Autorką opowiadania jest MrsEdwardCullenP, ja tylko tłumaczę tą historię.

Natomiast postacie należą do Stephenie Meyer.


Rozdział 15

Beta: TruskawkowySzampan

Opony zapiszczały, gdy wjechałem samochodem na parking. Podczas dziesięciominutowej jazdy, myślałem tylko o jednej rzeczy: ponownie odeszła. Pieprzyć, jeśli pozwolę, aby to stało się znowu; ona nigdzie się nie wybierała. Moje dłonie trzęsły się, gdy wkładałem klucz do zamka, aby otworzyć drzwi do jej mieszkania. Wziąłem głęboki oddech, a zanim wszedłem do domu przetarłem dłońmi oczy, w marnej próbie powstrzymania moich łez przed wypłynięciem.

"Proszę, Boże, nie pozwól, aby ponownie odeszła" – błagałem w mojej głowie.

- Bella – zawołałem głośno.

- Wynoś się z mojego domu! – powiedziała, wymaszerowując z kuchni. Wciąż płakała.

- Nie! Nie, dopóki mnie nie wysłuchasz – wypaliłem i podszedłem do niej w trzech dużych krokach.

- Nie chcę słuchać niczego, co masz do powiedzenia – krzyczała i odwróciła się, aby odejść. Złapałem ją za łokieć i zmusiłem, aby na mnie spojrzała. – Puść mnie! – piszczała.

William wyszedł ze swojego pokoju, a gdy zobaczył naszą sytuację zwęził swoje zaspane oczy. – Co się dzieje?

Bella przez cały czas gapiła się na mnie ze zdegustowanym wyrazem twarzy. Nigdy nie widziałem jej takiej. Próbowała uwolnić się z mojego uścisku, ale nie pozwoliłem na to. – Nie – warknąłem.

- Zapytałem co się dzieje – powiedział poirytowany Will.

- Will, twoja mama i ja musimy o czymś porozmawiać. Idź do swojego pokoju, dzieciaku – powiedziałem, starając się dobrze to rozegrać.

- Nie – odpowiedział, krzyżując swoje ramiona na piersi.

Utrzymaj to razem" – mój umysł ryczał.

- Proszę grzecznie, William. Idź do swojego pokoju – powiedziałem stanowczo.

- Zabierz z niej swoje ręce – grzmiał.

- Idź do swojego pokoju, teraz! – warknąłem.

- Nigdy nie mów w ten sposób do mojego syna! – krzyknęła Bella i mocno nadepnęła na moją stopę.

- Ach, kurwa! – syknąłem i usiadłem na kapanie. Skopałem moje mokasyny, aby oszacować szkody. Cholera, krwawiło; skóra została zerwana z mojego małego palca. – Do diabła, kobieto! To kurewsko boli! – narzekałem.

Tak jakby mnie tutaj nie było, podeszła do Willa i przytuliła go. – Kochanie, proszę, idź. Muszę porozmawiać z twoim tatą.

Will spojrzał na mnie, a potem z powrotem na swoją mamę. – Nic ci nie będzie? – zapytał.

- Będzie ze mną dobrze, mały mężczyzno – uśmiechnęła się.

- Po prostu krzycz, gdy będziesz potrzebowała jakiegoś skopania tyłka! – warknął groźnie i zaczął iść do swojego pokoju, a jego oczy nigdy mnie nie opuściły. Kurwa, kurwa, kurwa!

Bella poszła na chwilę do łazienki, wróciła trzymając małą apteczkę i rzuciła nią we mnie, gdy stała w bezpiecznej odległości. Ciężko westchnąłem, wiedząc, że spieprzyłem relację z nią i Willem. Co było ze mną, do cholery, nie tak? Płaszczenie się nie byłoby wystarczające. Byłem całkowicie pewien, że straciłem wszystko, co zbudowałem z nim: zaufanie, szacunek, bezpieczeństwo. Jakie dziecko chciałoby kogoś takiego jak ja w pobliżu?

Odpowiedź była prosta: żadne.

- Nigdy więcej nie będziesz mówił do mojego syna w ten sposób – powiedziała nisko Bella. – Możesz na niego krzyczeć jedynie wtedy, kiedy coś bardzo spierniczy, a nie dlatego, że obudził się i zastał jak jego rodzice się kłócą – dokończyła. Kiwnąłem głową i nic nie powiedziałem. Tylko ja byłem za to winny.

Schowałem moją głowę w dłoniach i mocno westchnąłem. – Cholera. Przepraszam, Bells. Nie chciałem, żeby to się stało. Wszystko wydarzyło się tak szybko: przyszłaś do domu, krzyczałaś, wyszłaś i przestraszyłaś mnie. Chryste! – Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że wycierała oczy. – M-mogę znieść wszystko, absolutnie wszystko, co mi zrobisz, poza jedną rzeczą. Nigdy więcej nie chcę czuć się w sposób, w jaki się czułem, gdy zobaczyłem, że odchodzisz – kontynuowałem zachrypniętym głosem. – Wiem, że wciąż są rzeczy, z którymi muszę sobie poradzić, i przysięgam, że staram się tak bardzo je naprawić. Gniew jest jedną z nich, zwłaszcza, kiedy jestem obwiniany o coś, czego nie zrobiłem.

Parsknęła i zwęziła na mnie swoje oczy. – Edwardzie, kto jeszcze spłaciłby moją pożyczkę, jeśli nie ty?

Wstałem, podszedłem do niej i chwyciłem jej twarz w swoje dłonie. – Przysięgam, że nie spłaciłem twojej pożyczki. Nie mam takich pieniędzy i wiem, że Ma nie zrobiłaby tego bez wcześniejszego powiedzenia mi. Mówię ci prawdę, proszę, uwierz mi!

Bella schowała swoje dłonie do tylnych kieszeni jeansów i przebierała z nogi na nogę. Wiedziałem co to znaczy: wierzyła mi. Położyła swoje czoło na mojej klatce i pociągnęła nosem. Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem. Pocałowałem czubek jej głowy, a ona spojrzała na mnie. – Przepraszam – mruknęła.

- W porządku – powiedziałem, natychmiast o wszystkim zapominając. – Obiecuję, że dowiem się wszystkiego. Muszę tylko najpierw porozmawiać z Willem, a potem pójść do banku.

- Byłam w banku – powiedziała i przeczesała dłonią swoje włosy. – Powiedzieli mi, że wpłata przyszła od Edwarda Anthonego Cullena. Myślisz, że dlaczego wparowałam w ten sposób do twojego domu.

Kto, do kurwy, zrobiłby coś takiego? – Dowiemy się – powiedziałem i odsunąłem się. – Muszę porozmawiać z Willem. My porozmawiamy później, dobrze? – zapytałem, a ona skinęła.

Szybko oczyściłem mój palec, założyłem z powrotem moje mokasyny i poszedłem do jego pokoju. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem do drzwi. Kiedy nie otrzymałem odpowiedzi, zapukałem ponownie, trochę głośniej, i czekałem. Drzwi się otworzyły, a kiedy Will mnie zobaczył, zatrzasnął mi drzwi przed twarzą, zamykając je. Miałem przejebane.

- Will, proszę otwórz drzwi. Muszę z tobą porozmawiać – powiedziałem spokojnie. Skoro nie dostałem odpowiedzi, kontynuowałem. – Spójrz, wiem, że nawaliłem i muszę wyjaśnić dlaczego, więc otwórz drzwi, proszę – cierpliwie czekałem przez kilka minut i kiedy uświadomiłem sobie, że on nie chce ze mną rozmawiać, westchnąłem i odszedłem.

Bella siedziała w kuchni pijąc kawę. – Przyjdzie do ciebie. Później z nim porozmawiam, zrozumie – powiedziałam i poklepała moją dłoń.

Pokręciłem głową. – Bello, widział jak cię poniewieram i krzyczałem na niego.

- Jeśli ceni sobie swój tyłek, posłucha – zażartowała, ale wiedziałem o co jej chodzi. – W każdym razie, dzwoniła Alice i zaprosiła nas na kolację. Powiedziała, że chce się podzielić jakimiś wieściami.

- Wiem. Tex dzwonił wczoraj. O której powinienem przyjść, aby was odebrać? Czy szósta pasuje? – Bella kiwnęła głową i z krótkim „do widzenia", wróciłem do domu.

Zanim wróciłem do mojego mieszkania, moja głowa pulsowała. Naprawdę nawaliłem. Dzieciak podziwiał mnie, a ja go zawiodłem. Nie byłem inny niż Carlisle. Potrzebowałem jakiejś rekompensaty, ponieważ poważnie nie mógłbym znieść straty tego kontaktu, który rozwinęliśmy.

- Ma? – zawołałem. Nie odpowiedziała.

Poszedłem do kuchni, aby zrobić kawę i zobaczyłem, że garnek był pełen, a talerz muffinek był na stole. Obok tego była notatka:

Edward,

Otrzymałam wczoraj telefon ze schroniska. Powinnam dać Ci znać tego poranka, ale nie miałam okazji, gdy pojawiła się Bella. Muszę wrócić do Forks, ponieważ prawnik potrzebuje mnie, abym podpisała ostatnie papiery, zanim pani Cope przejmie stery.

Upewnię się, aby złapać Charliego i również dla niego ugotuję. Ten facet zasługuje, by mieć przyzwoity domowy posiłek, zarówno teraz, jak i później. Wrócę najpóźniej pojutrze.

Kocham Cię,

Mama

- Świetnie – mruknąłem. Co, do cholery, miałem teraz robić? Przyzwyczaiłem się, że była w pobliżu, a z Willem wkurzonym na mnie, znowu będę całkowicie sam. Miło byłoby, gdyby był ze mną przez kilka dni skoro mama wyjechała.

Sięgnąłem do szafki, złapałem filiżankę i nalałem kawy. Gdy piłem, postanowiłem wysłać mu wiadomość tekstową, mając nadzieję, że odpisze.

Proszę, dzieciaku, nie o to mi chodziło. Muszę z Tobą porozmawiać. Kocham Cię.

Tak jak przewidywałem, nie dostałem odpowiedzi. Mając wolny dzień i nic do roboty, wróciłem do łóżka, ale sen nigdy nie nadszedł. Sprawdzałem mój telefon co pięć minut, ale pozostał cichy. Moje myśli wirowały wokół faktu, że ktoś podał się za mnie i spłacił pożyczkę Belli. Nikt z mojej rodziny nie zrobiłby tego, wiedzieli jaki to śliski temat. Bella była dumną osobą i nigdy nie zaakceptowałaby czegoś takiego. W tej chwili pomyślałem, że może to był Charlie, ale fakty nie trzymały się kupy. Gdyby miał pieniądze, spłaciłby pożyczkę dawno temu.

Nagle przyszło mi do głowy: Jenks. Był drogi, ale wiedziałem, że tylko on był w stanie mi pomóc. Może nie byłby to problem, gdybym zapytał, czy mogę odłożyć pełną spłatę na kilka miesięcy; od kilkunastu lat zajmował się naszym rodzinnym gównem. Wziąłem głęboki oddech, potem wybrałem jego prywatny numer i czekałem.

- Jenks – powiedział.

- Dzień dobry, wujku J. Tu Edward.

- Edward! Jaka miła niespodzianka. Jak się masz, synu?

- Dobrze. Słuchaj, potrzebuję twojej pomocy – powiedziałem.

- Wszystko czego potrzebujesz.

- Przez ostatnie kilka dni ktoś podawał się za mnie i spłacił czyjąś pożyczkę. Kwota wynosiła 110,00$ i osoba, która dostała pieniądze, to Isabella Marie Swan. Muszę wiedzieć kto to zrobił.

- Czy włamali się na twoje konto bankowe i spłacili to? – zapytał poważnie.

- Oboje wiemy, że nie mam takiej sumy pieniędzy. Po prostu muszę wiedzieć kto to zrobił i dlaczego.

- Dobrze. Powiedz mi jaki to bank, a ja sobie z resztą poradzę.

- Jeszcze muszę prosić o małą przysługę zanim zaczniemy – powiedziałem, wahając się. – Wiem, że nie jest to sposób, w jaki zwykle pracujesz, ale czy byłaby możliwość, abym spłacił cię w przeciągu kilku miesięcy. Zwykle był o to nie zapytał, ale to jest sprawa, którą muszę szybko rozwiązać – zatrzymałem się na chwilę, ale przerwał mi, zanim mógłbym kontynuować.

- Powinieneś się wstydzić o to pytać, chłopcze – powiedział gniewnie. – Znam cię od dwudziestu sześciu lat, a twoja mama to moja kuzynka! Zwykliśmy miewać kolacje w każdy weekend, bawiłeś się z moimi dziećmi. Cholera, nawet ja niańczyłem twoje nędzne dupsko! Czy uważasz, że wziąłbym od ciebie pieniądze? Czy wziąłem nawet pięć centów, kiedy sporządzałem dokumenty do twojego funduszu powierniczego?

- Nie, sir – westchnąłem.

- Więc, dlaczego pomyślałeś, że teraz wezmę od ciebie pieniądze? Od twojego ojca owszem, gdybym mógł, to bym go ogołocił. Nie rozmawiałbym w ogóle z nim, gdyby nie było to dla twojej matki – powiedział. – W każdym bądź razie, zadzwonię do ciebie później w południe, gdy się dowiem, dobrze?

- Dobrze – powiedziałem. Po tym jak podałem mu więcej szczegółów, rozłączyłem się. Jeśli ktokolwiek może dojść do sedna sprawy, to będzie Jenks.

-Ж-

Około dziesięć minut przed szóstą, dostałem się do domu Belli i wszedłem do środka. Bella poszła do cukierni, by odebrać deser, więc czekałem. Sunny pośpieszył do mnie i uklęknąłem, aby go pogłaskać.

- Ach, Sunny – wyszeptałem. – Życie jest dla ciebie takie proste. Śpisz, jesz, załatwiasz się i to wszystko. Nic, czym trzeba się przejmować.

Drzwi się otworzyły i podniosłem głowę, aby zobaczyć kto to jest. Kiedy William mnie zobaczył, poszedł do kuchni i zaczął trzaskać szafkami. – Sunny, jedzenie – warknął i pies pobiegł do niego. Chryste, co stało się z jego głosem? Kiedy stał się taki głęboki?

Poszedłem do kuchni i zobaczyłem, że patrzył na psa, gdy ten jadł. Will napiął się, kiedy zobaczył, że do niego poszedłem. Musiałem to naprawić… Usiadłem na krześle i spojrzałem na niego.

- Will, proszę wysłuchaj mnie – powiedziałem. Nawet na mnie nie spojrzał. – Słuchaj, wiem, że nawaliłem i …

- Dobry chłopak – powiedział, całkowicie mnie ignorując, gdy pochylił się, aby podnieść miskę. Wypłukał ją, umieścił w zmywarce i szybko poruszył się, żeby wyjść. Gdy uświadomiłem sobie, co zamierza zrobić, zablokowałem drzwi.

- Nie wyjdziesz dopóki nie wysłuchasz co mam do powiedzenia – powiedziałem. Spojrzenie jakie mi posłał było wystarczające, aby dać mi do zrozumienia, że on nie… że nie chciał. Przymknął oczy i wziął głęboki oddech. – Dalej, synu, usiądźmy – powiedziałem, czekając aż usiądzie.

William usiadł, skrzyżował swoje ramiona na piersi i czekał. – Zamierzasz mnie nadal ignorować? – zapytałem. Wciąż cisza. – To co widziałeś, nie jest tym, co myślisz. Twoja mama przyszła do mojego domu… - Nie mogłem skończyć. Wstał z krzesła i próbował gwałtownie wyjść. Zeskoczyłem z krzesła i złapałem go za łokieć, aby go powstrzymać. Will zatrzymał się i zaczął ciężko dyszeć. Odwrócił się, spojrzał na moją rękę, a potem spojrzał na mnie.

- Jeśli teraz nie puścisz mojego ramienia, nastąpienie na twoją nogę będzie niczym, w porównaniu do tego, co bym ci zrobił – warknął.

Oddech uwiązł mi w gardle, ja mu to zrobiłem. Odepchnąłem mojego syna i nie wiedziałem jak to naprawić. Uwolniłem jego ramię i wyszedł z pokoju bez posłania mi kolejnego spojrzenia. Zatopiłem się w moim krześle i mentalnie siebie skopałem. Bella pojawiła się znikąd, przytuliła mnie z tyłu i pocałowała czubek mojej głowy. A co ja zrobiłem? Pociągnąłem nosem jak pieprzona dziewczynka.

- Wróci. Jest tylko wkurzony, bo usłyszał jak się kłóciliśmy. I nawet jeśli umiera, aby dowiedzieć się dlaczego, nikogo nie posłucha – westchnęła Bella.

- Jest taki uparty – nagle zripostowałem.

- I powiedziałeś, że wcale nie jest taki jak ty – zachichotała.

- Och nie, kochanie, w tej dziedzinie jest taki jak ty – zachichotałem i usłyszałem jak sapnęła. – Co? – zapytałem, gdy zobaczyłem jej zdziwioną twarz.

- N-nic – jąkała się.

Droga do Alice i Jaspera była cicha. Nikt nic nie powiedział, nawet jeśli Bella próbowała zacząć delikatną rozmowę. Moje serce ściskało się za każdym razem, gdy patrzyłem na Willa; za razem był wkurzony i smutny. Chciałbym, aby tylko ze mną porozmawiał, krzyczał albo cokolwiek potrzebuje zrobić, aby uwolnić siebie z bólu, który czuł… ten, który ja spowodowałem.

- O której masz spotkanie z Garrettem w przyszłym tygodniu? – nagle zapytała Bella.

- Uch, w poniedziałek o szóstej. Myślałem, że będzie lepiej skoro Will wciąż będzie poza szkołą i nie ma zajęć – powiedziałem. Ledwo spojrzałem na niego we wstecznym lusterku i nasze oczy się spotkały.

- Mam włoski, Ma – powiedział.

Bella odwróciła się i zwęziła na niego oczy. – Masz włoski w każdy wtorek i czwartek.

- Cóż, w przyszłym tygodniu mam tylko w poniedziałek. Nie porzucę włoskiego, abym mógł pójść na wizytę do lekarza z domu wariatów – prawie warknął.

Nozdrza Belli rozszerzyły się. To wymykało się spod kontroli.

- Teraz słuchaj mnie ty mały dr… - prawie krzyczała, ale jej przerwałem.

- W porządku, Bells. Jego nauka jest dużo ważniejsza – powiedziałem z uśmiechem. Wewnątrz umierałem.

Wiedziałem, że William nie ma włoskiego przez cały następny tydzień, skoro pani Bianca musiała pojechać do Nowego Jorku na ślub swojej siostry. To tylko jego wymówka, aby nie iść ze mną. Bella nie będzie wiedziała, skoro będzie w pracy. Teraz ktoś może zapytać dlaczego nie wygadałem jego kłamstw Belli. Odpowiedź jest prosta: już byłem na jego gównianej liście i nie chciałem pogarszać spraw. Miałem tylko nadzieję, że szybko to naprawimy.

Zaparkowałem samochód kilka bloków od budynku Alice i Jaspera. Będąc szczerym, wiedziałem, z jakiego powodu była ta kolacja, ale obiecałem zachować to w tajemnicy. Bella nie wiedziała, a Alice chciała zrobić jej niespodziankę. Wszyscy z pewnością wiedzieliśmy, że będzie zła, ale druga część niespodzianki sprawi, że będzie podekscytowana. Alice zasługiwała na wszystko co dobre, co ma się zdarzyć w jej życiu.

- Czy ciocia Rose tam będzie, Ma? – zapytał Will, w trakcie drogi do góry.

- Tak – powiedziała energicznie.

- Dobrze – uśmiechnął się, lekceważąc ton Belli. Winda zatrzymała się, drzwi się otworzyły, a William pobiegł do drzwi Jaspera.

- Mam ochotę go rozerwać – cicho syknęła Bella.

Gdy pokonaliśmy naszą drogę do domu, Bella została zaatakowana przez małe tornado z czarnymi stojącymi włosami. William był między Emmettem i Rosalie, robiąc zamieszanie wokół jej wielkiego brzucha. Kiedy mój brat mnie zobaczył, uśmiechnął się i kiwnął głową. Nigdzie nie było widać Jaspera i wiedziałem, że w pewnym sensie się chował. Wszystko między nim i Alice tak szybko się rozwinęło, że to była tylko kwestia czasu, kiedy zeświruje. Nie martwiłem się, że się wycofa. Jasper zawsze wiedział czego chce, jeśli dotyczyło to Alice. Tak jak to kiedyś powiedział: są stworzeni, aby być razem. Każdy mógł to zobaczyć w ich oczach, w sposobie, w jaki się dotykali i jak ich oczy wędrowały wokół drugiego, kiedy byli wokół siebie.

Tex wyszedł z kuchni z dwoma piwami w rękach. Widocznie się zrelaksował, kiedy mnie zobaczył. Byłem pierwszym, do którego przyszedł, kiedy dowiedział się o ich nowym „kłopocie". Zachichotałem, gdy przypomniałem sobie jaki był spanikowany i szczęśliwy w tym samym czasie. W końcu będzie miał to, co zawsze chciał od pierwszego momentu, gdy spojrzał na Alice: przyszłość.

Zamierzam poślubić tą dziewczynę, Edwardzie, i kiedy to zrobię, będziesz stał po mojej stronie…

Jasper podszedł do mnie i podał mi piwo. – Jak się trzymasz? – zachichotałem.

- Przerażony – uśmiechnął się.

Bella zdecydowała, że jest to odpowiedni moment, żeby zapiszczeć. – Alice, co to, do cholery, jest?

Alice podniosła swoją głowę i uśmiechnęła się szeroko. Bella rzuciła się na nią, przytuliła i zaczęła płakać. Rosalie westchnęła, kiedy zobaczyła jak Bella złapała dłoń Alice i patrzyła na to.

- Emmett, posuń swój tyłek i pomóż mi wstać – powiedziała surowo Rose. Emmett zaśmiał się i zarobił za to uderzenie w tył głowy. – Nie śmiej się ze mnie, ty prostaku! Ty mi to zrobiłaś!

- I kocham cię za to bardziej! – powiedział Emmett i pomógł jej wstać.

Mój Boże, ona była wielka, a była tylko w szóstym miesiącu ciąży. Nie mogłem się powstrzymać, przed zastanowieniem się, czy Bella była taka wielka. Jak to by było, gdybym miał szansę być z nią przez ten czas: poczuć jak on kopie i porusza się? Rozejrzałem się dookoła i widziałem jak kobiety robiły zamieszanie wokół pierścionka Alice, podczas gdy Emmett i Jasper rozmawiali. W między czasie, Will patrzył wszędzie, ale nie na mnie. Moja klatka ścisnęła się raz jeszcze. Wyciągnąłem telefon i ponownie do niego napisałem.

Wiem, że jestem winien. Potrzebuję tylko szansę, aby z Tobą porozmawiać i nic więcej. Kocham Cię, Will.

Wysłałem i czekałem. Patrzył na wyświetlacz swojego telefonu przez kilka sekund, a potem spojrzał na mnie krótko spod swoich rzęs. Może mógłbym wysłać mu e-mail albo coś. Zrobiłem mentalną notkę, aby zapytać Jaspera, czy mogę użyć później jego komputera. Nie miałem nic do stracenia robiąc to, prawda?

- Czy mogę prosić wszystkich o uwagę? – powiedziała Alice i uśmiechnęła się. Jasper podszedł do niej i pocałował ją w skroń. – Mamy pewne wieści. Teraz, zanim zacznę, muszę wam powiedzieć, że wszystko stało się tak szybko… I Bella, proszę, nie bądź na mnie zła – kontynuowała i szybko obniżyła głowę.

- Uch, och! Znam to spojrzenie – zachichotała Bella. – Co zrobiłaś Alice?

Jasper wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie. Z małym kiwnięciem ode mnie, zaczął. – Wczorajszego ranka, Alice i ja, pobraliśmy się.

- Wy, co? – krzyknęła zaskoczona Bella i wszystko było ciche.

Podszedłem do niej i stanąłem za nią. – Postaraj się być dla niej łagodna. Jest więcej – wyszeptałem cicho i pocałowałem tył jej głowy.

Alice wzruszyła ramionami i spojrzała na Bellę z wielkim uśmiechem na twarzy. – Pamiętasz, ten dzień, kiedy nie czułam się dobrze? – Alice uśmiechnęła się i jej oczy zaszły łzami.

- O mój Boże! Alice! – zapiszczała Bella i rzuciła się na nią. – Nie mogę uwierzyć!

- Czy ktoś może mi powiedzieć co się dzieje? – spytał lekko podirytowany William. Odwróciłem się, aby spojrzeć na niego.

Jasper spojrzał na niego. – Alice i ja będziemy mieć dziecko – odpowiedział.

- Nie mogę w to uwierzyć! – powiedziała Bella przez łzy. – Będę ciocią!

Kolejna godzina minęła szybko z dużą ilością śmiechu i łez. Byłem szczęśliwy, patrząc jak moja rodzina jest radosna i beztroska. Wszyscy potrzebowaliśmy przerwy od gówna, które zostało na nas rzucone. Zjedliśmy i rozmawialiśmy o dzieciach. Bella i Rose wyjaśniały Alice rzeczy o ciąży i ostrzegły Jaspera, żeby przygotował się na zachcianki. Emmett mruknął coś, co brzmiało jak „pieprzone figowe bzdury", a kiedy Rose spojrzała na niego, reszta z nas się roześmiała.

- Taa, śmiej się, mały bracie. Jeśli zrobiłbyś coś inaczej byłbyś w moich butach – wypalił Emmett, nie uświadamiając sobie co powiedział. Uśmiech z mojej twarzy natychmiast zniknął. Rose walnęła go mocno i wszyscy przestali rozmawiać.

- Pieprzony idiota! – syknęła Rose.

Westchnąłem. – W porządku, Rose. Nie psujmy nastroju, dobrze? Wiesz o co mu chodziło. Poza tym, myślisz, że byłbym tak głupi biegając dookoła Chicago? – zapytałem i uśmiechnąłem się.

W pokoju nastała taka cisza, że można było usłyszeć spadającą szpilkę. Spojrzałem na Bellę, a kiedy zobaczyłem jej bladą twarz pełną smutku i poczułem spojrzenie mojego syna, dosłownie trzeszczące mi w czaszce, zachichotałem. – Zdobyłbym cholerny przepis i sam to zrobił! – twarz Belli natychmiast rozpromieniała, a wszyscy zaczęli się śmiać.

- Jakbyś potrafił gotować – droczyła się Bella.

- I tu jesteś w cholernym błędzie, mała siostro – powiedział Emmett. – Ten mężczyzna tam, potrafi zrobić faszerowanego kurczaka. Nie wspominając o rozpływającym się w ustach gulaszu z jagnięciny i czekoladowym cieście. Ma dobrze go nauczyła – kontynuował. – Powinnaś zobaczyć go w fartuchu – powiedział i jego gwałtowny śmiech ogarnął resztę.

Mój telefon zaczął dzwonić, więc złapałem piwo i przeprosiłem. To był Jenks. Poszedłem do kuchni i odebrałem.

- Wujku J – powiedziałem.

- Witaj, chłopcze – westchnął. To nie był dobry znak. – Spojrzałem na transakcję, o której wspomniałeś rano.

- Dobrze – powiedziałem. – Znalazłeś coś?

- Dowiedziałem się wszystkiego poza tym dlaczego, Edwardzie – zaczął. – Transakcja została dokonana w Seattle. W zeszłą środę, chwilę przed zamknięciem banku, ktoś otworzył konto pod twoim nazwiskiem i wpłacił pieniądze. Następnego ranka pieniądze zostały przelane na bezpośrednie konto pożyczki i w ten sposób pożyczka Belli została spłacona. Osoba, która stworzyła konto, to prawnik, Patrick Sullivan – powiedział powoli Jenks.

- Nie znam nikogo o takim nazwisku – powiedziałem i wziąłem łyk piwa.

- Wiem, że nie – powiedział. – Pan Sullivan został zatrudniony, aby zrobić tylko to.

- Nie rozumiem. Kto zrobiłby coś takiego i dlaczego? – zapytałem ożywiony.

- Jak powiedziałem wcześniej, wiem kto, ale nie wiem dlaczego – odpowiedział.

- Kto to był? – zapytałem.

- Musisz się uspokoić, synu – przeciągał.

- Do kurwy nędzy, wujku J. Powiedz mi, kto to, do cholery, był! – prawie wykrzyczałem.

- Carlisle… – powiedział.

Ostatnia rzecz jaką pamiętam, to Bella, która krzyczała moje imię i wszystko stało się czarne.

-Ж-

Proszę aniele, otwórz swoje oczy…

Może powinniśmy zabrać go do szpitala…

Jest w tym stanie od piętnastu minut…

Co się, do kurwy, stało…

Ma, jestem przerażony…

Moje oczy otworzyły się, gdy usłyszałem zatroskane głosy mojej rodziny. Warknąłem, gdy światło uderzyło w moje oczy. Moja głowa leżała na kolanach Belli, a jej dłonie były po obu stronach mojej twarzy.

- Tu jesteś – uśmiechnęła się i wytarła łzę z policzka. – Przeraziłeś nas.

- Co się stało? – zapytałem.

- Byłeś w kuchni, rozmawiałeś przez telefon…

"Do kurwy nędzy, wujku J. Powiedz mi, kto to, do cholery, był!"

Carlisle…"

- Zmartwiałam się, ponieważ krzyczałeś, więc poszłam sprawdzić co z tobą. Kiedy weszłam do kuchni, zemdlałeś i upadłeś na podłogę – powiedziała Bella, a jej oczy ponownie zaświeciły się łzami. – Nigdy więcej mi tego nie rób.

Wstałem i usiadłem na kanapie, moja głowa wirowała. Zakryłem oczy moimi dłońmi i głośno mruknąłem. To było tak, jakbym miał tysiąc młotków w mojej głowie, walących do zapomnienia. Moje uszy brzęczały od intensywności. – Ach, kurwa, moja głowa – warczałem przez ból.

- Trzymaj – powiedział Emmett, wręczając mi tabletkę. – To Advil. Weź to i nie pij piwa. Pójdę zrobić kawę.

- Mam to – powiedziała Alice i zabrała Bellę, Willa i Rose ze sobą.

Kiedy zniknęli w kuchni, złapałem za mój telefon i ponownie zadzwoniłem do Jenksa. Odebrał zaraz po pierwszym sygnale.

- Edwardzie, w porządku? Przeraziłeś mnie, chłopcze – powiedział skupiony.

- W porządku – powiedziałem i poszedłem na balkon. Emmett i Jasper poszli za mną. – Gdzie on jest? – warknąłem.

- Nie mam pojęcia, synu. Dzwoniłem do niego cały dzień, ale jego telefon jest poza zasięgiem. Patrzyłem wszędzie i nic. Wiesz, że dziesięć dni temu odszedł na emeryturę w szpitalu?

- Pierdoli mnie to, czy poszedł na emeryturę, czy nie. Ostatnią rzecz, jaką ten sukinsyn zobaczy, to litość, którą będę w niego rzucać, gdy będę ciął go na pieprzone kawałki – krzyczałem.

- Teraz, teraz, Edwardzie. Nie ma potrzeby, aby sprawy zaszły tak daleko – próbował mnie uspokoić. – Jest powód, dlaczego zrobił tak, jak zrobił. Co ty na to, żebyśmy najpierw się dowiedzieli, dobrze?

- Znajdź go! – wrzałem i zamknąłem telefon.

Zapaliłem papierosa i wciągnąłem dym. Cały czas miałem zamknięte oczy, oddychałem ciężko. Co, do cholery, starał się zyskać? Dlaczego zrobił coś takiego? Ostrzegłem tego skurwiela, aby trzymał się z dala od mojej rodziny. Miał pieprzone życzenie śmierci? Usłyszałem oczyszczanie gardła i zwróciłem swój wzrok, aby zobaczyć kto to był. William trzymał małą tacę z trzema kubkami kawy.

- Wasza kawa. Ma, ciocia Rose i ciocia Allie są w sypialni – mruknął. Podziękowaliśmy mu, wzięliśmy kawę z tacy i wyszedł bez powiedzenia słowa.

- Jesteś gotowy pogadać, czy zamierzasz nas wkurzać? – zapytał Emmett.

- Bella poszła dzisiaj do banku, aby wpłacić pieniądze na pożyczkę ze szkoły medycznej i zobaczyła, że została spłacona. Kiedy zapytała, kto to spłacił, bank poinformował ją, że Edward Cullen przelał tą kwotę pieniędzy na jej konto dzisiaj. Przyszła do mojego mieszkania i oskarżyła mnie o spłacenie jej pożyczki – powiedziałem i zatrzymałem się.

- To jest szalone, Edwardzie. Wie, że nie masz tyle pieniędzy, a nawet jeśli byś miał, to wcześniej byś jej powiedział. To samo tyczy się Ma i mnie – powiedział pewnie Emmett.

- Wiem – powiedziałem. – Zadzwoniłem Jenksa, powiedziałem co się stało i poprosiłem, aby dowiedział się kto to zrobił.

- I bazując na twojej akcji, zakładam, że się dowiedział? – zapytał Jasper.

- Tak – warknąłem. – To Carlisle!

- Co? – zapytał Emmett, a ja wiedziałem przez jedno spojrzenie, że również był bliski wybuchnięcia.

- Zapłacił pieprzonemu prawnikowi, aby ustawił konto i resztę. Jenks nie może go nigdzie znaleźć. Chłopaki, przysięgam na Boga, że następnym razem, gdy go zobaczę, lepiej żeby był tak dobry jak martwy, ponieważ jeśli nie, obedrę go ze skóry żywcem – syknąłem i zapaliłem kolejnego papierosa trzęsącymi się dłońmi. – Mam na myśli, co do kurwy? Najpierw przychodzi do mojego mieszkania, żeby zobaczyć Ma kie…

- On co? – krzyknął Emett, przerywając mi.

- Poczekaj, aż usłyszysz resztę. Przyszedł zobaczyć się z Ma, kiedy mnie tam nie było, aby dowiedzieć się, czy my czegoś nie potrzebujemy, i żeby powiedzieć, że chciałby zobaczyć moje dziecko. Kiedy powiedziała mu, żeby się odpieprzył, ten skurwiel miał czelność iść do Belli, kiedy nikogo nie było tam, żeby mógł spotkać moje dziecko – warknąłem.

- Przepraszam? – krzyknął zdumiony Jasper.

- Słyszałeś mnie. Ten skurwiel wiedział, że tego dnia do niego nie pójdę, więc wymeldował się z hotelu i wyjechał. Nie masz pojęcia jakie mu nagrałem rzeczy na pocztę głosową – kontynuowałem dalej.

- Kurwa, Bella musiała się wściec – powiedział Emmett. Nic nie odpowiedziałem.

- Edward? – zapytał Jasper.

- Nie powiedziałem jej, dobra? – powiedziałem rozdrażniony.

- Ty idioto! – powiedział Emmett. – Co myślisz, że teraz zrobi? Zaserwuje twoje jaja na śniadanie na srebrnym talerzu za zatrzymanie tego przed nią!

- Ach, cholera! – powiedziałem i potarłem moje czoło.

- Za późno na to – westchnął Emmett. – Musisz jej natychmiast powiedzieć. Usiąść i porozmawiać o tym. Może Jasper i Alice pomogą uzyskać nakaz albo coś.

- Nie wiem o nakazach, ale możemy zobaczyć – powiedział Jasper. – Jesteśmy rodziną i chronimy swoich. – Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.

- W porządku. To jest to, co zrobimy. Wezmę Williama ze sobą na noc, a wasza czwórka usiądzie i o tym pogada. Czy tak będzie dobrze? – zapytał Emmett.

Wszystko stało się naprawdę szybko. Emmett wszedł do środka, poinformował, że zabiera Willa ze sobą, powiedzieli „dobranoc" i zaraz ich nie było. Bella i Alice natychmiast wiedziały, że coś jest nie tak.

- Co się dzieje? – zapytała Bella prawie szalenie.

- Usiądź, skarbie, ponieważ jest kilka rzeczy, które muszą zostać przedyskutowane – powiedział Tex.

Bella kiwnęła głową, usiadła obok mnie i spojrzała na mnie.

- Bells, coś się stało tego dnia, kiedy Will został wypisany ze szpitala. – Miałem jej całkowitą uwagę, więc zacząłem streszczać wydarzenia tego dnia. Kiedy usłyszała, że Carlisle zbliżył się do naszego syna, straciła to wraz z Alice.

- Dlaczego, do diabła, nic mi wcześniej nie powiedziałeś? – powiedziała i wystrzeliła z kanapy. – O mój Boże. Co zrobię? – płakała i zaczęła chodzić wokół salonu. – Muszę utrzymać Willa w bezpieczeństwie. Nigdy nie może mieć kontaktu z Carlislem – kontynuowała szalenie. – Musi być coś, abyśmy mogli trzymać go z dala.

Wstałem i schowałem ją w moich ramionach. – Nie zbliży się do niego, Bello. Nie pozwolę na to. Oboje będziecie bezpieczni. Dlatego nie powiedziałem ci od razu. Bałem się twojej reakcji.

Miała cholerne prawo zareagować w ten sposób. Alice nie powiedziała ani słowa, tak jak Jasper. Rozmawiali po cichu, prawdopodobnie starali się znaleźć legalny sposób, aby trzymać Carlisle'a z dala.

- O czym rozmawiacie? – pociągnęła nosem Bella, gdy siadała na kanapie.

Alice potarła swoje czoło. – O otrzymaniu nakazu. Carlisle nigdy w żaden sposób nie napadł na Williama, więc to jest niemożliwe. On tylko raz starał się z nim skontaktować, więc nie możemy uznać tego również za nękanie. To nie zbrodnia, kiedy ktoś chce kogoś spotkać, a zwłaszcza, kiedy ten ktoś jest członkiem rodziny.

- To gówno i wiesz o tym Alice – powiedziałem spokojnie. – On jest popieprzony. Słownie atakował Ma, nie wspominając o znęcaniu się. Może jej nie uderzył, ale posiniaczył ją kilkanaście razy przez lata, poprzez łapanie i szarpanie nią. To w moich oczach jest znęcanie.

- Jest, ale twoja mama nigdy tego nie zgłosiła. Gdyby to zrobiła, sprawa byłaby dużo łatwiejsza – powiedział Tex. – Wtedy mielibyśmy powód dla nakazu. Gdyby ktoś mógłby zeznawać…

- Ja będę – powiedziałem natychmiast. – Cholera, nawet komendant będzie. Był ze mną, kiedy to widziałem. Jestem pewien, że mama zrobi to w mgnieniu oka.

- Dobrze – powiedziała Alice. Złapała swój telefon, wybrała numer, a my patrzyliśmy, gdy ona rozmawiała. Jasper uśmiechnął się, kiedy usłyszał imię Lucinda.

- Carlisle ma przejebane – uśmiechnął się Tex. – Lucinda Grim jest najbardziej sukowatą sędzią, nawet wśród mężczyzn. Rosalie wstydziłaby się, gdyby ta się wkurzyła, nie wspominając, że jest najlepsza, kiedy to robi. To ona przekonała Victorię. Grim jest miękka dla dzieci, zwłaszcza, kiedy jest jakieś zagrożenie dla nich. Szybko się skończy.

Bella westchnęła w uldze i położyła swoją głowę na moim ramieniu. Objąłem ją i pocałowałem czubek jej głowy. – Powiedziałem ci, że wszystko będzie dobrze.

-Ж-

Pierwsze, co zrobiliśmy poniedziałkowego poranka, to Emmett, Bella, Jasper, Alice i ja spotkaliśmy się z sędzią Grim. Proces trwał mniej niż godzinę. Po wyrażeniu naszych obaw, wyjaśnieniu, że byliśmy światkami domowej przemocy w stosunku do Ma i również, że poszedł do mieszkania Belli bez żadnego dorosłego w pobliżu, udało nam się uzyskać nagły nakaz ochrony. Który będzie trwał tylko trzy tygodnie i Carlisle nie musi zostać zawiadomiony. Jeśli wejdzie w kontakt z Williamem w czasie tych trzech tygodni, będziemy mogli wnieść sprawę o nakaz ograniczający.

Charlie wściekł się, kiedy zadzwonił później tego dnia. Ma była w pobliżu w tym czasie i prawie miała zawał. Dostanie nakazu ochrony prawie natychmiast uspokoiło ich oboje, ale wciąż… małe „co jeśli" utrzymywało się i musieliśmy być ostrożni. Wszyscy uformowaliśmy plan: pod żadnym pozorem Will nie zostanie sam. Będziemy go zawozić do i z szkoły, i zabierać go na treningi. Nigdy więcej jazd autobusem samemu i wychodzenia samemu z psem.

Mój chłopak wciąż się do mnie nie odzywał, jednakże przestał się na mnie gapić i wychodzić z pokoju, kiedy byłem w pobliżu. Miałem wolne w poniedziałek, więc miałem szansę zostać w pobliżu na trochę, zanim Emmett go nie odbierze, żebym ja mógł pójść na terapię. Smuciło mnie, że nie szedł ze mną. Miałem nadzieję, że zmieni zdanie, ale tego nie zrobił. Bella i ja zdecydowaliśmy powiedzieć mu następnego dnia o nakazie Był wystarczająco duży, aby zrozumieć kilka rzeczy, i mieliśmy nadzieję, że będzie postępował zgodnie z regułami, które tymczasowo ustalimy bez protestowania.

Emmett zauważył napięcie między Willem i mną, gdy go podrzuciłem. Miałem trochę czasu w zapasie, więc wyjaśniłem co się stało. Był zszokowany, ale również rozumiał. Powiedział mi, żebym się nie martwił i że on sam przyjdzie.

Droga do gabinetu Garretta była szybka, skoro Emmett mieszkał tylko kilka bloków dalej. Kiedy wszedłem do recepcji, zatrzymałem się gwałtownie, kiedy zobaczyłem bardzo znajomą twarz, której nie wiedziałem od długiego czasu.

- Kate?

Spojrzała na mnie i pogodnie się uśmiechnęła. – Edwardzie, co tutaj robisz? – zapytała i wstała, aby mnie krótko przytulić.

- Mam spotkanie o szóstej – uśmiechnąłem się.

- Dobrze. Widziałam nazwisko w kalendarzu i wiedziałam, że brzmi znajomo – powiedziała i wróciła do biurka. – Usiądź, Garrett za chwilę skończy.

- Dzięki – powiedziałem. – Więc, jak się masz?

- Dobrze. Sprawy mają się świetnie ze szkołą, a teraz mam nową pracę. Poprzedni terapeuta, u którego pracowałam, został przeniesiony do Nowego Jorku i skoro wiedział, że Garrett poszukuje recepcjonistki, to tutaj jestem – przerwała. – Cieszę się, że chodzisz na terapię. Wydajesz się mniej napięty.

- Jestem. Dziękuję, Kate. Rzeczy, które mi powiedziałaś wraz z innymi, sprawiły, że uświadomiłem sobie, że muszę poskładać się w całość – kontynuowałem i drzwi Garretta się otworzyły. Spojrzałem na niego i jego twarz rozjaśniła się jak pieprzona choinka, kiedy zobaczył Kate.

Proszę, proszę" – pomyślałem do siebie i uśmiechnąłem się. – „Ktoś się zadurzył"… Najlepsza część: twarz Kate wyglądała tak samo.

- Edwardzie – powiedział Garrett i kiwnął głową potwierdzająco.

Wstałem. – Garrett.

- Wejdźmy – powiedział, a ja poszedłem za nim.

- Gdzie jest William? – natychmiast zapytał.

- Nie marnujesz czasu, prawda? – zapytałem. Wzruszył ramionami i powiedziałem mu wszystko co się wydarzyło przez ostatni tydzień.

- Edwardzie, przez ostatnie trzynaście lat byli tylko jego mama, ciocia i dziadek. Oni go chronili i on odwzajemnia to, robiąc to samo na swój własny sposób. Widział jak jego rodzice kłócili się i jego ochronny nastrój się pojawił. Kiedy się uspokoi, przyjdzie do ciebie. Nie martw się o to – powiedział.

- Wiem – westchnąłem. – Tak dobrą tworzyliśmy więź i przyzwyczaiłem się do robienia rzeczy z nim przez cały czas. Jestem wciąż nowy w całym ojcostwie i czasami jestem zagubiony.

- Nikt nie jest gotowy na ojcostwo, Edwardzie. Cały czas się uczymy. Każdy robi błędy i powinieneś to wiedzieć. Na świecie nie ma rodzica, który nie pytałby się czy on, czy ona zrobił dobrą robotę wychowując dziecko – przerwał. – Co sprawiło, że byłeś tak podirytowany? Czy był to fakt, że Bella była na ciebie zła albo coś innego?

- Po części, że była zła, ale głównie byłem przerażony, że może zabrać Willa i odejść – powiedziałem, gdy patrzyłem na podłogę. – Tak bardzo kocham ich oboje, Garrett.

- Powiedziałeś im to? – zapytał Garrett.

- Nie dokładnie, ale powiedziałem Belli coś podobnego w sobotę.

- Powiedziałeś im, że ich kochasz?

- Powiedziałem Willowi. Mówi do mnie tato, i Garrett przysięgam na Boga, że gdybym umarł w tej chwili, umarłbym jako najszczęśliwszy mężczyzna – uśmiechnąłem się.

Uśmiech Garretta był szczery. – To dobrze. W związku z tym, chcę… – Ktoś zapukał do drzwi i przestał mówić. – Wejść – powiedział i drzwi się otworzyły. Nie odwróciłem się, aby zobaczyć kto to jest. – Mogę w czymś pomóc? – zapytał Garrett.

- Powinienem być obecny na tej sesji. Przepraszam za spóźnienie – usłyszałem jak głos mówi i małe trzaśnięcie zamykanych drzwi.

Wstałem z krzesła i odwróciłem. Stał tam, mój syn, patrząc prosto w moje oczy. Moje serce zaczęło bić nierówno. Był tutaj, kiedy powiedział, że nie będzie. Skąd taka zmiana w mniej niż pół godziny? Co się stało? Uśmiechnąłem się do niego, a on opuścił swoją głowę, pociągając nosem. Płakał.

- Will? – zapytałem i podszedłem do niego.

Wytarł policzek, aby przestać płakać, ale jego łzy wciąż wypływały. William spojrzał na mnie i rzucił się do mnie, mocno mnie przytulając. Kiedy odwzajemniłem uścisk, zaczął płakać jeszcze bardziej.

- Powoli, spokojnie, dzieciaku. Co się stało? – zapytałem delikatnie, w nędznej próbie uspokojenia go.

- Przepraszam, tatusiu, tak bardzo mi przykro. Rozmawiałem z wujkiem Emmettem. Powinienem pozwolić ci wyjaśnić. Czasami jestem takim idiotą. Nie chciałem się tak zachowywać. Obudziłem się i zobaczyłem, że kłócisz się z mamą, trzymałeś jej rękę i krzyczałeś na mnie. Do tego wszystkiego, złapałeś moje ramię, kiedy byłem wkurzony na ciebie. Jestem bardzo niebezpieczny, kiedy jestem zły – mruknął, a ja zachichotałem.

- Mój własny Bruce Lee – droczyłem się z nim.

- Przestań, tato – powiedział i puścił mnie.

Usiedliśmy, przedstawiłem ich i Garrett zaczął małą rozmowę z Willem. Zapytał go jak mu się podoba w Chicago, o jego zainteresowania, jego ulubioną muzykę. Chciał, aby Will poczuł się komfortowo wokół niego, i dzieciak naprawdę tak się czuł.

- Denerwujesz się, gdy tu jesteś? – zapytał go Garrett.

- Nie – powiedział Will i oparł się o krzesło.

- Dlaczego tak? – zapytał Garrett.

- Ponieważ pomagasz mojemu tacie. Jeśli byś tego nie robił, do tej pory leżał byś już na ziemi – zachichotał. Garrett roześmiał się.

- Jesteś bardzo opiekuńczy wobec swojej rodziny – powiedział Garrett.

- A ty nie? – odpowiedział William.

- W rzeczy samej, jestem – Garrett uśmiechnął się do niego. – Jednakże, jesteś zły na swojego tatę za kłótnie z mamą.

- Nie byłem zły, że kłócił się z mamą. Dorośli kłócą się cały czas – zaczął Will. – Byłem na niego zły, ponieważ Ma powiedziała mu, żeby puścił jej dłoń, a on tego nie zrobił. Nie lubię tego. Dziadek powiedział mi kiedyś, że kobiety - nawet jeśli emocjonalnie są twardsze niż mężczyźni - często brak im siły, jaką mają mężczyźni, i że mężczyzna nigdy nie powinien ich znieważać – powiedział Will i spojrzał przez okno.

Garrett stukał swoim długopisem w biurko, kilka razy patrzył zamyślony na Willa. Zwęził swoje usta i natychmiast wiedziałem, że nie spodoba mi się to co wyjdzie z jego ust. Miałem wystarczająco doświadczenia, żeby teraz to wiedzieć. Ten skurwiel był podstępny.

- William – zaczął Garrett. – Jesteś bardzo dojrzały jak na trzynastolatka. Zadziwia mnie widzieć dzieci, które myślą w taki sposób. Większość dzieci w twoim wieku, że tak powiem, jest bardziej beztroska. – Garrett spojrzał na mnie raz, a ja zwęziłem na niego moje oczy, ostrzegając go, aby był ostrożny z tym co mówi.

- Jeśli tak uważasz – mruknął Will. Wziąłem jego dłoń w moją i delikatnie ją ścisnąłem, otrzymując w zamian uśmiech od niego. Boże, kocham go tak bardzo.

- Zagrajmy w małą grę – powiedział Garrett. – Dam ci słowo, imię, może miejsce, a ty odpowiesz mi pierwszym słowem, które przyjdzie ci do głowy. Jeśli będę potrzebował wiedzieć więcej, wtedy zapytam. Pasuje ci to? – Will kiwnął głową, Garrett wziął swój długopis, pochylił się, a ja natychmiast się napiąłem.

- Mama – zaczął Garrett.

- Dom – odpowiedział Will.

- Alice.

- Ciuchy – powiedział William i zachichotał.

- Muzyka.

- Ulga.

- Edward – powiedział Garrett i odłożył swój długopis.

William zatrzymał się. – Czy to musi być jedno słowo? – zapytał. Garrett kiwnął głową. – Bezpieczeństwo – powiedział Will.

- Wyjaśnij mi to proszę – zapytał Garrett, a ja wstrzymałem oddech.

- Mój tato wiecznie się zamartwia. Odkąd zacząłem się do niego zbliżać, zawsze mówił mi o bezpieczeństwie. Kilka razy był na mnie zły, ponieważ nie posłuchałem, kiedy były kiepskie sytuacje, i musiał je znieść, a ja byłem tam obecny.

- Jak w dzień, kiedy został postrzelony? – zapytał Garrett.

William zmarszczył brwi i potwierdził, patrząc na podłogę. – Taaa.

- Powiedz mi jak się czułeś tego dnia.

- Tego dnia zaczęliśmy rozmawiać i powiedział, że ludzie potrafią oszukiwać. Wiedziałem, że mówi o mojej mamie. Zamierzałem ci to powiedzieć, wiesz – wyszeptał i spojrzał krótko na mnie. – Byłem tak zmęczony ukrywaniem tego przed tobą. Nawet jeśli mama nie przestała o tobie mówić, tęskniłem za tobą bardzo i proszę… wtedy zostałeś postrzelony. Mam na myśli, co do cholery, tato? – powiedział i zaczął się denerwować. – Jedną z pierwszych rzeczy, jakie się uczysz jako oficer, jest to, aby nigdy nie angażować się w sytuację bez wsparcia. On miał pistolet, tato! Pierniczony pistolet i postrzelił cię. Powiedział ci, żebyś się nie ruszał, a ty wciąż starałeś się do niego dobrać. To nie było super! – kontynuował, wstał i zaczął krążyć. Nagle zacząłem się gównianie czuć. – Czy wiesz jak to jest się czuć, kiedy próbowałem cię obudzić, a ty się nie budziłeś? Byłem taki przerażony, że nigdy więcej z tobą nie porozmawiam, że nigdy nie powiem ci kim jestem. Myślałem, że umrzesz myśląc, że Ma się zdradziła – zakończył i zatopił się w swoim krześle.

"Dobra robota, skurwielu" – pomyślałem gorzko.

- Emmett – powiedział Garrett, nawet nie komentując małego wybuchu Willa.

"Och, w dupę…"

- Zabawny.

- Esme.

- Czekolada.

Garrett zatrzymał się na chwilę i zapisał coś w swoim notatniku. – To będzie wszystko, Williamie – powiedział. – Czy mógłbyś poczekać na zewnątrz na swojego tatę? Muszę z nim porozmawiać zanim wyjdzie.

- Dobrze – powiedział Will. Wstał i, jak gentleman, na którego został wychowany, wymienił uścisk dłoni z Garretem. – Dziękuje za zaproszenie mnie.

- Przyjemność po mojej stronie – powiedział Garrett, uśmiechając się miło i potrząsnął jego dłonią.

- Niedługo wyjdę – powiedziałem i mrugnąłem do niego.

- Dobrze, tato – powiedział i poszedł w kierunku wyjścia. Gdy dosięgnął drzwi, zatrzymał się i odwrócił, aby spojrzeć na Garretta. – Fałszywy – powiedział. Garrett przekrzywił głowę. – Na ostatnią rzecz jaką napisałeś w notatniku – powiedział Will i wyszedł z gabinetu.

Garrett potrząsnął głową i zachichotał. – Masz jedno piekło z dzieciaka, Edwardzie.

- Jaka jest ostatnia rzecz, o którą nie zapytałeś? – zapytałem zmieszany.

- Carlisle – było wszystkim, co powiedział.

-Ж-

Był to jeden z rzadkich dni, gdy słońce świeciło w Forks. Leżałem na kocu, patrząc jak Bella gra z Willem.

- Da-da! – mój dwulatek wołał. Zaczął biec swoimi małymi nóżkami do mnie i wyciągnął swoje ręce. – Da-da! Da-da! – zaśmiał się.

Bella była kilka kroków za nim; ręce skrzyżowane miała na piersi i uśmiechała się. Will wbiegł w moje ramiona i zaczął całować mój policzek. – Tu jest, mój mały mężczyzna – zachichotałem i zacząłem go gilgotać. Polana była wypełniona śmiechem i małymi piskami.

Bella podeszła i usiadła obok nas. – Miłości mojego życia – westchnęła. – Jeśli byłbyś w stanie wejść choćby na chwilę do mojej głowy, aby zobaczyć głębokość moich uczuć.

- Widzę to w twoich oczach – powiedziałem i pocałowałem czule jej usta.

- Nie chcę, odmawiam wyjazdu bez ciebie – powiedziała Bella, gdy jej oczy zaczęły błyszczeć od łez.

- Nie dostanie się już do nas, Bells – powiedziałem jej, gdy przeniosłem mojego syna na drugą stronę, aby ją przytulić. – Jesteśmy teraz rodziną i bardzo was kocham. Będziecie bezpieczni.

Leżeliśmy na kocu, śpiący Will na mojej klatce, a my oboje zamknęliśmy oczy i odlecieliśmy do snu.

Obudziłem się i byłem w ciemnym salonie Belli. Nie byłem już dwudziestolatkiem. W zamian byłem trzydziestojednoletnim facetem, którym jestem teraz. Czy mi się to wszystko przyśniło?

- Właściwie tak – usłyszałem jak mówi Garrett. Odwróciłem się i zobaczyłem, że stał w dalekim prawym rogu za mną. – To co widziałeś to, życie jakie mogłeś – mógłbyś – mieć, gdyby dokonała innego wyboru. Teraz chcę, żebyś zobaczył co jej robisz przez opieranie się swojemu sercu.

Usłyszałem jak ktoś delikatnie szlocha. To była ona. Zacząłem iść w kierunku jej sypialni i otworzyłem drzwi. Bella była zwinięta na łóżku, przyciskała poduszkę do piersi, wypłakując swoje serce. Wyglądała na tak zdesperowaną, taką samotną. Ściskało to serce. Uklęknąłem przed nią i spojrzałem na jej twarz.

- T-tęksnie za tobą t-tak bardzo – płakała. – Proszę, zabierz mnie od mojego cierpienia. P-proszę – lamentowała.

- Jestem tutaj, dziecinko – powiedziałem, gdy moje łzy zaczęły płynąć. – Jestem tutaj i kocham cię. Zawsze kochałem i zawszę będę.

- A-ach, Edwarddd – płakała.

- Bells, spójrz na mnie – powiedziałem, ale ona nic nie zrobiła.

- Nie słyszy cię, ani nie czuje twojej obecności – zawołał głos Garretta za mną. To jest to, co ona czuje, za każdym razem, gdy ją widzisz, za każdym razem, gdy ją dotykasz, za każdym razem, gdy patrzy na ciebie. Jej usta nigdy nie powiedzą tych rzeczy, ale jej umysł wykrzykuje je do ciebie, za każdym razem, gdy na nią patrzysz. Porozmawiaj z nią, Edwardzie, zanim będzie za późno…

Minął tydzień odkąd miałem ten sen. Tydzień odkąd słowa Garretta wypaliły się w mojej duszy. Porozmawiam z nią dzisiaj wieczorem. Powiem jej, że skończyłem z życiem bez niej.

Że ją kocham…