3. – Wstawaj! Obudź się! – Ktoś krzyknął – Za 5 minut zaczyna się transmutacja!

- E… co?

- Tak w ogóle to jestem Dorocas.

- Lily.

- Ubieraj się i to szybko. Na śniadanie i tak nie zdążysz. Na szczęście że wzięłam ze sobą kilka naleśników. Masz. – Podała jej zawiniętą w srebrną folię paczuszkę.

- Dzięki ja….. Po prostu… Chyba to przez stres zaspałam- Lily wymyśliła to na poczekaniu.

- Pff….. Nie ty jedna. Chyba wszyscy pierwszoroczni zaspali. Ale ty zdecydowanie najdłużej.- Uśmiechnęła się Dorocas.

Lily ubrała się szybko i razem z nowopoznaną Gryfonką zeszły na dół po schodach. Już miały przejść przez dziurę pod portretem, ale ten nie chciał się otworzyć.

- No co jest?!- Lily była już naprawdę wściekła.

- Pewnie sobie poszła. Cholera. – Cierpliwość Dorocas też się już kończyła.

- No i co teraz?

- Czekamy.

Wszyscy Gryfoni poszli już dawno na lekcje więc zostały same w całym dormitorium. Minęło już sporo czasu, gdy dziura pod portretem otworzyła się i wszedł przez nią…. Potter. Tak Potter. Ten pierwszoroczny Gryfon, w pierwszym dniu szkoły, w czasie lekcji wszedł sobie do dormitorium jakby nigdy nic.

- Co ty tu robisz?!- Spytały jednocześnie.

- Raczej co WY tu robicie, zwłaszcza w czasie lekcji.

- Możemy cię spytać o to samo – Odpowiedziała mu Lily.

- Lepiej już idźcie n te lekcje. – Powiedział.

- A ty? – To już Dorocas.

- Ja zostaję tu.

- Ale… - Nie zdążyła zapytać Lily, bo Dorocas ciągnęła ją w stronę dziury w portrecie.

- Chodź już kurczę!

- No idę, idę…

Po dużym spóźnieniu na transmutację o mało nie zarobiły szlabanu w pierwszym dniu szkoły. Dwie następne lekcje minęły zaskakująco szybko. Lily przypomniała sobie, że Severus miał po nią przyjść w przerwie po trzeciej lekcji. Poszła do salonu i siedząc przy kominiku czekała na niego. Uświadomiła sobie, że przecież on jest Ślizgonem i nie zna hasła do jej dormitorium. Wyszła i zobaczyła że już na nią czekał. Wyglądał bardzo mizernie miał podkrążone oczy, nieobecny wzrok i kolor cery wpadający w zieleń. Pomyślała, że to pewnie przez nią, bo to ona wyrwała go ze snu około trzeciej w nocy. Teraz bardzo tego żałowała. Zważywszy na to jak on teraz wygląda targały nią dość duże wyrzuty sumienia. „ Nie mogłaś poczekać do rana co? Nie lepiej było budzić tego biedaka o trzeciej w nocy tylko po to żeby zamienić z nim kila zdań. No i zobacz jak on teraz wygląda przez ciebie. Jesteś świetna, nie ma co!".

- Przepraszam że się spóźniłam. Zapomniałam, że ty nie znasz hasła. Dobrze się czujesz Sev ?- Spytała troskliwie.

- Słucham ….? E… Tak, tak dobrze….- Najwyraźniej wyrwała go z zamyśleń.

- Co będziemy robić?

- Chcę ci coś pokazać….

Szli razem przez korytarz. Severus doskonale znał Hogwart. Po kilku minutach Lily zorientowała się, że zmierzają do salonu Ślizgonów.

- Chcesz mi coś pokazać w swoim salonie?

- Dokładniej w dormitorium – Odparł.

„ On się chyba naprawdę źle czuje" – Pomyślała Lily- „ A to wszystko przeze mnie….."

- Wiem że to trochę dziwnie brzmi ale zaufaj mi proszę.

- Przecież nic nie mówię….

Weszli po schodach do dormitorium chłopców. Było to małe, skromne pomieszczenie w dość chłodnych, stonowanych barwach zgniłej zielni oraz srebra. Naprzeciwko wejścia stała stara komoda mogąca pomieścić rzeczy wszystkich chłopców. Znajdowały się tam też kufry w rogach łóżek. Jako że dormitorium Ślizgonów znajdowało się pod jeziorem światło było tam zielone i nie było tam okien. Lily usiadła na łóżku, a Severus zaczął szukać czegoś w kufrze. Po chwili wyciągnął z niego….. mały, mugolski dywanik łazienkowy. Lily spojrzała na niego nie wiedząc co ma zrobić z faktem, że jej najlepszy przyjaciel w przerwie między lekcjami zaciągnął ją aż tu, żeby pokazać jej jakiś dywanik łazienkowy.

- No wspaniałe co? – Spytał uradowany.

- Jakie wspaniałe Sev?! To jest zwykły, mugolski dywanik łazienkowy i to w dodatku stary! – Krzyknęła zirytowana.

- Co?! To są przecież Katy z czekoladowych żab!

- Dobrze się czujesz Severusie Snape? – Rzekła przestraszona.

- Dlaczego?

Lily podeszła do niego i położyła mu rękę na czole. Było gorące. Spojrzała w jego czarne, głębokie oczy- miał nieprzytomny wzrok.

- Idziemy do skrzydła szpitalnego.

- Tak, tyko wiesz uciekły mi wszystkie czekoladowe żaby i muszę ich poszukać!

- Tak, tak. Wiem gdzie one są, Widziałam je. Zaprowadzić cię tam?

-TAK!

Ruszyli razem do skrzydła szpitalnego. Lily musiała trzymać Severusa za szatę, bo ten zamiast iść jak człowiek udawał skaczącą wiewiórkę. Dotarli w końcu do pani Pomfrey. Lily opisała jej całą sytuację a pielęgniarka zajęła się badaniem pacjenta. Po chwili przyniosła właściwy eliksir i podała go mu.

- Myślę, że nasz młody towarzysz trochę za bardzo się zaangażował na dzisiejszej lekcji eliksirów. Zapewne profesor Slughorn przyrządził na dzisiaj pokazowe eliksiry i pozwoli na obejrzenie, powąchanie ich, czyż nie? – Zapytała.

- Tak proszę pani. Tak było. – Odparła przejęta Lily.

- Otóż sądzę- Ciągnęła dalej- Że za długo wąchał wywar z czyraków trola, który spowodował halucynacje i gorączkę. Na szczęście że przyprowadziłaś go do mnie w porę, bo później skutki mogłyby być nieodwracalne.

Severus poczuł się lepiej po wypiciu tego eliksiru, jednak pani Pomfrey uparła się aby zatrzymać go na noc w skrzydle szpitalnym. Lily miała już wyjść, gdy nagle on złapał ją za rękę.

- Poczekaj Lily…- Zaczął- Chciałem cię przeprosić za to wszystko, głupio wyszło. Dziękuję…

- Nie Sev. To ty posłuchaj. Nie jestem na ciebie zła, więc mnie nie przepraszaj, bo mnie ma za co. To dobrze, że znalazłam cię w takim stanie bo kto wie co by było jakbyśmy nic z tym nie zrobili. Ale teraz muszę już iść, bo za chwilę kończy się moja przerwa. Wracaj do zdrowia.

- Cześć- Odparł zupełnie zbity z tropu.