A/N: cytat z Pottera, tom 5, użyty w trakcie wrednie bez cudzysłowu… bo by psuł kompozycję :)
xxxxxxxxxxxxx
Haruka była podekscytowana i ledwo była w stanie zjeść śniadanie. Dziś był ten dzień! Dziś miała wejść na stadion i zagrać pierwszy raz w quidditch razem z innymi.
Wszystkie małe troski związane z nauką, Klubem czy z wujem Tomem zbladły w obliczu tego doniosłego wydarzenia.
Ostatnie dwa tygodnie Haruka spędziła na prawie codziennym szkoleniu z drużyną, by nauczyć się tego jak latać podczas meczu. Chłopacy specjalnie zebrali dodatkową drużynę Ślizgonów, by pomóc Haruce wczuć się w rolę. Latające kafle i ludzie wokół tylko spotęgowali miłość Haruki do latania i chęć bycia w przestworzach.
Gdy nadeszła ta godzina Haruka czuła lekki niepokój wchodząc na stadion. Pierwszy raz widziała stadion wypełniony po brzegi. Radosne krzyki i śpiew niosły się wokół nich. Słyszała tą wrzawę podczas ich ostatniej narady, ale być tak blisko tego hałasu było całkiem innym przeżyciem. Coś jej to wszystko przypominało, ale była zbyt zafascynowana by zacząć się nad tym zastanawiać.
- Rozwalmy ich! - Monatgue krzyknął do swojej drużyny na zakończenie. Wszyscy, oprócz Haruki, odkrzyknęli agresywnie wychodząc na murawę. Gdy inni słuchali słów profesor Hooch, Haruka rozglądała się z podziwem po stadionie. Flagi Slytherinu i Gryfindoru były wszędzie, uczniowie innych domów machali flagami swoich faworytów.
Gdy Hooch skończyła Haruka podeszła do Harry'ego i wyciągnęła w jego kierunku rękę.
- Miłego meczu.
Potter spojrzał na nią zdziwiony, ale uścisnął wyciągniętą dłoń.
- Jeśli myślisz, że dam ci jakieś fory…
Kąciki ust dziewczyny podniosły się lekko w rozbawieniu.
- A ja myślałam, że odpowiada się „niech wygra najlepszy" lub coś w ten deseń.
Harry spojrzał na nią ponownie jakby była szalona albo urwała się z księżyca. Nagle uśmiechnął się wsiadając na miotłę.
- No to chyba powinnaś wrócić do dormitorium, bo ja jestem najlepszy!
Dziewczyna pokazała prawie wszystkie zęby w uśmiechu.
- Wkrótce się przekonamy.
Hooch, która przyglądała się tej wymianie zdecydowała, że lepiej ją zakończyć i rozpocząć mecz.
Na dźwięk gwizdka wszyscy wzbili się w powietrze.
- Zaczęło się! Pierwszy mecz sezonu - Lee odezwał się promiennie. - W drużynie Slytherinu małe zmiany: Montague jako nowy kapitan, Crable and Goyle jako nowi pałkarze i niespodziewanie Haruka Tenoh jako szukający. Albo Malfoy zachorował albo Slytherin testuje swojego rezerwowego. W drużynie Gryfindoru również małe zmiany - Angelina Johnson jako nowy kapitan, Ron Wesley na pozycji obrońcy. Na pozycji szukającego niezawodny Harry Potter, więc wypróbowanie nowego rezerwowego jest dość dziwne. No chyba że Slytherin nie chce dziś wygrać...
Haruka uśmiechnęła się lekko słysząc buczenie na słowa komentatora, oczywiście dochodzące od strony Slytherinu. Wraz z Potterem wznieśli się powyżej grających by spokojnie obserwować, co się dzieje poniżej a jednocześnie wypatrywać znicz. Dziewczyna zmarszczyła brwi oglądając jak agresywnie gra jej drużyna. Nic dziwnego, że mają złą reputację…
- ... i znów Warrington - darł się Lee - który podaje to Puceya, Pucey mija Spinnet, no dalej, Angelina, możesz go dorwać... no okazuje się, że nie możesz... ale niezły tłuczek Freda Weasleya to znaczy, George'a Weasleya, a zresztą, kogo to obchodzi…
Haruka spojrzała w dół słysząc komentarz i omal się ze śmiechu nie zaczęła krztusić. Przygryzła wargę i przeniosła wzrok najpierw na Potter'a, by zaraz po tym zacząć skanować okolicę, gdy niespodziewanie coś złotego przemknęło między bramkami Gryfindoru. Obaj szukający ruszyli w tym samym momencie. Haruka szybko nadrabiała do Harry'ego.
- Oho, szukający chyba spostrzegli znicz, bo oboje pędzą niczym na złamanie karku - komentarz Lee sprawił, że uwaga części kibiców skierowała się w stronę dwóch postaci, które szybko zbliżały się do bramki Gryfindoru.
Severus przyglądał się zafascynowany jak Haruka szybko zbliża się do Pottera. Hooch nie przesadziła mówiąc, że blondynka ma to we krwi.
- Szybciej, szybciej! - Król siedzący na jego ramieniu z ekscytacji zaczął machać skrzydłami, raz po raz trafiając w głowę siedzącej obok Umbridge.
- Severusie - kobieta odezwała się po chwili - czy mógłbyś zrobić coś z tym ptakiem?
Mistrz Eliksirów oderwał na chwilę wzrok od swojej podopiecznej, która wraz z Potterem zaczęła ścigać znicz między innymi graczami, by spojrzeć na niezbyt szczęśliwie wyglądającą nauczycielkę Obrony, która nie wiedzieć czemu siedziała na jakimś podwyższeniu.
- Król - odezwał się spokojnie nie dając po sobie poznać jaką przyjemność sprawiało mu słuchanie jej sapania. - Na poręcz!
Kruk jeszcze raz uderzył skrzydłem w twarz Umbridge, ale słysząc słowa mężczyzny spojrzał na niego z lekkim oburzeniem po czym zleciał na poręcz przed nim i ponownie zaczął dopingować dziewczynę.
Haruka w tym czasie zaczęła wznosić się w górę, po tym jak znicz zmienił kierunek. Harry tuż obok niej. Oboje mieli wyciągnięte ręce i byli parę centymetrów od pożądanego obiektu, który nagle zwinął skrzydła i spadł pomiędzy nich.
Żadnemu z nich nie udało się go złapać, zbyt zaskoczeni niespodziewanym wydarzeniem. Nie żeby nie próbowali… ale ich niezdarne próby nie przyniosły zamierzonego efektu.
Haruka pierwsza odbiła gwałtownie w bok, by ścigacz znicz. Tym razem w dół.
Harry szybko znalazł się obok niej.
Obserwujący ich widzowi wydali zbiorowe westchnięcie widząc co się dzieje.
Król ledwo był w stanie ustać w miejscu, ale wiedział że nie może dołączyć do Haruki, więc nadal głośno skandował „szybciej". Jego skrzydła machały gwałtownie w powietrzu, a całe jego ciało wyciągało się w górę i w dół, by ponownie wznieść się i opaść.
Severus patrzył z niepokojem jak oboje szukający pikowali w dół. Jeśli ten cholerny znicz nie zmieni kierunku to może nie być wesoło. Mężczyzna bał się, że upór Haruki weźmie górę nad jej rozsądkiem.
Haruka i Harry zbliżali się do ziemi z dużą prędkością. Na całe szczęście żaden tłuczek, kafel czy inny ciężki obiekt nie stały im na drodze ani nie przecięły im jej.
Harry poderwał miotłę w górę widząc jak blisko ziemi byli, licząc na to że znicz zmieni kierunek, ale Haruka tylko mocniej wysunęła się do przodu.
Krzyki przerażenia rozległy się nad stadionem.
Severus wstał gwałtownie z krzesła.
Niesamowita cisza zapanowała wśród wiwatującego dotąd tłumu.
Miotła Haruki zatrzymała się na dwa centymetry nad ziemią, prawie w idealnym pionie. Dziewczyna odchyliła się lekko w tył, co spowodowało że tył miotły zaczął delikatnie opadać.
Gdy miotła znalazła się w poziomie Haruka podniosła w górę zwycięsko rękę, z której wystawały złote skrzydła.
Hooch zagwizdała oznajmiając koniec meczu.
- Tenoh ma znicz - Lee wyszeptał stłumionym głosem pełnym niedowierzania. - Slytherin wygrał mecz...
Tłum dopiero teraz odzyskał oddech i po błoniach rozległ się głośny wiwat.
Severus zrobił głośny wydech. Nie wiedział nawet, że go wstrzymał. Ona mnie o zawał przyprawi!
Król leciał w dół do Haruki otoczonej wiwatującą drużyną kracząc radośnie.
Harry siedział nadal oniemiały na swojej miotle.
xxxxxxxxxxxxxx
Cały Slytherin świętował. Mieli do tego niesamowicie dobry powód - już dawno nie wygrali z Gryfindorem.
Chłopacy z drużyny najnormalniej w świecie nieśli Harukę na swoich ramionach od stadionu aż do Wielkiej Sali, gdy reszta Slytherinu radośnie krzycząc szła razem z nimi.
Na stołach czekały na nich smakołyki. Starsi uczniowie byli tym lekko zaskoczeni, gdyż nigdy po żadnym meczu nie było żadnych słodyczy. Nauczyciele też rozglądali się zaskoczeni. Dyrektora jednak nie było, załatwiał jakieś sprawy, więc nie było kogo spytać co się dzieje.
- To było niesamowite - Rachel powtórzyła po raz kolejny ściskając przyjaciółkę, gdy tylko ta postawiła nogi na ziemi. Tak samo jak pozostali była ciągle pod wrażeniem wydarzeń z meczu. - A mina Potter'a bezcenna.
- Aha - Malfoy klepnął Harukę w ramię, też był mile zachwycony jej lotem i zwycięstwem, co nie przeszkadzało mu w zwyczajowym sarkazmie. - Tak samo jak mina profesora Snape'a.
- Och - dziewczyna spojrzała zaniepokojona w stronę stołu nauczycielskiego. Spostrzegła swojego opiekuna siedzącego pomiędzy Hooch a McGonagall. Mężczyzna miał na twarzy wyraz zadowolenia zmieszanego z irytacją. Zadowolenie to z wygranej, ale irytacja?
Blondynka spojrzała uważniej na siedzące obok wujka kobiety. Hooch była podekscytowana, a McGonagall wyraźnie zirytowana.
Ach, to już wiem czemu wujek tak wygląda.
Ich spojrzenia zetknęły się. Severus uniósł w górę puchar, który przed nim stał, w geście salutu. Haruka uśmiechnęła się radośnie.
xxxxxxxxxxxxx
- I jesteś pewna, że to nie wbrew regulaminowi? - Minevra ponownie spytała nauczycielkę latania i sędzię quidditch'a w jednym.
- Zdecydowanie nie - Rolanda uśmiechnęła się ponownie. - Mówiłam ci, że ta dziewczyna jest niesamowita.
- Ale ten ostatni manewr…
- Mam ci przypomnieć numer Potter'a na pierwszym roku? - Severus oderwał wzrok od swojej uśmiechniętej podopiecznej, otoczonej podekscytowanym tłumem. - Jakoś wtedy nie marudziłaś, że to niebezpieczne było i nie dopytywałaś się czy zgodne z regulaminem. Szczególnie, że Potter został dopuszczony do gry o rok wcześniej niż jest to w regulaminie!
McGonagall sapnęła w irytacji.
- Więc przyjmij porażkę z godnością i zjedź ciasteczko - mężczyzna sam sięgnął po jedno z ciast stojące przed nim.
Starsza czarownica nalała sobie kawy i spojrzała w kierunku stołu swoich podopiecznych. Nie było ich wielu, zaledwie pięciu, reszta po meczu udała się do dormitorium. Za to inne domy były prawie w pełnym stanie ciesząc się z niespodziewanych przekąsek.
