Potężna błyskawica przecięła ciemne, nocne niebo nad małą wioską Cokeworth w momencie, w którym na brudnej i zaniedbanej uliczce Spinner's End pojawiła się ciemna postać kobiety. Spojrzała w niebo. Była pełnia lecz powoli ciemne chmury przysłaniały księżyc. Gdzieś w oddali usłyszała wycie wilka. Odetchnęła głęboko i ruszyła przed siebie.
Co chwila nerwowo rozgladała sie dookoła. Małe, zrujnowane kamieniczki stały jedna obok drugiej. Gdzie niegdzie odpadał tynk ukazując stare, popękane cegły. W innych miejscach szyby pozaklejane były folią lub tekturą. Bellatrix poczuła obrzydzenie do tego miejsca. Przyzwyczajona do luksusów dworu Malfoy'ów dawno już zapomniała o celi w Azkabanie.
Zacisnęła mocniej palce na różdżce. Wciąż czuła ból i upokorzenie jakiego doznała ze strony swojego pana. Wiedziała jednak, że na to zasłużyła. Tym razem nie zamierzała go zawieść.
Doszła do końca alejki i stanęła przed małym domkiem. W jednym z okien na parterze świeciło się wątłe światło. Ucieszył ją ten widok. Przetarła oczy osuszając ostatnie łzy, które wciąż lśniły w jej dużych, czarnych oczach, odgarnęła nisforny lok, który opadał jej na twarz, po czym otworzyła starą, zardzewiałą furtkę. Szybkim krokiem pokonała odległość dzielącą ją z domkiem i zapukała energicznie w drzwi. Przez chwile nic się nie działo, aż w końcu usłyszała szczęk zamka i drzwi otowrzyły się powoli. Stał w nich Severus Snape.
Weszła do środka nawet nie pytając o zgodę i od razu skierowała się do pokoju, w którym świeciło się światło. Było to niewielkie pomieszczenie, pełne wysokich regałów wypełnionych starymi, zakurzonymi księgami. Na środku stały dwa fotele i mały stolik, a na nim butelka wina.
-Czemu zawdzięczam tą nieoczekiwaną, jednakże bardzo miłą wizytę, Bellatrix? - zapytał z przekąsem Snape stając w drzwiach pokoju.
-Gdzie to masz?! - Bellatrix rzuciała się na niego chwytając go za szatę z przodu i popychając na ścianę.
-Ach, jak się domyślam, nie udało ci się wypełnić rozkazów Czarnego Pana, nieprawdaż? To cud, że uszłaś z życiem, moja droga. - odparł Severus spokojnie patrząc jej prosto w oczy. -Jednakże obawiam się, że nie znajdziesz tutaj tego, czego Czarny Pan tak bardzo potrzebuje.
Wzmocniła uścisk na jego szacie i wycelowała mu różdżką w gardło.
-Zabiję cię Snape, jeśli nie powiesz mi gdzie to jest. - wyszeptała zaciskając zęby i coraz bardziej zbliżając swoją twarz do jego.
-Pragnę zauważyć, że jeśli mnie zabijesz, to sama nigdy nie zdołasz tego zdobyć. - odparł Severus ze spokojem w głosie.
Przez chwilę stali tak patrząc sobie w oczy. Bellatrix wściekła, Snape spokojny i niewzruszony. W końcu puściła go i odeszła szybkim krokiem na drugi koniec pokoju.
-Teraz mów. - warknęła krzyżując ręce na piersi i przeszywając go wzrokiem.
-Może usiądziesz, napijesz się ze mną wina? - zapytał Snape nie przejmując się groźną miną czarownicy i nalewając wino do dwóch kieliszków.
Zaklnęła cicho pod nosem i ostentacyjnie usiadła w fotelu, po czym wzięła swój kieliszek i duszkiem wypiła jego zawartość.
-Gadaj gdzie to jest, bo zaraz zniknie ci ten parszywy uśmieszek z twarzy - wyszeptała zaciskając dłoń na różdżce, tak mocno, że z jej końca wyleciało kilka srebrnych iskier.
Severus zwlekał z odpowiedzią. Wypił łyk wina, powoli odstawił kieliszek na stół i nie patrząc na nią zapytał:
-A co ja będę miał z tego, że ci pomogę?
Bellatrix była coraz bardziej zła. Nozdrza zaczęły jej drżeć, a usta zbielały z wściekłości. Wstała i podeszła do okna. Ciemne chmury już całkowicie zakryły księżyc, a po chwili srebrna błyskawica przecięła niebo. Odwróciła się by spojrzeć na Snape'a.
-Zrobię wszystko co zechcesz - powiedziała, w momencie kiedy głuchy grzmot burzy rozdarł ciszę Spinner's End.
