Standradowy Disclaimer Nie mam praw do świata HP.
A tak poza tym życzę miłej lektury.
Rozdział III
Minęły trzy miesiące treningu Harry'ego w specjalnym pomieszczeniu skonstruowanym przez Flamela z pomocą Dumbledore'a. Harry w przeciągu tych trzech miesięcy przeistoczył się z osoby która wyglądała jak patyk w osobę po której widać było już jakieś mięśnie a to wszystko dzięki dobremu odżywianiu, małych dawek eliksirów odżywczych oraz dużej ilości aktywności fizycznej. Harry przyswajał też spore ilości wiedzy teorytycznej z wykładów Dumbledore'a. Jego pojedynki z Dumbledore'm również się polepszył mimo że nie udało mu się jeszcze żadnego zremisować a tym bardziej wygrać, to młody czarodziej widział postępy w tym jak postępował podczas pojedynków, poszerzył także swój repertuar zaklęć i miał nadzieje, że następnym razem jak przyjdzie mu się mierzyć ze śmierciożercami to pójdzie mu o wiele lepiej.
Lekcje oklumencji też szły całkiem nie najgorzej, był już w stanie obronić się przed wtargnięciami Albusa Dumbledore'a, ale niestety miało to niezbyt ciekawe efekty uboczne. Harry bowiem przyswajał coraz więcej wspomnień Toma Riddle'a zwanego Voldemorta, jedni mogliby pomyśleć, że to chyba dobrze dzięki temu bowiem można było poznać jakimi zaklęciami on się posługuję i jakie taktyki stosuje. Należy jednak wziąć pod uwagę to, że Voldemort lubował się w cierpieniu innych osób i nie miał oporów przed torturowaniem osób, nie miało dla niego znaczenia czy była to osoba młoda, stara kobieta, mężczyzna czy dziecko, dla niego liczyło się to, że ta osoba cierpiała. Harry spędził kilka bezsennych nocy po tym jak jego umysł zalały wspomnienia Voldemorta na temat jego metod torturowania, widok jeziora krwi, rozlanych narządów wewnętrznych i dźwięk krzyków torturowanych osób męczył Harry'ego w snach nawet, gdy wydawało się, że będzie to spokojna noc.
Jednakże dzięki oklumencji oraz częściowo dzięki temu, że minął już całkiem spory okres czasu Harry pogodził się ze śmiercią Syriusza, nie oznacza to jednak, że on o nim całkowicie zapomniał, pogodził się z faktem, że jego śmierć nie była całkowicie jego winą, a winą Bellatrix oraz samego Voldemorta.
Harry od samego rana czuł się jakoś inaczej, jakby rozpierała go energia co prawda zdarzało się to czasami ale nigdy w tak dużym stopniu, postanowił jednak to zignorować i zachować tą dodatkową energie na pojedynek z Dumbledore'm usprawiedliwiając się tym, że może dzięki temu uda mu się doprowadzić przynajmniej do remisu. Po zakończeniu przed pojedynkowej części treningu, Harry czuł, że jeśli zaraz nie zacznie rzucać zaklęć to po prostu coś go od środka rozsadzi, Dumbledore tego nie widział ponieważ dzięki Oklumencji Harry nauczył się maskować swoje oblicze i jego twarz przed pojedynkami oraz w trakcie byłą kamienna. Ale gdy tylko Harry rzucił pierwsze zaklęcie Dumbledore widział, że coś jest nie tak, zwykłe zaklęcie ogłuszające nigdy nie poruszało się z tak wielką prędkością, na dodatek nie świecił się on na zwykły czerwony kolor, a wyglądał jak najjaśniejsza magma z głębin ziemi.
–Coś jest definitywnie nie tak- pomyślał Dumbledore unikając nadlatującego zaklęcia tnącego i jednocześnie rzucił zaklęcie „Bombarda" pod nogi Harry'ego tworząc swego rodzaju zasłonę dymną, Harry znał tą taktykę Dumbledore użył jej na nim nie jeden raz, wiedział więc, że zaraz przez tą zasłonę przeleci fala zaklęć a więc przemieścił się w inne miejsce jednocześnie rzucając w stronę Dumbledore'a najzwyklejsze zaklęcie pełnego porażenia ciała, tylko, że te zaklęcie sprawiło, że z Harry'ego uleciała cała energia i gdy zaklęcie opuściło koniec jego różdżki to młody czarodziej padł na ziemie nieprzytomny.
Albus Dumbledore nie widział, tego że Harry stracił przytomność widział jedynie zmierzający w jego stronę ogromny promień białego światła, wiedział, że nie będzie w stanie go uniknąć, więc rzucił najpotężniejsze zaklęcie tarczy jakie tylko znał a nauczył się go podczas jednej ze swoich podróży do Ameryki Południowej a dokładniej do ruin jednej z cywilizacji. Ruiny te zwane były w świecie mugoli „Machu Picchu", w świecie czarodziejskim, kiedyś były zwane inaczej niestety przez pewien czarnomagiczny rytuał, pamięć oraz wszelakie wzmianki o prawdziwej nazwie tego miejsca zostały wymazane. „ARX!" wykrzyczał Albus Dumbledore i złota tarcza pojawiła się tuż przed nim, jednak białe zaklęcie przebiło się przez tarcze jak gorący nóż przez masło i ostatnie co pamiętał Albus Dumbledore to białe światło trafiające go w klatkę piersiową a potem była ciemność.
Albus Dumbledore został wybudzony przez jednego ze skrzatów domowych, który normalnie przynosił posiłki, ale że żaden z czarodziei nie był przytomny więc skrzat domowy postanowił znaleźć dyrektora Hogwartu a gdy go znalazł wybudził go „Dziękuję ci" powiedział Dumbledore uśmiechając się do skrzata, a skrzat skinął i zniknął teleportował się z powrotem do Hogwartu. –Co się do Merlina stało?- zastanawiał się Dumbledore udając się w stronę z której przyleciało to niezwykle białe zaklęcie które przebiło się przez jego najpotężniejszą tarcze. Kiedy przeszedł kawałek zobaczył Harry'ego Pottera leżącego na ziemi i nieprzytomnego, Dumbledore przyspieszył kroku podszedł do młodego czarodzieja i po sprawdzeniu czy jest wszystko z nim dobrze wybudził go zaklęciem „Enevrate".
Harry rozejrzał się nerwowo wokół siebie i zapytał „Profesorze co się stało?", Dumbledore spojrzał się na niego i powiedział „Ty mi to wytłumacz chłopczę, ponieważ po tym jak rzuciłeś te białe zaklęcie które przebiło moją najpotężniejszą tarcze straciłem przytomność, jakie to było zaklęcie?" zapytał Dumbledore.
„To było zwykłe zaklęcie porażenia ciała" odpowiedział Harry, na to Dumbledore zrobił wielkie oczy i zapytał „Harry czy czułeś się jakoś inaczej dzisiaj?" Harry skiwnął głową i odpowiedział „Od rana wydawało mi się jakbym miał jakoś więcej energii, nie mogłem się doczekać tego kiedy w końcu rzucę jakieś zaklęcie, kiedy w końcu rozpoczniemy nasz pojedynek".
Dumbledore popadł w zadumę –To w teorii byłoby możliwe, ale w praktyce hmmm nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale objawy są takie same-. „Harry jestem praktycznie pewien, że to co ci się przytrafiło, przytrafia się każdemu czarodziejowi, tylko, że normalnie to następuje kiedy czarodziej ma 25 lat, w wyjątkowych sytuacjach kiedy czarodziej jest potężny następuje to wcześniej, ja przeszedłem to w wieku 20 lat, natomiast Voldemort jeśli moje źródła mówią prawdę w wieku 19 lat, przejście tego procesu w wieku 16 lat w teorii jest możliwe, ale nigdy o czymś takim nie słyszałem" zaczął tłumaczyć Dumbledore.
„A co to za proces?" zaciekawił się i jednocześnie zaniepokoił Harry „Otóż Harry teraz najprawdopodobniej przechodzisz magiczną mutację, proces ten został pewnie wywołany przez to, że jesteś potężnym czarodziejem i do tego dusza a dokładniej jej część została wchłonięta przez ciebie i mam pewną teorie, że dzięki temu zyskałeś część jego mocy, ale jest pewien minus" wytłumaczył Dumbledore.
„Minus?" zaniepokoił się Harry „Przez kilka dni, nie będziesz mógł rzucać żadnych zaklęć ponieważ twoje zaklęcia będą albo za mocne albo zbyt słabe, musimy odczekać aż to się wszystko ustabilizuje" wytłumaczył Dumbledore. Dzięki temu Harry poczuł się nieco pewniej, kilka dni bez rzucania można przetrwać bez żadnego problemu, do tej pory przecież przebywał całe wakacje bez możliwości rzucenia jednego zaklęcia. „Zamienimy przez te kilka dni nasze pojedynki oraz lekcje oklumencji na coś innego" powiedział Dumbledore.
„Na co?" zapytał się zaciekawiony Harry „A to mój chłopcze zależy od ciebie" uśmiechnął się Dumbledore. –Czego bym się najbardziej chciał nauczyć, może jakiś zaklęć, nie to odpada przecież zaklęcia będę znał z lekcji i ze wspomnień Voldemorta, a może-, gdy Harry się namyślił odpowiedział „Profesorze, chciałbym zostać animagiem".
„Coś tak przeczuwałem, że o to zapytasz mój chłopcze, proces zostawania animagiem nie jest prosty i nie każdy może takowym zostać" powiedział Dumbledore po czym przeszedł do objaśniania w jaki sposób można zostać animagiem.
Harry dowiedział się, że aby zostać animagiem najpierw trzeba spożyć eliksir który wyjawni w jakie zwierzę możesz się zamienić, eliksir ten przygotowuje się przez pięć miesięcy i jest jednym z najbardziej skomplikowanych eliksirów jakie istnieją na ziemi –Ciekawe jakim cudem udało się zrobić ten eliksir Huncwotom będąc jeszcze w szkole- zastanawiał się Harry i zanotował sobie, żeby zapytać o to Remusa kiedy tylko zakończy się trening w tym pomieszczeniu. Wracając do eliksiru, wprowadzał on w stan podobny do hipnozy, podczas tej hipnozy osoba która spożyła ten eliksir widzi wiele różnych zwierząt, ale dopiero te do którego czuję się największy pociąg jest formą animagiczną tej osoby. Każda osoba może mieć tylko jedną formę animagiczną, po tym jak Dumbledore skończył tłumaczyć rzeczy dotyczące zostania animagiem Harry zapytał się „Profesorze, czy jest jakaś możliwość, żebyśmy przygotowali ten elikisr?".
„Możemy go zrobić, alchemia i eliksiry mają wiele wspólnego, mam nadzieje tylko że nie wyszedłem z wprawy i ciągle jestem w stanie przygotować ten eliksir, tylko zajmie nam to sporo czasu" powiedział Dumbledore, perspektywa czekania nie zniechęciła Harry'ego, który cieszył się jak dziecko na myśl, że będzie w stanie zostać animagiem „Profesorze, po tym jak przygotujemy eliksir zostanie nam jeszcze miesiąc czasu, podczas którego może uda mi się zostać animagiem" eksycytował się Harry.
„Podziwiam twój entuzjazm Harry, ale musisz przyłożyć się bardziej do oklumencji, ponieważ im bardziej kompetętny jesteś w tej dziedzinie tym łatwiej przyjdzie ci zostanie animagiem". Kiedy tylko Harry to usłyszał przyrzekł sobie w głowie, że będzie się bardziej przykładał do nauki tej oklumencji i dzięki temu zostanie animagiem, czym uczci przynajmniej trochę pamięć swojego Ojca i Ojca chrzęstnego.
Dziękuję za przeczytanie i zapraszam do zostawienie followa, życzę miłego dnia/wieczoru/nocy i pamiętajcie wszystkie elfy to pedały!.
