Rozdział 33

A/N Doczekaliśmy się pierwszego review, dzięki Kara, ale muszę przyznać że mój rosyjski jest już trochę zardzewiały ^_^' Prawie trafiłaś... postaram się cześciej aktualizować, bo natchnienie wróciło ^_^

xxxxxxxxxxxxx

4/03/16 Londyn – wspaniały koncert X Japan *^_^*

Gdyby każdy potrafił swoją destrukcyjną energię zamienić w coś tak pięknego, jak robi to Yoshiki, ten świat byłby o wiele wspanialszy.

xxxxxxxxxxxxx

Kolejne dni mijały Haruce na nauce, czytaniu i ponownej nauce tym razem z wujkiem Severusem. Oprócz eliksirów zajmowali się oklumencją, obroną przed czarną magią i gdy starczyło czasu wykonywała ćwiczenia z animagii. I choć wujek twierdził że animagiem nie jest, to jednak potrafił udzielić dobrych wskazówek a czasami pomóc w interpretacji tekstu.

xxxxxxxxxxxxx

Kolejny poniedziałek. Nowina o Wielkim Inkwizytorze i kolejna teoretyczna lekcja Obrony. Haruka pamiętała ostrzeżenia wujka, więc starała się być jak najbardziej niewidoczna. Umbridge jednak nie zwracała na nią uwagi, co tylko wzmogło ostrożność dziewczyny.

- Do bani – Rachel burknęła rzucając torbę na wolny fotel we wspólnym pokoju.

- Hmm? - Haruka, która szła za nią z otwartą książką w dłoni, rzuciła jej przelotne spojrzenie.

Od zeszłego tygodnia spędzała z Rachel każdą wolną chwilę, zaczęły nawet siedzieć razem na zajęciach. Ciemnowłosa dziewczyna okazała się być dobrym i zabawnym towarzyszem. Wspólne zainteresowania lataniem, piłką i nauką przypieczętowało ich więź i przyjaźń. Haruka odkryła że Rachel interesowała się czarną magią, ale tylko w ramach obrony siebie. Dowiedziała się również, że jej nowa przyjaciółka za nic nie zamierzała przystąpić do Śmierciożerców i też uważała że nazwa jest bardzo głupia.

- Jak mamy teoretycznie nauczyć się obrony przed czarną magią? - Rachel uniosła ręce w górę w geście frustracji. - Czy Umbridge myśli, że gdy ktoś wyciągnie różdżkę by mnie zaatakować, to ja zacznę cytować ministerialne regulaminy i to mnie obroni?

Kilka osób będących z nimi w pomieszczeniu przyglądało im się uważnie przytakując. Nikt nie był zachwycony nową nauczycielką i jej metodami nauczania. A to dopiero początek roku szkolnego.

Haruka położyła zakładkę na czytanej stronie i powoli zamknęła książkę.

- Może powinnaś zawsze nosić przy sobie podręcznik do obrony i gdy ktoś wyciągnie na ciebie różdżkę rzucić nim w niego? Ciężkie ministerialne słowa powinny go wtedy odstraszyć – wzruszyła ramionami i usiadła przyglądając się jak Rachel opada obok niej z frustrującym westchnięciem.

- Aha - nastolatka mruknęła - przynajmniej książka się do czegoś użytecznego przyda. Ale jeśli napastników będzie więcej, wszak Gryfoni rzadko pojedynczo łażą, to jedna książka to za mało. Mam ich nosić więcej w torbie?

Kilka osób zachichotało wyobrażając sobie taką scenę i możliwości jakie ze sobą niesie.

- Po pierwsze - Haruka spojrzała na nią uważnie, po czym spojrzała wokół by zorientować się kto im się przysłuchuje. Zauważyła sporą grupkę z różnych roczników, którzy przysłuchiwali im się w ciszy. Dziwne... - czemu to Gryfoni mieliby cię zaatakować? Oni są tu tak samo jak my, by się uczyć. Jeśli by ciebie zaatakowali grupowo to byłoby to nie fair czy też nie sportowe zachowanie, które należy zgłosić nauczycielom.

Podniosła brew widząc, że Rachel chce jej przerwać, czym uciszyła dziewczynę.

- Tak, nauczycielom. Jeśli ktoś cię atakuje bez powodu to jest zwykłym gnojem i tchórzem. Atak grupowy na pojedynczą jednostkę jest tchórzliwy.

- Wilki atakują grupowo - ktoś wtrącił.

- Tak - Haruka przytaknęła - ale one robią to by przetrwać i coś zjeść, a nie by się nad kimś poznęcać bo go nie lubią czy ma inne zdanie!

Po sali przeszedł szmer.

- Po drugie - Haruka ciągnęła niezrażona - ty też nie chodzisz sama i dużo naszych chodzi grupami, więc nie rozumiem skąd ta obawa... Nie musimy się wszyscy lubić, ale czemu mamy od razu sobie do gardeł skakać? Mieszkamy tu razem by się uczyć a nie szukać zwady. A szukanie zemsty za czyjś wcześniejszy atak prowadzi tylko do większej ilości starć i problemów.

Po trzecie, nie sądzę by to Gryfoni stanowili problem.

- Jak to? - Rachel spojrzała na nią zaskoczona.

- Tu, w szkole, jak zauważyła Umbridge, nic nam nie grozi. Nawet jeśli któreś z nas będzie miało z kimś zwadę i dojdzie do... rzucania książkami - kilka chichotów i nawet Rachel się roześmiała - to nie będzie to śmiertelne w skutkach. Na wakacjach jesteście z rodzinami i... czy kiedyś jakiś Gryfon próbował coś wam zrobić będąc na ulicy Pokątnej albo kupując lody?

Grupowe zaprzeczenie przeszło przez pokój.

- Nikt by nie śmiał - ktoś za nimi powiedział głośno co czuli inni.

- No właśnie - Haruka kontynuowała - bo zasady społeczne na to nie pozwalają. Spór szkolny trwa tylko na terenie szkoły. Poza nią jest nieistotny.

Haruka czuła jak jej słowa docierają do innych. Nie wiedziała skąd się pojawiają w jej głowie, ale pozwoliła im płynąć.

- Ale w każdym społeczeństwie znajdą się ludzie, którzy myślą, że stoją ponad prawem i mogą więcej. Oni nie mają oporów, by atakować innych. Nie ważne z jakiego powodu to robią, atak grupowy na pojedyncze jednostki jest tchórzliwy.

Bo choć wilki, o których ktoś wcześniej wspomniał, atakują grupowo słabą jednostkę, to robią to by przetrwać jako grupa. I najpierw atakują grupę, by wyłonić z niej najsłabszego, często chorego osobnika. To może się wydać okrutnym, ale tym sposobem zyskują obie grupy – i wilki i jelenie, czy tam inne zaatakowane osobniki. Bo słaba jednostka osłabia całe stado. Ale pamiętajcie, że stado jest w stanie obronić jednostkę. Wiele razy się zdarzało, że wilki odchodziły z niczym, bo stado jeleni, bizonów czy czego tam walczyły w obronie swoich.

Inaczej wygląda sytuacja w czasie wojny, gdy grupa żołnierzy atakuje mniejsze grupy wroga, bu go osłabić lub zdemotywować. Ale mówimy tu o uzbrojonych osobnikach, mogących się bronić i spodziewających się ataku w każdej chwili.

Ale gdy ktoś zaatakuje w czasie pokoju? Wasi rodzice na pewno będą próbować was bronić, ale jakie mają szanse gdy zaatakuje ich grupa innych czarodziejów? Jakie szanse mają mugole gdy zaatakują ich czarodzieje?

Oczy Haruki posmutniały nagle. Podejrzewała że padła ofiarą grupowego ataku, ale czy ktoś próbował ją bronić? Czy ktoś jej szuka?

Poczuła jak Rachel dotyka jej dłoni w gęści wsparcia i uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.

- Więc to nie szkoły i Gryfonów powinniście się obawiać, a tego co się może wydarzyć gdy w szkole nie będziecie – dokończyła cicho.

W pomieszczeniu panowała cisza. Haruka domyślała się, że rodzice sporej części Ślizgonów należeli do Śmierciożerców. Ale byli też i tacy, którzy nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego.

Z całą pewnością starsi uczniowie zdawali sobie sprawę z powrotu Voldemort'a i zastanawiali się jakie kroki podjąć. Jeśli dojdzie do wojny, to każdy chciałby stać po stronie zwycięzców. Tylko kto zwycięży?

- I w tym momencie – Rachel ścisnęła lekko jej dłoń, którą ciągle trzymała – dochodzimy do pytania: jak możemy sobie pomóc i się przygotować na taką ewentualność?

- Rachel – Haruka poczuła się zmęczona tą rozmową. - Nikt nie oczekuje byś musiała się bronić. Są twoi rodzice, aurorzy...

- Tak, tak – przyjaciółka przerwała jej. - Ale my wszyscy wiemy, że coś się czai w powietrzu. Rodzice mogą próbować nas chronić, ale jak sama zauważyłaś przy wielu napastnikach ich szanse, a tym samym nasze, maleją. Więc zanim dzielni Aurorzy przybędą z odsieczą będziemy potrzebować umiejętności by przetrwać. Nie jest tajemnicą iż rodzice części z nas należą do Śmierciożerców...

Cisza, która zapanowała, była prawie namacalna. Rachel rozejrzała się wokół siebie, ale zanim zaczęła mówić, jej oczy utkwiły ponownie w ciemno zielonych.

- I być może część z naszych starszych kolegów już otrzymało propozycję dołączenia do niego. Moja rodzina go nie popiera i ja też nie zamierzam popierać szaleńca, który atakuje dzieci by osiągnąć władzę.

Żebyś tylko wiedziała, Haruka ścisnęła dłoń Rachel w niemym podziękowaniu i wsparciu.

Po pokoju rozległy się zaniepokojone szepty.

- Tak, szaleńca! - głos Rachel był mocny i lekko wyzywający. - Utrzymanie czystej krwi wśród samych czarodziejów nie jest możliwe. Wszyscy wiedzą, że świeża, nowa krew jest potrzebna by osobnicy nie zaczęli chorować i by nie osłabić przyszłych pokoleń. Każdy hodowca rasowych psów, kotów czy koni o tym wie.*

Chcesz władzy? Spoko... jest polityka, czemu się nią nie zajął? Pieniądze? Proszę bardzo jest handel i inne możliwości. Do tego nie trzeba zabijać ludzi. A już na pewno nie dzieci. Przykład Pottera i Diggory'ego powinien dać nam wszystkim do myślenia.

Więc może masz rację Haruka, może to nie Gryfonów powinniśmy się obawiać a swoich własnych kolegów ze Slytherinu. Aczkolwiek na pewno znajdzie się parę czarnych owiec w innych domach...

- To co robimy? - Percival odezwał się lekko zmieszany. - Umbridge nam raczej nie pomoże.

Haruka westchnęła i zamknęła oczy. Czuła na sobie wiele spojrzeń i nie rozumiała czemu to od niej oczekują podjęcia decyzji.

Rachel ponownie uścisnęła jej dłoń, co wyrwało ją z zamyślenia.

- Jedna z możliwości jest taka, że sami zaczniemy praktykować - Haruka zaczęła powoli by usłyszeć podekscytowane głosy wraz z końcem zdania. - Po wprowadzeniu kilku reguł oczywiście.

- Jakich? - Rachel pierwsza zadała pytanie, które wszyscy obecni chcieli zadać.

Haruka przygryzła lekko dolną wargę.

- Jak sama zauważyłaś niektórzy z nas mogą trening wykorzystać przeciwko nam, ale że jesteśmy w szkole i ten czas jeszcze nie nadszedł to wprowadzamy neutralność stron. Każdy kto chce się szkolić jest mile widziany. Jakiekolwiek spory pozostają za drzwiami miejsca, gdzie będziemy trenować. Zaproszenie rozciągamy na inne domy - Haruka zignorowała kilka niezadowolonych głosów, chcąc zaadresować problem później. - Pojedziemy według startego programu szkolnego. Będziemy potrzebować chętnych, którzy już coś umieją by szkolić młodszych i tych, którzy potrzebują pomocy. Jeśli ktoś uważa, że warto byłoby się nauczyć jakiegoś bardziej zaawansowanego zaklęcia to zgłosi je do grupy ludzi, których będziemy musieli wybrać, i którzy zajmą się programem szkolenia. Ja wiem że większości z was wydaje się to być zabawą, ale to w dalszym ciągu nauka, tylko że uczyć się będziemy sami.

Możemy też rozciągać naukę na transmutację i zaklęcia. Skoro już się szkolimy i sobie pomagamy to te dwa przedmioty dodatkowo pomogą nam w tym jak przetrwać. Pytania?

- Gdzie będziemy się szkolić? - Aurora odezwała się cicho. - Wspólny pokój jest spory, ale jeśli nie wszyscy będą się chcieli w danym momencie uczyć zaklęć z obrony to spora grupa będzie przeszkadzać. Poza tym, jeśli dołączą do nas inne domy, to nie sądzę by wszyscy wyrazili na to zgodę by odbywało się to tutaj.

Haruka przytaknęła i spojrzała na Percivala.

- Pers, może masz przy sobie „Historię Hogwartu"?

Chłopak przytaknął i szybko wręczył jej podręcznik, który zaczęła kartkować.

- Komnata Potrzeby będzie odpowiednim miejscem - jej palce zatrzymały się na jednej ze stron.

- A jak ją odnaleźć? - zapytał ktoś starszy, kogo nie rozpoznała po głosie.

Haruka skoncentrowała się i wskazała na drzwi, które pojawiły się nagle na jednej ze ścian.

- Choćby tak.

Po sali przeszedł się kolejny szmer. Ktoś otworzył drzwi i ich oczom ukazało się długie pomieszczenie z lustrami i manekinami do ćwiczeń. Po zamknięciu drzwi zniknęły tak nagle jak się pojawiły, a po sali przeszedł kolejny szmer. Haruka nie zauważyła że grupa się rozrosła o uczniów z innych roczników, którzy zdążyli wrócić z zajęć i zaczęli się im przysłuchiwać.

- Jeszcze jakieś pytania?

- Czemu zapraszamy do współpracy inne domy a nie robimy tego sami?

- Z kilku powodów - Haruka spojrzała poważnie na tłum. - Jednym z nich jest to że wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji. Umbridge utrudnia życie nie tylko nam... Poza tym jestem przekonana, że inne domy wkrótce też coś mogą spróbować, więc może niech coś dobrego stanie się dzięki nam a nie przez nas... Pewnie wszyscy pamiętacie dziwną pieśń podczas przydziału... czas się zjednoczyć i dlaczegoż my nie możemy się do tego przyczynić? Na dodatek ktoś z innych domów może umieć już coś czego my jeszcze nie znamy, więc mała wymiana wiedzy nikomu nie powinna zaszkodzić.

- Na razie jednak musimy stworzyć regulamin. Przemyśleć program, poszukać chętnych do nauczania i poprowadzenia zajęć. I oczywiście rozpuścić wieści po innych domach. Pamiętajcie, że neutralność dotyczy także i ich, i jakiekolwiek spory macie z innymi, stają się one nieistotne gdy wejdziecie na zajęcia. Liczy się tylko to by się nauczyć jak przetrwać. Wykorzystanie tej wiedzy na korytarzu na innych będzie surowo zabronione.

Jeśli ktoś uważa, że nauka z kimś kogo uważa za „wroga" może spowodować spięcia to lepiej powiadomić o tym kogoś i zmienić partnera niż kontynuować spór, który kiedyś może okazać się nieistotny.

Rachel i ja będziemy przyjmować wasze propozycje co do programu, treningu i regulaminu. Rozpoczniemy pierwsze zajęcia, gdy ustalimy co i jak.

Haruka miała nadzieję, że Rachel nie będzie mieć nic przeciwko że zgłosiła ją na ochotnika. Wszak to był jej pomysł. Widząc uśmiech na twarzy przyjaciółki też się lekko uśmiechnęła i zrelaksowała.

Pokój nagle ożył a wokół nich pojawił się tłum ludzi z pierwszymi pomysłami.

xxxxxxxxxxxxx

Draco z Grahamem stali w cieniu i przysłuchiwali się wydarzeniom we wspólnym pokoju.

- Co z tym zrobimy? - kapitan quidditcha zapytał cicho patrząc jak tłum zajął się planowaniem i ustalaniem.

- Na razie nic – Malfoy odezwał się zamyślony. - Jak Haruka powiedziała szkoła to szkoła, a reszta jest w tej chwili mało ważna.

- Nasi rodzice...

- Chcą byśmy się uczyli i przygotowali do dorosłego życia oraz związanego z nim obowiązków – Draco spojrzał na niego leniwie. - Chcą też byśmy byli jak najdłużej bezpieczni i byli sobą póki to możliwe. Myślisz, że jak dołączymy do Czarnego Pana to nadal będziemy mogli grać w quidditch'a i latać kiedy chcemy?

Widząc wahanie na twarzy tamtego przytaknął.

- No właśnie. Więc póki co cieszmy się tym co mamy. Pewnie trzeba będzie do nich dołączyć by mieć na nich oko, ale pozwólmy im się tym zająć. Na razie zamierzam tylko obserwować. Ale kto wie... może się czegoś nauczymy.

Draco nie chciał na głos przyznać, że słowa o szaleńcu coś w nim poruszyły. Tamtego lata każdy z nich mógł stać się ofiarą Czarnego Pana. Pech sprawił, że został nim Potter. A może coś więcej niż pech? Czy jego rodzice obroniliby go przed morderczymi planami Mrocznego, czy po prostu pozwoliliby go zabić by ich pan osiągnął pełnię władzy? I czemu tytułują go „Panem"? Wszak niektórzy z nich mają większą władzę, pieniądze i wpływy niż on. Nawet jeśli jest potomkiem Salazara to jego krew bardzo się rozrzedziła.

Draco zmarszczył brwi w zamyśleniu.

xxxxxxxxxxxxx

Albus siedział przy swoim biurku zajęty czytaniem raportu Zakonu gdy poczuł ekscytację zamku. Coś się wydarzyło, coś co zamek uznał za ważne...

Dyrektor wsłuchiwał się w odczucia zamku, ale poza krótką myślą, że Haruka jest w to wmieszana nie dowiedział się niczego konkretnego. Czasami nawet zamek lubił mieć tajemnice i nie chciał się nimi dzielić.

Hmm, Dumbledore oparł wygodnie plecy w zamyśleniu. Chyba trzeba przyśpieszyć poszukiwania w Chinach i w Japonii.

xxxxxxxxxxxxx

A/N Sorry Harry ale Slytherin od razu przystępuje do realizacji planów a nie czeka dwa tygodnie na podjęcie decyzji ^_^

*pozdrowienia dla związku kynologicznego :)