Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullenP, ja tylko tłumaczę tą historię.

Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.


Rozdział 14

Beta:TruskawowySzampan

- Więc, Edwardzie – zaczął Garrett. – Minął tydzień od naszej ostatniej sesji i zastanawiałam się nad czymś dotyczącym Belli.

Cholera! Kiedykolwiek zaczyna swoje zdanie, od „więc", nie jest dobrze: dwa miesiące, dwa razy w tygodniu były wystarczające, aby to teraz wiedzieć. Na początku sesje były dwa razy w tygodniu, ponieważ najwidoczniej miałem wiele problemów. Więc tutaj jesteśmy, po jego sugestii, do moich „wyjątkowych postępów" z jedną sesją w tygodniu.

- Co powiesz o Belli? – zapytałem.

- Jakbyś się czuł, gdyby zaczęła ponownie chodzić na randki?

Prawie zakrztusiłem się moją własną śliną. Przelotnie się uśmiechnął i czekał cierpliwie na moją odpowiedz.

- Dlaczego do cholery miałaby to zrobić? – warknąłem.

- Dlaczego nie? – zaprzeczył. – Jest trzydziesto jedno letnią kobietą, z udaną karierą zawodową i bardzo piękną z tego, co widziałem na zdjęciach, które mi pokazałeś.

Teraz mnie wkurwił. – Zapominasz, że jest również matką mojego syna – warczałem.

- Wielu samotnych rodziców umawia się, Edwardzie – powiedział spokojnie.

- Ona. Nie powinna! – stwierdziłem mocno. Prawda?

- Dla dobra rozmowy, powiedzmy, że chciałaby. Jak byś się czuł?

Gniewne spojrzenie, które mu posłałem było wystarczającą odpowiedzią. Nie umawiałaby się z nikim, nie, jeśli ja miałbym coś z tym wspólnego. Nie wspominając Willa. Natychmiast byłby po mojej stronie. Bella poczekałaby na mnie – obiecała, że będzie czekać…

Jeśli będę musiała, poczekam całe moje życie

Kocha mnie…

- Miłość, jaką ona do ciebie czuje bierzesz za pewniak – powiedział Garrett. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że wypowiedziałem moje myśli.

- Nie prawda – odpowiedziałem.

- Prawda. Nigdy nie powinniśmy brać niczego za pewne. Ludzkie emocje zmieniają się czytego chcemy czy nie. Cierpliwość jest podstępną małą rzeczą i wyparowuje bez uświadomienia sobie tego. Ona ma potrzeby i nie mówię tylko o tych fizycznych – przerwał. - Czy kiedykolwiek rozważałeś sprawy z jej perspektywy?

Westchnąłem. – Powiedziała mi – mruknąłem, niezdolny by powiedzieć więcej.

- Nie jak radzi sobie ze swoim życiem i synem. Czy kiedykolwiek powiedziała ci o swoim życiu bez ciebie? Nie tylko strzępki i kilka słów tu i tam. – Potrząsnąłem głową. – Daje to do myślenia. Właściwie – kontynuował sceptycznie – chciałbym, abyś zapytał ją i później zapisał swoje myśli w notesie.

Gdy zaczął czytać mój „dziennik", rozmyślałem o rzeczach, które mówił. Bella powiedziała mi, że tęskniła za mną, ale teraz mogę zobaczyć, że to nie było wystarczające. Wiedziałem jak ja czułem się, ale co z nią? Jak udało jej się poradzić? Czy czuła się jak desperat beze mnie, tak jak ja bez niej? Czy kiedykolwiek czuła jakby nie mogła oddychać, nie mogła żyć? Czy kiedykolwiek odczuwała potrzebę, aby pobiec do najbardziej ustronnego miejsca i krzyczeć na cały głos? Czy kiedykolwiek czuła się… martwa w środku?

- Mogę zadać ci pytanie? – zapytałem Garretta.

- Oczywiście – uśmiechnął się ironicznie i odłożył mój notes.

- Gdybyś był na moim miejscu – zacząłem, ale mi przerwał.

- Jesteśmy innymi osobami, Edwardzie. Każda osoba ma jego albo jej własną perspektywę na życie. Myślę, że wiem, co ja bym zrobił, ale to nie znaczy, że ty powinieneś iść za moim przykładem. Wynik może być taki sam, ale jak to pomogłoby Ci w podejmowaniu własnych decyzji bez bycia nieszczerym?

- Znam całe to gówno, Garrett, ale naprawdę potrzebuję rady. Emmett mówi, że powinienem przestać być cipą i powiedzieć, co myślę.

- Co ty chcesz? – zapytał.

- Nie rozumiem.

- Czego ty chcesz? – zapytał ponownie.

- Ich… jej – powiedziałem natychmiast.

- Więc, co Cię powstrzymuje?

- Nic – powiedziałem, wyglądając przez okno.

- Kłamiesz – powiedział twardo. – Co Cię powstrzymuje?

Uśmiechnąłem się smutno. – Byłem policjantem przez dziesięć pieprzonych lat i kiedykolwiek byłem wmieszany w jakąś popieprzoną sytuację, ani razu nie czułem się przerażony. Kiedy chodzi o Bellę, jestem przerażony tym, że obudzę się jednego dnia i ona ponownie zniknie.

Teraz była jego kolej, żeby się uśmiechnąć. – Wiesz – zaczął. – Strach jest bardzo bolesnym uczuciem, ale jest również bardzo potężnym. Jest to podstawowy mechanizm przetrwania występujący w odpowiedzi na specyficzne bodźce, takie jak ból albo zagrożenie niebezpieczeństwa. Niektórzy psychologowie sugerowali, że strach należy do małej grupy podstawowych albo wrodzonych uczuć, takich jak radość, smutek i złość – przerwał i podrapał swoją zarośniętą brodę zanim uśmiechnął się ironicznie. – Jesteś zainteresowany moim zdaniem?

Musiał zauważyć moje nastawienie i skoro nie chciałem być niemiły dla osoby, która starała się mi pomóc, kiwnąłem głową w potwierdzeniu , nawet jeśli uważałem, że rzeczy jakie mówił były niedorzeczne.

- Uważam, że jest to stek bzdur – zachichotał. Byłem całkowicie pewien, że moje brwi dotykały linii włosów. – Mel Brooks kiedyś powiedział, że wszystko co w życiu robimy jest oparte na strachu, zwłaszcza miłość. To jest jedno z którym się zgadzam. Edwardzie, nie możesz pozwolić, aby twój strach cię powstrzymywał. Żyj, jakby każdy dzień miał być twoim ostatnim. Podejmij ryzyko i nie tylko w swojej pracy.

Gapiłem się na niego. – Nie będę w stanie tego znieść, jeśli ponownie mnie zostawi – powiedziałem, obniżając głowę.

- Tak, rozumiem to, ale nie sądzisz, że taki mały strach nie powinien powstrzymywać cię od szczęśliwego życia z twoim synem i Bellą? – zapytał. Nie odpowiedziałem. – Nie pozwól, aby ten strach kierował twoim życiem, Edwardzie. Zwalcz to.

Schowałem twarz w dłoniach i głęboko westchnąłem. Miał rację i nienawidziłem, kiedy tak było, ponieważ to oznaczało tylko jedną rzecz: musiałem to zrobić.

- Jutro wracasz do pracy. Jesteś podekscytowany? – zapytał Garrett.

- Cholera, taa – powiedziałem. – Tęsknię za pracą. Marcus powiedział, że dopóki moje ramie nie zagoi się w pełni, będę pracował za biurkiem.

- Dobrze. Widzę, że cieszysz się tym, co robisz. – Potwierdziłem. – Zastanawiałeś się nad tym, o co pytałem o twojego ojca?

Całe moje ciało zesztywniało. Zrobię wszystko, co trzeba, aby naprawić się dla mojej rodziny, ale nie było żadnej cholernej możliwości, abym zbliżył się do tego skurwysyna.

- Tak i nie zrobię tego. Ledwo mogę znieść, kiedy słyszę jego imię – powiedziałem. – To co mi zrobił, co zrobił nam wszystkim było popieprzone. Sam ściągnął to na siebie i nigdy mu nie wybaczę. Mój brat i Ma mogą robić, co tylko chcą. Jeśli chcą – co wiem, że nie chcą – wliczać tego dupka w swoich życiach, mogą to zrobić. Jest dla mnie tak dobry jak śmierć.

- Okej – powiedział Garrett, potwierdzając kiwnięciem głowy. – Przedyskutujemy to innym razem i zanim zaczniesz protestować to jest jeden z problemów, z którym musisz się zmierzyć. To jest część procesu zdrowienia i zakończysz go zanim nie pozwolisz sobie na zmierzenie się z tym.

Westchnąłem sfrustrowany. Wiedziałem, że miał rację, ale nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w stanie tylko siedzieć I rozmawiać z nim bez chęci pobicia go. Do cholery, nie mogłem nawet mówić do niego po imieniu, jak miałbym siedzieć i rozmawiać z nim? Prawdę powiedziawszy, dzień po tym jak przyszedł zobaczyć Williama, poszedłem do hotelu, w którym zwykle się zatrzymywał, kiedy przyjeżdżali z wizytą, ale recepcjonistka poinformowała mnie, że wymeldował się wcześnie tego dnia. To oznaczało tylko jedną rzecz: wyjechał do Chicago. Nie byłem na tyle głupi, aby zadzwonić do Charliego i dać mu znać albo nawet powiedzieć Bells – dostała by ataku serca.

- Jak radzisz sobie z kontrolą gniewu? – zapytał Garrett.

- Dobrze – powiedziałem nawet na niego nie patrząc.

- Zamierzasz uczęszczać na grupowe sesje dotyczące twojego gniewu?

- Nie, ćwiczenia, które mi dałeś są wystarczające. I działają.

- Doskonale – uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. – Nasz czas się kończy, ale zanim wyjdziesz, zapytałeś Belle, czy sprzeciwia się, abyś przyprowadził Williama następnym razem, gdy przyjdziesz? Naprawdę chciałbym z nim porozmawiać. – Uśmiechnąłem się, gdy przypomniałem sobie tą specyficzną rozmowę. Byłem tak blisko…

- Bells – zacząłem. Musimy porozmawiać.

Zbladła trochę i uśmiechnęła się niezręcznie. Czasami chciałbym móc czytać jej w myślach. Um, jasne. Pozwól, że wezmę Sunny i możemy iść do parku.

Podczas drogi do parku nic nie powiedzieliśmy. Mogłem zobaczyć jej potajemne spojrzenia w moim kierunku, z kącików jej oczu, ale nigdy nie powiedziała ani słowa. Zaproponowałem wzięcie dwóch kaw z kawiarni, kiedy ona zajęła się psem. Prawda była taka, że opóźniałem to. Chciałem znaleźć odpowiednie słowa, aby ją zapytać bez sugerowania, że nasz syn może mieć problemy psychologiczne.

Kiedy doszedłem do parku, siedziałam na ławce pod drzewem. Wściekle przeżuwała swoją wargę, jej noga trzęsła się. Co przebiegało jej przez głowę, sprawiało, że była taka nerwowa? Może chciała powiedzieć mi coś, co mi się nie spodoba. Cholera.

- Proszę powiedziałem, podając jej kawę. Usiadłem i wyciągnąłem moje papierosy.

- Jesteś na mnie zły? wygadała.

Jej pytanie zdziwiło mnie. Dla - Nie miałem szansy, aby dokończyć moje pytanie.

- Kiedy wróciłeś wczoraj z terapii, coś było z tobą nie tak. Mogłam zobaczyć, że byłeś na mnie wściekły powiedziała nie patrząc na mnie.

Westchnąłem. Zeszłej nocy, Garrett po raz ponownie naciskał moje granice. Rozmawialiśmy tylko o Carlisle'sie i powiedzmy tylko, że powinien mi dziękować, że wyszedłem zanim nasza sesja zakończyła się. Dwie godziny później zadzwoniłem do niego, przeprosiłem za wyjście w sposób, w jaki to zrobiłem. Wiedziałem, że próbuje mi pomóc i byłem za to wdzięczny.

- Nie byłem zły na ciebie. Rozmawialiśmy o Carlisle'sie i Garrett powiedział pewne rzeczy, które mnie wkurzyły. Przepraszam, jeśli myślałaś, że jesteś źródłem mojego gniewu powiedziałem i zapaliłem papierosa.

- Och – odetchnęła i wzięła łyk kawy.

- Więc, musze Cię o coś zapytać. Uch, Garrett chce zobaczyć Williama przerwałem, dając jej szanse na powiedzenie czegoś. – Dużo o nim mówiłem i powodem dla którego Garrett chce spotkać się z Williamem jest to, ponieważ jest on trochę zaniepokojony. Ostatnie kilka miesięcy Will przeszedł przez wiele: spotkał mnie, widział, gdy zostałem postrzelony i był kilkakrotnie ranny. Nawet, jeśli wyjaśniłem, że jego zachowanie nie zmieniło się od dnia, w którym poznałem Williama, Garrett chce się upewnić, że dziecko nie powstrzymuje żadnych uczuć, które mogą spowodować problemy w przyszłości.

Bella przez trochę się nie odzywała I wiedziałem, że myślała o rzeczach, które powiedziałam. Okej powiedziała po chwili. Chcę, abyś obiecał mi, że będziesz w tym samym pomieszczeniu. Nie oceniam go, jako naukowca, tylko nie ufam mu sam na sam z Willem.

- Zgoda – uśmiechnąłem się. Zrobiłbym to samo czy byś zapytało o to czy nie.

Zostaliśmy w parku przez kolejną godzinę albo coś, dyskutując o różnych sprawach wraz z prezentem dla Williama za jego ostatnie osiągnięcia w szkole. Będąc uczniem szóstkowych było dla niego łatwe. Po rozmowie z Ma i zasugerowaniu Belli, zdecydowaliśmy się, że nasza trójka kupi mu nowy saksofon. Bella również dała mi znać, że dodała mnie do listy kontaktów Willa w szkole, na wypadek gdyby coś mu się stało i nie mogliby skontaktować się ze mną albo Alice.

- Będzie bardzo szczęśliwy powiedziała, gdy wracaliśmy do domu.

- Wiesz, myślałem, że może gdyby udało nam się dostać trochę wolnego, podczas wakacji mogli…

Wszystko stało się tak szybko, że nie byłem w stanie dokończyć. W jednej chwili szliśmy, a w następnej Bella ciągnęła mnie w dół wraz ze sobą, gdy potknęła się na smyczce Sunny i upadła. Wylądowała pierwsza wraz ze mną lądującym na mniej.

- W porządku? – zapytałem zatroskany. Jej ciało zaczęło się trząść I najpiękniejszy dźwięk opuścił jej usta. Mój Boże, jej śmiech był jak piosenka z anielskiego chóru. Uformowałem uśmiech, gdy spojrzałem na jej pogodną twarz, wtedy szybko zamknąłem oczy i oparłem moje czoło na jej. Tak cholernie za nią tęskniłem. Tęskniłem za jej dotykiem, jej oczami jej ustami.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że patrzy na mnie, w sposób, w jaki zawsze to robiła. Jej usta były delikatnie otwarte, a ja nie mogłem zabrać moich oczu z nich. Powoli obniżyłem głowę i przejechałem nosem po jej kości policzkowej. Nasze usta były zaledwie cal od siebie. Wszystko, co musiałem zrobić to przycisnąć moje do jej. Bella przejechała swoimi palcami przez moje włosy i położyła je na moim karku, ściskając moje włosy. Ten prosty gest sprawił, że zatrząsnąłem się, zapalił pożar pragnienia jej jak nigdy wcześniej.

- Bella… - wyszeptałem I chwilę zanim nasze usta się dotknęły, najbardziej pomyjowy język na ziemi dotknął naszych prawie-złączonych ust.

- Ew, Sunny! – pisnęła Bella.

I właśnie tak, magia zniknęła. Pieprzony pies!

- Z nią jest dobrze, ale tylko, kiedy jestem w pobliżu – powiedziałem.

- Dobrze. Do zobaczenia w następnym tygodniu.

-Ж-

Tak dobrze było wrócić do pracy. Innym wypadku byłbym wkurzony, że wykonuję pracę za biurkiem, ale nie tym razem. Coś w środku mnie ciągle przypominało mi, że muszę być bezpieczny dla mojej rodziny, że nie mam żadnego powodu, aby dalej szukać niebezpieczeństwa. Chłopacy przywitali mnie w małym zbiorowisku i niektórzy z nich nie mogli uwierzyć w rzeczy, które zdarzyły się przez ostatnie kilka miesięcy. Victorii postawiono zarzuty i została uznana za winną, jako współwinna i skazana ją na siedem lat bez szansy na wcześniejsze zwolnienie.

Zastępcą Vicky był Bryan, całkiem przyzwoity facet: trzydziesto ośmioletni, mąż i ojciec, z bardzo wyjątkowym poczuciem humoru i oddany pracy. W mój trzeci dzień, zwrócił się do mnie i zapytał czy rozważyłbym, aby mieć go za mojego partnera, kiedy będę sprawny, aby wrócić ponownie na drogę. Większość chłopaków miała już partnerów i będąc szczerym, wiedziałem, że potrzebuje kogoś, kto będzie mnie teraz osłaniał, że mam Willa i Bellę w swoim życiu. Marcus był zszokowany, najdelikatniej mówiąc, kiedy powiedziałem mu, że chcę Bryana, ale nigdy nie pisał, dlaczego. Po prostu wiedział…

Dzwoniący telefon wyrwał mnie z zamyślenia. Wziąłem głęboki oddech i odebrałem. – 4th Chicago PD. Jak mogę pomóc?

- Dzień dobry. Czy mogę rozmawiać z oficerem Cullenem, proszę? Dzwonię w imieniu Timothy Browna, dyrektora szkoły Healy's Elemantary – powiedziała kobieta.

Zeskoczyłem z krzesła. To była szkoła Williama. – To on. Czy z moim synem wszystko w porządku? – zapytałem prawie jak szalony.

- Proszę pana, było małe nieporozumienie pomiędzy panem Swan i innym uczniem i jest pan wezwany, aby przyjść tak szybko jak yo możliwe, aby zobaczyć się z dyrektorem.

- Um, taa – powiedziałem i zabrałem mój telefon i kluczyki od radiowozu. – Niedługo tam będę – powiedziałem i rozłączyłem się.

Dałem Marcusowi znać, co się stało i, że natychmiast wychodzę z posterunku. Dzwoniłem do Belli, ale nie odbierała telefonu. Wiedziałem, że Alice pracowała nad wielką sprawą, więc nawet nie trudziłem się, aby do niej zadzwonić. Dam im znać, co się stało, kiedy sam się dowiem. Jak złe to może być, prawda? Byli tylko dziećmi. Przyjechałem piętnaście minut później, zaparkowałem samochód i wszedłem do środka. Gdy pytałem ucznia, aby powiedział mi drogę, usłyszałem przyjaciela Williama, Jasona, który woła moje imię.

- Edward – powiedział.

- Jason, gdzie jest Will? Co się stało?

- Chodź ze mną – powiedział, a ja poszedłem za nim. – Will, Julie, Dana i ja jedliśmy lunch na dworze. Jack i David zaczęli się śmiać z Julie, kiedy sos wylądował na jej koszulce – kontynuował bez tchu. – Will grzecznie ich poprosił, aby się zamknęli i wtedy rzeczy stały się trochę brzydkie – przerwał i zatrzymał się na wprost drzwi. – To jest gabinet dyrektora. To nie była jego wina. Został sprowokowany.

- Okej, dziękuje J – powiedziałem i poklepałem jego plecy. – Zobaczymy się później – powiedziałem i zapukałem do drzwi.

- Proszę wejść – powiedział mężczyzna, a ja otworzyłem drzwi.

Rozejrzałem się dookoła i wziąłem głęboki oddech, gdy moje oczy znalazły Willa. Jego warga była rozcięta i miał brzydkiego siniaka, który zaczął się tworzyć na jego lewym policzku. Oczy Williama płonęły z wściekłości. Nigdy nie widziałem mojego syna takiego wściekłego… tak poza kontrolą. Julie była przy jego boku, płacząc, gdy starała się go uspokoić. Kiedy odwróciłem się w drugą stronę, zobaczyłem dzieciaka z rozwalonym nosem i jego oko było już zamknięte. Podszedłem do Williama i zmusiłem go, aby na mnie spojrzał.

- Wszystko w porządku? – wyszeptałem. Odwrócił wzrok i potwierdził zanim skierował swoje spojrzenie za okno. – Co się stało? – zapytałem, zwracając moją uwagę na dyrektora.

- Zaistniało małe nieporozumienie i …

- Nazwał moją mamę dziwką… - powiedział głośno William.

- Panie Swan! – powiedział ostro dyrektor.

- … i mojego tatę dupkiem, że wierzy, że jestem jego, gdy według Jacka, nie jestem! Gdzie jest tutaj nieporozumienie! – kontynuował Will, jakby nie słyszał dyrektora. – Nie wspominając, że uderzył Julie, kiedy próbowała nas rozdzielić. Wszyscy to widzieli!

- Co zrobił? – zapytał dyrektor i wstał ze swojego krzesła.

Gdy miałem się odezwać, drzwi otworzyły się i rozłoszczona kobieta weszła do środka i podbiegła do małego dupka. Obejrzała go i potem odwróciła się i spojrzała na nas. – Ty! – krzyczała wskazując na Willa. – Powiedziałam Ci, żebyś więcej go nie dotykał!

-Hej! – protestowałem. – Nie mów w ten sposób do mojego syna. Jeśli ktoś powinien być winny, to jest to twój syn! To on jest tym, który przezywał matkę mojego syna.

Głośno sapnęła. – Mój Jackie nigdy by tego nie zrobił. Twój syn powoduje kłopoty!

- Cóż, twój Jackie wraz ze swoimi przyjaciółmi został złapany kilkakrotnie na zastraszaniu Williama. Twój Jackie sprawił, że mój syn wrócił do domu z rozciętą wargą i siniakami! – warknąłem. – Twój syn nie miał prawa nazywać go bękartem! Tylko, ponieważ nie mieszkam z Williamem albo, że nie dzieli mojego nazwiska, nawet przez chwilę nie myśl, że jest sam albo jest niekochany. Nie myślał, że William będzie bronił swoją matkę albo mnie? Twój Jackie powinien wiedzieć, że dostaje to co daje i następnym razem, niech pomyśli zanim spojrzy na moje dziecko, wniosę oskarżenie! – zakończyłem i zwróciłem swoją uwagę w kierunku dyrektora. – Czy to wszystko? Chciałbym zabrać go do domu.

- Panie Cullen, chodzi o to, że nie ważne, kto zaczął walkę, twój syn był również w to zamieszany. Muszą zostać ukarani i to będzie lekcja nie tylko dla nich dwóch, ale również dla reszty uczniów. Zostaną zawieszeni na tydzień, a kiedy wrócą będą spędzać w kozie godzinę po lekcjach – powiedział.

- Ale… - mały skurczybyk zaczął protestować.

- Żadnych, ale, panie Wilson, albo dostaniesz dwa tygodnie kozy – powiedział dyrektor. – To będzie wszystko – powiedział i zaczął poprawiać papiery przed nim. Wszyscy zaczęli iść w kierunku drzwi, kiedy dyrektor odezwał się ponownie. – Panie Swan, słówko, proszę?

Zostałem w środku jak również Will, kiedy Julie nie poruszyła się w ogóle. Byłem gotowy rzucić się na niego, jeśli jeszcze bardziej będzie winił mojego dzieciaka. Kiedy drzwi się zamknęły, Julie podbiegała do mężczyzny i go przytuliła.

- Tatusiu – wyszeptała i pociągnęła nosem.

Cholera! Odwróciłem się, aby spojrzeć na mojego syna, gapiłem się, a on po prostu wzruszył ramionami. Ze wszystkich dziewczyn w szkole, on wybrał córkę dyrektora. Cóż, kurwa! „Ładne wrażenie, dzieciaku" parsknąłem w głowie.

- Córka dyrektora? – wyszeptałem do niego.

- Córka komendanta policji? – wyszeptał zadowolony z siebie. Uśmiechnąłem się do niego.

Touché!

- Wszystko w porządku, księżniczko? – pan Brown zapytał Julie, gdy dotykał swoimi kciukami jej policzków.

- W porządku. Will dostał większość ciosów – powiedziała i zarumieniła się, gdy spojrzała na Willa. – Dziękuje – nieśmiało się uśmiechnęła.

- William – zaczął ojciec Julie – jako dyrektor tej szkoły, nie zgadzam się ani nie toleruję przemocy, ale jako ojciec, chciałem ci podziękować.

- Jest dobrze, proszę pana – powiedział William, patrząc na podłogę. – Powiedziałem jej, żeby trzymała się od tego z daleka, ale ona nie posłuchała.

- Willie – dąsała się. „Willie? Czy ona właśnie nazwała mojego syna Willie?"Aby powstrzymać się przed głośnym śmiechem z jego małego „czułego słówka", przygryzłem wnętrze mojego policzka tak bardzo, że poczułem krew. – Był zły i chciał cię zranić.

- Cóż, nie zrobił tego – powiedział jej. – I następnym razem, kiedy mówię, że masz trzymać się z daleka, ty nie mieszkasz się.

- Dzieci – powiedział dyrektor – co się stało już się stało. Trzymaj się z dala od problemów – powiedział wskazując na Willa – a ty młoda damo, będziesz słuchała go, jeśli coś takiego zdarzy się ponownie.

- Okej – mruknęła, ale spojrzenie, jakie posłała Willowi mówiło inaczej. To sprawiło, że się uśmiechnąłem. W pewien sposób, Julie i Bella były podobne: obie bezinteresowne i nigdy nie obawiające się, aby „zaatakować", kiedy potrzeba. – Tatusiu, mogę też iść do domu? Nie czuję się dobrze – zapytała Julie.

- Okej – powiedział jej tato. – Zadzwonię do twojej mamy i odbierze Cię.

- Mogę ją zabrać – zaaoferowałem i uśmiechnąłem się, kiedy jej twarz pojaśniała. – Chyba, że nie chcesz jechać radiowozem.

- Nie, jest dobrze, proszę pana – powiedziała i złapała rękę Williama. – Chodźmy i zabierzemy nasze rzeczy. – Potem wybiegli z gabinetu.

-Ж-

Po tym jak podrzuciliśmy Julie do jej domu, wróciłem na stację starając się wymyślić sposób, w jaki zapytać Williama o Garretta. Wiedziałem, ze nie powiedziałby mi nie, skoro był tak bardzo wspierający od pierwsze dnia, ale wciąż. Zapytanie dziecka o wizytę u psychiatry nie było łatwe. Co jeśli się wkurzy? Co, jeśli nie będzie chciał iść? Nie zmusiłbym go do robienia czegoś, czego nie chce.

- Wiesz, że możesz to wypluć – powiedział William wyciągając mnie z moich myśli.

Westchnąłem. – Wypluć, co?

- Cokolwiek, co sobie myślisz – powiedział, patrząc na swoje kolana. – Prawdopodobnie o mnie atakującym Jacka.

Zaparkowałem samochód na parking, wyłączyłem silnik. Wtedy przejechałem rękoma przez moje włosy i zwróciłem się, aby na niego spojrzeć. – Nie o to chodzi.

- Ale to dotyczy mnie, prawda?

- Obojga z nas – powiedziałem prawdomównie, delikatnie się uśmiechając. – Chodź, wejdźmy do środka i wtedy pójdziemy i zjemy lunch z twoją mamą w szpitalu. – Kiwnął głową i wysiadł z samochodu.

Gdy zaczęliśmy iść w kierunku wejścia, zatrzymał się I spojrzał na mnie, sceptycznie żując swoją wargę. – Co? – zapytałem.

- Czy chodzi o coś, co pytałeś Ma? O zabranie mnie do twojego lekarza? – Natychmiast zamarłem. – Podsłuchałem rozmowę telefoniczną, jaką miała z dziadkiem jednego dnia. Wspomniała mu o tym. – Zaczerwienił się. – Nie podsłuchiwałem specjalnie.

Roześmiałem się. Tutaj byłem ja, rozbijający moją głowę przez kilka ostatnich dni, próbując znaleźć odpowiedni sposób, aby mu powiedzieć o Garrecie, a on już wiedział. – Taaa. Dlaczego nic nie powiedziałeś? – zapytałem.

Wzruszył ramionami i nieznacznie wydął wargi. – Czekałem, aż coś powiesz. Nie powtarzasz mi zawsze, że powinienem przyjść do Ciebie, kiedykolwiek będę potrzebował z czymś pomocy? – Potwierdziłem. – Cóż, to samo tyczy się Ciebie. Nie musisz znajdować odpowiedniego sposobu, żeby powiedzieć mi coś, ponieważ po prostu boisz się jak zareaguję. Tylko zapytaj mnie. Jeśli to jest coś co muszę zrobić, żeby ci pomóc, zrobię to bez względu na wszystko – dokończył szeptem.

I to, panie i panowie, był mój syn. Ten dzieciak posiadał każdą pieprzoną żyjącą komórkę mnie. Jak miałem odpowiedzieć na to? Złapałem go i przycisnąłem mocno do mojej piersi.

- Nie. Mogę. Oddychać – sapnął, a ja zachichotałem.

Trzymałem go w moich ramionach I oparłem mój policzek na jego głowie. – Co ja kiedykolwiek zrobiłem, że zasłużyłem na dziecko takie jak ty? – zapytałem. Podniósł swoją głowę i spojrzał na mnie. – Kocham Cię tak bardzo, Williamie. Tak bardzo mocno.

Uśmiechnął się do mnie i wziął głęboki uspokajający oddech. – Też cię kocham… tato.

I po prostu tak, zaczął płakać jak pieprzone dziecko.

-Ж-

- Williamie Anthony Swan, zabieram cię na prześwietlenie! – warknęła Bella. – Koniec dyskusji! – Szybko napisała skierowanie i sama go tam zabrała. Wszystko, co zrobiłem to cicho szedłem za nimi.

Siedzieliśmy w małej poczekali i czekaliśmy, aż jego imię zostanie wywołane. Po kilku minutach pielęgniarka zawołała go i poszedł za nią w ciszy, dąsając się. Noga Belli podskakiwała w górę i w dół, ciężko oddychała.

- Czy mogłabyś się uspokoić? – zapytałem cicho.

- Nie, nie mogę – syknęła Bella. – Dlaczego nie powiedział mi, co się do cholery mu działo? Na Boga, dostał zawieszenie w szkole. Myślał, że się o tym nie dowiem, jeśli to przede mną ukryjesz?

Położyłem moją dłoń na jej kolanie, żeby powstrzymać je od podskakiwania. – Bells, nie powiedział ci, ponieważ rzeczy, które ten mały skurwiel powiedział, nie powinny być powtarzane. Były tak obraźliwe.

- Powiedz mi, co powiedział. Nie mogę go ochronić ani pocieszyć, jeśli nie wiem – powiedziała gniewnie Bella.

Głęboko westchnąłem. – Nie odpuścisz, prawda? – Spojrzenie, jakie otrzymałem było wystarczające. – Dobrze – powiedziałem i podniosłem moje dłonie. Streściłem całe zdarzenie i Bella westchnęła, kiedy powtórzyłem, co powiedział William. – Wynikiem – kontynuowałem – jest to, że Will zrobił to, co każde dziecko by zrobiło, Bells. Ile razy ty broniłaś mnie? Ile razy prawie wyrwałaś włosy Lauren za nazywanie mnie upośledzonym.

Zwiesiła ramiona i schowała swoją twarz w dłoniach. – Cholera!

- Hej – powiedziałam i trąciłem jej bok. – Wiesz, że dzieciaki są czasami okrutne. Mówią gówna, ponieważ niektórzy z nich nie mają mózgów Nie bądź zasmucona – prosiłem szeptem.

Odwróciła się i oczami pełnymi łez spojrzała na mnie. – Edwardzie, jedynie Bóg wie, co jeszcze oni mu mówili. Prawdopodobnie drwili z niego przez długi czas, a ja nie miałam o tym pojęcia. Jak ze mnie jest matka?

- Chcesz wiedzieć, dlaczego nigdy o niczym nie wiedziałaś? Ponieważ był w stanie poradzić sobie sam. Jest silnym dzieckiem, dzięki tobie i – kontynuowałem i złapałem jej głowę w moje dłonie – jeśli jeszcze kiedykolwiek będziesz kwestionować swoje umiejętności rodzicielskie w mojej obecności, będziesz miała ze mną do czynienia. Łapiesz?

- Ale... – zaczęła, a ja jej przerwałem.

- Ani. Jednego. Słowa! – podkreśliłem. Bella pociągnęła nosem i potwierdziła.

Po incydencie w parku, nasz związek – jeśli był jeden, który się rozpoczynał – dosięgnął inny poziom. Nie byliśmy razem, ale to wyglądało, jakbyśmy byli. Pocałunek w czoło, tu i tam, przytulanie na kanapie, kiedy czuła się smutna po ciężkim dniu w pracy, otrzymując łamiący kości uścisk od niej, kiedy wracałem do domu z lodami albo jej ulubioną kawą ze Starbucksa. Nigdy nie naciskała mnie na więcej, zawsze pozwalała mi brać jeden krok w czasie i za to byłem jej wdzięczny. Wiedziałem, że postępowałem w ślimaczym tempie, ale chciałem się upewnić, że wszystko, co robiłem było zrobione poprawnie i z odpowiedniego powodu i na szczęście Bella szanowała to. Odkąd Alice przeprowadziła się do Jaspera, spędzaliśmy razem wiele godzin, tylko nasza trójka. Zrobiliśmy postępy, ja zrobiłem postępy.

- Bella – zawołał głos mężczyzny.

Odwróciłem się, żeby zobaczyć pojawiającego się mężczyznę, kiedy jego pieprzone ramie było owinięte wokół ramienia mojego syna. Nie wyglądał, żeby miał więcej niż trzydzieści pięć lat. Był typowym facetem: blond włosy, niebieskie oczy, wysoki, szczupły i umięśniony. Jego oczy świeciły się, gdy szedł w naszym kierunku i nagle miałem ochotę zetrzeć mu ten pieprzony uśmiech z twarzy.

- John, czy wszystko jest w porządku? – zapytała zmartwiona.

- Uspokój się, kochaniutka – uśmiechnął się.

Kochaniutka! Skurwiel!

- Prześwietlenie było czyste, żadnych oznak pęknięcia – kontynuował, a ja byłem całkowicie pewien, że żyłka na moim czole pęknie, kiedy położył swoją lewą dłoń na jej ramieniu. – Champ, tutaj – wskazał głową na Willa – wyjdzie z tego tylko z siniakiem – dokończył i miał pieprzone nerwy, aby do niej mrugnąć.

Kawałek gówna! „Pokażę ci mrugnięcie" grzmiałem w moich myślach. Oczyściłem gardło jakoś głośno i głowy całej trójki zwróciły się w moim kierunku.

- Och, Boże! – powiedziała Bella I zarumieniła się. – Jak niegrzecznie z mojej strony – przerwała. – Edwardzie to jest dr Singer, szef radiologii. John, to jest Edward Cullen – kontynuowała, a Will przerwał jej, gdy podszedł do mojego boku i przytulił mnie w pasie.

- Mój tato – uśmiechnął się.

- Przyjemność cię poznać, oficerze – powiedział i wyciągnął swoją dłoń. Wziąłem ją i skurwiel miał czelność wzmocnić swój uścisk.

- Dziękuje za zajęcie się moim synem – powiedziałem w odpowiedzi.

- William jest bardzo specjalnym dzieckiem. – Skurwiel uśmiechnął się.

- Jakbym tego nie wiedział – powiedziałem, przyciskając Willa do mojego boku.

Zwęził delikatnie oczy i zwrócił się, aby spojrzeć na Bellę. – Muszę wracać.

- Dziękuje za przysługę – powiedziała Bella, przytulając go krótko. Natychmiast zobaczyłem, że ręce tego sukinsyna spoczywają naprawdę nisko na jej plecach.

- W każdej chwili, olśniewająca – powiedział i zaczął odchodzić. Nagle zatrzymał się i zawrócił w jej kierunku. – Och, rozmawiałaś z Garcia?

- Nie. Czy wszystko w porządku? – zapytała.

- Jutro mamy małe spotkanie z zarządem. Za kilka tygodni organizując galę z aukcją, żeby zebrać pieniądze na oddział pediatrii. Wiesz, eleganckie ubrania, muzyka na żywo i jedzenie – dokończył, a Bella jęknęła żałośnie.

- Cóż, ja nie idę, więc… - powiedziała Bella. Skurwiel wyglądał jakby miał zanieść się płaczem.

Boo-kurwa-hoo! Cipa!

- To szkoda, piękna – powiedział, a ja byłem bliski, aby wydrapać mu pieprzone oczy z ich wgłębienia. – W każdym razie będę wracał. Pracujesz jutro?

- Nie – powiedziała I uśmiechnęła się, gdy spojrzała na nas. – Spędzam dzień z moją rodziną.

Weź to skurwielu! Jej rodziną!

Jak na zawołanie, żołądek Williama głośno zaburczał I Bella zachichotała. – Ktoś jest trochę głodny.

- Właściwie, bardzo głodny – powiedział poważnie William. – Daje, idziemy – powiedział i zaczął iść.

Szybko zatrzymaliśmy się na ER, więc Bella mogła powiedzieć, że robi sobie przerwę na lunch, a potem poszliśmy do małej kawiarni, przecznice od szpitala. William nie powiedział ani słowa odkąd opuściliśmy szpital, natomiast zaledwie posyłał spojrzenia Belli. Był wkurzony i myślę, że wiem, dlaczego. Bella wzięła sałatkę Caesar, gdy Will i ja zdecydowaliśmy się na zwykłą kanapkę z tuńczykiem. Powiedziałem im, żeby poszli i zajęli miejsce, kiedy ja zajmę się resztą, gdy zapłaciłem i zaniosłem naszą tacę do stołu. Bella patrzyła na Williama, gdy on wyglądał przez okno, gniew widoczny na jego twarzy.

Jedliśmy w ciszy, żadne z nas nie odważyło się zacząć rozmowy. Bella nigdy nie zabrała swoich oczy z naszego syna, gdy jadła. Westchnęła, odepchnęła swoją tacę i złożyła ramiona na klatce. Gdy otworzyła usta, żeby powiedzieć, potrząsnąłem na nią swoją głową, dając jej znać, żeby to zastawiła. Ale, nie zrobiła tego.

- Co się dzieje, mały mężczyzno? – zapytała, a William przestał żuć.

- Jem – powiedział treściwie.

- Wiesz – zaczęła Bella podirytowanym głosem – naprawdę kiepsko ci wychodzi jak na kogoś, kto powinien w tej chwili czołgać się i obiecywać, że będzie trzymał się z dala od kłopotów. Albo powiedz mi teraz, co się dzieje, albo zmień swoją postawę.

Po tym mój apetyty zniknął. Westchnąłem i wypiłem trochę wody.

- Cokolwiek – mruknął i wziął kolejnego gryza. Klatka Belli zaczęła falować i pochyliła się bliżej niego.

- Kiedy wrócę do domu, twój tyłek jest mój! – syknęła. Cholera.

- Jasna sprawa, piękna – warknął cicho. – Albo może wolisz w zamian kochaniutka? – O wtedy, kot został wyciągnięty z torby. Bella wzięła głęboki oddech, oparła się na swoim krześle i przejechała rękom przez włosy.

- Hun, możesz na mnie spojrzeć, proszę? – zapytała Bella. Kiedy jego oczy spotkały jej, kontynuowała. – John jest tylko przyjacielem.

- Nie wydawało się, gdy prawie dotknął twój tyłek! Głupia! – William krzyknął.

- To nie tak, kochanie… - zaczęła, a ja parsknąłem.

- Widzisz, nawet tato się ze mną zgadza! – wypalił.

Jej oczy zwróciły się do mnie i spektakularnie podniosła swoją głowę. Trzymałem moją pokerową twarz i gapiłem się na nią, wyrażając cicho moją zgodę. „Dalej" myślałem. „Sprowokuj mnie i pokaże ci, do kogo należysz…" Nie zrobiła tego. Jej uśmiech był wystarczający, żeby wiedzieć, co ona również myślała i pieprz mnie, jeśli nie odwzajemnię uśmiechu.

- Co się do cholery dzieje? – krzyczałem, kiedy przyjechałem do rezerwatu na urodziny Jake'a.

Bella siedziała między nogami Jake'a, gdy on przytulał ją w talii. Bella odwróciła się i uśmiechnęła do mnie, kiedy mnie zobaczyła. Wyraz mojej twarzy był wystarczający, aby jej pokazać, że byłem zły. Nie miał żadnego powodu, żeby ją dotykać i kurwa nie obchodzi mnie, że robili błotne ciasta odkąd byli dziećmi. Dotykał mojej dziewczyny.

- Edwardzie, coś złego? – zapytała zmartwiona Bella.

- Przychodzę tutaj i zastaję cię między jego nogami, a ty się mnie pytasz, czy stało się coś złego? – warknąłem.

- Spokojnie człowieku – powiedział Jakie.

- Odpierdol się! – krzyknąłem.

- My nic nie robimy, Edwardzie, tylko rozmawiamy – powiedziała uspokająco Bella.

- On ma swoje łapska na tobie – warczałem.

Jake zaczął się śmiać. – Łapska? Nie jestem psem czy czymś takim. Poza tym…

- Wychodzimy – powiedziałem i złapałem jej rękę.

To był ostatni raz, kiedy rozmawiałem z Jacobem. Z krótkim pożegnaniem dla komendanta i Billego, wyszliśmy. Kiedy wróciliśmy do jej domu, wiedząc, że Charlie nie wróci do następnego ranka pokazałem jej wielokrotnie, do kogo należy.

Bella przeczyściła swoje gardło I wyrwała mnie z zamyślenia. – Wy dwoje nie macie prawa mówić, co powinna robić. Jeśli chcę chodzić na randki to będę i nie będę prosiła o pozwolenie – powiedziała gniewnie. – Ty – powiedziała i wskazała palcem na Willa. – Musisz pamiętać, kto jest matką, a kto jest tutaj dzieckiem. Nie znieważaj mnie nigdy więcej poprzez oskarżanie mnie o bycie niestosowną. A jeśli chodzi o ciebie – zaczęła zwracają na mnie swój wściekły wzrok – przestań udawać, że jesteś zazdrosny, kiedy oboje wiemy, że nie jesteś, ponieważ gdybyś naprawdę był, to podniósłbyś swoją nogę jak cholerny pies i nasikał na mnie z każdej strony, aby oznaczyć swoje terytorium! – dokończyła, wstała i wyszła z kawiarni.

Co się do cholery stało?

-Ж-

Głośne walenie w drzwi obudziło oboje z nas, mnie i Ma. Spojrzałem na mój zegarek i zobaczyłem, że była prawie dziewiąta rano.

- Esme, gdzie on jest? – krzyczała Bella. Poniosłem się z mojego łóżka, kiedy usłyszałem jej głos i wszedłem do salonu.

- Bella, co się stało? – zapytałem, prawie zatracając się, kiedy ją zobaczyłem.

- Co to do cholery jest? – krzyczała i rzuciła mi kawałki papieru prosto w twarz.

Zacząłem czytać I natychmiast zobaczyłem, że jest to spłata pożyczki, jaką wzięła, kwota była prawie 110,000$. Spłata maiła miejsce w czwartek i wskazywało, że Bella była tą, która to zrobiła.

- Skłamałeś mi mówiąc, że nie masz pieniędzy i potem za moimi plecami spłaciłeś moją pożyczkę, która była moim obowiązkiem do spłacenia. Powiedziałam ci, że nigdy nie chciałam twoich pieprzonych pieniędzy.

- Kochanie, uspokój się – powiedziała Esme. Sięgnęła, aby ją przytulić, ale Bella odsunęła się. Ból widoczny na twarzach ich bólu.

- Nie mam pojęcia ską… - zacząłem mówić, ale przerwała mi.

- Nie. Kłam! – syknęła i wytarła łzy. Zacząłem się wkurwiać, ponieważ to była prawda. Nie miałem z tym nic wspólnego, ale byłem prawie pewien, że Ma tak. – Podrzucę Williama do Emmetta i jeśli będziesz chciał go zobaczyć możesz tam iść – powiedziała Bella i w ten sposób wyszła.

Moja klatka zaczęła falować i ścisnąłem kawałek papieru, który zdecydował spierdolić mi życie, w mojej dłoni. Zamknąłem oczy i policzyłem do dwudziestu – jak zalecił Garrett, kiedy się wkurzę – zanim spojrzałem na moją mamę.

- Ma, zapytam się tylko raz. Czy miałaś z tym coś wspólnego.

- Edwardzie, bądź rozsądny. Nic o tym nie wiedziałam – powiedziała i zaczęła krążyć po salonie.

Bez namysłu, wkroczyłem do mojego pokoju, założyłem koszulkę, wziąłem kluczyki i ruszyłem za nią w pogoń.