Udało się! Kolejny rozdział! W Dzień Dziecka! No cóż, rozdział króciutki.

LadyB96: Ja też uwielbiam gumowe kaczuszki! I dzięki za komentarz.

Ruda098, brygida91, Agness: Dzięki za komentarze i cieszę się, że wam się podoba. :D

elain679: Co do Ropuchy, to może po prostu jest zbyt głupia, żeby się domyślić, o co chodzi. ;)

xxx: Dzięki wielkie za propozycję i za komentarz.

Enjoy!

Piąty rok Gryffindoru dotarł do końca korytarza, gdy usłyszeli krzyki i wrzaski.

Umbridge wybiegła z klasy i pobiegła przed siebie, a wszyscy, w bezpiecznej odległości, podążyli za nią.

Umbridge przebiegła całą drogę do korytarza, gdzie znajdowały się klasy zaklęć. Gdy tylko dotarła do tego korytarza, postawiła o jeden krok za dużo.

- Co się tutaj dzieje? – zapytała z kostką uwięzioną głęboko w gęstym błocie.

- To ta dwójka to zrobiła – powiedział Filch, wskazując na Freda i George'a.

- Co zrobiła? – zapytała Umbridge.

- Zrobiliśmy… - zaczął ten, który mógł być Fredem.

-Bagno! To… - George kontynuował.

- Prezent dla pani! Jak się… - wątek ponownie podjął Fred.

- Pani podoba? – skończył George.

- Wcale! Moje buty są zniszczone. – Umbridge wściekła się.

- Sądzę, że powinniśmy postawić balustradę, co Forge? – zapytała osoba, którą wszyscy brali za Freda.

- Też tak sądzę, Gred, wtedy nikt by do niego nie wszedł, ale… - odpowiedziała osoba, która mogłaby być Fredem.

- Gdzie wtedy byłaby zabawa. – osoba, która mogła być Georgem zakończyła.

- Jak tylko wyjdę z tego bagna, to zajmę się waszą dwójką – powiedziała Umbridge gniewnie.

- Dobrze, my… - osoba, która została zidentyfikowana jako Fred, ale naprawdę mogła być Georgem zaczęła, łapiąc za jedno ramię Umbridge.

- Wskażemy pani drogę. – zidentyfikowany George, który mógł być Fredem, ale w tym momencie z pewnością był Georgem dokończył, łapiąc Umbridge za drugie ramię.

Szarpnęli trzy razy zanim Umbridge wydostała się z bagna z pyknięciem.

Uczniowie stojący za Umbridge rozproszyli się, gdy Fred i George przeciągnęli Umbridge tyłem do głównego korytarza. Kiedy dotarli na miejsce, bliźniaki postawili Umbridge na nogi i oczyścili ją z kurzu.

- Pani Dyrektor, mogę dostać pozwolenie na chłostę? – zapytał podniecony Filch.

- Tak, śmiało – odpowiedziała oszołomiona Umbridge.

Filch poczłapał pospiesznie, mamrocząc coś do siebie.

Harry ustawił się tuż nad Umbridge.

Fred i George roześmiali się i zaczęli tarzać po podłodze.

Po kilku minutach Umbridge doszła do siebie i spojrzała na bliźniaki.

- *No i co… pewnie uważacie za zabawne zamienienie szkolnego korytarza w bagno, co?* - zapytała Umbridge.

- *Bardzo zabawne – odrzekł Fred, patrząc na nią bez śladu lęku* ze swojej pozycji na podłodze.

Filch wrócił ponury.

- Pani Dyrektor, drzwi są zamknięte – powiedział Filch smutno – Mam przygotowane bicze, jedyne, czego mi potrzeba to formularz..

Umbridge podała klucze Filchowi

- *Dobrze, Argusie. Wy dwaj – tu spojrzała na znowu na Freda i George'a – zaraz się dowiecie, co w mojej szkole robi się ze złoczyńcami.

- Taak? – powiedział Fred. – Chyba się nie dowiemy. – Odwrócił się do brata. – George, myślę, że wyrośliśmy już ze szkoły.*

George coś odpowiedział, ale Harry tego nie usłyszał. Był zajęty nakładaniem naprowadzającego zaklęcia na kopertę. Jakby z daleka usłyszał trzask, ale całą swoją koncentrację skupił na kopercie. Harry akurat skończył zaklęcie, gdy Fred wykrzyknął ogłoszenie dla Czarodziejskich Dowcipów Weasley'ów.

- *Specjalne zniżki dla tych uczniów Hogwartu, którzy przysięgną, że użyją naszych produktów w celu pozbycia się tego starego nietoperza – dodał George, wskazując na profesor Umbridge.

- ZATRZYMAĆ ICH! – wrzasnęła Umbridge.

Ale było za późno. Kiedy Brygada Inkwizycyjna ruszyła do ataku, Fred i George odbili się mocno od posadzki.*

Harry trzymał rękę na poręczy, gotowy, aby ją puścić, gdy Fred odezwał się do Irytka.

- *Irytku, zrób jej piekło w naszym imieniu.

A Irytek, który chyba jeszcze nigdy nie usłuchał polecenia żadnego ucznia, zerwał z głowy swój kapelusz z dzwonkami i wyprężył się w salucie, podczas gdy Fred i George zatoczyli koło i wśród oklasków i wiwatów wylecieli przez otwarte drzwi wejściowe w bajecznie kolorowy zachód słońca.*

Po tym pokazie Harry upuścił kopertę.

Ta pofrunęła w dół zanim, a minutę potem, skierowała się ku Umbridge, lądując na jej głowie. Po minucie, gdy Umbridge jej nie zauważyła, koperta zaczęła atakować jej twarz, przestając w chwili, gdy wzięła ją do ręki.

Umbridge otworzyła kopertę i wyjęła pergamin. Głos spikera wypełnił główny korytarz.

- Owce robią… beee!

Umbridge wrzasnęła z wściekłości, sprawiając, że pergamin wybuchł. Następnie rozejrzała się dziko, jednak nie patrząc w górę.

- Ktokolwiek to wysłał jest wydalony ze szkoły! – krzyknęła Umbridge, nadal się rozglądając.

Harry uśmiechnął się i wycofał się w tłum uśmiechających się uczniów, tak że gdyby Umbridge spojrzała w górę, nie mogłaby go zobaczyć. Dołączył do Rona i Hermiony z dala od tłumu.

- To było genialne! Powinniśmy zamówić kilka ich rzeczy – powiedział Ron.

- Dla siebie chcę przenośne bagno. To dla Umbridge, oczywiście – powiedział Harry, któremu kształtował się pomysł w głowie.

- Co planujesz? – zapytał Ron.

- No cóż, polubiła bagno na korytarzu, więc pomyślałem, że polubi bagno w swoim biurze – powiedział Harry z złośliwym uśmieszkiem.

- Taa, na pewno polubi, wyślę jutro sowę do Freda i George'a – powiedział Ron z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Czy nie możecie być bardziej ostrożni, słyszeliście Umbridge, ona chce was wyrzucić! – Hermiona wysyczała.

- Ona chce wyrzucić nadawcę tych zwierzęcych liścików, nie mnie – powiedział Harry już się nie uśmiechając.

- Ale to ty je wysyłasz! – odparła Hermiona.

- Taa, ale ona o tym nie wie. Poza tym, zrzucę wszelkie podejrzenia na Ślizgonów – powiedział Harry.

- Harry, ona ich wyrzuci! – wykrzyknęła Hermiona.

- Dobra wymówka – wymamrotał Ron.

- Nie możesz pozwolić Umbridge wyrzucić ich za coś, czego nie zrobili. – Hermiona wrzasnęła na Rona.

- Nie martw się, to nie będzie ta sama osoba dwa razy z rzędu i tylko Brygada Inkwizycyjna dostarczy te liściki więcej niż raz. – Harry zapewnił ją.

- Och, no dobra, ale obiecajcie, że będziecie bardziej ostrożni. – Hermiona ustąpiła.

- Obiecujemy – powiedzieli razem Harry i Ron.

- Dobrze, teraz chodźmy do Wielkiej Sali, już prawie kolacja i nie wiem jak wy, ale ja jestem głodna – powiedziała Hermiona, zanim ruszyła.

Ron również zaczął kierować się ku Sali, wyprzedzając Hermionę. Harry zrównał się z Hermioną i razem weszli do Wielkiej Sali.

Komentujcie!