Standardowy disclaimer nie mam żadnych praw do świata HP
Miłego czytania.
Rozdział IV
Ostatni tydzień lipca właśnie się zaczął, nikt z osób obecnych w Norze nie słyszał nic o Harry'm Potterze, wtajemniczone były jedynie osoby które udały się razem z nim do Ministerstwa Magii, a dokładniej to Departamentu Tajemnic. Troje z tych osób przebywało właśnie w domu Weasleyów, Hermiona Granger, Ron oraz Ginny Weasley byli sami w Norze, ponieważ bliźniacy przeprowadzili się do mieszkania nad swoim sklepem na ulicy Pokątnej. Charlie jak to Charlie przebywał w Rumunii w rezerwacie smoków. Percy mimo tego, że minister Knot okazał się być kłamcą, a Albus Dumbledore mówił prawdę, to Percy i tak zawzięcie trzymał stronę tylko Ministerstwa i do reszty swojej rodziny nie odzywał się. Bill Weasley zaręczył się z uczestniczką Turnieju Trójmagicznego, Fleur Delacour i obecnie razem z Molly Weasley przebywali we Francji u rodziny Fleur uzgadniając szczegóły dotyczące zbliżającego się nieuchronnie wesela. Artur Weasley natomiast, był w pracy na nowo utworzonym stanowisku, dzięki temu stanowisku mimo że godziny pracy były czasami mordercze, to ilość pieniędzy była nieproporcjonalnie większa do tej która otrzymywał na swoim poprzednim stanowisku.
Wydawać by się mogło, że podczas szalejącej wojny, niszczonych przez giganty mostów, chmar dementerów żywiących się w dużych mugolskich miastach, zostawianie trójki nastolatków w domu nie wydawało się najbardziej logicznym rozwiązaniem. Na szczęścia owa trójka nastolatków przez cały poprzedni rok szkolny ćwiczyła u boku Harry'ego Pottera, nie był to trening taki jaki przechodził Harry obecnie pod czujnym okiem Dyrektora Hogwartu, ale trening ten pozwolił im przeżyć starcie w Departamencie Tajemnic, nie bez szwanku, ale wyjście z walki z grupą śmierciożerców i to do tego śmierciożerców wewnętrznego kręgu Lorda Voldemorta, nawet dla najlepiej wyszkolonego aurora było nie lada wyczynem.
Na dodatek Norę, chroniły niezliczone zaklęcia obronne, część z nich została rzucona przez Albusa Dumbledore'a, część dodał Bill Weasley, a dzięki temu, że był dość dobrym łamaczem klątw w banku Gringotta, to jego zaklęcia, miały dość ciekawe skutki, jeśli ktoś nieproszony próbował by się dostać do Nory.
„Żadnych wieści od Harry'ego?" zapytała się Hermiona
„Hemiono, pytasz o to już któryś raz, przecież Harry napisał, że udaję się na trening z Dumbledore'm i nie będzie w stanie się z nami kontaktować, nawet Hedwiga obecnie przebywa z nami" powiedziała Ginny przewracając oczami, ale jedocześnie i ona i Ron również martwili się o Harry'ego.
„Jest coś do jedzenia?" zapytał Ron rozglądając się wokół siebie.
„Ron, czy ty myślisz tylko i wyłącznie o jedzeniu?" zapytała Hermiona i w normalnych warunkach każdy wziąłby ją na poważnie jednakże w tym samym momencie w którym kończyła to zdanie to zaburczało jej w brzuchu. Ron i Ginny spojrzeli się najpierw na siebie a potem na Hermione i wybuchli śmiechem.
„To chyba oznacza, że nie tylko ja myślę o jedzeniu" powiedział Ron powstrzymując śmiech. „Chyba mama coś zostawiła dla nas w kuchni, wiedząc że żadne z nas nie jest jakimś wybitnym kucharzem" powiedziała Ginny i cała trójka udała się do kuchni w Norze.
Hermiona usiadła na miejscu, które w rodzinie Weasleyów było nazywane miejscem Rona, tylko on siadał na tym miejscu, a gdy ktoś inny poza nim próbował tam usiąść to wywiązywała się nie lada awantura. Hermiona nie wiedziała o tym, owszem zwróciła uwagę na to, że Ron zawsze siadał w tym samym miejscu, gdy jedli przy stole w Norze, ale myślała że to kwestia odruchowa i żadna większa historia się za tym nie kryła. Ginny popatrzyła z przerażeniem jak Hermiona zajmuję miejsce Rona i chciała już próbować uspokoić swojego brata, ale ten jak gdyby nigdy nic zajął inne miejsce przy stole wrzuszając ramionami.
Ron Weasley bowiem, wiedział że nie jest idealny, często był zazdrosny o rzeczy o które nie powinien być, zbyt często zdarzało mu się powiedzieć coś przed głębszym przemyśleniem tego co chce powiedzieć, a jego wybuchy gniewu były dość spektakularne. Jednakże najmłodszy syn rodziny Weasleyów po całej sytuacji w Departamencie Tajemnic, gdzie dotarło do niego, że wojna to nie zabawa, że giną na niej ludzie i że jedna chwila nieuwagi może kosztować cię życie, albo co najmniej utratę jakiejś kończyny, postanowił że trzeba się zmienić, trzeba w końcu przestać być rozpieszczonym dzieckiem zazdrosnym o każdą nawet najmniejszą błahostkę, i trzeba w końcu zacząć używać mózgu do czegoś innego niż tylko gra w czarodziejskie szachy.
Ron odkąd wrócił po swoim piątym roku w Hogwarcie do domu, zaczął nadrabiać zaległości w swojej wiedzy, a było ich sporo, zauważył wtedy że mimo tego iż Hermiona i jej organizery prac domowych wydawały mu się wtedy głupie, teraz jak spojrzał na to z perspektywy czasu wiedział, że jeśli tylko stosowałby się do tego co polecała mu jego przyjaciółka nigdy nie miałby problemów z nauką. Można ten cały proces określić w bardzo prosty sposób Ron Weasley w końcu dorósł.
Ginny zauważyła zachowanie Rona od początku wakacji, i wydawało jej się ono początkowo bardzo dziwne, ale po jakimś czasie zrozumiała dlaczego jej brat tak się zachowuję. Ginny, która była znacznie poważniejsza od Rona a to za sprawą tego co działo się na jej pierwszym roku, a teraz po bitwie w Departamencie Tajemnic gdzie w swoim młodym życiu była w sytuacji zagrożenia życia już po raz drugi, Ginny Weasley zrozumiała, że wojna to nie przelewki i podczas niej nie ma czasu na uganianie się za swoją dziecięcą miłością, miłością którą był nie kto inny a sam Harry Potter. Tylko, że prawdziwy Harry Potter był inny od tego o którym pisały wszelakie książki, inny od tego o którym opowiadały opowieści dla dzieci. Prawdziwy Harry Potter nigdy nie pragnął być sławny, nigdy nie używał swojej sławy, żeby dostać się gdzieś, żeby coś osiągnąć, dla niego wystarczyłoby, żeby był po prostu Harrym. Ginny Weasley wychowała się na historia o Harrym Potterze, o tym jak to on nie walczył z różnorakimi stworami i ratował damy w potrzebie.
Ale gdy tylko poszła do Hogwartu, zderzyła się z rzeczywistością Harry był wtedy zwykłym 12-latkiem z dziwną blizną w kształcie błyskawicy na czole, był wychudzony, nosił za duże ubrania i do tego stare okulary, obraz Harry'ego Pottera bohatera książek został w jednej chwili zmieniony. Ale wtedy zdarzyła się Komnata Tajemnic i Harry ryzykując własne życie dla głupiej młodszej siostry swojego najlepszego przyjaciela uratował jej życie. Ale Harry nigdy nie traktował jej jako osobę z którą mógłby się umówić, traktował ją zawsze jako młodszą siostrę której nigdy nie miał. Ginny miała teraz na oku osobę, która mimo tego że wydawała się być nieudacznikiem, tak naprawdę była osoba mądrą i zaradną.
Cała trójka zaczęła jeść obiad przygotowany przez Molly Weasley, której dania były znane praktycznie w całej czarodziejskiej Anglii, każdy kto tylko spróbował jej kuchni, zawsze wracał pamięcią do tych dań. Zanim jednak Ginny Hermiona i Ron skończyli jeść, Hermiona zerwała się z krzesła i popędziła do łazienki, rodzeństwo popatrzyło na siebie, nie musieli nawet wypowiadać słowa doskonale bowiem wiedzieli czyja jest to sprawka „Ty idź się nią zajmij a ja pójdę po bliźniaków" polecił Ron po czym udał się do kominka, wziął garść proszku Fiuu i wrzucił ją do kominka mówiąc „Czarodziejskie Dowcipy Weasleyów", po chwili w kominku w sklepie bliźniaków pojawiła się głowa Rona.
„A kogo my tu mamy Gred?" zapytał George „To chyba nasz ulubiony młodszy braciszek Forge" odpowiedział Fred.
„Koniec tych wygłupów, jak odwrócić to co chcieliście mi zrobić?" zapytał Ron nie chcąc bawić się „Ale my nic nie zrobiliśmy" bronili się bliźniacy „Tak? A to dlaczego Hermiona nawet nie dokończyła jeść i pobiegła do łazienki, wybaczcie mi ale nie uwierzę, że mama przygotowała coś nieświeżego" powiedział Ron wyraźnie zniecierpliwiony tym, że bliźniacy unikali odpowiedzialności.
„Czy ty chcesz nam powiedzieć…" zaczał Fred
„Że ktoś inny niż ty usiadł na twoim miejscu…" dodał George
„I zjadł tam obiad…"
„Przez co nasz specjalny proszek powodujący biegunkę…"
„Został zużyty przez Hermione?" zakończył Fred, na co Ron kiwnął głową, bliźniacy popatrzyli się na siebie, myśląc tylko o tym jak bardzo mają przechlapane, nauczyli się bowiem żeby nie używać swoich produktów na dziewczynach i to szczególnie tych dziewczynach które ich dobrze znały i miały nieprzeciętne IQ.
„Ron my przechodzimy do Nory odsuń się" powiedział już całkiem poważnie George, Ron nie zamierzał się sprzeczać i posłusznie odszedł od kominka, po chwili bowiem z niego wyszli bliźniacy z przerażonymi minami „Ron, Hermiona musi wypić to żeby ta biegunka ustała, normalnie ustała by po 30 minutach, ale dawka była wymierzona w ciebie a nie w Hermione więc nie wiem ile to potrwa, a nie chcemy żeby nasza mądralińska się odwodniła" wytłumaczył Fred wręczając Ronowi małą fiolkę z fioletowym eliksirem.
„Jeśli to tylko pogorszy sprawę to zdajecie sobie sprawę, że nie tylko Hermiona będzie chciała was zabić?" zapytał Ron udając się jednocześnie w stronę łazienki, gdzie przebywała Ginny oraz Hermiona.
Ron zapukał do drzwi łazienki ze środka dobiegł głos Ginny „Kto tam?".
„To ja Ron i mam coś od Freda i George'a powiedzieli, że to zatrzyma skutki tej biegunki" powiedział Ron i po chwili otworzyły się drzwi i stanęła w nich Ginny, Ron wręczył jej fiolkę z eliksirem a następnie udał się do kuchni gdzie siedzieli Fred i George. „Powiem tak normalnie wasze dowcipy są śmieszne, ale to była chyba lekka przesada" powiedział Ron.
„Plan był dobry…" zaczął George „Ale wykonanie chujowe" dokończył Fred. Ron pokręcił głową z niedowierzaniem, ale zanim zdążył coś powiedzieć do pokoju weszła Ginny, niezbyt zadowolona Ginny warto podkreślić, Fred i George popatrzyli na siebie z przerażeniem mimo iż Ginny była najmniejsza z całej rodziny to jej zaklęcia były jednymi z najpotężniejszych. „Macie szczęście, że Hermiona powiedziała, że mam was zostawić bo inaczej uwierzcie mi zostalibyście przeklęci tak mocno że ruski rok byście popamiętali" pogroziła Ginny. Fred i George tylko przełknęli ślinę. „Powiem tak, gdyby nie to że wpadłam na ciekawy pomysł to za to co mi zrobiliście uciekalibyście przede mną na drugi kraniec świata" powiedziała Hermiona wchodząc do pokoju, nie wyglądając zbyt dobrze.
„Nasz dowcip celował w Rona…" zaczął George
„Ale nie spodziewaliśmy się, że ktoś usiądzie na jego krześle" dokończył Fred.
„A przechodząc do sedna sprawy jaki pomysł Hermiono?" zapytał Ron wyraźnie zaciekawiony i jednocześnie chciał uniknąć pytań o jego krzesło. „Otóż ta dwójka tutaj" zaczęła Hermiona wskazując na Freda i George'a „Sprawiła, że nie byłam w stanie nic sensownego zrobić…"
„Więc wystarczyłoby jakoś przemycić to śmierciożerców i mielibyśmy przynajmniej ich część z głowy" przerwał jej Ron.
„Dodatkowo można by było wymyślić coś innego co miało by podobne działanie..." dodała Hermiona .
„Można by było wykorzystać coś podobnego do mugolskiej broni palnej…" przerwał jej Ron.
„Tylko wystrzeliwującej jakieś eliksiry…" powiedziała Hermiona.
„Trzeba by było tylko rozwiązać problem szklanych fiolek…" wypomniał błąd Ron.
„Są zaklęcia które sprawiają, że rzeczy stają się praktycznie nieznisczalne…" rzuciła pomysłem Hermiona.
„Ale wted…" zaczał Ron ale przerwała mu Ginny „KONIEC! Zaczynacie zachowywać się jak Fred i George tylko, a jednych nie mogę wytrzymać". Fred i George wybuchli śmiechem, a Hermiona i Ron popatrzyli na siebie nawzajem i zaczerwienili się. „Ale pomysły są całkiem dobre, pomyślimy o czymś takim jak tylko wrócimy do sklepu" powiedział Fred.
„Mamy już teraz w asortymencie szaty, oraz różnego rodzaju ubiór z wbudowanymi zaklęciami obronnymi" dodał George. „Ale następnym razem nie próbujcie swoich produktów na nas, bo uwierzcie mi to się nie spodoba" ostrzegła po raz kolejny raz Ginny „Się rozumie Gin, się rozumie" powiedział George.
„A tak poza tym co z Harrymm" zapytał Fred „Trenuję gdzieś z Dumbledore'm i nie jest w stanie się z nami kontaktować" wytłumaczył Ron.
„Powinien wrócić gdzieś w tym tygodniu" dodała Hermiona. „Dobra to my się zbieramy" powiedział George.
„ A i Hermiono jeszcze raz przepraszamy za to, że padłaś ofiarą naszego dowcipu wycelowanego w Ronusia" dodał Fred, po tym złe bliźniaczki Marchewki udały się z powrotem do swojego sklepu na ulicy Pokątnej.
Gdy tylko wrócili do sklepu Fred powiedział „Stawiam 3 Galeony, że Ron i Hermiona będą razem do końca wakacji" „Sorki brachu, ale nie przyjmuję zakładów które z góry są przegrane" zaśmiał się George.
Jeśli się podobało to zapraszam do zostawienia followa, konstruktywna krytyka jest również mile widziana.
Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone.
