KODEKS

W roku smoka 9:34 Arishok1 dokonuje zamachu na Wolne Marchie. Domaga się zwrotu Księgi Kosluna. Jego przedsięwzięcie przynosi klęskę. Złodziej tomu umyka z miasta. Arishok oraz trwający przy nim Antaam ponoszą śmierć w walce z siłami Kirkwall.

…..

ROZDZIAŁ 3

Varric: Wiesz, spotkałem Arishoka.

The Iron Bull: Starego? Miał imponujące poroże. Nowy wcale nie ma rogów. Zwykle

oznacza to, że przeznaczenie szykuje coś specjalnego.

Varric: Jego też spotkałem. Jedyna cecha, jaką zdawali się ze sobą dzielić to żądza

palenia wszystkiego na swojej drodze.

The Iron Bull: Tak, to w zasadzie sumuje całe Antaam.

Party banter (DA:I)

…..

Seheron, Issala-kas, rok 9:44, główny hol

Arishoka w pierwszej kolejności odziano w Taaras, zbroję chroniącą głównie ramiona i nogi, nieograniczającą ruchów w żadnym stopniu. Valo-kas2 Asala, wybrany oręż Arishoka ustawiono w dogodnym, łatwo dostępnym dla dowódcy miejscu, tuż przy drzwiach. Dwunastu wojowników, z których większość stanowili gwardziści Beresaad zebrało się w twierdzy. Trwali przy Arishoku wysłuchując wyjaśnień i przewidywań w stosunku do dalszego rozwoju wydarzeń.

- Czy Rasaan zakończyła proces? - zapytał dowódca. Przemierzał salę w spokojnym skupieniu. Beresaad gotowali się na czuwanie, mocowali zbroje, nakładali Vitaar3.

- Nie - odpowiedział mu jeden z wojowników. - Arvaarad4 mówił, że wystąpiły komplikacje. Wezwano Saarebas.

Zatem qamek był nieunikniony. Albo śmierć. Arishok uniósł twarz w górę odwracając wzrok, a wraz z nim uwagę od rzeczy nieistotnych. Nie mógł działać w sprawie bas. Qun wymagało posłuszeństwa i zupełnego oddania. Qun było najważniejsze. Kathaban wyraził wątpliwości i żal. Jego słowa, niezdyscyplinowane, były niepokojące. Brzmiały dla Arishoka jak echo.

Jeśli choć najmniejsza część twojej świadomości pragnie zaniechać sprawiedliwości, to znak, iż twoją powinnością jest dołożyć wszelkich starań, by sprawiedliwość odniosła zupełne zwycięstwo.

Mahariel musiał odejść. Qun wymagało ofiar. Od dowódców. Zwłaszcza od dowódców. Arishok reprezentował ciało wobec Salasari. Był wzorem. Fortecą.

Qamek zostanie wykonany. Z rozkazu Arishoka. W imieniu Qun. Dla dobra Qun.

Beresaad gotowi do wymarszu oczekiwali na rozkaz. Ich powinnością było towarzyszyć Arishokowi w czasie walki. W razie potrzeby ich zadaniem było ryzykować własne życie dla ocalenia dowódcy.

- Dołączymy do Kathabana na murach. Będziemy obserwowali dziedziniec. Wróg może wedrzeć się do środka bez konieczności forsowania bramy. Może pojawić się nagle, wyjść z cienia za waszymi plecami, zdusić w was oddech nim zdążycie spojrzeć mu w oczy. Wypatrujcie śladów magii. Pozostańcie w pobliżu Saarebas. Mają obowiązek ostrzec Arvaarad w razie niebezpieczeństwa.

- A więc zagrożenie jest realne - wskazał jeden z wojowników, Ashaad5. W dłoniach dzierżył wielką kuszę. Arishok potwierdził jego słowa skinieniem głowy. Sięgnął do jednego z pojemników z trucizną. Czarny Vitaar z węża - budzi krew i zmysły, viddathari dostają od niego biegunki i rzygają krwią. Chorują do śmierci.

Arishok roztarł truciznę wokół oczu. Pod jego wpływem krew uderzyła mu do skroni, w jednej chwili zobaczył najmniejsze pęknięcia w drewnianych ławach, ustawionych daleko, na dziedzińcu. Wyostrzony słuch po chwili odebrał nowe dźwięki. Z wnętrza twierdzy zdawał się dobiegać pomruk. Potrząsał murami. Łańcuchy żelaznych żyrandoli dzwoniły cicho niczym upiorne ciała niewolników Imperium - ich ręce i nogi w okowach. W powietrzu unosił się ciepły, organiczny zapach. Krew, skóra i mięso. Ostre zmysły chwytały każdy szczegół. Vitaar pozwolił dostrzec to, co niezauważalne. Niewidzialne zagrożenie. Wróg z mgły?

- Coś jest nie w porządku - głos Arishoka odbijał się od milczących ścian. Stojący za nim Beresaad trwali w ciszy, nasłuchując niebezpieczeństw, które zaniepokoiły dowódcę. - Karasaad6, Ashaad. Przywołać Karataam7. Dwie jednostki. Reszta ma zostać na głównym dziedzińcu. Kathaban i Kithshok8 bez zmian. Beresaad zostają w twierdzy - Arishok zwrócił twarz w stronę wojowników. - Wykonać.

Mury drżały. Coraz silniej. Nienaturalnie. Ściany jęczały jak duchy. Powietrze gęstniało. Beresaad mówili między sobą, iż Arishok miał rację nalegając na wprowadzenie Antaam w stan gotowości. Gdy Karasaad i Ashaad odbiegli, by wykonać swoje rozkazy dowódca ruszył w głąb twierdzy. Beresaad w milczeniu ruszyli jego śladem, otaczając Arishoka z każdej strony.

- Może coś się stało w zachodnim skrzydle. Z tamtej strony dźwięk jest głośniejszy - odezwał się Kathari9. Drobny elf o jasnym obliczu, zabójca, zwinny szermierz i łucznik. Maszerował u boku Beresaad, choć nie był częścią oddziału. Rasaan rozważała jakiś czas temu odesłanie go do Ben'Hassrath. Arishok konstatował, iż decyzja jeszcze nie zapadła. Elf nadal błąkał się po Isaala-kas. Upodobał sobie towarzystwo gwardii. Arishok nie oponował. Jego obecność bywała przydatna.

Wódz skinął głową rozważając słowa elfa. Mruknął. Również dostrzegł problem, wzmożoną aktywność w przestrzeni.

- Pójdziesz tam - polecił nie spuszczając wzroku w wnętrza ciemnych korytarzy. - Przekażesz wiadomość Rasaan. Przesłuchuje więźnia w podziemiach.

Kathari skinął głową i odbiegł. Arishok zwrócił się do Beresaad. Wskazał dwóch wojowników w zbroi z zielonego i czerwonego Vitaar.

- Dwóch Karasaad - rzekł krótko, stanowczo. - Sprawdźcie kuchnię, jadalnię i mały hol. Rethsaad, Arvaarad, Saarebas zostaną ze mną. Ruszymy do zachodniego skrzydła. Zbadamy wyższe piętra - tu wzrok Arishoka spoczął na najwyższym z wojowników, na jego ramieniu spoczywał Taam-kas, wielki młot. Poroże, skierowane ku górze sprawiało, iż mężczyzna zmuszony był głęboko uchylać się przekraczając drzwi. Podczas nieobecności Arishoka i Stena, który został tymczasowo przydzielony wizytującym Tamassran z Qunandar, stanowił dowództwo Beresaad. - Taarlok10, weźmiesz resztę. Idziecie do komnat przy głównej części. Otwórzcie wszystkie wewnętrzne drzwi. Zamknijcie wszystkie okna. Nic nie może wedrzeć się do twierdzy. Musimy mieć pełen obraz. Nic nie może się wydostać na zewnątrz. Kathaban i Kithshok mają swoje zadana. Nie będziemy im przeszkadzać. Nadal nie wiemy z czym mamy do czynienia. Pamiętajcie o tym.

Beresaad potwierdzili rozkaz. Rozpierzchnęli się, każdy w wyznaczonym przez Arishoka kierunku. Dowódca z pozostającymi przy nim żołnierzami ruszył wąskim, nieoświetlonym korytarzem prowadzącym do zachodniego skrzydła. Saarebas i Arvaarad kroczyli pierwsi, czyniąc czary ochronne, usiłując wykryć nieprzyjazną energię wokół. Na razie - bez jednoznacznych rezultatów. W przestrzeni istotnie można było wychwycić cząstki magiczne, zbyt słabe jednak, by uznać je za szkodliwe.

U wyjścia z korytarza, zza drewnianych drzwi wzmocnionymi żelaznym stelażem, dobiegały coraz to głośniejsze dźwięki walki. Brzęk stali o stal, stali o kamień. Ciche jęki, z wolna dające się oddzielić od szeptów poruszanych wstrząsami ścian. Arvaarad pouczony przez dowódcę odczekał chwilę nim złożył dłoń na drzwiach. Pchnął, usiłując je otworzyć. Zadanie okazało się trudniejsze niż zwykle. Zupełnie jakby ... ktoś z drugiej strony blokował ruch.

Przez niewielką szczelinę powstałą między framugą drzwi a ruchomym skrzydłem do wnętrza ciemnego korytarza wtoczył się, ledwie widoczny w świetle dobiegającym z drugiej strony drzwi dym koloru bieli ... lub bladej czerwieni. Z wolna otaczał wycofujące się stopy Arvaarada, Rethsaada11 i Arishoka. W pewnym momencie odgłosy walki nagle ustały. Zapanowała cisza. Dym, prócz swojej niezaprzeczalnej obecności, nie czynił szkody. Mag qunari, nadal pozostający przy drzwiach pozwolił, by magiczna zawiesina całkiem otoczyła jego stopy. Arvaraad cicho wstrzymał oddech. Nic się jednak nie wydarzyło.

- Otwórz drzwi, Saarebas - rozkazał Arishok. Valo-kas Asala spoczywał na jego ramieniu bez użytku - Musimy ruszyć naprzód.

- Walka ustała - stwierdził Rethsaad. - Nie spodziewałbym się ocalałych po naszej stronie.

W zachodnim skrzydle znajdowały się pokoje służby. Większość Antaam zajęta była na głównym placu.

- Jeśli masz rację, zawiedliśmy Qun - odpowiedział Arishok przestępując próg, stopami rozgarniając gęstniejącą rdzawą mgłę. - Beresaad istnieje po to by chronić i walczyć. Sługa ma swoje obowiązki. Jeśli zginął zgładzony przez wroga, wina leży po stronie Antaam.

Dowódca rozejrzał się w korytarzu. Na lewo znajdowały się schody w górę prowadzące do komnat mieszkalnych oraz w dół prowadzące do magazynów z towarami handlowymi, składu z żywnością i winnicy; na prawo krótki, kolejny korytarz uchodził do rozwidlenia, z którego można było zejść bezpośrednio do składu z rzadką bronią i przedmiotami magicznymi. Dalej znajdowało się zejście do podziemi. Wyglądało na to, że Kathari, elf którego Arishok posłał z wiadomością do Rasaan, wykonał swoją misję. Arishok nie dostrzegł w korytarzach jego martwego ciała.

- Saarebas - odezwał się Arvaarad. Marszczył czoło w strachu i gniewie. Potrząsał czarnymi rogami jakby opędzając głowę i myśli od nieproszonych demonów lub pająków. Przeczesywał gęstą powierzchnię nad podłogą długim mieczem. - Co to do cholery jest? Idziesz, ale co chwila zdaje ci się, że zaraz będziesz leżał jak długi. Zupełnie jakby ktoś próbował złapać cię za nogi.

Saarebas ułożył palce w geście oznaczającym zagubienie. Następnie, kolejnymi znakami przekazał wiedzę, której prawdziwość, jak przekazał, gwarantował własną głową.

Nie wyczuwam śladów rozdarcia zasłony. Mało prawdopodobne, by jakiekolwiek duchy przedarły się do twierdzy.

- Tak, tak - Arvaarad chrząknął w odpowiedzi, splunął solidnie, prosto w gęstniejący dym. – A jednak … ufam swojej intuicji. Jeśli jakiś demon ma mi rozpłatać mi gardło, chcę być gotowy.

Saarebas rozszerzył usta w uśmiechu przeplatanym czarnymi nićmi, żelazem zszywającymi wargi. Sięgnął prawą dłonią w górę, zwinął ją w pięść, następnie, lewą dłonią owinął prawą w szczelny kokon.

Arishok w tym czasie ruszył naprzód kolejnym korytarzem.

- Pocieszające - mruknął Arvaarad kwaśno i podążył za wodzem.

Rethsaad szybko do nich dołączył. Minął Karataam, zrównał krok z dowódcą.

- Osobliwość nie jest wygodna, ale w zasadzie w niczym bezpośrednio nie przeszkadza. Nie wydaje się szkodliwa - komentował.

- Nawet demony w odpowiednich okolicznościach mogą wydawać się miłe jak majowe słoneczko ... - mruknął z tyłu Arvaarad. - Potem nadchodzi noc i ciemność. Zupełny chaos. Ale nikt się, kurwa, nie spodziewa ...

- Cisza - rzekł stanowczo Arishok. Nie unosił głosu. Nie musiał. Wojownicy zaprzestali rozmów – Skupcie się. Należy założyć, że mgła jest wrogim tworem. Tymczasowo wykazuje bierność, więc wykorzystamy to. Trzeba ustalić jej źródło, sprawdzić kto przed chwilą walczył, odnaleźć Rasaan.

- Cóż - cmoknął Arvaarad. - Ja widzę, że to czerwone gówno idzie od magazynów. Pamiętam co w nich jest i teraz jeszcze mniej mi się to wszystko podoba.

Rethsaad skinął głową, jakby zgadzając się z Arvaaradem.

- Jeśli to w istocie demony, może Arishok powinien wspomóc Taarlok w głównym skrzydle ... Antaam będą potrzebowali dowódcy ...

Arishok zmierzył Rethsaada lekceważącym spojrzeniem.

- Nikt nie jest niezastąpiony. Anaan essam Qun12 - rzekł cicho i pierwszy ruszył do magazynu. Jeśli mieli zginąć lub stoczyć walkę, kolejność według której się poruszali nie miała znaczenia.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Rzadko używane zawiasy chrzęszczały cicho.

Arvaarad miał rację. Mgła zdawała się odchodzić lub zwyczajnie obejmować pomieszczenia składujące przedmioty tak zwanego zwiększonego ryzyka: runy, smocze łuski, nieaktywne Eluvian.

Zaraz przy drzwiach umieszczono sprzęt podręczny: skrzynie z lyrium, alchemią i runami. Obok znajdowały się bardzo wąskie i strome schody. Prowadziły w dół do archiwum biblioteki. Prócz podręcznego składu lyrium i run, na piętrze znajdował się depozyt przedmiotów i materiałów rzemieślniczych, gównie magicznych. W pięciu kolejnych pomieszczeniach, wyposażonych w podwójne drzwi umieszczono najcenniejsze i najbardziej niebezpieczne narzędzia. Krótkie oględziny pozwoliły ocenić, iż jedno z pomieszczeń było, nieprawidłowo, pozbawione bariery ochronnej. Drzwi były zupełnie wyłamane, rozrzucone wokół w strzępy i drzazgi.

- Rethsaad, stań przed wejściem - rozkazał Arishok. - Alarmuj, jeśli zauważysz coś niepokojącego. Musimy być gotowi. Saarebas, rozpal pochodnie.

Rethsaad wyszedł na zewnątrz, Saarebas lekkim wniesieniem dłoni rozpalił trzy wielkie pochodnie umieszczone na trzech różnych ścianach. Arvaarad, teraz już w lepszym świetle, zauważając nieustannie wznoszący się poziom mgły, mruknął niezadowolony. Coś było nie w porządku. Być może wróg zamierzał wkroczyć do ofensywy.

Ruchy ścian szybko przekształciły się w regularne, silne drżenie. Pył, glina i zmurszałe drewno opadały z nich jak strugi deszczu z nierównego dachu. Arvaarad uniósł broń, oddychając ciężko rozejrzał się wokół. Arishok zbliżył się do wnętrza z wyłamanymi drzwiami.

- Vashedan13! - Arvaarad krzyknął, zwracając na siebie uwagę pozostałych Beresaad. Usiłował pobudzić w sobie odwagę ducha. Czerwona mgła obejmowała już kolana wojowników, nieustannie pięła się w górę. Budziła w Arvaaradzie głęboką konsternację.

- Nie chcę wiedzieć co to cholerstwo zrobiło piętro niżej - żachnął się mrucząc ciche przekleństwa.

Arishok zerknął w stronę schodów prowadzących na dół, do biblioteki. W świetle pochodni oczywistym stało się, iż mgła obejmowała całe przejście, korytarz, a dalej – z pewnością - również bibliotekę.

- Saarebas, potrzebuję więcej światła - Arishok przekroczył próg zdewastowanego składziku z bronią. W pomieszczeniu panował półmrok.

Coś w ciemnościach świeciło słabym, pulsującym blaskiem. Odsuwając skrzynie, qunari połączyli zjawisko z przedmiotami znajdującymi się na niższym poziomie. Z pomiędzy wąskich szczelin w podłodze, wraz z zimnym blaskiem niebieskiego światła, wydostawał się rdzawo-czerwony dym.

- Arishok! – zakrzyknął Arvaarad. Dowódca zwrócił swoją uwagę w jego stronę. – To w archiwum.

Podłoga zatrzeszczała ciężko. Ściany drżały. W oddali słychać było grzmot. Gdzieś od strony głównego dziedzińca rozległ się potężny wybuch. Potrząsnął twierdzą, ziemią i światem.

- Nie ruszać się! - Arvaarad krzyknął ponownie. Uniósł otwartą dłoń. Arishok spojrzał w dół. Drewno pod nogami Karataam było popękane niczym lód. Arishok cofnął się o krok. Rozkruszona podłoga z wolna otaczała wszystkie ściany. Nie było dokąd uciec.

- Co do cholery! - krzyknął Arvaarad, zupełnie przerażony - ... przecież to niemożliwe.

- Rethsaad! – zdołał krzyknąć Arishok.

Dalsze słowa, myśli ... bluzgi ... zagłuszył wybuch. Podłoga magazynu zapadła się do środka zabierając ze sobą trzech Antaam, ciężkie skrzynie z lyrium i fragmenty ścian. Czerwona, gęsta mgła pochłonęła przestrzeń składu. Jakby uwolniona i swobodna, nareszcie, gnała przed siebie niby wiatr.

Rethsaad stanął w drzwiach. Za późno. Uniósł miecz. Nawoływał tych, którzy przepadli w obłoku kurzu, dymu i zwału kamieni. Mgła w jednej chwili oplotła jego ciało niczym krwawy całun. Wypuścił broń, chciał rozgarnąć dym, chwycić napastnika. Materia mgły przepłynęła przez jego palce jak woda. Agresywnie wdzierała się do gardła, gdy krzyczał. Do nosa i uszu, kiedy krzyczeć już nie mógł. Dusił się. Walczył w panice. Uderzył ciałem o ścianę.

W końcu, pokonany, osunął się na kolana.

Mgła ustąpiła.

Odniósłszy zwycięstwo, poganiana naprzód magiczną siłą, ruszyła dalej korytarzami - na wyższe piętra, do głównego skrzydła ... do podziemi ...

… wszędzie ...

…..

nieco wcześniej, pobliże barbakanu

Kithshok! To się nazywa qunari! Rosły mężczyzna w sile wieku. Zaprawiony w boju. Szanowany i poważny. Kathaban uśmiechnął się obserwując z góry wieży jak generał spacerując po głównym dziedzińcu drze się na młodych viddathari. Kithshok, ponad swoje dostojne stanowisko, czynił doskonały przykład na to jak mało Qun obchodził wygląd zewnętrzny Antaam. Generał pośród braci żołnierzy wyróżniał się nie tylko zmiennym, niepohamowanym temperamentem. Miał ułamane, zupełnie krótkie poroże. Kiedy wypił wystarczająco dużo wina, opowiadał o tym jak to w młodości doznał nieszczęśliwego wypadku wpadając do obrabiarki w tartaku. Gdyby nie rogi, które unieruchomiły maszynę, młody, przyszły generał poniósłby krwawą i bolesną śmierć. Wyglądał teraz jak odstępca, Vashot14, choć nim nie był.

- Deszcz ustaje, mgła opada – komentował Kith w oddali. Tak jak Kathabana, dowództwo Antaam ostatecznie umieściło go w patrolu na murach. – Wygląda na to, że wezwanie było fałszywe.

- Całe szczęście – mruknął do niego inny wojownik. – Komu chce się bić w czasie sztormu? I co to w ogóle za pomysł z tym alarmem po kolacji?

- Daj spokój – Kith machnął na niego ręką. Kątem oka spoglądał na Kathabana. – Lepiej dmuchać na zimne.

- Hej, słuchajcie. Tak żeście popędzali, że nie zwinąłem nawet kart ze stołu – przypomniał sobie po chwili jeden z kuszników. Wśród wojowników zapanowało poruszenie – Czyja była teraz kolej?

Antaam patrolując mury ustalało zatem kolejność rozgrywki kapryśnego losu15, Kithshok radośnie musztrował żołnierzy, a sztorm istotnie zdawał się powoli ustępować. Kathaban odetchnął z ulgą.

I wtedy wszystko wzięło w łeb.

Nagle, jakby bez żadnego powodu, od strony barbakanu dało się słyszeć szczęk stali. Kathaban od razu pomyślał o ćwiczeniach, ewentualnie o kłótni lub przyjacielskim pojedynku. Nie miał racji. Po chwili z wnętrza barbakanu na dziedziniec wybiegł młody wojownik. Cały skrwawiony na twarzy, z jelitami wiszącymi u kolan. Mówił coś, krzyczał, następnie padł martwy. Kithshok w odpowiedzi złapał za broń.

- Atakują Kas – Kathaban poinformował Kitha i pozostałych. Jego ton nie zdradzał konieczności pośpiechu. Był wyważony i spokojny, stąd wojownicy spoglądając po sobie z wolna jedynie sięgnęli po oręż. Kith wychylił się zza muru, by spojrzeć na zamieszanie na dziedzińcu, rozeznać stopień zagrożenia. Zobaczył białą mgłę wypełniającą przestrzeń. Napływała od strony bramy, od kuchni, od strony głównego holu, od strony murów. Była wszędzie. Z mgły raz po raz wyłaniały się kształty. Upiorne i przerażające.

- To pierdolone demony?! – jęknął Kith. Kathaban warknął na niego ostro wzywając do gotowości. Kith poważniejąc, skinął głową. Qunari obawiali się demonów. Niemal histerycznie. Kathaban nie był ich miłośnikiem, wręcz przeciwnie, z doświadczenia jednak wiedział, że giną podobnie jak Vinty, Tal-Vashot i pozostali wrogowie Qun. Wystarczy umocnić umysł. Wiarą i silną wolą. Anaan esam Qun.

- Do roboty! – krzyknął na swoich ludzi, na Kitha i kuszników. Podrzucił w garści swój miecz. Na piętrze wieży słychać było odgłosy rozpoczynającej się walki. Wróg w zastraszającym tempie docierał we wszystkie części Issala-kas.

Niepotrzebnie opuściliśmy szczyt wieży …

Mgła, biała i gęsta, rozrastała się jak grzyb. Wyrosła nagle wokół, przed twarzą, za plecami. Brała w posiadanie każdą część przestrzeni.

Jak robaki pośród kurzu i pajęczyn, białe, czarne i czerwone materie zwiastowały śmierć. Demony, najpierw niewyraźne, z czasem coraz bardziej rzeczywiste. Gniew, Duma, Rozpacz.

Jeden z nich zaatakował Kathabana, gdy wojownik, idąc w ślad za Kithem, podążał na niższe piętra Kas. Wyłonił się wprost z dymu, powstał z niczego. W jeden chwili miecz Kathabana przecinał zabarwioną na biało próżnię w przestrzeni, w drugiej napotykał opór. Admirał spostrzegł, iż Kith i jego ludzie dokładnie w tym samym monecie starli się z podobnym problemem. Zaciętość na ich obliczach dawała nadzieję, iż stawią opór wszystkiemu co szykować mógł dla nich przeciwnik.

Kathaban ciął na oślep. Mgła raz po raz unosiła się i opadała. Przesłaniała wzrok, zabierała spokojny oddech. Wokół zapanowała nienaturalna cisza. Słychać było krzyki i jęki qunari, szczęk stali, rozbijane drewno gdzieś w oddali. Demony milczały. Rozpacz wrzaskiem nie ogłuszała zmysłów. Gniew nie podburzał krwi.

Kathaban czując za plecami wroga ruszył młynkiem dookoła. Pośród mgły jego oczom ukazała się dłoń. Ludzka i biała jak słońce. Kathaban odczekał aż podstępny przeciwnik zbliży się na wystarczającą odległość. Wówczas silnym uderzeniem głowicą rękojeści trafił napastnika prosto w czoło. Człowiek cały pomalowany białą farbą, z maską demona na twarzy, z płaszczem Rozpaczy na grzbiecie zachwiał się chwilę w miejscu. Mgła wokół Kathabana na krótki moment rozstąpiła się. Człowiek padł na ziemię.

Wtedy Kathaban poczuł ból w boku. Przeciwnik z przodu wykorzystał moment nieuwagi. Pchnął nóż w głąb ciała admirała. Kathaban krwawiąc zacisnął zęby, rozpaczliwie ciął mieczem przed sobą. Trafiał jedynie mgłę, dym, magiczną zasłonę, za którą chowali się napastnicy. Wchodzili w nią, znikając z pola widzenia, wychodzili jedynie po to, by zaatakować.

- Kith! – krzyczał. – Kith! To ludzie mgły! Kith! To nie demony! Kith!

Nikt mu nie odpowiadał.

Dwa ostrza i dwie strzały wystawały z twardego brzucha qunari. Krew sączyła się z wnętrza. Kathaban walczył z niewidzialnym przeciwnikiem do ostatniej kropli.

…..

nieco wcześniej, pomieszczenia podziemne

Obłok białego pyłu eksplodował we wnętrzu celi. Granat z czarnego lotosu, piasku, prochu i alchemii Ludzi Mgły działał na zmysły niczym solidny cios w głowę. Otumaniał i oślepiał. Wywoływał panikę.

Nie u Qun. Oni nie znali strachu.

Kathari usłyszał jak Rasaan cofając się w tył, przestępując krok w głąb pomieszczenia, przywołuje do siebie maga.

- Saarabas! Vat16! - wrzasnęła. Odwróciła się, chciała odbiec od drzwi. Zabójca uśmiechnął się paskudnie. Rasaan nie miała najmniejszych szans. Jej wróg przybył przygotowany i silny.

Kata nhraa Qun. Śmierć w słusznej sprawie ...

Saarebas, w samym środku gęstej chmury, reagując na rozkaz kapłanki rozpalił ogień. Trzymał go na dłoniach starając się oświetlić pomieszczenie dla Rasaan oraz zaatakować nieprzyjaciela.

Elf dokładnie na to czekał.

Proch poruszał się niebezpiecznie wokół.

Jeszcze chwilkę ...

Kathri przewiązał twarz maską.

Qunari wpadli w pułapkę.

Proch zmieszany z piaskiem, niesiony w powietrzu zapalił się i zaczął wybuchać. Płonął mglisty pył i lotos. Płonęli qunari.

- Vashedan! Katara17! Defransdim18 bas! - przeklinała Rasaan. Jej włosy zajęły się ogniem. Usiłowała strzepać z siebie tlące się iskry i żywe płomienie. Pył tańczący w powietrzu zaczął opadać jak zwęglone strzępy rozerwanej materii.

Nadszedł czas.

Elf przesunął się w głąb pomieszczenia. Nisko, przy ziemi, poza poziomem wzroku rogatych olbrzymów. Skoczył, zwinny i szybki jak kot.

- Saarebas! Vinek kathas19! - rozkazała kapłanka szamocząc się z ogniem. Cofając się pod przeciwległą ścianę zahaczyła o stojący po środku celi stolik. Przewróciła go. Rozległ się brzęk i trzask.

Kathari zaatakował Saarebas. Magowie Qun poza swoimi Karataam byli jak dzieci zagubione w ciemnym lesie. Ślepe i bezradne. Elf ciął gładko, szybko i dokładnie. Jego miecz lekki i ostry bez problemów ranił ciało przeciwnika. Skrwawił dłonie, odjął palce. Kathari przerwał magowi przygotowany czar. Saarebas, kaleki i żałosny, warknął w złości.

Ogień zajmował coraz większą przestrzeń celi. Elf wycofał się z powrotem na korytarz. Saarebas trwał w cierpieniu. Płonący jak stos ofiarny. Jak żywa pochodnia. Kathari wydobył z rękawa nóż. Rzucił nim celnie. Trafił maga w krtań. Z płonącego gardła trysnęła krew. Saarebas zachwiał się, ucisnął broczącą, rozerwaną szyję okaleczonymi dłońmi, plecami opadł na ścianę.

To jego koniec.

W celi, na prawo, rozległ się syk. Kathari spojrzał w stronę Rasaan. Kapłanka musiała rozgnieść jedną ze szklanych butelek, które stoczyły się z przewróconego stołu. Rozlane saar weszło w reakcję z pyłem magicznej mgły wzniecając nowe, alchemiczne piekło. Dym palonego ciała ranił nozdrza, dusił oddech. Zmieniony saar, niesiony ku górze, palił skórę jak kwas. Kathari przestąpił zupełnie na korytarz.

Gdzieś w zachodnim skrzydle potężny wybuch potrząsnął twierdzą.

- Kathari ... - jęknęła w jego stronę Rasaan. Z jej zaciśniętego gardła dźwięki dobywały się jak wyrwane z Pustki. Usta elfa rozszerzyły się pod maską w szerokim uśmiechu.

- Ir Paris, tel Kathari - odpowiedział jej zwracając twarz do wyjścia. - Dareth shiral, Rasaan20.

Od strony korytarza rozległ się ogłuszający świst.

.. pęd potężnego wiatru nagle uderzył w twarz zabójcy, rzucił jego ciało z powrotem do środka celi. Wicher, dym, czerwony, ciemny jak śmierć zaczął rzucać wokół piachem, zwęglonym pyłem, prochem i rozbitym szkłem. Uniósł ciała, wgniótł je w kamienne ściany. Z gardeł cierpiących dało się słyszeć krzyk. Jeden. Podwójny.

Gęsta jak krew bezładna, szkarłatna forma wzięła w posiadanie przestrzeń.

Inny. Nowy. Wróg.

Kathari nie mógł oddychać. Spojrzał w gęstniejącą wokół czerwoną materię chciwie pożerającą powietrze. Jej organiczny, zgniły zapach atakował nozdrza. Mgła poruszała się niespokojnie.

Kathari stracił przytomność.

….....

niebezpieczeństwo.

Mówiło się w Thedas, od Fereldenu po Seheron, od Rivanu po Anderfels21, że armia qunari to nieruchomy posąg z kamienia, niepowstrzymana, śmiercionośna lawina.

Co jednak, jeśli ładunek mający dokonać niemożliwego umieszczono w samym środku formacji Antaam?

Kamień zostałby rozsadzony a lawina rozbita?

Ludzie, elfy ... Fen'harel ... wszyscy oni mieli swoich szpiegów. Swój odpowiednik Ben'Hassrath. Przeniknąć Qun, opuścić sale nauk Tamassran niezmienionym nie jest łatwo. Potrzeba opozycyjnej, fanatycznej wiary, żeby przeciwstawić się fanatyzmowi drugiej.

... to wilk czai się w ciemnościach.

Komu można zaufać?

Pierwsza linia obrony Kosluna sypała się jak domek z kart. Lojalność i dyscyplina nie gwarantowały wieczności, spokoju i prawdy. Szeregi Qun toczyła ta sama choroba, która doprowadziła do zabójstwa cesarzowej Orlais.

... nie groźba, nie przestroga, a obietnica.

…..

Przypisy

…..

1 Chodzi to o Arishoka z DA2, nie o Stena z DA:O.

2 Valo-kas Asala – wielki miecz Asala. Asala jest nazwą własną broni Arishoka.

3 Vitar – maść, którą qunari nakładają zamiast hełmu i zbroi. Wzmaga gotowość bojową. Dla przedstawicieli innych ras vitar jest toksyczny.

4 Arvaraad – wojownik Antaam, opiekun i dowódca jednego lub wielu Saarabas.

5 Ashaad – kusznik Antaam.

6 Karasaad – wojownik Antaam.

7 Karataam - oddział Saarabas dowodzony przez Arvaraada.

8 Kithshok – generał Antaam.

9 Kathari – sicario Antaam.

10 Taarlok – wojownik Antaam.

11 Rethsaad – obrońca Antaam, tank. (Wygląda na to, że tę nazwę ułożyłam sama.)

12 Tłum. Zwycięstwo jest w Qun.

13 Vashedan – przekleństwo w qunlat.

14 Vashot – qunari wychowani poza Qun.

15 Kapryśny los – jedyna znana mi nazwa gry karcianej w Thedas.

16 Vat – tłum. z qunlat: ogień, magiczny ogień.

17 Katara – tłum. z qunlat: giń.

18 Defransdim – tłum. z qunlat: męskie genitalia.

19 Vinek kathas – tłum. z qunlat: pojmać ich/jego.

20 Ir Paris, tel Kathari. Dareth shiral, Rassan – tłum. z elvenhan: Mam na imię Paris, nie Kathari. Żegnaj, Rassan.

21 Anderfels – królestwo na zachodzie. Mieści główną siedzibę szarej straży, Fortecę Weisshaupt.