A/N: Wygląda na to że albo wszyscy są na diecie albo po prostu nikt ciasteczka nie lubi (a takie dobre - owsiane z rodzynkami… mniam mniam mniam)

Rozdział 13

Snape zabrał Harukę na spory lunch. To ile potrafiła zjeść ciągle go zadziwiało, ale z drugiej strony energia jaką posiadał musiała skądś pochodzić.

W ramach deseru przeszli się na lody do lodziarni Floriana Fortescue. Jej zachwycona twarz była przezabawna. Gdy ona rozpływała się nad lodami on spokojnie popijał kawę i planował kolejne zakupy, zostawiając miejsce na nieprzewidziane okoliczności. Grunt to być przygotowanym.

- Najpierw ubrania - oznajmił radośnie najedzonej nastolatce. Bo „Tom" wkrótce zawału dostanie, jak nadal będziesz tylko w dżinsach i koszulce po domu ganiać. - Czekają nas spore zakupy.

Dziewczyna nie miała dosłownie nic, co nie było zaskoczeniem znając okoliczności jej ponad trzytygodniowego pobytu. Snape nie wiedział nawet czy posiadała jakieś własne ubrania zanim ją spotkał.

Jakieś stare spodnie, które znalazły dla niego skrzaty, transmutował w dżinsy pasujące do jej wzrostu, starą koszulę w koszulkę, a kolejną w piżamę. Nawet jej buty były wynikiem zamiany. Później było ciut lepiej, bo Lucjusz podrzucił jakieś stare ubrania Dracona. Ubrania zyskały na jakości, ale pomimo dopasowania ich do jej wzrostu to nadal nie było to. No i szkoła zaczynała się za miesiąc...

Tak więc czekały ich kolejne spore zakupy, ale miał nadzieję że pójdą znacznie szybciej niż wybór i kupno różdżki.

Sklep Madam Malkin na szczęście nie był zatłoczony, więc zostali obsłużeni praktycznie od progu. Severus przyglądał się z lekkim uśmiechem jak Haruka stała z miną cierpiętnika i pozwalała kolejnej taśmie pobierać jej wymiary, a że w grę wchodziło wszystko Madam Malkin była bardziej niż szczęśliwa.

- Sukienki szkolne i poza szkolne też dołożyć? Cudownie - kobieta spisywała wszystko, a czarodziej zauważył jak na twarzy nastolatki pojawia się przerażenie. Ach, czyli coś jednak pamiętamy. Severus uniósł brew w jej kierunku w niemym zapytaniu i rozbawiony ujrzał jak dziewczyna szybko przecząco kręci głową. No tak, ktoś kto uwielbia biegać i włazić na drzewa nie będzie tego robić w spódnicy.

- Hmm, tylko jedną sukienkę. Zdecydowanie dużo spodni z dziesięć sztuk, z dwie pary krótkich, dziesięć koszulek różnych kolorów i koszul szkolnych, z cztery swetry szkolne, 20 par skarpet, 20 par bielizny, cztery szaty szkolne – dwie letnie i dwie zimowe - wymieniał wszystko co miał na liście. - Tak, powinno być dobrze. Na kiedy będzie gotowe?

- Potrzebuję dwa - trzy dni.

- Hmm, z trzy sztuki spodni, koszulek i bielizny potrzebujemy na dziś.

- Jak najbardziej profesorze, będą gotowe za około godziny.

- Wspaniale, w międzyczasie zrobimy kolejne zakupy. Resztę rzeczy proszę wysłać do Lucjusza Malfoy'a. Lucjusz wie o wszystkim i ureguluje pozostały rachunek.

- Ależ oczywiście, profesorze. Nie ma problemu.

Snape zauważył ulgę na twarzy podopiecznej i kąciki jego ust uniosły się ponownie w rozbawieniu.

- Buty - mruknął do siebie.

To na szczęście też było szybkie - pięć par butów: trzy pary szkolne, jedne do biegania i kapcie na koszt Lucjusza .

Książki były następne. Szybkie zamówienie i spora paczka miała zostać dostarczona... oczywiście że Lucjuszowi, łącznie z rachunkiem.

Powrót po ubrania i dalsze zakupy. Zioła na lekcję dla Haruki i uzupełnienie zapasów szkolnych i prywatnych. Szybka wyprawa na ulicę Śmiertelnego Nokturnu po uzupełnienie ziół i składników innego typu.

Powrót na ulicę Pokątną i... gdzie na Merlina jest ta dziewczyna?

Snape rozejrzał się wokół i ujrzał blond głowę w tłumie przed sklepem z produktami do Quidditch'a.

No pięknie.

- Haruka! - odezwał się, gdy już stał za nią,

Dziewczyna odwróciła się patrząc na niego a potem z powrotem na wystawę, po czym cofnęła się i szepnęła:

- Czemu oni wszyscy podziwiają miotły?

Severus westchnął.

- To nowy model do Quidditch'a.

- Tej gry co się lata i punkty zbiera? - jej oczy zalśniły rozpoznając kolejną rzecz z książki. - Ach...

- Dokładnie.

Haruka spojrzała jeszcze raz w kierunku wystawy.

- Czy ja też nauczę się latać na miotle?

- Tak - Snape westchnął, zauważając że robi to coraz częściej. - W szkole mają miotły do nauki, więc nie musisz się o to martwić. Może nie są tak szybkie i zwrotne, ale do nauki będą w sam raz.

- Ok.

Ale czarodziej nie dał się zwieść, ten dziwny błysk w oczach pozostał. W co ja się dałem wpakować?

Znowu ruszyli, ale tym razem pilnował by szła obok wpierw udzielając jej krótkiej reprymendy.

- Potrzebny nam jeszcze zestaw do pisania. Po nowy kociołek, kufer i parę innych rzeczy możemy przyjść innego dnia - powiedział spokojnie kierując się do odpowiedniego sklepu. Dziewczyna towarzyszyła mu cały czas, tylko jej głowa kręciła się patrząc z zaciekawieniem na kolejne sklepy. A potem na artykuły w sklepie z artykułami papierniczymi. Wszystko ją fascynowało od piór po papier.

Kiedy wyszli ze sklepu Severus myślał, że jej oczy po prostu wypadną z głowy, gdy ujrzała przed sobą sklep z magicznymi stworzeniami.

- Tak, musimy tu jeszcze wejść - prawie westchnął, ale opamiętał się na czas. „Tom" chciał myszek kilka... naście dla Nagini, bo zjadła już wszystko co w okolicach domu było.

Weszli do środka i pozwolił Haruce obejrzeć zwierzaki, a sam zrobił szybkie zakupy. Gdy sprzedawca pakował dla niego myszy nastolatka podeszła do niego z „tym" spojrzeniem.

- Wujku Severusie - zaczęła niepewnie, a on tylko pomyślał oho, to co dziś jeszcze kupujemy? - Czy mogłabym mieć jakieś zwierzątko?

- Co wypatrzyłaś? - spojrzał na nią swymi nieprzeniknionymi oczyma.

Haruka zmieszała się lekko, ale pociągnęła go delikatnie w głąb sklepu.

No tak, sowy... Ale zatrzymali się dalej. Na grzędzie siedziały piękne, duże kruki, ale jej palec wskazał na siedzącego z tyłu biało-szarego przedstawiciela tego gatunku, który zdawał się kompletnie ignorować otoczenie.

- On jest tu sam i smutno mu, bo chciałby latać - szepnęła z empatią.

Snape spojrzał na ptaka, potem na dziewczynę i jeszcze raz na ptaka, który zaczął im się przyglądać. Czarodziej zauważył, że kruk ma przenikliwe niebieskie oczy.

To co prawda nie sowa, ale też może przenosić wiadomości. Haruka jeszcze do Hogwartu nie chodzi, ale jeśli będzie mieć zwierzątko przed przybyciem to nie będą mogli odmówić, choć McGonagall pewnie się będzie czepiać, że nie regulaminowo. No i kruki to inteligentne bestie, nie to co te głupie sowy...

- Jak zamierzasz go nazwać? - spytał ponownie patrząc na Harukę i uśmiechnął się widząc radość w jej oczach.

- Król Niebios - powiedziała stanowczo, a jej ręka wyciągnęła się w stronę ptaka, który jakby rozumiejąc, że to o niego chodzi przeskoczył i siadł na niej.

Severus przyglądał się jak dziewczyna delikatnie głaszczę głowę ptaka, którego inteligentne oczy wpatrywały się w nią z uwagą.

- Zapakuj dodatkowo ziarna dla niego – Snape mruknął do podchodzącego do nich sprzedawcy - i odpowiedniej wielkości klatkę. Rachunek za to wyślij do Lucjusza Malfoya, ale za kruka płacę ja.

W co ja się u licha wpakowałem?