Rozdział 17

Chaos rozpoczął się podczas niedzielnego obiadu.

W jego połowie Knot i Umbridge weszli do Wielkiej Sali. Oboje usiedli na swoich miejscach, gdy rozbrzmiał potężny gong przyciągając uwagę wszystkich.

Dopiero po minucie zauważono zmiany na ścianie, po ślizgońskiej stronie Sali. Na tej ścianie pojawił się długi rząd butelek po piwie. Dziewięćdziesiąt dziewięć butelek po piwie.

Harry jako pierwszy zaczął śpiewać, chwilę potem Ron i Hermiona.

- Dziewięćdziesiąt dziewięć butelek na ścianie, dziewięćdziesiąt dziewięć butelek... - zaśpiewał Harry. - Gdy jedna spadnie, zostanie dziewięćdziesiąt osiem butelek na ścianie.

Na słowo „spadnie", jedna z butelek spadła rozpryskując szkło wszędzie z wyjątkiem uczniów i profesorów. Jednakże strużka piwa dostała się na kolana Knota.

- Dziewięćdziesiąt osiem butelek na ścianie, dziewięćdziesiąt osiem butelek. Gdy jedna spadnie... - Słychać było trzask szkła. - …zostanie dziewięćdziesiąt siedem butelek na ścianie.

Gdy doszli dziewięćdziesięciu sześciu butelek, więcej osób dołączyło do śpiewania.

Przy osiemdziesięciu dwóch butelkach Umbridge wstała i próbowała powstrzymać spadające butelki. Na szczęście butelki przelatywały przez nią, pozwalając uczniom na kontynuowanie piosenki.

Reszta obiadu wypełniona była głosami dzieci śpiewających o upadających butelkach piwa.

Po obiedzie Harry zszedł do kuchni, żeby poinformować Zgredka o tym, o Umbridge chce na kolację. I to z tego powodu Harry i Ron szeroko się uśmiechali gdy zasiedli do kolacji.

Ron, Harry i Hermiona dyskretnie spoglądali na Knota i Umbridge, którzy pogrążeni w rozmowie zasiedli do stołu. Jak tylko kolacja pojawiła się na stole, Umbridge nieobecnie wetknęła widelec w coś, co powinno być sałatką. Następnie włożyła widelec do buzi, przeżuła dwa razy i wypluła piach.

- No nie! Znowu? - powiedziała Umbridge patrząc na swój talerz.

Jej talerz wypełniony był mokrym, uformowanym piaskiem. Miała steka, bryłę sałatki ziemniaczanej oraz kolbę kukurydzy. Wszystko zrobione z piachu.

Umbridge podniosła swój kubek, wzięła łyk wody i od razu go wypluła, ponieważ tam również znajdował się piasek.

- Tego ostatnim razem nie było – Sprout wyszeptała do McGonagall.

Umbridge zaczęła skrobać piaskowy stek w nadziei, że pod spodem znajdzie prawdziwe mięso.

Na jej nieszczęście, stek był w stu procentach zrobiony z piasku.

Coraz więcej osób zauważało dziwne zachowanie Umbridge.

- Moja mama zawsze mi mówiła, żeby nie bawić się jedzeniem – oznajmił głośno Harry.

Jedna z uczennic zauważyła leżącą na ziemi kopertę i podniosła ją. Następnie podeszła do Umbridge i podała jej znalezisko.

Umbridge otworzyła kopertę, z której wydobył się głos spikera.

- Ocean robi... szszszsz.

- On to zrobił? - krzyknęła Umbridge, przerywając minutę ciszy.

- Kto zrobił co? - zapytał Knot.

- Ta osoba, która cały czas wysyła mi te liściki, dała mi cały ten piasek – odpowiedziała Umbridge.

- Ale kto ciągle daje ci te liściki? - zapytał Knot.

- Nie wiem! - odparła Umbridge.

- Więc skąd wiesz, że to on dał ci piasek? - zapytał zdezorientowany Knot.

- Ten ostatni list to nie był przypadek. - Umbridge próbowała wyjaśnić.

- Nadal nie rozumiem dlaczego uważasz, że on to zrobił – powiedział Knot.

~o~

Po kolacji Harry pobiegł do lochów w podskokach.

Po wejściu do gabinetu Snape'a, zamknął drzwi stopą i z trudem położył wielkiego arbuza na biurko profesora.

- Po co to? - zapytał Snape.

- Skończyły im się jabłka. - Harry wzruszył ramionami. - Wymyśliłem, że jeśli przyjdzie do pana doktor, to może pan rozbić arbuza na jego głowie i uciec.

- Czy zapomniałeś dzisiaj wziąć swoich leków? - Zastanowił się Snape, patrząc na ogromnego arbuza na jego biurku.

- Nie pamiętam – odparł Harry.

Snape westchnął zanim poprawił swoją różdżkę w dłoni.

- Legilimens – powiedział Snape.

Harry zablokował Snape'a przybliżonym obrazem żarówki.

- Co to było? - zapytał Snape.

- Żarówka. To ona daje światło, gdy doda się elektryczność – odpowiedział Harry.

Snape powtórzył zaklęcie, ale Harry znów go zablokował wyobrażając sobie włącznik światła, który trzeba wciskać.

- To jest włącznik, naciska się przycisk i światło się włącza i wyłącza – powiedział Harry, odpowiadając na niezadane pytanie Snape'a.

Następnym przedmiotem, który Harry użył do zablokowania Snape'a był włącznik światła na pokrętło.

- Kolejny włącznik - powiedział Harry - tym razem trzeba przekręcić, żeby zapalić światło.

- Legilimens – warknął Snape, zmęczony wyjaśnieniami Harry'ego.

Pierwszą rzeczą w głowie Harry'ego, którą Snape zobaczył, była zapalona lampa

- To jest lampa, jest zapalana...- Snape przerwał Harry'emu.

- Legilimens – warknął Snape, odrywając Harry'ego od wyjaśnień.

Snape'a prawie rozbolała głowa od migających świateł w głowie Harry'ego.

- Klap włączone. - Harry klasnął ręce. - Klap wyłączone.

Na zewnątrz gabinetu znajdował się Ron, który włączał i wyłączał światła wraz z komendami rzucanymi przez Harry'ego.

- Klap włączone, klap wyłączone, klap włączone, klap wyłączone, Klapacz! - śpiewał Harry klaszcząc.

- Potter! Przestań! - krzyknął wściekle Snape.

- Klap włączone! - Harry klasnął, włączając z powrotem światła.

- A teraz, jeśli nie masz nic ważnego do powiedzenia, siedź cicho – rozkazał Snape.

Harry był cicho, gdy zablokował Snape'a dwa razy używając obrazu słońca.

- Kocham pana – powiedział Harry zanim Snape powiedział zaklęcie.

- Co? - zapytał zaskoczony Snape.

- Niech pan uważa! - krzyknął Harry. - Mam złamaną rękę!

- Potter, o czym ty mówisz? - warknął Snape.

- Powiedział pan, że mam mówić dopiero wtedy, gdy będę miał coś ważnego do powiedzenia. Czy to, co powiedziałem, nie było ważne? - zapytał Harry.

- Jeśli rzeczywiście byś mnie kochał, miałbym rzeczywiście na coś uważać lub rzeczywiście złamałbyś rękę, to wtedy byłoby to ważne. Jako, że nic z tych rzeczy nie jest prawdą, to nie są ważne – powiedział Snape.

- Mógłby pan uważać na nowy rodzaj ciasteczek – zaproponował Harry.

- To koniec na dzisiaj, wynocha z mojego gabinetu – powiedział Snape.

- Okej – odparł Harry.

- Nasze następne spotkanie jest w środę, nie spóźnij się – powiedział Snape.

Harry kiwnął głową, wyszedł z gabinetu i dołączył do Rona w drodze do wieży Gryffindoru.

Coś czuję, że Harry z tymi wszystkimi światłami jest po Jasnej Stronie Mocy. Przepraszam.

Mam nadzieję, że się podobało. Śmiało zostawiajcie komentarze, zawsze z niecierpliwością na czekam i z chęcią je czytam :).