Rozdział 38
Spotkali się dwa dni później. Hermiona zatrzymała Harukę w korytarzu i zapytała czy byłaby w stanie spotkać się z nią i Harrym po lekcjach, najlepiej w jakimś mało rzucającym się w oczy miejscu. Haruka zaproponowała sowiarnię, jako miejsce publiczne i dostępne dla wszystkich. Nawet jeśli jej kruk był z nią non stop nie było powodu by podejrzewać ją o coś jeśli by tam poszła, a sowa Harry'ego tam właśnie mieszkała, więc… idealne miejsce. Nawet by kogoś z wieży zrzucić, jak Haruka zauważyła z rozbawieniem.
Ślizgonka przyszła tylko z Królem, nie widziała powodu by angażować w rozmowę większą ilość ludzi. Harry oczywiście był z dwójką swoich nierozłącznych przyjaciół. Hermiony się Haruka spodziewała, ale Ron… Heh, dwa do trzech jakby co, pomyślała spoglądając na Króla zainteresowanego sowami.
Gdy Hermiona kiwnęła do niej zachęcająco Haruka ponowiła propozycję dołączenia do ich klubu, wyjaśniając zasady jego działania oraz system według którego działają.
- Dlaczego mielibyśmy ci ufać? - Harry spojrzał na nią gdy skończyła. - Slytherin nigdy nic nie robi z dobroci serca.
- Bo nie mamy nic do ukrycia i mamy, lub też możemy mieć, wspólnego wroga - Haruka odpowiedziała spokojnie, ignorując przytyk w stronę jej domu.
- Umbridge? - brwi Harry'ego uniosły się lekko.
- Nie, w mordę-lorda-jeża - odparła sarkastycznie. - Umbridge to tylko drobna niedogodność.
- Niedogodność? - Ron prychnął.
- Niestety, ale jeśli spojrzeć na to z innej strony, to możemy tą niedogodność wykorzystać i sobie wzajemnie pomóc.
- A wzięłabyś veritaserum by oczyścić sytuację i zapewnić nas, że rzeczywiście nie masz nic do ukrycia? - Harry pochylił się do przodu, w niemym geście zastraszenia, choć Haruka podejrzewała że zrobił to nieświadomie, by pokazać jej że jest większy i silniejszy a nastolatka przez kilka chwil walczyła z własnym ciałem by na tą niemą agresję nie odpowiedzieć własną groźbą. Nie po to przyszła by walki zaczynać. Westchnęła za to przeciągle, czując jak odzyskuje kontrolę nad swoim ciałem, jak i na ten akt braku zaufania.
- Jeśli bardzo tego chcesz - odparła, ale zawahała się lekko. - Ale chciałabym by Rachel tu była, jeśli do tego dojdzie.
- Czemu? - spytał, choć rozumiał jej tok myślenia. Też nie chciałby być sam gdyby ktoś podał mu ten eliksir.
- Bo nie chcę być całkowicie bezbronna - odparła szczerze, aczkolwiek czuła lekką ironię. - I mieć świadka w razie „W".
- Oooo?! Nie ufasz Hermionie i Ronowi - spytał sarkastycznie, choć coś w nim delikatnie go upominało, że też by tak postąpił.
- Ufam Hermionie, to z tobą mam problem, tak jak ty ze mną… - odparła patrząc mu lekko wyzywająco w oczy.
Chłopak patrzył na nią uważnie szukając jakichkolwiek oznak kłamstwa.
- Ile czasu potrzebujesz by ją tu ściągnąć?
- A masz pod ręką veritaserum? - spytała zaciekawiona.
Harry zawahał się - Nie, nie mam…
Haruka potrząsnęła głową w lekkiej zadumie nad głupotą wszechświata i sięgnęła do kieszeni.
- Ja mam…
Otworzyła dłoń, w której była mała fiolka.
- Skąd? - Hermiona spojrzała na nią zdziwiona odzywając się po raz pierwszy.
- Zrobiłam z profesorem Snapem - nastolatka wzruszyła lekko ramionami, jakby nie było to nic wyjątkowego. Dla niej nie było, warzyła z wujkiem dużo eliksirów i to codzienne.
- I pozwolił ci zatrzymać?
- Nie pytałam - uśmiechnęła się lekko, aczkolwiek ironicznie. - Ale może wiedzieć że wzięłam, on mało co przeocza.
Zauważyła z niemym rozbawieniem jak trójka Gryfonów przytaknęła jej ponuro.
- Na pewno chcesz z tego skorzystać? - spytała podając fiolkę ciemnowłosemu Gryfonowi.
Ten kiwnął głową biorąc fiolkę i spoglądając na płyn w środku.
- Tak, ale żeby było sprawiedliwie to i tobie pozwolę go użyć.
- Nie chcę - odparła spokojnie. - Ale chcę ci coś powiedzieć bez serum, na wypadek jakbyś na ten temat zjechał.
Tak będzie najlepiej, pomyślała niezbyt radośnie patrząc mu prosto w oczy.
- Chcę byś wiedział, że znam Toma - zauważyła jak oczy Harry'ego przybierają zaskoczony wyraz. - Według profesora Snape'a to on przyczynił się do mojego porwania i braku pamięci.
Ronowi opadła szczęka, Harry swoją zacisnął i tylko Hermiona byłą w stanie zapytać:
- Jak go poznałaś?
- Po tym jak Tom mnie uratował z rąk porywaczy przedstawił się jako przyjaciel rodziny…
- Uratował? - Hermiona spojrzała na nią lekko zaskoczona.
- Tak - blondynka kiwnęła lekko ale jej spojrzenie lekko ściemniało na bolesne wspomnienie. - Uratował mnie gdy byłam torturowana. Potem mi powiedział, że ci sami ludzie zabili również moich rodziców… i że to Dumbledore i ty za tym staliście.
- Ten… - zanim Harry zdążył unieść ramię Hermiona chwyciła go za nie i pociągnęła lekko w tył.
- Dlaczego to zrobił? - spytała jako jedyny głos rozsądku.
- By mnie tu przysłać żebym zabiła Harry'ego.
Dwie różdżki od razu skierowały się w jej kierunku.
- Jakbym cię chciała zabić, misiek, to już byś nie żył! - Haruka spojrzała na niego ironicznie. Jej ręce nadal były spokojnie opuszczone i ani drgnęły. - Mało to miałam okazji?
- Harry! Ron! - Hermiona dotknęła ramion obu przyjaciół i delikatnie pchnęła by je opuścili.
- Ona chce zabić Harry'ego! - Ron był czerwony z gniewu.
- Nie ona! On! - Hermiona spojrzała błagalnie na Harry'ego, który się powoli cofnął i opuścił swoją różdżkę. Ron po chwili zrobił to samo.
- Więc czemu tego nie zrobiłaś? - Harry patrzył na nią zimno, zauważając z jakim spokojem młodsza dziewczyna na niego spoglądała zanim wzruszyła ramionami słysząc jego pytanie.
- Że się tak wyrażę, coś mi śmierdziało nawet bez pamięci. A po wspólnej podróży pociągiem wiedziałam, że z twojej strony nie mam się czego obawiać, więc zaczęłam podejrzewać że coś się nie do końca zgadza.
- Skąd Snape o tym wie? - Harry przypomniał sobie jej wcześniejszą wzmiankę o nielubianym profesorze.
Zawahała się i westchnęła.
- Bo razem z Tomem mnie uwolnili…
- Ha! Mówiłem że nie można mu ufać! - Ron odezwał się z pasją. - Cholerny zdrajca!
Oczy Haruki znowu ściemniały tym razem w gniewie.
- Gdy nie on to albo ja bym już nie żyła, albo twój przyjaciel - warknęła, a cała jej sylwetka zmieniła pozycję kierując się w stronę rudowłosego Gryfona. - Więc nawet nie waż się źle o nim mówić!
- Ron! - Hermiona szepnęła ostrzegawczo widząc jak ten unosi różdżkę.
Harry wszedł pomiędzy nich kierując uwagę Haruki z powrotem na niego. Zauważył jej zaciśnięte pięści, ale zdziwił go brak różdżki. Jakby to nie było w jej naturze…
- Więc plotki o tym, że Snape jest twoim prawnym opiekunem są prawdziwe?
- Tak - mruknęła lekko się cofając, a jej prawa dłoń powędrowała do góry by przeczesać włosy i próbując odzyskać kontrolę. - Ale on nigdy nic o tobie nie mówił, ani nie wmawiał że śmierć moich rodziców to twoja sprawka. Wy możecie mu nie ufać ale... dla mnie to jedyna rodzina jaką mam.
Harry, sam będąc sierotą, rozumiał potrzebę przynależności, szczególnie w tak młodym wieku. Kiwnął głową ze zrozumieniem. To, że on nie lubił Snape'a nie znaczy że nie istniał ktoś dla kogo ten był ważny.
- Skąd pomysł na Klub i szkolenie? - zmienił temat. - Jeśli nie po to by stworzyć armię oddaną Voldemortowi?
- A co? Chcesz stworzyć armię oddaną Dumbledorowi?
Widząc minę Rona zaśmiała się.
- Naprawdę? On jest takim samym manipulatorem jak Tom!
Ale szybko spoważniała.
- Robię to dla siebie. Dla Rachel i dla tych wszystkich, którym doskwiera brak wiedzy i poczucie beznadziejności, że nie wiedzą jak samych siebie obronić. Robię to, by uczniowie przestali się dzielić a zbliżyli i sobie wzajemnie pomagali. Robię to bo lubię się uczyć. Robię to, bo mam nadzieję, że dzięki temu odzyskam pamięć i dowiem się co się naprawdę stało z moimi rodzicami! Chcesz więcej powodów?
Harry westchnął lekko obracając w lewej ręce fiolkę z eliksirem i patrząc jej w oczy.
- Nie, to mi wystarczy - wyciągnął dłoń w jej kierunku. - A to nie będzie nam potrzebne.
- Harry? - Ron spojrzał na niego zaskoczony, a Hermiona westchnęła z ulgą.
- Dołączymy do was i namówię innych, by też to zrobili.
- Harry? - Ron spojrzał jeszcze bardziej zaskoczony.
- Hermiona dołączy do tej waszej grupy przygotowującej szkolenia - Harry kontynuował ignorując przyjaciela. - My zostaniemy normalnymi jej członkami.
- Nie chcesz mieć wkładu w to, co będziemy się uczyć?
- Nie! Tak będzie lepiej dla wszystkich. W razie czego mogę pomóc Hermionie z planem jak będzie taka potrzeba.
Haruka kiwnęła głową w zrozumieniu, a Harry'emu ulżyło że nie musi za nic odpowiadać, ani za nikogo i może skoncentrować się na nadchodzącym meczu quidditch'a.
