Rodział XII
Czas w Hogwarcie płynął szybko, ludzie nie zdążyli się obejrzeć a ciepły wrzesień zamienił się w zimny październik, mimo to GD trenowało zawzięcie, codziennie rano duża grupa osób na boisku do Quidditcha biegała, jednocześnie w myślach przeklinając Harry'ego za ból mięśni który powodował ten trening, na dodatek większość członków GD miała siniaki w miejscach w które trafiły ich zaklęcia żądlące podczas unikania zaklęć. Pojedynki o ile były toczone pomiędzy równą ilością osób były dość przyjemne w porównaniu do innych. Grupa złożona z trzech osób z siódmego roku, chciała się zmierzyć w pojedynku jeden na jeden z Harry'm, ten widząc ich umiejętności wcześniej zaproponował, że będzie walczył sam na trzech. Wiedzieli oni, że Harry jest dobry ale według nich trzech na jednego i do tego te trzy osoby były starsze i w teorii powinni być lepiej wyedukowani. Harry początkowo tylko unikał nadlatujących zaklęć, a im więcej zaklęc uniknął tym bardziej sfrustrowani stawali się jego przeciwnicy, w końcu Harry widząc że nie są oni już w stanie rzucać żadnych potężniejszych zaklęć wysłał w ich stronę trzy zaklęcia rozbrająjace wystarczająco mocne żeby każdego z nich powalić na ziemie. Po tej lekcji wszyscy nauczyli się, że pod żadnym pozorem nie należy denerwować Harry'ego Pottera.
Harry'ego oraz Dumbledore'a martwiła aktywność Voldemorta, a właściwie jej brak, od początku roku szkolnego, poza wysłaniem Nagini do Hogwartu nie zrobił praktycznie nic. Owszem słyszano o dementorach w mugolskich miastach, ale było ich znacznie mniej niż podczas wakacji. Oznaczać to mogło tylko jedno Voldemort coś knuł, a skoro wymagało to tak długich przygotowań to szykowało się coś naprawdę wielkiego, tylko że nikt nie wiedział dokładnie co.
Nadszedł dzień pierwszej wizyty w Hogsmeade w tym roku z tego powodu zajęcia GD zostały odwołane, aby każdy mógł spokojnie pójść do wioski, Harry przed wyjściem do Hogsmeade spotkał się z dyrektorem Hogwartu i zdradził mu swoje obawy „Profesorze, nie wiem czemu ale mam złe przeczucie, że Voldemort może zaatakować Hogsmeade byłby to świetny taktyczny ruch, bo w wiosce nie ma za dużo ochrony, jest dużo wolnego miejsca do urządzenia zasadzki."
„Też o tym pomyślałem Harry, dlatego dzisiaj w Hogsmeade będzie stacjonował spory oddział aurorów, oraz ludzie z Zakonu" powiedział Dumbledore lekko uspokając Harry'ego „Ale to nie oznacza że nie będę czujny" powiedział Harry „Gdybyś nie był czujny oznaczałoby to, że część moich lekcji poszłaby na marne, a teraz idź spędź trochę czasu z panną Greengrass" zaśmiał się Dumbledore.
Harry udał się do Hogsmeade razem z Astorią, która na całe szczęście nie chciała pójść do różowego piekła jakim byłą herbaciarnia u Pani Puddifoot. Para po prostu chodziła razem po Hogsmeade rozmawiając, śmiejąc się i wymieniając co jakiś czas pocałunki, z daleka wyglądali jak zwykła najnormalniejsza na świecie para nastolatków. Z bliska jednak można było dostrzec, że nie wykonywali żadnych niepotrzebnych ruchów, a ich poruszanie się było praktycznie zsynchronizowane. „Mielismy się spotkać z Ronem i Hermiona w Trzech Miotłach na obiad" przypomniała Harry'emu Astoria „Racja, byłbym zapomniał" powiedział Harry, udali się więc do Trzech Mioteł, które jak to zwykle bywa podczas weekendowych wypadów do Hogsmeade były pełne. W tłumie ludzi Harry wypatrzył Rona i Hermione siedzących przy stoliku, pijących piwo kremowe i śmiejących się. Po chwili cała czwórka śmiała się i jadła obiad popijając piwem kremowym –Chyba jednak się myliłem co do ata…- Harry nie dokończył myśli bo za oknem było słychać wybuch.
„Voldemort" powiedział cicho Harry a potem krzyknął na cały budynek „Zachowajcie spokój i jak najszybciej udajcie się w stronę Hogwartu" polecił osobom znajdującym się w pomieszczeniu „Tori, Hermiono eskortujcie ich" kontynuował dalej Harry „Ale.." zaczęła Astoria „Nie ma ale, ktoś musi ich bronić, a ja z Ronem zostaniemy i poszukamy innych osób idźcie" przerwał jej Harry.
„Harry Jamesie Potterz, Ronaldzie Billiusie Weasleyu mam was zobaczyć żywych i w jednym kawałku zrozumiano?" powiedziałą Hermiona tonem mówiącym, że jeśli coś im się stanie to nigdy sobie tego nie daruje. „To jak stary jaki jest plan?" zapytał Ron Harry'ego, ten spojrzał się na niego i powiedział „Czy my kiedykolwiek mieliśmy jakiś większy plan?" „Racja" przytaknął Ron, wyciągnął swoją różdżkę i razem z Harry'm wyszli przed Trzy Miotły. Dział się tam istny chaos, aurorzy oraz członkowie Zakonu walczyli ze śmierciożercami, co poniektórzy uczniowie próbowali pomóc, ale nie było to zbyt efektowne. O dziwo nigdzie nie było widać żadnych ślizgonów –Pewnie zostali w zamku, bo ktoś ich uprzedził o ataku- pomyślał Harry. „Nie walczymy ze śmierciożercami, mamy tylko znaleźć uczniów" przypomniał Harry, Ron mimo że był w Gryffindorze nie palił się do walki ze śmierciożercami, nie po Departamencie Tajemnic. Ich plan nie walczenia ze śmierciozercami nie do końca wypalił bowiem nie zdążyli przejść kilku kroków od wejścia do Trzech Mioteł a w ich stronę poleciały dwa zaklęcia śmierci. Harry i Ron sprawnie uniknęli tych zaklęć „A kogo my tutaj mamy?" zapytał drwiąco jeden ze śmierciożerców „Dwójka uczniów Hogwartu, zostawiona na pastwę losu" zaśmiał się drugi i rzucił kolejną Avadą w stronę Harry'ego.
Harry ponownie uniknął ale tym razem odpowiedział ogłuszaczami. Śmierciożerca był zaskoczony, że ktoś mu stawia opór zdążył jednak postawić tarcze na czas. Harry widział, że nie walczy z najbardziej doświadczonym śmierciożercą, widać to było po sposobie w jaki się porusza, oraz po jego repertuarze zaklęć. Harry rzucił w stronę śmierciożercy dwa wzmocnione zaklęcia rozbrajające, pierwsze nie przebiło się przez tarcze a jedynie ją rozbiło drugie trafiło śmierciożerce prosto w pierś odrzucając go na dobre kilku metrów do tyłu. Harry kątem oka zerkał też na walkę Ron'a, rudzielec radził sobie całkiem dobrze jak na kogoś z tak małą ilością treningu, ale ciągle nie mógł przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, Harry wykorzystując więc chwilę nieuwagi śmierciożercy walczącego z Ron'a rzucił pod jego nogi zaklęcie „Bombarda" całkowicie wytrącając go z równowagi, wykorzystał to Ron i posłał w stronę śmierciożercy zaklęcie „Stupefy" ogłuszając go. „I tyle z niezwracania na siebie uwagi" skomentował Harry „Dzięki za pomoc stary" powiedział Ron. „Nie ma sprawy" odpowiedział Harry jednocześnie rzucając zaklęcie tarczy, ponieważ w ich stronę leciało kilka dziwnie wyglądających zaklęć. „Ron" Harry chciał zwrócić uwagę swojego przyjaciela, nie było to jednak potrzebny Ron był już gotowy na starcie.
„A kogo my tutaj mamy?" zapytał śmierciożerca „Potter i jego przydupas" powiedział drugi, którego głos Harry momentalnie rozpoznał, był to głos Lucjusza Malfoy'a „Ron dwójka z wewnętrznego kręgu, mamy…" „Przejebane wiem" dokończył za Harry'ego zdanie Ron.
„Koniec zabawy Potter, Czarny Pan wkrótce tu przybędzie i wtedy, nikt nie uratuje tych którzy się mu sprzeciwiają on…" „Oj Malfoy zamknij się już" przerwał mu monolog Ron rzucając jednocześnie w stronę śmierciożerców zaklęcia tnące. „Tak chcesz się bawić?" zapytał Malfoy, rzucając w stronę Rona jasno-pomarańczowe zaklęcie, które zapewne miało naprawdę nieprzyjemny efekt, Ron mądrze jednak uniknął zaklęcia. –Jeśli zjawi się tu Voldemort to będzie naprawdę nieciekawie- zdał sobie sprawę Harry, jednocześnie ciskając grad zaklęć w stronę drugiego śmierciożercy. Harry przetransmutował kamienie leżące na ziemi w kamienne psy i rozkazał im atakować śmierciożerce, ten nie przejął się tym i wysadził konstrukty Harry'ego, nie wiedział jednak, że miała to być jedynie dywersja, ponieważ wybuchając psy zostawiły za sobą obłok dymu i śmierciożerca nie był w stanie zareagować kiedy zaklęcie tnące posłane przez Harry'ego ucieło mu rękę, niestety nei była to ręką w której trzymał różdżkę.
Harry rzucił okiem na Rona który był obecnie w defensywie i starał się nie oberwać żadnym zaklęciem posyłanym w jego stronę przez Lucjusza Malfoya, wychodziło mu to całkiem nie najgorzej, został jednak trochę pokiereszowany i miał rozciętą lewą nogę. Harry widząc, że jego najlepszy przyjaciel jest w niezłych opałach, zaczął używać większej części mocy, nie robił tego normalnie ponieważ jedyny czarodziej który był w stanie wytrzymać napór Harry'ego podczas gdy używał on większości swoich możliwości to był Albus Dumbledore. Harry posłał w stronę śmierciożercy kilka zaklęć tnących, poprawił to kilkoma łamaczami kości a na koniec dodał jedno ze swoich ulubionych zaklęc „AUGUE!" zaklęcie te wysyłało kulę ognia. W jednej chwili w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał śmierciożerca, teraz znajdowała się kupka pokoju. Normalny nastolatek, kiedy zostałby zmuszony do zabicia kogoś podczas obrony własnej nie mógłby się z tym pogodzić, ale nie Harry, przez wspomnienia Voldemorta w których mordował on niewinnych ludzi na setki wyrafionowanych sposobów, Harry nie miał wyrzutów sumienia, że zabił śmierciożerce, co innego gdyby była to niewinna osoba. Ron nie widział nigdy wcześniej żeby Harry używał takich zaklęć zdziwił się więc, a jego chwila nieuwagi kosztowała go wiele, został bowiem potraktowany Cruciatusem przez Lucjusza Malfoya. Zanim Harry zdążył zareagować Malfoy padł na ziemie, Albus Dumbledore pojawił się w Hogsmeade i nie mógł pozwolić żeby któremuś z jego uczniów coś się się stało. „Dzięki profesorze" wysapał Ron próbując podnieść się po trafieniu zaklęciem torturujący, nie wychodziło mu to jednak najlepiej, Dumbledore stworzył więc świstoklik skierowany do skrzydła szpitalnego i rzucił go Ronowi, zanim ten zdążył zaprotestować. „To jak profesorze gotowy na przybycie Voldemorta?" zapytał Harry obserwując teren dookoła. „Miejmy nadzieje, że tym razem załatwimy sprawę raz na zawsze" powiedział Dumbledore. Hogsmeade dziwnie ucichło, Harry'ego oraz Dumbledore'a przestały dobiegać odgłosy walki „Coś jest nie tak" powiedział pod nosem Harry, a Dumbledore mu przytaknął.
„Harry Potterze, jeśli chcesz jeszcze ujrzeć swoją przyjaciółkę to udasz się do wrzeszczącej chaty" dobiegł Harry'ego głos Voldemorta, Dumbledore rzucił Harry'emu spojrzenie mówiące, że jest to definitywnie pułapka, ale wiedział że nie powstrzyma to młodego czarodzieja „Idę z tobą Harry" poinformował go Dumbledore. Harry cieszył się, że będzie miał jakieś wsparcie. Po dotarciu pod Wrzeszczącą Chatę, Harry zobaczył, że Voldemort znajduję się razem z czwórką swoich śmierciożerców, i przed nimi związana leży Luna Lovegood „Jestem Tom, wypuść Lunę" powiedział Harry „Powiedziałem, że jeśli chcesz ją ujrzeć żywą to masz przyjść, zobaczyłeś że żyje więc teraz nie jest mi potrzebna" zaśmiał się Voldemort i zanim Harry zdążył zareagować, szmaragdowe światło zaklęcia śmierci trafiło Lunę. Dumbledore patrzył z przerażeniem na Harry'ego, wiedział bowiem że jeśli młody czarodziej straciłby kontrolę to zniszczenia byłyby ogromne. Harry nie czekał na ruch śmierciożerców i puścił się w ich stronę kanonadę zaklęć, do tej kanonady dołączył po chwili Dumbledore i śmierciożercy wraz z Voldemortem zostali zepchnięci do obrony. Nie trwało to jednak długo, Voldemort nie zdobył pozycji największego czarnoksiężnika od czasów Morgany Le Fay samą charyzmą, był on również niezwykle potężnym czarodziejem, jego śmierciożercy byli już nie do końca tak potężni i szybko polegli z rąk Harry'ego i Dumbledore.
Świadkowie pojedynku między Harry'ego, Dumbledore'a i Lorda Voldemorta mówili później, że wyglądało to jakb bogowie zstąpili na ziemie i toczyli tu swoje spory. Wszędzie wokół tej trójki słychać było eksplozję, widać było kolorowe snopy światła symbolizujące zaklęcia, krajobraz zmieniał się również co chwilę pod wpływem transmutacji trójki czarodziejów, nie istniało coś takiego jak zasady podczas tej walki, każda ze stron używała wszystkich dostępnych zaklęć w swoim arsenale, od prostych zaklęć uczonych w Hogwarcie do najbardziej obskurnych znalezionych w odmętach biblioteki Blacków. Nikt nie próbował zbliżyć się do tej trójki było to bowiem samobójstwo.
Mimo że Harry był niezwyklę potężny tak samo Dumbledore, ale Voldemort za pomocą czarnomagicznych rytuałów, Harry widział te rytuały we wspomnieniach Voldemorta i nawet teraz robiło mu się niedobrze na ich wymagania. Żadna ze stron nie ustępowała, Harry dorobił się kilku małych ranek na prawej ręce, nie było to jednak coś co przeszkadzałoby w dalszej walce. „Profesorze jak dalej pójdzie to z Hogsmeade nie zostanie nic" krzyknął Harry do Dumbledore'a „Zakończmy to szybko" odkrzyknął Dumbledore.
Obydwaj czarodzieje liczyli na błąd Voldemorta, wiedzieli że mimo iż jest on naprawdę inteligętny to nie jest nieomylny. W końcu Voldemort popełnił błąd i Dumbledore trafił go łamaczem kości w bark, Voldemort syknął z bólu i próbował zniwelować ból w tym ramieniu, to wystarczyło Harry'emu żeby posłać zaklęcie tnące prosto w szyję Voldemorta. Zaklęcie nie odcięło głowy ale zostawiło wystarczająco głębokie cięcie żeby przeciąć tętnice, Lord Voldemort największy czarnoksiężnik ostatniego millenium został pokonany zwykłym zaklęciem tnącym był to dowód na to że nawet najprostsze zaklęcie wykorzystane w odpowiedni sposób może zabić. Harry rozejrzał się wokół siebie i przeraził się, krajobraz został całkowicie zdemolowany przez walkę, kamienne posągi zwierząt roztrzaskane, dziury w ziemi, spalone drzewa, powstało nawet małe zamarznięte jeziorko, była też dziura z ruchomymi piaskami. Albus Dumbledore oraz Harry Potter udali się do ciała Voldemorta, upewniając się że na pewno on nie żyje „To koniec" powiedział Harry „Zostało tylko naprawić wszystko co zniszczył Voldemort przez te wszystkie lata" zauważył Dumbledore, a do naprawy było sporo. Przez Voldemorta liczba czarodziei zmniejszyła się drastycznie, a młodzi ludzie zmuszani byli do walki i nawet zabijania aby tylko przeżyć. Harry podszedł do zwłok Luny, które cudownie przetrwały istny armagedon dziejący się wokół i zapłakał nad losem swojej przyjaciółki „Miejmy nadzieje, że była to ostatnia ofiara Voldemorta i jego popleczników" powiedział Dumbledore kładąc rękę na ramieniu Harry'ego, który nie zważając na własne obrażenia, podniósł ciało Luny i zaczął iść w kierunku Hogwartu, obok niego w ciszy podążał Albus Dumbledore.
Nikt nie zauważył jednak, że powietrze obok zwłok Lorda Voldemorta było zniekształcone i przybierało kształt człowieka, nikt nie zauważył też, że zostało przy nim rzucone jakieś zaklęcie. Zaklęcie którego nikt nie widział od czasów Arturiańskich.
Koniec?
To był tylko prequel, z racji ostatnio małej ilości czasu piszę wolniej, ale mam napisany już pierwszy rozdział prawidłowej historii, muszę jeszcze go poprawić pod względem gramatycznym i prawdopodobnie w weekend powinno się pojawić, dziękuję za cierpliwość i mam nadzieję, że prequel się podobał.
