Yuki221 Cieszę się, że opowiadanie Ci się podoba. To bardzo miłe przeczytać coś takiego :) To prawda ten motyw jest rzadko wykorzystywany, ale również jeżeli ktoś już pisze z nim opowiadanie to zazwyczaj nie doprowadza go do końca i to jest bardzo przykre :( Ja osobiście bardzo lubię ten motyw i chętnie czytam opowiadania z nim związane, a także dlatego zdecydowałem się napisać coś swojego :) Dokładnie, pisanie niektórych wydarzeń z perspektywy innych bohaterów jest o wiele lepsze niż trzymanie się kurczowo tylko jednej postaci :) Czasami będę to wykorzystywał i konkretne wydarzenia będą opisywane z punktu widzenia konkretnego bohatera nie tylko samego Harry'ego. Opowiadanie dzieje się w czasie piątego roku Harry'ego, więc tak, Syriusz został uratowany od Azkabanu oraz jest wolny, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby pojawiał się dosyć często. Będzie kilka scen z jego udziałem, ale głównie będę się skupiał na przygodach Harry'ego :) Również pozdrawiam oraz dziękuję za komentarz :)


Harry obudził się i przetarł oczy. Minęły dwa dni odkąd przybył do Kwatery Głównej. Większość czasu spędził robiąc porządki w domu, podobnie jak jego przyjaciele. Pani Weasley wypowiedziała wojnę brudowi w domu, a Harry, Ron, Ginny, Hermiona i bliźniacy byli jej żołnierzami. Prawie całe dnie czyścili podłogi, okna, reperowali rozwalone meble i wiele innych. Jedynie posiłki ratowały ich przed tą żmudną i bezcelową pracą. Harry spojrzał w bok i ujrzał śpiącego jeszcze Rona. Stwierdzając, że i tak już nie zaśnie wstał oraz po porannej toalecie zszedł na dół, do kuchni. Przy stole zastał krzątającą się panią Weasley oraz Syriusza rozmawiającego z Remusem. Przywitali się z nim, a Harry usiadł obok ojca chrzestnego. Łapa poczochrał go po włosach i rzekł z uśmiechem:

- Wyspany? - Harry tylko kiwnął głową.

- Harry, kochaneczku – pani Weasley pojawiła się przy nim. - Przekaż proszę pozostałym, że macie cały dzień wolny. Odpuszczam wam na dziś sprzątanie.

Harry spojrzał na nią zaskoczony, ale ochoczo pokiwał głową.

- Nie ma za co – zaśmiał się Syriusz, gdy kobieta odeszła.

- To twoja sprawka? - zapytał Potter.

- No a czyja? Snape'a? - Łapa wytknął mu język. - Porozmawiałem z Molly wczoraj wieczorem i wytłumaczyłem jej, że wakacje są po to aby odpocząć, a nie by bawić się w gosposię. Poza tym zabieram cię dzisiaj z Tonks w pewne miejsce.

- Jakie? - Harry się ożywił.

- Zobaczysz - mrugnął do niego Syriusz. - To niespodzianka.

- Teraz musisz mi powiedzieć – upierał się Harry, na co mężczyźni zaśmiali się.

- Jak ci powie, to nie będzie niespodzianki - zaśmiał się wilkołak. - A zresztą gdybyś wiedział z pewnością byś nie chciał iść.

- To ty wiesz gdzie on chce mnie wyciągnąć? - Harry zwrócił się do Remusa. Ten tylko kiwnął głową.

Nie zdążył wypytać dawnego profesora, ponieważ do kuchni wkroczył Albus Dumbledore. Przywitał się ze wszystkimi i z radością odebrał od pani Weasley kubek gorącej kawy. Zasiadł przy stole, poczęstował się kanapką i rzekł do Remusa:

- Remusie, chciałbym byście z Alastorem załatwili tą sprawę, o której niedawno wam mówiłem już dziś.

- Jaką sprawę? - zapytał Syriusz, gdy Lupin skinął głową na znak zgody. Pani Weasley również zaczęła nasłuchiwać.

- Wszyscy dowiecie się wieczorem - Dumbledore uśmiechnął się i więcej nic nie powiedział.

Kiedy dyrektor opuszczał kuchnię, zatrzymał się przy Harry'm i szepnął mu do ucha:

- Będą tutaj dzisiaj wieczorem.

Chłopak poczuł, jak coś ciężkiego opada mu na dno żołądka. Oczywiście wiedział, kogo dyrektor miał na myśli. Domyślił się również, że ta sprawa, którą Remus miał załatwić z Moody'm dotyczyła sprowadzenia Cassandry i Connora. Blady powędrował do swojego pokoju. Z lekkim rozbawieniem przyznał, że zaczyna panikować. Mimo że układał sobie w głowie tysiące scenariuszy dotyczących przebiegu ich spotkania, zdawał sobie sprawę, iż wszystko wyparuje mu z głowy, kiedy przed nimi stanie. Zastanawiał się również, jak oni zareagują na jego widok. Czy się ucieszą? Czy raczej stwierdzą, że lepiej by było gdyby się nie spotkali? Przecież oni mają swoje życie. Nie był wcale pewien, czy porzucą je dla niego. Kiedy Harry myślał o tym wszystkim, Ron zaczął powoli się budzić. Rudzielec mamrotał coś niezrozumiałego, aż w końcu całkowicie odzyskał świadomość. Ujrzawszy ubranego już Harry'ego siedzącego na łóżku rzekł do niego:

- Cześć stary. Ty już ubrany? Która godzina?

- Dochodzi ósma.

- Dopiero? - Ron z powrotem opadł na poduszki. - Ale miałem sen. Śniło mi się, że ja i ty złapaliśmy Malfoy'a kręcącego się koło chatki Hagrida. Wrzuciliśmy go do jeziora, a on nie umiał pływać i poszedł na dno.

Harry zaśmiał się w duchu. Ron czasami miał bardzo wybujałą wyobraźnię. Tymczasem rudzielec zwlókł się z łóżka kierując się się do łazienki. Kiedy wrócił, Potter rzekł do niego:

- Twoja mama kazała powiedzieć, że dzisiaj nie musimy ogarniać tego syfu w domu.

- Serio?! - Ron otworzył szeroko oczy. - ONA tak powiedziała? Nie wierzę.

- Podobno Syriusz palnął jej kazanie o tym, co młodzież powinna robić na wakacjach.

- Ciekawe, co jego zdaniem powinna robić? - rzucił Ron ze złośliwym uśmiechem.

Po chwili obaj zaśmiewali się do rozpuku, wymyślając różne teorie w odpowiedzi na pytanie Rona. Przerwali, gdy do ich pokoju wkroczyły Ginny i Hermiona.

- Co tu tak wesoło? - zapytała młodsza.

- Nieważne - Harry machnął ręką, a potem wpadł na pewną myśl. - Hermiono, ty byłaś wczoraj z Syriuszem i Tonks, jak ja i Ron poszliśmy spać prawda?

- Tak, a co?

- Nie wiesz może, co planowali na dziś? Bo Syriusz powiedział, że gdzieś chce mnie zabrać i nie chciał powiedzieć dokąd.

Hermiona uśmiechnęła się wesoło i powiedziała jedno słowo:

- Niespodzianka

- No nie – westchnął zirytowany Harry. - Ty też? Czemu nie chcecie mi powiedzieć?

- Dowiesz się w swoim czasie. Poza tym nie idziesz tylko ty, lecz cała nasza czwórka.

Więcej się od niej nie dowiedział, gdyż panna Granger wyszła z pokoju. Ranek spędzili na wygłupach z bliźniakami i graniu w szachy. Co i rusz przez kuchnie przewijali się różni członkowie Zakonu, lecz nie przynosili żadnych ciekawych wieści. Jedynie Kingsley swoimi informacjami wywołał sensację:

- Wczoraj w nocy śmierciożercy zaatakowali wioskę, w której mieszkał Charles Osbourne. Zabili wszystkich mieszkańców.

Wszyscy zamarli, a pani Weasley zakryła usta dłonią. Młodzież przysłuchiwała się temu z bladymi twarzami. Ciszę przerwał głos jednego z bliźniaków:

- Kto to jest ten Charles?

- Kandydat na Ministra Magii - odparł pan Weasley. - Zakon pokładał w nim duże nadzieje. Jako jedyny zdawał się chcieć coś zrobić w sprawie Voldemorta.

- I nadal może – wtrącił Kingsley, a inni spojrzeli na niego. - Podczas ataku nie było go w domu. Wyjechał na polowanie, a kiedy wrócił zastał wioskę w ogniu i ciała swojej żony oraz synów na ulicy.

- To straszne – szepnęła Hermiona.

- W każdym razie aurorzy postarali się o ochronę dla niego. Został przeniesiony w strzeżone miejsce. Nie ulega wątpliwości, że to jego śmierciożercy chcieli dopaść. Tak czy siak, kipiał gniewem i obiecywał, że im tego nie popuści. Teraz jeszcze usilniej ubiega się o stołek Ministra.

Po tych wiadomościach Kingsley wyszedł, natomiast w kuchni zrobiło się cicho. Każdy był zajęty swoimi myślami. W końcu Tonks wstała mówiąc:

- Dobra, my z Syriuszem spadamy. Molly bierzemy dzieciaki na małą wycieczkę.

- Ale dokąd? - zmartwiła się pani Weasley.

- Idziemy zrobić z Harry'ego człowieka, bo w tych szmatach wygląda jak idź stąd i nie wracaj - zaśmiał się Syriusz.

Harry otworzył usta oburzony, lecz nim zdążył zaprotestować Syriusz z Tonks wyszli, każąc im iść za sobą. Młodzież posłuchała, a w chwilę potem byli już na podwórku przed domem. Weszli w jakąś ciemną uliczkę gdzie Tonks powiedzieli:

- Będziemy się teraz teleportować. Harry i Ron chwyćcie Syriusza, a dziewczyny pójdą ze mną.

Spełnili polecenie, a potem wszyscy wylądowali w kolejnym zaułku. Harry na początku pomyślał, że nie ruszyli się z miejsca, ale po chwili zorientował się, że uliczka wygląda inaczej niż ta przy Grimmauld Place. Wyszli z niej na ruchliwą ulicę. Po drugiej stronie znajdowała się olbrzymia galeria handlowa. Harry już wiedział, co go czeka. Wycofał się z zamiarem ucieczki, lecz Syriusz zagrodził mu drogę szczerząc się jak wariat. Potter posłał mu mordercze spojrzenie i chciał go wyminąć, jednak bez skutku. Syriusz odezwał się:

- Mówiłem, że się nie zgodzisz jak powiem ci wcześniej.

- Zamknij się Black – warknął Harry. - A tak w ogóle nie boisz się pokazywać publicznie? W końcu jesteś poszukiwany.

- W świecie mugoli raczej nikt mnie nie rozpozna – rzekł Syriusz. - Tak więc ten argument cię nie uratuje.

Młody Potter zrobił cierpiętniczą minę z ociąganiem ruszając za resztą towarzystwa. W środku kompleksu tłoczyło się mnóstwo ludzi, przeróżne sklepy biły po oczach wielkimi szyldami, gdzieniegdzie kręciła się ochrona. Harry już wiedział, iż czeka go długi dzień. Stanęli na środku galerii i wtedy Tonks odezwała się.

- Jeżeli ktoś chce może odłączyć się od reszty, by oglądać rzeczy, które go interesują. Spotkamy się tutaj wszyscy za trzy godziny. Harry, ty idziesz ze mną i Syriuszem.

- Trzy godziny? - jęknął Harry, widząc współczujące spojrzenie Rona. - Mam wybierać ciuchy przez trzy godziny? Zwariowałaś?

- Faceci – Tonks wywróciła oczami. - Nie dyskutuj Potter, idziemy.

Nim zdążył zaprotestować pociągnęła go za rękę i wepchnęła do pierwszego sklepu. Zniknęła między wieszakami wracając po chwili z pokaźną stertą najróżniejszych ubrań. Potter widząc to wytrzeszczył oczy, a rechoczący Łapa nie poprawiał mu humoru. Zdawało mu się, że siedzi w przebieralni całą wieczność, zmagając się z najróżniejszymi odmianami spodni, koszul i bluzek. Kiedy czekając na Tonks spojrzał na zegarek, zdał sobie sprawę z tego, że siedzi tu dopiero przez dwadzieścia minut. Kolejna góra ubrań i kolejne przymierzanie. Za każdym razem gdy wychodził z przymierzalni, dwójka towarzyszy lustrowała go wzrokiem i oceniała jego wygląd. Gdy Harry wyszedł w białym podkoszulku, czarną skórzaną kurtką ze smokiem na plecach oraz w dżinsach, Syriusz zakrztusił się czipsami, które podjadał, a Tonks wytrzeszczyła na niego oczy. Harry czuł się niezręcznie, gdy aurorka lustrowała go z góry na dół. W końcu kiwnęła głową na znak aprobaty zdecydowanym tonem oznajmiając:

- Bierzemy to.

Harry musiał przyznać, że jemu także podobają się nowe ciuchy. Kiedy skończyli z ubraniami, skierowali się do sklepu obuwniczego. I tam znowu minuty wlekły się niemiłosiernie. Kolejnym celem był optyk, gdzie Potter wymienił okulary na soczewki. Po godzinnym maratonie dołączyli do nich Ron, Hermiona i Ginny, więc cała grupa poszła do restauracji odpocząć i pożywić się. Ostatnim przystankiem był salon fryzjerski. Harry usiadł na fotel, natomiast Tonks zwróciła się do fryzjerki:

- Zostawiamy go w pani rękach.

Blondwłosa kobieta uśmiechnęła się i pokiwała głową. Zaczęła pracować nad włosami Harry'ego, a w tym czasie pozostali udali się na kolejny rajd po sklepach. Gdy wrócili chłopak akurat wstawał z fotela. Obrócił się w ich stronę i wszystkich zatkało. Czarne, postawione na żel, z niewielkim przedziałkiem po bokach włosy robiły wręcz piorunujące wrażenie.

- Wow! – odezwał się Syriusz. - Wyglądasz jak...

- Człowiek – dokończył Ron. - Nieźle stary.

- Szkoda, że nie jestem młodsza – westchnęła Tonks, a wszyscy się roześmiali.

Okazało się, że zakupy nie zajęły im trzech godzin, a prawie całe popołudnie. Szybko wyszli z galerii i skierowali się w ciemną uliczkę, skąd teleportowali się z powrotem na Grimmauld Place. Dorośli zmniejszyli siatki z zakupami kierując się w stronę domu. Gdy byli już w środku, młodzież pośpieszyła na górę rozpakować rzeczy, a Syriusz z Tonks weszli do kuchni. Siedzieli tam prawie wszyscy członkowie Zakonu. Natychmiast zasypał ich grad pytań.

- Gdzie wyście byli?! Co zajęło wam tyle czasu? Gdzie dzieciaki?!

Dwójka ludzi skurczyła się pod obstrzałem wielu wściekłych spojrzeń. Pierwszy odezwał się Syriusz.

- Byliśmy z dzieciakami na zakupach w mugolskiej galerii.

- Przecież coś mogło się wam stać! - wykrzyknęła pani Weasley. - Mogli was napaść albo porwać!

- Nie przesadzaj Molly! - warknął Syriusz. Naprawdę czasami miał dosyć nadopiekuńczości pani Weasley. - Dzieciaki nie mogą przez całe wakacje siedzieć w domu, a poza tym kto miałby nas napaść? Śmierciożercy?

- Chociażby! – odwarknęła pani Weasley. - Nie wiecie, że na świecie zrobiło się niebezpiecznie?!

- To nie powód, by od razu zamykać się w czterech ścianach i zachowywać się jak paranoik, wszędzie wietrząc wroga! - Syriusz nie zamierzał odpuścić.

- Kochani – Albus postanowił wtrącić się do sprzeczki. - Nie kłóćcie się. Molly, Syriusz ma trochę racji. Nie można zabraniać im wychodzić z domu. Są młodzi, muszą się wyszaleć. Z drugiej strony powinniście chociaż dać nam znać, gdzie wychodzicie Syriuszu.

Pani Weasley i Syriusz Black skończyli się sprzeczać, jednak nadal sztyletowali się wzrokiem. A Tonks jakby nigdy nic jadła placek śliwkowy i wesoło gawędziła z Kingsley'em. Po chwili młodzież dołączyła do nich zasiadając do kolacji. Każdy w milczeniu jadł posiłek, aż wreszcie Albus powiedział patrząc na zegarek:

- Remus i Alastor powinni niedługo być. Molly, bardzo cię proszę byś przygotowała trzy dodatkowe talerze. Będziemy mieli gości.

Harry nagle stracił apetyt. Zupełnie zapomniał o tym, że dziś miał spotkać się z rodzeństwem. Znowu zaczęły nawiedzać go czarne myśli, które wzmogły się, kiedy w korytarzu dały się słyszeć czyjeś kroki. Po chwili wszedł Remus z młodą dziewczyną o kasztanowych włosach. Wyglądała na nieśmiałą i zdenerwowanym spojrzeniem wodziła po obecnych w kuchni. Zdawała sobie sprawę, że jest teraz w centrum uwagi i niezbyt jej to odpowiadało. Dumbledore podszedł do niej i położył rękę na jej ramieniu.

- Witaj w Kwaterze Głównej Cassandro. Z pewnością jesteś głodna. Usiądź i odpocznij, przedstawię cię kiedy będziemy w komplecie.

Cassie usiadła za stołem, gdzie natychmiast doskoczyła do niej mama Rona. Wielu pytało Dumbledore'a kim jest tajemnicza nieznajoma. lecz dyrektor powiedział tylko, że wyjaśni wszystko kiedy wróci Alastor. Tymczasem Harry zdał sobie nagle sprawę, że podłoga w kuchni jest niezwykle interesująca. Wpatrywał się w nią z takim uporem, iż zdawało się, że przejrzy ją na wylot. Hermiona, Ron i Ginny, którzy także domyślili się tożsamości dziewczyny, z zaciekawieniem przyglądali się jej. Lecz to Fred i George postanowili pierwsi przerwać milczenie:

- Cześć, jestem Fred, a ten kretyn obok mnie, to mój brat bliźniak George.

- Sam jesteś kretynem, ptasi móżdżku! - oburzył się George.

- Fred, George! - warknęła ostrzegawczo pani Weasley. - Uspokójcie się!

- Ale my nic nie robimy mamo – niewinnie uśmiechnęli się bliźniacy. - My tylko...

- Przedstawialiśmy się...

- Naszej nowej...

- I pięknej...

- Koleżance! – dokończyli razem.

Cassandra nie mogła się opanować i parsknęła krótkim śmiechem, słysząc równoczesne gadanie bliźniaków. Pierwsze lody zostały przełamane. Uścisnęła im dłonie i powiedziała:

- Jestem Cassandra, ale mówcie mi Cassie.

- Co cię tu sprowadza Cassie? - zapytał George. - Co prawda, Fred mówił mi wczoraj, że jak w trakcie kąpieli będę wyśpiewywał sopranem życzenie spotkania anioła, to anioł się pojawi. Myślałem, że sobie tylko żartował - puścił do niej oko, na co dziewczyna zarumieniła się.

W następnej chwili pani Weasley trzasnęła go mokrą ścierką w głowę, co wywołało salwę śmiechu. Cassie również dołączyła do wybuchu wesołości. Dzięki bliźniakom poczuła się bardziej pewnie i teraz już ochoczo rozmawiała z każdym.

- Pewnie żal ci było opuszczać Włochy o tej porze roku, prawda? - zapytał z uśmiechem Dumbledore.

- Trochę tak - odpowiedziała Cassandra. - Ale po pańskim liście nie wahałam się ani chwili. Trudniej było przekonać do tego pomysłu moich opiekunów.

Harry poczuł się pewniej słysząc jej słowa. "Z tego wynika, że chciała mnie poznać" pomyślał. Poczuł ulgę i po raz pierwszy podniósł wzrok na swoją siostrę. Ona zrobiła to samo i ich spojrzenia się spotkały. Oboje natychmiastowo się zaczerwienili, co nie uszło uwadze Syriusza i Lupina. Cassandra lekko uśmiechnęła się do niego. Harry odwdzięczył się jej tym samym, lecz nim zdążył się odezwać, drzwi do kuchni otworzyły się i stanął w nich Moody. Znowu wszystkie pary oczu spoczęły na dwóch chłopcach, którzy stali obok niego. Jeden był rudowłosy i uśmiechał się od ucha do ucha. Natomiast drugi miał czarne włosy i uważnym spojrzeniem lustrował wszystkich w pomieszczeniu. Nie wiadomo dlaczego, lecz ten, na kim spoczął wzrok chłopaka niespokojnie się poruszał. Jego szare oczy były pozbawione emocji, podobnie jak twarz. Na nowo rozpoczęły się szepty. Tymczasem Dumbledore znów wstał i powtórzył to samo, co zrobił z Cassie. Kiedy chłopcy zasiedli do stołu, dyrektor wstał i wskazując na dziewczynę oraz chłopaka rzekł:

- Moi kochani przyjaciele. Wiem, że to co teraz powiem zapewne wywoła poruszenie. Z wielką radością pragnę przedstawić wam Cassandrę i Connora Potterów, dzieci Lily i Jamesa oraz rodzeństwo Harry'ego.

"Poruszenie" było bardzo delikatnym słowem. Po wypowiedzi Dumbledore'a przy stole zapanowało istne pandemonium. Łapa i Lunatyk gwałtownie zbledli i wpatrywali się w dwoje przybyszy, jakby zobaczyli duchy. Pani Weasley rozbiła wazę z zupą, którą niosła. Tonks i Kingsley wpatrywali się w Dumbledore'a jakby czekając, aż starzec nagle wybuchnie śmiechem i krzyknie Prima Aprilis. Natomiast Moody parsknął śmiechem i patrząc na Connora odezwał się:

- Jackie Chan, jaaasne.

Kiedy wszyscy się uspokoili, pierwszy odezwał się Lunatyk.

- Możesz to wyjaśnić Albusie? Przecież Cassie i Connor zginęli razem z Lily i Jamesem.

- Jak widać nie – uśmiechnął się starzec wyraźnie rozbawiony zachowaniem reszty. - Voldemort nie zdążył ich zabić. Ja też na początku myślałem, że w Dolinie Godryka ocalał tylko Harry. Kiedy oddałem pana Pottera do jego wujostwa, chciałem zobaczyć miejsce gdzie Lily i James zginęli. Udałem się do Doliny Godryka i wszedłem do ruin domu. Usłyszałem płacz i tak znalazłem tę dwójkę.

- Ale dlaczego ukrywałeś to przez tyle lat?! - krzyknął Syriusz. - Co tam my, ale dlaczego ukrywałeś to przed Harry'm?!

- Nie będę wam się tłumaczył – odparł Albus. - Zanim przyprowadziłem Harry'ego do Kwatery, rozmawiałem z nim i wszystko mu wyjaśniłem. Uznałem, że nadszedł już czas, w którym powinniście dowiedzieć się prawdy o tej dwójce. Dlatego zaprosiłem ich aby spędzili z nami wakacje.

- No dobrze – odezwał się Kingsley. - W takim razie wiemy, że cała trójka żyje. Naprawdę nie spodziewałem się tej informacji. Jednakże nie mogę powiedzieć, że to zła wiadomość. Jestem zaszczycony, że mogę was poznać.

Wstał i uścisnął rękę Cassandrze i Connorowi. Pozostali poszli za jego przykładem i już po chwili dwójkę przybyszów wciągnięto w liczne konwersacje. Harry napotkał spojrzenie Dumbledore'a, który mrugnął do niego.

- Nie wierzę – odezwał się do Harry'ego wzruszonym głosem Łapa. - Oni naprawdę żyją.

- Znałeś ich? - spytał Harry.

- Connor urodził się najwcześniej. Kiedy Voldemort zaatakował waszą rodzinę miał dwa latka. Zawsze był z niego urwis. Obaj żartowaliśmy z Jamesem, że charakterem zupełnie przypomina jego. Natomiast Cassie urodziła się równocześnie z tobą. Remus jest jej ojcem chrzestnym. Connor niestety trafił na Glizdogona.

Hermiona i Ginny miały inny temat do rozmowy.

- Widziałaś jego oczy? - szepnęła Hermiona. - Jak na mnie spojrzał, to ciarki mi przeszły.

- Mnie też – odszepnęła Ginny.

- Jest w nim coś dziwnego – rzekła panna Granger. - Cassie wydaje się miła, ale on. Nie wiem, może to kwestia poznania go bliżej.

- Ale, ale! – rozległo się nagle głośne wołanie Freda. - Wiemy już kim są ci dwoje, ale kim jest towarzysz Connora?

- To mój przyjaciel Jonathan - odpowiedział Connor. - Zawsze chciał zwiedzić Anglię, więc nie mogłem mu odmówić tej okazji.

- Nie jesteś przypadkiem naszym zaginionym bratem? - zapytał George, nawiązując do koloru włosów Jonathana.

- Raczej nie – roześmiał się zapytany. - Chociaż z tego co widzę, charaktery mamy podobne - dodał mrugając do bliźniaków.

Fred i George spojrzeli na siebie i wyszczerzyli się diabelnie.

- Ty nas jeszcze dobrze nie znasz - powiedzieli równocześnie.

- Wy nas też – rzekł Connor. - Mamy na swoim koncie kilka psikusów.

- Psikusów – parsknął Jonathan. - Od kiedy używasz takich łagodnych słów?

Connor zgromił go wzrokiem. Harry cały czas przypatrywał się twarzy brata. Jego twarz była całkowicie bez emocji, a szare oczy zdawały się dokładnie wszystko lustrować. Nie wiedząc czemu, skojarzył mu się ze Snape'm.

- Wie pan co, dyrektorze? - zapytał starca Connor, podczas gdy Jonathan zaczął wymieniać bliźniakom wszystkie dowcipy jakie zrobili w Japonii.. - Nie wiedziałem, że ma pan tutaj takie okazy. Słowo daję gdybym wiedział, że przebywają tu takie ślicznotki przybyłbym szybciej - mrugnął okiem do Tonks, Hermiony i Ginny, na co trzy czarownice spłonęły jak piwonie. Syriusz natomiast zaśmiał się i rzekł w duchu "Cały James". Connor tymczasem zwrócił się do siedzącej obok niego Cassie.

- Więc to ty jesteś moją siostrą, hmm?

- Tak – odpowiedziała z wahaniem patrząc na niego. Odetchnęła, gdy nie zobaczyła w jego oczach wrogości.

- Zostajesz na całe wakacje?

- Taki mam zamiar, a ty?

- Ja także. W takim razie będziemy mieć mnóstwo czasu by się poznać - poklepał ją po ramieniu, a ona uśmiechnęła się. Po chwili rzekła:

- Przez chwilę myślałam, że chcesz nas tu pozabijać. Te twoje zimne oczy i kamienna twarz.

- Wielu mi to mówi - Connor cicho zachichotał. - Tam skąd pochodzę uczymy się nie okazywać żadnych emocji. Ale bez obaw. Mimo że się nie znamy, to i tak jesteś moją siostrą, a ja na rodzinę ręki nie podnoszę. Więc spokojnie, nie zadźgam cię we śnie.

- Co za ulga – Cassandra roześmiała się. - Harry w ogóle się do nas nie odzywa.

- Daj mu trochę czasu - odparł Connor. - To dla niego nowa sytuacja. Boi się tego czy go zaakceptujemy.

- Skąd wiesz? - zdziwiła się.

- Powiedzmy, że poznałem trochę ludzkie charaktery - uśmiechnął się tajemniczo. - Mieszkasz we Włoszech prawda? Byłem kiedyś w Mediolanie. Jesteś stamtąd?

- Nie, pochodzę z Florencji.

- Ach, miasto sztuki.

Cassandra pokiwała głową. Świetnie dogadywała się z Connorem. Początkowy strach przed nim nagle zniknął. "Jest naprawdę świetny" myślała. Opowiadała mu o swojej rodzinie i rodzinnym mieście, a on słuchał jej słów. Czasami zadawał jej pytania. W końcu kolacja zaczęła się kończyć, a Dumbledore wstał:

- Molly myślę, że trzeba przygotować pokoje dla naszych gości.

- Racja – odrzekła pani Weasley. - Cassie będzie spać z dziewczynkami. a Connor z Harrym i Ronem. A jeśli chodzi o Jonathana...

- Bierzemy go do siebie – natychmiast zakomunikowali Fred i George. - Czuje, że będziemy się świetnie dogadywać.

Bliźniaki oraz Jonathan zaśmiali się jak psychopaci. Niektórzy z domowników głośno przełknęli ślinę. Czasami nie dawali sobie rady z wybrykami dwójki bliźniaków, a jeśli teraz dojdzie jeszcze trzeci, to będzie dramat. Jednak z powodu braku wolnych pokoi pani Weasley musiała zgodzić się na taką opcję.

- Chodź – szepnął Connor, biorąc siostrę za rękę. - Wkurza mnie już tym swoim milczeniem.

Podeszli do skrępowanego Harry'ego.

- Długo masz zamiar tak siedzieć wpatrzony w podłogę? - Connor usiadł obok chłopaka. Harry drgnął zaskoczony, a jego brat wywrócił oczami. - My naprawdę nie gryziemy. To znaczy ja na pewno, ale Cassie jeszcze dobrze nie znam.

- Ej! - oburzyła się dziewczyna. - Nie pozwalaj sobie!

- Tak, tak. – Connor ją zignorował. - No więc?

- No więc co? - zapytał Harry. Connor po raz kolejny wywrócił oczami.

- Dobra widzę, że ciężko u ciebie z rozpoczynaniem rozmowy. Słuchaj wiem, że myślisz teraz coś w stylu „ Matko wydurnię się" albo „ Pewnie nie chcą mieć ze mną nic wspólnego", ale może zaryzykuj hmm?

- Skąd to wiesz? - zdziwił się Harry.

- Po prostu wiem. Zadałeś mi pytanie. Super, małymi kroczkami posuwamy się naprzód. Cassie już mi wszystko o sobie opowiedziała, więc chcę wysłuchać teraz twojej historii. Jak potoczyło ci się życie?

Siostra usiadła po drugiej stronie Harry'ego, który zaczął opowiadać. Z początku był nieśmiały, ale potem całkowicie się rozluźnił. Opowiedział im, jak spędził lata swojego życia w domu Dursley'ów, potem jak dowiedział się, że jest czarodziejem. Następnie mówił o swoich przygodach z Ronem i Hermioną. Kilka razy Cassie zakrywała usta i wpatrywała się w niego z przerażeniem, natomiast Connor z czymś na kształt podziwu. Po skończonej opowieści przyszła kolej na nich. Pogrążeni w rozmowie nie zauważyli, jak zostali w kuchni sami. Czasami wybuchali śmiechem, czasami byli poważni. W krótkim czasie znaleźli wspólny język i rozmawiali jakby znali się od zawsze. W pewnym momencie Connor wyjął papierosa i odpalił go, co sprawiło, że Cassie zerwała się oburzona:

- Ty palisz?!

- No i co z tego? - odparł kompletnie niewzruszony Connor, szukając czegoś co posłuży mu za popielniczkę. - Zapewniam cię, że nie jestem jedyny na świecie, który to robi.

- Ale przecież to jest szkodliwe!

- Wisi nad nami groźba w postaci Voldemorta – roześmiał się Connor, a Cassie wzdrygnęła się na dźwięk tego imienia. - A ty boisz się, że zabije mnie jeden papieros?

- No, ale – zaczęła, lecz zaraz odwróciła się do Harry'ego. - Powiedz mu coś. – jęknęła.

- Daj spokój Cassie. Jak chce to niech pali. To jego zdrowie – odparł Harry, stając po stronie brata.

- Świetnie! - warknęła i usiadła tyłem do Connora. - Nie odzywaj się do mnie – burknęła.

Za jej plecami Connor robił w jej stronę takie gesty, że Harry zaczął chichotać jak opętany. Connor też zaczął się szczerzyć, nawet Cassie lekko się uśmiechnęła. W końcu wszyscy troje śmiali się jak opętani. Kiedy jako tako się uspokoili dziewczyna powiedziała:

- Jak ja z wami wytrzymam? Jeden wieczór, a już działacie mi na nerwy.

- No cóż, przyzwyczajaj się – Connor mrugnął do niej. - Te dwa miesiące musisz wytrzymać.

- A potem? Co będzie jak skończą się wakacje? - zapytał Harry.

- Nic – odparł Connor. - Wpadniemy na święta, albo gdzieś się zgadamy.

- Nie idziecie do Hogwartu?

- Ja nie – Connor zaprotestował. - Mam za dużo na głowie, by siedzieć w szkolnej ławce.

- Czego masz za dużo na głowie?

Connor zaklął w myślach. "No to pięknie" pomyślał "O mało nie wygadałem się o Cieniach". Spojrzał na brata i siostrę mówiąc.

- Jest już późno. Chodźcie spać, bo jutro nie wstaniemy.

Harry i Cassie pokiwali głowami. Chwilę potem cała trójka weszła na górę. Harry wskazał siostrze pokój Hermiony i Ginny, a sam udał się z bratem do drugiego pomieszczenia. Kiedy weszli, Ron już smacznie chrapał. Chłopcy wskoczyli do łóżek i natychmiast zasnęli odpływając w krainę snów.