Harry siedział na swoim łóżku. Był wczesny ranek, lecz młody czarodziej nie mógł spać. W nocy nawiedzały go koszmary o czerwcowych wydarzeniach na cmentarzu. Znowu widział jak martwe ciało Cedrika ląduje na ziemi oraz odradzającego się Voldemorta. Słyszał śmiech szaleńca i czerwone oczy wpatrujące się w niego z żądzą mordu. Harry obudził się zlany potem, a także od tej pory nie zmrużył oka. Wpatrywał się w śpiącego brata, a przez jego głowę przelatywały wspomnienia z ubiegłego wieczoru. „ Gdzie zniknął z Dumbledore'em? „ myślał. Na własne oczy widział, jak jego brat teleportuje się bez licencji, a kiedy wrócili i on, i dyrektor wyglądali na wykończonych. Poza tym Dumbledore stwierdził, że Hogwart będzie bezpieczny. To utwierdziło go w przekonaniu, że dogadał się z kimś, a tego kogoś znał Connor. I jeszcze jego fascynacja księgami czarnomagicznymi oraz fakt, że walczył ze śmierciożercami. „ Kim ty jesteś? „ pytał w myślach, patrząc na śpiącego Pottera. Postanowił, że kiedy chłopak się obudzi wydusi z niego całą prawdę i nie ustąpi. Wstał z łóżka kierując się do łazienki. Ledwo dotknął umywalki, blizna na jego czole zapiekła go niemiłosiernie. Znowu zobaczył twarz Voldemorta i usłyszał jego szaleńczy śmiech. Przycisnął ręce do czoła, lecz ból nagle ustąpił. Oddychając głęboko opłukał twarz zimną wodą. Trochę mu to pomogło. Wyszedł z łazienki kierując się do pokoju. Wszyscy jeszcze smacznie spali. Nie wiedząc co ze sobą począć, położył się na łóżku z nadzieją, że uda mu się jeszcze trochę pospać.

W tym samym czasie na wielkim marmurowym tronie siedział człowiek o bladej twarzy z wężowymi szparkami zamiast nosa i zimnymi, czerwonymi oczami. Wpatrywał się w krąg swoich zwolenników, którzy nerwowo spoglądali na niego. Olbrzymi, kilkunastometrowy wąż wił się na jego ramionach. Voldemort przemówił, a jego głos odbijał się echem w mrocznej komnacie.

- Macie dla mnie jakieś interesujące wieści?

Nikt się nie odezwał, na co czarodziej uśmiechnął się pogardliwie. Brzydził się tymi ludźmi. Mimo, że byli jego zwolennikami i oddaliby za niego życie, to i tak uważał ich za zwykłe ścierwa. Patrzył kolejno na wszystkich, a ten na kim spoczął jego wzrok, w duchu odmawiał wszystkie znane sobie modlitwy. W końcu przed szereg wyszedł mężczyzna o ziemistej cerze, tłustych włosach i haczykowatym nosie. Upadł na kolana i powiedział:

- Panie, kilka dni temu Dumbledore przyprowadził dwoje dzieciaków. Twierdzi, że to zaginione rodzeństwo Harry'ego Pottera.

W sali zapanowało niezwykłe poruszenie. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać zaskoczeni wieściami.

- Rodzeństwo Pottera?! - wołali. - To on ma rodzeństwo?!

Voldemort rzucił zaklęcia Cruciatus na kilku śmierciożerców i wykrzyknął:

- Cisza! Severusie, wytłumacz mi to.

- Dumbledore twierdzi, że znalazł ich w zrujnowanym domu Potterów zaraz po tym kiedy Pan chciał... - Snape zawahał się, po czym podjął. - Kiedy chciałeś, Panie, zabić małego Harry'ego.

- Niesamowite – Voldemort uśmiechnął się paskudnie. - Wiesz o nich coś więcej?

- Tylko to, co powiedział mi Dumbledore, Panie – odparł Snape kłaniając się. - Jest ich dwójka. Cassandra Potter jest w wieku Harry'ego Pottera. Mieszka we Włoszech, razem z jakimiś przyjaciółmi Jamesa Pottera. Natomiast chłopak, Connor, jest od nich starszy. Niewiele o sobie mówi, więc nie wiem o nim nic konkretnego.

- Ciekawe - szeptał do siebie Riddle. - Ale to daje nam pewną przewagę. Harry na pewno nie pozwoli, by coś im się stało. Prędzej sam się podda niż na to pozwoli. Tak, prędzej sam się podda.

Po tych słowach Voldemort wybuchnął śmiechem szaleńca. Oświadczył, że to koniec zebrania i kazał śmierciożercom się rozejść, wcześniej wspominając, że Severus idealnie się spisał. Śmierciożercy widzieli, że ich Pan jest w wyśmienitym humorze. Kiedy Tom Riddle został sam, powiedział w języku węży do Nagini:

- O tak, moja kochana. Myślę, że rodzeństwo pana Pottera z chęcią obejrzy moje apartamenty. Jednak na razie nie będę zaprzątał sobie tym głowy. Na nich też przyjdzie czas. Teraz najważniejsze są wybory na nowego Ministra Magii. Trzeba wszystko doskonale zorganizować, aby nikt się nie zorientował, jakie mam plany odnośnie tych wyborów.

Wąż jedynie zasyczał w odpowiedzi.

Harry poczuł, że ktoś szarpie go za ramię. Otworzył oczy i zobaczył twarz Cassie. Siostra patrzyła na niego ze szczerym uśmiechem.

- Wstawaj śpiochu - powiedziała. - Jest prawie 12.

Potter spojrzał na zegarek i przekonał się, że mówiła prawdę. Więc jednak udało mu się zasnąć, a teraz znów go obudzono. Trochę rozdrażniony wstał i po chwili oboje zeszli do kuchni. Przywitał ich Remus z Syriuszem.

- No nareszcie książę ruszył swoje cztery litery - powiedział Syriusz. - Myślałem, że już nigdy nie wstaniesz.

- Spadaj - mruknął jedynie Harry i nalał sobie kawy.

- Harruś nie w humorze? - Syriusz nie ustępował. - Co się stało, paznokieć złamany?

Harry parsknął śmiechem i trzepnął Syriusza w tył głowy. Black zrobił oburzoną minę i chciał mu oddać, lecz potrącił rękawem szklankę z kawą i wylał zawartość na podłogę. Pech chciał, że w tym momencie weszła pani Weasley. Gdy spojrzała na plamę na podłodze zmrużyła oczy i zapytała pozornie spokojnym głosem:

- Który to?

- Syriusz - natychmiast odpowiedział Harry ze złośliwym uśmiechem.

Pani Weasley machnęła różdżką i na kolanach Syriusza pojawiła się ścierka do zmywania. Kazała mu to wytrzeć, więc biedny Łapa schylił się i zabrał za robotę. Natomiast Harry nie szczędził chrzestnemu docinków:

- Wiesz co? Jak tak na ciebie patrzę, to myślę, że bycie gosposią jest twoim powołaniem.

Remus parsknął śmiechem, a Syriusz warknął spod stołu.

- Nie przeginaj Potter!

- Tak sobie myślę, że chyba załatwię ci u siebie pracę na tym stanowisku, gdy będę miał dom. Przydałby mi się taki wprawny lokaj.

W tym momencie Łapa wychylił się znad stołu i rzekł do Harry'ego złowróżbnym szeptem:

- Jeszcze słowo i będziesz miał kłopoty.

- Ciiii – powiedział Harry i pokiwał palcem. - Niedobry Syriusz. Zły piesek.

Remus wybuchnął śmiechem razem z Cassie. Natomiast Syriusz zerwał się na równe nogi i zaczął gonić Harry'ego, który ze śmiechem wyleciał z kuchni. Jego śmiech i krzyki Syriusza słychać było w całym domu. Kiedy Connor wszedł ze zdziwieniem zapytał, czemu tamta dwójka tak się wydziera. Opowiedzieli mu o wszystkim, a chłopak dołączył do wybuchu wesołości. Po kilkunastu minutach wrócili Harry i Syriusz, z mokrymi głowami, kłócąc się ze sobą.

- To twoja wina Black!

- Właśnie, że twoja! - odkrzyknął Syriusz. - Nie musiałeś chichrać się jak opętany!

- A ty nie musiałeś drzeć kopary na cały dom! - odgryzł się Harry.

- Co się stało? - zapytała Cassie. - Dlaczego macie takie mokre włosy?

- Bo ten dzban uciekł tam, gdzie Molly właśnie czyściła podłogę! - powiedział Syriusz, wskazując palcem na Harry'ego. - Wbiegłem za nim. Molly wściekła się, że robimy raban i dostaliśmy mokrą szmatą po głowach!

Całe towarzystwo w kuchni znowu wybuchnęło śmiechem. Harry i Syriusz usiedli na drugim krańcu stołu, obrażeni na siebie. W myślach obmyślali jak zemścić się na drugim. Gdy wszyscy się uspokoili, Harry spojrzał na brata i szepnął do niego:

- Musimy pogadać.

Connor skinął głową. Po chwili wahania Cassie również podążyła za nimi. Weszli do pokoju Harry'ego i usiedli na łóżku. Po chwili Wybraniec zaczął.

- Myślę, że jesteś nam winny wyjaśnienia.

Connor w odpowiedzi uniósł brwi.

- Słucham? - zapytał.

- Gdzie byliście wczoraj z Dumbledore'em? - zapytał Harry.

- A co cię to obchodzi? - odpowiedział Connor wzruszając ramionami. - Z niczego nie muszę wam się tłumaczyć.

- Właśnie, że musisz - powiedział Harry zaczynając się irytować. - Nie wiem czy wiesz, ale przed rodziną nie ma się tajemnic.

- Czyżby? - ironicznie zapytał Connor. - A kto ci tak powiedział?

- Po prostu to wiem. Powiedziałem ci o sobie wszystko, Cassie również, a tylko ty trzymasz wszystko w tajemnicy.

- Powiedziałem wam o tym, co robiłem przez cały ten czas - Connor zaczynał tracić cierpliwość. - Nigdzie nie było mowy, że muszę odkrywać przed wami wszystkie swoje sekrety.

- Ale to nie fair w stosunku do nas - Harry też czuł jak opuszcza go spokój. - Jak ktoś cię o coś zapyta, odpowiadasz półsłówkami. Dlaczego nie chcesz powiedzieć, czym się zajmujesz?

- Przestań wtrącać się w nieswoje sprawy Harry! - Connor podniósł głos. - Interesujesz się rzeczami, które wcale cię nie dotyczą!

- Chłopaki... - zaczęła Cassie, ale nie zwrócili na nią uwagi.

- Czy ja wchodzę ci z buciorami w życie?! - krzyczał Connor. - Po prostu pytam cię o różne rzeczy i wcale nie zmuszam cię, byś na moje pytania odpowiadał! Wiedz Harry Potterze, że nie będziesz mówił mi co mam trzymać w sekrecie, a czego nie! To moja sprawa, a jak coś się nie podoba to fora ze dwora!

- Chłopaki...! - powtórzyła Cassie głośniej, lecz nadal jej nie słuchali.

- Jesteś pieprzonym egoistą! - wrzasnął Harry. - Oczekujesz, że inni będą ci się ze wszystkiego spowiadali, a sam nie zamierzasz z nikim dzielić się swoimi sekretami! Jak masz aż taki problem z tym, że próbuję dowiedzieć się czegoś o bracie, którego nigdy nie miałem, to wynoś się do swojej nory!

- Jeszcze jedno słowo i dostaniesz w pysk! - Connor zacisnął ręce w pięści.

- Śmiało! - odkrzyknął Harry. - Myślisz, że nie umiem się obronić?!

W tym momencie Cassie wstała z łóżka i wkroczyła między braci. Odwróciła się do Harry'ego i z otwartej dłoni dała mu w twarz. To samo zrobiła z Connorem. Chłopcy zaskoczeni, na moment zapomnieli o swojej sprzeczce. Trzymając się za obolałe policzki, wpatrywali się w nią z zaskoczeniem. Nigdy nie widzieli tak wściekłej Cassandry Potter. Jej orzechowe oczy ciskały gromy, a kasztanowe włosy były całe roztrzepane. Wyglądało to tak, jakby nagle ze słodkiego aniołka przemieniła się w żądnego krwi demona. Chłopcy skulili się, a tymczasem ona mówiła:

- Obydwaj jesteście kompletnymi kretynami! Nie widzieliśmy się tyle czasu, a wy kłócicie się o byle co!

- Ale to on pierwszy... - zaprotestował Connor.

- Milcz! - wrzasnęła, a chłopak zamknął usta z przerażeniem. Wyglądali teraz jak uczniowie stojący przed wściekłą nauczycielką. - To ja przyjeżdżam tutaj w nadziei, że spędzę z wami miłe wakacje, a wy odwalacie takie akcje?! Ty - rzekła, wskazując na Connora, który wzdrygnął się i niespokojnie patrzył na rękę wycelowaną w jego stronę. - Nie powinieneś ukrywać przed nami prawdy i trzymać wszystkich swoich sekretów jedynie dla siebie! Jesteśmy rodziną i mamy prawo wiedzieć o tobie wszystko! A ty – dodała, wskazując na Harry'ego, który cofnął się o krok. - Nie powinieneś tak na niego naciskać! Kiedy będzie gotowy, to z pewnością sam nam o wszystkim powie! A tymczasem trzymaj swoją niecierpliwość na smyczy i nie prowokuj kłótni, jasne?!

Harry gorliwie pokiwał głową. Wzrok Cassie nieco złagodniał, ale wciąż była na nich wściekła:

- A teraz podajcie sobie ręce i nie chcę więcej słyszeć sprzeczek między wami. No, na co czekacie?!

Chłopcy szybko podali sobie ręce, mamrocząc przeprosiny. Nadal byli w szoku i ze strachem patrzyli na siostrę, która nie spuszczała z nich oczu. Gdy się przeprosili powiedziała:

- A teraz, każdy z was do mnie podejdzie, da mi całusa w policzek i przeprosi, że musiałam się przez was zdenerwować!

- Cassie, nie przeginasz? - zapytał Harry, a siostra skierowała wzrok na niego.

- Chcesz jeszcze coś powiedzieć?! - syknęła, ale Harry pokręcił głową. Szybko podszedł do siostry i spełnił jej żądanie. Connor zrobił to samo.

- No! - powiedziała Cassandra, na nowo przybierając postawę cichej, szarej myszki. - A teraz idę na obiad i oczekuje, że za chwilę zobaczę was jak do nas dołączacie.

Connor i Harry szybko pokiwali głowami. Gdy wyszła, wypuścili ze świstem powietrze, które nie wiadomo kiedy zaczęli wstrzymywać. Harry pierwszy zabrał głos:

- Jeśli ona zawsze tak wygląda, gdy się zdenerwuje... - zaczął.

- To nie chcę być w skórze jej przyszłego męża - dokończył Connor. - Ma charakterek. Pewnie po matce.

- Wybacz za tę kłótnie. Trochę mnie poniosło - powiedział Harry.

- W porządku. Nie mogę powiedzieć wam wszystkiego o sobie. Obowiązuję mnie przysięga, że będę trzymał nasze sekrety w tajemnicy. Już i tak niektórzy robią mi wymówki, że przyprowadziłem Dumbledore'a.

Harry skinął głową i obaj zeszli na dół. Konflikt został zażegnany.

Nadszedł dzień urodzin Harry'ego i Cassie. W związku z tym Connor udał się do Tytanu, aby wybrać dla nich interesujące prezenty. Zastanawiał się, co by mogło im się przydać. Rozglądał się po wszystkich sklepach w mieście, jednakże nie znalazł nic ciekawego. W końcu wpadł na genialny pomysł. Udał się do wytwórcy różdżek i kupił u niego jedną. Następnie wszedł do zamku i skierował się do swych komnat. Chwilę pogrzebał w szafie, aż w końcu znalazł to, co go interesowało. Było to wielkie, jasnożółte jajo o bardzo chropowatej skorupce. Connor zapakował prezenty i wrócił na Grimmauld Place. Teraz pozostało już tylko czekać na wieczór.

Harry, Ron i Hermiona wygłupiali się, oglądając telewizor w salonie. Harry stwierdził, że zaniedbał trochę swoich przyjaciół, poświęcając cały swój czas Connorowi i Cassandrze. Gdy im to powiedział, Hermiona uśmiechnęła się i powiedziała, że nie co dzień odnajduję się swoją rodzinę. Ron także wspomniał, że nie ma do niego żalu. Tak czy siak, Harry postanowił, że ten dzień spędzi razem z nimi. Zastanawiali się, co by tu robić, gdy nagle Ron wypalił:

- Ja bym z chęcią pograł w Quiditcha.

- Gdzie? - zapytał Harry. - W salonie?

- U nas w Norze byłoby świetnie - powiedział Ron. - Ale nie ma jak się tam dostać.

W tym momencie Harry wpadł na genialny pomysł.

- Może jednak jest - powiedział Potter. - Ron, leć po bliźniaków i Ginny, a ja zaraz wrócę.

Zaskoczony rudzielec pobiegł po braci, a tymczasem Harry szukał Connora. Widział, że rozmawiał on z Syriuszem i Remusem, jednak teraz go nie było. Zapytał ich, czy wiedzą dokąd poszedł, a oni wskazali mu drzwi do łazienki. Po chwili najstarszy Potter wyszedł stamtąd wycierając ręce. Harry natychmiast do niego doskoczył:

- Możesz mi pomóc?

- W czym?

- Chcemy zagrać w Quiditcha, ale najpierw musimy dostać się do Nory. Pomyślałem, że może mógłbyś nas tam teleportować.

- No nie wiem, nie wiem – zacmokał Connor. - W końcu czasy są niebezpieczne. A jak zaatakuje was przyczajony śmierciożerca?

- Serio myślisz, że to się wydarzy?

- Nie – chłopak uśmiechnął się złośliwie. - Ale jest takie prawdopodobieństwo.

- Weź nie bądź fiutem - jęknął Harry. Odkąd przebywał z Connorem, jego zachowanie powoli ulegało przemianie. Teraz potrafił odgryźć się, gdy ktoś żartował sobie z niego i zaczął używać przekleństw.

- Harry! - oburzył się komicznie Connor. - Nie wolno tak mówić! Jeszcze nadszarpnie ci to reputację Złotego Chłopca!

- Goń się! - warknął Harry.

- Nu, nu, nu! – Connor pogroził mu palcem. - Nie wolno Harruś!

Harry prychnął i już miał odejść, ale brat powstrzymał go. Ze śmiechem powiedział, żeby wszyscy czekali w jego pokoju, a on zaraz tam przyjdzie. Wybraniec mu podziękował i poszedł przekazać wieści pozostałym. Wszyscy, prócz Hermiony wyszczerzyli się. Hermiona uważała, że to nieodpowiedzialne i niebezpieczne, ale nikt nie chciał jej słuchać. Nie chcąc zostać samą wśród dorosłych, panna Granger z niechęcią zgodziła się im towarzyszyć. Po pewnym czasie wszedł brat Harry'ego i wszyscy teleportowali się na zielone wzgórza, otaczające dom Weasley'ów. Connor powiedział, że przyjdzie po nich za dwie godziny i zniknął. Młodzież weszła na podwórko i skierowała się do starej szopy, gdzie trzymali miotły. Wzięli po jednej, a potem skierowali się na prowizoryczne boisko, rozciągające się za domem.

- Jakie składy? - zapytał George.

- Ja, Harry i Hermiona na waszą trójkę - odpowiedział Ron, wsiadając na miotłę.

Już mieli zacząć grać, kiedy pojawił się kolejny problem. Musieli znaleźć coś, co posłuży im za złotego znicza. Nagle George wpadł na pomysł, aby zaczarować klucze od szopy. Machnął różdżką i po chwili stary, brązowy klucz wznosił się w powietrzu. Harry'emu skojarzyło się to z jedną z zagadek, gdy szli po Kamień Filozoficzny. Wzbili się w powietrze i rozpoczęli grę. Siedząc na miotle, Harry znów czuł, że żyje. Zdał sobie sprawę, iż ponury dom na Grimmauld Place był dla niego jak klatka, a teraz czuł się się jakby wyfrunął na wolność. Robił w powietrzu różne manewry, ciesząc się jak małe dziecko. Latanie było tym, co kochał najbardziej. Uspokoił się jednak i zaczął oglądać grę pozostałych. Ginny, tak jak on szukała klucza. Rzucili na niego zaklęcie krótkotrwałej niewidzialności, aby było nieco trudniej. Tak więc klucz pojawiał się co jakiś czas na parę sekund i dokładnie tyle czasu mieli Harry i Ginny, aby go złapać. W międzyczasie Fred z George'm wbili już dwa gole. Hermiona szybowała w powietrzu, trzymając kurczowo trzonek miotły, jakby w obawie, że zaraz z niej spadnie. Harry powiedział do niej, żeby się rozluźniła, ale odkrzyknęła ze złością, iż łatwo mu mówić. Ron, który zaczął niecierpliwić się porażkami, przejął piłkę od Freda i mknął ku słupkom bramkowym. Jednak drugi bliźniak był w gotowości, więc po chwili przy piłce znowu byli bracia Weasley'owie. Harry zobaczył klucz dokładnie w tym samym momencie co Ginny i teraz oboje mknęli w jego kierunku. Ginny minimalnie go wyprzedzała i kiedy chciała już sięgnąć ręką, klucz znowu zniknął. Rudowłosa warknęła cicho i znowu zaczęła rozglądać się czujnie dookoła. W pewnym momencie obiekt ich poszukiwań znowu się pojawił, lecz tym razem Harry dopiął swego. Z triumfem na twarzy wymachiwał wyrywającym się kluczem. Wygrali 150:130. Stanęli na ziemi, a wtedy Ron powiedział:

- Jesteśmy niepokonani!

- Nie przesadzaj Ronuś - skrzywił się George. - Gdyby Harry złapał znicza kilka minut później i tak przegralibyście różnicą punktową.

- E tam - machnął ręką Ron. - zwycięstwo to zwycięstwo. Hermiono, dobrze się czujesz?

Panna Granger wyglądała, jakby miała zwymiotować. Pozieleniała na twarzy i zakrywała dłonią usta. Odparła z widocznym wysiłkiem:

- Nigdy więcej latania.

Wszyscy zaśmiali się. Poszli nad pobliski staw, gdzie wzięli szybką kąpiel. Harry wziął Ginny na ręce i po prostu wrzucił ją do wody. Młoda Wesley'ówna krzyknęła i ze wściekłą miną zaczęła ganiać czarnowłosego chłopaka wokół stawu. Efektem było to, że poślizgnęła się na mokrej trawie i znowu wpadła do wody. Wszyscy położyli się na ziemi ze śmiechu, a rudowłosa wyszła z wody z dumnie uniesioną głową. Kiedy Harry obok niej przechodził rzekł szeptem:

- Ładnie wyglądasz w mokrej koszulce.

Ginny spojrzała na dół i jej twarz przybrała taki sam kolor jak włosy. Mokra koszulka sprawiła, że jej piersi uwięzione w żółtym staniku, wyraźnie rysowały się na mokrych ciuchach. Harry zaśmiał się widząc jej reakcję i odszedł, aby mogła doprowadzić się do porządku. Szybko wbiegła do domu oraz skierowała kroki do swego pokoju. Przebrała się w suche ubrania i kiedy wróciła do towarzyszy, był tam już brat Harry'ego.

- No wreszcie! - rzekł do niej Fred. - Gdzieś ty była?

- Byłam się przebrać - odpowiedziała.

- Chodźcie, bo wszyscy czekają - powiedział Connor.

- Na co? - zapytali.

- Zobaczycie - uśmiechnął się tajemniczo.

Złapali go za rękę i po chwili wylądowali w pokoju Harry'ego.

- Idźcie do kuchni - powiedział Connor. - Ja zaraz przyjdę.

Skierowali się do kuchni. To, co tam zobaczyli sprawiło, że otworzyli usta. Całe pomieszczenie było obsypane konfetti, a na stole stał wielki tort. Wielki transparent nad stołem głosił: " Wszystkiego Najlepszego dla Cassandry i Harry'ego Potterów! ". Do Harry'ego i Cassandry po kolei podchodzili wszyscy członkowie Zakonu. Składali im życzenia, wręczając rozmaite prezenty. Od Syriusza i Remusa Harry dostał zestaw małego Huncwota, który jak twierdzili został stworzony przez nich. Tym prezentem szczególnie zainteresowali się Fred i George sprawdzając, czy mogliby wykorzystać coś do dowcipów, gdy już będą w Hogwarcie. Moody podarował Harry'emu fałszoskop mówiąc, że wykryje on czy osoba, o której Harry pomyśli ma wobec niego jakieś złe intencje. Harry nie zauważył, jak znalazł się obok siostry.

- Ale fajnie co? - rzekła dziewczyna. - Dostałam tyle prezentów, że nie wiem gdzie ja to wszystko schowam.

W tym momencie wszedł Connor i skierował się do rodzeństwa.

- No więc tak - zaczął. - Panie mają pierwszeństwo, więc życzę ci siostrzyczko byś osiągnęła same sukcesy oraz, aby nikt nigdy nie zdradził twojego zaufania. No i oczywiście bardzo dużo cierpliwości do mnie i Harry'ego - mrugnął, robiąc aluzję do jej niedawnej interwencji, gdy Harry i Connor się pokłócili. - A tu mam coś dla ciebie. Wiem, że kochasz zwierzęta, więc sądzę, iż będziesz zadowolona.

Podał jej wielkie, żółte jajo mówiąc:

- To jajo feniksa. Powinien wykluć się za jakieś dwa tygodnie.

Cassie zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się do niego dziękując. Connor podniósł ją i okręcił kilka razy w miejscu, na co dziewczyna zaczęła piszczeć. Kiedy w końcu go puściła, najstarszy Potter zwrócił się do brata.

- Jeśli chodzi o ciebie, to życzę ci tego samego co Cassie. A to dla ciebie - wyjął różdżkę i podał ją bratu. - Jest niezarejestrowana przez Ministerstwo, więc możesz nią czarować, nie martwiąc się interwencją ze strony Ministerstwa. Tak na wszelki wypadek.

Poklepał Wybrańca po plecach i wszyscy troje przyłączyli się do świętowania. Na stole były przeróżne potrawy oraz piwo kremowe. Dorośli popijali Ognistą Whisky. Harry tymczasem rozmawiał z Ronem i Hermioną:

- Kompletnie zapomniałem, że mam dziś urodziny.

- Jak zawsze – roześmiał się Ron. - Wszystkiego najlepszego stary.

- Dzięki – Harry wyszczerzył się do niego i pokazał im różdżkę. - Patrzcie co dał mi Connor. Czarując z tej różdżki nie mogę być namierzony przez Ministerstwo.

- Wow! - wykrzyknął podniecony Ron. - Ale ci zazdroszczę!

- Ciekawe, skąd ją zdobył? - zastanawiała się Hermiona. - Takich różdżek nie sprzedają w pierwszym lepszym sklepie. Pytałeś go o to?

- Nie i nie zamierzam - odparł Harry. - Raz już próbowałem go o coś wypytać i kiepsko się to skończyło.

Hermiona wzruszyła tylko ramionami i po chwili rozmawiali o tym, co spotka ich tym razem w Hogwarcie. Dziewczyna zaczęła panikować, że trzeba się uczyć, ponieważ mają w tym roku SUM-y, lecz Harry i Ron tylko wywrócili oczami. Według nich nie należało się tym martwić na zapas, ale Hermiona miała inne zdanie. Twierdziła, że te egzaminy to ich klucz do przyszłości i nie można ich lekceważyć. Harry i Ron tylko potakująco kiwali głowami, nic nie mówiąc. Oni mieli swoje zdanie na ten temat. Po zakończonym przyjęciu wszyscy porozchodzili się do łóżek. Harry właśnie przebierał się w piżamę, gdy Connor stanął w drzwiach.

- Co ty robisz? - zapytał zdziwiony Potter.

- Szykuje się do spania - odpowiedział Harry.

- Kpisz czy o drogę pytasz? - zapytał Connor z rozszerzonymi oczami. - Masz urodziny i chcesz iść spać o 21? A impreza urodzinowa?

- Przecież właśnie z niej wróciliśmy.

- Tą stypę na dole nazywasz imprezą? - Connor się roześmiał.

- Eee... – Harry był lekko zbity z tropu.

- Ubieraj się dzieciaku! - parsknął Connor. - Idziemy na prawdziwą imprezę.

- Dokąd?

- Jeszcze nie wiem - przyznał Connor. - Wymyślimy po drodze. Póki co, wkładaj jakąś koszulę albo co innego i czekam na ciebie przed domem. Masz pięć minut - Connor chciał odejść, lecz jeszcze się odwrócił. - A i nie mów nic Cassie. To będzie męska zabawa.

Harry był zaintrygowany tym, co jego brat wymyślił. Szybko coś na siebie włożył i wyszedł przed dom, gdzie czekał Connor paląc papierosa. Spojrzał na niego, kiwnął głową i obaj zaczęli iść ciemnymi uliczkami Londynu. Po kilkunastu minutach doszli do miejsca, które wyglądało na klub. Harry chciał się wycofać, ale starszy Potter ze śmiechem mu to uniemożliwił:

- Masz urodziny - powtórzył. - Zabaw się. Zapomnij przez chwilę o ratowaniu świata, śmierciożercach i Voldemorcie oraz daj się ponieść chwili.

Weszli do środka. Od razu usłyszeli głośną muzykę i zobaczyli na parkiecie mnóstwo osób. Wielkie neony oświetlały wnętrze różnokolorowymi światłami, tak że Harry bał się, iż dostanie oczopląsu. Z prawej strony, w dużej wnęce znajdował się bar z przeróżnymi trunkami. Po lewej były schody na górę, prowadzące na kanapy, gdzie klubowicze mogli usiąść i odpocząć od harców na parkiecie. Natomiast przed nimi rozciągał się parkiet taneczny, wyłożony kafelkami, a nad nim rozwieszone były różne ozdoby. Connor powiedział do Harry'ego:

- Skołuje nam coś do picia, a ty znajdź nam wolne miejsce.

Wybraniec skinął głową i wszedł po schodach na górę, a tymczasem Connor podszedł do baru. Uśmiechnął się przymilnie do ładnej brunetki, stojącej za ladą i rzekł:

- Poproszę butelkę wódki oraz dwa kieliszki.

- Mogę zobaczyć dowód?

- Nie sądzę, by był potrzebny - uśmiechnął się chłopak, rzucając ukradkowo zaklęcie Imperius na kobietę. - Sprzedasz bez dowodu, prawda?

- Sprzedam bez dowodu - powtórzyła głucho kobieta i podała Connorowi to co chciał.

- Świetnie! - ucieszył się Potter, kładąc pieniądze na stole. - Reszta dla ciebie.

Skierował się na górę i znalazł Harry'ego, który siedział obok jakiejś zgrabnej szatynki. Dziewczyna ewidentnie za dużo wypiła i łasiła się do Harry'ego, który był skrępowany jej zachowaniem. Connor parsknął śmiechem na ten widok. Przysiadł się do nich, szczerząc się do brata, który patrzył na niego morderczym wzrokiem. Następnie skierował spojrzenie na szatynkę:

- Mogłabyś zostawić nas samych?

Dziewczyna niechętnie wstała i odeszła. Connor powiedział:

- Co ty pedał jesteś? Taka sztuka, a ty siedzisz jakbyś kij połknął.

- Nie wkurzaj mnie! - warknął na niego Harry.

- Spokojnie, walniesz parę kolejek i sam będziesz do nich lgnął.

Po tych słowach nalał Harry'emu i sobie. Wzniósł swój kieliszek do góry i rzekł:

- No to twoje zdrowie solenizancie, do dna!

Obaj wychylili po kieliszku. Harry skrzywił się, czując jak coś pali go w gardło. Jego towarzysz zaśmiał się i wskazał na butelkę z wodą, która stała na ich stoliku. Harry wziął duży łyk i poczuł jak pieczenie ustaje. Connor patrzył na niego.

- Pierwszy raz piłeś alkohol?

- Mhm - odparł Harry, a Connor wytrzeszczył oczy.

- Chłopie, gdzieś ty się uchował?! Dumbledore zrobił z ciebie totalnego ciamajdę. Ale spokojnie, przez ten miesiąc dowiesz się, co znaczy życie nastolatka.

Nalał im jeszcze kolejkę, którą wypili. Za drugim razem nie było tak źle. Siedząc rozmawiali o życiu w Hogwarcie. Harry opowiadał mu, jak wygląda zamek oraz jakie sekrety w sobie skrywa. Connor słuchał go, od czasu do czasu polewając do kieliszków.

- Musi tam być ciekawie.

- Tam jest fantastycznie! - odparł z entuzjazmem Harry, lecz zaraz zmarkotniał. - Szkoda, że ciebie i Cassie tam nie będzie.

- Nigdy nie mów nigdy - tajemniczo uśmiechnął się starszy brat. - Powiedz mi coś więcej o tej Jennifer z Privet Drive.

Więc Harry zaczął nową opowieść. W międzyczasie opróżnili całą butelkę, więc Connor poszedł po następną. I na nowo zaczęli swój rajd. Gdy mieli już kilka promili we krwi, starszy brat rzekł:

- Rozluźniony? To teraz lecimy na panienki. Działaj braciszku, wyrwij jakąś laskę i zabaw się, a i ja sobie nie pożałuję. Jak się dowiem, że dzisiaj nawet się nie całowałeś, to wydziedziczam cię z rodziny Potterów - rzucił żartobliwie.

Zeszli na dół i zniknęli w tłumie tańczących. Harry przez moment stał nie wiedząc, którą dziewczynę wybrać, aż w końcu jego wzrok spoczął na blondynce w krótkich, dżinsowych spodenkach i białej bluzce na ramiączkach. Alkohol dodał mu odwagi, więc podszedł do niej i zapytał, czy chce zatańczyć. Zgodziła się ochoczo, więc po chwili już śmigali na parkiecie. Harry zdziwił się, że tak dobrze idzie mu taniec. Pamiętał swoje próby na balu bożonarodzeniowym w Hogwarcie, lecz teraz było całkiem inaczej. Muzyka nie była tak sztywna i dodatkowo alkohol pobudzał go do działania. Z daleka widział jak Connor, w objęciach rudej dziewczyny pokazuje mu uniesiony w górę kciuk. Przetańczył z blondynką dwa tańce, a potem skierował się z nią do baru, gdzie barmanka podała im kolejny trunek.

Pablo Escobar siedział na wielkim, skórzanym fotelu. Spojrzał na białą kreskę leżącą na tacy i pociągając nosem, wchłonął jej zawartość. Przychodził do tego klubu od wielu miesięcy, co dzień wypatrując nowej dziewczyny, z którą mógłby spędzić noc. Tym razem wypatrzył zgrabną blondyneczkę z białą bluzką na ramiączkach, rozmawiającą z jakimś smarkaczem. Pablowi nie przeszkadzało, że obiekty jego westchnień były zajęte. Jeśli ich partner miał jakieś obiekcje, co do wyboru jego kochanki to dwadzieścia minut później żegnał się ze światem. Skinął ręką i przywołał jednego ze swoich goryli. Kazał mu przyprowadzić dziewczynę.

- Jak jej laluś będzie robił problemy, to wiesz co robić - powiedział do niego.

Goryl skinął głową i podszedł do pary, siedzącej przy jednym ze stolików. Bez zbędnych ceregieli powiedział:

- Panienko, pan Escobar pragnie panią widzieć.

- Kto? - zapytała blondynka, a goryl skinął głową na siedzącego Pabla, który obleśnie się uśmiechnął. - Eee, niech pan mu powie, że jestem zajęta.

- Panienko, nalegam! - goryl złapał ją za rękę i próbował zaciągnąć do Pabla.

Harry czując, jak krew zagotowała mu się w żyłach, a dodatkowo pobudzony przez krążący w organizmie alkohol wstał i odepchnął goryla. Ten przewrócił się na podłogę. Po chwili podniósł się i rzucił z pięściami na Harry'ego, ale ktoś zatrzymał jego rękę. Spojrzał tam i ujrzał chłopaka z czarnymi włosami oraz szarymi oczami, w których płonęła żądza mordu. Wykręcił gorylowi rękę, która dziwnie chrupnęła i mężczyzna krzycząc, po raz kolejny upadł na podłogę. W tym czasie podbiegli do niego inni mężczyźni, otaczając Connora. Chłopak uważnie rozglądał się dookoła i czekał. Jeden z mięśniaków zamachnął się na niego, ale Connor zrobił unik i grzmotnął go pięścią w nos, równocześnie robiąc piruet uderzył z łokcia drugiego napastnika. Zatrzymał spadającą na jego twarz pięść innego i z półobrotu uderzył go w brzuch, aż biedak zleciał piętro niżej. Doskoczył do dwóch kolejnych, złapał ich za głowy i trzepnął nimi o siebie. Zostało jeszcze dwóch. Kiedy jeden z nich brał zamach, Connor złapał jego rękę, obrócił się i przerzucił go przez swoje plecy. Klęknął przy nim i poprawił mu pięścią w skroń. Jeszcze jeden. Tamten widząc, że nie ma szans, po prostu odwrócił się na pięcie i uciekł. Wszyscy patrzyli na to szeroko otwartymi oczami, a Pablo kipiał z gniewu. „ Co to kurwa było?! „ myślał sobie. „ Co za pieprzony... „. W tym czasie Connor przysiadł się do Harry'ego i blondynki mówiąc:

- Kupiliście wódkę? Świetnie, pić mi się chce jak cholera.

Wypił kolejkę, jakby nic się nie zostało i po chwili zapytał:

- Czego od was chcieli?

- Chcieli, żeby Rosalie poszła do jakiegoś kolesia.

- Do którego, mówili?

Blondynka wskazała na wkurzonego Pabla. Connor wstał i przechodząc nad wyjącymi z bólu gorylami gangstera, podszedł do mężczyzny w białym garniturze. Usiadł naprzeciwko niego i powiedział:

- Siemka. Nie mam czasu, więc będę się streszczał. Jeżeli jeszcze raz któryś z twoich goryli zaczepi mojego brata lub mnie, to cię zapierdolę rozumiesz? - mówiąc to uśmiechał się przymilnie. - A twoje truchło powieszę na Big Benie, jako przestrogę dla pozostałych. Tak więc uważaj sobie złamasie.

Odszedł od Pabla, który gotował się z wściekłości. Już chciał podejść i wbić swój kilkucentymetrowy nóż prosto w żebra tego gnojka, ale powstrzymał się. „ Za dużo świadków. „ myślał. „ Nie, lepiej poczekać aż będzie sam. „. Od tej pory przestał interesować się blondynką. Ciągle śledził ruchy Connora.

Tymczasem Connor dosiadł się do Harry'ego i dziewczyny. Ochroniarze klubowi wynosili znokautowanych ludzi Escobara, a tymczasem starszy Potter polewał pozostałym. Wypili i dopiero wtedy chłopak przemówił:

- Nie przedstawiłem się - powiedział, wyciągając rękę w stronę dziewczyny. - Jestem Connor.

- Rosalie - dziewczyna ścisnęła mu dłoń. - Dziękuje za ratunek.

- Nie ma spawy - odparł chłopak. - Jak coś, polecam się na przyszłość.

- Lepiej stąd spadajmy - powiedział Harry. - Ten facet nam nie popuści.

- W dupie to mam! - odpowiedział Connor. - Poznałem tu niezłą laskę i nie wyjdę, bo jakiś naćpany brudas nie potrafi normalnie wyrywać panienek.

- Jednak jego ludzie mogą wrócić.

- To znów dostaną po pysku - odpowiedział beztrosko Connor, nalewając sobie kolejny kieliszek.

- Jednak... - zaczął Harry, ale zirytowany Connor mu przerwał.

- Chłopie, to ja tu odstawiam wejście wściekłej pięści, prawdziwy Kung Fu Panda show, a ty się boisz jakiejś bandy cieniasów?!* Wyluzuj, napij się z koleżanką, zabaw się, a jak ten Escobar znów się przyczepi, to strzel mu w pysk dwa razy. Raz od siebie i raz ode mnie. Ja spadam widzimy się później.

Mówiąc to znowu zszedł na dół i zniknął w tanecznym tłumie.

Dwie godziny później znów wszedł na górę i zobaczył Harry'ego obmacującego się z Rosalie. „ No, no, no „ zachichotał w myślach. „ Nasz mały Harruś nam rośnie. „. Dosiadł się do nich, a para przerwała swoje pieszczoty. Connor spojrzał na nich i rzekł:

- Nie przeszkadzajcie sobie, tylko odpocznę i już znikam. Wymęczyła mnie ta ruda diablica. Byłem z nią na zapleczu. Mówię ci braciak, jeszcze nigdy nie odczułem czegoś podobnego. Cóż to była za rozkosz. Te usta, mmm, i ten tyłeczek - Connor najwyraźniej zapomniał, że nie jest sam, aż w końcu poczuł mocne szturchnięcie w żebra. - Co?

Spojrzał w ich stronę i zobaczył, jak Rosalie i Harry słuchają go z otwartymi oczami. Zmieszał się, lecz zaraz parsknął śmiechem. Harry z podejrzliwością patrzył na brata, a konkretniej na jego oczy. Miał je zmrużone, tak że nie wiadomo było, czy je zamknął czy nie. „ Jak Chińczyk. „ pomyślał Potter. A potem go olśniło. „ Zjarał się. „ pomyślał Harry z rozbawieniem. Rosalie pocałowała Harry'ego w policzek i powiedziała, że idzie do łazienki. Kiedy bracia zostali sami, Connor zabrał głos:

- Harry? - zaczął starszy.

- Hmmm? - odpowiedział Wybraniec, nalewając sobie i bratu kolejną kolejkę.

- Jak się podoba impreza urodzinowa?

- Szczerze?

- No pewnie!

- Jest świetnie! Dawno się tak nie bawiłem, nie stój, nigdy się tak nie bawiłem! Kto by pomyślał?

- Dlaczego nie? Robisz to, co większość w twoim wieku. Po prostu Dumbledore cię ograniczał.

- Chyba tak - odrzekł Harry. - Ale to się zmieni. Szanuję go, ale nie pozwolę by ustawiał mi życie.

- Jeszcze pomyśli, że to ja cię tak zgorszyłem - roześmiał się Connor.

- W sumie to prawda - zawtórował mu Harry.

- Tylko jak będziesz z nim rozmawiał nie przesadź. On jest potężny i potrzebujemy go po naszej stronie w wojnie z Voldemortem. Tak więc niech emocje za bardzo cię nie poniosą.

- Spokojnie, poradzę sobie - odpowiedział Harry podając bratu kieliszek. Przyjął go i pociągnął łyk. Rozłożył się na kanapie i po chwili znów zapytał.

- Harry?

- Hmm?

- Schlałem się - Harry parsknął śmiechem w swoją szklankę z sokiem. Wytarł sobie twarz serwetką i spojrzał na brata.

- Co ty mówisz? Nie widać - rzucił z sarkazmem.

- Kiedy szedłem tu na górę, naszła mnie pewna resleksja - powiedział Connor.

- Co cię naszło? - zdziwił się Harry.

- Resleksja - powtórzył, a widząc, że Harry nadal nie rozumie powiedział. - Kurwa, myślałem sobie!

- Aaa! – Harry się roześmiał. - I co takiego wymyśliłeś?

- Że fajnie byłoby wyłożyć się nago na słońcu i zajarać sobie fajeczkę, leżąc na sierści kota perskiego.

Dla Harry'ego było to za wiele. Zwinął się wpół i zaczął śmiać jak opętany. Connor spojrzał na niego.

- Co cię tak bawi?

- Spizgałeś się? - zapytał prosto z mostu Harry.

- Nie myśl o tym w ten sposób. Pomyśl o tym, jak o podróży w głąb twego umysłu i odkrywaniu jego wspaniałych tajemnic.

- Spizgałeś się? - powtórzył pytanie Harry.

- Yyy... Tak - potwierdził Connor i parsknął śmiechem, a w ślad za nim poszedł Harry.

Śmiali się dobrą chwilę, aż w końcu dołączyła do nich Rosalie. Connor stwierdził, że zostawi ich samych i pójdzie poszukać swojej rudej diablicy. Skinął jeszcze głową na Harry'ego, żeby na chwilę z nim poszedł. Kiedy oddalili się od dziewczyny powiedział:

- Jak chcesz zaliczyć z nią kolejną bazę, to daj znać, a znajdę wam jakieś ustronne miejsce.

- Weź już idź - powiedział ze śmiechem Harry.

Prawda, był pijany, ale nie aż tak. Connor zszedł na dół i wypatrzył swoją towarzyszkę. Podszedł do niej i uśmiechając się, szelmowsko zaprosił ją do tańca:

- Ty masz jeszcze siłę tańczyć? - zdziwiła się.

- Kochana, mam jeszcze siłę na coś innego - odpowiedział, puszczając jej oczko.

- Taaak? - zapytała, przeciągając samogłoskę. - A na co?

- Na to, co robiliśmy pół godziny temu na zapleczu - odparł śmiało i ścisnął jej udo.

- Chodź zatańczyć. Jak mi się będzie podobało, to może znów ci się poszczęści - odpowiedziała kusząco.

Po godzinie Connor znów wrócił do Harry'ego, który tym razem siedział sam. Zapytał gdzie jego towarzyszka, na co Harry odparł, że wróciła do domu.

- Tak po prostu? - zdziwił się Connor.

- Nie, z efektami specjalnymi - odpowiedział Harry.

Connor roześmiał się, upadając na podłogę. Próby podniesienia go spełzły na niczym i chłopak siedział tak dobre piętnaście minut. W końcu się opanował oraz spoglądając na Harry'ego rzekł:

- Strasznie pyskaty się dziś zrobiłeś.

- To twoja zasługa - odpowiedział Harry, pokazując mu język.

Connor wypiął dumnie pierś, na co młodszy Potter się roześmiał. Musiał przyznać, że dzisiejszy wieczór był cudowny. Nigdy się tak nie upił i nie wyszalał. Zerknął na brata, który teraz masował sobie skronie, usiłując złagodzić ból głowy, który nagle go dopadł. „ To jego zasługa. „ pomyślał. „ Gdyby nie on, spałbym teraz w domu, a nie przeżywał najlepszy wieczór w życiu. Eh, profesorze Dumbledore, koniec z mówieniem, co mam robić w wolnym czasie, a czego nie. „. Jednak Harry nie był zły na Dumbledore'a. Nie, po prostu nie chciał, by starzec planował mu dzień. Nadal będzie pomagał dyrektorowi w zniszczeniu Voldemorta, ale wolny czas będzie teraz spędzał po swojemu. Jeszcze raz popatrzył na Connora, który usiłował podnieść się do pionu. W końcu dopiął swego i zbliżywszy się do Harry'ego rzekł:

- Jest prawie 3. Czas wracać, skoczę się jeszcze odlać i opuszczamy tą jaskinie rozpusty. Poczekaj na mnie przed wejściem.

Harry skinął głową i zszedł na dół. Natomiast Connor zniknął w drzwiach prowadzących do toalet. A Pablo Escobar wstał od swego stolika.

Connor skończywszy swoje potrzeby fizjologiczne, mył ręce nucąc jakąś piosenkę. Drzwi otworzyły się i stanął w nich mężczyzna w białym garniturze, którego chłopak rozpoznał od razu. Potter momentalnie wytrzeźwiał i odwrócił się do przybysza. Tamten wyjął wielki nóż i powiedział:

- Zobaczymy, jak teraz będziesz śpiewał smarkaczu!

- Boże, to prawdziwy nóż?! - zapytał płaczliwym głosem Connor, klękając na kolana. - Na żartach się pan nie zna?! Po co uciekać się do tak drastycznych środków?!

Ale Pablo podbiegł do niego i wyciągnął rękę, chcąc go dźgnąć. Connor tylko na to czekał. Momentalnie wyskoczył do przodu i powalił przeciwnika na ziemię. Tarzali się po podłodze jakiś czas, jednak Connor był bardziej pijany niż myślał. Wyprowadzając ciosy pudłował, a Pablo kopnął go w brzuch i dobił pięścią. Chłopak padł na ziemię wypluwając krew, jednak zanim zdążył się podnieść, kopniak w twarz znowu go powalił. Zauważył nóż leżący pośrodku toalet, Pablo też go widział i razem podbiegli do śmiertelnego narzędzia. Pablo złapał go pierwszy, ale Connor kopniakiem znów mu go wytrącił. Mężczyzna złapał Pottera za włosy oraz uderzył jego twarzą w lustro nad umywalką. Szkło pękło, raniąc mu twarz. „ Cholera, faktycznie jestem pijany. „ pomyślał Potter. Na szczęście uderzenie nieco go otrzeźwiło. Wyszarpnął się z uścisku gangstera i podpierając się umywalki, skoczył zakładając mu nogi na szyje. Okręcił się wokół własnej osi i powalił Pabla na ziemię, nadal trzymając nogi na jego szyi. Ścisnął je mocniej i przekręcił. Usłyszał chrupnięcie i ciało mężczyzny znieruchomiało. Pablo Escobar był martwy. Szesnastolatek skręcił mu kark, kończąc jego gangsterskie życie. Connor wstał i podszedł do jedynego ocalałego lustra. Obmył twarz i wyszedł z toalety. Imprezowicze ze zdziwieniem przyglądali się ranom na jego twarzy, lecz chłopak się tym nie przejął. Podszedł do baru i zawołał barmankę, na którą kilka godzin wcześniej rzucił Imperiusa.

- Ślicznotko, czy masz może jakieś bandaże na stanie?

Barmanka nie tylko potwierdziła, lecz także zaprowadziła go na zaplecze i opatrzyła twarz. Z uśmiechem powiedziała, że skaleczenia nie są zbyt głębokie i po paru dniach jego buzia będzie jak nowa. Connor uśmiechnął się i podziękował. Na odchodnym rzucił jeszcze przez ramię:

- Z pewnością niedługo odwiedzi was policja. Jakby co, możesz powiedzieć, że ten koleś w łazience to nie moja sprawka, prawda?

- Tak, oczywiście - uśmiechnęła się barmanka i pocałowała go w policzek. - Escobar był zwykłą świnią. Cieszę się, że w końcu dostał to na co zasłużył. Nie chcesz zostać jeszcze trochę? Za chwilę kończę pracę - uśmiechnęła się kusząco.

- Kusisz ślicznotko, ale nie mogę - odpowiedział Connor z nonszalancją całując ją w rękę. - Ale może jeszcze kiedyś tu zawitam.

- Będę czekać - puściła mu oczko i wróciła do pracy.

Connor wyszedł przed klub i zobaczył Harry'ego. Gdy do niego podszedł, Harry szeroko otworzył oczy.

- Co ci się stało?!

- Nic takiego - odpowiedział lekceważąco. - Miałem spotkanie ze starym przyjacielem.

- Escobar? - zapytał młodszy.

- Mhm - odparł Connor.

Wrócili do domu i najciszej jak mogli poszli do swoich pokoi. Zanim się położyli, Harry jeszcze powiedział.

- Dzięki za dzisiaj. Jesteś w porządku.

Connor lekko się zaśmiał i wystawił pięść przed siebie. Harry przybił z nim żółwika i obaj wskoczyli do łóżek. Starszy Potter jeszcze powiedział:

- Później mnie znienawidzisz.

- Dlaczego? - zapytał Harry sennym głosem.

- Bo nie wiesz co to kac.

Ale tego Harry już nie usłyszał.

Kiedy chłopcy wracali po imprezie do domu, Cassandra Potter smacznie spała w swoim łóżku. Śnił jej się wyjątkowy sen.

Stała w wielkiej sali, całej ze złota. Pośrodku było zupełnie pusto, nie licząc olbrzymiego, złotego tronu pośrodku, na którym siedziała najpiękniejsza kobieta, jaką Cassie kiedykolwiek widziała. Jej długie blond włosy opadały jej do pasa, dodatkowo uformowane w loki. Jasna cera i jaskrawe niebieskie oczy wpatrywały się w nią, jakby chciały przejrzeć ją na wylot. Malinowe usta uśmiechały się do niej. Kobieta wstała i zaczęła do niej podchodzić. Jej biała szata była tak zwiewna, że wyglądała, jakby była utkana z powietrza. Bose stopy, którymi stawiała kroki zdawały się nie dotykać podłogi. Podeszła do Cassie i kładąc jej ręce na ramionach rzekła:

- Witaj Cassandro Potter. To zaszczyt, móc w końcu cię poznać.

- Pani mnie zna? - odrzekła urzeczona dziewczyna. Nie mogła oderwać od niej wzroku.

- Oczywiście. Jesteś jedną z nas, choć sama o tym nie wiesz.

- Jedną z nas czyli kim?

- Strażniczką Równowagi.

- Kim? Nie rozumiem.

- Zrozumiesz drogie dziecko. Z czasem wszystko wyda ci się jasne. Nie w moim interesie jest uświadamianie cię o twej misji. Musisz sama ją odkryć.

- Kim pani jest?

- Moje imię jest zbyt trudne, abyś mogła je wymówić Strażniczko. Możesz nazywać mnie Matką, wszystkie Strażniczki tak mnie nazywały.

- Ale kim są te Strażniczki? I dlaczego myśli pani, że jestem jedną z nich?

- Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, już powiedziałam. Musisz sama to odkryć. Co do drugiego, to wiem, gdyż sama cię stworzyłam.

- Słucham?! - zapytała zszokowana Cassie, a jej myśli pognały w złym kierunku.

- O nie, nie - uśmiechnęła się Matka. - Nie to miałam na myśli. Widzisz Cassandro, raz na pięćset lat rodzi się dziecko, na które spływa część mojej mocy. A skoro jest to moja moc, to wiem do kogo ona trafia. Nie ma mowy o pomyłce. Mówiąc „ stworzyłam cię „ miałam na myśli, że moja moc jest teraz w tobie.

- Ale dlaczego ja?

- Tego nie wiem. Nie ja decyduje, kto będzie dzierżył moją siłę. Ja jestem tylko od tego, by cię poprowadzić.

- Do czego?

- Do celu twojej drogi.

- A co jest tym celem?

- Zapewnienie równowagi.

- Po co te zagadki? - Cassie trochę się irytowała.- Nie można powiedzieć wprost?

Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała.

- Nie dziecko. Odkrycie celu twojej drogi jest jednym z twoich celów. Wiem, że to zdanie dziwnie brzmi, ale ono najlepiej opisuje co musisz zrobić.

- Mam szukać mojego przeznaczenia?

- Nie - uśmiechnęła się ponownie Matka. - Nie rozumiesz dziecko. Nie masz szukać twojego przeznaczenia, gdyż ono samo cię znajdzie. Masz jedynie poszukać najwłaściwszej drogi, przez którą przejdziesz, aby je wypełnić. A ja jestem tu po to, by dawać ci wskazówki, co do jej wyboru.

- Co mnie czeka na jej końcu?

- Zbawienie albo potępienie. To zależy od tego, którą drogą pójdziesz.

- Nie wiem, czy to na pewno o mnie chodzi - zaczęła Cassie. - Tak naprawdę niczym się nie wyróżniam. Nie mam jakichś specjalnych umiejętności. To raczej Connor lub Harry je mają, ale ja nie.

- Mylisz się kochanie - rzekła Matka. - Masz w sobie wielką moc. Musisz tylko odkryć, jak ją uwolnić. A teraz posłuchaj. Jeszcze się spotkamy, to pewne. Jednak nie wiem kiedy to nastąpi, a muszę przekazać ci pewne informacje. Zachowaj je jednak dla siebie. To, co ci teraz powiem to fragment przyszłości, a przyszłości nie można zmieniać, dopóki nie stanie się ona teraźniejszością. Lord Voldemort coraz bardziej zaciska pętle na czarodziejskim świecie. Już wkrótce będzie miał dosyć mocy, aby pogrążyć świat w chaosie. Jednak za plecami Voldemorta czai się ktoś jeszcze. Ktoś, kogo tożsamości nie znamy. Ktoś, kto jest starszy niż wszystko inne na tym świecie. Ktoś, kto z ukrycia pociąga za wszystkie sznurki, realizując swój szatański plan. Voldemort jest jedynie marionetką w jego rękach, kolejnym pionkiem na jego szachownicy, chociaż on sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Już wkrótce cały świat, mugolski i czarodziejski, może ulec przemianie.

- Przerażasz mnie - rzekła Cassie wzdrygając się.

- Niestety to prawda - odpowiedziała smutno kobieta. - Są na tym świecie siły, które powinny być uśpione. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakim błogosławieństwem jest dla nich niewiedza. Nie wiedzą, co może czaić się w mrocznych zakątkach świata. Musisz już wracać moje dziecko. Jeszcze się spotkamy.

Kobieta wzięła jej twarz w swoje białe dłonie i złożyła na jej czole pocałunek. Cassie poczuła się tak, jakby wszystkie troski z niej uleciały. Przepełniła ją bezgraniczna radość. Po chwili Matka znów spojrzała jej w oczy.

- Mam dla ciebie jeszcze jedną wiadomość.

- Tak? - Cassie spojrzała na nią.

- Dusza jednego z twoich braci pogrąży się w mroku. Jednak wsparcie rodziny i przyjaciół może go uratować, nim zupełnie straci swoje człowieczeństwo.

Po tych słowach blondwłosa kobieta zaczęła się oddalać.

- Czekaj! - krzyknęła za nią Cassandra. - O którym z moich braci mówiłaś?! Co mam robić, by go uratować?!

Jednak głos kobiety dochodził do niej, jak zza grubej szyby.

- Przyszłość można zmienić, gdy stanie się teraźniejszością... Sama odkryj prawdę... Znajdź swoją drogę...

Cassie obudziła się zlana potem. Była cała roztrzęsiona. „ To tylko sen. „ mówiła sobie. „ Ale jaki realistyczny. „W głowie wciąż szumiały jej ostatnie słowa kobiety. „ Dusza jednego z twoich braci pogrąży się w mroku. Jednak wsparcie rodziny i przyjaciół może go uratować, nim zupełnie straci swoje człowieczeństwo. „. Cassie zacisnęła pięści na pościeli i powiedziała w myślach. „Nie stracę ich ponownie. Nie pozwolę!„. Z mocno bijącym sercem znów pogrążyła się w spokojnym śnie.