Czarny Pan siedział w wysokim, zdobionym fotelu przed kominkiem gładząc po głowie swojego olbrzymiego węża, Nagini. Mimo trzaskajacego wesoło ognia w pokoju było okropnie zimno. Nie przeszkadzało mu to jednak. Wręcz przeciwnie, w takiej temperaturze czuł się lepiej. Był sam. Nie lubił obecności ludzi. Nie lubił kiedy na niego patrzyli. Nie lubił słyszeć ich przyspieszonych z przerażenia, bądź podniecenia jego bliskością oddechów. Nienawidził ich, choć musiał ich szannować. Byli jedynym co w życiu miał.

Nagle ciszę przerwało pukanie do drzwi.

-Wejść. - powiedział, choć jego głos zabrzmiał bardziej jak syk.

-Panie mój. - Bellatrix weszła po cichu pochylając głowę.

-Podejdź tutaj. - Lord wstał z fotela i przeszedł na środek pokoju.

Czarownica padła mu do stóp całując skraj szaty.

-Wstań.

Spojrzała w jego czerwone oczy. Zdawało jej się, że może przeszyć nimi jej duszę nie pozostawiając na niej suchej nitki. Poczuła nieprzyjemne zimno w okolicy łydek. To Nagini pojawiła się bezszelestnie i zaczęła wspinać sie w górę po ciele swojego pana.

-Masz medalion? - zapytał patrząc prosto w jej czarne oczy, które lśniły teraz w blasku ognia z kominka.

Wyjęła drobny przedmiot z kieszeni i podała go Czarnemu Panu.

-Wspaniale. - wysyczał biorąc go do ręki i przyglądając się drobnym szmaragdom odbijającym każdą najmniejszą drobinkę światła.

Obracał go w palcach delektując się jego widokiem. Znów miał go przy sobie. Jego skarb. Jeden z najcenniejszych skarbów. Jedna z dwóch pamiątek rodzinnych. Powróciły wspomnienia. Wspomnienia tamtych nieprzespanych nocy, kiedy obmyślał plany jak zdobyć medalion. Wspomnienie ostatniego spojrzenia swojego ojca kiedy wycelował w niego różdżkę i wypowiedział śmiertelne zaklęcie. Wspomnienie dumy, którą wtedy czuł.

Nagle medalion wyślizgnął mu się z dłoni i upadł na podłogę. Otworzył się, a na podłogę wypadł kawałek pergaminu.

-Podnieś to. - rozkazał, a Bellatrix natychmiast rzuciła się na przedmiot i podała go Czarnemu Panu.

Rozwinął pergamin. W miarę czytania jego oczy stawały się coraz bardziej czerwone. R.A.B. Regulus. Arcturus. Black. Regulus odkrył jego tajemnicę. Zawładnęła nim niepochamowana złość. Jego horkruks zniknął. Wydał z siebie przeraźliwy krzyk.

-Panie... - Bellatrix skuliła się u jego stóp.

Wycelował w nią różdżkę przeszywając jej pierś zielonym promieniem, w tym samym momencie, w którym gdzieś daleko w zimnym pokrytym śniegiem lesie Ron Weasley przebił prawdziwy medalion mieczem Godryka Gryffindora.

KONIEC

Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak mi zawsze pasuje na koniec uśmiercić Bellatrix :(