczy.

- To klucz do naszego mieszkania. Teraz możesz przychodzić, kiedy zechcesz, bez potrzeby pukania do drzwi – grzmiał. Twarz Belli zarumieniła się i tylko przez krótką chwilę nasze oczy spotkały się. Uśmiechnęła się i wstała z łóżka.

- Możemy? – zapytała. - Rosalie ledwo daje sobie radę z Sunnym. – Wstałem, wziąłem rzeczy Williama do ręki i wyszliśmy.

-Ж-

Za radą Marcusa, przymocowałem odznakę do paska i wszedłem do aresztu. Zgodnie z jego słowem, nie miałem problemu, by wejść do tego miejsca. Strażnik dał mi znać, że więźniowie będą mieli lunch, więc poprosiłem, żeby poczekać, aż skończą. Nie chciałem tutaj być, ale to było coś, co musiałem zrobić. Zażądałem prywatnego miejsca, skoro to miało być przesłuchanie, i oni bez wahania spełnili moją prośbę. Strażnik będzie za drzwiami na wypadek, gdybym potrzebował wsparcia.

Gdy tam siedziałem, nie mogłem powstrzymać się przed myśleniem o mojej nowo nabytej rodzinie. Słowo zdziwiony nawet nie zaczyna obejmować uczuć jakie czułem, gdy wszedłem do mieszkania. Wszystko tam krzyczało ,,dom", od małego telewizora ustawionego w ciasnym salonie, do ostatniego gwoździa na ścianie. Zdjęcia były rozrzucone po całym mieszkaniu; Williama, Belli, Charliego, Alice i głównie moje. Były tam zdjęcia, o których istnieniu nie miałem pojęcia: na naszej polanie, na łódce Charliego, w szkole.

Poczułem jak moja klatka zacieśnia się, gdy uświadomiłem sobie, że straciliśmy tak wiele lat, za co? Oboje, Rose i Emmett, powiedzieli mi pewnego dnia, że muszę skontaktować się z Garrettem, ponieważ to będzie początek mojego nowego życia. Odkąd dowiedziałem się, że jestem ojcem, tak strasznie jak to brzmi, wiedziałem, że potrzebuję zmiany… dla niego, dla nas wszystkich.

Mój dzwoniący telefon wyrwał mnie z moich myśli. Sprawdziłem wyświetlacz i zobaczyłem, że to była Bella. Wziąłem głęboki oddech i odebrałem. – Cześć.

- Cześć – pośpieszyła. – Edwardzie, potrzebuję twojej pomocy. Zadzwonił Walter i powiedział, że był wybuch w budynku niedaleko szpitala, i muszę natychmiast wyjść. Mamy braki w załodze, więc naprawdę muszę iść.

Westchnąłem, gdy uświadomiłem sobie, że ich dzisiaj nie zobaczę. – W porządku, Bells. Możemy zjeść kolację innym razem.

- Nie, to nie to. Alice dzwoniła wcześniej i powiedziała, że zostają w Biloxi na kolejny tydzień, więc miałam nadzieję, że mógłbyś zostać z Williamem. To jego pierwszy dzień powrotu do domu i nie chcę, żeby był sam.

Zamknąłem oczy i uśmiechnąłem się. – Dobrze. Będę tam za kilka godzin. Nie zajmie mi długo, żeby tutaj skończyć. O której myślisz, że wrócisz?

- Nie wiem. Sprawy mają się źle, więc nie mam pojęcia.

- Dobrze, Bells – powiedziałem, gdy drzwi się otworzyły i strażnik wprowadził Victorię. – Porozmawiamy później, dobrze?

- Dziękuję, i Edwardzie? – powiedziała cicho.

- Tak?

- Bądź ostrożny.

- Ty też – powiedziałem i zakończyłem rozmowę.

Znając powód, dla którego tutaj byłem, przeszedłem na nastrój gliny, i ledwo spojrzałem na Victorię. Nie była tutaj przez dzień, a jej twarz miała już lekkie siniaki i rozciętą wargę. Posłała mi mały uśmiech i usiadła. Jej ręce były skute, a jej kostki były również posiniaczone. Teraz, wiedziałem, że nie powinienem troszczyć się o to, co jej się stanie, ale zwykła być moją przyjaciółką…

,,Kto pieprzył się z tobą i twoim synem, dupku. Nie interesuj się nią. Sama siebie tutaj sprowadziła!" – krzyczał mój umysł.

- Czy możesz ją, proszę, rozkuć? – grzecznie zapytałem strażniczki.

- J-jasne – powiedziała i kontynuowała. Victoria parsknęła i spojrzałem na nią, sprawiając, że natychmiast przestała. – Czy to wszystko, proszę pana?

- Tak – powiedziałem i strażniczka wyszła.

Wyciągnąłem moje papierosy i rzuciłem je w jej stronę, patrząc na nią beznamiętnie. Mruknęła: ,,dziękuję", i zapaliła papierosa. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka chwil, gdy ja starałem się znaleźć sposób, aby zacząć rozmowę, która, wiedziałem, że mnie wkurzy.

- To jest dziwne – powiedziała i spojrzała na mnie. – Miesiąc temu żartowaliśmy, a teraz…

- To nie jest coś, czym się przejmuję, Victorio. Dokonałaś swojego wyboru, bez namysłu jaki wpływ to będzie miało na resztę z nas – powiedziałem stanowczo. Potwierdziła, ale nic nie odpowiedziała. – To jest sposób w jaki zamierzasz to załatwić. Prosiłaś o mnie. Więc, jestem tutaj. Powiedz mi dlaczego to zrobiłaś i jutro złożysz pełne zeznanie chłopakom.

- Z góry muszę przeprosić, ponieważ gdybym wiedziała, że on chce cię skrzywdzić, nigdy bym mu nie pomogła. Powiedział mi, że chce tylko z tobą porozmawiać i nic więcej. Wtedy był zajęty swoją córką i nic nie miało dla niego znaczenia – przerwała. – Spotkałam Jamesa sześć miesięcy po ukończeniu akademii. Mój ojciec miał problemy z jakimiś skurwielami, którzy chcieli żeby im płacić za ,,ochronę'' jego interesu. Jednej nocy odwiedzałam tatę i znalazłam go w alejce bitego przez dwóch kolesi. Weszłam do akcji i wkrótce mężczyzna wyszedł znikąd, i pomógł mi. To był Adriani.

- Wkrótce stał się klientem w restauracji taty i szybko był traktowany jak rodzina. Tata miał hipotekę do spłaty i gówna tego typu, ale nie miał pieniędzy, żeby to zrobić, więc po sprawie. Restauracja nie szła dobrze. James ją spłacił bez wiedzy taty. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy poszłam do banku kilka tygodni później, żeby zapłacić i mówią mi, że wszystkie pożyczki i hipoteki zostały spłacone. Poinformowali mnie, że James zapłacił za wszystko. Nie podobało mi się to. Mogłam być wtedy naiwna, ale wciąż wiedziałam, że taki gest nie jest robiony z uprzejmości serca. Zadzwoniłam do niego i poprosiłam o spotkanie z nim. Rozmowa zajęła nie więcej niż minutę, albo dwie. Zapytałam go i powiedział mi, że to dlatego, że pewnego dnia będzie również potrzebował mojej pomocy.

- Pozwól, że to wyjaśnię – zapytałem i złożyłem moje ręce na klatce. – Spłacił długi twojego ojca i rzecz o jaką prosił to? – uciąłem.

Westchnęła. – Żeby informować go, gdy pytałeś o szczegóły z nim związane. I potem, powiedziałam mu, że zacząłeś patrolować park, twoje zmiany albo, kiedy wróciłeś z chorobowego. To wszystko. James chciał wiedzieć tylko o tobie, nigdy nie o śledztwie. Miał obsesję na twoim punkcie. I po śmierci Celii, on po prostu… – przerwała – poddał się. Po jej śmierci, pojechał do Włoch. Nie kontaktował się ze mną, chyba że chciał dowiedzieć się o tobie. Ostatni raz, gdy go widziałam to było dzień przez wypadkiem w szkole. Wręczył mi akty prawne do restauracji, które trzymał, i pokwitowania z banku. Przysięgał, że chce z tobą tylko porozmawiać. Nie wiedziałam, że chciał cię zranić. Myślałam, że mówił mi to, żeby mnie przestraszyć, a nie, że naprawdę to zrobi – dokończyła i zaczęła płakać.

- Czy wiesz, że będziesz sądzona, jako wspólnik? Że spowodowałaś, iż wiele żyć było zagrożonych, ponieważ podałaś mu informację? – zapytałem. Pociągnęła nosem i potwierdziła. Nie rozumiała. Otworzyłem mój portfel i wyciągnąłem zdjęcie Willa, kiedy był w szpitalu. – Znasz tego chłopca? – zapytałem.

Spojrzała na zdjęcia i potrząsnęła głową. – Nie.

- Ten chłopiec był kilkakrotnie rany. Adriani prawie go zabił – powiedziałem, podnosząc głos. Wstałem i podszedłem, żeby za nią stanąć. – Ten chłopiec próbował uratować moje życie, ponieważ ty byłaś nieodpowiedzialna i wysłałaś mordercę do szkoły pełnej dzieci. Ten chłopak to mój syn – syknąłem do jej ucha. – I teraz, jedyna rzecz dzięki której oddychasz to, to, że on jest bezpieczny i jest w domu, czekając na mnie – dokończyłem i schowałem zdjęcie do portfela.

Spojrzała na mnie rozszerzonymi oczami, a jej twarz była biała jak duch. – J-ja n-nie… – zaczęła.

- Nie dbam o to – powiedziałem i byłem gotowy do wyjścia. – Ufałem ci, Vic. Byłaś moją przyjaciółką i dźgnęłaś mnie w plecy. Mogłaś poprosić o pomoc, ale wybrałaś inną opcję. Nawet, jeśli chciałem, albo mogłem coś z tym zrobić, teraz nie zrobię tego. Żegnaj – powiedziałem i wyszedłem z pomieszczenia.

-Ж-

W mojej drodze powrotnej do miasta, włączyłem telefon i zobaczyłem, że mam dwie wiadomości. Jedna była od Belli.

- Edwardzie, wiem, że jesteś niezwykle zajęty, ale zapomniałam wspomnieć o dwóch rzeczach. Pierwsza, Will musi wziąć swoje antybiotyki i leki przeciwbólowe około szóstej. Nie lubi leków, więc będzie używał swoich oczu-Bambi, żeby podstępnie cię przekonać. Nie daj się. Druga, to kiedy będzie chciał iść do łóżka, zabierz go do mojego pokoju. Ma zwyczaj bić się, kiedy śpi. Nie chcę, żeby spadł z łóżka. Jeszcze raz ci dziękuje i mam u ciebie dług wdzięczności. Pa – szybko zakończyła. Zachichotałem i kontynuowałem do następnej.

- Dzień dobry, panie Cullen. Tutaj dr Cummings, przyjaciel Emmetta. Przepraszam, że przegapiłem twój telefon, ale wróciłem wczoraj do miasta. Jestem wolny pojutrze około południa na wypadek, gdybyś był zainteresowany, aby spotkać się na terapię. Zadzwoń do mnie i daj mi znać.

To było coś, co musiałem zrobić i nie było żądnych wątpliwości co do tego. Miałem gówno do naprawienia i rodzinę, którą trzeba się zająć. Miałem Ma, syna, brata… Bellę. Nie miało znaczenia, że nie byliśmy razem. Będzie stałą osobą w moim życiu przez Willa i musiałem się uspokoić z tym co się stało. Szybko oddzwoniłem i umówiłem się z sekretarką Garretta.

Zdecydowałem się zatrzymać na posterunku, skoro wiedziałem, że Marcus wciąż tam będzie. Nasza rozmowa była krótka. Był zdziwiony przez rzeczy, które mu powiedziałem. Prawdopodobnie zostałby dłużej, żeby wysłuchać więcej niż ja.

- Jak ona wygląda? – zapytał.

- Szczerze? – zapytałem, a on potwierdził. – Jak gówno. Jest posiniaczona. Wdała się w walkę. Musieli się dowiedzieć, że była gliną, albo może wpadła na tych, których wsadziła.

- Tak głupio – powiedział zły. Kosztowało go, kosztowało nas wszystkich, że ją znaliśmy.

- Jednakże muszę lecieć, ponieważ Bella musiała iść do szpitala i dzieciak jest sam – powiedziałem i wstałem.

- Dobrze.

Skoro będę spędzał noc z Willem, postanowiłem pojechać do domu, zabrać kilka rzeczy i wziąć szybki prysznic. Mój żołądek zaburczał, kiedy wszedłem do mieszkania; pachniało tam jak w niebie. Znalazłem Ma w kuchni taskającą garnkami dookoła, płacząc. Nie chcą jej przestraszyć, wróciłem do salonu.

- Ma, wróciłem – krzyknąłem, gdy głośno odłożyłem klucze na stoliku do kawy.

- W kuchni – odpowiedziała.

Dając jej kilka minut, aby się pozbierała, wszedłem tam. Miała w zwyczaju płakać, kiedy myślała, że nikogo nie ma w pobliżu. Cierpiała i nawet jeśli to wiedziałem, to nie mogłem nic z tym zrobić. Jej oczy były czerwone i natychmiast wiedziałem, że coś się stało.

- Czy wszystko w porządku? – wyszeptałem, gdy ją przytuliłem. Potrząsnęła swoją głową i zaczęła płakać. Trzymałem ją przez kilka chwil i potem odsunąłem się, i wziąłem jej twarz w moje dłonie, wycierając łzy. – Co się stało?

- Carlisle przyszedł – powiedziała.

- Co? – warknąłem.

- Nic się nie stało. Chciał tylko porozmawiać i zobaczyć jak się mają sprawy. – Usiadła na krześle i przeczesała włosy rękoma. – Zobaczyć, czy ja… znaczy my czegoś potrzebujemy – dokończyła.

Spojrzałem na nią ze zwężonymi oczami. – Czego mi nie mówisz?

Alarm piekarnika się włączył i wstała, aby wyciągnąć ciasto. Kiedy umieściła je na blacie, odwróciła się, aby na mnie spojrzeć. – On, um… Carlisle chce poznać W…

- Po moim pieprzonym trupie! – krzyczałem. – On nie zbliży się do mojego syna! Skurwysyn! – Wstałem i zacząłem krążyć dookoła.

- To właśnie mu powiedziałam, ale w mniej okrutny sposób – westchnęła. – On nic nie zrobi, Edwardzie. Może być wieloma rzeczami, ale nigdy nie spróbowałby skrzywdzić Williama, ani innego dziecka.

- Człowieku, przysięgam, że jeśli zbliży się do niego albo Belli, będzie tak dobry jak trup – warknąłem.

- Uspokój się kochanie – powiedziała i podeszła do mnie. – Nic nie zrobi, a jeśli tak, to wtedy wymyślimy co z tym zrobić. Nie mów takich rzeczy. Ten słodki chłopak i ty byliście rozdzieleni przez tyle lat, a przez zabicie Carlisle'a, nie odniesiesz w niczym sukcesu, a tylko ponownie zostaniecie rozdzieleni.

- Wiem o tym, Ma – powiedziałem rozdrażniony. – Po prostu chcę, żeby on – oni byli bezpieczni.

- I oni są – uśmiechnęła się. – Teraz idź i weź prysznic. Spakowałam ci torbę na noc i muszę dokończyć ciasto. Obiecałam Williamowi jego ulubione.

Piętnaście minut później, pocałowałem ją i przypomniałem jej, żeby poszła do Verizon, aby doładować telefon Williama. Wsiadłem do auta i zacząłem jechać. Starałem się dodzwonić do Belli, żeby dać jej znać, że zmierzam do mieszkania, ale jej telefon był wyłączony, więc zostawiłem jej wiadomość. Moje myśli był wstrząśnięte przez fakt, że Carlisle chciał być blisko mojego syna. Nie mogłem; nie pozwolę, żeby to się stało. Nie miał prawa, aby pytać o takie rzeczy, i nie mogłem zrozumieć skąd miał odwagę, aby pytać. Ludzie tacy jak on nigdy nie żałują swoich decyzji, nigdy nie proszą o przebaczenie. Przyzwoitość nie była częścią jego słownictwa. Był pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć, ten człowiek po prostu nie miał serca.

Mój telefon zaczął dzwonić i powstrzymałem się przed myśleniem o tym chorym skurwielu. Pojawił się numer Willa i ostatnia domieszka złości wyparowała, kiedy usłyszałem jego głos.

- Cześć, Edwardzie – powiedział szczęśliwy.

- Cześć, Will. Wszystko w porządku? – uśmiechnąłem się.

- Taa. Właściwie chciałem się zapytać jakie filmy lubisz. Zamierzam iść do Blockbuster i wziąć kilka filmów – powiedział szczęśliwy.

- Nie wyjdziesz z domu. Kiedy przyjadę, pójdziemy razem, albo powiedz mi co ty chcesz zobaczyć, i przyniosę je ze sobą. Będę za dziesięć minut – powiedziałem i warknąłem.

- Proszę? – błagał.

Ach, cholera! Czy tak się będzie działo zawsze, kiedy powiem mu nie?

Nie daj się" – krzyczały moje myśli.

- Nie – powiedziałem. – Będę ta… – zacząłem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Edwardzie, daj mi chwilę. Ktoś jest przy drzwiach – powiedział, gdy pośpieszył by otworzyć.

- Nie musisz biec – skarciłem go. Przysięgam, że mogłem usłyszeć jak przewraca oczami po drugiej stronie telefonu. Cóż, wybaczcie mi bycie opiekuńczym!

- Witam – usłyszałem jak znajomy głos mówi, i przysięgam, że moje serce przestało bić. – Ty musisz być William.

- William – warknąłem do ustnika w telefonie. – Zamknij teraz te pieprzone drzwi! – Nie miałem okazji, aby powiedzieć coś jeszcze, ponieważ linia zamarła.

Docisnąłem pedał gazu i przyśpieszyłem. Kurwa! To się nie działo! Czy ten człowiek nie miał ani krzty instynktu samozachowawczego? Co on, do cholery, myślał, idąc do tego mieszkania? Zacząłem przyciskać klakson tak mocno, jak to możliwe, aby jechać szybciej. On był, kurwa, martwy. Kiedy Bella wróci ze szpitala, pójdę i pochowam go żywcem. Zadzieranie ze mną to była jedna sprawa, ale zadzieranie z moim synem było gwoździem do trumny.

Próbowałem ponownie uruchomić telefon, ale ta cholerna rzecz nie chciała się włączyć. Zacisnąłem pięść na kierownicy i zacząłem szarpać za moje włosy. Moje serce waliło w klatce i tysiące myśli napływało do mojego umysłu. Czy znajdę go zranionego? Czy będzie miał odwagę, aby na mnie poczekać? Zabierze go? Zastraszy go? Będzie próbował powiedzieć mu gówniane rzeczy o Belli? O mnie? Kurwa, kurwa, kurwa!

Opony potwora zapiszczały, gdy zatrzymałem się przed budynkiem Belli. Pośpiesznie wysiadłem i pobiegłem do kompleksu mieszkań, otwierając drzwi jednym z kluczy, które dała mi Bella. Biorąc po dwa stopnie na raz, wspiąłem się na czwarte piętro i trzęsącymi się rękoma otworzyłem drzwi do mieszkania.

- Will! Will! – krzyczałem i usłyszałem otwieranie drzwi. Wyszedł ze swojego pokoju, zaskoczony. Z trzema długimi krokami, sięgnąłem do niego i chwyciłem jego twarz w swoje dłonie. – W porządku? – zapytałem.

Zmarszczył brwi, wyglądając na zakłopotanego. – Um, taa?

- Chcę, żebyś posłuchał mnie bardzo uważnie – powiedziałem i przejechałem dłonią przez moje włosy. – Jeśli kiedykolwiek, mam na myśli kiedykolwiek, zobaczysz ponownie tego mężczyznę...

- Obiecuję, że porządnie go zleję – powiedział i uśmiechnął się, ale kiedy zobaczył, że ten nie sięgał mojego, zmarszczył się. – W porządku. Nie został dłużej niż minutę. Powiedziałem mu, że jedziesz tutaj i żeby nigdy nie wracał – dokończył patrząc na ziemię. Westchnąłem i pocałowałem czubek jego głowy.

Spędzanie czasu z Willem, było najbardziej relaksującą rzeczą kiedykolwiek. Jeden z jego przyjaciół przyszedł wcześniej tego popołudnia, żeby zobaczyć Willa, i zaoferował, że skoro już tu jest to weźmie Sunny'ego na spacer. Mój syn był dzieciakiem, który miał tylko garstkę przyjaciół, którzy byli tacy jak on; spokojni, pełni szacunku i zabawni. Bella, zgodnie ze swoimi słowami, miała rację, że Will nie lubi leków. Byłem tak blisko, żeby się poddać, tak bardzo blisko.

- Dobra, wezmę tą końskiego rozmiaru pigułkę, ale dlaczego muszę wziąć lek przeciwbólowy, jeśli nie odczuwam żadnego bólu? – skomlał.

- Ponieważ pomogą ci nie odczuwać bólu – powiedziałem.

- Proszęęęę?

- Nie działa to na mnie, dzieciaku – skłamałem.

- Pozwolę ci zjeść resztę ciasta babci. – Potrząsnąłem głową. – Sprawiają, że jestem śpiący, a ja nie chcę zasnąć. To jest pierwszy raz, gdy zostajesz ze mną i chcę cieszyć się każdą pojedynczą minutą – wyszeptał.

Ach, pieprz mnie! Co miałem na to powiedzieć? Głośno odetchnąłem i odwróciłem się, żeby na niego spojrzeć. – Will, wiesz, że to nie jest ostatni raz. Nie chcę, żebyś skończył w bólu albo kłamał mi o tym. Nawet przez chwilę nie myśl, że nie widzę jak twoja twarz wykręca się za każdym razem, gdy próbujesz się podnieść – powiedziałem, a kiedy nie odpowiedział, kontynuowałem. – Zrobimy to tak, że nie weźmiesz ich teraz, ale za kilka godzin zanim pójdziesz do łóżka połkniesz je bez słowa protestu, dobrze? – zapytałem.

Kiwnął głową i przytulił mnie w pasie. – Dziękuję.

Nie minęły dwie godziny, a sam o nie zapytał. Po tym jak wziął tabletki, poszedł do sypialni Belli, a ja pomogłem mu się położyć. Posprzątałem trochę bałagan, który zrobiliśmy i poszedłem za nim. Jego oczy zaczęły opadać, więc zrobiłem wszystko co mogłem, żeby go przytrzymać, tak bardzo jak to możliwe, w zaleceniu, żeby leki przeciwbólowe zaczęły działać w jego organizmie. Kiedy, w końcu zasnął, wszystko co robiłem to patrzenie na niego. Tak jak zwykle robiłem to z nią.

Ten prosty, a wciąż tak znany gest wywołał wiele mieszanych uczuć i wspomnień, które ukrywałem głęboko w sercu. Każdy dzień, który z nimi spędzałem stawał się trudniejszy dla mnie, zwłaszcza teraz, kiedy William wyszedł ze szpitala. Odkąd tam był, nigdy nie wychodziłem, chyba że na obiad, wziąć kawę, albo kiedy Ma wyciągnęła mnie z pokoju, abym poszedł do domu i wziął prysznic. Jak miałem wrócić do mojego mieszkania i spędzać samotnie noce, bez nich?

,,Kiedy wyjmiesz ten kij ze swojej dupy, będziesz miał co chcesz" – mówił głos w mojej głowie.

William odwrócił się na bok i zwinął obok mnie. Wesoło westchnąłem i zamknąłem go w moich ramionach. Zmieniałem się w taką cipę i, szczerze, cieszyłem się każdą pieprzoną sekundą. Czułem zadowolenie w sposób, którego nie mogę wyjaśnić, i to było takie dziwne. Przed nim, nigdy nie chciałem rodziny albo takiego gówna. Byłem zaślepiony przez złość i nie widziałem rzeczy jasno. Teraz jedyna rzecz, o której mogłem myśleć, to było to, żebym mógł być z nimi. Rozmawiałem z Ma, kilka dni wcześniej i ona zapytała, czy moja zmiana w stosunku do Belli jest z powodu faktu, że mamy Williama, czy przez nią. Bez namysłu, natychmiast odpowiedziałem, że to przez oboje. Kochałem ich oboje i Ma wiedziała o tym. Nie ważne jak zgorzkniały i zły byłem, gdy mnie zostawiła, zawsze ją kochałem. Nigdy nie przestanę... William był bardzo miłą i chwytającą za serce niespodzianką. To dziecko stało się centrum mojego życia w ciągu kilku miesięcy i nie było szans na ziemi, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. William był częścią mnie i jej.

- Kocham cię, Will – wyszeptałem i pozwoliłem sobie odpłynąć we śnie.

-Ж-

Obudziłem się, kiedy coś uderzyło z siłą w moją twarz. Emmett umrze w najstraszniejszy sposób. Byłem gotowy, aby zacząć na niego krzyczeć, gdy otworzyłem oczy i zobaczyłem, że nie jestem w moim mieszkaniu. Delikatnie zachichotałem, kiedy uświadomiłem sobie, że William uderzył mnie w twarz w swoim śnie. Bella powiedziała mi, że on bije, kiedy śpi. Teraz zrozumiałem tego znaczenie. Rozciągnął się na łóżku przekątnie, z kołdrą zaplątaną pomiędzy jego nogami. Bez wykonywania nagłych ruchów, rozprostowałem nakrycie i schowałem go.

Wchodząc do salonu złapałem papierosy z mojej kurtki i usłyszałem otwieranie drzwi. Spojrzałem na zegarek i zauważyłem, że było po czwartej rano. Bella weszła na palcach i zamknęła drzwi za sobą. Oczyściłem delikatnie gardło nie chcąc jej przestraszyć, a kiedy odwróciła się, twarz, którą widziałem, nie była tą, do której przywykłem. Kiedy nasze oczy się spotkały jej ciało zaczęło się trząść i ześlizgnęła się w dół na podłogę, płacząc. Bez namysłu, podszedłem do niej i uklęknąłem przed nią.

- Bells? – wyszeptałem. Ścisnęła swoje kolana, opierając o nie swoje czoło, i nic nie powiedziała. Sprawy w szpitalu musiały być złe. Usiadłem obok niej i czekałem, aż się uspokoi. Po pewnym czasie jej płacz ustał, i z głębokim oddechem, podniosła głowę i wytarła swoje łzy.

- Przepraszam za pokaz – powiedziała zachrypniętym głosem.

- Chcesz o tym pogadać? – zapytałem.

- W jednym z mieszkań w budynku był wyciek gazu – zaczęła. – Było wielu rannych ludzi, około sześćdziesięciu pięciu. Wielu zmarło w drodze do szpitala. Straciłam dzisiaj pięcioro ludzi: dwie kobiety, dziecko, mężczyznę i chłopca – kontynuowała i ponownie zaczęła płakać – w wieku około Willa. – I z tym wiedziałem, dlaczego była taka. – Ja z-zrobiłam wsz-wszystko co mogłam, aby go u-uratować. W pewnym momencie myślałam, że się udało, a-ale potem zaczął krwawić i nie mieliśmy czasu. Otworzyłam go, ale to było bezcelowe. Krwawił z wątroby i płuca. Udało mi się zatamować krwawienie z płuca, ale wątroba była rozwalona. Wszystko, o czym mogłam myśleć przez cały czas, to był nasz syn – czkała.

Dotknąłem jej ramienia i próbowałem ją uspokoić. – W porządku, Bello.

- Nie, nie jest – powiedziała zła. – Powinnam się domyślić, że krwawił. Powinnam bardziej się starać, ale byłam tak zmęczona i emocjonalnie wykończona, że po prostu nie mogłam. Musiałam powiedzieć jego matce, że nie mogłam uratować jej chłopca. Była samotnym rodzicem i miała tylko jego. Co bym zrobiła, jeśli William umarłby, Edwardzie? Jak mogłabym żyć w świecie, w którym budziłabym się każdego dnia wiedząc, że nigdy nie usłyszę ponownie jego śmiechu, albo nie zobaczę go, gdy śpi? Byliśmy tak blisko stracenia go, tak cholernie b-blisko...

Rozprostowałem moje nogi i jednym szybki ruchem, posadziłem ją na moich kolanach, przytulając ją ciasno. Rozumiałem jej uczucia; strach i cierpienie straty części ciebie. Dla niej było to dużo gorsze. Nosiła go pod piersią, czuła jego ruchy i kopnięcia, kiedy go dźwigała, urodziła go, karmiła z własnego ciała.

- Cii – powiedziałem i kołysałem nas powoli.

Ściany, które budowałem przez te wszystkie lata dookoła mnie, właśnie zaczęły mieć małe pęknięcia. Mogłem poczuć jak każdego dnia tak lekko się łamały. Chciałem życia z nimi. Kochałem mojego syna, ale ją również kochałem. Była jedyną dla mnie od dnia, w którym groziła Mike'owi. Bella oparła swoją głowę na mojej piersi i spojrzała na mnie. Jej oczy błagały mnie o rzeczy, które wiedziałem, że mógłbym dać jej w tej chwili, ale nie zrobię tego. Nie teraz. Dopóki moja dusza nie będzie czysta. Dopóki nie będę wystarczający, aby ich wesprzeć, w każdy możliwy do wyobrażenia sposób.

Westchnęła, a ja się do niej uśmiechnąłem. – Wkrótce...