A/N Od razu zaznaczam że bazuję na pierwszej serii S Sailor Moon, obecna jeszcze na mnie czeka. Wszelkie znane postacie z HP i SM nadal należą do swoich twórców, moje dołączą wkrótce. Nadal bez bety, więc wszelkie błedy moje.
Rozdział 12
Snape nie wiedział czy ma się bać czy cieszyć z wizyty na ulicy Pokątnej. Okazało się, że bieganie nie wiele zmęczyło Harukę, więc próbując ją czymś zaciekawić zabrał ją do swojego nowego laboratorium.
Dziewczyna była zafascynowana wszystkim, co sprawiło że Mistrz Eliksirów zamiast spokojnego warzenia eliksirów wzmacniających spędził większość czasu na tłumaczeniu co, jak oraz dlaczego. Nie mógł jednak odmówić tego, że po tym wytłumaczeniu Haruka była bardzo pomocna przy przygotowaniach. I choć nie było to w ciszy, to jednak udało mu się owy eliksir uwarzyć.
Zauważył przy tym kilka ciekawych rzeczy: Haruka często nie zachowywała się jak trzynastolatka, a niczym pięciolatek, którego wprowadzono do sklepu z zabawkami. Do wielkiego sklepu z zabawkami.
Co sprawiło, że znowu zaczął się zastanawiać czy Voldemort nie popełnił jakiegoś błędu. Może wynikało to z braku pamięci i z tego że dziewczyna wszystko traktowała jako nowe i ciekawe?
Po drugie, gdy już wiedziała co do czego służy była bardzo pomocna, niesamowicie skupiona i dociekliwa. Co nasunęło mu myśl, że kiedyś musiał bardzo zbłądzić i los teraz mścił się na nim niesamowicie podsuwając mu pod nos kolejną Granger. Co prawda Haruka jeszcze nie rzucała wiadomościami na prawo i lewo, ale po prostu jeszcze ich nie miała. Ale co będzie jak je zdobędzie? Jej dociekliwość wskazywała na bystry umysł, a to jak szybko przyswajała wiedzę było równocześnie pasjonujące, jak i niepokojące.
Żeby mieć pewność, że nie uda się na zakupy tylko po to by odkryć, że jest nie magiczna dał jej do przetestowania jedną z zapasowych różdżek, które Śmierciożercy przechowywali. Ku jego zaskoczeniu różdżka zareagowała, aczkolwiek niezbyt silnie, ale Haruka była w stanie wykonać nią jedno z prostszych zaklęć.
Czarny Pan nie był tą wiadomością zaskoczony. Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek i błysk fascynacji, który nie podobał się drugiemu czarodziejowi, ale na razie nie mógł nic z tym zrobić. A co będzie potem, to się okaże.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Voldemort nie miał podłączenia kominkowego do sieci Fiuu, wszak był poszukiwany i trochę by to dziwne było.
Snape więc razem z Haruką najpierw teleportowali się do Malfoyów a stamtąd do Dziurawego Kotła, skąd mogli spokojnie dostać się na wspomnianą ulicę. Dla Haruki oczywiście wszystko było nowe, więc jej zachwytom i komentarzom nie było końca. Na całe szczęście udało im się nie spotkać nikogo znajomego kto by próbował zaczepić ich na dłużej niż zwyczajowe „dzień dobry".
- Zaczniemy od kupna różdżki - Snape pchnął lekko stojącą dziewczynę, która wzrokiem pełnym podziwu spoglądała na uliczkę przed sobą. - Nigdy nie wiadomo ile czasu to zajmie.
Haruka otrząsnęła się i ruszyła szybko za nim. Czytała o różdżkach i o tym co wpływa na ich wybór. Brak pamięci sprawiał że nadal czuła się niepewnie i nie wiedziała jakie cechy posiada. A co jeśli wuj Tom nadal się mylił i nie mam magii?
Była tak zamyślona, że weszła w Severus'a, gdy ten zatrzymał się przed sklepem. Jej opiekun westchnął odwracając się.
- Haruka - zaczął spokojnie - wiem, że się martwisz, ale nie masz czym. Naprawdę! Byłaś w stanie użyć tamtej różdżki, a wierz mi nie każda różdżka reaguje na nową osobę. Teraz dostaniesz swoją własną, która umożliwi ci naukę. Ale zanim tam wejdziemy pamiętaj ani słowa o wuju Tomie, ani o tamtej różdżce, a już na pewno nie o tym że zamierzasz w wakacje ćwiczyć jej użycie. Jasne?
Haruka przytaknęła. Podczas śniadania przekazano jej wszystkie potrzebne informacje oraz wytłumaczono co, jak i dlaczego. W jej umyśle zaczęły się jednak pojawiać małe wątpliwości. Skoro wszystko mieli załatwić to czemu nie mogła o tym mówić?
Przełknęła ślinę i spojrzała nad swoim opiekunem na sklep. Duży szyld „Ollivanderowie – wytwórcy najlepszych różdżek od 382 p.n.e.", dwie szyby wystawowe z przeróżnymi różdżkami zachęcały do wejścia. Jeszcze raz głośno przełknęła ślinę i spojrzała w ciemne oczy opiekuna.
- Gotowa? - Severus uśmiechnął się lekko. W jego umyśle pojawiło się małe pytanie czy to tak czuli się rodzice biorąc swoje dziecko po pierwszą różdżkę. Fascynujące uczucie, coś pomiędzy dumą a przerażeniem.
Haruka przytaknęła i razem weszli do sklepu. W środku ujrzała setki pudełek ciasno powpychanych w przegródki. Przed nimi było biurko za którym siedział starszy jegomość pochylony nad czymś. Za nim były kolejne półki a schody prowadzące na piętro sugerowały, że jest tego jeszcze więcej.
- Wow - Haruka sapnęła oszołomiona. Jej głos sprawił, że sprzedawca podniósł głowę i spojrzał w ich kierunku.
- Severus Snape, a niech mnie chłopcze - Ollivander podszedł do nich. - Cóż cię do mnie sprowadza? Czyżby twoja różdżka?
- Nie, jest w jak najlepszym stanie - Snape odparł spokojnie. - Moja podopieczna straciła różdżkę w pewnych przykrych okolicznościach. Niestety nie miałem okazji nigdy dowiedzieć się co posiadała poprzednio, a brak rodziny uniemożliwia zdobycie tej wiadomości.
- Och - Ollivander przyjrzał się kręcącej się w kółko Haruce i ściszył głos. - Straciła rodziców?
- Niestety.
- Hmm, straszna tragedia.
Nawet nie masz pojęcia, Snape pomyślał zrzędliwie.
- Dołączy do Hogwartu?
- Tak.
- Hmm. Ile ma lat? - Ollivander nie spuszczał wzroku z zafascynowanej sklepem nastolatki.
- Trzynaście i zanim zapytasz pamięć też straciła. Wiem, że jest magiczna bo znam... znałem jej rodziców, którzy uczynili mnie jej prawnym opiekunem - jak zacząć kłamać to od razu. Zobaczymy jak ta historyjka przejdzie.
- Podejdź no tu dziecko - Ollivander zawołał Harukę, która automatycznie odpowiedziała:
- Nie jestem dzieckiem!
Starszy pan zaśmiał się. A Snape po powstrzymaniu się od przewrócenia oczami rzekł:
- Haruka, poznaj pana Ollivandera, najlepszego wykonawcę różdżek w całym Zjednoczonym Królestwie.
- Bardzo mi miło, Haruka Tenoh.
- Przepraszam młoda damo, za mój wcześniejszy komentarz, ale jeśli chcesz mieć nową różdżkę to powinniśmy zacząć poszukiwania. Która ręka?
- Prawa - Haruka posłusznie podeszła i pozwoliła Ollivanderowi na wszystkie potrzebne mu pomiary.
- Hmm, zacznijmy od tego – 8 i ¾ cala, biała wierzba, rdzeń z ogona jednorożca.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Po dziesiątej próbie Snape zdecydował się usiąść. Oglądał odtąd poszukiwania siedząc i pijając herbatę, którą przyniósł domowy skrzat.
Ollivander niestrudzenie wyciągał nowe różdżki, ale albo nie było reakcji albo były bardzo słabe.
- Hmm, zły rdzeń wobec tego - Ollivander mruknął i spojrzał w stronę siedzącego Mistrza Eliksirów. - Co możesz mi o niej powiedzieć?
- Uparta, ale bardzo inteligentna, dociekliwa i z wyobraźnią. Podejrzewam też że bardzo lojalna - Snape spokojnie zaczął wyliczać swoje obserwację. - Może być z niej niezły Mistrz Eliksirów.
To ostanie powiedział dla żartu, ale oczy Haruki zaświeciły się radośnie na ten komplement.
- Lojalność i upór... spróbujmy tego - Ollivander sięgnął po nową różdżkę - 10 cali, cedr i rdzeń ze smoczego serca.
Haruka po raz kolejny machnęła różdżką. Tym razem ku jej radości pojawiły się drobne fajerwerki.
- Ach, czyli idziemy w dobrym kierunku. Sprawdźmy tylko co wywołuję dobrą reakcję...
Snape wyciągnął z kieszeni magazyn o eliksirach i zatopił się w lekturze nasłuchując tylko pomrukiwań Ollivandera. Kilka razy spojrzał na Harukę, która stała z cichą determinacją. Poszukiwania różdżki dla kogoś wyjątkowego, a za taką zaczął uważać swoją podopieczną, nigdy nie są krótkie.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Wokół nich zaczęło piętrzyć się od różdżek, które nie nadawały się dla Haruki. Na całe szczęście pojawiła się starsza pani, która zaproponowała Snape'owi więcej herbaty i przy okazji zaczęła odstawiać na miejsce niepotrzebne różdżki. Zaproponowała też picie Haruce, która zaczęła wyglądać na zrezygnowaną i markotną. Dziewczyna jednak odmówiła poczęstunku, tak samo jak odmówiła krzesła.
Ollivander motał się od jednej półki do następnej, sięgał po te wyżej, a potem te niżej, machał ręką a w jego stronę szybowały kolejne pudełka.
- Nie rozumiem - mruczał do siebie. - Serce smoka z całą pewnością, ale drewno i długość... A nawet nie każdy rdzeń ze smoka reaguje...
- A próbowałeś hydr smoczych? - wtrąciła kobieta, która przedstawiła się jako żona wytwórcy.
- Hydry smocze... Hmm, rzadkość, rzadkość, ale kto wie... - machnął ręką i po chwili pojawiły się przed nim trzy pudełka. - Spróbujmy tego. 12 cali, grab, rdzeń z serca hydry chińskiego ogniomiota i opalooki.
Fajerwerki były jaśniejsze i było ich więcej, ale ani Ollivander ani Haruka nie byli zachwyceni.
- 11 cali, ostrokrzew, serce hydry rogogona węgierskiego z długorogiem rumuńskim Ollivander ledwo spojrzał na wynik i już podawał Haruce następną. - 11 i ¾, czarny bez, hydra norweskiego kolczastego ze szwedzkim krótkopyskim.
Severus spojrzał znad artykułu o wykorzystaniu eliksiru miłosnego do leczenia trądziku, by ujrzeć... wielkie nic.
Przerzucił stronę i zajął się kolejnym artykułem.
- Więc albo nie hydry, albo zły smok...
Ollivander zaczął krążyć wokół nastolatki, która ani drgnęła.
- To może być to, ale... hmm, może jednak nie... ale, jak by tak... - i dalej mamrotał do siebie uważnie obserwując kłopotliwą klientkę.
- Severusie - odezwał się nagle do siedzącego czarodzieja. - Skąd dokładnie pochodzi Haruka?
- Ja poznałem jej rodzinę we Włoszech, ale zdaje się że są z Chin albo Japonii. Nigdy nie pytałem – odparł spokojnie. Też się zastanawiał, co mogło by być pomocne w poszukiwaniach i odkryciu z kim ma do czynienia. Ale że nadal przebywał w towarzystwie Voldemort'a i nie miał okazji przeprowadzić własnych poszukiwań zgadywał. Miał tylko nadzieję, że trafił*.
- To by tłumaczyło... - co by to tłumaczyło Ollivander nie wyjaśnił, za to przywołał kolejne trzy pudełka. - Sprawdźmy to – 13 cali, grab, serce chińskiego ogniomiota.
Z różdżki wyleciały fajerwerki, ale mimo uśmiechu sprzedawcy Haruka nie czuła jego zadowolenia. Według niej różdżka nie leżała prawidłowo, rzekłaby że jej nie czuła. Coś z tego musiało wpłynąć na jej minę, bo Ollivander potrząsnął głową i odebrał jej różdżkę, by zastąpić kolejną.
- 14 cali, chińska wiśnia, chiński ogniomiot.
Reakcja była nawet ciut lepsza niż poprzednio, ale oboje wiedzieli że to nie to.
- 15 cali, cedr, chiński ogniomiot – tym razem Ollivander poczuł to samo dziwne uczucie jakie towarzyszyło mu z pięć lat temu, gdy Harry Potter szukał swojej pierwszej różdżki.
Czyżby różdżka, która sprawiła mi tyle problemów dwanaście lat temu miała teraz znaleźć swoją właścicielkę?
Haruka spojrzała na niego smutno.
Biedne dziecko, pewnie myśli, że nie ma dla niej żadnej różdżki.
- Ponad dziesięć lat temu - zaczął - mój znajomy przysłał mi z Japonii piękny kawałek japońskiej wiśni i włókno serca smoka, które twierdził był japońskim smokiem. Ale japońskie smoki nie istnieją. To legenda! Jedyne, co mogło zaistnieć to jakaś hydra, lub smok który tam zawędrował z kontynentu... Nie ważne... Drewno to choć znane z giętkości i dobrego wyrobu do różdżek sprawiło mi sporo problemów. Cokolwiek robiłem łamało się albo nie przyjmowało rdzenia, które chciałem by w nim było. Dziwne, ale czasami się zdarza. Kiedy już straciłem do niego cierpliwość i została mi resztka spróbowałem z tą hydrą i... cud nad cudem drewno przyjęło rdzeń. Niestety żeby dokończyć różdżkę musiałem użyć grabu. Więc powstała jedyna w swoim rodzaju różdżka z mieszanym drewnem i dziwną hydrą.
Przed nim pojawiło się zakurzone pudełko.
- Przez ten czas próbowałem z kilka razy ją sprzedać, ale reakcja nią była żadna albo była i taka, że ludzie ją z krzykiem opuszczali - delikatnie wytarł kurz i otworzył pudełko.
Snape wstał zaintrygowany by spojrzeć na różdżkę. Oczom obecnych ukazała się długa biało-szara różdżka.
- 17 cali, japońska wiśnia i grab, włókno z hydry japońskiego smoczego serca - Ollivander wyszeptał jednocześnie podniecony i zaniepokojony rezultatem.
Ręka Haruki sama poszła w kierunku pudełka. Poczuła silne mrowienie gdy palcami delikatnie przesunęła nad różdżką. Jej palce zatrzymały się nad rękojeścią i zacisnęły na niej. Uczucie mrowienia wzmogło się i jeszcze zanim różdżka opuściła pudełko wszędzie były fajerwerki. Dziewczyna patrzyła z fascynacją na różdżkę... uczucie mrowienia przybrało na sile. Fajerwerki zniknęły, ale ona stała niczym w transie. Przed jej oczami ukazał się księżyc a na jego tle długi, biały i puchaty smok który spojrzał na nią błękitnymi oczami. Z jej ust wydobył się cichy błagalny skowyt.
- Haruka? - Severus dotknął jej ramienia, a dziewczyna spojrzała na niego mrugając szybko oczami.
- Tak?
- Wszystko w porządku? - zapytał zaniepokojony jej dziwnym zachowaniem.
- Mam różdżkę - uśmiechnęła się do niego radośnie, co przypomniało mu twarz zachwyconego nową zabawką dziecka.
- Na to wygląda - uśmiechnął się łagodnie, ale w jego umyśle pojawiło się kolejne pytanie i obserwacja, którą umieścił do rozważenia w umyśle na później. - Miejmy nadzieję że reszta zakupów pójdzie nam szybciej, ale najpierw lunch. Jesteśmy tu prawie trzy godziny.
Jak na komendę z brzucha Haruki odezwało się głośne burczenie a w sklepie rozległ się głośny śmiech.
A/N:
*Trafił, bo mu pisarz pomógł oczywiście ^_^ Znak „ten" jest taki sam w języki chińskim i japońskim, ale wymawia się inaczej.
17 cali to 43,18 cm. Więc długa jak na „dziecko", czy nawet rzadko spotykana wśród czarodziei, ale mam w tym pewien cel :)
BTW różdżka Dumbledore'a ma 15 cali, Voldemort'a – 13 i pół; Harry'ego 11ście, a Hagrida 16 cali. Wg internetu najdłuższa jaką stworzył Ollivander miała 18 cali.
Ciasteczko dla tego kto wpadnie na pomysł czemu Haruka ma taką długą różdżkę (jej ego na pewno jest powodem, ale nie jedynym ^_^)
I kolejne ciastko dla tego, kto zgadnie dlaczego Ollivander dostał paczkę 12 lat temu a nie np. 5? ^_^
