Rozdział 23

Haruka siedziała sama przy stole Ślizgonów i jadła powoli śniadanie. Po tym jak jej opiekun odprowadził ją do dormitorium i jej nowego pokoju nikt się do niej nie odezwał. Dziewczyny rozmawiały między sobą całkowicie ją ignorując. Zamiast poznawać współlokatorki rozpakowała się a potem weszła na łóżko i zaczęła czytać książkę. Król siadł na poduszce obok niej i kimał.

Rano też nikt się do niej nie odezwał, aczkolwiek widziała ukradkowe spojrzenia rzucane w jej stronę. Tak więc siedziała sama, nie licząc Króla, pośród innych i nie była pewna co to za dziwne uczucie pojawiło się w jej umyśle.

Nad głowami uczniów rozległ się szum i sowy zaczęły roznosić poranną pocztę. Haruka lekko się zdziwiła gdy przed nią pojawiła się długa paczka. Rozejrzała się po sali sprawdzając czy to nie żart, po czym sięgnęła do kartki na przesyłce. Zaadresowana do niej... Otworzyła powoli kopertę.

Gratulacje. Mały prezent z okazji przyjęcia do Slytherinu.

Wujek T."

Haruka spojrzała zdumiona i przeczytała liścik po raz drugi. Król oderwał się od swojego talerza i spojrzał na nią a ona na niego. Jej palce delikatnie odpakowały prezent.

- Wow - jeden z pierwszoroczniaków siedzący bliżej niej sapnął gdy ich oczom ukazała się miotła. Umysł Haruki zarejestrował że był to ten sam chłopak, który odezwał się do niej gdy siadła do stołu po ceremonii przydziału. - To najnowsza wersja Błyskawicy.

- Szybciej, szybciej - Król odezwał się radośnie.

- A jak - Haruka szepnęła dotykając niepewnie miotły. Nie mogła uwierzyć że miotła rzeczywiście się przed nią znajdowała i należała do niej. Spodziewała się raczej listu z upomnieniem a nie prezentu. Pewnie wybuchnie jak tylko na nią wsiądę, pomyślała z żalem. Ale miotła nie zachowywała się jakby miała uciec. Jej ręka zaczęła delikatnie przesuwać się po miotle a instynkt upewnił ją że w miotle nie ma nic niebezpiecznego.

- Jestem Percival - chłopak odezwał się a ona w końcu odezwała wzrok od prezentu by mu się przyjrzeć.

Percival miał ładne niebieskie oczy, ciemnobrązowe włosy i delikatny uśmiech. Wyczuwała od niego dziwny smutek, a jednocześnie ekscytację i chęć zaprzyjaźnienia się z nią.

- Haruka - przedstawiła się.

- Fajny prezent. Twoi rodzice muszą być bardzo dumni.

Pokręciła głową.

- Wujek, nie rodzice. Oni nie żyją.

- Och, przykro mi... - na jego twarzy pojawiło się współczucie i prawdziwy żal.

Kiwnęła lekko głową.

Co mam powiedzieć? Że nie ma sprawy? Że rozumiem? Że też mi przykro? Nawet nie pamiętam własnych rodziców, jak może mi być przykro?

- Mój tata też nie żyje - Percival spojrzał na nią smutno. - Ktoś go zabił latem.

- Przykro mi - mruknęła.

- Panie McDouglas, panno Tenoh - głos opiekuna domu rozległ się za nimi - wasze plany zajęć.

- Dziękuję, panie profesorze - dwa głosy odezwały się równocześnie.

- Prezent, panno Tenoh? - Severus spojrzał z zainteresowaniem na miotłę.

- Tak, wuj T. przysłał z gratulacjami.

Mistrz Eliksirów uśmiechnął się lekko. Trochę nietypowe jak na Toma, ale najwyraźniej wczorajszy list pomógł.

- Czyli wszystko jest dobrze. Odstaw miotłę do pokoju i przygotuj się do zajęć.

- Tak, panie profesorze.

- Po lekcjach odstawisz ją gdzie trzeba.

- Tak panie profesorze - Haruka zawahała się. - A mogłabym ją wypróbować po zajęciach?

- Nie widzę problemu - skinął głową. - O ile będziesz pamiętać o swoich obowiązkach. I po kolacji chcę cię widzieć w moim gabinecie.

- Tak, panie profesorze - odpowiedziała radośnie i pobiegła z miotłą do dormitorium. Król poleciał za nią krzycząc podekscytowany.

- Szybciej, szybciej.