Standardowy disclaimer Nie mam praw do HP.
Miłej lektury życzy.
Rozdział VI
Harry przenosząc się do Nory czuł się inaczej niż podczas zwykłej teleportacji, czuł jakby coś go blokowało, dopiero gdy wylądował przed wejściem do Nory uświadomił sobie –Osłony przeciw teleportacji, no przecież Dumbledore o nich mówił, wspominał także że jeśli ma się wystarczająco mocy magicznej to jest się w stanie przez nie przebić, najwidoczniej posiadam tyle mocy-.
Harry podszedł do drzwi Nory i zapukał, mimo że traktował to miejsce jako dom wolał nie wchodzić do środka od tak, nie byłoby to bowiem zbyt uprzejme w stosunku do domowników. Drzwi otworzyła pani Weasley i zdziwiła się, nie tyle tym że w drzwiach stał Harry Potter, ale bardziej tym jak on wygląda, z chudego jak patyk chłopaka z zdecydowanie za dużymi ubraniami i okularami posklejanymi taśmą przeobraził się w wysportowanego dobrze ubranego i do tego z nowymi okularami, pani Weasley nie wiedziała jednak, że to wszystko zasługa skrzatów domowych. Te małe, często niedoceniane stworzonka były zbawieniem dla Harry'ego i Dumbledore'a podczas treningu, dostarczały bowiem jedzenie, czyste ubrania, a po tym jak Dumbledore dał im dostęp do swojej skrytki zakupiły nawet nowe ubrania oraz okulary dla Harry'ego. Okulary które Dumbledore zaczarował tak, że były nieznisczalne, nie działały na nie zaklęcia przywołujące oraz były w stanie odbić krople deszczu.
Nie było to jednak rozwiązanie idealne, zaklęcia bowiem w przeciwieństwie do run nie są permanentne, a że Dumbledore niestety nie był ekspertem w dziedzinie starożytnych run, znał jedynie ich podstawy to nie chciał się podejmować ulepszania okularów Harry'ego w taki sposób. „Harry, nie spodziewałam się ciebie tutaj, wejdź do środka zaraz przyniosę coś do jedzenia." Pani Weasley zaprosiła młodego czarodzieja do środka. Harry wszedł i udał się do kuchni, Nora była dziwinie pusta więc Harry zapytał „Gdzie są wszyscy?"
„Artur jest w pracy, bliźniacy są w swoim mieszkaniu nad tym ich sklepem, przysięgam ten sklep doprowadzi ich do zguby, naprawdę nie wiem skąd wzięli pieniądze na to żeby go otworzyć"
–Ode mnie- powiedział w myślach Harry, ale znając temperament Molly Weasley po prostu zaczął jeść zupę cebulową „Bill jest we Francji…"
„Co robi Bill we Francji?" zaciekawił się Harry, bowiem z tego kraju właśnie wrócił „A to ty o niczym nie wiesz, Bill jest zaręczony z Fleur Delacour" wytłumaczyła pani Weasley. –Kto by się spodziewał Bill Weasley i Fleur, ale trzeba przyznać Bill trafił świetnie Fleur nie dość, że jest piekielnie inteligętna to do tego ma nieprzeciętną urodę- pogratulował Billowi w myślach Harry, ale nie uszło jego uwadze to, że pani Weasley nie była zachwycona faktem, że jej syn jest zaręczony z Fleur. Harry nie wiedział czy to jest sprawka tego, że Fleur była po części Wilą czy to że po prostu pochodzi z Francji. Harry postanowił jednak nie wnikać w szczegóły i słuchać dalej. „Ron Ginny i Hermiona są obecnie na górze, w sumie to powinnam ich chyba zawołać. RON! GINNY! HERMIONA! Chodźcie tu!" krzyknęła pani Weasley.
„Idziemy idziemy" dobiegł z góry głos dość zirytowanego Rona, nie wiedział bowiem po kiego grzyba ona woła całą ich trójkę, ogród był odgnomiony w domu było czysto i nic nie zapowiadało się żeby trzeba było zrobić jakieś prace. Ale gdy tylko weszli do kuchni wszystko się rozjaśniło.
„Harry!" krzyknełą Hermiona widząc swojego przyjaciela po czym złapała go i uściskała „Trochę ci się wyrosło stary" zauważył Ron mierząc Harry'ego wzrokiem, Harry wzruszył tylko ramionami.
„Harry kochaneczku gdzie byłes przez ten cały czas?" zapytała Pani Weasley. „Mamo przecież mówiliśmy ci, że trenuje wraz z Dumbledore'm żeby następnym razem jak coś się stanie był przygotowany" powiedziała Ginny.
„To wiem, ale gdzie dokładnie byłeś?" drążyła dalej ten pani Weasley.
„Nie mogę powiedzieć" odpowiedział Harry wskazując na swoją różdżkę, Molly Weasley zrozumiała, że Harry chciał jej przekazać, że złożył magiczną przysięgę że nie wyjawi nic. Jedno spojrzenie w stronę Ginny Rona i Hermiony mówiło „Powiem wam potem". „Jedzenia jak zwykle było przepyszne, ale teraz chciałbym dowiedzieć się co tam u was słychać?" zapytał Harry grzecznie omijając zostawanie razem z panią Weasley „To może pójdziemy na górę?" zaproponował Ron „Idźcie Idźcie musicie przecież nadrobić ten miesiąc" ponagliła ich pani Weasley.
Harry pokazał za plecami kciuk w górę po czym udał się do pokoju Rona w którym spędził sporą część swoich wakacji odkąd zaczął naukę w Hogwarcie. Kiedy weszli do pokoju Harry wyciągnął czarna różdżkę i rzucił na pokój „Muffliato" co oczywiście wywołało sprzeciw Hermiony, ale zanim ta zdążyła coś powiedzieć Harry powstrzymał ją gestem ręki mówiąc „Daj mi wytłumaczyć Hermiono, i jakbyście mogli to nie przerywajcie mi, bo to trochę zajmie a nie mam ochoty siedzieć tu do czasu aż Voldemort przejmie świat". Pozostała trójka zaśmiała się, ale wiedziała że jeśli niczego nie zrobią to ten scenariusz może stać się prawdą.
Harry opowiedział całą historie, no dobra prawie całą pominął bowiem swoją formę animagiczną i legendę z nią związaną, chciał bowiem zachować to do czasu aż wszystko z tym zostanie do końca wyjaśnione. Po zakończonej historii cała trójka spojrzała się na niego z wielkimi oczami i tylko Ron zdołał z siebie coś wydusić „Jasna Cholera, to było coś", Hermiona była w zbyt zaszokowana historią Harry'ego żeby zbesztać Rona za język jakiego używa, a Ginny jako że wychowała się z sześcioma starszymi braćmi nawet to nie przeszkadzało.
„Czyli mam rozumieć, że przez ten miesiąc przeżyłeś dziewięć miesięcy?" upewniła się Hermiona, Harry skinął głową „To musiało być coś, jakie to uczucie przeżyć coś takiego, co musieliście zrobić żeby tam się dostać, a co z żywnością? Przecież wasz organiz…" Hermiona wpadła w słowotok ale wtedy zdarzyło się coś czego Harry, ani Ginny się nie spodziewali, Hermiona Granger najmądrzejsza czarownica tego pokolenia została uciszona przez pocałunek Rona Weasley'a.
Harry rzucił spojrzenie w stronę Ginny mówiące „O co tutaj chodzi?", ale zanim zdążyła odpowiedzieć Hermiona oraz Ron oderwali się od siebie „Powiem tak Ronald, gdyby nie było to tak świetne to moja groźba skierowana do Freda i George'a byłaby skierowana w twoją stronę" Ron zaczerwienił się na całej twarzy, Harry chcąc ratować swojego najlepszego kumpla zapytał „O co chodzi z groźbą dla bliźniaków?". Ginny objaśniła szybko co się stało, po zakończeniu Harry spojrzał się najpierw na Rona a potem na Hermione i powiedział „Nic dziwnego, że cię pocałował nikt i to dosłownie nikt nie siadał na tym krześle, on musi naprawdę coś do ciebie czuć" Na te słowa Hermiona oraz Ron oblali się rumieńcem.
„A tak poza tym, że Ron i Hermiona są razem a no i Bill z Fleur to co się ciekawego działo?" zapytał Harry nie dostawał bowiem informacji z zewnętrznego świata praktycznie wcale. „Voldemort stał się bardziej aktywny, atakuję różnych czarodziei a mugolskie miasta są pustoszone przez plagę Dementorów, Knot został wyrzucony z pozycji ministra magii i na jego miejsce początkowo miała wejść Amelia Bones, ale została zabita przez śmierciożerców, obecnym ministrem magii jest Rufus Scrimgeour" zdała relacje Hermiona
„A co do Mugoli to jakimś cudem dostałeś list dostarczony w mugolskich sposób" powiedział Ron przeszukując szafki w swoim pokoju „Harry jednej rzeczy nie rozumiem, jak możesz używać magii poza Hogwartem kiedy nie jesteś pełnoletni wiesz dobrze, że nie wolno tego robić!" Hermiona ponownie zmieniła się z dziewczyny która bez wahania użyła zmieniacza czasu żeby uratować skazanego więźnia w Hermione ciągle przestrzegającą zasad.
„Hermiono namiar jest rzucany na różdżkę, nie na czarodzieja a skoro mam różdżkę która swoje korzenie ma w legendach…" „… To twoja różdżka już dawno nie ma na sobie namiaru" dokończyła Hermiona „10 punktów dla Gryffindoru" zaśmiała się Ginny.
Harry rzucił zaklęcie sprawdzające czas i gdy zobaczył, że jest już prawie godzina 16 powiedział „Fajnie się rozmawiało, ale muszę jeszcze załatwić coś w Gringocie, więc będę leciał" „Tylko nie zniknij na kolejny miesiąc stary" zażartował Ron, ale po chwili Harry po prostu teleportował się z Nory nie. Cała trójka stała oniemiała w końcu odezwałą się Hermiona „Czy ktoś może łaskawie powiedzieć mi jakim cudem Harry bez żadnego problemu przeteleportował się przez wszystkie osłony jakie są tutaj?" Ron i Ginny tylko wzruszyli ramionami, nie wiedzieli bowiem co mają odpowiedzieć.
Harry przeniósł się w uliczke obok Dziurawego Kotła, gdzie jak mu wcześniej Dumbledore powiedział można było bezpiecznie się teleportować bo były tam specjalnie rzucone zaklęcia anty mugolskie, które pozwalały czarodziejem bezpiecznie się teleportować. Harry mimo że nie wiedział dokładnie jest to miejsce zdał się na opis i wylądował w typowej bocznej uliczce Londynu. Następnie udał się w stronę Dziurawego Kotła jednocześnie narzucając na siebie zaklęcia maskujące, nie chciał bowiem, żeby ktoś go rozpoznał zbyt wcześnie. Harry wszedł do pubu i zobaczył pustki, pierwszy raz odkąd pamiętał w Pubie był tylko barman Tom –To wszystko wina Voldemorta- uświadomił sobie Harry. Tom rzucił tylko w jego stronę spojrzenie po czym przeszedł dalej do polerowania kufli do piwa. Harry wszedł na ulicę Pokątną i to co zobaczył niezbyt go ucieszyło, sklep Ollivandera został spustoszony tak samo lodziarnia, ludzie przemykali ze sklepu do sklepu jak najszybciej się dało, nigdzie nie było żadnych kolorowych plakatów. Jedyne plakaty jakie znajdowały się na całej ulicy Pokątnej to te przedstawiające listy gończe śmierciożerców.
Idąc w stronę banku Gringotta Harry zauważył jeden sklep, który kompletnie wyróżniał się od innych „Czarodziejskie dowcipy Weasleyów" taki znak widniał na nim. Wszystko było kolorowe rozbłyskane, zupełne przeciwieństwo ponurej i szarej ulicy Pokątnej, Harry zanotował sobie w głowie, że będzie musiał odwiedzić sklep bliźniaków potem, teraz bowiem szedł w stronę jedynego czarodziejskiego banku. Przed wejściem do Gringotta Harry zdjął z siebie zaklęcia maskujące, wiedział bowiem że gobliny nie lubią jak ktoś podszywa się pod kogoś kim nie jest. Harry wszedł do banku który nawet obecnie robił na nim dość duże wrażenie, majestatyczna budowla z setkami biurek przy których siedziały gobliny spoglądające złowrogo na każdego przybyłego klienta.
Harry przypomniał sobie co czytał o goblinach i ich kulturze, przez ostatnie sto lat gobliny nie mieszały się w żaden konflikt czarodziejski, nie obchodziło ich czy do banku weszła osoba która właśnie zabiła setkę mugoli czy osoba która własnym ciałem chroniła sierociniec, dopóki przynosili pieniądze byli klientami i nic nie było w stanie zmienić ich neutralności. Dodatkowo goblinów nie należało komplementować, trzeba było zawsze przechodzić prosto do tego po co się przybyło, bowiem czas to pieniądz. Zielonooki czarodziej podszedł do jednego z biurek i powiedział „Jestem tu w sprawie testamentu Syriusza Blacka" goblin spojrzał się na jego twarz a potem jego oczy skierowały się ku bliźnie Harry'ego która zaczęła powoli zanikać, Dumbledore wytłumaczył, że wiązał się to ze zniknięciem Horcruxa który rezydował w głowie Harry'ego. „Podążaj za mną" powiedział goblin tonem nie zdradzającym nic poza znużeniem, Harry podążył za nim do biura tego goblina, tam goblin podał mu testament Syriusza, był on prosto napisany:
Ostatnia Wola Syriusza Oriona Black'a
Nie będę się rozpisywał, w teorii miałem umrzeć już dawno temu a więc przejdźmy do rzeczy, jako że chcąc nie chcąc ród Blacków jest cholernie bogaty (szczerze mówiąc nie wiem ile jest pieniędzy, nigdy się nie interesowałem), to mogę przynajmniej sprawić, że po mojej śmierci na coś się przydam. A więc dla każdego członka rodziny Weasleyów poza Fred'em i Georgem wam zostawię coś specjalnego, zostawiam po kwocie 10.000 galeonów. Dalej Remusie zostawiam ci 50.000 galeonów, błagam kup sobie jakieś normalne ubrania i daj szanse mojej kuzynce, i nie wasz mi się tłumaczyć swoim małym futerkowym problemem. Dumbledore wiem, że chcesz dobrze ale powiedz Harry'emu wszystko i mówie wszystko co wiesz. Nymphadora (Haha nic mi nie zrobisz za to, że użyłem twojego imienia), jeśli chcesz to poproś następnego Lorda Black żeby przywrócił cię do rodziny, niestety nie mogę zrobić tego dla Andy i Teda, uwierz mi szukałem rozwiązań. I w końcu Harry, po pierwsze masz zacząć żyć, znajdź sobie dziewczyne odwiedź schowek na miotły albo cztery, rozumiem że Voldek siedzi ci na plecach ale ciągłe zamartwianie się nic ci nie da. Po drugie pozostawiam tobie resztę majątku, a i ustanawiam cię nowym Lordem Black, oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli dasz różdżkę temu przemiłemu goblinowi obok ciebie, to zdejmie on z niej namiar, dodatkowo zyskujesz możliwość bycia na posiedzeniach Wizengamotu, nie żeby było to jakieś ciekawe.
Podpisano
Syriusz Orion Black
P.S Fred George powinniście dostać wkrótce przesyłke z dość ciekawymi informacjami od Łapy.
„Różdżka Panie Potter" powiedział goblin widząc, że Harry skończył czytać, gobliny nie miały za grosz taktu, nie obchodziło ich to, że ktoś właśnie skończył czytać testament bliskiej im osoby
. Harry był przygotowany na to, co będzie napisane w testamencie Syriusza, ponieważ Dumbledore powiedział mu że była taka możliwość podał więc goblinowi jego różdżkę z piórem feniksa. Goblin wziął do ręki różdżkę i przełożył ją przez dziwne urządzenie i wręczył ją Harry'emu mówiąc „Listy do osób wspomnianych w testamencie zostały wysłane, a twoja różdżka nie ma na sobie namiaru panie Potter". Harry wyszedł bez słowa z biura goblina, uprzejmości nie były konieczne przy kontaktach z goblinami.
Harry Potter wyszedł z Gringotta, nie używając ponownie zaklęć maskujących, nie miało to większego wrażenia bowiem spora ilość osób która wtedy przebywała w banku widziała go, młody czarodziej postanowił, że zanim wróci do Nory to zajdzie do sklepu bliźniaków, żeby zobaczyć jakie ciekawe produkty oni oferują. Nie zdążył jednak przejść kilkunastu kroków, gdy poczuł przeraźliwy chłód, a chłód pod koniec lipca w Londynie mógł oznaczać tylko jedno „Dementorzy" powiedział cicho pod nosem Harry i wyciągnął swoją różdżkę i krzyknął „Expecto Patronum!" po chwili z jego różdżki wystrzelił śnieżnobiały jeleń i popędził w stronę nadciągających dementorów, istoty te momentalnie zaczęły się cofać, ale zwycięstwo Harry'ego nie trwało zbyt długo bowiem z ulicy Śmiertelnego Nokturnu, wybiegła dziewczyna wyglądała goniona była przez czterech śmierciożerców.
Harry nie zamierzał dopuścić aby ta czwórka coś jej zrobiła, utrzymując jednocześnie zaklęcie Patronusa udał się szybkim tempem w stronę śmierciożerców. Ulica Pokątna całkowicie opustoszała wszyscy schowali się w budynkach, na zewnątrz został jedynie Harry, czwórka śmierciożerców i dziewczyna, która widać było że była zmęczona już ucieczka ponieważ potknęła się i upadła, śmierciożercy widząc okazje posłali w jej stronę cztery zaklęcia śmierci, Harry wiedząc, że nie zdąży dobiec tam na czas rzucił jedyne zaklęcie które przyszło mu do głowy „Accio" i skierował swoją różdżkę w stronę dziewczyny, ta dosłownie wyleciała w stronę Harry'ego mijając nadlatujące zaklęcia śmierci o włos. „Kim jesteś, że śmiesz się sprzeciwiać Czarnemu Panu?" zapytał jeden ze śmierciożerców „Harry Potter do usług" powiedział Harry prześmiewczym tonem jednocześnie bombardując śmierciożerców zaklęciami. Przewaga śmierciożerców polegała na tym, że najczęściej pojawiali się w większych grupach, a ludzie wiedząc co byli w stanie zrobić zamierali ze strachu, tylko śmierciożercy wewnętrznego kręgu byli naprawdę dobrze wyszkoleni, reszta była to zbieranina osób pokroju Crabbe'a i Goyle'a.
Jedno z zaklęć Harry'ego trafiło śmierciożercę w kolana, a że był to łamacz kości to śmierciożerca upadł na ziemie krzycząc z bólu, widząc, że jeden z ich kompanów upadł i ich taktyka siania strachu nie wyszła zbyt dobrze śmierciożercy wycofali się używając wcześniej przygotowanych świstoklików.
–Oby tylko każdy śmierciożerca był tak samo niewyszkolony, wtedy byłoby już po wojnie- pomyślał Harry po czym odwrócił się w stronę dziewczyny, która patrzyła się na niego z mieszanką podziwu i przerażenia w oczach. Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć to na miejscu zjawili się aurorzy i celując różdżkami w stronę Harry'ego, jeden z nich krzyknął „Rzućcie różdżki na ziemie i nie ruszajcie się!" „Rzucę swoją różdżkę a zaraz z tyłu dostanę Avadą, albo czymś takim" odpowiedział Harry nie mając zamiaru opuścić różdżki gdy nie wiedział czy są jacyś śmierciożercy „To mi się podoba STAŁA CZUJNOŚĆ!" Harry poznałby ten głos wszędzie „Profesor Moody, dobrze pana widzieć" powiedział młody czarodziej.
„Żaden ze mnie profesor gagatku, nie ja uczyłem tylko ten przeklęty Crouch" powiedział Moody do Harry'ego po czym zwrócił się do aurorów „Czy wy do końca zmysły postradaliście, rozumiem opóźnienia z dotarciem, rozumiem jakby on was atakował, ale do jasnej cholery on właśnie odpędził chmarę dementorów i sprawił że czwórka śmierciożerców uciekła z podkulonymi ogonami, a ty Roberts jeśli mnie pamięć nie myli chwaliłeś się ostatnio żę udało ci się pokonać JEDNEGO śmierciożęrce w pojedynku i do tego wróciłeś ranny".
Moody zaczął kierować się w stronę Harry'ego i dziewczyny, Harry nie spuszczał z niego wzroku, nie miał bowiem dobrych wspomnień z Moody'm pod koniec swojego czwartego roku w Hogwarcie „Nie bój nic młody, nie zrobię ci nic każdy kto walczy z śmierciożercami, jest po mojej stronie, a teraz łaskawie przedstaw się" Harry zapomniał, że na głowie miał kaptur i nie było widać praktycznie jego twarzy, zdjął go a Moody zagwizdał „No trzeba przyznać Potter poprawiłeś się przez ten miesiąc, a kim jest ta paniusia tutaj?" zapytał Moody wskazując palcem na dziewczynę stojącą obok Harry'ego. Harry wzruszył ramionami, ale zanim coś powiedział odezwała się dziewczyna stojąca obok Harry'ego „Astoria Greengrass nie paniusia" –Greengrass coś mi mówi to nazwisko, a tak Daphne Greengrass ślizgonka która trzyma się z Malfoyem- uświadomił sobie Harry.
„Astoria powiadasz, córka Daniele i Cygnusa?" zapytał Moody, ta tylko kiwnęła głową „Powiedz mi co córka dwójki śmierciożerców którzy wyłgali się Imperiusem robi na ulicy Pokątnej atakowana przez śmierciożerców?" drążył temat Moody „Uciekłam z domu" powiedziała cicho Astoria „Ta bo uwierzę ci w to" oburknął Moody „Uciekłam bo moi jakże cudowni rodzice chcieli mnie wydać za Draco Malfoya, a ten obiecał, że da się zabawić swoim kolegom" odpowiedziała Astoria. Harry i Moody widzieli, że nie kłamie „To równie dobrze może być zmyślona historia i będziesz szpiegować na nas!" oskarżył ją Moody „Moody twoja paranoja to już przesada, nikt normalny nie rzuca czterech Avad w stronę szpiega" próbował jakoś bronić ją Harry –Hermiona miała racje, mam w sobie to coś co sprawia że chce pomagać wszystkim w potrzebie- zaśmiał się w duchu Harry.
„Potter, mam nadzieje że wiesz co robisz, mało kto ucieka z domów, a jeszcze mniej potem tak naprawdę zmienia stronę" ostrzegł Moody „Moody, jedno słowo Wąchacz" powiedział Harry, a Moody zrozumiał mimo że Syriusz pochodził z najgorszej czarnomagicznej rodziny to stał się jednym z największych przeciwników Voldemorta, był to dowód na to, że nawet najgorsza nie jest w stanie zmienić człowieka, przynajmniej nie zawsze. „Dobra panienki zbieramy się, a jeśli jeszcze raz dowiem się że spóźniliście się gdzieś na akcje to wam nogi z dupy powyrywam" zagroził Moody aurorom po czym całą grupa zniknęła używając specjalnych aurorskich świstoklików.
„Draco Malfoy powiadasz?" zapytał zaciekawiony Harry „Skacząca tchórzofretka, chwalił się tym, że gdy tylko zostanie Lordem Black to wtedy będzie mógł robić ze mną co zechce" odpowiedziała Astoria a Harry na wspomnienie, że Draco mógłby zostać Lordem Black zaśmiał się „Co cię tak śmieszy Potter?" zapytał Astoria wyraźnie niezadowolona z tego że ktoś śmieje się z jej losu. Harry wskazał na swoją rękę na którym miał sygnet z ornamentem Blacków, sygnet ten pojawił się na jego palcu gdy tylko Harry skończył swój biznes w Gringocie oznaczało to że został pozytywnie „Ty jesteś Lordem Black ale jak? Czemu?".
„Długa historia" powiedział Harry nie chcąc wgłębiać się w historie o Syriuszu po czym zapytał „Było aż tak źle w domu, że uciekłaś?" „Gorzej niż sobie wyobrażasz życie w domu…" –Polemizowałbym- pomyślał Harry przypominając sobie dzieciństwo w domu Dursleyów „… Moi rodzice i moja kochana siostra odkąd pamiętam uczyli mnie, że mugole i mugolaki są gorsze od nas, że należy traktować ich jak ścierwo, przyznam szczerze dopóki nie poszłam do Hogwartu nie miałam dobrej opinii na temat mugolaków, ale tam poznałam kilku mugolaków i to zmieniło moje zdanie".
„Może przejdziemy do jakiegoś bardziej odpowiedniego miejsca żeby porozmawiać?" zaproponował Harry „A co masz na myśli?" zapytała Astoria „Dziurawy Kocioł?" rzucił pomysłem Harry a Astoria przytaknęła. Gdy weszli do Dziurawego Kotła Harry wraz z Astorią usiedli przy stoliku i dodatkowo zamówili po piwie kremowym „Potter powiem szczerze nie spodziewałam się, że będziesz w stanie zrobić coś tym śmierciożercom" pochwaliła Harry'ego Astoria „Powiem tak oni nie byli zbytnio wyszkoleni, jakby to była czwórka z wewnętrznego kręgu Voldemorta to wtedy mielibyśmy wielki problem" odpowiedział Harry biorąc łyk kremowego piwa. „Powiedz mi Potter, jakim cudem jesteś znany przez wszystkim czarodziei na świecie, a nie masz ego jak Malfoy?" zapytała Astoria.
„Wychowałem się u mojej mugolskiej rodziny i tam nikt nie wspominał o całym tym Chłopcu-Który-Przeżył" wytłumaczył Harry nie wchodząc szczegóły tego co się działo u Dursleyów. „A tak poza tym gdzie zamierzasz teraz się udać?" zapytał Harry „Miałam ze sobą trochę pieniędzy więc wynajmuje pokój tutaj w Dziurawym Kotle" Astoria wskazała palcem na schody „To nie jest chyba najbezpieczniejsze miejsce do przebywania" zauważył Harry „Zawsze to jest lepsze niż przebywanie pod jednym dachem z rodziną śmierciożerców" odpowiedziała ostrym tonem Astoria.
„Spokojnie nie ma co się denerwować, chciałem tylko powiedzieć, że zostawanie w Dziurawym Kotle gdy szukają cię śmierciożercy, a na dodatek byłaś widziana w moim towarzystwie, to nie wróży nic dobrego" wytłumaczył spokojnie Harry. „Schlebiasz sobie Potter" Harry rzucił jej zaciekawione spojrzenie „Jak przebywanie z tobą miało by pogorszyć moją sytuacje?" zapytała Astoria „No nie wiem, Voldemort próbuje mnie zabić odkąd byłem dzieckiem i rok rocznie ma jakiś plan odkąd przyszedłem do Hogwartu" powiedział sarkastycznie Harry.
„W sumie racja, ale co do miejsca pobytu nie mam innego wyboru, moja rodzinka od razu wydałaby mnie Malfoyom, nie mam przyjaciół którzy przyjęli by mnie, przynajmniej teraz, a nie odnajduje się wystraczająco dobrze w mugolskim świecie żeby tam wynająć jakiś pokój" wyliczyła swoje opcje Astoria. Harry zaczął się wtedy zastanawiać, jak jej może pomóc Weasley'owie odpadali od razu, mimo że byli naprawdę świetną rodziną to nie przepadali za ślizgonami, Dursleyowie wyśmiali by Harry'ego jakby tylko coś takiego zaproponował, Dumbledore miał własne problemy związane z Zakonem. –Włąśnie Zakon! Przecież jestem teraz właścicielem Grimmauld Place, a nikt z Zakonu się tam nie spotyka bo po śmierci Syriusza nie wiadomo czy wszystkie osłony są na miejscu- wpadł na pomysł Harry „Mam pomysł" powiedział „Zamieniam się w słuch Potter" odpowiedziała wyraźnie zaciekawiona Astoria „Tak się składa, że wszedłem niedawno w posiadanie domu, domu który jest nienanoszalny i ma setki różnych ochronnych zaklęć, tak się również składa, że stoi on pusty a więc…" „… A więc chcesz żebym z tobą zamieszkała Potter?" dopytała się Astoria „Nie zamieszkała ze mną, źle mnie rozumiesz. Chce żebyś zamieszkała w moim domu, ja tam będę tylko przebywał pomyśl o tym tak że w sumie to nie wiem do czego to porównać" Harry przeczesał dłonią włosy zastanawiając się nad przenośnią. „Łapie o co chodzi Potter, jestem ci naprawdę wdzięczna i uwierz mi jakoś ci to wynagrodzę" obiecała Astoria „Nie musisz mi nic wynagradzać, tylko nie dołączaj do śmierciożerców" odpowiedział Harry z uśmiechem, ale widać było że mówi on obecnie śmiertelnie poważnie.
Astoria zebrała swoje rzeczy, których nie miałą zbyt wiele ponieważ opuściła swój dom rodzinny w pośpiechu, widząc że taszczy za sobą kufer Harry wywrócił oczami i zmniejszył kufer używając Czarnej Różdżki. Jego różdżka z piórem feniksa spoczywała spokojnie w przedniej kieszeni jego kieszeni, miejsce z którego Harry zawsze mógł ją wyciągnąć. „Chodź ze mną" polecił Harry po czym oboje wyszli z Dziurawego Kotła i udali się w stronę uliczki z której wcześniej Harry przybył. Astoria rozglądała się nerwowo wokół siebie szukając jakichkolwiek oznak śmierciożerców, Harry nie dziwił się jej, sam miał taką paranoje po tym co się wydarzyło podczas trzeciego zadania turnieju trójmagicznego. „Złap mnie za rękę" polecił Harry, Astoria spojrzała się na niego dziwnie ale wykonałą polecenie, po chwili czuła jakby była przeciskana przez jakąś rurę, po chwili znalazła się w jakimś parku „Co się stało, gdzie my jesteśmy" zapytała nerwowo Astoria rozglądając się wokół siebie.
„Londyn" odpowiedział krótko Harry po czym dodał „Teleportacja jest naprawdę przydatną umiejętnością". Harry udał się w stronę Grimmauld Place i przeszedł tam bez żadnego problemu, ale Astoria widziała tylko jak zniknął, widząc zaniepokojenie na jej twarzy Harry wrócił się i powiedział „Chyba będziesz musiała złapać mnie za rękę żeby przejść" Astoria wzruszyła ramionami i powiedziała „Nie ma sprawy" po czym złapała Harry'ego za rękę i oboje przeszli przez osłony nad Grimmauld Place. Weszli do środka gdzie powitał ich krzyk matki Syriusza „SZLAMY! SZUMOWINY NĘKA…" krzyk został urwany po tym jak Harry rzucił w stronę portretu zaklęcie uciszające mówiąc do siebie „Muszę znaleźć sposób, żeby usunąć ten portret ze ściany".
„Gdzie my jesteśmy" zapytała Astoria zaciekawiona ale jednocześnie zaniepokojona „Dom rodu Blacków" wytłumaczył Harry po czym uświadomił sobie jedną rzecz i zawołał „Stworek!" u jego stóp pojawił się najbrzydszy skrzat domowy jakiego kiedykolwiek widziała Astoria „Pół-krwi Pan woła Stworka? Jak Stworek może służyć?" powiedział Stworek po czym dodał pod nosem „Przyprowadza do domu Blacków… Pół krwi Pan… przynajmniej Stworek nie widzi szlam".
„Po pierwsze Stworku masz zakaz udawania się do innych członków rodziny, po drugie masz w tym domu posprzątać, a po trzecie zakaz nazywania kogokolwiek szlamą, zdrajcą krwi zrozumiano?" Harry rozkazał Stworkowi „Tak jest pół krwi Panie" odpowiedział skrzat po czym zniknął Harry wywrócił tylko oczami i powiedział do Astorii „Rozgość się, w domu nie jest najczyściej, i gdzieniegdzie w zasłonach pewnie czają się jeszcze bahanki, ale że ten dom jest pod taką ilością osłon to możesz tu bez obaw używać zaklęć". Astoria na wspomnienie o używaniu spojrzała się w ziemię i powiedziała "Z tym to może być problem", Harry rzucił jej pytające spojrzenie "Kiedy śmierciożercy dorwali mnie na Nokturnie złamali mi różdżke, więc chwilowo jestem bezbronna" wytłumaczyła Astoria wyraźnie przejęta faktem że utracila coś ważnego. „A Ollivander został porwany, to mamy problem" zauważył Harry, ale nie zastanawiając się zbyt długo wręczył Astori swoją różdżke z piórem feniksa, Astoria początkową patrzyła na ten gest z niedowierzaniem „Ale to przecież twoja różdżka" powiedziała dalej nie wierząc Astoria.
Harry wyciągnął Czarną Różdżke która trzymal w specjalnej kaburze przyczepianej do nadgarstka i powiedział „Mam zapasową więc to nie jest jakiś wielki problem, musisz mieć się czym bronić jakby przyszło co do czego". Astoria zaczęła się przyglądać obu różdżkom Harry'ego dalej nie mogąc uwierzyć że Harry Potter oferuje jej swoją różdżke. Wyglądało że Harry jest śmiertelnie poważny jeśli chodzi o te sprawe wzięła więc różdżke z piórem feniksa i poczuła od razu jakby ta różdżka była od zawsze jej, poczuła swego rodzaju więź z tym kawałkiem drewna. Harry widząc to zdziwił się niezmernie i zagwizdał mówiąc „Tego się nie spodziewałem", „Czego się nie spodziewałeś?" zapytała Astoria również zdziwiona tym co się właśnie wydarzyło. „Nie znam się zbytnio na różdżkach, ale wiem jedno to różdżka wybiera czarodzieja a nie odwrotnie, wygląda na to że moja różdżka wybrała ciebie" wytłumaczył Harry po czym dodał „Tylko jest jeden mały problem z tą różdżką", „Jaki?" zaniepokoiła się Astoria „No bo widzisz..." zaczął niechlujnie Harry „Wyduś to z siebie Potter" ponagliła go Astoria.
„Ta różdżka ma bliźniaczke" wytłumaczył Harry „A te bliźniaczke ma...?" przestraszył się Astoria "Voldemort' powiedział cicho lecz wyraźnie Harry "Jasna Cholera" zakleła Astoria „Potter tłumacz mi co to znaczy" domagała się Astoria.
„W wielkim skrócie jeśli spotkasz się z Voldemortem to jeśli wasze zaklęcia się spotkają w powietrzu to wtedy pojawi się taki złoty promień, i będzie to pojedynek na czystą moc magiczną a nie na umiejętności" wytłumaczył Harry, „A wiesz to skąd?" dopytywała się Astoria „Przeżyłem to" powiedział cicho Harry, wspomnienia trzeciego zadania turnieju trójmagicznego należały do jednych z najgorszych jakie Harry posiadał, tam po raz pierwszy zobaczył na żywo jak Voldemort zabija, po raz pierwszy doświadczył uczucia straty przyjaciela, po raz pierwszy doświadczył też Cruciatusa, a klątwa ta definitywnie nie należala do najprzyjemniejszych.
Astoria widząc, że Harry nie chce o tym temacie rozmawiać „Potter jestem ci naprawdę wdzięczna i zrobię wszystko żeby ci się odwdzięczyć" obiecała Astoria. „Możesz zacząć od nazywania mnie Harry a nie Potter, zbyt bardzo kojarzy mi się to ze Snape'em". Na to porównanie Astoria wybuchła śmiechem, był to prawdziwy śmiech a nie taki jaki często Harry słyszał na korytarzach Hogwartu od osób które nie chciały urazić swoich przyjaciół opowiadających tragiczne żarty. "Spróbuje Pot... Harry" odpowiedziała Astoria uśmiechając się, Harry wtedy przyjrzał się jej dokładnie. Miała czarne jak smoła włosy sięgające praktycznie do połowy pleców, była ubrana w typowe czarodziejskie szary w barwach ślizgonów, była o kilkanaście centymetrów niższa niż Harry, oznaczało to że miała trochę ponad 160cm, oraz niebieskie oczy „Ekhem mam coś na szatach?" zapytała Astoria widząc, że Harry się jej przygląda „Nie nie" odpowiedział Harry czerwieniąc. Astoria ponownie wybuchła śmiechem widząc zmieszanie Harry'ego. „To może pokaże Ci twój pokój?" zaproponował Harry, Astoria kiwneła głową potwierdzająco.
Oboje udali się na górę i Harry pokazał jej pokój w którym w zeszłe wakacje spały Ginny i Hermiona mówiąc „Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale ten dom to kompletna ruina."
„Pokój jest świetny" zapewniła to Astoria i po chwili zapytała „Gdzie jest łazienka?" „Naprzeciwko pokoju" powiedział Harry po czym dodał „Czuj się jak u siebie, ja muszę jedną rzecz załatwić". Po czym wyszedł z pokoju zostawiając Astorie samą.
–Kto by się spodziewał, że skończę w domu z Harry'm Potterem po tym jak uratował mnie od mojej cudownej rodzinki- pomyślała Astoria wyjmując wcześniej zmniejszony przez Harry'ego kufer i zwiększyła go kładąc się na łóżko. Pokój nie był jakiś ogromny, ani dobrze wystrojony, ale za to jedno było pewne w tym domu nie groziło jej nic, był tu co prawda niezbyt miły skrzat domowy, ale te stworzenia były tak stworzone, że bez wyraźnego rozkazu nie mogłyby jej nic zrobić a Astoria wątpiła, że Harry zrobiłby coś takiego. W tym samym czasie Harry wysłał patronusa z wiadomością do Nory, że nie zjawi się dzisiaj tam ponieważ jak wracał z Gringotta to coś się wydarzyło, nie wnikał w szczegóły powiedział tylko że zjawi się kolejnego dnia. Harry poczuł, że robi się głodny udał się więc do kuchni aby coś przygotować, wiedział bowiem że na Stworka nie ma co liczyć, ten skrzat domowy jedyne co potrafił robić to obrażać osoby które znajdowały się w domu i rozmawiać z portretem. Po wejściu do kuchni uświadomił sobie, że odkąd Zakon opuścił to miejsce to nikogo tu nie było i szafki z jedzeniem stały puste nie widząc innego wyboru zawołał Stworka, bo chwili skrzat domowy pojawił się przy Harry'm pytając „Pół-krwi pan wzywał Stworka?"
„Tak wzywałem, przydaj się na coś i zorganizuj coś dla jedzenia dla mnie i dla Astorii, ma to być dobre i pod żadnym pozorem nie próbuj nas otruć zrozumiano?" upewnił się Harry „Tak jest panie" opowiedział Stworek po czym zniknął, Harry udał się więc do jadalni usiadł przy stole i zaczął się zastanawiać nad tym jak będzie wyglądał kolejny rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa, z zadumy wyrwała go Astoria wchodząca do jadalni, widząc Harry'ego siedzącego przy stole i wyraźnie zamyślonego zapytała „Co ci chodzi po głowie?" Harry wyrwał się z zadumy, spojrzał na Astorie i powiedział „Myślę, kto będzie mnie próbował zabić w tym roku w Hogwarcie" zażartował Harry. Większość uczniów w Hogwarcie wiedziała, że Harry Potter jak mało kto, często trafia do skrzydła szpitalnego i o zgrozo często były to obrażenia zagrażające nie tylko jego zdrowiu ale także jego życiu. Zanim jednak Astoria zdążyła coś powiedzieć w jadalni pojawił się Stworek z dwoma dymiącymi talerzami zupy, oraz z dwoma talerzami z jakimiś dziwnymi kotletami i ziemniaczkami. Stworek postawił te rzeczy po czym chciał się teleportować z powrotem ale Harry zauważył coś przy jego pasie, coś co wyglądało łudząco podobnie do Horcruxa Voldemorta więc Harry zapytał „Stworku skąd masz ten medalion?" „Medalion Pana Regulusa, tak Pan Regulus był dobrym panem dla Stworka, nie to co te szumowiny". „Stworku daj mi go" polecił Harry, skrzat oddał ten medalion z trudem, jakby walcząc z jakąś dziwną siłą, kiedy tylko medalion wszedł w kontakt ze skórą Harry'ego młody czarodziej poczuł jak dosłownie z niego wydobywa się czarna magia, rzucił więc zaklęcie Patronusa i powiedział „Rogacz przekaż tą wiadomość Dumbledorowi: Znalazłem jeden z przedmiotów Toma, jestem w domu wąchacza, pamiątka z drugiego roku potrzebna".
Astoria spojrzała się na Harry'ego ze zdzwieniem próbując zrozumieć enigmatyczne znaczenie tego co powiedział, Harry odwrócił się w jej stronę i powiedział „Będę musiał cię przeprosić, ale to jest sprawa nie cierpiąca zwłoki" „Rozumiem, i widzę że jest to coś ważnego, nie będę się więc wtrącać" zapewniła Astoria. Harry wyszedł z jadalni i skierował się w stronę wejścia do Grimmauld Place, nie zdążył tam dojść a w drzwiach pojawił się dyrektor Hogwartu Albus Dumbledore, spojrzał się on najpierw na Harry'ego a potem na medalion w jego ręce i spytał się „Skąd to masz?", „Zobaczyłem, że Stworek ma to u pasa, i od razu skojarzyło mi się to z tym medalionem z jaskini o którym rozmawialiśmy, kiedy tylko go dotknąłem wiedziałem że to jest Horcrux.". „Przejdźmy może do bardziej ustronnego miejsca" zaproponował Dumbledore. Tak właśnie zrobili udali się do pokoju w którym w poprzednie wakacje spali Ron i Harry. Harry rzucił na pokój zaklęcia uniemożliwiające podsłuchanie, a Dumbledore rzucił mu zdziwione spojrzenie i zapytał „Po co to wszystko?". Harry wtedy streścił mu wydarzenia z całego dnia dotyczące Gringotta i Astorii, Dumbledore wtedy pokiwał głową i powiedział „Teraz rozumiem po co te zaklęcia, panna Greengrass dała ci słowo, że nie będzie podsłuchiwać, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Jednak dalej ciekawi mnie skąd ten medalion wziął się na Grimmauld Place" „Zaraz się dowiemy STWOREK!" zawołał Harry, a stary skrzat domowy pojawił się w pokoju.
„Stworku skąd masz ten medalion? Podczas opowiadania zabraniam ci się karać rozumiemy się" polecił mu Harry. I Stworek zaczął „ Pan Syriusz uciekł, dobry sposób na pozbycie się go, bo był złym chłopakiem i złamał mojej Pani serce swym samowolnym postępowaniem. Ale Panicz Regulus miał właściwe zadanie, wiedział, co jest stosowne dla nazwiska Black i godności jego czystej krwi. Przez lata rozmawiał z Czarnym Panem, który dążył do wyprowadzenia czarodziei z ukrycia, by zawładnąć mugolami i mugolsko urodzonymi… I kiedy miał 16 lat, Panicz Regulus dołączył do Czarnego Pana. Tak dumny, dumny, tak szczęśliwy by służyć… Ale pewnego dnia, w rok po tym, Pan Regulus zszedł na dół do kuchni by zobaczyć się ze Stworkiem. Panicz Regulus zawsze lubił Stworka. I Panicz Regulus powiedział… Powiedział…" Stary elf kiwał się szybciej niż kiedykolwiek „… Powiedział,że Czarny Pan potrzebuje skrzata. I Pan Regulus ofiarował do usług Stworka. To był honor, powiedział Pan Regulus, honor dla niego i dla Stworka, który musi się trzymać tego, co rozkaże mu Czarny Pan… a potem wróci do domu" Stworek kołysał się coraz szybciej, a oddech przechodził w szloch „Więc Stworek poszedł do Czarnego Pana, ale Czarny Pan nie powiedział Stworkowi co ma robić, tylko wziął go ze sobą do jaskini wzdłuż morza. Powyżej groty była pieczara, a w niej wielkie czarne jezioro… Tam była łódź.. - Stworek pił i kiedy pił zobaczył straszną rzecz… Stworka wnętrze paliło się… Płakał do swojego Pana Regulusa by go uratował, płakał do swej Pani Black, ale Czarny Pan śmiał się tylko… Kazał mu wypić całą truciznę… Potem wrzucił medalion do pustej misy… Napełnił ją ponownie płynem.- A potem Czarny Pan odpłynął, zostawiając Stworka na wyspie… Stworek potrzebował wody, więc sturlał się do krawędzi wyspy i napił się z czarnej toni… Wtedy ręce, martwe ręce wyszły z wody i pociągnęły Stworka pod powierzchnię…" „Jak się wydostałeś?" Spytał Harry, niezaskoczony swoim szeptem. Stworek podniósł swą ohydną głowę i spojrzał na Harry'ego wielkimi, przekrwionymi oczami „Pan Regulus powiedział Stworkowi, by wrócił, – powiedział - Pan był bardzo, bardzo zaniepokojony…" Zarechotał Stworek. „Pan powiedział Stworkowi, by pozostał w ukryciu i nie opuszczał domu. A potem… To było krótką chwilę później… Pan przyszedł do jego kredensu w nocy, ale zachowywał się dziwnie, jak nigdy, zaniepokojony na twarzy, Stworek mógłby powiedzieć… Poprosił Stworka, by go zabrał do jaskini, tej samej, do której zabrał Stworka Czarny Pan…" „Nakazał ci wypić zawartość?" Rzekł Harry, oburzony. Ale Stworek potrząsnął głową i zapłakał. „P-pan Regulus wyjął ze swej kieszeni medalion podobny do tego, który miał Czarny Pan." powiedział Stworek, oblewając łzami się łzami po obydwu stronach nosa.- „I nakazał Stworkowi podmienić medaliony po wypiciu zawartości…"
Szloch Stworka przeszedł teraz w zawodzenie. Harry musiał się bardziej skoncentrować, by go zrozumieć.
„Oraz kazał – uciekać Stworkowi – bez niego. I powiedział mu – żeby poszedł do domu – i nigdy nie wyjawił Pani, – co zrobił – a pierwszy medalion zniszczył. Więc Stworek wypił – cały płyn – a potem zamienił medaliony – i widział…. Jak Pan Regulus… Został wciągnięty pod wodę… I…"
Skrzat leżał na podłodze, drżąc i dysząc, a zielony śluz błyszczał wokół jego pyska. Potłuczenie na bladym czole w gdzie się uderzył zakwitało, jego oczy wzbierały krwią, a oczy tonęły we łzach. Harry nigdy wcześniej nie widział nic bardziej żałosnego." Więc przyniosłeś medalion do domu." Kontynuował niemiłosiernie, zdeterminowany by poznać całą historię. „I spróbowałeś zniszczyć?" „Stworek nie zrobił żadnej rysy na nim" lamentował skrzat. „Stworek próbował wszystkiego, wszystkiego, co znał, ale na nic, nic nie działało… Wiele potężnych zaklęć rzucił. Stworek wiedział, że jedynym sposobem na zniszczenie go było dostanie się do wnętrza, ale nie chciał się otworzyć… Stworek ukarał się, spróbował jeszcze raz, ukarał się, i ponownie. Stworek nie wykonał powierzonego zadania, nie mógł zniszczyć medalionu! I Jego Pani oszalała ze smutku, ponieważ Panicz Regulus zniknął, a Stworek nie mógł powiedzieć jej, co się stało, bo Pan Regulus z-z-zabronił mu mówić komukolwiek z r-r-rodziny, co się zdarzyło w j-jaskini…."
„Tego to się nie spodziewałem" powiedział Harry cicho po czym skierował swoje słowa do skrzata domowego „Stworku zniszczymy medalion Voldemorta i wtedy jego zadanie zostanie wypełnione" Stworek spojrzał się na Harry'ego swoimi wielkimi oczami teraz wypełnionymi łzami i zapytał się „Stworek będzie świadkiem zniszczenia medalionu?" Harry pokiwał głową, wtedy skrzat domowy się rozpromienił na myśl o tym, że jego misja w końcu zostanie wypełniona. „Harry jakie są mechanizmy obronne na tym medalionie?" zapytał Dumbledore wiedząc, że Harry ma dostęp do wszystkich wspomnień Voldemorta „Żeby go otworzyć trzeba mówić w języku węży, dodatkowo w środku jest dziwaczne zaklęcie działające podobnie do Dementora, tylko zamiast przypominać sobie najgorsze wspomnienia medalion tworzy nowe wspomnienia, ale działa to tylko na osoby które nie są wyszkolone w oklumencji" wyrecytował z pamięci Harry. Dumbledore wyjął z sakiewki miecz Gryffindora, Harry mimo że widział naprawdę niesamowite rzeczy jakie robi magia ciągle nie mógł uwierzyć co ona czasami potrafi. Widząc, że Dumbledore jest gotowy Harry wysyczał „Otwórz sssiiee" i medalion się otworzył, ale zanim cokolwiek zaatakowało go albo Dumbledore'a, dyrektor Hogwartu dźgnął medalion mieczem nasączonym jadem bazyliszka. Z medalionu wydobył się przeraźliwy krzyk i wyleciał czarny jak smoła dym, po chwili krzyk ustał a Medalion rozpadł się w pył. „Jeden z głowy, teraz musimy ustalić tylko jak dostaniemy się do skarbca Lestrangeów" powiedział ucieszony Harry, bo kolejna część duszy Voldemorta została zniszczona. „Mam pewien pomysł Harry, ale czy wszystko pójdzie po mojej myśli to zobaczymy, a teraz wybacz mi muszę wracać do Hogwartu" odpowiedział Dumbledore kierując się jednocześnie do wyjścia. Po drodze jednak spotkali Astorie, która nie było zdziwiona widokiem Dumbledore'a wiedziała bowiem do kogo Harry posłał wcześniej swojego patronusa „Dobry Wieczór Dyrektorze" powiedziała „Dobry wieczór panno Greengrass, niestety muszę opuścić wasze towarzystwo, sprawy Hogwartu wzywają mnie" odpowiedział z uśmiechem Dumbledore kierując się w stronę wyjścia, ale zanim opuścił dom odwrócił się i powiedział „Nie powinienem tego zdradzać, ale Panno Greengrass gratuluje zostania prefektem" po czym wyszedł z domu i zniknął. Astoria patrzyła się na drzwi w których zniknął wiekowy profesor z niedowierzaniem, ona i zostanie prefektem nie śniło jej się nawet to. „Ja idę do jadalni, bo jestem głodny idziesz?" zapytał się Harry, Astoria przytaknęła i udała się razem z Harry'm do jadalni. W jadalni panowała cisza, nie była jednak to cisza z rodzaju tych niezręcznych, Harry zjadł kolacje, bo tak można było nazwać ten posiłek i gdy skończył jeść pojawił się Stworek pytając się „Co panicz życzy sobie na deser?" Zmiana w sposobie zachowania skrzata była naprawdę widoczna tak jakby skrzat zmienił się o 180 stopni, Astoria patrzyła z niedowierzaniem na Stworka nie wiedząc co ma powiedzieć „Astoria jakieś preferencje co do deseru?" zapytał Harry „Lody orzechowe" powiedziała rozmarzonym głosem Astoria, była bowiem to jedna z niewielu pozytywnych rzeczy z jej domu. „To ja też poproszę lody orzechowe Stworku" „Jak sobie panicz życzy" odpowiedział Stworek.
„Harry co ty zrobiłeś temu skrzatu" zapytała wyraźnie zaciekawiona Astoria, ale jej ciekawość nie została zaspokojona ponieważ Harry odpowiedział „Nie mogę ci powiedzieć, bo to jest częścią tajemnicy pomiędzy mną a Dumbledore'm". Astoria wiedziała, że jeśli dwie najważniejsze figury w walce z Voldemortem planują coś razem to musi być coś dużego i mieli jak największe prawo trzymać to w tajemnicy żeby osoby postronne się o tym nie dowiedziały odpowiedziała więc „Rozumiem, nie będę wnikać bo to nie moja sprawa.". „To był ciężki dzień" zauważył Harry „Co ty nie powiesz" odpowiedziała sarkastycznie Astoria. „Nie wiem jak ty, ale ja padam na twarz więc jak tylko Stworek dostarczy te pyszności zwane lodami orzechowymi to będę szedł spać" powiedział Harry przeciągając się i próbując nie ziewać. Tak jak powiedział to zrobił, po zjedzeniu lodów oboje udali się pod prysznic, w osobnych pomieszczeniach oczywiście i wskoczyli do łóżek, które pościelił i przygotował Stworek. –Jakby ktoś mi powiedział w Maju, że będę trenował z Dumbledore'm w specjalnej komnacie zakrzywiającej czas a po wyjściu spotkam Astorie Greengrass, uratuje ją od śmierciożerców i moja różdżka z piórem feniksa się z nią zwiąże, spojrzałbym się na tą osobę i spytał czy nie przesadziła z produktami Freda i George'a- zaśmiał się Harry. Podobne myśli w pokoju obok miała Astoria, tylko że ona jeszcze dziękowała za to, że ktoś ją uratował od naprawdę nieciekawego losu. Po męczących wydarzeniach tego dnia oboje zasnęli praktycznie w tym samym momencie.
Jeśli się podobało zachęcam do zostawienia followa i napisania opinii.
Sell KU silne!
