The Price of a Broken Heart by MrsEdwardCullenP

Rozdział 17

Beta: Truskawkowyszampan

Zeszłej nocy miałem najdziwniejszy sen. Śniłem, że byłem z Bellą, powiedziałem jej, że ją kocham i kochaliśmy się. To było czyste niebo. Nie chciałem otwierać oczu w obawie przed stratą tego wspaniałego obrazu z mojej głowy, ale zrobiłem to. I kiedy je otworzyłem, znalazłem najbardziej niesamowite, brązowe oczy, patrzące wprost na mnie. Sapnąłem, uświadamiając sobie, że to nie był sen, to naprawdę się stało. Ona była tutaj ze mną, w moim łóżku, naga.

Potrzebowałem jej… właśnie tutaj i teraz.

Zmiażdżyłem moje usta z jej i całowałem ją szalenie. Złączyłem jej palce z moimi i przytrzymałem je nad jej głową. Owinęła swoje nogi wokół moich bioder i z jednym szybkim ruchem jej bioder, wciągnęła mnie wewnątrz siebie. Zero gry wstępnej, zero niczego.

- Kurwa! – syknąłem, a ona głośno jęknęła. Patrzyłem w jej oczy i zacząłem powoli się poruszać, ale przybrałem na sile. – Nie mogę się tobą nasycić – powiedziałem i mocno zassałem jej szyję.

- Tak samo – jęknęła i wygięła plecy. – Boże, mogę czuć każdy kawałek ciebie.

Jęknąłem i szybciej się poruszałem. – Co mi robisz?

Nagle Bella napięła się, a jej oczy się rozszerzyły. – Edwardzie, ktoś tutaj jest – natychmiast wyszeptała.

- Dziecinko – jęknąłem i poruszyłem lekko biodrami sprawiając, że ona teraz syknęła. – Nikogo tutaj nie ma.

- Tato!

Zamarłem.

- Tato! Obudź się! Mam duży problem! – warknął William i usłyszałem, że coś pękło.

- Gówno!

- Cholera! – pośpieszyłem. Szybko wstałem i założyłem moje spodnie od pidżamy. W próbie wstania Bella zawinęła się w prześcieradło i wylądowała na kolanach.

- Ow! – zapłakała.

- Tato? – powiedział William, a ja usłyszałem jak jego kroki zbliżają się. Szybko zamknąłem drzwi.

- O mój Boże! – wyszeptała. – Edwardzie on nie może mnie tak zobaczyć.

- Dlaczego drzwi są zamknięte? – zapytał Will, gdy ponownie próbował je otworzyć.

- Wyjdę za chwilę, Will – powiedziałem tak spokojnie jak to możliwe. – Zmierzałem iść pod prysznic.

- Cóż, pośpiesz się! – warknął.

- Zostań tu, a ja z nim porozmawiam – powiedziałem i głośno ją pocałowałem. – Kocham cię.

Jej twarz rozświetliła się i wyciągnęła koszulkę z mojej komody, aby się ubrać. Kiedy poszedłem do salonu, Will krążył jak wściekły facet, pocierając swoje czoło i mruczał, ciągle powtarzając „cholera".

- Dzień dobry, synu – powiedziałem.

- To nie jest dobry poranek – warknął.

- D-obrze… gdzie Nana?

- Śpi w domu – powiedział, zatapiając się w kanapie i ciągnąc z wściekłością za włosy.

- Will, co ci mówiłem o…

- Ma zeszłej nocy nie wróciła do domu! – zawołał wściekle. – Kiedy przygotowywałem się, aby iść z tobą, Nana powiedziała mi, że ona nie poszła na to przyjęcie i że wyszła z Alice. Gówno z kobiecym tworzeniem więzi – kontynuował. – Czekałem na nią i zasnąłem. Obudziłem się godzinę temu i zobaczyłem, że nie wróciła, więc zadzwoniłem do wujka Jaspera i zapytałem go, czy mógłbym porozmawiać z Ma, ponieważ jej telefon jest wyłączony i powiedział mi, że jej tam nie ma!

Przygryzłem policzek od wewnątrz, aby zapobiec uśmiechowi. Był taki słodki, kiedy był zdenerwowany. Jego oczy były pełne łez, gotowych, aby wypłynąć, i nie miałem serca, aby kontynuować torturowanie go. – Will…

- Dlaczego Nana skłamała? Dlaczego ona nie wróciła do domu? Ten dupek będzie martwy, kiedy go zobaczę. Biorąc ra… - natychmiast przerwał, zbladł, a potem jego twarz zaczęła czerwienieć. Uklęknął i coś podniósł. Był zwrócony do mnie plecami, więc nie mogłem zobaczyć co trzymał.

- Tato? – powiedział i zaczął ciężko oddychać. – Co to jest? – Odwrócił się i zobaczyłem co trzymał.

Stanik Belli. Cholera! To się wymykało spod kontroli.

- Ja...er… dlaczego nie usiądziesz? – zapytałem.

- Jak mogłeś? – krzyczał. – Skłamałeś mi! Powiedziałeś mi, że ją kochasz i że nie ma dla ciebie żadnej innej. Gdzie ona jest? Gdzie ją ukrywasz? – Odwrócił się dookoła i złapałem go, zanim zaczął iść do sypialni.

- Will, uspokój się i pozwól mi mówić – powiedziałem, przytrzymując go w miejscu za ramiona.

- Nie! Chcę ją zobaczyć i powiedzieć jej jakim właściwie jest domowym szkodnikiem!

Bella wyszła na zewnątrz z pełnym zadowolenia uśmiechem na twarzy. Mrugnęła do mnie jakby chciała, abym grał dalej w tą niewielką dramę, która miała miejsce. Lekkie droczenie…

- Nie jest domowym szkodnikiem, synu – powiedziałem poważnie. – Jest wspaniałą kobietą, mądrą, dojrzałą, miłą i mnie kocha. Jest dla mnie wyjątkowa i naprawdę chciałbym, abyś ją zaakceptował.

- Nigdy! – warknął. – I jeśli jest dojrzała, to dlaczego jej tutaj nie ma, aby stawić czoła, co? Dojrzała, mój tyłek! Nienawidzę cię!

Teraz, gdyby powiedział to w innych okolicznościach, dostałbym ataku serca. Wiedziałem, że mu o to nie chodzi, jest po prostu wściekły. Potem zaczął płakać i to złamało moje serce.

- M-mieliście do s-siebie w-wrócić. B-być rodziną – płakał w moją klatkę. Bella podeszła i wiedziałem, że droczenie się skończyło.

Podniosłem jego głowę, aby spojrzeć na niego, a on czknął w odpowiedzi. Uśmiechnąłem się. – Odwróć się.

Zrobił jak mu powiedziano, spojrzał krótko na Bellę, a następnie odwrócił się do mnie. Kiedy uświadomił sobie, kto to był, jego oczy rozszerzyły się i głośno jęknął, gdy ponownie się odwrócił. – Ma! – zawołał, gdy podbiegł i przytulił ją. Bella uśmiechnęła się, gdy zamykała go w swoich ramionach. Pocałowała jego czoło, skoro nie mogła dosięgnąć już czubka jego głowy i przymknęła oczy.

- Oboje jesteście do kitu! – pociągnął nosem.

- Przykro mi, mały mężczyzno – powiedziała Bella. – Gdybym wiedziała, że tak zareagujesz, nie drażnilibyśmy się z tobą.

- Tato? – zawołał Will.

- Tak?

- Moje plecy są zimne. Spraw, żebym był ciepły – polecił.

Bez wahania, podszedłem do nich i owinąłem moje ramiona wokół Belli, ściskając Willa pomiędzy nami. Bella podniosła głowę i spojrzała na mnie, a ja delikatnie ją pocałowałem. Will wziął słaby oddech i ziewnął. Dla niego wciąż było wcześnie, nie wspominając, że musiał siedzieć przez pół nocy, czekając na swoją mamę.

- Synu, dlaczego nie pójdziesz do pokoju Nany i prześpisz się trochę? Jest ledwo siódma trzydzieści – powiedziałem.

- Mmhmm – mruknął i bez słowa poszedł spać.

Gdy tylko usłyszeliśmy delikatne zamknięcie drzwi od sypialni, Bella rzuciła się na mnie, owijając swoje nogi wokół mojej talii i całując mnie. Kim byłem, aby odmawiać jej tej przyjemności? Uśmiechnąłem się do siebie przez moją bezinteresowność i pocałowałem ją z takim samym pragnieniem. Jęknęła głośno, gdy ściskałem jej tyłek i poszukiwała jakiegoś kontaktu przez pocieranie sobą o mojego fiuta.

- Ja pieprzę – jęknąłem.

- Och, tak, proszę – chichotała.

Uderzyłem mocno jej tyłek i ścisnąłem pośladki. – Kurwa, nie kuś mnie – warknąłem. Roześmiała się, musnęła moje usta i zeskoczyła ze mnie.

- Tak bardzo jak uwielbiam się z tobą droczyć… – zaczęła, gdy szła w kierunku kuchni. – Potrzebuję kawy. Jeśli teraz pójdę do łóżka, będę martwa dla świata przez resztę dnia. Idź i usiądź na kanapie, kiedy ja ją zrobię.

- Jasna sprawa, kochanie.

Usiadłem, pochyliłem się, zamknąłem oczy i westchnąłem. Nawet, gdy wiedziałem, że ona jest tu ze mną, to wciąż ciężko było w to uwierzyć. Zdecydowanie mamy sprawy do omówienia, ale nie było pośpiechu. Rozwiążemy nasze problemy, gdy nadejdzie czas i mamy resztę życia na zrobienie tego. Najważniejszą rzeczą, która ma znaczenie jest zaczęcie naszego wspólnego życia razem. Szybko wstałem i złapałem szarą kopertę z podłogi. Chciałem, abyśmy razem przejrzeli domy, zawęzili to do pięciu najlepszych, a następnie, wraz z Willem, zdecydowali, który lubimy.

Bella wróciła, trzymający małą tacę z dwoma kubkami kawy i talerzem z dwoma ciasteczkami. Wręczyła mi kawę i usiadła obok mnie, kładąc swoje nogi na moich kolanach. Położyłem moją rękę na jej udzie i spojrzałem na nią.

- Co to za papiery? – zapytała. Wziąłem jej dłoń w moją i pocałowałem.

- Przeglądałem domy – powiedziałem.

- Dlaczego? Co jest z tym nie tak? – zapytała zmieszana.

- Mieszkanie jest małe – powiedziałem i wzruszyłem ramionami. – Will potrzebuje większego pokoju, biurka, gdzie może czytać, i mieć komputer oraz swojej własnej łazienki. Sunny potrzebuje podwórka. Kuchnia jest za mała i nie ma tu żadnej gościnnej sypialni. Gdzie Charlie miałby zostać, kiedy wpadnie z wizytą? Odmawiam, aby zatrzymywał się w hotelu. Chcę, abyś miała swoją własną przestrzeń, gdzie możesz się uczyć, i duży salon, aby spędzać czas z rodziną.

- Chcesz, abyśmy razem zamieszkali? – wyszeptała.

- Tak – powiedziałem prawdomównie. – Jesteśmy rodziną i powinniśmy być razem.

Jej oczy zaświeciły się łzami i szeroko się uśmiechnęła. – Jak długo to planowałeś? Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?

Westchnąłem. – Cóż, gdyby ten skurwiel cię nie porwał, powiedziałbym ci to wczoraj wieczorem.

- Wczoraj? – jęknęła, a ja przytaknąłem. – Czy… umm, Esme o tym wszystkim wiedziała?

- Nie, tylko Marcus. Miałem pewnego rodzaju objawienie, kiedy się obudziłem, więc…

- Jakiego rodzaju objawienie?

- Że nie chcę robić ponownie tej samej rzeczy z randkami. Mam na myśli, że będę zabierał cię na randki i gówna tego typu, ale nie chcę tej całej sprawy z mieszkaniem w różnych domach. Znam cię, a ty znasz prawdziwego mnie, a nie dupka, którego udawałem, że nim jestem. Chcę zacząć ponownie żyć z tobą i Willem całkowicie w moim życiu. Chcę posunąć się na przód i zapomnieć o wszystkim – powiedziałem szczerze. Bella żuła swoją dolną wargę i zawahała się przez chwilę. Jej zmarszczone brwi mówiły głośno. Nie chciała nic z tego.

- O rany! Kocham ten pomysł, ale…

W jednej chwili mój optymizm wyparował, a nastała złość i zranienie. – Ale co? Czy chodzi o tego skurwiela? Obawiasz się, że możesz zranić jego uczucia, ponieważ jeśli o to chodzi, to powinnaś o tym pomyśleć zeszłej nocy – warczałem.

- Edwardzie, między mną i Johnem nic nie ma. Myślałam, że ustaliliśmy to zeszłej nocy.

Parsknąłem. – Taa, jasne!

- Nie przepadam za nim – powiedziała.

- Nie jestem ślepy, Bello – obrażałem się. – Był zapatrzony w ciebie.

- Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęła się.

- Kurwa, tak, jestem zazdrosny! Miał swoje szpony na tobie!

Nagle zaczęła się śmiać. Siedziałem tam, gapiąc się na nią, czekając, aż skończy śmiać mi się w twarz. Co, do cholery, było zabawnego w byciu zazdrosnym o osobę, która próbuje ci ukraść miłość życia? Czy zabawne było, że prawie miałem atak serca? Kobiety są tak cholernie dziwne. Są albo wkurzone na nas za bycie zazdrosnymi albo narzekają, że nie kochamy ich wystarczająco, ponieważ nie jesteśmy zazdrośni, gdy ktoś na nie patrzy!

- Skończyłaś? – zapytałem zwięźle.

- Czy chcesz wiedzieć jak właściwie poznałam Johna sześć lat temu? – zapytała uśmiechając się.

Sześć pieprzonych lat!

- Nie – powiedziałem, gdy wziąłem łyk kawy. Potem zapaliłem papierosa.

- Jesteś pewien?

- Tak – skłamałem. Oczywiście, że chciałem wiedzieć.

- Ostatnia szansa – zaśpiewała.

- Jak chcesz – mruknąłem i zacząłem przeglądać kopie domów. Mogłem poczuć jej oczy na mnie.

- Wiesz, on jest w związku – powiedziała po pewnym czasie. – John jest bardzo oddany, nawet, gdy są daleko.

Gapiłem się na nią. – Obmacywał cię przy naszym synu!

- Och, proszę – zaśmiała się. – Kotku – jęczała i skręciła się na moich kolanach.

- Przestań – ostrzegłem.

- Kochanie – naciskała.

- Nie próbuj się podlizywać. On wciąż będzie miał obitą swoją piękną twarz.

- Aniele – wyszeptała do mojego ucha, gdy kręciła swoimi biodrami na moim już twardym kutasie.

- Kurwa – syknąłem i pchnąłem moimi biodrami przy jej, gdy przyciągałem ją do siebie i gwałtownie ją pocałowałem.

Cóż, przepraszam, że tak bardzo tęskniłem za jej ustami!

- Edwardzie – mruknęła delikatnie i odepchnęła się. – Tak bardzo jakbym tego teraz chciała, mamy kilka rzeczy do przedyskutowania – powiedziała. Westchnąłem i przyłożyłem moje czoło do jej.

- Po pierwsze, ty to zaczęłaś, a po drugie, odmawiam bycia drugim facetem, nawet przez kilka sekund, Bello. Lepiej zadzwoń do niego i powiedz mu, że to jest skończone. Jesteś moja – powiedziałem poważnie.

Zabawnie zwęziła swoje usta, próbując zamaskować uśmiech. – Kocham to, kiedy jesteś taki zaborczy. To jest trochę gorące!

- Jestem poważny – nalegałem i złapałem telefon ze stolika do kawy. – Teraz do niego zadzwoń i powiedz mu, że ta cała rzecz nie działa i że wróciliśmy do siebie. Koniec dyskusji.

- Jacob – było wszystkim, co powiedziała.

Byłem całkowicie pewien, że patrzyłem na nią, jakby wyrosła jej kolejna głowa. Dlaczego, do cholery, musiała go wspomnieć?

- To przez Jacoba poznałam Johna – zaczęła. – Widzisz, sześć lat temu Charlie odwiedził mnie i jako niespodziankę przywiózł Jake'a. Uwierz mi lub nie, ostatni raz, gdy go widziałam, to było kiedy wyciągnąłeś mnie z jego urodzin. Byłam taka szczęśliwa, kiedy go zobaczyłam. Nie możesz nawet sobie wyobrazić, jak blisko ciebie się czułam. To sprowadziło z powrotem całe wydurnianie się i figle, jakie sprawialiśmy Emmettowi. Moje mieszkanie nie było duże, więc on i Charlie zatrzymali się w hotelu kilka bloków ode mnie. Will wiedział o Jake'u, ale niewiele. Nie chciał, aby jego mama rozmawiała z innym mężczyzną niż jego tato – uśmiechnęła się i usiadła obok mnie.

- Nalegał, aby zabrać mnie na kolację i film. Bardziej jak brat wychodzący z siostrą. Pierwszą rzeczą jaką mi powiedział, gdy usiedliśmy, to było jak bardzo William jest do ciebie podobny. Przestałam płakać nad tym, co stało się lata temu, ponieważ nie chciałam, aby Will widział jaka smutna byłam. Ale w tamtej chwili te drzwi z powrotem się otworzyły i zaczęłam płakać. Powiedziałam mu wszystko, Edwardzie. Był zdewastowany. Nie tylko przeze mnie i Willa, ale również przez swojego najlepszego przyjaciela.

- Może nigdy ci nie powiedział, ale wiedziałam to. Jacob wiedział trochę o twojej historii i myślał, że przytłaczanie cię nie było dobrym wyjściem. Wiedział, że nie radziłeś sobie dobrze z ludźmi innymi niż rodzina, więc zdecydował się zachować to dla siebie. Wiedział, co to znaczy czuć się opuszczonym i zranionym, nawet jeśli tego nie pokazywał – przerwała.

- To gówno prawda, Bello – powiedziałem. – Jacob nigdy nie był opuszczony.

Pochyliła się i pocałowała moje ramie. – Był. Pierwszym, który to zrobił, był Billy. Jacob był… inny i Billy nie mógł zaakceptować tego w swoim synku.

- Nie rozumiem – powiedziałem sfrustrowany. – Co Jake ma wspólnego z naszą sytuacją?

Zachichotała, gdy złapałem moją kawę, biorąc łyk. – Na kogoś tak mądrego, jesteś czasami strasznie wolny. Jake jest gejem.

Zakrztusiłem się i rozlałem kawę na siebie i stolik. Zapewniam, że moje oczy były tak rozszerzone jak spodek i czułem, że kilka razy otwieram i zamykam usta. Po tym jak się lekko pozbierałem, powiedziałem:

- Mówisz mi, że ten wielki jak zwierz mężczyzna jest… - zacząłem i przerwałem.

- Gejem. Właściwie zamierzał ci powiedzieć w dniu, gdy wylecieliśmy z rezerwatu. Ufał ci wystarczająco, żeby nawet pomyśleć, aby powiedzieć ci swój sekret. Jednakże to nie w tym rzecz. Kiedy wyszliśmy ten nocy, wypiłam kilka drinków. Nie było tego tak dużo, tylko dwie lampki wina były wystarczające, aby sprawić, że zemdlałam. Jake zaczął wariować, ponieważ nie mógł mnie dobudzić. Zawołał po pomoc i podszedł mężczyzna mówiący, że jest lekarzem. Tym mężczyzną był John. Reszta jest historią. Jedna rzecz doprowadziła do kolejnej i oni są razem i osobno przez ostatnie sześć lat. Jake w tej chwili żyje w Seattle i jest w połowie przenoszenia swoich interesów tutaj, aby być z Johnem – dokończyła spokojnie.

Człowieku! Jake był gejem. Nigdy nie pomyślałbym o nim czegoś takiego – nigdy. Praktycznie wszystkie dziewczyny w rezerwacie śliniły się za nim. Jezus!

- Dostałam pracę w Św. Józefie dzięki Johnowi. Było wolne miejsce na urazówce i wszystko, co zrobił, to powiedział mi o tym – uśmiechnęła się. – I będę mu za to dozgonnie wdzięczna.

- Jesteś pewna, że ten skurwiel w stu procentach zmierza w tym kierunku? Nie zawahał się, aby cię pieprzyć oczami – powiedziałem stanowczo.

Jęknęła. – Nie bądź takim prymitywem! Już ci powiedziałem.

- Skąd Ma go zna? – zapytałem nie dając jej szansy, aby pomyśleć o czymkolwiek.

Bella uśmiechnęła się. – Nie wiedziałeś nawet co cię uderzyło, nie? – Gapiłem się na nią, ponieważ byłem wkurwiony. – Kilka dni temu jadłam lunch z Esme i zdarzyło się, że John miał w tym samym czasie swoją przerwę. Przyszedł do kawiarni, przedstawiłam ich, a Esme zapytała go, czy przyłączy się do nas. Najwidoczniej była dużo bardziej spostrzegawcza niż ty. – Uniosłem brew, cicho prosząc ją o wyjaśnienie. Przewróciła na mnie oczami. – Gejoradar, Edwardzie. Esme zajęło kilka sekund, aby to stwierdzić. Po początkowych niezręcznościach przy pierwszym spotkaniu dwójki ludzi, po prostu zapytała go „jak on ma na imię?" Nie trzeba mówić, że John zakochał się tego dnia w Esme i jej Pradzie. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

- Ciasteczko – warknąłem, a ona uderzyła mnie wierzchem dłoni w klatkę… mocno. – Hej! – zawołałem, pocierając miejsce. – To bolało!

- Nie mówiłeś tak o nim wczoraj, kiedy myślałeś, że „pieprzy mnie oczami" – powiedziała, robiąc cudzysłów w powietrzu. – Bądź miły – ostrzegła.

- Właściwie, to nasz syn tak o nim powiedział jako pierwszy – zacząłem, natychmiast żałując, że go wkopałem. – I on pieprzył cię oczami! Przynajmniej wydawało się, że to robił.

Westchnęła. – Ten chłopak musi przestać przeklinać.

- Wiesz, on robi to tylko wtedy, kiedy jest sfrustrowany. Poza tym, to nasz sekret i chciałbym, abyś nic o tym nie mówiła – zacząłem. – Więc zostaw ten temat. Chciałabyś się podzielić, co to za chwyt wczoraj na mnie zrobiłaś? – zapytałem i zapaliłem papierosa.

Wzięła papierosa z moich ust i wzięła go w swoje, biorąc głęboki oddech. Wypuściła dym i gapiła się na mnie, delikatnie się uśmiechając. To było tak cholernie gorące. Złapałem jej koszulę, przyciągnąłem ją do mnie i pocałowałem ją głęboko. Zachichotała i usiadła z powrotem, oddając mi mojego papierosa.

Potem Bella powiedziała mi jak oboje, John i Ma, doradzali jej jak się zachowywać, kiedy chodziło o nasz związek. Jak powinna powiedzieć mi o potrzebie bycia ze mną. Powiedziała mi, że wiedziała, że potrzebuję czasu, i że nie zamierzała mnie naciskać, kiedy o to chodziło. Bella myślała, że musimy robić krok po kroku. Potem powiedziała, że John przypomniał jej o gali i że powinna pójść.

- Praktycznie mogłam zobaczyć jak kółka kręcą się w ich myślach. John był twardy, nie mówiąc ani słowa, a Esme, nawet jeśli była trochę niechętna, powiedziała, że to dobry pomysł. Na początku była smutna, ponieważ wiedziała jak to cię zrani… - kontynuowała, a ja jej przerwałem.

- Zrani mnie? Jezu, Bello! To mnie, kurwa, zabiło! Wręczyła mi papierową torbę, aby pomóc mi oddychać – wypaliłem.

- To dlatego była niechętna. Jednakże, w jakiś sposób, John ją przekonał i kiedy powiedziałam im, że nie będę uczestniczyć w tej szaradzie, próbowała wzbudzić we mnie poczucie winy, mówiąc, że William chciał mieć swoich rodziców razem i jak bardzo tęskni za codziennym oglądaniem twojego uśmiechu. Że jest zmęczona chodzeniem z jednego miejsca do drugiego, aby mogła widzieć nas oboje. Kiedy zobaczyła, że to też nie działa, wyciągnęła cięższe działa. „Isabello Marie Swan, zrobisz to i jest to ostateczne!". Skrzyżowałam moje ramiona i zapytałam ją dlaczego. „Ponieważ kochasz go wystarczająco, aby dać mu małe przebudzenie. Mój syn jest czasami zbyt tępy."

Przez chwilę byłem cicho. – Powiedziałeś, że ona nie wiedziała co planowałeś, więc nie bądź dla niej oschły – powiedziała Bella.

- W porządku – powiedziałem i uśmiechnąłem się. – Nie będę zbytnio psioczył.

- Dobrze. Teraz musimy przedyskutować tą całą sprawę z domem. Chcę cię o coś zapytać.

- Nie masz wątpliwości, prawda?

- Nie, aniele. Um, chodzi o Esme – zaczęła. – Chcę, aby z nami zamieszkała – oświadczyła. – Skoro tylko rozmawiamy, chcę aby wszystko było jasne. Nie chcę, aby była sama. Wiesz, że kocham ją jakby była moją własną mamą. Zawsze kochałam i zawsze będę.

- Bell… - zacząłem, ale przerwała mi, zanim mogłem powiedzieć jej, że myślałem dokładnie to samo.

- To nie tylko nasze życie odwróciło się do góry nogami, kotku. Wyobraź sobie jak ona się czuła. Nie ważne, co się stało, ona kochała Carlisle wystarczająco, aby zostać z nim przez te wszystkie lata. Mieszkanie samej sprawi, że będzie więcej myślała i to nie będzie mądre. Proszę, Edwardzie, czy mógłbyś przynajmniej o tym pomyśleć? – prosiła.

I to był tylko kolejny powód, przez który kochałem ją tak bardzo. Jej serce było anielskie, zawsze bezinteresowne. Nawet nie pomyślała, że może czuć się niekomfortowo, mając moją Ma w naszym domu. Siedziałem tam patrząc na nią zdumiony, następnie przytaknąłem. Uśmiechnęła się i zapiszczała delikatnie, zanim rzuciła się na mnie i ciasno mnie przytuliła.

- Nie pożałujesz tego! Przyrzekam ci! – powiedziała i westchnęła. A ja wierzyłem jej.

Jakby na zawołanie, drzwi do mieszkania otworzyły się i weszła rozszalała Esme. Nasze oczy spotkały się, a ona wybuchła płaczem. – Zniknął! Poszłam go obudzić na śniadanie i go nie było!

Bella pośpieszyła do niej. – Esme, w porządku. Jest tutaj, śpi w twoim pokoju.

Roztrzęsiona Ma zaczęła płakać jeszcze bardziej. – Byłam taka przerażona. Myślałam, że zabrał Sunnego na spacer, aby załatwił swoje sprawy, ale kiedy zobaczyłam psa rozwalonego na łóżku Willa, wiedziałam, że stało się coś złego. Pomyślałam, że Carlisle mógł go zabrać – kontynuowała chaotycznie i wiedziałem, że to była moja kolej, aby przemówić.

- Ma – powiedziałem i potarłem jej plecy. – Uspokój się. On jest tutaj i jest bezpieczny, dobrze?

Pociągnęła nosem i przytaknęła. – Czasami myślę, że mam przed sobą drugiego Edwarda – mruknęła i byłem pewien jak cholera, że moja klatka wydęła się z dumy. Myślałem, że powiedziała to, aby zadośćuczynić, swoje Edward-umiera-wyczynowo myśli. Jednakże to całkowicie nie działało.

- Cóż, miejmy nadzieję, że nie sprawisz, iż będzie przechodził przez gówno, które zrobiłaś mi zeszłej nocy – powiedziałem, udając złość.

- Zadziało, prawda? – zapytała Ma, przyglądając się Belli od głowy do palców u stóp.

Nie miałem szansy, aby odpowiedzieć.

- Tak myślałam – zachichotała i pocałowała mój policzek.

-Ж-

Minęły trzy tygodnie odkąd Bella i ja wróciliśmy do siebie… trzy idealne tygodnie czystego szczęścia. Jedyny czas, kiedy nie byliśmy razem, to było kiedy ona albo ja pracowaliśmy. Will był zachwycony, nawet jeśli próbował być opanowany. Pierwszego poranka, kiedy obudziłem się w mieszkaniu Belli, Will zrobił nam śniadanie; nic nadzwyczajnego, tylko zwykłe płatki z kawą i sokiem. To było najlepsze śniadanie jakie jadłem.

Jednakże, na nasze nieszczęście, dom, który nam się najbardziej podobał, został sprzedany za wyższą ofertę. Początkowa cena to 150,000$, ale drugi licytant zaoferował 50,000$ więcej. To wyrzuciło mnie całkowicie z wyścigu. Ma i Emmett zaoferowali, że dadzą mi pieniądze, a ja ich spłacę, kiedy będę mógł, ale nie chciałem tego. To było coś, co musiałem zrobić sam. Nazwijcie mnie dumnym albo dupkiem, ale taka była prawda. Potrzebowałem być jedynym, który zapewni dach dla mojej rodziny. Bella była smutna, ale szukaliśmy. Znajdę jej wymarzony dom. Moja dziewczyna powtarzała mi, żebym się tym nie stresował, ale nie mogłem inaczej. Moje mieszkanie zostało prawie natychmiast sprzedane i już przeniosłem niektóre z moich rzeczy do Belli i Emmetta. Reszta doszła do małego magazynu.

Dzisiaj miałem wolny dzień, więc postanowiłem ponownie wyjść i rozejrzeć się za domem. Ma przyjechała wcześnie i poprosiłem, czy mogłaby pójść ze mną. Uśmiechnęła się krótko i powiedziała mi, że wpadła na jedno miejsce i chciałaby je sprawdzić. Według niej był to idealny dom i był blisko tego wcześniejszego. To złapało moje zainteresowanie. Podobała mi się okolica i to było naprawdę blisko do Emmetta i Jaspera. Poszliśmy na szybką kawę w kawiarni i wkrótce ponownie byliśmy w drodze. Nie minęło dłużo czasu, zanim powiedziała mi, żebym się zatrzymał.

- Co tutaj robimy? – zapytałem. Staliśmy przed tym domem.

Uśmiechnęła się i wysiadła z samochodu. – Chodź, wolno myślący – zachichotała.

- Ma, nie sądzę, że właścicielowi spodoba się, że para obcych chodzi po jego posesji – powiedziałem i spojrzałem w kierunku domu.

- Och, nie sądzę, aby miał coś przeciwko – uśmiechnęła się i wyciągnęła klucze. Otworzyła drzwi i weszła do środka.

Jęknąłem, gdy wszedłem do domu. Był piękny i taki ciepły. Ściany miały ciemny kolor, a różnorodność kolorów wahała się pomiędzy szarym, czarnym i niebiesko-zielonym odcieniem. Gapiłem się na wielki salon i nie mogłem się powstrzymać, aby nie poczuć się jak w domu. Kanapa wyglądała znajomo. Podszedłem i przejechałem palcami po czarnej skórze. To była moja kanapa! Rozejrzałem się i zobaczyłem, że Ma stoi przy kominku z wielkim uśmiechem i łzami w oczach.

- Co zrobiłaś? – wyszeptałem, gdy próbowałem kontrolować moje emocje.

- Podejdź i usiądź ze mną, kochanie – poleciła i złapała moją dłoń w swoją.

- Ma… - zacząłem, a ona umieściła dłoń na moich ustach.

- Ciii… pozwól mi mówić, dobrze? – zapytała, a ja przytaknąłem. – Jesteś moim synem i kocham cię. Patrzyłam jak rośniesz z małego przerażonego chłopca w mężczyznę, jakim teraz jesteś, i nie mogłabym być z ciebie bardziej dumna. Jesteś moim sercem i duszą. Ty i Emmett uratowaliście mnie w sposób, w jaki tylko matka może zrozumieć – przerwała. – Pamiętasz, co zrobiłeś i powiedziałeś mi, gdy widziałam cię po raz pierwszy w szpitalu? – zapytała Ma, a ja mrugałem ze łzami w oczach.

Pamiętałem. To było jedno z kilku dziecięcych wspomnień, które zdecydowałem się zatrzymać po śmierci Lizzie. Tego dnia Esme wyglądała jak anioł. Przytaknąłem i pocałowałem jej dłoń. – Sięgnąłem po ciebie, a kiedy mnie przytuliłaś powiedziałem ci, że pachniesz jak prawdziwa mamusia – powiedziałem ochrypłym głosem.

- Ten dzień był najszczęśliwszym dniem mojego życia – wyszeptała i pocałowała mój policzek. – Wiem, że ostatnie trzynaście lat były ciemnością twojego życia. To, co on zrobił, było okrutne i na zawsze będzie mi przez to przykro – kontynuowała. – Jesteś taki bezinteresowny, skarbie. Zawsze biegłeś do każdego, kto potrzebował pomocy i nigdy nie prosiłeś o nic w zamian. Ten dom jest twój. To oczywisty nowy początek, aby zacząć rodzinę. Przyjmiesz ten prezent ode mnie bez słowa protestu, ponieważ zasługujesz na to bardziej niż ktokolwiek inny. Zasługujesz by być szczęśliwy – dokończyła.

Gapiłem się na nią nie wiedząc, co powiedzieć. Nie mogłem wypowiedzieć pojedynczego słowa. Wszystko, co mogłem zrobić, to wziąć ją w moje ramiona i płakać. – Kocham cię tak bardzo – wyszeptałem. – Jesteś najlepszą matką o jaką dziecko mogłoby kiedykolwiek poprosić.

Poklepała moje plecy i wypuściła mnie. – Och, cóż – powiedziała Ma i wytarła łzę. – Nie mogłam prosić o lepsze dzieci. Jestem taka dumna z ciebie, z was obojga. Teraz – kontynuowała – zanim oprowadzę cię po domu, chcę ci dać coś jeszcze – powiedziała, wyciągając kopertę z torebki i wręczyła mi ją.

Otworzyłem ją i zobaczyłem książeczkę do konta oszczędnościowego wraz z karą kredytową i książeczką czekową. Otworzyłem książeczkę do konta oszczędnościowego i z wściekłością potrząsałem głową. – Nie.

- Tak – powiedziała poważnie Ma.

- Dałem ci to. Nie chcę ich – powiedziałem stanowczo.

- A ja wybrałam, aby zatrzymać pieniądze, zanim będę miała powód, aby oddać ci je. Dziecko, masz teraz syna i za kilka lat będzie on szedł do college'u. Kiedyś będziesz miał z Bellą więcej dzieci i musisz zabezpieczyć ich przyszłość. Te pieniądze to zrobią. Proszę, Edwardzie – próbowała mi wytłumaczyć. – Nie mówię, abyś zaszalał i dużo wydawał. Proszę tylko, abyś je wziął i użył, kiedy będą potrzebne. To nie są pieniądze ani Carlisle'a ani Gregory'ego. Od początku były twoje, odkąd skończyłeś sześć lat. Twoja babcia o to zadbała.

- Ma, proszę – powiedziałem cicho. Miała rację i wiedziałem to. Wszystko, co musiała zrobić, to wspomnieć imię Willa. – To za dużo.

- Nic nigdy nie będzie za dużo, kiedy chodzi o moich chłopców – powiedziała i przytuliła mnie.

- Wciąż będziesz z nami mieszkać, prawda? – zapytałem.

- Oczywiście.

-Ж-

- Kochanie, wzięłaś wszystko? – zapytałem Belli z wejściowych drzwi.

- Tak – westchnęła, wychodząc ze swojej dawnej sypialni. Nareszcie, po dwóch tygodniach, przeprowadzaliśmy się do naszego nowego domu.

Bella wypłakiwała swoje oczy tego dnia, gdy zabrałem ją, aby zobaczyła nasz dom. Kochała tam wszystko i nawet ja nie mogę sobie przypomnieć ile razy dziękowała Ma. Moja dziewczyna przez ostatnie kilka dni była bardzo emocjonalna. Śmiała się, a następnie nagle warczała albo zaczynała płakać. Kiedy zapytałem się, co się dzieje, zawsze zwalała winę na stres. Nie miałem powodów, aby w nią wątpić. Nawet, gdy próbowałem ją zrelaksować, tak bardzo jak mogłem w każdy możliwy sposób, to nie zawsze działało. Co jednak wzrosło, to jej apetyt i człowieku, czy ja tego nie kochałem. Rzeczy jakie jej figura klepsydry mi robiła…

- Will zostanie dzisiaj u Emmetta. Mówił coś o maratonie z MJ – powiedziała, wyciągając mnie z moich myśli.

Przycisnąłem ją do mojego boku i pocałowałem jej skroń. – Wiem. Właściwie, to ja to zaproponowałem. Chciałem mieć dom dla nas i skoro Ma też tam będzie, myślałem, że to byłaby miła okazja. Czułem jakbym nie miał cię od wieków.

Zachichotała i odwróciła głowę, aby na mnie spojrzeć. – Jesteś nienasycony, wiesz to? To był tylko tydzień.

I co to był za tydzień. Pracowała prawie każdej nocy odkąd Garcia wyjechał na konferencję i Will uczył się non-stop na końcowe egzaminy. Bella i ja obiecaliśmy mu, że jeśli zda testy celująco, zabierzemy go na tydzień do Nowego Yorku. Ma była zajęta przygotowaniami swojej piekarni i Emmett musiał wyjechać, ponieważ Rosalie mogła urodzić każdego dnia.

- Cóż, czuję się zaniedbany i skoro masz w końcu dwa dni wolnego, chciałbym trochę cię uwieść – powiedziałem, poruszając brwiami.

- Hmm – powiedziała. – I właściwie jak zamierzasz mnie uwieść?

- Pomyślałem, że zrobię kolację, obejrzymy jakiś film, a potem będę pieprzył cię na każdej powierzchni w domu – odpowiedziałem i polizałem jej małżowinę uszną.

Bella parsknęła. – Delikatnie Cullen. Naprawdę delikatnie.

Zachichotałem i porwałem ją z miejsca.

Później tego wieczora, po tym jak zjedliśmy kolację, usiedliśmy na kanapie i słuchaliśmy cicho muzyki. Bella przytuliła się do mojej klatki, gdy ja piłem piwo. Westchnąłem. To tak będzie od teraz wyglądało moje życie. Budzenie się, chodzenie do pracy, powrót do domu i spędzanie czasu z moją miłością i naszym synem, a w przyszłości może będziemy mieć więcej dzieci. Nuda? Nie ma, kurwa, mowy. Spędziłem zbyt wiele lat będąc kawalerem i te nowe odkrycia były bardzo mile widziane. Miałem powód, aby budzić się z uśmiechem na twarzy każdego dnia i być szczęśliwym. Wiedziałem, że chcę ją poślubić. Kawałek papieru nic nie zmieni, ale to będzie coś, czego chciałem od tak dawna. Chciałem, aby świat wiedział, że ta kobieta jest moja.

Jej delikatne chrapanie wyrwało mnie z moich myśli, zasnęła. Uśmiechnąłem się i dotknąłem jej policzka. Poruszyłem delikatnie moim ciałem, abym mógł wstać i zanieść ją do łóżka. Nawet nie drgnęła. Wszedłem po schodach, wchodząc do naszej sypialni i położyłem ją na łóżku. Odwróciła się na bok i instynktownie przesunęła się na moja stronę. Poszedłem naprawdę szybko do łazienki i wkrótce do niej dołączyłem, biorąc ją w moje ramiona i zasypiając.

W środku nocy obudziłem się na dźwięk czyichś wymiotów. Światło w łazience było włączone, a drzwi lekko uchylone. Zerwałem się z łóżka, wiedząc, że tam jest Bella. Pośpieszyłem do niej i zobaczyłem ją na kolanach, buzującą nad toaletą. Szybko ściągnąłem z tyłu jej włosy i delikatnie potarłem jej plecy. Była blada jak duch i spocona.

- I-idź s-stąd – wysapała i próbowała mnie odepchnąć.

- Dziecinko, co się dzieje? – głupio zapytałem.

Po kilku runach wymiotowania swoich wnętrzności, była w stanie się zrelaksować. Spłukała kibel, gdy ja zmoczyłem ręcznik, aby wytrzeć jej twarz. Moje dłonie trzęsły się, nie wiedząc, co więcej mógłbym dla niej zrobić.

- Wiedziałam, że nie powinnam tyle jeść – marudziła. – Ugh!

Przejechałem ręcznikiem po jej twarzy. – Jak się czujesz?

- Poczuję się znacznie lepiej, gdy zażyję Maalox – powiedziała. Zanim spróbowała w ogóle się poruszyć, podniosłem ją i zaniosłem do łóżka.

- Zostań tu, a ja zaraz wrócę – poinstruowałem.

Zleciałem po schodach, pobiegłem do kuchni, otworzyłem szafkę nad piekarnikiem i wyciągnąłem paczkę solonych krakersów. Następnie znalazłem Maalox i puszkę Ginger Ale. Kiedy wróciłem, znalazłem ją siedzącą ze skrzyżowanymi nogami, opierającą plecy o zagłówek. Pocierała swój brzuch i delikatnie jęknęła. Usiadłem obok niej i podałem jej lekarstwo.

- Nienawidzę, kiedy jestem chora – protestowała. Delikatnie uderzyła mnie w ramię. – Dlaczego pozwoliłeś mi zjeść całe te lody?

Uśmiechnąłem się do niej. – Jakbyś mogła oprzeć się ciasteczkom. – Otworzyłem Ginger Ale i wręczyłem go jej. Wzięła kilka łyków i zjadła kilka ciasteczek. Zanim skończyła, kolor powrócił na jej twarz, a ja odetchnąłem z ulgi. Umieściłem małą tacę na szafce nocnej i pomogłem Belli iść do łazienki, aby mogła umyć zęby. Jej dotyk był taki zimny, przerażało mnie to.

- Chcesz wziąć prysznic? – zapytałem. Potrząsnęła głową. – Dobrze, kochanie. Chodźmy do łóżka. – Pomogłem jej położyć się i natychmiast zapadła w sen. Ja, z drugiej strony, nie mogłem. Po prostu siedziałem tam i patrzyłem jak ona śpi. Po godzinie albo coś, gdy słońce zaczęło wschodzić, zamknąłem oczy i pozwoliłem sobie na sen.

Szczekanie Sunnego obudziło mnie z rana. Prysznic leciał, a ja postanowiłem, że zejdę na dół do kuchni i pozwolę Belli dokończyć mycie. Gdy dosięgłem schodów, moje nozdrza zaatakował zapach bekonu i świeżo parzonej kawy. Drzwi wejściowe były otwarte i Will wszedł do środka klepiąc i głaszcząc Sunnego.

- Dobry, tato – uśmiechnął się i podszedł mnie przytulić.

- Hej, stary – odpowiedziałem i pocałowałem czubek jego głowy. – Co sprawiło, że tak oddychasz?

- Poszedłem pobiegać wokół bloków i wziąłem ze sobą Sunnego – powiedział, odkładając smycz na balustradzie schodów. – Miałbyś coś przeciwko, gdybym zaprosił moich przyjaciół, aby później przyszli? Dziewczyny chcą zobaczyć dom.

- Jak dla mnie w porządku. Jak Julie? – zapytałem z uśmiechem. Zarumienił się i przebierał nogami.

- Um, dobrze – powiedział szybko. Przerwał na chwilę i potem przemówił. – Tato?

- Tak?

- Chcę zaprosić Julie, aby poszła ze mną na film – mruknął. – Ale nie wiem jak.

- Ktoś się zauroczył – droczyłem się, a on zarumienił się jeszcze bardziej. Zarzuciłem ramię na jego bark i pociągnąłem go do kanapy. – Jak bardzo ją lubisz?

- Bardzo – zmarszczył brwi. – Ale ona nie widzi we mnie nic więcej niż przyjaciela. Chcę to zmienić, ponieważ ja naprawdę, naprawdę ją lubię.

- Jesteś absolutnie pewien, że ona nie czuje tego samego? – Przytaknął. – Więc chcesz o nią zabiegać?

Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie z błyskiem w oczach. – Więc tak na to mówiliście w twoich czasach?

- Właściwie mówiliśmy 'spiknąć się', ale nie o to chodzi – zachichotałem. – Poważnie, naprawdę chcesz ją powalić z nóg?

Przewrócił oczami. – Proszę o pomoc, prawda?

- Więc idź do niej, kiedy jej nie będzie albo zadzwoń i poproś o pozwolenie od jej ojca – powiedziałem, składając moje dłonie za głową i odkładając nogi na stoliku do kawy. – W ten sposób jej ojciec będzie cię lubił nawet bardziej, ponieważ a) zrobiłeś dobrą rzecz i jego zapytałeś pierwszego – co nie zdarza się w tych czasach i b) zapewnisz go, że będziesz miał opiekuna.

- Huh? – zapytał głupkowato.

- Powiesz mu, że twoi rodzice będą z tobą – powiedziałem i spojrzałem na niego kątem oka. – Julie bez końca będzie pod wrażeniem. To będzie dla niej dziwne, kiedy jej tato powie jej ,co zrobiłeś, ale doceni to, ponieważ nikt inny tego wcześniej nie zrobił. To sprawi, że będziesz wyjątkowy, nie wspominając, że jej mama będzie w tobie całkowicie zakochana dzięki temu, co zrobiłeś. Tim będzie próbował grać kartą surowego ojca, ale będziesz opanowany.

Żuł swoją dolną wargę, myśląc nad tym, co powiedziałem. – Czy w ten sposób postąpiłeś z Ma?

- Tak – powiedziałem i uśmiechnąłem się, przypominając sobie Charliego.

- Co zrobił Pops, kiedy przyszedłeś zabrać ją na waszą pierwszą randkę?

- Czyścił swój pistolet – powiedziałem i lekko się roześmiałem. – Próbował być przerażający, ale mnie to w ogóle nie ruszało.

- Dlaczego? – zapytał zmieszany. – Ja prawdopodobnie narobiłbym w majtki.

- Wtedy, kiedy nie wiedziałem, że czuję coś do twojej Ma, ona próbowała iść na randkę ze Stanem, kolesiem z naszych zajęć z literatury. Widzisz, jakby tam byłem. Dzień przed randką usłyszałem jak Charlie rozmawia przez telefon z Billym i wiedziałem, że nie mogę przegapić przedstawienia – powiedziałem i westchnąłem tęsknie. – Kiedy Stan zobaczył pistolet wybiegł z domu, a randka została zapomniana.

Kiedy dokończyłem, Will zaczął się śmiać. – Cipa – powiedział.

- Uważaj – powiedziałem surowo. – Musimy coś zrobić z twoim językiem. Musisz trochę przystopować z tym przeklinaniem.

- Och, daj spokój – marudził. – Myślałem, że to miał być nasz sekret, stary.

- Wciąż jest, ale nie, kiedy Ma cię usłyszy.

- Dobrze – powiedział. – Więc, wszystko, co muszę, to zadzwonić do pana T i poprosić o pozwolenie?

- Tak – przytaknąłem.

- Super – powiedział i poszedł do kuchni.

Spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że przy rozmowie minęło prawie pół godziny i Bella jeszcze nie zeszła. Zdecydowałem się pójść i ją znaleźć, kiedy zobaczyłem, że schodzi po schodach. Jedno spojrzenie na nią i wiedziałem, że wciąż czuła się chora. Wyglądała na wyczerpaną i bledszą niż wczoraj. Zatrzymała się na chwilę i zachwiała do tyłu i przodu, ona zemdleje! Wspiąłem się szybko po schodach i przysięgam, że moje serce zatrzymało się, kiedy jej oczy wywróciły się do tyłu jej głowy i zaczęła upadać.

- Bella – krzyknąłem, a ona upadła w moje ramiona. Podniosłem ją i szybko zbiegłem po schodach i zawołałem Ma.

- O mój Boże! Co się stało? – zapytała.

- Do cholery, nie wiem! – wyjaśniłem. Traciłem to. Ułożyłem ją na kanapie i położyłem jej głowę na moich udach. Potrząsnąłem nią delikatnie, ale to nie działało.

- Ma! – płakał Will, gdy klęczał przed nią i złapał jej dłoń w swoją.

- Bella? Dziecinko? Dalej, kochanie, otwórz oczy – łkałem.

Ma pobiegła do góry, a kiedy wróciła trzymała małą butelkę. Otworzyła ją i przyłożyła pod nos Belli. Jej ciało lekko szarpnęło, jakby dostała szok elektryczny i jej oczy otworzyły się. Leniwie zamrugała kilka razy i rozejrzała się dookoła.

- Co się stało? – zapytała Bella cienkim głosem.

- Dziecinko, zemdlałaś, kiedy schodziłaś po schodach. Ledwo cię złapałem – powiedziałem spokojnie, próbując naprawdę mocno jej nie zasmucić. Próbowała wstać, ale przytrzymałem ją w miejscu.

- Mamusiu? – zapytał zmartwiony Will. – W porządku?

Bella uśmiechnęła się do niego i położyła swoją dłoń na jego policzku. – Ze mną dobrze, mały mężczyzno. Jestem tylko trochę oszołomiona.

- Synu, dlaczego nie przyniesiesz mamie szklanki soku? – zapytałem, ale zanim mogłem nawet skoczyć, jego już nie było. Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. – Zabieram cię do lekarza.

- Kochanie, nic mi nie jest. Jestem trochę zmęczona, ale w porządku. Nie martw się – wyszeptała.

- Proszę – powiedział Will i wręczył mi sok. Ma pomogła jej ostrożnie wstać, a ja podałem jej szklankę. Powoli wzięła łyk soku, a dziesięć minut później wydawała się już w porządku.

- Lepiej? – zapytała Ma.

- Taaa – uśmiechnęła się Bella. – Te wszystkie godziny w pracy w końcu mnie dopadły.

- Czujesz się ponownie chora? Chcesz trochę krakersów? – zapytałem.

Will natychmiast zniknął i wrócił z delikatnym przyśpieszeniem, trzymając paczkę krakersów w dłoniach. Otworzył je i wręczył jej krakersa. – Proszę – wyszeptał. Bella wzięła go i zaczęła jeść.

- Co czułaś? – zapytała Ma.

- Zeszłej nocy obżarłam się i zjadłam dużo lodów, a twój syn nie zrobił nic, aby mnie powstrzymać – oskarżyła i delikatnie się uśmiechnęła. – Potem w środku nocy wstałam chora i wymiotowałam kilka razy, a teraz zemdlała. Poważnie ludzie, czuje się lepiej. Może złapałam wirusa albo coś.

- Zadzwonię do Waltera i poproszę, aby dał ci kilka dni chorobowego i nie przyjmuję „nie" za odpowiedź. Musisz odpoczywać, moja miłości - powiedziałem.

- Od jak dawna tak się czujesz? – zapytała Ma.

- To zaczęło się wcześniej w tym tygodniu, ale to by… - przerwała, a jej oczy rozszerzyły się. – Nie!.

Ma uśmiechała się do niej. – Jest taka możliwość?

- Możliwość na co? – zapytałem, całkowicie zapominając się.

- O mój Boże! – powiedziała Bella, zakrywając dłonią usta i biegnąc do łazienki.

Co, do cholery?

-Ж-

- Ludzie, jestem w domu – zawołałem, gdy wszedłem do domu. Dzisiaj był jeden z najdłuższych i najnudniejszych dni w pracy. I byłem taki szczęśliwy, że się skończył.

- Jestem w salonie – powiedziała Bella. Rzuciłem moje klucze na stolik do kawy i zatopiłem się w kanapie.

- Tak dobrze być w domu – westchnąłem i odwróciłem głowę, aby spojrzeć na moją dziewczynę.

Musnęła mój policzek i wstała. – Zrobiłam lasagne. Chodź, musisz być głodny. – Nie musiała się powtarzać.

Bella siedziała na wprost na kuchennej wyspie i przyglądała mi się, gdy jadłem. Kiedy skończyłem drugi talerz lasagni, wstała i przyniosła mi na deser ciasto czekoladowe. Za każdym razem, gdy na nią patrzyłem, unikała mojego wzroku. Coś się działo. Wszystko krzyczało „źle"; jej postawa, jej zawahanie, nawet odpowiednio mnie nie całowała. Zawsze to robiła, gdy wracałem do domu. Odepchnąłem talerz z w połowie zjedzonym ciastem na bok i spojrzałem na nią.

- Co się dzieje, Bells?

Przygryzła dolną wargę i krótko na mnie spojrzała. – Jest coś, co musze ci powiedzieć, ale nie wiem jak.

Wstałem i podszedłem do niej. Odwróciłem ją na jej stołku i umieściłem moje dłonie na jej udać, a następnie pocałowałem ją i uśmiechnąłem się. – Dlaczego tego po prostu nie powiesz? Nie potrzebujesz mowy, aby mi coś powiedzieć, dziecinko.

- Edwardzie… - zaczęła nieśmiało.

- Tak, kochanie – odpowiedziałem.

- Jestem w ciąży.

Wszystko stało się czarne.

35