Najpierw odpowiem na komentarze :)
mal92 Dobrze, że błędy interpunkcyjne, ortograficzne i stylistyczne nie rzucają się w oczy, ale na pewno występują (może poza ortograficznymi). Na szczęście udało mi się znaleźć betę, która będzie poprawiać moje rozdziały, więc mam nadzieję, że niedługo znikną xD Mimo to, skoro ich nie zauważyłaś to raczej nie jest ich aż tak wiele jak początkowo sądziłem :) Ja też uważam, że w kanonie Petunia była aż za bardzo uzależniona od męża. Naprawdę chciałbym, żeby chociaż raz ośmieliła się powiedzieć, co naprawdę myśli, a nie tylko robić wszystko pod dyktando Vernona. Cóż, w moim opowiadaniu będzie miała trochę własnej woli :) Cieszę się, że podobał ci się atak na Dursley'a. Miałem wątpliwości, czy nie jest trochę za krótko opisany, ale chyba były bezpodstawne :) W tym rozdziale, jak sam tytuł wskazuje, pojawi się jedno z rodzeństwa Harry'ego :) Tak więc połowa Twojej ciekawości została zaspokojona :D To wszystko co miałem do powiedzenia, dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że dalsze rozdziały również Ci się spodobają :)
Zapraszam do czytania :)
W pokoju, pomalowanym jasnozieloną farbą siedziała młoda dziewczyna. Jej kasztanowe i gęste włosy opadały na ramiona, a grzywka była zaczesana na prawą stronę. Miała orzechowe oczy oraz mały nosek, który w połączeniu z rumianymi policzkami dawał olśniewający efekt. Dodatkowo średniej wielkości wzrost, a także modny styl ubierania powodował, że większość facetów zwracała na nią uwagę. Zdawała sobie sprawę, że jest obiektem wielu ich marzeń ale nic sobie z tego nie robiła. Nie chciała wchodzić w żadne przejściowe związki i cały czas czekała tylko na tego jedynego, z którym spędzi resztę życia. Wierzyła w idealną miłość zdolną pokonać wszystkie problemy, te małe i te wielkie. I kiedy jej koleżanki wypełniały sobie czas spotykając się z chłopakami, ona podchodziła do płci przeciwnej z dystansem. Kochała przyrodę oraz wszystkie zwierzęta. Potrafiła całymi dniami pielęgnować jakiegoś rannego hipogryfa albo jednorożca, a także nie bała się, tak jak inni, odwiedzać bardziej niebezpiecznych gatunków. Wiele razy zdarzało się, że prawie przyprawiła o zawał serca nauczycieli, którzy spotykali ją w towarzystwie lwów lub nawet centaurów. Uważała, że każdy ma na Ziemi prawo do życia i nikogo oraz niczego nie traktowała, jak coś gorszego od siebie. Jej zamiłowania nie podzielali opiekunowie, którzy oskarżali dziewczynę o lekkomyślność. Ale nie przejmowała się tym zbytnio. Wiedziała, że jej przybrani rodzice nie mogą zabronić jej realizować swoich zainteresowań. To oraz inne czynniki sprawiały iż opiekunowie, przyjaciele a nawet nauczyciele ze szkoły uważali Cassandre Potter za anioła. Zawsze chętna do pomocy, do bólu lojalna względem przyjaciół oraz potrafiąca stanowczo postawić na swoim dziewczyna, zdobyła serca wszystkich. Teraz, leżąc na wygodnym łóżku, nastolatka czytała otrzymany rano list. Pisał do niej Albus Dumbledore, dyrektor szkoły magii w Anglii oraz najpotężniejszy czarodziej na świecie. Z każdym przeczytanym zdaniem Cassie coraz bardziej marszczyła nos i wpadała w coraz głębszą zadumę. Albus proponował jej spędzenie wakacji w Londynie gdzie będzie miała możliwość poznania swojego rodzeństwa. Wiedziała oczywiście, że sławny Harry Potter jest jej bratem i nawet chciała go poznać, ale Franczeska i Jacopo Battistowie stanowczo się temu sprzeciwiali. Tłumaczyli jej, że to bardzo niebezpieczne i ze współczuciem patrzyli na coraz większy smutek na jej twarzy. Jednak obiecali Dumbledore'owi ochronę osieroconej dziewczyny i nie zamierzali tej obietnicy łamać. Mimo wielokrotnego ponawiania prośby jej opiekunowie byli nieugięci. W końcu dziewczyna odpuściła sobie przekonywanie ich oraz nauczyła się żyć ze świadomością, że gdzieś tam w świecie żyje jej brat, a ona nigdy go nie pozna. Jedyne informacje o nim czerpała z gazet. Pamiętała nieprzespane noce i ciągłe zamartwianie się o niego gdy przeczytała artykuł o ucieczce Syriusza Blacka z Azkabanu, a potem podsłuchała rozmowę dorosłych w kuchni mówiącą o celu tej ucieczki. Jednak czas mijał, a Harry nadal żył więc uspokoiła się. Mimo, iż nigdy nie poznała brata była z nim bardzo zżyta. Często przed snem wyobrażała sobie, jakby to było gdyby ona i on wychowywali się razem u Battistów. Miałaby kogoś, komu mogłaby bez wahania zdradzić swoje sekrety i kto zawsze służyłby jej radą. Co prawda miała także drugiego brata, ale o nim nie wiedziała nic. Jedynie to, że ma na imię Connor i przebywa w Japonii. A teraz po tylu latach wreszcie los pozwala jej poznać nie tylko Harry'ego, ale także i Connora. I to w najmniej spodziewanym momencie. Cassandra chciała wyruszyć do Londynu jak najszybciej, ale nie wiedziała jak zareagują na to jej opiekunowie. Była nieletnia, dlatego sama nie mogła nic zrobić. Kiedy tak rozmyślała usłyszała dzwonek do drzwi. Oho, pewnie Sonia i Cristina przyszły. Rzeczywiście drzwi do jej pokoju otworzyły się i stanęły w nich jej dwie najlepsze przyjaciółki. Cassie zawsze bawiło to, jak te dziewczyny są od siebie różne. Sonia wysoka a Cristina niska. Pierwsza ma kruczoczarne włosy natomiast druga jest blondynką. Morskie oczy Cristiny wyglądały jak spokojne wody oceanu natomiast szare tęczówki jej towarzyszki na pozór sprawiały wrażenie chłodnych i obojętnych. Lecz mimo tych różnic obie dziewczyny szczerze się lubiły i wiedziały, że mogą sobie w pełni zaufać. Cristina, Sonia i Cassandra były w szkole nazywane papużkami-nierozłączkami. Nie było miejsca, do którego nie szłyby razem, oprócz toalety i sypialni. Po serdecznym przywitaniu rozpoczęły rozmowę:
- Jak wam mijają wakacje? - szarooka zaczęła. - W porządku. Rodzice wyjechali do Holandii. Zajmuję się mną babcia, ale ona nie ingeruje w moje życie. Tak więc mam dużo luzu. – Cristina odpowiedziała.
- O ja! - pokiwała głową Sonia. - Ale ci zazdroszczę. Moi rodzice chyba myślą, że ciągle mam pięć latek i na nic mi nie pozwalają. Masz być w domu o tej i o tej. Nie możesz iść tam i siam. W porządku, ja rozumiem, że jesteśmy jeszcze młode i nieletnie, ale kurczę mogliby trochę odpuścić. Wyobrażasz sobie, że kazali mi wrócić o 21 do domu? - zapytała oburzona.
- Martwią się o ciebie – wtrąciła Cassie. - Chyba dobrze, że zwracają na ciebie uwagę i nie chcą żebyś szlajała się nie wiadomo gdzie, prawda.
- No prawda, ale mogliby to robić w inny sposób. Jest środek lata, a o 21 na zewnątrz jeszcze całkiem widno. Poza tym nie chodzimy do szkoły więc nie muszę wcześnie kłaść się spać. I co ja mam niby robić przez cały wieczór w domu co? Oglądać telewizję albo czytać gazety?
- Fakt rodzice Sonii przesadzają – Cristina poparła przyjaciółkę.
Cassie wzruszyła ramionami w odpowiedzi. Pamiętała, że od najmłodszych lat jej przyjaciółka skarżyła się na nadopiekuńczość swoich rodziców. Chciała być swobodna, a ich metody wychowawcze jak sama mówiła, podcinały jej skrzydła. Jednak mimo to kochała ich i za nic nie chciałaby mieć na ich miejscu nikogo innego. Kiedy z różnych powodów poświęcali jej zbyt mało czasu oskarżała ich, że się nią w ogóle nie interesują. Z kolei Cristina miała całkowicie odmienną sytuację. Jej rodzice byli mugolami. Ojciec zajmował się kierowaniem ciężarówki w wielkiej firmie transportowej, przez co często nie było go w domu, natomiast matka całą swoją uwagę poświęcała jej dwuletniemu bratu nierzadko zapominając o córce. Potterówna widziała, jak Cristina nieraz płakała po kątach i wypowiadała na głos życzenia, w których chciała aby rodzice kochali ją tak samo jak jej brata. Brak ciepła rodzinnego sprawił, że młoda czarownica często gdzieś imprezowała oraz nie wracała na noc do domu. Tylko ze swoimi przyjaciółkami mogła porozmawiać wiedząc, iż zawsze ją wysłuchają oraz pomogą w trudnych chwilach. Niejednokrotnie nocowała u jednej albo drugiej, próbując przedłużyć jak najbardziej powrót do domu. Z całego serca nienawidziła gdy ktoś się nad nią litował. Cassie pamiętała sytuację w szkole, kiedy przyjaciółka zrobiła awanturę na cały budynek gdy profesorka od eliksirów zaproponowała jej, że porozmawia z jej rodzicami. Zaczęła krzyczeć, żeby nie wtrącała się w nie swoje sprawy i używać niecenzuralnych zwrotów przez co dostała miesięczny szlaban. Po upływie kilku lat przyjaciółki Cristiny nauczyły się, że najlepiej nie poruszać przy niej tematu jej rodziny. Zawsze starały się odciągać ją od myślenia o nich, za co była im wdzięczna. Podczas gdy Sonia wyrzucała z siebie żale o nadopiekuńczych rodzicach Cassandra powróciła pamięcią do otrzymanego listu. Chciała jak najszybciej porozmawiać z opiekunami. Uważała iż teraz skoro sam Dumbledore zaproponował jej poznanie braci, Jacopo i Franczeska nie będą mieli nic przeciwko. W myślach układała już scenariusze rozmowy z nimi gdy nagle z zamyślenia wyrwał ją głos Soni:
- Hej, słuchasz nas w ogóle?
- Co? - zapytała roztargniona Cassandra. - Tak słucham.
- Taaak? - złośliwie uśmiechnęła się Cristina. - To o co cię zapytałam?
- Eee... - Cassie się zmieszała. - Dobra nie słuchałam. O co pytałaś?
- Czy masz jakieś plany na wakacje? – wywróciła oczami Cristina. - O czym tak myślisz?
Cassie w odpowiedzi podała przyjaciółkom list od Dumbledore'a. Obie w milczeniu go przeczytały, a potem popatrzyły na nią.
- Wow – odezwała się jasnowłosa.
- Co zamierzasz? - Druga przyjaciółka wykazała się większym zasobem słownictwa.
- To chyba jasne, że chce tam pojechać – odrzekła Cassie.
- Sądzisz, że się zgodzą? - Sonia miała na myśli państwa Battistów.
- Nie wiem, ale tym razem nie spocznę póki ich nie przekonam – z mocą odparła Potterówna.
- Jak zawsze uparta – obie dziewczyny się zaśmiały. - Więc na co czekasz? Chętnie zobaczymy jak ci idzie przekonywanie ich.
- Chyba oszalałyście – ze śmiechem odparła Cassie. - Nie będę się z nimi kłócić przy was. To może poczekać do wieczora. A teraz muszę wam zadać jedno bardzo ważne pytanie.
Sonia i Cristina spojrzały na siebie z niepokojem.
- Jakie?
- Co będziemy dziś robić? - wyszczerzyła się.
- Jesteś nienormalna – zaśmiała się kruczowłosa. - Jak powiedziałaś o tym ważnym pytaniu miałaś taki głos, że aż mi ciary przeszły, a potem nagle wyskakujesz z czymś takim. Ale w sumie to dobre pytanie. Może pójdziemy nad Arno a potem zobaczymy?
Cała trójka zgodziła się ochoczo i już po chwili wyszły na nagrzane słońcem ulice. Florencja. Przez wielu uważana za miasto sztuki i kultury. I trudno się dziwić. Prawie na każdym miejscu można się tutaj natknąć na przeróżne galerie sztuki, muzea oraz wystawy. To właśnie tu przebywali ludzie osławieni na całą Europę jak Da Vinci, Machiavelli lub Dante. Wielu turystów zachwycało się atrakcjami miasta, a z zachwytu prawie wypadały im oczy. Jednak dla Sonii, Cristiny i Cassandry to miasto nie miało nic nadzwyczajnego. Przebywały w nim od dziecka i o ile na początku również je ono zachwycało, to potem dziewczyny uważały, że jest nudne. Ulice zapełnione przechodniami i samochodami znacznie utrudniały im ruch więc minęło sporo czasu zanim dotarli nad rzekę. Usiedli na jednej z ławek w pobliżu zajmując się plotkowaniem o wszystkim i niczym. Nie mogąc znaleźć sobie żadnego zajęcia poszły do galerii. Spędziły w sklepach ze dwie godziny kupując nowe ubrania oraz dobrze się bawiąc. Kiedy jeden z ekspedientów podszedł do nich z pytaniem czy czegoś im potrzeba nawet nie zauważyły jego obecności. Dopiero kiedy odszedł, Cristina przyjrzała mu się zza okularów przeciwsłonecznych i rzekła z aprobatą kiwając głową:
- Niezły. Ciekawe jak wygląda bez koszulki.
Pozostałe dwie dziewczyny tylko znacząco popukały się w czoło oraz wróciły do oglądania odzieży. Doskonale wiedziały, że Cristina tylko żartuje i nie jest z rodzaju tych dziewczyn, które robią z każdym przystojnym facetem różne sprośne rzeczy. Wreszcie opuściły galerie. Dzień zbliżał się ku końcowi więc musiały się pożegnać.
- Daj znać jak poszła ci rozmowa z opiekunami – mówiła Cristina ściskając Cassie.
- Nie martw się będziecie pierwszymi osobami, które się o tym dowiedzą.
- Trzymamy kciuki.
Cassie wróciła do domu państwa Battistów. Pierwsze co zrobiła to zaniosła pakunki do pokoju. Potem zeszła na dół oddychając głęboko dla uspokojenia nerwów. Przeszła do jadalni gdzie Franczeska już szykowała kolację. Mimo swojego wieku zachowała doskonałą figurę, a jej długie i lśniące włosy wywoływały zazdrość u Cassie. Jej mąż Jacopo oglądał w telewizji jakiś teleturniej. Mężczyzna miał twarz poznaczoną bliznami, które zdobył w wielu walkach. Był Aurorem we włoskim Ministerstwie Magii, tak więc niebezpieczeństwo oraz walka to był jego chleb powszedni. Cassie wiele razy martwiła się z przybraną matką o to, czy wróci do domu w jednym kawałku. Dziewczyna podeszła do kobiety i zagadnęła:
- Pomóc ci w czymś?
- Nie myszko, nie trzeba – uśmiechnęła się Franczeska i machnięciem różdżki sprawiła, że stół był już nakryty do kolacji. - Chodź, niedługo będzie kolacja.
- Franczesko, Jacopo, chciałam was o coś zapytać – nieśmiało powiedziała Cassandra.
- Tak? - Jacopo wyłączył telewizor i odwrócił się do rozmawiających panien.
- No bo chodzi o to, że dostałam pewien list - zaczęła.
- List? Od kogo? - przerwał jej Auror.
- Od Albusa Dumbledore'a - widziała, jak jej opiekunowie wymieniają zaskoczone spojrzenia.
- Tak? I co takiego stary dropsik pisze? - uśmiechnął się Jacopo.
- Dropsik? - zdziwiła się Cassie.
- Nieważne – roześmiał się mężczyzna. - Więc co takiego pisze?
- Prosił, abym przyjechała na wakacje do Londynu.
Małżeństwo popatrzyło na siebie z zaskoczeniem i niepokojem.
- A-a-ale jak to? - załamała ręce kobieta. - Jak to do Londynu? Po co?
- Chciał, abym poznała swoich braci. Uważa, że nadszedł już czas.
- Ale teraz? - Franczeska była przerażona. - Teraz kiedy Sami-Wiecie-Kto powrócił?
- Franczeska proszę cię – zdenerwowała się Cassie. - Przez cały ten czas nie chcieliście mnie tam puścić, bo nie było zgody Dumbledore'a. A teraz kiedy on sam to zaproponował to też nie, bo Voldemort powrócił.
Franczeska wzdrygnęła się na dźwięk tego imienia. Po chwili odezwał się Jacopo:
- Ona ma rację kochanie. Nie możemy wiecznie jej zakazywać. To jej rodzina i ma prawo ich poznać. A poza tym sam Albus się zgodził więc ja nie widzę problemu.
Młoda dziewczyna poczuła przypływ wdzięczności do swojego przybranego ojca. Ale jego żona nadal była sceptycznie nastawiona. W końcu po wielu prośbach dała się ubłagać i wyraziła zgodę.
- Dumbledore prosił bym wysłała mu sowę z odpowiedzią. Więc zgadzacie się?
Małżeństwo pokiwało twierdząco głowami ( Franczeska z widocznym wahaniem ). Szczęśliwa Cassandra pognała do swojego pokoju i natychmiast wysłała sowę do Londynu, a następnie wyciągnęła komórkę pisząc dobrą wiadomość do przyjaciółek. Po chwili przyszedł od nich SMS „ Gratulujemy. Baw się dobrze i nie zapomnij o nas w tym Londynie". Cassie z radością zjadła kolacje, a następnie położyła się do łóżka. Wreszcie ich poznam. Ciekawe, jacy oni są?. Głównie zastanawiała się jaki jest Connor. O Harrym wiedziała co nieco z gazet, ale jej drugi brat był dla niej zagadką. Zobaczymy myślała Z pewnością też jest super. Myśli o braciach nie pozwoliły jej zasnąć, a kiedy wreszcie jej się to udało było już grubo po północy.
