KODEKS

W roku smoka 9:41 cesarzowa Celene Valmont zostaje zamordowana. Na tronie Orlais zasiada cesarz Gaspard de Chalons. Przyjaciółka zmarłej władczyni, Briala, przyjmuje tytuł Markizy Dalii.

…..

ROZDZIAŁ 2

Jak trzymasz kogoś bez snu dostatecznie długo, zadajesz właściwe pytania, serwujesz odpowiednie dragi, powie ci, co tylko chcesz. Nie trzeba magii krwi ani demonów, żeby zmienił zdanie.

Słabe umysły można złamać. Pozostałym podaje się qamek.

Hissrad1 'The Iron Bull' (DA:I)

…..

Seheron, Issala-kas, rok 9:44

Około północy nadal jeszcze siąpił deszcz. Wokół unosiła się ciężka, gęsta mgła. Burze na Seheronie zwykle nie bywały długie - najczęściej gwałtowne, gorące, parne i duszne. W razie jednak, gdyby opady przedłużały się, twierdza Kas szczęśliwie zbudowana została na wzgórzu. Nie była zagrożona podtopieniem.

Rasaan, w podziemiach zachodniego skrzydła, oczekiwała na więźnia. Rozpaliła pochodnię w jednym z pomieszczeń, opróżnionych z wszelkich zbędnych sprzętów i mebli. Po środku, na małym stoliku ustawiła buteleczki i fiolki z zawartością różnych natężeń trucizny, pióro i papier - na wypadek, gdyby bas zdecydował się udzielić wyjaśnień. Saar poprzedzające qamek miało na celu ostateczne ustalenie zakresu wiedzy bas na temat kradzieży Księgi Kosluna.

Raporty z Arsum informowały, iż uprzednie przesłuchania zostały zakończone zupełnym niepowodzeniem. Zdaniem Rasaan, Ben'Hassrath popełnili zbyt wiele błędów prowadząc procedury. Oczekiwano od więźnia potwierdzenia prawdy, która stałaby w zgodzie z inicjatywą Qun, nie stałaby w sprzeczności z atakiem na Imperium Tevinter. Błąd. Prawda bas nie miała znaczenia. Tylko prawda Qun gwarantowała nieomylność i jednomyślność narodu. Antaam decyzje winno podejmować zdecydowanie, szybko, bezwzględnie. W przededniu wojny Qun nie miało czasu na wątpliwości.

Księga Kosluna zostanie odnaleziona.

Maraas shokra.

Ostatnia cenna informacja, jaką bas mógł zaoferować Qun dotyczyła miejsca ukrycia Księgi. Istniała możliwość, iż posiadanie wymaganych informacji znajduje się poza zasięgiem więźnia. Wróg, Isabela z Rivanu, z obawy przed wykryciem, z pewnością zaniechała planów poczynionych wspólnie z pojmanym przez Qun szarym strażnikiem. Prawdopodobnie ukryła Księgę w nowym, innym miejscu. Wszelkie poszlaki jednak należało sprawdzić. Księga Kosluna była Relikwią. Nazbyt istotnym elementem Qun, by można było poniechać, nawet najmniej obiecujących poszukiwań.

Rasaan zdecydowała iż do procedury przesłuchania zastosowanej przez egzekutorów z Arsum wprowadzi zmiany i dostosuje siłę saar2 do możliwości adaptacyjnych strażnika. Należało wziąć pod uwagę stopień osłabienia ciała i umysłu. Rassan widziała chude dłonie, wysuszoną skórę, zapadnięte policzki, cienie wokół oczu - oznaki niedożywienia i odwodnienia - spowodowane prawdopodobnie działaniami Ben'Hassrath oraz długą podróżą morską. Osłabione ciało często nie potrafiło utrzymać pożywienia, wszak pozbawiono je odporności. Brak nawodnienia powodował ogromne spustoszenie w organizmie.

Rassan raz jeszcze przeczytała kluczowy fragment raportu:

Ujęty bas przebudził się w nocy. Określono, iż w wyniku porażenia uszkodzeniu uległ słuch. Bas nic nie mówi. Po dwóch nocach i dwóch dniach przesłuchań, dowiedziono, iż bas nie kłamie jedynie w sprawie swoich dolegliwości. W związku z wyczerpaniem przez Ben'hassrath możliwości wydobycia z bas wymaganych informacji, więzień został przekazany Ariqun3 - wysłany do portu na Par Vollen.

Zastosowano saar-tal.

Rassan, w przeciwieństwie do Ben'Hassrath, zdawała sobie sprawę z powagi ułomności bas. Zdecydowała, iż strażnik w czasie przesłuchania musi być wystarczająco przytomny, by świadomie czytać słowa z ust kapłanki oraz odpowiadać na pytania.

Rassan wybrała najsłabszą, najdłużej działającą i uwalniającą swoje właściwości odmianę saar.

- Wprowadzić bas, jestem gotowa - zwróciła się do sługi stojącego przy wejściu, czekającego na rozkaz. Człowiek skłonił się i wyszedł. Po chwili jeden z Antaam, Karashok4, wprowadził więźnia. Rassan z daleka, uważnie obejrzała wychudzoną postać bas. Targały nim silne emocje. Zaciśnięte usta, dłonie ciasno zwinięte w pięści zdradzały, że bas zdawał sobie sprawę z powagi i ostatecznej formy nowego przesłuchania. Bas wiedział czym było qamek. Jasne było, iż mając ograniczone możliwości wyboru, o własną godność zamierzał walczyć do końca.

Nieważne. Qun i tak zwycięży.

Karashok silnym ramieniem ustawił bas pod ścianą, na lewo od drzwi. Pchnął ciało więźnia w dół zmuszając bas do przyjęcia pozycji klęczącej. Lewa dłoń strażnika, już wolna od więzów, jakby dla zachowania równowagi, spoczęła płasko na podłodze; druga, nadal zwinięta w pięść, spoczywała na kolanach.

(… a słabe światło pochodni rzucało wokół długie, upiorne cienie zgarbionego ciała umęczonego dla satysfakcji rogatych bestii.)

Gdy bas początkowo nie reagował na wołanie Rassan, kobieta podeszła, złapała więźnia za twarz i sama uniosła ją do światła. Spojrzała w ciemne oczy, pełne smutku i zrozumienia dla charakteru sytuacji.

- Daję ci ostatnią szansę, bas - wyjaśniła stanowczo. - Powiedz gdzie jest Księga.

Strażnik uśmiechnął się słabo. Pokręcił głową. Gdzieś na wyższych poziomach rozległ się huk.

- Robisz błąd - powiedziała mu Rassan ignorując zamieszanie na piętrze. Sięgając po fiolkę saar-eva, przelała truciznę do cynowej, zdobionej miseczki. - Viran5! Karashok! - zawołała do sług stojących przy drzwiach. - Przytrzymajcie bas.

Qunari stając z prawej, ramię bas odciągnął w bok, przytrzymał. Prawą nogą, zgiętą w kolanie unieruchomił klatkę piersiową. Gdy sługa uczynił to samo z lewej strony, bas próbował wstać. Karashok złapał chudą szyję w silnym uścisku. Strażnik odruchowo wstrzymał oddech. Na zewnątrz twierdzy i powyżej lochów słychać było uniesione głosy, cichy brzęk stali. Później grzmot lub wybuch. Nikt z zebranych nie poświęcił odgłosom najmniejszej uwagi. Trwał sztorm. Rasaan była skupiona na zadaniu.

- Nie będziesz współpracował – kapłanka zwróciła swoją uwagę bas. - Postanowiłam oszczędzić sobie dalszych rozczarowań i zorganizowałam pomoc. Nie będę cię prosiła o to byś wypił wywar sam. Widząc twoją skłonność do odkładania nieuchronnego, twoje zatrwożenie i twój upór, nie dam ci szansy. Nie masz już możliwości wyboru. Twój opór jest daremny. Jesteś bezradny wobec tajemnicy Qun. Tak jak teraz. Twoje ciało nie należy do ciebie. Twój umysł to klatka. Jest słaby tak jak twoje ciało. Ty jesteś słaby, szary strażniku - Rasaan przerwała, jej twarz skrzywiła się w grymasie odrazy - Basra.

Ciemne oczy elfa pojaśniały. Nieprzelane łzy, złości i smutku odbijały światło. Twarz skurczyła się w obawie przed nieuniknionym. Ostatnim, bolesnym trwaniem przed śmiercią.

- To nie musi się tak skończyć – oznajmiła nieco łagodniej Rasaan. Spostrzegła pęknięcie w kruchej powierzchni muru, jaki spowijał umysł bas. - Wyjaw gdzie jest Księga!

Dłoń wojownika zakleszczyła głowę strażnika w miejscu. Unieruchomiony, przerażony bas posłał swoim oprawcom złamany uśmiech.

- Będę stawiał opór - Rassan usłyszała zupełnie nosowy, cichy, bardzo niewyraźny głos. Usta bas ledwie się poruszały.

- Karashok - Rassan skinęła głową na wojownika. Na jej znak qunari szybko przesunął wielkie palce z szyi bas na twarz, w miejscu spojenia żuchwy. Układając dłoń pod brodą, czując opór mocno nacisnął. Twarz strażnika wykrzywił ból. Z jego zaciśniętych oczu wypłynęły łzy. Jeden z niewielu pozostałych po przesłuchaniach w Arsum zębów trzonowych ze zgrzytem wypadł z dziąsła, dalej, na podłogę. Oblicze bas opuścił irracjonalny i zdaniem Rassan zupełnie niepotrzebny upór. Spojrzał na beznamiętne, górujące nad nim Qun. Karashok odwrócił głowę.

- Dlaczego walczysz!? - pytała poważnie Rassan. - Jedyne co w tej chwili możesz osiągnąć to dodatkowe, długie cierpienie. Poddaj się!

Młoda kapłanka jednym szybkim i precyzyjnym ruchem umieściła między rozsuniętymi ustami więźnia metalową tubę poszerzaną ku górze. Wepchnęła końcówkę do gardła bas, przechyliła misę. Strażnik przełknął ciężko, krztusząc się na próżno. Z wyrzutem i upokorzeniem patrzył na twarze swoich oprawców. Nie znalazł współczucia.

Gdzieś od strony dziedzińca ponownie słychać było nasilający się bezładny rwetes. Ktoś głośno krzyczał. Nastał huk i grzmot.

Rasaan odczekała moment nim rozkazała mężczyznom by odeszli.

Bas usiadł ciężko opierając się o pobliską ścianę, nogi wyciągnął przed siebie. Jego oddech był przyspieszony jakby po wyczerpującej walce. Blada skóra lśniła od potu i łez, naga szyja oblepiona była rozlanym, lazurowym saar-eva. Trucizna zmieszana z brudem dawała nieciekawy, ziemisty i błyszczący jak rybia łuska kolor. Podarta, wełniana koszula zsunęła się z lewego ramienia odsłaniając siniaki i czarną skorupę starej rany. Rasaan zmarszczyła nos w pełni utożsamiając obraz z zapachem wilgoci i choroby, który atakował zamkniętą przestrzeń.

Pierwszym objawem zatrucia saar-eva był krótki oddech. Zaraz po nim pojawiał się spadek temperatury i dreszcze. Później przychodziły nasilające się zawroty głowy, czasami wymioty - nie pozwalały przesłuchiwanemu utracić przytomności w bólu. Dalej przychodziło otępienie umysłu, blokujące czucie. Rasaan miała nadzieję, że osłabiona dawka trucizny pozwoli bas zachować częściową przytomność.

Złożywszy ramiona na piersiach obserwowała jak bas instynktownie, dla zachowania umykającego ciepła, podnosi nogi zgięte w kolanach, oplata je ramionami, głowę składa do środka. Rasaan słuchała jak każdy oddech, zbyt szybki, urywany i niepewny, sprawia więźniowi coraz większą trudność. Pozwoliła aby bas, przemieścił ciało wtulając je bliżej narożnika. Żaden z zabiegów zdawał się nie pomagać. Przesłuchiwany ułożył ręce na skroniach, naciskając mocno, zaciskając powieki i krzywiąc twarz w bólu. Prawa dłoń nadal zwinięta była w pięść.

Karashok i Viran na znak opuścili salę.

Rasaan czekała cierpliwie.

Gdy strażnik uspokoił się, wyrównał oddech, na powrót oparł głowę na kolanach, Rasaan ruszyła w jego stronę. Nadszedł czas.

Jej stopa uderzyła lekko w bok bas. Próba zwrócenia uwagi strażnika zakończyła się niepowodzeniem. Brak reakcji wymagał zastosowania bardziej skutecznych środków perswazji. Rasaan nachyliła się nad skulonym ciałem, złapała brudne, lepkie włosy, pociągnęła w górę, odchyliła do tyłu. Strażnik, przymuszony, uniósł twarz. Jego oczy, przymrużone i nieobecne nie patrzyły jednak na qunari. Były zamglone. Ciemnobrązowe źrenice pobladły. Rassan zmarszczyła czoło. Wzrok bas był kaleki. Wzburzenie targające ciałem kapłanki ustąpiło zdziwieniu. Kobieta zacisnęła pięść. Uderzyła głową bas o ścianę. Bas spojrzał błędnie wokół. Jego oczy były odcięte. Bas został usunięty. – pomyślała Rasaan. Wyciszony.

- To niemożliwe ...

Kapłanka zbyt późno spostrzegła ruch dłoni. Agresywny lecz obecny. Dłonie bas rozgarniały przestrzeń. Szukały celu. To nie było zachowanie typowe dla wyciszonych …

Co to ma znaczyć? Rassan nigdy wcześniej nie doświadczyła u żadnego z jeńców podobnej reakcji na truciznę.

Przecież bas nie widział, nie słyszał. Jego myśli były rozbite. Saar-eva wywoływał bierność. Rasaan wypuściła bas z uścisku, usiłowała cofnąć rękę. Za późno. Lekka i zimna jak martwe drzewo dłoń złapała jej nadgarstek. Rasaan poczuła wstrząs. Krótki jak sen o spadaniu. Jej ciało zatrzymało się jak rażone prądem, wgniecione w twardą ścianę. Po chwili jej mięśnie mimowolnie rozluźniły się, nastąpił paraliż. Rasaan osunęła się na kolana. Strażnik siedział bez ruchu. Jego oczy, teraz pozbawione uprzedniej zasłony spoglądały w górę. Prawa dłoń, do tej pory zwinięta w ciasną pięść leżała bezładnie na ziemi. Była ciemna od wewnątrz, niemal czarna. Obok leżał kawałek materiału, mokry od krwi.

- Coś ... ty uczynił ... - pytała z trudem składając słowa Rasaan. Urok mijał. Nie był trwały. Ustępował. A jednak zbyt wolno. Czymkolwiek był. Kapłanka podtrzymując ciało ramionami obejrzała porwany skrawek wełnianej koszuli. Pochodził z rękawa odzienia bas. Strażnik zawinął go jak opatrunek i ścisnął w pięści. Tamował krwotok, ukrywał zranienie. Nie chciał zwracać na siebie uwagi.

Dlaczego?

Hałas z dziedzińca ogarniał coraz szersze obszary twierdzy. Ktoś krzyczał. Na wielkiej wieży dzwonił dzwon. Trzy razy. Wzywano Antaam do gotowości.

Rasaan zaczęła się niepokoić. Stanęła zaciskając zęby w złości i determinacji. Cisnęła zakrwawiony materiał na stolik, oparła na nim ramiona.

- Karashok! - zawołała. Potężny mężczyzna wszedł do pomieszczenia. Spostrzegłszy stan, w jakim znajdowała się Rasaan, zmarszczył czoło. W niemym wyrazie troski żądał wyjaśnień. Kwestionowanie działań Rasaan nie leżało w jego domenie. Karashok był wojownikiem.

- Natychmiast sprowadź Saarebas - rozkazała stanowczo. Karashok skinął głową. Jego twarz pełna była skupionej powagi. - Czy główne skrzydło wymaga atencji? Zaatakowano Issala-kas? - Rasaan zapytała oddalającego się wojownika. Karashok wyjaśnił, iż nie otrzymał jeszcze żadnych informacji o kryzysie. Antaam wezwano w stan czuwania. Tamassran powinno kontynuować przesłuchanie.

Dłoń kapłanki była brudna od krwi.

Rassan zmarszczyła brew.

Magia! To magia! Strażnik użył magii!

Czy możliwe, by Ben'Hassrath i Beresaad popełnili błąd? Odpowiedź musiała być jednoznaczna. Choć żaden raport o tym nie wspominał bas mógł być magiem. Dodatkowo - prawdopodobnie opętanym przez demona. Stąd źródło mocy bas czerpał z krwi. Nieprawdopodobne, ale nie niemożliwe. Mahariel z Fereldenu był dalijskim łowcą. Strażnik Piątej Plagi nie posługiwał się sztuką tajemną. Magia krwi miała być dla niego niedostępna. Rasaan ostrożnie przyglądała się bas z oddali. Oddychała głęboko, odzyskiwała władzę nad własnym ciałem. Nie rozpoznała zaklęcia, którego użył bas. Paraliż nadszedł w nieoczekiwany sposób. Stan, w którym znajdował się bas, również nie mógł pozwolić mu na używanie skomplikowanych czarów.

Będę stawiał opór - ostrzegał bas. Czy to właśnie miał na myśli?

Rasaan rozważała ostateczne i natychmiastowe wyeliminowanie problemu. Podejrzenie istnienia demonów w twierdzy Qun było przerażającą, nieznaną chorobą dla narodu. Rasaan wyciągnęła sztylet zza pasa. Bas odwrócił w jej stronę pół-przytomny wzrok, jego nogi i ramiona leżały rozrzucone na podłodze. Kobieta posłała mu groźne spojrzenie.

Czy zdawało jej się, czy bas próbował się do niej uśmiechnąć? Czy drwił z niej, z jej metod, z jej gniewu? Z Qun?!

Saar-eva tracił moc. Bas odzyskiwał władzę nad swoim umysłem. Zatrucie mijało zbyt szybko. Z jakiegoś powodu zadziałało zbyt gwałtownie. Ciało doznało szoku. Rozpoczęło natychmiastowe leczenie i usuwanie trucizny.

Bas jest niebezpieczny, zdecydowała Rasaan. Tamassran nie przewidziało wagi zagrożenia. Rasaan nie wierzyła, być może ignorowała ewentualność szkodliwości bas. Nie zachowała odpowiednich środków ostrożności. Zawiodła Qun. Należało odciąć splamioną dłoń? Zabić bas? Rasaan podniosła swoją dłoń bliżej światła. Nadgarstek brudny był od krwi.

Czy to wystarczy?

- Przynieść misę z gorącą wodą - kobieta rozkazała unosząc głos. Sługa stojący za drzwiami odpowiedział zgodnie z obyczajem i oddalił się, by wykonać polecenie.

Drzwi otworzyły się niedługo po tym. Avaraad prowadził jednego z Saarebas6. Skłonił się Rasaan w powitaniu. Kapłanka końcem sztyletu wskazała siedzącego pod ścianą więźnia. Jego zmącony wzrok próbował skupić uwagę na nowo przybyłych. Bez powodzenia. Strażnik przymknął powieki.

- Trzeba sprawdzić wszystkich obecnych na wpływ magii - wyjaśniła Rasaan. - ... bas sprawdzić na możliwość opętania - dodała po chwili. Araavad spojrzał na więźnia z przestrachem. Wielki wojownik obawiał się demonów. Ich atak, nagły i szalony, przyniósłby klęskę. Rasaan podzielała ten pogląd. - Podejrzewam, że bas użył na mnie magii krwi - Rasaan ponownie uniosła dłoń, obróciła nadgarstek. Saarebas skinął głową w zrozumieniu. - Odebrał mi władzę nad ciałem. Ostatecznie jednak udało mi się odeprzeć atak.

Araavad sięgnął do pasa po fiolkę wypełnioną lyrium. Ukryta w nim magia była pokusą, której Qun, dawniej, w bardziej bezpiecznych czasach, mieli możliwość całkowicie się wyrzec. Tamte czasy skończyły się. Zagrożenie było zbyt wielkie. Wrogowie wzrastali w sile.

Arvarad chwycił za ramię Saarebasa umieścił fiolkę w dłoni maga.

- Twoja służba była honorowa - rzekł uroczyście. Podniósł nóż, rozciął więzy łączące wargi Saarebasa.

Mag przechylił fiolkę. Lyrium spłynęło pomiędzy wargi, rozjaśniając zimnym, niebieskim blaskiem uwięzione w żelaznej masce oblicze. Nastąpiło połączenie z Pustką. Saarebas poruszył się jakby zamierzał zdjąć krępujący oczy hełm. Zaniechał jednak działania.

- Zbadaj Rasaan i bas - rzekł Araavad.

Saarebas zbliżył się nieco do więźnia. Zdawał się zupełnie spokojny. Wyciągnął obydwie dłonie jego w kierunku. Ramiona maga qunari pojaśniały światłem potężnej energii. Po krótkiej chwili Saarebas przemówił. Ciepły, niski szept wypełnił przestrzeń.

- Bas nie ma połączenia z Pustką. Nie wyczuwam obecności demonów. Nie potrafię wyjaśnić, w jaki sposób bas zawładnął istnieniem Rasaan. Chwytam jedynie energię qamek i saar-eva. To jedyne magiczne i duchowe zagrożenie w tym pokoju.

Rasaan srogo zmarszczyła brew, wbiła gniewne spojrzenie w omdlałą postać więźnia. Viran wszedł do pomieszczenia. Postawił na stole misę z gorącą wodą. Kobieta skinęła na niego głową wskazując drzwi. Sługa oddalił się.

Wpatrując się w ciemną, parującą powierzchnię, Rasaan przelała jedną z fiolek silniejszego roztworu qamek i zanurzyła ubrudzoną krwią dłoń we wrzątku. Jej twarz nawet nie drgnęła w bólu, który odczuwało jej ciało. W oddali brzęk stali, huki, krzyki ustąpiły. Zamiast tego budynek zaczął drżeć poruszany nieznaną siłą - jakby trzęsienie ziemi, jakby błyskawica trafiła w samą twierdzę. Zagrożenie nie dawało się już ignorować.

- Araavad ... - Rasaan zwróciła się do wojownika. Mężczyzna przestąpił krok w jej stronę. - Sprawdź co się tam dzieje.

- Tak jest - Aravaasd skłonił się i wyszedł.

- Saarebas ... - Rasaan kontynuowała przez zaciśnięte zęby. Jej dłoń przybrała nieco ciemniejszy odcień szarości, skóra była wyraźnie sparzona. Kobieta wyciągnęła rękę dopiero wówczas, gdy wywar rozpuścił ostatnie ślady krwi strażnika. Ktoś jęknął za drzwiami - Zabij bas. Qun nie wolno ryzykować. Nie w Issala-Kas. Musimy znaleźć inny sposób. Walka musi trwać. Anaan essam Qun.7. Po moim wyjściu nikt nie może opuścić tego pomieszczenia żywy.

Saarebas skinął głową. Rasaan wyprostowała się, ruszyła do drzwi.

Po drugiej stronie czekał na nią elf. Blady, chudy i uśmiechnięty. Niebieskie oczy, jasne włosy. Ciało Arvaraada, broczące krwią z rozciętego gardła leżało martwe u jego stóp.

- Fen'Harel ma halam8 - rzekł wesoło wznosząc broń naprzeciw Rasaan.

…..

wcześniej, mury twierdzy Issala'Kas

Niebo pociemniało niby noc w środku dnia.

Na murach wicher zrywał proporce Qun. Arishok wydał rozkaz by zwinąć te, które pozostały oraz odnaleźć te, które wiatr strącił do wewnątrz Issala-Kas. Pod żadnym pozorem nie wolno było nikomu opuszczać twierdzy. Antaam nie widzieli podobnej burzy od lat. Sztorm, który na Seheronie był normą, w krótkim czasie zagroził prawdziwym kataklizmem. Trwał zbyt długo. Nadchodził zbyt wolno. Poziom wody niebezpiecznie szybko wzrastał. Wyładowania przybierały na sile.

Kathaban, korzystając z wąskich schodów, wkroczył na najwyższy poziom obserwacyjny - wysoką wieżę zachodnią, stanowiącą łączenie z zachodnim skrzydłem. Zgodnie ze wskazówkami Beresaad, Kathaban znalazł tam dowódcę wojsk. Samotnego i poważnego. Chmurnym wzrokiem przeczesywał okolice poza twierdzą.

Raz po raz srogi deszcz spadał niby ściana wodospadu. Silny wiatr targał przemoczone, białe włosy Arishoka - lepił je do twarzy jak pajęczynę, oplatał szyję jak powróz.

- Słyszałem kiedyś, że jakby wystawić Arishoka na deszcz to przemoknie całkiem jak Archont Imperium - Kathaban krzyknął głośno ponad szumem i hukiem. Arishok nie reagował. - Wracaj do środka! W taką pogodę nawet Vinty grzecznie siedzą w namiotach. Nic nam nie grozi.

Arishok zwrócił wreszcie oblicze w stronę admirała. Mężczyzna stał u wejścia na wieżę, blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Drzwi trzymał mocno jak tarczę. Wiatr próbował wyrwać ją z jego uścisku. Arishok przez moment zdawał się rozważać słowa Kathabana. Ostatecznie jednak powrócił do swoich obserwacji. Nic nie rzekł.

Czy istotnie obawiał ataku Venetori?

Kathaban z westchnieniem wystąpił spod zadaszenia. W jednej chwili całą jego postać uderzył potężny wiatr. Deszcz zagęszczał przestrzeń do tego stopnia, że utrudniał oddychanie.

- Daj spokój - ponaglał Kathaban stając niechętnie obok upartego przyjaciela. - Jeśli zamierzasz dalej drwić z gwałtownej natury, jutro Tamassran będą musiały wyznaczyć nowego dowódcę Antaam. - Arishok milczał.

- A co jeśli ich nowy wybór padnie na mnie ... - Kathaban przerwał. Nie bardzo odpowiadała mu taka perspektywa. Z wielu względów. Z wymuszoną werwą i entuzjazmem dodał - ... no to dotrzymam ci towarzystwa ...

Arishok uniósł brew - jedyny znak, świadczący o tym, iż istotnie usłyszał słowa Kathabana.

- Jeśli coś cię martwi, Antaam będą obserwowali okolicę z niższych pięter. To wystarczy - admirał kontynuował po przerwie, w nieco poważniejszym tonie. Nie rozumiał uporu Arishoka. Zapytał wprost. - Powiedz mi, dlaczego tu stoisz?

Arishok wskazał miejsce w oddali.

- Spójrz w dół, między skały i drzewa w starym lesie ... i tam, na ścieżkę, bliżej jaskini. Jeśli wiesz jak szukać i patrzeć, znajdziesz tego więcej. Mgła gęstnieje. Przemieszcza się w stronę Issala-kas i rośnie. Otacza twierdzę z każdej strony.

Kathaban przyjrzał się dowódcy w zdziwieniu. Jego zasępiona mina pełna była skupionej uwagi. Cała postać gotowa do działania. Kathaban zrozumiał, iż Arishok istotnie i zupełnie poważnie obawiał się o bezpieczeństwo twierdzy. Znalazł ku temu podwód. Kierowała nim troska o Qun.

Admirał zmarszczył czoło, wytężył wzrok, przyjrzał się osobliwemu zajściu w oddali. U wejścia do lasu mgła faktycznie zdawała się bardziej gęsta. Pomimo deszczu i burzy. Ciemnoszara aura czyniła ją jednak coraz mniej widoczną. W świetle błysków burzy zawiesina raz zdawała się zupełnie biała, raz czerwona jak płonący w lesie ogień. I ... rzeczywiście wędrowała ku górze, ku murom twierdzy, jakby przyciągana wewnętrzną energią, jak rzeka płynąca pod prąd. Nie ... niemożliwe ... Kathaban potrząsną głową.

- Z takiej odległości wzrok może zawodzić - oznajmił. Jego słowa częściowo zagłuszył grzmot - Antaam będą obserwowali ścieżki z każdej strony - Kathaban położył dłoń na ramieniu Arishoka. - Musimy wejść do środka.

Arishok ostatecznie skinął głową. Przyjrzawszy się ostatni raz wędrującej, dziwnej mgle, ruszył w ślad za Kathabanem.

- Możliwe, że to faktycznie ludzie mgły. To by do nich pasowało - odezwał się Kathaban z trudem domykając ciężkie drzwi przeciw szalejącej naturze. Ludzie mgły rzadko podróżowali tak blisko osad Qun. Jedynie samobójcy usiłowaliby podejść Issala-Kas. - A może to zwykła gra ciemności i świateł? Nic więcej.

Arishok jedynie mruknął w odpowiedzi, nie wyrażając ani sprzeciwu, ani potwierdzenia. Zaczął schodzić w dół.

Na poszczególnych poziomach wąskie korytarze i niewielkie okna pozwalały żołnierzom obserwować okolicę. Okrągła baszta na drugim piętrze wchodziła w sporych rozmiarów poziome otwory łucznicze, następnie - na trzecim piętrze w prostokąt z zaokrąglonymi szerokimi bokami. Na trzecim piętrze mieściła się zbrojownia łucznicza i pozostałe oprzyrządowanie wieży. Obecnie na tym poziomie przebywało zaledwie dwóch qunari i jeden człowiek. W świetle rozpalonych pochodni spędzali czas grając w kości. Nikt nie spodziewał się kłopotów.

Na widok Arishoka schodzącego w ich stronę po stromych schodach człowiek uniósł się z ławy i ukłonił. Qunari na moment jedynie zwrócili spojrzenia w stronę dowódcy, następnie bez dalszego ceremoniału powrócili do gry.

- Postawić twierdzę w gotowości - zagrzmiał rozkaz Arishoka. - Śledzić wszelkie ruchy w oddali. Wróg może być blisko i działać podstępem. Zachować pełną czujność.

Dwaj qunari natychmiast przerwali grę, odeszli nie zadając żadnych pytań, nie kwestionując rozkazów. Krótką chwilę później dało się słyszeć rozkaz Arishoka powtórzony przez wojowników na drugim piętrze. Człowiek stał przez moment bez ruchu, jakby nie rozumiejąc sytuacji, w której się znalazł. Arishok zmierzył postać łucznika surowym spojrzeniem. Ten rozejrzał się w zakłopotaniu. Kathaban stanął z boku kryjąc rozbawiony uśmiech.

- Przecież jest sztorm ... nadchodzi noc ... - stwierdził mężczyzna, składając z trudem słowa. Viddathari9, zwłaszcza ci nienawykli jeszcze do pracy w Qun, na sam widok Arishoka lub Rasaan potrafili reagować niezrozumiałą nerwowością. Ci nieprzyzwyczajeni do wojskowej dyscypliny, potrafili dodatkowo zadawać przełożonym niepotrzebne pytania.

- Sądzisz zatem, że powinniśmy udać się na spoczynek - odpowiedział mu cierpliwie Arishok - skoro niebo ciemnieje.

Człowiek natychmiast, jakby ocknąwszy się ze snu, wyraźnie głęboko poruszony spotkaniem i własną niekompetencją, przeprosił żarliwie i wyraził ubolewanie. Wiedział, że poddawanie w wątpliwość rozkazów Salarari nie należało do jego obowiązków.

Viddathari skłonił się nisko, odwrócił w stronę schodów prowadzących na niższe piętra. - Powiadomię Antaam o nowych rozkazach.

Bywały dni, bywały noce, gdy Arishok przywoływał w zaistniałych okolicznościach Tamassran gotowe, aby tłumaczyć i przypominać nowo nawróconym członkom Antaam zasady funkcjonowania Qun. Tym razem jednak czas naglił. Wróg, jeśli istotnie istniejący, był nieznany i operował w niejasny sposób.

Człowiek zbiegł po schodach nie zatrzymując się na żadnym z pięter. Arishok i Kathaban zdecydowanie podążyli w ślad za nim. Rozkazy zostały wydane. Należało przygotować się do ewentualnej obrony.

Drzwi na drugim poziomie prowadziły na zewnątrz, na schody, następnie na lewo, na mury lub na prawo, na dziedziniec. Arishok ruszył do głównej zbrojowni umieszczonej nieopodal trzeciej wieży i połączonej z pierwszym murem wewnętrznym twierdzy. Kathaban podążył za nim. Ulewny deszcz zalewał wybrukowany plac olbrzymią kałużą.

- Mahariel z Fereldenu wkrótce przestanie istnieć - zagaił nieoczekiwanie Kathaban. Arishok zostawił dla niego otwarte drzwi do zbrojowni.

- Zostaw to, kadan. Bas dokonał niewłaściwego wyboru - odpowiedział Arishok, jego cichy głos zdradzał jedynie skupienie.

- Nadal jest ważną figurą - nalegał admirał. Podążał krok w krok za Arishokiem, który przeszedłszy pomieszczenia składujące rynsztunek dla Antaam, kontynuował marsz przez dalszy, mniejszy dziedziniec, znów w strugach ulewnego deszczu. - Dzięki niemu Ferelden wygrał wojnę z pomiotem. Dzięki niemu pewien Sten wiele lat temu mógł powrócić do Antaam. Mahariel z Fereldenu zdobył twój szacunek i przyjaźń. Qamek, na który go skazałeś to okrutna kara. Dla basalit-an śmierć byłaby miłosierdziem.

Od strony głównego wejścia do wielkiej wieży w stronę dowódcy nadbiegł Kith. Za nim z zewnętrznych schodów zbiegło blisko dwudziestu strażników. Ruszyli w stronę zbrojowni. Ze szczytu wieży dało się słyszeć donośny dźwięk alarmu. Trzy uderzenia dzwonu oznaczały czuwanie w gotowości.

- Każdy ma swoje miejsce w Qun. Bohater, przyjaciel, nawet zdrajca. Bas dostanie to na co zasłużył – rzekł stanowczo Arishok. Kith10 stanął wreszcie przed dowódcą, przerywając ostatecznie niewygodną rozmowę. Lekko skłonił głowę. Bez zwłoki zapytał o szczegółowe rozkazy dotyczące nieoczekiwanej akcji Antaam. Arishok krótko przedstawił zjawisko, które udało mu się spostrzec za murami twierdzy i zarysował plan działania.

- Arvaraad obserwują teraz okolicę z wież na pierwszym dziedzińcu. Kathaban i jego ludzie zajmą mury oraz trzecią i czwartą wieżę. Wy oczekujcie. Na rozkaz zajmiecie pozycje na barbakanie, wspomożecie Arvaraad.

Kith ponownym skinieniem głowy potwierdził rozkaz, odwrócił się, zamierzał odbiec za swoim oddziałem znikającym już we wnętrzu zbrojowni, gdy Arishok przywołał go raz jeszcze. Kith przystanął.

- Na niższych poziomach szczelnie zamknijcie wszelkie okna i drzwi. Mgła, która otoczyła twierdzę, jeśli nie jest naturalna, jest tworem magicznym. Musimy się przed nią chronić.

Widać było, iż wojownik z trudem przyswajał nowe informacje, jego źrenice rozszerzyły się w strachu, pięści zacisnęły gotowe stawiać opór. Qunari na magię reagowali alergicznie. Ostatecznie Kith przywołując zupełne opanowanie raz jeszcze potwierdził zrozumienie rozkazów i ruszył w stronę wewnętrznego omurowania.

Gdy Kith znalazł się poza zasięgiem słuchu, Arishok zwrócił swoją postać w stronę Kathabana. Admirał był nieco wyższy, bardziej postawny od dowódcy. A jednak to Arishok, od urodzenia pozbawiony poroża, spoglądający na świat w pełnej surowości, stanowiący ideał samokontroli, oddania i wiary w słuszność filozofii Kosluna budził największy szacunek i posłuch. Inny od Antaam, inny niż Tamassran. Odmienne w Qun ciągle jeszcze budziło strach.

- Zbyt długo przebywałeś wśród ludzi, kadan - Arishok uniósł ciężką brew. Kathaban uśmiechnął się w zakłopotaniu. Nie mógł zaprzeczyć. Niemal połowę jego załogi stanowili Viddathari. - Słuchając twoich słów można odnieść wrażenie, że potrzebujesz reedukacji11.

- Ależ skąd ... - Kathaban jęknął na samą myśl o małym tête-à-tête z Ben'Hassrath. - Anaan esam Qun! - zakrzyknął Kathaban celowo fałszując radość i zapał do walki. - Wszystko gra jak jasna cholera. Jestem może trochę nieświeży ... wiesz jak to jest … punkt widzenia, długa podróż i podobne brednie …

Kathaban uśmiechnął się, zamierzał odejść, zebrać swoich ludzi pod murem. Kątem oka dostrzegł zbrojmistrza Beresaad. Czekał na dowódcę przy głównym holu.

- Pójdziesz do Tamassran - rzekł Arishok poważniejąc. Zwolnił nieco tempo swojego marszu – To rozkaz. Halsaan say Qun12.

- Może w takim razie pójdziesz ze mną? - zaśmiał się Kathaban. Pierwsze kroki do wejścia na dalszy mur przestąpił poruszając się tyłem.

Arishok spojrzał na towarzysza z dezaprobatą, bez słowa odszedł w stronę głównego wejścia do twierdzy.

…..

Kathaban odwrócił się i w dobrym humorze ruszył przed siebie. Zauważył swoich ludzi oczekujących na jego rozkazy w zadaszeniu wejścia na schody trzeciej wieży. Był przekonany, iż Arishok niepotrzebnie wezwał Antaam do walki. Pomijając sztorm, pomimo osobliwości mgły, spodziewał się spokojnej nocy.

…..

Przypisy

…..

1 Hissrad – imię w Qun, funkcja: szpieg. Hissrad oznacza kłamcę. Tak brzmiało prawdziwe imię Iron Bulla.

2 Saar – tłum. z qunlat: coś niebezpiecznego. Saar-qamek - trucizna. Saar-tal - prawdziwa trucizna. Saar-eva – pierwsza trucizna. (Dwie ostatnie nazwy i odmiany trucizn stanowią mój wynalazek.)

3 Ariqun – 1/3 władzy Qun. Zajmuje się sprawami duchowymi. Szefuje szpiegom. Może być kobietą lub mężczyzną.

4 Karashok – wojownik qunari.

5 Viran – słowo określające w qunlat obsługę twierdzy. Słowo i jego znaczenie stanowią moją inwencję.

6 Saarabas – mag qunari.

7 Tłum. z qunlat: Zwycięstwo jest w Qun!

8 Tłum. z dalijskiego: Giń w imieniu Wilka.

9 Viddathari – elfy, krasnoludy i ludzie wyznający filozfię Kosluna.

10 Kith – wojownik qunari.

11 Reedukatorzy zajmują się brutalnym praniem mózgu.

12 Tłum. z qunlat: Użyj seksualnej przyjemności z Qun. (Gdy o seksie mówi Arishok, to nawet bunga-bunga brzmi dostojnie, prawda?)