A/N kursywa jest użyta do wyrażenia czyiś myśli

Nadal nie mam bety, więc wszelkie błędy są moje, tak samo jak genialne teksty i pomysły :)

Prawa autorskie wspomniane w rozdziale 1

Rozdział 6

- Ach Severusie, jak się czuje nasz drogi Dumbledore?

- Jest zasmucony śmiercią młodego Diggory'ego, panie - Snape przyklęknął przed Voldemortem nie wiedząc dokładnie czego się spodziewać.

Od „powrotu" Czarnego Pana Snape widział go tylko dwa razy; robił za to dużą ilość eliksirów, które ten zamawiał. A tu nagle wezwanie, prawie miesiąc odkąd Czarny Pan wrócił. Dziwne...

- Och, zasmucony śmiercią gówniarza, a nie moim powrotem? - Voldemort uniósł brew.

- Zapewne się tego spodziewał.

- No tak - przez momenty Voldemort wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. - Ale, ale... powstań człowieku i chodź ze mną. Mam dla ciebie małe zadanie.

Snape posłusznie powstał i ruszył za Voldemortem.

- Chcę byś ocenił stan mojego więźnia. Ale zanim tam wejdziesz kilka instrukcji: jej oczy mają pozostać zasłonięte; kiedy jestem w pobliżu ma zostać pod wpływem „Silencio". Ogólnie ma być pod tym zaklęciem jak najdłużej - Voldemort przystanął przed drzwiami i przechylił głowę jakby zastanawiając się co jeszcze. - I Severusie, ona mi jest potrzebna, więc lepiej byś był w stanie dość szybko sprawić by była użyteczna. Ale jak się zapewne domyślasz nie jest w najlepszej kondycji. Malfoy zostanie z tobą. Jak skończysz przyjdź do biblioteki.

- Tak panie - Snape nie dał po sobie poznać jak bardzo zaniepokojony był tą sytuacją. Ważny wiezień z reguły oznaczał politykę. Czy kogoś ostatnio porwano?

Kiedy wszedł do komnaty pierwsze co go uderzyło to zapach. Ktoś tu się bardzo brzydko bawił.

- Witaj Severusie. Gotów uleczyć najbardziej upartą osobę jaką świat widział? - Malfoy uśmiechnął się lekko na widok przyjaciela.

- Hmm - Snape mruknął przesuwając wzrok z blondyna na leżącą na ziemi postać. - Czarny Pan dobitnie oznajmił, że mam się zająć więźniem. Mam zapytać co tu się działo czy zwykły skan starczy?

Malfoy westchnął

- Lepiej byś nie wiedział co tu się działo. Na pewno Avery złamał jej szczękę z godzinę temu. Reszta złamań była leczona w miarę na bieżąco.

Snape przyklęknął przy leżącej na plecach kobiecie. Poczuł ulgę nie rozpoznając jej.

Raczej nie polityk, wobec tego kto? Wygląda na obcokrajowca. Więc może polityk, ale zagraniczny?

Snape przyjrzał się uważnie: młoda i wysportowana, choć tylko wprawne oko by to zauważyło, bo na chwilę obecną wyglądała jakby straciła sporo na wadze. Jej ciało pokryte było siniakami i strupami. Krople potu sugerujące gorączkę. Potężny siniak z lewej strony szczęki.

Westchnął wyciągając różdżkę do skanu. Nie był zachwycony jego rezultatem.

- Lucjuszu, złaź z tego krzesła i zamień je w łóżko. Najlepiej takie szpitalne.

Malfoy spokojnie wykonał powierzone mu zadanie. Nie musiał robić skanu by wiedzieć, że jest źle. Widział całość roboty Avery'ego. Sam nie lubił tortur, wolał kilka „Crucio" i szybkie „Avada". W ostateczności poderżnięcie gardła by pozwolić ofierze się wykrwawić, ale to... To było czyste szaleństwo. Tylko nie wiedział za bardzo czyje. W swoim życiu widział wiele, ale ta kobieta...

Malfoy czuł powoli budzący się respekt do więźnia. Oczywiście nie zamierzał o tym nikomu powiedzieć. Nawet się cieszył, że Voldemort w końcu wezwał Snape'a by ten mógł się pobawić w lekarza.

Czasami się zastanawiał czy Snape nie byłby lepszym lekarzem niż nauczycielem.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Mistrz eliksirów szybko zabrał się do zadania, gdy już wiedział co go czeka. Jednym z zaklęć oczyścił brudne ciało, zmienił jej bieliznę i gdy łóżko było gotowe umieścił na nim kobietę, ściągając z niej kajdany.

Gdy sięgał do swojej torby z eliksirami Malfoy wyczarował skórzane pasy, którymi przypiął nieprzytomną kobietę.

- On nie byłby zachwycony gdyby nam uciekła - wyjaśnił.

- W tym stanie? - Snape burknął. - Chyba tylko w stronę śmierci.

- Zdziwiłbyś się - Malfoy zachichotał, co zaskoczyło drugiego mężczyznę. Malfoy nie chichocze, to nie zgodne z jego arystokratycznym wychowaniem. Ciekawość Snape'a wzrosła.

- Jej szczęka nie została nastawiona a już zaczęła się zrastać - Severus wrócił do zadania, zostawiając zdobycie informacji na później. Uniósł przód łóżka by wygodniej było podawać nieprzytomnemu więźniowi leki. - Muszę ją ponownie złamać i poprawnie nastawić zanim podam Szkiele-Wzro. Nie powinniście jej tego podawać bez złożenia kości.

- Nie podaliśmy - Malfoy mruknął. - Zużyliśmy cały zapas tego eliksiru wcześniej.

Snape tylko zamrugał zdziwiony, ale różdżka była już w ruchu. Obydwaj usłyszeli dwa następujące po sobie trzaski i po chwili Snape wlewał w usta nieprzytomnej kobiety pierwszy z eliksirów.

- To na gorączkę - podając kolejny eliksir mówił Malfoy'owi co aplikuje, jak to mieli w zwyczaju. - To na wzmocnienie... na infekcję... przeciwzapalne.

Fiolkę po ostatnim eliksirze zamienił w gruby koc, którym przykrył kobietę.

- Idę zdać raport naszemu Mistrzowi. Nie ruszaj jej i pozwól jej spać.

W odpowiedzi usłyszał jedynie ciche „hmm".

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Biblioteka była jednym z większych pomieszczeń w budynku. Oczywiście wszystkie mugolskie książki zostały zastąpione tomami o czarnej magii, eliksirach i innych użytecznych Voldemort'owi pozycji.

Snape zawsze lubił bibliotekę Voldemort'a, szczególnie że jako jeden z nielicznych mógł korzystać ze zbiorów. A przynajmniej mógł zanim wszystko szlag trafił i zanim Voldemort nie okazał się kolejnym szaleńcem pragnącym władzy.

Severus miał przywilej przechowywać kilka z książek Czarnego Pana po jego zniknięciu i był bardzo nieszczęśliwy gdy musiał je oddać.

Wspomniany czarodziej siedział wygodnie przy dużym, dębowym biurku. Przed nim leżał przepastny tom, który Snape rozpoznał jako pozycję z bardzo mrocznymi i niebezpiecznymi zaklęciami. Obok leżało kilka innych równie ujmujących pozycji.

- I jak tam mój więzień? - Voldemort spytał zanim Snape zdążył podejść bliżej. Nie podnosząc oczu znad książki jedną ręką przerzucił ciężką stronice książki, drugą wskazując na stojący naprzeciw fotel.

Snape usiadł wygodnie przez chwilę wpatrując się w ogień w kominku. Zawsze go fascynowało czemu w miejscu tak narażonym na pożar ludzie umieszczali kominki.

- Złamana szczęka powinna się zrosnąć w osiem godzin, ale będzie potrzebować z dwa-trzy dni zanim całkowicie będzie sprawna. Trochę to utrudnia podawanie eliksirów, ale to nie największy problem. Więzień jest bardzo osłabiony i stracił sporo na wadze. Ma wysoką gorączkę, utrata krwi może spowodować anemię. Złamania, rany i wewnętrzne krwawienie spowodowały infekcję...

Voldemort podniósł rękę, przerywając wyliczenia.

- Jak szybko może być gotowa?

Snape westchnął cicho.

- Zależy do czego. Jeśli chcesz ją zabić, to nie musisz czekać. Wystarczy powiedzieć słowo Averemu...

- Nie Severusie. Ona jest mi potrzebna żywa i zdrowa na umyśle. Nigdy nie widziałem kogoś takiego - oczy Voldemorta zaświeciły dziwną fascynacją. - Trzy tygodnie, a jej ciało dopiero teraz zaczęło się poddawać. Wiesz, że jest w stanie zwalczyć Veritaserum?

Snape przekręcił głową.

- To nie możliwe. Veritaserum jest najsilniejszym eliksirem i o ile ktoś nie namieszał przy jego powstawaniu nie ma szans by nie zadziałało.

No chyba że ktoś posiada niezwykle silne umiejętności oklumencji, Snape pomyślał nie zamierzając jednak dzielić się tym z Mrocznym.

- A jednak - Voldemort roześmiał się prawie radośnie. - I zanim zapytasz był to jeden z twoich produktów, więc raczej nikt przy nim nie namieszał, prawda?

Snape spokojnie wytrzymał spojrzenie drugiego czarodzieja.

- Na pewno nie.

- A jednak jej się udało... - Voldemort skinął lekko głową akceptując odpowiedź Mistrza Eliksirów, a jednocześnie informując go o czymś niepojętym. - Może i nie skłamała per se, ale była w stanie ominąć prawdę! Lucjusz próbował na niej Legilimencję i też niczego się nie dowiedział.

Snape wiedział, że Voldemort nigdy nie skłamałby z czymś tak ważnym. Jeśli by można nauczyć się ominąć Veritaserum nie będąc Oklumentą...

Zaraz... legimencja też zawiodła? Kim ona jest? Czy on powiedział trzy tygodnie? Voldemort nikogo nie trzyma trzy tygodnie, dwa - trzy dni i po sprawie...

- Mój panie, czy ja dobrze zrozumiałem? Przetrzymujesz więźnia trzy tygodnie i pomimo tortur była w stanie oprzeć się eliksirowi prawdy i legimencji?

Voldemort uśmiechnął się prawdziwym radosnym uśmiechem, który sprawił że Severusowi ciarki po kręgosłupie przeszły.

- Prawda, że fascynujące?

- Mogę zapytać co więzień jadł przez ten czas?

Voldemort spojrzał na niego zirytowany. On tu opowiada o największym odkryciu w historii magii, a Snape pyta o coś tak trywialnego jak jedzenie?

- Być może coś w jej diecie sprawiło, że stała się odporna na Veritaserum? - Snape wyjaśnił widząc minę Mrocznego. Sceptyk i naukowiec włączyli się w jego mózgu by wyjaśnić tą zagadkę.

Voldemort uśmiechnął się lekko słysząc to i domyślając się co się dzieje w umyśle Mistrza Eliksirów. Też o tym pomyślał i dlatego ostatnie 30 minut spędził próbując znaleźć odpowiedź. Zamiast niej znalazł coś bardziej intrygującego co sprawiło, że wpadł na genialny plan...

- Wyobraź sobie że i mi przyszło to do głowy - rzekł po chwili. - Ale jedyne co dostawała to eliksir wzmacniający.

Ach, to by wyjaśniało czemu musiałem robić taką ich ilość, Snape zamyślił się rozważając czy któryś ze składników zażywany przez długi czas mógłby wpłynąć na eliksir prawdy. Nagle żachnął się.

- Mój panie, trzy tygodnie na eliksirze wzmacniającym? On nie jest przystosowany do tak długiego, ciągłego używania.

Nic dziwnego, że jest tak wychudzona i wycieńczona.

Voldemort złożył przed sobą ręce, opierając łokcie o zapomnianą książkę.

- Nie sądziłem, że to aż tyle zajmie - przyznał. - A potem byłem ciekaw kiedy osiągnie limit. Ale wracając do mojego pytania ile czasu potrzebujesz by ją postawić na nogi?

Snape zamyślił się nad poprawną odpowiedzią.

- Jeśli przez „postawić na nogi" masz panie na myśli że będzie w stanie wstać, chodzić tudzież walczyć to z miesiąc. Jeśli nie więcej... Nie jestem nawet do końca przekonany czy kiedykolwiek będzie mogła chodzić, jej nogi musiały być połamane więcej niż z trzy razy… - spojrzał na Czarnego Pana i kontynuował spokojnie wiedząc że to nie jest opcją, którą tamten chce osiągnąć. - Żeby zwalczyć gorączkę, infekcję i pozwolić zrosnąć się kościom szczęki tak by mogła mówić i być w stanie znieść kolejne przesłuchania minimum z trzy do czterech dni.

Voldemort spojrzał na otwartą przed nim księgę zastanawiając się ile czasu będzie potrzebował na klątwę, którą postanowił użyć.

- Cztery dni brzmią sensownie. Będziesz jedyną osobą, która się nią będzie zajmować. Warunki pozostają: nadal ma być pozbawiona słuchu i wzroku. Szczególnie gdy ja będę w pobliżu. Zrób co trzeba by była jak najszybciej w formie. Będzie tego potrzebowała - uśmiechnął się lodowato. - A po tym czterech dniach będę miał dla ciebie nowe zadanie. I tak, wiem że musisz poinformować naszego dobrego dyrektora, że znikasz na dłuższy czas. Wymyśl jakąś bajkę o tragedii w rodzinie...

Voldemort nagle pochylił się do przodu.

- Nie! Powiedź, że przyjaciel jest w potrzebie i musisz niezwłocznie wyjechać. Tak, tak - uśmiech zadowolenia pojawił się na jego twarzy - to pomoże w późniejszej realizacji planu.

Voldemort zaczął czytać książkę dając Snape'owi do zrozumienia, że rozmowa została zakończona.