Tekst zbetowany przez: Lauren


Na spokojnej, londyńskiej ulicy Privet Drive stało wiele podobnych do siebie domów, ale w jednym z nich, pod numerem czwartym, mieszkała rodzina Dursley'ów, która najbardziej na świecie ceniła sobie porządek, spokój i stateczność, a w oczach sąsiadów uchodziła za przykładną i poukładaną.

Pan Vernon Dursley, otyły i niski mężczyzna, prowadził – cieszącą się na rynku dobrą opinią – firmę produkującą świdry. Jego największym marzeniem było zostać międzynarodowym przedsiębiorcą i ze swojej miejskiej placówki stworzyć potężną korporację i dążył ku temu nawet po trupach. Właśnie w tej chwili rozmawiał z jednym ze swoich pracowników:

— Prezentacja ma być gotowa na jutro Jenkins i nie obchodzi mnie to, że musisz odebrać syna ze szkoły. Niech zrobi to opiekunka lub ktokolwiek inny. No, chyba że chcesz stracić pracę?

Jenkins coś odpowiedział, a Vernon odrzekł z wyższością:

— Więc lepiej mnie nie zawiedź. Pamiętaj, że na twoje miejsce mam wielu innych chętnych. W twoim interesie leży przekonanie mnie, że nie warto rozważać ich kandydatury.

I odłożył słuchawkę z wrednym uśmieszkiem.

Żona pana Dursley'a, Petunia, delektowała się natomiast w odkrywaniu tajemnic swoich sąsiadów. Ta wysoka, szczupła kobieta z kościstą twarzą potrafiła przez cały dzień obserwować z okna życie innych. Nieraz wychodziła również do ogrodu, aby podziwiać swoje kwiaty i równo przystrzyżony trawnik. Państwo Dursley'owie mieli także syna. Dudley, zwany przez matkę pieszczotliwie Dudziaczkiem, posturą i głupotą przewyższał nawet swojego ojca. Rozpieszczany przez rodziców uważał się za króla i bezkarnie robił wszystko, na co tylko miał ochotę.

Tak więc mieszkańcy domu nr 4 w oczach innych uchodzili za normalną rodzinę. Jednak nie była to do końca prawda. Wszystko przez czarnowłosego chłopca, który teraz leżał na łóżku w swojej sypialni. To właśnie on wzbudzał ciągły strach u państwa Dursley. Nastolatek był bowiem czarodziejem, który właśnie ukończył swój czwarty rok nauki w Hogwarcie, szkole kształcącej młodych czarodziejów. W swoim świecie większość uważała go za bohatera, jednak tutaj uchodził za zwykłego dziwoląga. Wujostwo ciągle zmuszało go do wykonywania przeróżnych prac w domu takich jak mycie okien albo skoszenie trawnika. Inne dzieci korzystały z letnich wakacji, a on przyglądał się im smętnie ze ścierką w dłoni. Jednak młody Harry zdążył się już do tego przyzwyczaić. Jedynie w Hogwarcie traktowano go jak człowieka, dlatego też z utęsknieniem czekał na to, aż tam wróci. Jednak od powrotu dzieliły go dwa długie miesiące. Teraz leżąc na łóżku rozmyślał o wydarzeniach z ubiegłego miesiąca. Pod koniec roku szkolnego jego największy wróg, Lord Voldemort powrócił do świata żywych. Jego celem od razu stał się Harry i to już kilka minut po odrodzeniu. Jednak chłopiec po raz kolejny cudem uniknął śmierci. Niestety, tylko jemu się udało. Jego przyjaciel, Cedrik nie przeżył spotkania z czarnoksiężnikiem. Harry nadal doskonale pamiętał rozpacz na twarzy ojca chłopka, kiedy ten zobaczył ciało swojego syna. Potter również bardzo to przeżył. Pierwszy raz widział, jak na jego oczach umiera drugi człowiek, nie licząc oczywiście rodziców, lecz tego zapamiętać nie mógł. Harry był w tak podłym nastroju, że od wakacji nie wychodził ze swojego pokoju. Stał się apatyczny i wcale się nie odzywał. Kiedy wuj albo ciotka wołali go na dół, schodził wolnym krokiem, w milczeniu wysłuchiwał czynności, które miał zrobić w danym dniu, zjadał śniadanie i po pracy wracał do pokoju, gdzie spędzał resztę dnia. Nie reagował również na zaczepki Dudley'a. Po prostu nic go nie obchodziło. Czasami mówił do śnieżnobiałej, zamkniętej w klatce sowy, ale nie mógł oczekiwać, że ptak mu odpowie.

Harry wstał z łóżka, podrapał bliznę na czole i omiótł wzrokiem swój pokój. Sterty ubrań porozrzucanych dookoła oraz walające się wszędzie książki nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. W rogu stała duża, dębowa szafa z urwanymi drzwiczkami i małe biurko. Na biurku znajdowała się zepsuta lampka. Łóżko stało pod przeciwległą ścianą. Nie był zbyt okazały, ale Harry i tak się tym nie przejmował. Teraz czarnowłosy przypomniał sobie wydarzenia wczorajszego dnia. Około północy do jego pokoju wleciała sowa z listem od Dumbledore'a. Harry zdziwił się, gdyż dyrektor nigdy do niego nie pisał, ale treść listu sprawiła, że ścisnął mu się żołądek. „Chce ze mną rozmawiać. Obiecał wyjaśnić mi wszystkie moje wątpliwości" – pomyślał chłopiec. Nie zastanawiając się długo, odpisał twierdząco dyrektorowi i zaraz ogarnął go niepokój. Co prawda zawsze marzył, aby dowiedzieć się, czemu Voldemort chciał zabić właśnie jego, ale nigdy nie sądził, że uda mu się tą wiedzę posiąść. Dlatego pozwalał sobie na marzenia o tym, że dowiaduje się prawdy. Jednak teraz, kiedy marzenia miały stać się rzeczywistością zaczął odczuwać lęk. Bał się tego, czego może się dowiedzieć, bał się poznać prawdę. Ale w końcu wzruszył ramionami. „Wszystko mi jedno" – pomyślał. „Cóż może być gorszego od tego, co już przeżyłem?".

Harry otworzył drzwi i zszedł na dół. Zastał troje Dursley'ów przy stole. Zjadł swoją namiastkę obiadu i kiedy chciał odejść, zatrzymał go głos ciotki Petunii.

– Na lodówce powiesiłam ci listę prac, które masz wykonać przed kolacją. Jak się nie wyrobisz, nie będziesz jadł.

Harry kiwnął tylko głową i ruszył w stronę lodówki. Przeczytał listę czynności, po czym zabrał się do pracy. Po wysprzątaniu całego domu, wyniesieniu śmieci, umyciu samochodu wuja i skoszeniu trawnika ledwo starczyło mu sił, aby zjeść kolację. W międzyczasie wuj Vernon zabrał Dudley'a na mecz, więc Harry został z ciotką sam. Już chciał wrócić do pokoju, kiedy ciotka złapała go za rękę.

– Co się z tobą dzieje? – zapytała troskliwie.

Harry uniósł w zdumieniu brwi i odpowiedział:

– Nic. A co ma się dziać?

– Odkąd tutaj przyjechałeś, nie pisnąłeś nawet słówka. Poza tym zamykasz się na całe dnie w pokoju i w ogóle nie pokazujesz się między ludźmi.

– Chyba o to wam chodziło, prawda ciociu? – rzekł z ironicznym uśmiechem Harry. – Nie zadawaj pytań, nie odzywaj się niepytany, nie pokazuj się ludziom na oczy. To chyba wasze słowa, prawda?

Ciotka zaniemówiła wpatrzona w jego oczy – puste, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. A tymczasem Harry wyminął ciotkę i udał się do swojego pokoju. Popatrzył na kalendarz. Środa. Czyli Dumbledore przybędzie za dwa dni. Westchnął i spędził w pokoju resztę dnia. Kolejne dni nie różniły się niczym innym od poprzednich. Śniadanie, prace domowe, sypialnia, obiad, prace domowe, kolacja, sypialnia.W końcu nadeszła upragniona sobota. Potter obudził się z nieprzyjemnym skurczem w brzuchu. „Więc to dziś" – pomyślał. „Dzień, który z pewnością zmieni wszystko". Ubrał się i zszedł na dół. Po śniadaniu skierował się do lodówki, aby zobaczyć swoje obowiązki na dziś, ale powstrzymał go głos ciotki:

– Dziś masz wolne. Dudley wszystko wykona za ciebie.

Na Petunie spojrzały dwie pary całkowicie zaskoczonych oczu. Harry na początku myślał, że się przesłyszał i znów skierował się do lodówki, ale ciotka powtórzyła swoje słowa. Czarnowłosy nie wiedział, jak ma się zachować. Natomiast Dudley patrzył na matkę tak niezrozumiałym wzrokiem, jakby nagle kazała mu wymienić nazwy wszystkich rzek na całym świecie.

– Eeee – zaczął inteligentnie Dudley. – Mamo?

– Tak? – Ciotka odwróciła się do niego.

– No bo... Wiesz bo... – jąkał się Dudley. – Właśnie powiedziałaś, że ja mam wszystko robić w domu, a nie on.

– Tak, wiem i co w związku z tym?

– No bo wiesz… – Dudley nie wiedział, co powiedzieć.

– Chyba jesteś już wystarczająco dorosły, aby poradzić sobie z umyciem okien lub naczyń, prawda?

– Ale… – W oczach Dudley'a stanęły łzy. – Przecież on to zawsze robił.

– ON nazywa się Harry, Dudley. A poza tym przez jeden dzień możesz go wyręczyć.

– Ciociu… – Dla Harry'ego słyszącego, jak ciotka wymawia jego imię, to było już za wiele. – Ciociu, może się położysz, co?

– Co? – warknęła ciotka. – Niby dlaczego?

– Właśnie kazałaś swojemu synowi cały dzień zajmować się domem, a mnie pozwoliłaś odpocząć. Nie sądzisz, że to trochę nienormalne?

– Nie. Dudley'owi przyda się trochę ruchu, a tobie trochę odpoczynku. Dosyć tej rozmowy. Dudley marsz do ogrodu, a ty – ciotka zwróciła się do Harry'ego – nie wiem… Pooglądaj telewizję, przejdź się albo poczytaj gazetę… Po prostu czymś się zajmij.

Petunia wyszła z kuchni. Harry i Dudley tkwili nadal na swoich miejscach zbyt zszokowani, by się ruszyć i próbowali przyswoić sobie to, co się właśnie stało. „No pięknie" – pomyślał Harry. „Co prawda myślałem rano, że ten dzień zmieni wszystko, ale nie o takie zmiany mi chodziło. Co się tu dzieje? Ciotka pozwoliła mi odpocząć? Zagnała Dudley'a do roboty? Ciekawe, co jeszcze? Snape przyjdzie z flaszką i zacznie mi się zwierzać ze swoich problemów sercowych?". Harry aż parsknął śmiechem na ostatnią myśl. Niestety, Dudley chyba inaczej zinterpretował jego zachowanie. Wstał wściekły od stołu i wbił nienawistny wzrok w Pottera.

– Bawi cię to, że moja matka oszalała?! – wykrzyknął.

– Nie bardziej niż widok ciebie z mopem w ręce – odparował Harry.

– Nie będę wykonywał twojej roboty! Możesz o tym zapomnieć dziwolągu! – Harry poważnie zaczął bać się, że Dudley dostanie apopleksji.

– Co? Wielki De nie wie, jak machać ściereczką? – zakpił Harry. – Ciekawi mnie tylko jedno.

– Niby co?

– To – Harry postanowił ostatecznie dobić kuzyna. – Że podobno dziś wpadają do ciebie koledzy z twojej bandy. Jestem ciekaw, jakie będą mieli miny, gdy zobaczą Wielkiego De w roli perfekcyjnej pani domu.

Dudley nagle zbladł i z płaczem wyleciał z kuchni, aby odszukać matkę. Harry słyszał, jak próbuje przekonać ją, by opamiętała się i kazała Harry'emu sprzątać. Ale ciotka była nieugięta. Tak więc syn państwa Dursley'ów musiał przejąć obowiązki Harry'ego, a on sam wylegiwał się na kanapie, patrząc na poczynania kuzyna. Potter miał niezły ubaw, kiedy kuzyn chciał umyć okna płynem do naczyń, a naczynia płynem do mycia toalet. Jednak nie kiwnął nawet palcem, aby mu pomóc. „Tłusta świnia zasłużyła na to" – myślał. „A ja nie zamierzam przerywać tego cudownego leniuchowania". Jednak kiedy Vernon wrócił z pracy, Harry odczuł strach na myśl, jak jego wuj zareaguje na wieść o tym, co wydarzyło się dzisiaj w ich domu. Dudley oczywiście z płaczem opowiadał mu o decyzji matki, ale reakcja wuja całkowicie go zaskoczyła. Nakrzyczał na Dudley'a, że jest leniwą kanalią i trochę ciężkiej pracy mu się przyda. Po czym usiadł obok Harry'ego na kanapie i zaczął przełączać kanały w telewizorze. Harry nie miał zielonego pojęcia, co się dzieje. Kiedy próbował wypytać ciotkę o powód jej dziwnego zachowania, odparowała tylko, że jeśli tak bardzo chce to może zmienić kuzyna. Więc Harry dał sobie spokój. Podejrzewał, że próba podpytania wuja skończyłaby się tak samo, więc nawet tego nie próbował. Dzień minął Harry'emu wyjątkowo dobrze. Upokorzenie Dudley'a oraz zmiana Dursley'ów w stosunku do niego pozytywnie wpłynęły na jego samopoczucie. Jednak kiedy wieczorem do drzwi zadzwonił dzwonek, Harry poczuł, jak coś ciężkiego opada mu na dno żołądka. Kompletnie zapomniał o wizycie Dumbledore'a. Nie miał wątpliwości, że to właśnie starzec stoi za drzwiami. Wstał z kanapy dokładnie w tym samym momencie, kiedy Petunia wprowadziła dyrektora Hogwartu do salonu.