Rozdział 8
Snape musiał przyznać, że był pod coraz większym wrażeniem. Oczywiście nie powiedziałby tego na głos, a już na pewno nie przy swoich „kolegach". Ale ta kobieta zaczęła go coraz bardziej ciekawić. Nie dość że dochodziła do siebie szybciej niż większość czarodziejów, których znał; o nic nie prosiła, choć wielu będąc na jej miejscu tak robiło; była w stanie wytrzymać trzy tygodnie tortur, które do lekkich nie należały - wiedział jak pracował Avery i wyglądało na to że nie oszalała przy tym; to jednocześnie fascynowała samego Czarnego Pana. Co prawda nadal nie wiedział kim była ani skąd była ale wiedział również, że tak długo jak tu będzie raczej się tego nie dowie, chociaż...
Dziś dowiedział się czegoś nowego i ciekawego podczas rozmowy z Malfoyem. A zaczęło się bardzo niewinnie od... rosołu.
Jako że kobieta nie miała problemów z jedzeniem owsianki, Snape postanowił urozmaicić jej dietę dodając rosół. Bulion ten od wieków jest znany jako doskonały specyfik do odzyskania sił po chorobach.
Kiedy po kolejnych lekach zasnęła Snape postanowił się trochę rozerwać i zaszedł do kuchni. Spodziewał się tylko domowych skrzatów gotowych przyjąć jego zlecenie, ale zastał tam też Lucjusza. Było to dość dziwne miejsce dla arystokraty jego pokroju, ale w siedzibie Czarnego Pana różne rzeczy się działy.
Lucjusz uśmiechnął się na jego widok i zaoferował herbatę. Snape skorzystał z zaproszenia i usiadł dając równocześnie polecenie skrzatom by przygotować rosół.
- Lepiej uważaj - Malfoy mruknął - jak za bardzo odzyska siły to nas jeszcze pozabija.
Snape spojrzał na niego znad swojej herbaty oczekując sarkastycznego uśmieszku, ale zamiast tego ujrzał determinację i zaciętość, jakiej dawno nie widział na twarzy drugiego czarodzieja. Postanowił więc rzucić małą dygresję i zobaczyć co z tego wyjdzie.
- Chyba żartujesz - udał zirytowanie - ona jest ledwo żywa. I zdecydowanie nie wygląda ani na osobę magiczną, ani na taką co by mogła kogokolwiek skrzywdzić.
- Ha! - ku zaskoczeniu Mistrza Eliksirów wyglądało na to, że Malfoy miał jednak ochotę coś powiedzieć. Byle tylko było to coś użytecznego.
- My też tak myśleliśmy - Lucjusz zaczął odstawiając herbatę i patrząc na przyjaciela. - Więc jakiś czas po jej porwaniu... zaraz po tym jak teleportowaliśmy się tutaj, czujność nam trochę osłabła. Ten idiota, MacDouglas, miał pilnować by była ciągle nieprzytomna i związana. Taa, związana to może i ona była, ale przytomna... niestety. A może i „stety" dla tego idioty.
Malfoy pochylił się do przodu patrząc Snape'owi prosto w oczy.
- Zanim się zorientowaliśmy... pomimo tego że jak już wspomniałem miała związane ręce i to z tyłu oraz zasłonięte oczy, wstała i tak go kopnęła w głowę, że od ciosu zmarł na miejscu. Smith, próbował zablokować jej ucieczkę. Dostał kolejnego kopa i to takiego że przeleciał przez barierkę, i skręcił sobie kark. Avery'emu złamała nogę w kolanie... Skąd na Merlina wiedziała gdzie oni stoją mając zasłonięte oczy... nie mam pojęcia. Ale ta szybkość... Severusie w życiu nie widziałem, by drugi człowiek się tak szybko ruszał...
Snape odstawił swoją filiżankę.
- A tobie co złamała?
- Na całe szczęście nic - Malfoy wzruszył ramionami prostując się. - Stałem przy oknie. Kiedy zauważyłem co się dzieje wyciągnąłem różdżkę i rzuciłem „Drętwotę". Ścięło ją od razu, ale przez moment miałem wrażenie, że wiedziała gdzie i ja byłem...
Malfoy cofnął się w głąb swojego krzesła i sięgnął po herbatę.
- Od tej pory nigdy nie podchodziliśmy do niej bez jakiegoś zaklęcia obezwładniającego i pewności, że jest bardzo dobrze związana, zarówno ręce jak i nogi. A jak się domyślasz Avery bardzo się zemścił i za swoje kolano, i za naszych poległych towarzyszy. Choć śmiem twierdzić, że zrobiła im przysługę. Jakby przeżyli to Czarny Pan raczej nie byłby litościwy za tą małą pomyłkę. Co do magii, to nie wiem... nie miała okazji jej użyć. Ale te kopnięcia... czasami nadal mi się to śni. Widziałeś kiedyś by człowiek walczył nogami? Poza kopaniem w panice?
Severus zamyślił się. Nawet jako dziecko starał się unikać spędzania czasu przed mugolskim wynalazkiem zwanym telewizorem. Ale jego ojciec, jako mugol, nie miał takiego oporu. Więc tak, widział coś takiego. Zdaje się że mugole nazywali to sztuką walki wręcz. Ale wątpił by nawet mistrz owej „sztuki" byłby w stanie przezwyciężyć magię. W grę wchodziło coś jeszcze, ale Severus wiedział że kończy im się czas. A przynajmniej kończy się on śpiącej kobiecie, bo jutro mija termin czterech dni i Voldemort zamierzał wprowadzić w życie jakiś szalony plan.
N/A: Tak, zdaję sobie sprawę z tego że są zaklęcia obezwładniające, ale to takie nudne ^_^
