Rozdział 18
Beta: rodzynka
- Edward – zawołała Bella.
- Ałł – jęknąłem, gdy otworzyłem oczy i potarłem tył głowy.
- Jak się czujesz? – zapytała, gdy jej kłykcie głaskały mój policzek.
Przewróciłem się na bok, abym mógł być twarzą do jej brzucha. Kurwa! Ponownie zostanę ojcem i będę częścią tego od pierwszego dnia. Zamknąłem oczy i głęboko odetchnąłem. – Jesteś pewna?
- Tak – wyszeptała. – Poszłam dzisiaj do szpitala i zrobiłam testy krwi.
- Jak daleko jesteś?
- Szósty tydzień.
Ścisnąłem jej bok moją prawą dłonią i wciąż patrzyłem na jej brzuch. Byłem przerażony. Jedną rzeczą było nagle zostać ojcem dla trzynastolatka, bycie ojcem dla noworodka było całkowicie inne. Tysiące pytań torturowało mój umysł, zawiodę dziecko, jeśli nie będę mógł powstrzymać je od płaczu albo, jeśli mu się źle odbije? Czy będę wstanie nakarmić je bez zakrztuszenia go? Co z Bellą? Czy będę w wystarczającym stanie, aby zapewnić jej taki komfort, jaki jest możliwy podczas ciąży?
Kurwa, muszę znaleźć przepis na ciasto orzechowe, które lubi!
- Jestem przerażony – wyszeptałem.
- Wiem – powiedziała Bella. – Ja też.
- Nie chcę cię zawieść. Nie mam pojęcia jak ci pomóc albo jak…
- Cii – przerwała mi. – Po pierwsze nigdy mnie nie zawiodłeś. Teraz pomagasz mi przez samą swoją obecność tutaj. Będziesz robił małe błędy? Jasne, każdy robi. Prawie upuściłam Williama, podczas karmienia go piersią. Nauczysz się i ja też, wraz z tobą, wszystko od nowa – przerwała. Bella otworzyła i zamknęła usta kilka razy, ale nie wypowiedziała ani słowa.
- Co? – zapytałem.
- Czy pasuje ci nasze nowe… trudne położenie? – zmarszczyła się.
Parsknęłem. – Kurwa, taak! Chciałbym mieć więcej czasu z tobą i Willem, zanim zaczniemy gadać o dzieciach? Jasne, ale to nie moja wina, że mam super spermę. To była tylko kwestia czasu zanim cię zapłodnię! – zażartowałem, a ona odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się.
-Och, mój! Bardzo pewny siebie, oficerze Cullen? – uśmiechnęła się.
- Jeśli potrzebujesz demonstracji, wszystko co musisz zrobić to poprosić – droczyłem się.
Bella zabawnie zmarszczyła nos i wstała. Podeszła w kierunku salonu, a kiedy już więcej jej nie widziałem, zobaczyłem jak niebieska koszulka ląduje w wejściu kuchennym.
Tak więc, demonstracja…
≈Ж
Oboje leżeliśmy w naszym łóżku w całkowitej ciemności. Poruszałem moimi palcami po jej nagim ramieniu, a ona wciskała się w mój bok. Westchnąłem.
- Jak myślisz, kiedy powinniśmy powiedzieć Willowi? – zapytała.
- Co ty na to, abyśmy wyszli jutro wieczorem, tylko we trójkę? Zjedli wczesną kolację i może jakiś film albo park rozrywki? – zapytałem. – Powiedział coś jednego dnia, aby pójść do gabinetu śmiechu z labiryntem. Może moglibyśmy go tam zabrać, a potem zjeść trochę hot dogów i przejść się wzdłuż molo.
- Brzmi nieźle – ziewnęła.
Zachichotałem. – Śpij, mój aniele.
Sobota oficjalnie była moim ulubionym dniem. Bez pracy, z Bellą, która wzięła chorobowe po naleganiach Waltera. Will i Ma mieli zaraz wychodzić i Charlie miał przyjechać dzisiaj w południe. Praktycznie błagałem go o tę wizytę odkąd nie mogłem jeszcze teraz wziąć wolnego. Oszczędzałem moje dni na czas, kiedy nadejdzie dziecko. Bella będzie potrzebowała całego wsparcia, jakie może dostać, zwłaszcza podczas porodu.
Poród?Czy w ogóle chciałem być obecny? Byłem wystarczająco silny by być obecnym?
„Cóż,byłeśwystarczającosilny,abywcisnąćswojegofiutawniąijązapłodnić!" parskała moja podświadomość. „Znajdzieszsiłę!"
- Jaką siłę? – usłyszałem, jak zapytał Will, wyciągając mnie z moich myśli. Cholera! Musiałem mówić do siebie.
Przełknąłem. – Żadną, dziecko. Co ty na to, abyś poszedł się przygotować? Twoja Ma i ja mamy dla ciebie niespodziankę.
Jego twarz rozświetliła się. – Wiesz, że kocham niespodzianki. Czy ta mi się spodoba?
Uśmiechnąłem się. – Mam taką nadzieję.
- Świetnie – zawołał i pobiegł do swojego pokoju.
Ma i Bells wyszły z kuchni śmiejąc się jak uczennice. Ma miała swoją dłoń na brzuchu Belli, delikatnie go klepiąc. Bella westchnęła i przytaknęła głową.
- Charlie był, ale jego siostrze się nie udało. Pępowina owinęła się wokół niej, gdy próbowała się wydostać. Szanse są małe, chyba, że zostało to przekazane od Renne, w co bardzo wątpię. Oboje rodzice mogą przekazać cechy, ale większości jest to przywilej matki. Oczywiście to nie znaczy, że nie ma takiej możliwości. Weźmy na przykład Rose. Cofnęła się o dwie generacje i nic nie znalazła – powiedziała Bella. – Każda osoba może mieć tą cechę od siedmiu generacji wstecz.
- Siedmiu? – wykrzyknęła Ma. – Nigdy nie wiedziałam, że to może również pochodzić od ojca. Zawsze myślałam, że to było coś, co mogą zrobić tylko matki skoro mężczyźni nie owulują.
- Jak powiedziałam, on przekazał cechę. Jak wiesz, są dwa rodzaje bliźniąt: jednojajowe i dwujajowe. Jednojajowe bliźnięta pochodzą od pojedynczego zapłodnionego jajeczka, które z jakiegoś powodu podzieliło się samo na dwa. Jednojajowe bliźnięta mają dokładnie takie same genotypy. Dwujajowe bliźnięta pochodzą z dwóch oddzielnych jajeczek. Czasami oba kobiece jajniki, w tym samym czasie produkują komórki jajowe. Każda z nich jest zapłodniona przez oddzielnego plemnika, których tam jest zawsze dużo, więc mają różne genotypy. Mogą dzielić te same łono i być urodzone w tym samym czasie, ale nie są bardziej spokrewnieni niż prawdziwi bracia. Edward i Emmett są przykładem bliźniąt dwujajowych. Tak jak dzieci Rosalie – dokończyła Bella i usiadła na kanapie.
Usiadłem obok niej i pocałowałem jej skroń. – O czym ty, do cholery, mówisz? – zachichotałem. – Jestem jakby zagubiony.
- Esme zapytała mnie, czy istnieje możliwość, aby mieć bliźnięta – powiedziała i przytuliła się do mnie.
Bliźnięta?Jezu Chryste!
Bella spojrzała na mnie i lekko się zaśmiała. Wyraz mojej twarzy musiał być wystarczający. – Dziecinko, nie martw się. Nie ma takiej opcji.
Zdecydowałem się poprawić nastrój. Nie chciałem, aby myślała, nawet przez chwilę, że nie chcę tego dziecko. – Nigdy nie mów nigdy, kochanie. Wiesz, że mam sup…
- Tak, tak. Masz super spermę. Wiemy to – dokończyła, przerywając mi.
Ma zachichotała. – Boże, tęskniłam za twoimi zabawnymi żartami. Więc, domyślam się, że zamierzacie powiedzieć Willowi o dziecku?
- Tak – przytaknęła Bella.
- Będzie taki podekscytowany. Jestem pewna – powiedziała Ma.
Bella zmarszczyła brwi. – Co, jeśli nie będzie chciał dziecka?
- Och, kochanie – powiedziała Ma, siadając na kanapie i prawie zrzucając mnie na tyłek, gdy wzięła Bellę w ramiona. – Będzie uwielbiał fakt, że będzie czyimś starszym bratem. Poczekaj i zobaczysz. Naszchłopiecbędzietłamsiłtegomałegomunchkinztakwielkąilościąmiłości,zanimzaczniekrzyczeć „wystarczy!"
≈Ж
- To było świetne! – wykrzyczał Will, kiedy w końcu wyszedł z labiryntu.
- Zapewne wszystko zrobiłeś? – droczyła się Bella.
- Uh huh – zawołał, przytakując szalenie w tym samym czasie. – Możemy wrócić?
- Jasna sprawa, dziecinko – odpowiedziała Bella i dała mu głośnego całusa. – Więc, co myślisz o tych dogach, które obiecał twój tato? Wchodzisz? – Parsknąłem głośno i zacząłem się śmiać. Bella odwróciła się i spojrzała na mnie. – Co? – zapytała.
- Wchodzisz? – zapytałem i uniosłem brew.
Wzruszyła ramionami. – Jestem do kitu z dziećmi.
Zachichotałem i potrząsnąłem głową. – Jasne, Bello. Jesteś bombą.
- Zamknij się – marudziła i uderzyła mnie lekko w klatkę.
- Skończyliście? – Nagle zapytał Will z ramionami skrzyżowanymi na piersi. – W razie, gdybyście nie zauważyli, macie dziecko do nakarmienia, a on jest głodny.
Owinąłem moje ręce wokół talii Belli i położyłem dłonie ochronnie na jej widzialnym brzuchu, leniwie przejeżdżając po nim palcami. – Nie tylko jedno – wyszeptałem do jej ucha i pocałowałem jej skroń.
- Co to było? – zapytał Will.
Bella spojrzała na mnie. – Nic, mały człowieku. Chodźmy cię nakarmić. – Will zaczął iść przed nami, a ona uderzyła mnie łokciem w żebra. – Uważaj, co mówisz. On jeszcze nie wie.
Bella poszła w kierunku Willa, a ja zostałem z tyłu, patrząc na nich. Chwile takie jak ta sprawiały, że czułem się obcy. Emmett i Garrett ciągle mówili mi, żebym nie trzymał się przeszłości, ale jak mógłbym nie? Nawet przez trochę. Mogłem mieć to wszystko, gdyby nie zabrano nam tej szansy. Nigdy nie zrozumiem, jak Carlisle mógł mi to zrobić. Był jedynym mężczyzną, jakiego gdy dorastałem kochałem, jako ojca, jedyny mężczyzna, jakiego szanowałem, zanim poznałem Charliego.
Podszedłem do nich, złożyłem zamówienie, a następnie znaleźliśmy ławkę, aby usiąść. Wszyscy jedliśmy w ciszy i złapałem Willa na obserwowaniu mnie. Miał dziwny wyraz twarzy, a ja nie mogłem się powstrzymać przed zastanawianiem czy on wiedział, o co chodzi.
- Chcesz jeszcze jednego, dzieciaku? – zapytałem, gdy skończyłem jeść.
Potrząsnął głową. – Chcę, abyście powiedzieli mi, co przede mną ukrywacie.
Bella westchnęła. – Nic nie ukrywamy, Will. Mamy pewne wieści do podzielenia się z tobą i mam nadzieję, że będziesz tak samo podekscytowany, jak my jesteśmy.
- Przeprowadzamy się? – wyszeptał.
- Nie – odpowiedziałem, owijając moje ramiona wokół jego barków. – Wiesz, że kochamy cię bardziej niż cokolwiek innego na świecie, prawda? – Przytaknął. – I nie ważne co, to się nigdy nie zmieni.
- Też was kocham – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Kochanie, to co twój tato próbuje powiedzieć to to, że nie ważne kto jeszcze dołączy do naszej rodziny, ty będziesz kochany na równi – zaczęła Bella. – Widzisz, kiedy dwoje ludzi się kochana oni um, tworzą… - Uśmiechnąłem się, pocałowałem czubek jej głowy i pogłaskałem jej brzuch.
Oczy Willa natychmiast się zwęziły i spojrzał na swoją mamę. – Ma, będziecie mieli dziecko?
- Tak – powiedziała i uśmiechnęła się promiennie, jej uśmiech pasował do mojego. Miałem nadzieję, że Willa też. Przez kilka sekund był cicho.
- Cieszę się z wami – wyszeptał i smutno się uśmiechnął.
- Dzięki, dziecinko – odpowiedziała Bella nawet, jeśli wiedziałem, że chciała wiedzieć więcej, co on o tym myśli. To było nas dwoje.
- Mogę go nazwać? – zapytał nieśmiało.
- Go? – zachichotałem.
- Taak, jego – przytaknął, a jego uśmiech się powiększył. – Ponieważ twoje serc nie zniesie dziewczyny w wieku nastoletnim – powiedział i zaczął się śmiać.
- Czy tymu to powiedziałaś? – Przycisnąłem Bellę do mojego boku.
- Tak, zaraz po tym, jak powiedziałam mu o tym, gdy Charlie złapał cię wspinającego się po moim drzewie – zaśmiała się.
- Chryste, kobieto – powiedziałem i delikatnie klepnąłem jej tyłek.
Uśmiechnąłem się na wspomnienie…
- Wziąłeś je? – zapytała Bella z okna.
-Taak. Przyszły kurierem wcześnie tego ranka. Dzięki Bogu, Emmetta i mamy nie było – powiedziałem i zarumieniłem się. – Jezus, Bells – kontynuowałem, gdy zacząłem się przygotowywać, aby wspiąć się na drzewo. – Mamy tylko szesnaście lat. Dlaczego w ogóle jest to potrzebne, abyśmy brali edukację seksualną, jako zajęcia?
- Jeszcze jeden krok na to drzewo, Edwardzie Cullen i jesteś w wielkich tarapatach! – zawył głos Charliego znikąd.
Droga ziemio, halo. To ja, Edward, w dziecięcym wieku szesnastki. Proszę, błagam cię, otwórz się i połknij mnie wraz z tą kontrabandową papierową torbą zwisającą z moich ust.
- Co tam masz, chłopcze? Lepiej, żeby to nie był żaden alkohol albo narkotyki – powiedział, gdy odwróciłem się twarzą do niego. – Daj mi to – powiedział i zabrał torbę z moich rąk.
Usłyszałem jak Bella próbuje ukryć śmiech i spojrzałem na nią. „Jesteś martwa" mruknąłem i zrobiłem ruch podcinania gardła. Zrobiłem krok do tyłu w marnej próbie ucieczki przed szeryfem.
- Lepiej, żebyś miał wyjaśnienie, dlaczego próbujesz wspiąć się po drzewie do mojej córki z torbą pełną prezerwatyw, chłopcze! – warknął i zrobił krok w moją stronę, gdy ja zrobiłem trzy do tyłu.
- T-to n-n-na ed-edu-edukację seksualną, proszę pana – jąkałem, gdy byłem na skraju omdlenia.
- Co? – krzyknął.
- Be-Bel-Bella? – zawołałem. Twarz Charliego zaczynała przybierać bardzo niebezpieczny odcień fioletu i nie podobało mi się to.
Nagle Charlie zaczął się głośno śmiać, ściskając brzuch i Bella, która nie widziałem, że do nas dołączyła, była zaraz za nim.
- Powinieneś widzieć swoją twarz – chichotała Bella.
- Taa, wyobrażam sobie – uśmiechnąłem się. – Mogę sobie tylko wyobrazić jak będzie wyglądać twoja, gdy złapiesz dziewczynę zakradającą się do pokoju Willa.
Bella głośno jęknęła, uderzając mnie w klatkę, a uszy Willa stały się wściekle czerwone. – Jeny, tato dlaczego miałabym złapać dziewczynę zakradającą się do mojego pokoju, kiedy mamy ogromne drzwi wejściowe?
- Uwierz mi, synu, jedno z nas będzie musiało tego doświadczyć – zaśmiałem się.
- Edwardzie! On jest tylko dzieckiem! – karciła mnie Bella.
- Kochanie, on nie jest dzieckiem. Ma 5 stóp i 6 cali i ma dziew… - zacząłem.
- Czas wracać do domu! – zawołał Will i zaczął biec w kierunku samochodu. Potrząsnąłem głową i wstałem. Chichocząc, zacząłem iść w kierunku samochodu, kiedy Bella wciąż próbowała ogarnąć, co się stało.
≈Ж
Wchodząc do gabinetu lekarza byłem kłębkiem nerwów. Po raz drugi będę mógł zobaczyć dziecko i usłyszeć bicie jego serca. Wiem, że będzie cieniutkie, ale wciąż nie mogłem powstrzymać się od czucia dumnym. Bella miała już malutki brzuszek, a Ma drażniła ją, że to będzie chłopiec. Kolejny syn… Westchnąłem na tą myśl. Nie zależało mi czy to był chłopiec, czy dziewczynka, tak długo jak było zdrowe.
- Jezus, myślę, że eksploduję – narzekała Bella, gdy siadała na krześle. – Właśnie weszłam w drugi trymestr i już jestem ogromna.
- Dziecinko, nie jesteś ogromna. Nosisz w sobie dziecko i jesteś przywiązana do tego, że będziesz większa skoro ono rośnie wewnątrz ciebie. Teraz, dlaczego nie zrelaksujesz się, abyśmy mogli zobaczyć orzeszka, co? – powiedziałem i pocałowałem czubek jej nosa.
Bella westchnęła i przytaknęła. – Przepraszam. To jest po prostu… martwię się, wiesz? Jednakże to jest nasze drugie dziecko, a czuję jakby to było pierwsze. Po prostu chcę, aby wszystko było dobrze.
- I będzie – zapewniłem ją. Drzwi się otworzyły i dr Stevens wszedł.
- Cóż, witam was. Jak się masz, Bello? – zapytał, gdy siadał.
- Zaniepokojona – uśmiechnęła się.
- To normalne, zwłaszcza, gdy jesteś obeznany w tej dziedzinie. Statystyki wskazują, że oczekujący rodzice z medyczną wiedzą są bardziej zestresowani. Nawet najmniejszy symptom jest wystarczający, aby twój mózg zaczął pracować nad różnymi scenariuszami. Więc sugeruję, żebyś się położyła i cieszyła faktem, że będziesz mieć grupę ludzi u swoich stóp, gotowych wypełnić każde twoje życzenie – zażartował Derek. – Poza tym, pierwszy ultrasonograf był czysty.
Bella położyła dłoń na swoim brzuszku i leniwie go pogłaskała. – Dobrze.
- Teraz, skoro to ustaliśmy, zobaczmy jak się ma dziecko Swan – powiedział, mrugając.
- To będzie dziecko Cullen, doktorze – warknąłem.
- Edwardzie! – syknęła cicho Bella.
- Nie moja wina. Wie, że jestem ojcem, Bells – wyszeptałem wściekło.
Skurwiel miał czelność zachichotać. Potrząsnął delikatnie głową i spojrzał na mnie. – Przepraszam, Edwardzie – powiedział. – Tak jakby mi się wyślizgnęło. Mój błąd.
- Jasne, że tak – mruknąłem, za co zarobiłem łokciem w brzuch.
Bella, znając zasadę, położyła się na kozetce, podnosząc koszulkę i trochę opuszczając spodnie. Uśmiechnąłem się głupkowata i zacząłem umieszczać małe pocałunki na jej brzuchu. Byłem nim zafascynowany. Stworzyliśmy coś pięknego i tak bardzo przerażającego w tym samym czasie, ale nie mogłem znaleźć w sobie nic, aby tego żałować. Nie chciałem jego żałować. Obecność Willa zmieniła moją perspektywę o dzieciach i rodzicielstwie. Nigdy nie mógłbym żałować niczego, co pochodziło od Belli.
- Kochanie – powiedziała Bella, gdy przejeżdżała dłonią przez moje włosy. – Derek czeka.
Przeprosiłem i z ostatnim pocałunkiem w jej brzuch, usiadłem na moim krześle i wziąłem dłoń Belli w swoją. Doktor wycisnął jakiś żel na jej brzuch i umieścił na tym maszynę, moje oczy były przyklejone do monitora. Czarny ekran ożywił się i stał się szary z małą kropką na środku. To był cud: oglądanie swojego nienarodzonego dziecka rosnącego w bezpiecznym łonie swojej matki.
Thumpthumpthumpthump…
- A to jest bicie serca waszego dziecka. Szybkie i głośne. – Uśmiechnął się Derek.
- Zdumiewające – wyszeptałem.
- W rzeczy samej – pociągnęła nosem Bella. Spojrzałem na nią. Posłała mi mokry uśmiech, zanim zwróciła swoją uwagę z powrotem na ekran.
Thumpthumpthumpthump… thumpthumpthumpthump…
- Mogę usłyszeć twoje bicie serca – powiedziałem i pocałowałem jej skroń.
- Teraz, poczekaj chwilę… - powiedział nagle Derek i przysunął swoją twarz bliżej monitora.
To nie było dobre…
- Derek? – zawołała Bella.
Zaczął poruszać głowicą maszyny w różnych kierunkach wokół jej brzucha, kiedy ja zacząłem się pocić. Co on tam, do cholery, widział?
- Czy coś jest nie tak z dzieckiem? – zapytałem mocno. Zaczynałem panikować.
- Ciii! – uciszał wściekły, jakbym był pieprzonym trzylatkiem. Warknąłem na niego.
Usłyszałem jak Bella jęknęła, a jej ciało zaczęło się trząść, gdy trzymała moją dłoń w silnym uścisku. Kurwa, coś było nie tak z dzieckiem!
„CojeślitoBella?" krzyczał mój umysł.
- Cóż, niech mnie! – Derek, kurwa, za wiwatował i zaczął się śmiać. – Jestem OB od dwunastu lat i to jest pierwszy raz, gdy zostałem oszukany.
Thumpthumpthumpthump… thumpthumpthumpthump...
Thumpthumpthumpthump… thumpthumpthumpthump…
- Dziecinko, uspokój się, twoje serce bije jak szalone. Proszę, cokolwiek to jest przejdziemy przez to razem – powiedziałem, próbując zostać spokojny.
Bella spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami pełnymi łez, jej twarz była blada. – Ed-Edward – wyksztusiła.
- Co, kochanie? Co to jest?
- To nie jest jejserce, Edwardzie – powiedział derek z ulgą, gdy zaczął wycierać żel z brzucha Belli.
- Huh? – powiedziałem głupkowato.
- Gratulacje, tatusiu – zachichotał. – Będziecie mieć bliźnięta!
Ostatnią rzecz, jaką usłyszałem była jęcząca Bella „nie znowu" i wszystko stało się czarne.
≈Ж
- Nienawidzę cię, Emmecie! – krzyczała Rosalie. Rodziła już od sześciu godzin i mój brat był tylko wspierający nawet, gdy był cholernie przerażony.
- Wiem, że to boli, papużko, ale… - zaczął.
- Ty. Wiesz. Chooooolera! O mój Boże! Proszę, zabierz je! Proszę! – płakała.
- Cicho teraz – gruchał jej do ucha.
Pieprz moje życie. To będę ja za mniej niż pięć miesięcy. To była czysta tortura! Jak mam niby przeprowadzić Bellę przez ten ból?
- Po prostu wyobraź sobie, że za mniej niż dziesięć godzin…
- W cale, do cholery, nie pomagasz! – warknęła na niego.
Niespodziewanie zachichotałem. Jej głowa odwróciła się w moim kierunku, a ona zmrużyła na mnie oczy. – Nie martw się, Eddie! – powiedziała. Kurwa, była wkurzona. – Ty jesteś następny w kolejce, i wiesz co? Będę tam, kiedy Bella rozerwie twoje jaja! Kuuuurwa! – lamentowała.
- Głębokie oddechy, dziecinko. Głębokie oddechy – prowadził Emmett.
Chase Edward i Dana Esme Cullen urodzili się dwanaście godzin później tylko z trzy minutową różnicą. Przez cały czas nie odstępowałem mojego brata na krok, dopóki personel nie wywiózł Rose na porodówkę. Emmett płakał jak dziecko, gdy trzymał swoje dzieci po raz pierwszy. Chase miał jasne warstwy brązowych włosów i ważył 3,36kg. Dana była blondynką i ważyła 2,45kg. Byli piękni, zanim zaczęli płakać. Wtedy brzmiało to jakby ktoś topił kota.
- Chcesz potrzymać Chase'a? – wyszeptał Emmett, gdy kołysał go.
- N-nie wiem jak – odpowiedziałem.
- Nauczysz się. Poza tym potrzebujesz praktyki – uśmiechnął się i pocałował delikatnie główkę małego. – Chcę sprawdzić co z moją córką.
- Dobrze – powiedziałem i trzęsącymi dłońmi wziąłem go w moje ramiona. – Jeny, Em. To tak jakbyś trzymał piórko – wyszeptałem, nie chcąc obudzić Rose.
- Po prostu wspieraj jego główkę bezpiecznie na zagięciu twojego łokcia i połóż dłoń na jego tyłku. Wrócę niedługo – dokończył i wyszedł z pokoju.
Gdy trzymałem jego śpiące ciało w moich ramionach, nie mogłem się powstrzymać, ale chcieć, aby czas dla nas przyśpieszył. Chciałem trzymać nasze dzieci i całować je, mówić do nich, karmić. Przyciągnąłem jego małą twarz do moich ust i pocałowałem go. Boże, kocham sposób, w jaki on pachnie.
- Cześć, Chase – wyszeptałem. – Jestem twoim wujkiem Edwardem. Twój tato to mój brat, a twoja mama to moja najlepsza przyjaciółka. Będziesz słyszał jak od czasu do czasu wołają na mnie Eddie, ale proszę dzieciaku, na miłość Boga, nie nazywaj mnie tak albo ty i ja będziemy mieli pewne problemy – zachichotałem. – Masz kuzyna, nazywa się Will i ma trzynaście lat. Jest miły i zabawny, nie wspominając faktu, że może skopać trochę prawdziwych tyłków. Twoja ciocia Bella oczekuje dzieci. Są bliźniętami, właśnie tak jak Dana i ty. Jedyna różnica, że one są identyczne.
- To są chłopcy i ich starszy brat wybierze ich imiona. Nie chce nam jeszcze powiedzieć. Powiedział, że kiedy zobaczy chłopców zdecyduje jak ich nazwać – uśmiechnąłem się chwilowo, zanim zmarszczyłem brwi. – Ale przez ostatnie kilka dni jest zdystansowany. Widzę, jak każdego dnia staje się smutniejszy, ale denerwuje się, kiedy pytam go, czy coś jest nie w porządku. Tego ranka, powiedziałem dzień dobry do dzieci i pocałowałem brzuszek Belli. Nie zauważyłem go, a kiedy spojrzałem na drzwi, zobaczyłem, że tam stał i wycierał łzy. Mój chłopak jest zraniony i nie mogę mu pomóc. Nie pozwala mi, chce i pieprz mnie, jeśli wiem jak. Czy to nie sprawia, że jestem złym ojcem? – zapytałem i smutno westchnąłem.
- Nie, nie sprawia – wyszeptała Rose, przestraszając mnie.
- Hej, mamo – uśmiechnąłem się do niej. – Słyszałaś wszystko?
- Większość – odpowiedziała. Skrzywiła się, gdy próbowała podnieść się na łóżku.
- Spokojnie tam – powiedziałem i umieściłem Chase'a w jego kołysce. – Musisz działać powoli, Ro.
Przewróciła oczami i rozejrzała się dookoła. – Gdzie jest Emmett?
- Poszedł zobaczyć Danę – powiedziałem i usiadłem na łóżku. Odrzuciłem na bok kilka odstających włosów z jej czoła. Pociągnęła nosem i wkrótce płakała.- Nie, nie, Rose. Nie płacz. Będzie z nią dobrze. Bella tak powiedziała, a ja jej wierzę. To tylko w ramach zapobiegawczych trzymają ją w inkubatorze, tylko zanim przybierze trochę na wadze.
Rose przytaknęła i głośno wydmuchała nos. – Wiem. Po prostu chciałbym ją zobaczyć. Urodziłam ją i nie miałam szansy zobaczyć jak ona wygląda… powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham – płakała.
Przekręciłem się, abym mógł siedzieć zaraz obok mniej i wziąć ją w moje ramiona. – Jest łysa – zachichotałem. – Możesz poczuć malutkie warstwy blond włosów i nic więcej. Jej skóra jest różowa, a jej długie stopy są takie jak Chase'a. Wiesz, co ludzie mówią o długich stopach, nie?
- Nie sądzę, żeby matka musiała wiedzieć jak wielki jest członek jej syna albo będzie, ty palancie – zaśmiała się, gdy płacz zaczął się uspokajać.
- Wiem – zaśmiałem się delikatnie i pocałowałem czubek jej głowy. – Musiałem spróbować i nie sądzę, że spodoba ci się, jeśli będę wolał na małą D „szczurze dziecko", ponieważ uwierz mi, kiedy mówię, że ona wygląda jak jedno, skoro jest łysa i różowa.
Rosalie uderzyła mnie w klatkę i po protestowaniu na jej uderzenie, siedzieliśmy przez chwilę cicho i obserwowaliśmy Chase'a. – Wygląda jak Emmett – wyszeptała.
- Biedne dziecko – powiedziałem droczącym się głosem.
- Przestań się ze mną drażnić, dupku. Jesteś po prostu zgorzkniały, że nie mają nic po swoim wujku – żartowała. – I pozwól, że cię ostrzegę – kontynuowała. – Jeśli pierwszym słowem Chase'a będzie pieprz, lepiej zacznij uciekać.
Uśmiechnąłem się, uświadamiając sobie, że z nią będzie w porządku. – Jasna sprawa, kochanie.
Drzwi powoli się otworzyły i Emmett wsadził do środka swoją głowę. Gdy zobaczyłem jego oczy, wiedziałem, że płakał. Z cichym dziękuje, zajął moje miejsce obok Rosalie. Pocałowałem ją i Chase'a i wróciłem do domu.
Droga by wolna. Martwiłem się o Danę, ale bardziej byłem zmartwiony o Willa. Jego zachowanie drastycznie się zmieniło. Wycofał się całkowicie i byłem naprawdę zmartwiony, że coś było poważnie źle. Kilka razy opuścił trening i lekcję włoskiego. To były sprawy, które chowałem przede Bellą, ponieważ wiedziałem, że to by ją zasmuciło, a ona tego nie potrzebowała. Był całkowicie w porządku, gdy inni byli w pobliżu, ale mogłem poczuć jego spojrzenie w moim kierunku. Wiedziałem, że ja był powodem jego problemów, ale skoro ze mną nie rozmawiał, nie mogłem pomóc. Nawet rozmawiałem o tym z Garrettem. Powiedział dokładnie to samo co Ma, że wchodzi w nastoletni wiek, a dzieci wtedy są trochę kapryśne. Oboje z Bellą upewniliśmy się, żeby nigdy nie czuł się odrzucony tylko dlatego, że oczekiwaliśmy dzieci.
Zaparkowałem samochód i zostałem w środku na papierosa. Światła w domu były zapalone, więc zapewne Ma nie spała. Bella miała nocną zmianę i było po porze snu Willa. Obserwowałem w ciszy i paliłem mojego papierosa, kiedy drzwi wejściowe się otworzyły i Will wyszedł z Sunnym zaraz za nim. Upewnił się, żeby nie zamknąć drzwi i poszedł na podwórko.
- Co do cholery? – powiedziałem do siebie. Szybko wyszedłem z samochodu i zacząłem iść w jego kierunku, kiedy usłyszałem jak mówi.
- I dlaczego, do cholery, powinno mi na tym zależeć? Sam to sobie zrobiłeś! Dlaczego powinienem ci współczuć? – warknął. Zatrzymał na chwilę, najwidoczniej słuchając co druga osoba ma do powiedzenia. – Nie jestem taki jak żadne z nich i nie mieszaj ich do tego. Jestem moją własną osobą i jeśli myślisz, że będziesz w stanie manipulować mną,mylisz się. Mówienie, że jest ci przykro niczego nie zmieni – szeptem krzyczał.
W tej chwili moje serce biło szalenie. Wiedziałem, że nie powinienem podsłuchiwać jego rozmowy, ale potrzebowałem sposobu, aby dowiedzieć się, co z nim się dzieje.
- Cholera, nie rozumiem, dlaczego wciąż do mnie dzwonisz. Nasz układ skończył się w dniu, gdy dowiedziałem się – przerwał. Jakikurwaukład?- …i powiedziałem ci to. Nic się od tego czasu nie zmieniło. Dlaczego wciąż mnie dręczysz? – powiedział zły i zamknął telefon. Po cichu, ukryłem się za drzewem i czekałem, aby zrobił następny krok.
- Skurwysyn – powiedział i kopnął trawę. – Myślisz, że możesz bawić się moją głową. Cóż, pieprz się! – syknął i zaczął wracać do domu. – Takbardzomiprzykro,William.Nigdyniezamierzałemskrzywdzićciebieaninikogoinnego – naśladował z ciężkim głosem, naśladując Bóg wie kogo.
Nagle, Sunny zaczął szczęśliwie szczekać i biec w moim kierunku.
- Idź – wyszeptałem i odgoniłem go od mojej kryjówki. Cholerny pies ugryzł moje jeansy i zaczął się bawić. – Odejdź, głupi psie – wyszeptałem i wyrwałem moją nogę z jego ust.
- Sunny! – zawołał wściekle Will. – Nie czas na zabawę. Zrobiłeś swoje gówno, teraz do środka.
Sunny natychmiast posłuchał się go. Kiedy upewniłem się, że oboje są w środku, wyszedłem z mojego ukrycia. Przejechałem dłonią przez włosy i pokrążyłem przez trochę. Z kim on rozmawiał? Powinienem się martwić? Może rozmawiał z Jasonem albo Julie. Julie! Może się pokłócili. Zamarłem, gdy przypomniałem sobie, że wspomniał o układzie. Jaki rodzaj układu mógł mieć z Julie poza francuskimi pocałunkami?
- Ach, kurwa! – westchnął. To było bezsensowne.
Poczekałem kilka minut więcej i udałem się do domu. Wziąłem szklankę i nalałem trochę szkockiej, następnie wypiłem tą cholerną rzecz i lekkie palenie zajęło mnie. Potrzebowałem z nim poważnie porozmawiać. Mogłem zawsze uziemić go za nie bycie szczerym albo znaleźć powód, mały albo duży. W każdym razie, porozmawiałby ze mną albo jeszcze będę musiał przejść do drastycznych środków. Już miałem numer do jednego z przyjaciół Garretta, który „zdarzyło się", że jest psychologiem dziecięcym, specjalizującym się w trudnych nastolatkach. Przesadzałem? Kurwa, tak, ale to było mojedziecko. Mogłem czuć i robić cokolwiek chciałem. Odwrócę świat do góry nogami, jeśli będę musiał.
Wziąłem głęboki oddech, wspiąłem się po schodach, dwa za jednym razem, aby pójść do niego. Bez ostrzeżenia otworzyłem drzwi i znalazłem go siedzącego na łóżku, trzymającego głowę w dłoniach, szarpiąc szaleńczo za włosy. Wiedziałem, że słyszał jak nadchodzę. Upewniłem się, żeby sprawić jakiś hałas. Usiadłem przed nim i czekałem, aż się odezwie… ale nic nie powiedział, a zamiast tego płakał. Oglądanie go rozpadającego się rozdzierało mnie na kawałki.
- Synu? – wyszeptałem i położyłem dłoń na jego ramieniu.
- Jestem zmęczony – powiedział obojętnie, nie spotykając mojego wzroku. – Chcę spać.
- Will, proszę. Pozwól mi sobie pomóc. Porozmawiaj ze mną – powiedziałem zdesperowany.
- Nie możesz – powiedział i spojrzał na mnie. – Nikt nie może. Jest coś, co muszę sam obmyślić.
- Do cholery – powiedziałem sfrustrowany. – Masz trzynaście lat! Nie musisz nic obmyślać sam. Jesteś dzieckiem, jesteś moim synem i jesteś zraniony. Powiedz mi, proszę!
Próbował nakryć się prześcieradłem, a ja wyrwałem mu je z dłoni. Usiadł ponownie i gapił się na mnie, kurwa gapiłna mnie. – Chcesz pomóc? Idź znajdź Ma i pogadaj do dzieci! W tym jest dobry! – warknął i odwrócił się do mnie plecami.
- Wiesz co, dzieciaki? – powiedziałem i wstałem. Wkurzył mnie. – Próbowałem być zarówno twoim przyjacielem i ojcem. Dałem ci przestrzeń, kiedy wiedziałem, że tego potrzebowałeś i kryłem cię przed twoją Ma. Nawet przez chwilę nie myśl, że nie wiem, że opuściłeś treningi i włoski. Wiem o wszystkim, co robisz – kontynuowałem wściekle. – Odkąd powiedzieliśmy ci o dzieciach, zachowujesz się jak cholerny bachor.
- Czy zrobiłem coś, aby cię wkurzyć? Nie próbowałem dać ci wszystkiego, jako twój ojciec? – krzyczałem. – Pozwoliłem ci przeklinać, nawet jeśli walczyłem o to z twoją Ma przez niezliczoną ilość razy. To nasza rzecz. To coś co jej powtarzam. Nie ma rzeczy na świecie, której bym dla ciebie nie zrobił, człowieku. Robię wszystko, o co mnie prosisz i co dostaję w zamian? Nic!
-Co się dzieje? – zapytała Ma, gdy pośpieszyła w bezdechu do pokoju. Nie dopowiedziałem.
-Nie możesz nic zrobić dobrze! Nie jesteś Bogiem! – krzyczał na mnie Will.
-Nie podnoś na mnie głosu – syknąłem. – I skoro nic nie potrafię zrobić dobrze, jak ty to widzisz to od jutra jesteś uziemiony na dwa tygodnie. Przyjaciele nie są dozwoleni. Chcę twojego laptopa, komórkę i Playstation w salonie do czasu, gdy się obudzę. Jeśli będziesz chciał skontaktować się ze mną lub swoją Ma, gdy nie ma nas tutaj, poprosisz Nanę, aby do nas zadzwoniła. Możesz opuszczać dom jedynie na treningi i włoski. Czy wyraziłem się jasno? – zapytałem oficjalnie. Nie odpowiedział. – Pytam czy wyraziłem się jasno!
- Krystalicznie – powiedział, gdy jego zielone oczy świeciły się ze złości.
Wyszedłem z jego pokoju, nie mówiąc ani słowa więcej. Wtargnąłem do mojego i zamknąłem głośno drzwi. Wiedziałem, że był jeszcze bardziej na mnie wkurzony za uziemienie go, ale musiał nauczyć się swojej lekcji. Możemy mieć różną wieź, ale musi zrozumieć, że nie ważne co, wciąż jestem jego ojcem i musi mnie szanować. Jego błąd nie był taki wielki, ale wciąż.
- Mógłbyś wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi? – zapytała Ma, gdy weszła do mojej sypialni.
- Ma, proszę, nie teraz – powiedziałem, nawet na nią nie patrząc.
- Nie myślisz, że twoja kara była trochę za ostra? Wiem, że twoje powody nie były po prostu dlatego, że on nakrzyczał na ciebie.
- Ma, powiedziałem, nie teraz – westchnąłem i potarłem moją skroń.
Kątem oka zobaczyłem jak delikatnie potrząsa głową, gdy odwróciła się do wyjścia. – Powiedz mi, że nie jesteś taki.
≈Ж
Dwa tygodnie później, kara Willa została wykonana i jeśli powiedziałbym, że było to interesujące kilka tygodni, kłamałbym. Bella kiepsko przyjęła wieści o uziemieni Willa, ale nie kwestionowała mnie. Nie kłamałem jej, ale nie powiedziałem o całej sprawie, po prostu, że był lekceważący i, że krzyczał na mnie bez powodu. Czy jej się to podobało, czy nie, Bella wzięła moją stronę i dodała się do listy gówna Willa. Mój syn w stosunku do mnie zachowywał się całkowicie normalnie, kiedy jego matka była w jego obecności, ale kiedy jej nie było, całkowicie mnie ignorował.
Oczywiście, dwoje może grać w tą grę, a ja zawsze wygrywam. Widzicie, bycie policjantem czasami ma swoje zalety. Po moim zachowaniu zaczynającym pasować do jego, Will starał się kilka razy do mnie dostać, ale wiedziałem, że tego nie zrobi. Zawsze tchórzył w ostatniej minucie. Widziałem go, błagającego mnie wzrokiem, abym mu pomógł, ale nie mówił. Moje ręce były związane.
Charlie kilka dni temu zaskoczył nas niezapowiedzianą wizytą. Mając go w pobliżu czułem się lepiej. Był mężczyzną i ojcem, więc mogłem z nim bez problemu porozmawiać i poprosić o radę. To było inaczej, kiedy wmieszana była perspektywa matki. Tego dnia, kiedy Bella wróciła ze swojej zmiany, zwołał nas na rodzinne spotkanie.
- Musicie się zastanawiać, dlaczego przyjechałem bez ostrzeżenia – westchnął.
- Nie potrzebujesz powodu na odwiedziny, tatusiu – powiedziała Bella, gdy wstała i usiadła na jego kolanach. Charlie jęknął, ale nie zanim mrugnął do mnie. – Jezu, Bells.
- Nie myśli, że nie widziałam tego mrugnięcia, Panie – zaśmiała się i przytuliła go.
- Mam pewne wieści, którymi chcę się z wami podzielić i mogę tylko mieć nadzieję, że będziecie szczęśliwi i będziecie wspierać moją decyzję – powiedział poważnie, gdy klepał brzuszek Belli.
- Charlie, co to takiego? – zapytałem.
- Odchodzę na emeryturę – zaczął szybko. – Wiem, że mam tylko pięćdziesiąt lat i, że wciąż mam wiele do zaoferowania jako komendant policji, ale naprawdę jestem zmęczony. Chcę cieszyć się życiem, a nie ciągle pracować. Chcę spędzić to co zostało z moją rodziną, bawiąc się z moimi wnukami. Bells, nie było cię odkąd skończyłaś osiemnaście lat. Masz trzydzieści jeden i w sumie poza czterema latami, nie miałem okazji cieszyć się, że mam cię w pobliżu. Wiem, że masz swoje życie i przysięgam, że nie będę prze…
- Nie waż się dokończyć tego zdania, komendancie – powiedziałem pewnie. – Nigdy nie będziesz przeszkadzał. Kiedy ty to zrozumiesz?
- Dobrze, dobrze – zachichotał. – Przestań karcić starszego.
- Starszego moja dupa – powiedziała głośno Ma i wszyscy byli cicho. Staliśmy gapiąc się na nią. Charlie wybuchł śmiechem, a Ma zaraz za nim.
- Oczekujesz, że będę utrzymywać moje maniery, gdy ta dwójka – powiedziała wskazując pomiędzy mną, a Willem -… mieszka pod tym samym dachem? Nie wspominając, że dzieje się gorzej, gdy Emmett jest w pobliżu.
- Zostaniesz z nami – nalegał Will. – Mamy dużo zbędnej przestrzeni, a pokoi jest więcej niż wystarczająco.
Charlie zamierzał zaprotestować, ale Bella mu przerwała. – Nie możesz temu odmówić. Jeśli w pewnym sensie chcesz mieć swoje własne miejsce, możesz zostać z nami dopóki go nie znajdziesz.
- Dobrze – powiedział i krótko na mnie spojrzał.
- Zamierzasz sprzedać dom w Forks? – zapytałem.
- Nie. Angela zasugerowała, że lepiej będzie go wynająć. Wiesz, dodatkowa kasa i wszystko – odpowiedział.
Ma przytknęła palec do ust i spojrzała na Charliego. – Kiedy zamierzasz się tu przeprowadzić?
- Myślałem, że za kilka tygodni. Chciałem rozwiązać kilka spraw na komendzie i będę gotowy.
- I, kiedy myślisz o wynajęciu domu?
- Cóż, jest kilka rzeczy, które muszą zostać naprawione, zanim znajdę agencję, aby się tym zajęła. Dlaczego?
- Cóż w przyszłym miesiącu, schronisko ma benefit i jestem zaproszona. Myślałam, że może mogłabym zostać u ciebie, skoro tam nie ma nigdzie dla mnie miejsca – powiedziała smutno.
- Nic więcej nie mów, Esme – powiedział. Mrugnął do mnie ponownie i warknął, gdy próbował wyciągnąć coś z kieszeni jeansów. – Um, Bells, wiesz, że cię kocham i w ogóle, ale przydałaby się mała pomoc – powiedział i zepchnął ją delikatnie ze swoich kolan.
Twarz Belli błysnęła, a ja nie mogłem tego dłużej powstrzymać. Zacząłem się śmiać. Wyraz twarzy, jakim na mnie spojrzała był wystarczający, aby natychmiast mnie powstrzymać. Zła, ciężarna Bella była przerażającym widokiem, aby go znosić. Humorzasta Bella była do opanowania, ale wściekła z buzującymi hormonami? Cholercia! Will śmiał się, kiedy zobaczył to spojrzenie, a ona gapiła się na niego.
- Mam nadzieję, że nie jesteś przywiązany do swojego saksofonu, dziecinko – powiedziała z niebezpiecznym uśmiechem. Will zniknął w kilka sekund.
Bella usiadła obok mnie i oparła się na mnie. – Zero seksu przez tydzień! – syknęła.
Kurwa!
- To – powiedział Charlie i podał Ma klucz -…jest zapasowy klucz do domu. Teraz jest twój.
Telefon wyrwał mnie z myśli. Spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że jest po dwunastej i odebrałem telefon.
- Halo?
- PanCullen? – powiedziała Julie.
- Cześć, Juls. Jak się masz, skarbie?
Pociągnęła nosem. – Wporządku.Proszępana,jesttamWilliam?Próbujęsiędoniegododzwonić,aleniemogęgozłapać.
- Tak, jest. Pozwól, że go złapię dla ciebie – powiedziałem. – Will – zawołałem. – Julie na telefonie. – Czekałem, ale nie dostałem odpowiedzi. – Will!
Westchnąłem. – Julie, myślę, że jest w łazience i mnie nie słyszy. Może powiem mu, że dzwoniłaś i po tym jak wyjdzie, to do ciebie zadzwoni?
- Dziękuje – wyszeptała i rozłączyła się
Poszedłem na górę i zapukałem do jego drzwi. Kiedy nie uzyskałem odpowiedzi, otworzyłem je i zobaczyłem, że nie ma go w środku. Nie było też żadnych dźwięków dochodzących z łazienki. Wróciłem do jego sypialni i z jego okna sprawdziłem podwórko, jedynie zobaczyłem Sunnego siedzącego na zewnątrz swojej budy. Nie było go w domu. Dokąd mógł pójść?
Kiedy zadzwoniłem do Emmetta, poinformował mnie, że nie widział Willa od wczoraj, więc moim następnym krokiem był telefon do Ma.
- Możeposzedłnaswójporannybieg,Edwardzie – powiedziała Ma. – Wiesz,żeotejporzelubibiegać.Pozatym,byłuziemionyprzezdwatygodnieiprawdopodobniemusiulżyćtrochęnapięci.Będzieznimdobrze.
Z krótkim dowidzenia, rozłączyłem telefon. Kilka razy próbowałem się do niego dodzwonić, ale bez skutku. Wyłączył swój telefon.
„Możeniechce,abymuprzeszkadzaćpodczasbiegu" pomyślałem sobie. Ale wciąż, gdziekolwiek poszedł zawsze mówił o tym albo zostawiał notkę. „Gdybymgonieuziemiłnadwapieprzonetygodnie,możebytozrobił" było moją wewnętrzną odpowiedzią. Poszedłem ponownie do jego pokoju i usiadłem na jego łóżku. Musiałem to naprawić. Tęskniłem za nim i wiedziałem, że gdybym nie zareagował w ten sposób, w jaki zrobiłem to tego dnia, byłaby szansa, że otworzyłby się na mnie i powiedział mi jakie ma kłopoty.
Zauważyłem, że miał jedną ze swoich ulubionych książek na szafce nocnej. The Great Gatsby. Gdy podniosłem ją i zacząłem czytać, kiedy na niego czekałem, notatka wyleciała na ziemię. Sięgnąłem po nią i zobaczyłem coś, co wyglądało jak adres, ale nie byłem jednak pewien.
S.M
5308 N
L. Av
.
Z jakiegoś powodu, lokalizacja była znajoma, ale nie wiedziałem dlaczego. Odpaliłem jego komputer i wygooglowałem ten adres. I właśnie tak, powietrze opuściło moje płuca. Co. Do. Cholery? Co mój syn robił w dziwkarskim motelu? To było zdecydowanie daleko od naszego domu, nie wspominając, że nie miał powodu, aby tam iść. Mój umysł zaczął pędzić milion mil na godzinę i przypomniałem sobie moją rozmowę z Emmettem, nie tak dawno temu.
- Nie zabieram go do dziwki, ty kutasie. Do cholery, on ma trzynaście lat!
- Zaliczyłem pierwszą laskę, kiedy miałem trzynaście. Co w tym złego? – zapytał niewzruszony.
- Nie zmarnuje swojego pierwszego razu na dziwkę – powiedziałem zły. – Powinien zrobić to, kiedy będzie chciał i będzie gotowy.
- Cóż, kiedy zacznie budzić się ze sportowym wzwodem albo panikować, gdy będzie próbował znaleźć prześcieradła, aby mógł zmienić zanim jego Ma zobaczy…
- To jest poniżej pasa, stary i ty to wiesz. To tylko stało się raz i nie było moją winą. To ty przywiązałeś mnie do krzesła i zmusiłeś mnie do oglądania filmu porno. Miałem czternaście lat, Emmett!
- Pieprzony, Emmett! – syknąłem i złapałem telefon.
Odebrał po pierwszym sygnale. – Jużzamnątęsknisz?
-Czy zabrałeś mojego syna do dziwki? – warknąłem.
- Jeszczeraz?
-Zapytałem czy zabrałeś mojego syna do dziwki, Emmecie!
- Czypostradałeśswójpieprzonyrozum,Ed?Dlaczegomiałbymtozrobić? – powiedział, wyraźnie urażony. – Żartowałem,kiedyotymrozmawialiśmy,dupku.
- Kurwa – syknąłem.
-Cosiędocholerydzieje?
-Znalazłem adres napisany przez niego i wyszukałem go. To motel dla pracujących dziewczyn. Muszę lecieć – pośpieszyłem i rozłączyłem się.
Złapałem kluczyki od samochodu i odznakę i chwilę później wyleciałem z domu. Zacząłem jechać jak lunatyk, próbując dostać się do motelu tak szybko jak to możliwe. Rozerwę go na kawałki, jeśli go tam znajdę. Próbowałem do niego ponownie zadzwonić, ale jego telefon od razu przeszedł do poczty.
- Ruszaj się skurwielu! – warczałem, gdy głupi samochód przede mną jechał w ślimaczym tempie.
Opony potwora zapiszczały, gdy parkowałem auto. Wyrwałem i wbiegłem do środka. Za ladą był mężczyzna, w początkach czterdziestki, łysy z wielkim brzuchem, którego nawet jego super długa koszula, nie była w stanie zakryć. Wyciągnąłem zdjęcie Williama, które trzymałem w portfelu i pokazałem mu.
- Widziałeś tego chłopca? – zapytałem.
- Nie – odpowiedział bez patrzenia na zdjęcie. Wyciągnąłem odznakę, rzuciłem ją na ladę i złapałem go za kołnierz koszuli.
- Zapytam ponownie. Widziałeś tego chłopca? – Skurwiel zaczął pocić się jak świnia, spojrzał na zdjęcie i nic nie powiedział. – Przysięgam na Boga, jeśli nie zaczniesz śpiewać, w chwilę zamknę ten kawałek gównianego „motelu".
- Nie – powiedział i postawił się złośliwie.
- Jesteś całkowicie pewien?
-Tak – powiedział. – Nie było go tu odkąd przyjechałem. Jedynym w tej gównianej dziurze jest mężczyzna imieniem Greg coś tam i przyjechał dzisiaj rano. Nie widziałem go.
- Kurwa, zabiję cię, jeśli kłamiesz! Wrócę, zapamiętaj moje słowa! – warknąłem i wyszedłem.
Gdy wsiadłem do mojego auta, ręce zaczęły mi się trząść. Coś było źle, tak bardzo źle. Dlaczego Will miał ten adres? Dlaczego wyszedł bez powiedzenia słowa? Jak długo go nie było? Traciłem to. Bella była w pracy, a Ma nie miała pojęcia gdzie on jest. Próbowałem się do niego dodzwonić i ani razu nie odpowiedział.
Jeździłem przez kilka godzin, ale bez żadnych poszlak. Nie mogłem go znaleźć. Co było z nim nie tak? Wiedziałem, że dzieci były wielką sprawą, ale nie sądziłem, że to tak na niego wpłynie. Może Ma miała rację, humorki nastolatków i potrzebował trochę przestrzeni. Nie mogłem całkowicie tego zrozumieć, ale nie ważne co, on zawsze mógł do mnie przyjść. Nigdy nie będę kochał go mnie, ponieważ oczekiwaliśmy dzieci.
Gdzie jest mój syn? Moje ręce zaciśnięte na kierownicy, a oczy zaszły mgłą. To była moja wina, że go nie ma. Powinienem zwracać mu więcej uwagi, odkąd powiedzieliśmy mu, przed nim nie powinienem obnosić się moim zauroczeniem brzuszkiem Belli. Powinienem zachować naturalne zachowanie.
- Proszę, Boże – płakałem. – Pomóż mi go znaleźć.
Właśnie wtedy, zadzwonił mój telefon i odpowiedziałem bez sprawdzania numeru. Wiedziałem, że to on.
- Will! – płakałem.
- T-ta – jąkał. – T-tatusiu.
- Proszę powiedz mi gdzie jesteś – powiedziałem szalenie przez łzy. – Wariowałem!
- Wszyscy,odsunąćsię – usłyszałem jak powiedział mężczyzna. – Karetkabędzietutajzakilkaminut.
-Will, jesteś ranny? – zapytałem, ale wszystko, co słyszałem to płacz.
- Tato,zabiłemgo – płakał.
- Will?
- Zabiłemgo.
Co do cholery?
- Synu, weź głęboki oddech i powiedz mi, gdzie jesteś.
- Wp-parku.Proszęnienienawidźmnie,proszę – błagał. – Niezamierzałemgozabić,proszę.
- Kogo? – zapytałem przerażony, aby usłyszeć odpowiedź. Czy ponownie wdał się w bójkę z jakimś małym punkiem? Jego płacz stał się głośniejszy i głośniejszy, a on wciąż mruczał, abym go nie nienawidził.
- Will, proszę powiedz mi – błagałem.
- Carlisle'a…
