Tekst zbetowany przez: Lauren


Albus Dumbledore siedział na wielkim, ozdabianym fotelu i popijał herbatę z małej filiżanki. Miał długą, srebrną brodę sięgającą prawie do pasa i równie długie włosy. Przez wielu uważany był za najpotężniejszego czarodzieja swoich czasów i nie bez powodu. Stoczył w swoim życiu już kilka pojedynków, z których zawsze wychodził zwycięsko. Jednak sławę przyniosła mu dopiero potyczka z Gellertem Grindelwaldem, którą wygrał nie bez trudu. Przez kilkanaście lat wiódł spokojne życie w murach Hogwartu, zajmując się jedynie problemami dorastających nastolatków. Ale to się zmieniło.

Niecały miesiąc temu dowiedział się, że koszmar dawnych lat znowu powrócił. Mowa tu o Lordzie Voldemorcie, czarnoksiężniku okrytym złą sławą, przed którym drżeli nawet najsilniejsi. Voldemort siał terror i zniszczenie gdziekolwiek się pojawił oraz wyznaczył sobie w życiu jeden cel. Zdobyć władzę absolutną, zabijając przy okazji jak najwięcej szlam i mugoli, którzy według niego nie byli godni nawet czyścić mu butów. Jednak, kiedy czarnoksiężnik był już u szczytu potęgi, stało się coś czego nikt się nie spodziewał: dokładnie czternaście lat temu w Noc Duchów Voldemort utracił swoją moc i zniknął z tego świata, a wraz z nim jego plany. Stało się to za sprawą rocznego chłopca, którego chciał zabić. Śmiertelne zaklęcie odbiło się od dziecka i ugodziło w samego Lorda. Potęga Voldemorta została złamana, a on sam zniknął. Od tej pory wszyscy czarodzieje na świecie odetchnęli z ulgą. Wydawało się, że dni chaosu i niepewności odeszły w zapomnienie i teraz nadejdą już tylko lepsze czasy.

I tak było aż do czerwca. Lord Voldemort bowiem odzyskał swoją moc i na nowo rozpoczął realizację swoich planów. Nie minął nawet miesiąc od jego odrodzenia, a czarodziejskie gazety już donosiły o serii morderstw na niewinnych ludziach. Społeczeństwo popadło w panikę, którą Ministerstwo Magii na darmo próbowało uspokoić. Wróciły dni niepewności i ciągłego zagrożenia. Świat czarodziejów na nowo ogarnął cień wojny. Jednak każdy wiedział, że Czarny Pan obawia się dyrektora Hogwartu, dlatego w ludziach nadal palił się płomyk nadziei, że Dumbledore zapewni ochronę ich rodzinom. Jednak starzec nie był wszechmocny. Nie mógł ochronić wszystkich i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Powołał do życia swoją tajną organizację, która walczyła z Voldemortem jeszcze przed jego upadkiem. Wpuścił szpiega w szeregi czarnoksiężnika oraz starał się ze wszystkich sił krzyżować mu plany. Miał nadzieję, że na razie to wystarczy, jednak zdawał sobie sprawę, że w przyszłości będzie musiał podjąć poważniejsze kroki.

Zamyślony Dumbledore nie słyszał, jak jego feniks Fawkes śpiewa swoją uspokajającą pieśń. Głowę zaprzątał mu inny problem.

Zastanawiał się, jak zapewnić bezpieczeństwo młodemu Harry'emu Potterowi, śmiertelnemu wrogowi Czarnego Pana. Zdawał sobie sprawę, że czarnoksiężnik użyje całej swojej potęgi, aby dorwać chłopca, który czternaście lat temu zaszydził z niego i zamiast umrzeć sprawił, że Lord błąkał się bez ciała po świecie.

Dumbledore spojrzał na feniksa:

– Ma tylko piętnaście lat – powiedział do siebie Albus – i nawet nie wie, ile od niego zależy. Nie mogę tego dłużej przed nim ukrywać. Chroniłem go przed tą wiedzą tak długo, jak tylko mogłem, ale teraz musi dowiedzieć się prawdy. Tylko boję się, jak zareaguje na informacje o przepowiedni, o tym dlaczego jego rodzice musieli zginąć. Nawet dla dorosłego czarodzieja byłby to szok, a co dopiero dla niego. Gdybyś tylko umiał mówić… – rzekł ze smutkiem w stronę ptaka. – Może ty byś doradził mi, co powinienem zrobić. Ehh, za stary na to jestem.

Feniks zaśpiewał uspokajająco. Dumbledore wstał z fotela i zaczął chodzić w kółko po gabinecie. Cały czas miał wątpliwości. Z jednej strony chciał wyjawić chłopcu całą prawdę o jego przeznaczeniu, z drugiej strony bał się, że ta wiedza mogłaby go zniszczyć. „Może by tak poczekać jeszcze rok albo dwa" – myślał. „W Hogwarcie zapewnię mu ochronę. A potem, kiedy trochę podrośnie powiem mu o wszystkim". Wydawało się, że postanowił, iż poczeka z wyjawieniem Harry'emu prawdy, jednak nagle odezwał się w jego głowie głos Aberfotha, jego brata: „Pamiętaj bracie, że nawet najgorsza prawda jest zawsze lepsza od najpiękniejszego kłamstwa". I znowu starca naszły wątpliwości.

– Tak – rzekł dyrektor z mocą. – Harry nie zasługuje na to, by go okłamywać. Powiem mu wszystko i z całych sił pomogę mu uporać się z tą wiedzą.

„Wszystko?" – znowu odezwał się złośliwy głos brata. „O nich też?". Dumbledore gwałtownie stanął. I znowu kolejny dylemat. Zaczynał się już mocno denerwować tą sytuacją.

– Tom, Tom, Tom – wyszeptał Dumbledore. – Dlaczego nie odszedłeś wtedy w Noc Duchów? Oszczędziłbyś mi i wielu innym osobom trudnych wyborów. Zabawne, jak jedna decyzja z przeszłości może mieć poważne konsekwencje w przyszłości. Ale tak, skoro postanowiłem, że Harry dowie się wszystkiego, to tego też. W końcu kiedyś i tak poznałby prawdę. Lepiej żeby dowiedział się tego od kogoś zaufanego.

Po tych słowach Dumbledore znów usiadł za biurkiem i wyciągnął kawałek pergaminu oraz pióro. Zaczął pisać:

Drogi Harry,

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Bardzo mi przykro z powodu śmierci Cedrika i tego, co musiałeś przeżyć w tym roku. Jednak pamiętaj, co powiedziałem ci po pogrzebie pana Diggory'ego. Masz w Hogwacie przyjaciół. Nie jesteś sam.

Jednak nie piszę tego listu jedynie w celu dodania ci otuchy. Harry, musimy natychmiast porozmawiać.

Pamiętasz, jak zapytałeś mnie pod koniec twojego pierwszego roku w Hogwarcie, dlaczego Voldemort chciał zabić akurat Ciebie? Wtedy powiedziałem ci, że jesteś jeszcze za młody, aby się tego dowiedzieć. Jednak teraz myślę, że nadszedł już czas, byś poznał prawdę. Nie mogę dłużej tego przed Tobą ukrywać.

Spotkajmy się w tą sobotę w domu Twojego wujostwa. Wtedy wszystko ci opowiem. Jestem Ci winien wyjaśnienia. Mam nadzieję, że nie masz żadnych planów na ten dzień. Bardzo cię proszę, abyś wysłał mi odpowiedź przez sowę, która doręczy ci ten list. Pamiętaj, Harry, nie jesteś sam.

Z poważaniem

Albus Dumbledore

Dumbledore opuścił gabinet i udał się do sowiarni. Przywołał pierwszą lepszą sowę i kazał jej doręczyć wiadomość. Sowa radośnie zahukała i wyfrunęła przez otwarte okno. Dumbledore przez chwilę patrzył na oddalającego się ptaka, a potem westchnął i wrócił do swojego gabinetu.