Przepraszam za opóźnienie, urlop... A jutro na pięć dni w delegację jadę, więc następna aktualizacja za tydzień... o ile nic nie wyskoczy...
Rozdział 25
Haruka promieniała radością. Miotła była cudowna i jakby stworzona dla niej - szybka i zwrotna, niesamowicie czuła na kierowanie. Latało się na niej lekko i przyjemnie.
Co prawda dziewczyna nie miała problemów ze szkolnymi miotłami, też dobrze latały, ale ta… Ta była niczym silny wiatr, niczym huragan w porównaniu do lekkiej bryzy jaką powodowały miotły szkolne.
Haruka spędziła na lataniu ponad godzinę i teraz podekscytowana wracała do dormitorium.
Czas odrobić lekcje przed kolacją. Ale najpierw zmiana odzieży.
Mżyło przez cały czas kiedy Haruka latała i była teraz przemoczona, co nie wpłynęło na jej samopoczucie ani nie wymusiło skrócenie latania.
- Hej ty! - usłyszała nagle.
Przed nią stało dwóch starszych chłopaków. Obaj wysocy, ciemnowłosi i barczyści. Mieli stroje z naszywkami Slytherinu. A więc swoi... Blokowali jej wejście do zamku, ale nie czuła od nich agresji.
- Widziałem jak latasz - odezwał się jeden. - Potrafisz coś więcej poza ściganiem się z ptakiem?
- To zależy - odparła spokojnie obserwując ich obu.
Król wylądował na jednej z kolumn obok nich.
Starszy chłopak o krótkich, ciemnych włosach, ciemnych oczach uśmiechnął się wyciągając Złoty Znicz.
- Bawiłaś się kiedyś czymś takim?
Kiwnęła głową.
- Dobrze - odwrócił się w stronę korytarza i mocno rzucił Znicz, który otworzył skrzydła w locie i... zniknął. - Jak go znajdziesz to mi go przynieś.
Obaj zaśmiali się i odeszli. Haruka spojrzała na Króla, który przekrzywił głowę i zakrakał.
- Szybciej!
Cała wątpliwość ustąpiła i dziewczyna prawie w locie dosiadła miotły. Wyzwania to ona rozumiała.
xxxxxxxxxxxxxx
Kilku uczniów krzyknęło wystraszonych gdy coś przemknęło nad nimi.
Haruka przeleciała korytarz i dopadła rozwidlenia. Skoncentrowała się patrząc ostro w jedną a potem w drugą stronę lecz zanim Hermiona, która ją zauważyła zdążyła się odezwać, jej już nie było.
Jest! Znicz pojawił się nad grupką niczego nie podejrzewających uczniów Hufflepuff'u, którzy mieli właśnie wkroczyć do Wielkiej Sali.
Haruka pomknęła w ich stronę, ale znicz jakby wyczuwając jej zamiary wleciał do środka. Kolejne zaskoczone krzyki, gdy przemknęła nad nimi i wleciała za nim do środka.
Sala była dość pełna. Część uczniów odrabiała tu zadania domowe, część grała a inni po prostu rozmawiali czekając na kolację. Przy głównym stole siedziało kilku nauczycieli. Wszyscy usłyszeli zamieszanie przy wejściu i spojrzeli w tamtą stronę. Haruka jednak tego nie widziała. Jej uwaga skoncentrowana była na zniczu. I proszę, chowa się drań między świecami...
Szybko oceniła odległość i możliwe trajektorie lotu. Nim ktokolwiek zdążył zareagować znowu ścigała znicz.
Widownia nie widziała o tym, że Haruka coś ściga, ale wszyscy patrzyli z fascynacją jak śmiga między świecami nie dotykając żadnej z nich.
Do sali wkroczyło więcej uczniów, między nimi byli Harry, Ron i Hermiona.
- Złoty Znicz! - Harry szepnął, jako pierwszy zauważając co się dzieje.
Szmer rozległ się po sali i wkrótce wszyscy wiedzieli o co chodzi.
xxxxxxxxxxxxx
Akurat ten moment wybrał Dumbledore by wejść do sali bocznym wejściem. Zatrzymał się gwałtownie gdy przed swoim nosem ujrzał nagle pięść. Pięść, która miała złote, delikatne skrzydła. Spojrzał na właściciela owej pięści.
- Panno Tenoh - odezwał się radośnie, a ogniki w jego oczach zatańczyły. Dziewczyna zatrzymała się tuż przed nim, chwytając jak się domyślił Złoty Znicz. To że była w stanie zatrzymać się tak w locie, który jak wiedział do wolnych nie należał dał mu kolejny kawałek układanki. - Mogę wiedzieć czemu jesteś na miotle w Wielkiej Sali? Jestem pewien że profesor Hooch wyjaśniła, że latamy na zewnątrz zamku, a nie w środku.
- Przepraszam, panie dyrektorze - Haruka wylądowała i zeszła z miotły. Król nadal szybował nad nią. - Testowałam nową miotłę. Znicz nagle zmienił kierunek i wleciał do środka. Nie chciałam żeby się zgubił więc poleciałam za nim.
McGonagall podeszła do nich.
- To było nieodpowiedzialne i niebezpieczne - powiedziała ostro. - Komuś mogła stać się krzywda!
Haruka pochyliła głowę przyjmując reprymendę. Delikatne skrzydła znicza trzepotały gwałtownie próbując wyrwać się z jej ręki, ale nie puściła.
- Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
- Oczywiście, że się nie powtórzy - ostry głos McGonagall niósł się po całej sali.
Teraz już wszyscy słyszeli co się działo blisko stołu. Szczególnie, że większość uczniów podeszła bliżej zafascynowani wydarzeniem.
Kto by chciał przepuścić coś takiego?
- Haruka - dyrektor odezwał się przerywając swojej zastępczyni. - Skąd masz znicz?
- Pożyczyłam.
- Od kogo?
- Nie wiem, nie przedstawił się.
Brwi dyrektora uniosły się w rozbawieniu.
- To jak mu go oddasz?
Haruka podniosła głowę by na niego spojrzeć. Zauważyła jego rozbawiona minę i oczy. Za to z McGonagall prawie para szła - była wściekła.
- Dam ogłoszenie do gazetki szkolnej?
Dyrektor zaśmiał się.
- Dobry pomysł - poklepał ją po ramieniu. - Czas odstawić miotłę. Za pięć minut kolacja.
- Dyrektorze - opiekunka Gryfindoru sapnęła z irytacją - takie zachowanie powinno zostać przykładnie ukarane. To było niebezpieczne i sprzeczne z regulaminem.
Haruka westchnęła, ale nie spuszczała wzroku z dyrektora, który rozglądał się po sali.
- Hmm, którędy przyleciałaś?
- Od głównego wejścia - Haruka odparła spokojnie.
Brwi dyrektora ponownie powędrowały w górę. Niezły dystans do pokonania.
- Dyrektorze, jeśli można - Flitwick, który również obserwował całe wydarzenie a teraz uważnie się przysłuchiwał zdecydował się wtrącić swoje trzy grosze. - Zgadzam się z Minerwą, że do tego dojść nie powinno. Szkoła to nie miejsce na latanie.
Haruka zamknęła oczy.
- Ale w życiu nie widziałem czegoś takiego - i je otworzyła. - Haruka przeleciała pomiędzy świecami nie strącając ani jednej. Żadnemu z uczniów nic się nie stało, poza małym przerażeniem na początku, więc nikt nie ucierpiał. Nie bądźmy zbyt surowi, bo byłoby wielką stratą nie ujrzeć ponownie takiego latania. Majstersztyk.
Dyrektor spojrzał na swoich kolegów, a potem na tłum uczniów oczekujących werdyktu.
- Haruka - oczy dziewczyny nie opuściły jego twarzy, więc uśmiechnął się lekko, ale tym razem wewnętrznie. Było jasnym dla niego, że przechodziła jakiś test i nie chciała wydać inicjatora. - Rozumiesz, że źle postąpiłaś i że nie wolno latać po szkole?
- Tak, panie dyrektorze. Przepraszam, panie dyrektorze. To się więcej nie powtórzy.
Jak zabiorą mi miotłę, to się zdecydowanie nigdy nie powtórzy, pomyślała przerażona.
Dumbledore patrzył na nią przez chwilę, po czym kontynuował.
- Zgłosisz się do profesora Snape'a na miesięczny szlaban - przerwał słysząc jęki współczucia ze strony przysłuchującego się tłumu. - Dodatkowo jutro przyjdziesz do mnie i wyrecytujesz mi cały regulamin szkolny.
Jęk był głośniejszy.
- Możesz zapomnieć o pierwszej wizycie w Homesgate i... - zamyślił się. - Ile dziś punktów zdobyłaś?
Haruka dokonała szybkich obliczeń.
- Czterdzieści pięć, panie dyrektorze – odparła, czym spowodowała dwa zdziwione spojrzenia od nauczycieli. Trzy, licząc Flitwick'a.
Tłum również patrzył zaskoczony.
- Hermiona - Ron szepnął do przyjaciółki - ile ty dziś zdobyłaś?
- Dziesięć - mruknęła przesuwając spojrzenie z dyrektora na stojącą przed nim Harukę.
- Ach tak... - Dumbledore przypomniał sobie po co tu stał. - Wobec tego Slytherin traci 135 punktów.
Jęk, który się teraz wydobył pochodził od uczniów Slytherinu.
Haruka ani drgnęła słuchając dyrektora. Punkty odrobi, co do tego nie miała żadnej wątpliwości.
- Latanie, dyrektorze! - McGonagall spojrzała przeciągle na Harukę.
- Ach, tak - Albus zauważył delikatną zmianę nie tylko w oczach dziewczyny, ale i w nastroju zamku. - Kategoryczny zakaz latania przez trzy tygodnie.
Oczy Haruki zrobiły się lodowate.
Nie tego oczekiwał. Spodziewał się łez i próśb, ale nie tego, że przyjęła to niczym... żołnierz.
- Tak jest, panie dyrektorze.
Wszyscy obecni poczuli nagle dziwny chłód. Płomienie na świecach zadygotały.
A Król nagle wylądował na ramieniu Haruki i syknął na nich ostrzegawczo.
- Miotłę przekażesz profesor Hooch na ten czas.
- Tak jest, panie dyrektorze.
Dumbledore zauważył, że jej pięść zaciśnięta na zniczu zrobiła się prawie biała, ale jej twarz nie zdradzała żadnych uczuć.
- To by było na tyle. Czas na kolację, moi drodzy - dyrektor odezwał się do tłumu, który słysząc że to koniec przedstawienia zaczął się rozchodzić.
