Harry i pozostali dochodzili do siebie po niedawnych wydarzeniach. Przez cały dom na Grimmauld Place przewijali się członkowie Zakonu, raportując o stratach własnych i śmierciożerców. Nikt nie interesował się nieletnimi czarodziejami, więc opuścili pomieszczenie i skierowali się na piętro. Gdy Ginny zamknęła drzwi swojego pokoju, odwróciła się do Harry'ego i powiedziała.
- Ale heca co? Twój brat wszystko wywrócił do góry nogami.
- Nie wiem, jak wam - zaczęła Hermiona. - Ale Connor coraz mniej mi się podoba. Jest w nim coś dziwnego i przerażającego. Mówcie co chcecie, ale z kimś, kto jest zdolny rzucać Sami-Wiecie-Kim po ścianach, mogą być w przyszłości kłopoty.
- Daj spokój Hermiono - zaprotestował Ron. - Przedstawienie jakie odstawił na Pokątnej było nieziemskie. Wcale się nie zdziwię, jak ten pojedynek przejdzie kiedyś do legendy.
- Dobrze, że mamy go po swojej stronie - dodała Ginny. - Chociaż nieczęsto to mówię, to zgadzam się z Ronem. Z nim mamy chociaż jakieś szanse w walce z Sami-Wiecie-Kim.
- Jeszcze mamy go po swojej stronie - rzuciła z przekąsem Hermiona. - Ale założę się, że Sami-Wiecie-Kto będzie chciał mieć go u siebie. Wszyscy wiemy, że nie spocznie, póki nie będzie miał w swojej armii takiego sojusznika jak Connor.
- Po tym co mu dzisiaj zrobił, ja raczej obstawiałbym, że Voldemort będzie chciał go rozszarpać, a nie zwerbować - odezwał się milczący dotąd Harry. - Poza tym Connor nie jest typem człowieka, który słuchałby rozkazów.
- Mówcie co chcecie - powiedziała nieugięta Hermiona. - Ale ostrzegam was, że będą z nim problemy.
- Swoją drogą, ktoś z was zna zaklęcia, którymi się posługiwał? - zapytała Cassie.
- Formuły były dziwne - odpowiedziała panna Granger. - na pewno nie jest to magia, której uczą w szkole. Może to elfickie zaklęcia?
- Albo druidzkie - podsunęła Ginny.
- Jakiekolwiek by nie były wyglądały nieziemsko - Ron nadal zachwycał się niedawnym widowiskiem. - Harry! Myślisz, że jakbym go poprosił nauczyłby mnie kilku?
- A bo ja wiem? - odpowiedział Harry. - Spróbuj.
- Tylko byś go rozbawił - rzuciła Ginny ze złośliwą miną. - Nie radzisz sobie nawet ze zwykłą Drętwotą.
- Cicho siedź - odgryzł się Ron. - Dzieci nie powinny przeszkadzać dorosłym.
- Kogo nazywasz dzieckiem? - Ginny ściągnęła brwi.
- Ciebie - odparł bezczelnie Ron, a potem wrócił do poprzedniego tematu. - Jak nie on, to może Jonathan. Widziałem, że też nieźle sobie radził. Harry pomyśl gdyby wykorzystać, któreś z tych zaklęć w szkole. Na przykład na Malfoy'u - Ron zarechotał złośliwie.
- Malfoy'u? - odezwała się Cassie. - Draco Malfoy'u?
- Tak - odpowiedział zdziwiony Harry. - Znasz go?
- Spotkałam go dzisiaj w księgarni. W sumie tylko mi się przedstawił i nieudolnie próbował poderwać.
- Co takiego?! - wrzasnął Harry, zrywając się z łóżka. - I co mu powiedziałaś?!
- Nie mów do mnie tym tonem - powiedziała ostrzegawczo Cassie. - Nic mu nie powiedziałam. Wyminęłam go i poszłam do lodziarni.
Harry z ulgą opadł na krzesło. Przez chwilę przed oczami stanęli mu Cassie i Malfoy jako zakochana para. Na tę myśl aż się wzdrygnął. Tymczasem Ginny tłumaczyła nieświadomej Cassie, kim jest Draco Malfoy. Hermiona, Ron i Harry przyciszonymi głosami dyskutowali o wydarzeniach na Pokątnej. Temat niezwykłych umiejętności Connora odszedł chwilowo w zapomnienie.
- A ci ludzie, którzy słuchali jego rozkazów? Nie wyglądali na aurorów ani członków Zakonu. Kolejny punkt na coraz dłuższej liście tajemnic, które otaczają twojego brata.
- Hermiono! - Harry powoli się irytował. - Czy ty aby nie przesadzasz? Przecież on uratował mi dzisiaj życie, a ty najeżdżasz na niego, jakby coś ci zrobił.
- Ja na niego nie najeżdżam! - oburzyła się Hermiona. - Po prostu mówię, że nie można go lekceważyć. Czytałam o wielu osobach, które dysponowały potężną mocą i wiesz co? Większość z nich była taka jak Sam-Wiesz-Kto.
- Sugerujesz... - Cassie przerwała rozmowę z Ginny. - Że mój brat zostanie drugim psycholem, żądnym władzy nad światem?
- Już mówiłam, ja nic nie sugeruję - odpowiedziała Hermiona, czując się niepewnie pod świdrującym wzrokiem Cassie. - Ja tylko...
- Posłuchaj - Cassie nie dała jej dokończyć. - Lubię cię, nawet bardzo, ale nawet tobie nie pozwolę oskarżać go o takie coś. Jeżeli masz zamiar mieszać go z błotem, to przynajmniej rób to, gdy tego nie słyszę.
- Ale Cassie, ja naprawdę... - zmieszana Hermiona zaczęła się tłumaczyć. - Nie miałam na myśli, że Connor...
- Doprawdy? - zapytała dziewczyna. - To co takiego miałaś na myśli?
Hermiona umilkła speszona. Cassie patrzyła na nią przez chwilę, a gdy zrozumiała, że nie doczeka się odpowiedzi, wstała i opuściła pokój. Hermiona po chwili wahania zrobiła to samo. Gdy za panną Granger zamknęły się drzwi, Harry powiedział.
- Nigdy nie sądziłem ,że będzie zdolna to powiedzieć. Wy też myślicie, że mój brat jest drugim Voldemortem?
- Nie Harry, nie sądzimy tak - powiedziała Ginny. - Ale sam przyznaj, że jego umiejętności, a nawet charakter są ciut niepokojące.
- To jeszcze niczego nie dowodzi - odpowiedział Potter.
- Nie dowodzi - potwierdziła Ginny. - Ale daje do myślenia.
Dalszą rozmowę przerwał Syriusz, wchodząc do pokoju. Z miejsca wyczuł napiętą atmosferę, więc postanowił dowiedzieć się, co jest grane. Przyłączył się do młodzieży i prosto z mostu zapytał, co się stało. Harry opowiedział mu o słowach Hermiony. Gdy skończył Syriusz zmarszczył brwi.
- No cóż - powiedział. - Myślę, że nie powinniśmy oceniać kogoś po pozorach. Rozmawiałem z nim jakiś czas temu. Widzicie, Connor ma nieco, hmm, niecodzienne poglądy na wojnę i świat. Ale to jeszcze niczego nie dowodzi. Myślę, że dzisiaj wystarczająco dobitnie pokazał po czyjej stoi stronie.
Harry poczuł olbrzymią wdzięczność do Syriusza. Ginny i Ron także potwierdzili jego zdanie. Chwilę jeszcze porozmawiali o Connorze, a potem zaczęli dyskutować o nadchodzącym roku szkolnym.
Harry po rozmowie z Syriuszem poczuł się lepiej. Cieszył się, że chociaż Łapa nie ma żadnych obiekcji, co do jego brata. Gdy Potter wkroczył do kuchni zauważył, że w pomieszczeniu siedzi Hermiona. Dziewczyna zobaczyła go i wstała.
- Przepraszam - powiedziała. - Nie powinnam mówić takich rzeczy. Wiem, przegięłam. Ale ja naprawdę nie miałam niczego złego na myśli.
- Spokojnie Hermiono - uśmiechnął się Potter. - To wolny kraj, wolno ci wyrazić swoje zdanie. Tylko proszę cię, następnym razem wyrażaj je nieco delikatniej, dobrze?
Hermiona pokiwała głową. Harry uścisnął ją krótko, dając znak, że nie ma do niej żalu. Kiedy zobaczył, jak Hermiona siada przy stole i wertuje książki powiedział. Zaśmiał się pod nosem, ale nie przeszkodził przyjaciółce. Nagle zmarszczył brwi. Minęło już kilka godzin, a ani Connor, ani Jonathan nie pojawili się na Grimmauld Place. Potter nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nagle podbiegła do niego Ginny.
- Widziałeś wieczorne wydanie Proroka? - zapytała.
- Nie - odpowiedział Harry.
- To patrz.
Ginny podała mu gazetę. Na pierwszej stronie było zdjęcie Voldemorta i Connora, stojących naprzeciwko siebie. Obydwaj mieli zacięty wyraz twarzy, a ich oczy płonęły żądzą mordu. Wielki nagłówek głosił:
Spektakularna bitwa na Ulicy Pokątnej.
Spektakularny pojedynek tajemniczego chłopaka z Sami-Wiecie-Kim!
Czarodzieje oddychają z ulgą, zapala się światełko nadziei.
Dziś w godzinach popołudniowych, na Ulicy Pokątnej, śmierciożercy postanowili odrobinę się zabawić. Aurorzy z Ministerstwa Magii zareagowali błyskawicznie. Razem z Zakonem Feniksa, organizacją walczącą z Sami-Wiecie-Kim, bronili obywateli. Po kilku minutach na scenie pojawili się tajemniczy osobnicy, w czarnych płaszczach. Ich niebywałe umiejętności zasiały popłoch wśród zwolenników Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Śmierciożercy w krótkim czasie ponieśli olbrzymie straty. Niespodziewani sojusznicy byli dla nich absolutnie bezlitośni. Gdy zwycięstwo sił Dobra wydawało się bliskie, pojawił się Sami-Wiecie-Kto we własnej osobie. Pech chciał, że akurat tego dnia Harry Potter robił zakupy. Łatwo się domyślić, że stał się celem czarnoksiężnika. Młody czarodziej dzielnie się bronił, jednakże Sami-Wiecie-Kto był silniejszy. Gdy śmiertelne zaklęcie już prawie dosięgało Pottera, ten po raz kolejny wymknął się śmierci. Nieznajomy czarodziej uratował pana Pottera i sam ściągnął na siebie gniew Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Jednakże Sami-Wiecie-Kto tym razem nie docenił swojego przeciwnika. Młodzieniec i wspomniany czarnoksiężnik walczyli ze sobą jak równy z równym. Po kilkunastu minutach pojedynku, który z pewnością przejdzie do legendy, stała się rzecz niesłychana. Niepokonany dotąd Sami-Wiecie-Kto, razem z chłopakiem, leżeli na ziemi, obaj wyczerpani po pojedynku oraz obaj nie mający sił na dalszą walkę. Kiedy pojawił się Albus Dumbledore, Mroczny Lord natychmiast opuścił miejsce bitwy, razem z ocalałymi poplecznikami. Nie udało nam się ustalić tożsamości chłopaka, lecz jedno jest pewne. Dzisiejszy dzień odmienił nasz świat. Zatlił w sercach naszych obywateli nadzieję. Młody bohater przekonał nas, że istnieją jeszcze na świecie siły, zdolne przeciwstawić się tyranii Sami-Wiecie-Kogo. Z pewnością wielu z nas odetchnie teraz z ulgą.
Harry skończył czytać artykuł.
- Ale heca, co nie? - wyszczerzyła się Ginny. - To, co stało się na Pokątnej jest tematem numer jeden w całym kraju. Podsłuchałam jak tata opowiadał mamie, że w Ministerstwie zapanowało istne pandemonium.
- Dlaczego? - zapytał Harry.
- Nie rozumiesz? - zdziwiła się Ginny. - Harry, Sam-Wiesz-Kto od zawsze uchodził za niepokonanego. Każdy bał się stawić mu czoła. Aż tu nagle dzisiaj jego autorytet legł w gruzach. I to za sprawą kogo? Jakiegoś tajemniczego chłopaka, o którym nikt nigdy nie słyszał. Nic dziwnego, że Ministerstwo chce ustalić jego tożsamość, a co najważniejsze dowiedzieć się jakie ma zamiary. Boją się go. Nie wiedzą, czy Connor jest ich sojusznikiem, czy ma własne cele. A twój brat, czy tego chciał, czy nie, na Pokątnej wyszedł z cienia i ujawnił się.
- Może coś w tym jest - zgodził się Potter.
- Mówię ci - powiedziała dziewczyna. - Bardzo dużo się teraz zmieni.
Po tych słowach Ginny opuściła Harry'ego. Młody Potter odnalazł Rona i dla zabicia czasu rozegrał z nim partyjkę szachów. Ron jak zwykle eliminował jego figury, jedne po drugich, samemu nie odnosząc większych strat. Rudzielec już miał kończyć partię, gdy z kuchni dobiegły ich odgłosy wielkiej krzątaniny i krzyki. Chłopcy popatrzyli na siebie i pędem skierowali się na dół. To co zobaczyli w pomieszczeniu sprawiło, że dostali gęsiej skórki. Przy kuchennym stole siedział Jonathan. Jego wygląd skojarzył się Harry'emu z filmami o zombie. Twarz, jak i ubranie miał całe we krwi oraz dyszał jakby przebiegł kilkadziesiąt mil. Rude włosy, które zawsze utrzymywał w nienagannym porządku były potargane na wszystkie strony. Przerażona pani Weasley krzątała się wokół niego z domową apteczką, a w międzyczasie Syriusz z Remusem próbowali dowiedzieć się, dlaczego chłopak jest w takim stanie. Harry poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku. Uczucie to wzmogło się, gdy rozejrzawszy się dookoła stwierdził, że brakuje Connora. Jonathan jednak był w zbyt wielkim szoku, aby cokolwiek im powiedzieć. Dysząc, sklecał nieskładne zdania, tak że nikt nie mógł go zrozumieć. W końcu, gdy Remus przyniósł mu trochę whisky na uspokojenie, Jonathan zaczął odzyskiwać panowanie nad sobą. Na jego twarz wracały kolory, a także oddech nieco mu się uspokoił. W tym momencie Harry zauważył, że nie przyszedł sam. Na krześle w rogu kuchni siedziała dziewczyna z niebieskimi włosami. Była tak samo blada jak rudzielec przed chwilą, a dodatkowo z jej oczu płynęły łzy. Harry podszedł do niej, chcąc jakoś pomóc, ale ubiegła go Cassie. W mgnieniu oka znalazła się przy dziewczynie i opatrując jej rany, próbowała coś z niej wycisnąć. Zamieszanie trwało przed dobre piętnaście minut , aż w pomieszczeniu pojawił się nie kto inny, jak sam Albus Dumbledore. Widząc, w jakim stanie są przybysze zrozumiał, że sprawa jest naprawdę bardzo poważna. Odwrócił się z zamiarem wyproszenia młodzieży, ale Harry go ubiegł.
- O nie profesorze - powiedział stanowczo. - Nawet niech pan nie myśli, że stąd wyjdę.
- Wyjdziesz Harry i to nie jest prośba - odpowiedział dyrektor twardo. - Nie wolno ci tu być.
- Mam to gdzieś! - ryknął Potter. - Mój brat był razem z nimi i nie wyjdę dopóki nie dowiem się, co się z nim stało!
Na wspomnienie Connora dziewczyna znowu wybuchnęła płaczem. Harry, widząc jej reakcję obawiał się najgorszego, lecz postanowił zostać do końca. Albus widząc, iż chłopak będzie trwał w swym postanowieniu, wzruszył ramionami i odwrócił się do Jonathana.
- Co się stało?
- My... - Jonathan, mimo że pochłaniał trunek, szklanka za szklanką, nadal był niespokojny. - To miała być bułka z masłem! Ale wszystko się schrzaniło!
- O czym pan mówi?
Jonathan wziął głęboki oddech i zrelacjonował Albusowi, jak złapany śmierciożerca opowiedział im o tajnej bazie śmierciożerców, jak do spółki z pozostałymi postanowili ją zniszczyć. Gdy doszedł do tego, co się stało w jaskini, Harry nie wytrzymał. Podbiegł do niego i złapał go za przód szaty.
- Co z Connorem?!
- Harry uspokój się! - powiedział stanowczo Dumbledore. - Pozwól Jonathanowi dokończyć!
- Kiedy wydawało się, że wszystko jest już opanowane przybiegła do mnie Azami - chłopak wskazał dziewczynę. - Powiedziała, że została zaatakowana przez trolla, a Connor został, by z nim walczyć mimo ciężkich ran. Natychmiast pobiegliśmy na ratunek, ale okazało się, że go tam nie ma. Znaleźliśmy jedynie truchło trolla. Po Connorze nie było żadnego śladu. A potem... - Jonathanowi zaczął łamać się głos.
- Co się działo potem? - pytał Dumbledore.
- Jaskinia zaczęła się walić. Nie mogliśmy nic zrobić. Ledwo zdołaliśmy wydostać się na powierzchnię. Całe wnętrze zostało zasypane głazami.
- Chcesz powiedzieć, że Connor tam został? - powiedziała słabym głosem Cassie. - Nie wyszedł z wami?
Jonathan pokręcił przecząco głową. Harry czuł, jakby ktoś przywalił mu obuchem w głowę. Nie chciał wierzyć w to, że Connor zginął. To było takie nierealne. „Przecież on niedawno pokonał samego Voldemorta.„ myślał. „Jakim cudem mógł zginąć z tak błahego powodu, jak zawalenie się jaskini? „. Spojrzał na Cassie i zobaczył, jak jej ramiona drżą od wstrzymywanego płaczu. Podszedł do siostry i przytulił ją z całej siły. Dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła szlochać w jego ramię. Natomiast Dumbledore przymknął powieki, a po chwili powiedział.
- Powiedziałeś, że gdy dotarliście na miejsce, nie znaleźliście jego ciała. Skąd w takim razie pewność, że po prostu nie wyszedł z jaskini przed wami?
- Stamtąd było tylko jedno wyjście, pilnowane przez naszych ludzi. Zapytaliśmy ich, ale nie widzieli, aby Connor wychodził z jaskini.
- Nie wiadomo czy zginął na pewno - oświadczył Dumbledore. - Być może jakoś przetrwał.
- Nasi ludzie już próbują pozbyć się kamieni, by zbadać jaskinię - Azami odezwała się po raz pierwszy.
- Zakon wam pomoże - powiedział Dumbledore. - Wyślę kilku ludzi.
Jonathan kiwnął głową. Harry z ulgi ledwo mógł ustać na nogach. A więc nie wszystko było stracone. Nadal istniała nikła szansa, że najstarszy Potter mógł przeżyć wypadek. Nadal trzymając siostrę w ramionach zapytał.
- Mogę jakoś pomóc?
- Członkowie Zakonu i przyjaciele twojego brata na pewno sobie poradzą, Harry - powiedział spokojnie Dumbledore.
Harry zgrzytnął zębami. Dumbledore zwracał się do niego, jakby nadal był dzieckiem. A tymczasem on chciał działać, lecz starzec mu to uniemożliwiał. W tej chwili Potter poczuł do niego olbrzymią niechęć. Dlaczego on zawsze musiał decydować co ma robić, a czego nie? Harry miał tego dosyć. Już otwierał usta, by odpowiedzieć Dumbledore'owi coś niemiłego, ale Jonathan znów się odezwał.
- Muszę wracać. Trzeba poinformować pozostałych Cieni o tym, co się wydarzyło.
Wstał, a gdy przechodził obok rodzeństwa Potterów zatrzymał się przed nimi.
- Nie przejmujcie się. Znam go dłużej od was i wiem, że nic mu nie jest. Wychodziliśmy cało z gorszych rzeczy.
Harry kiwnął głową. Jonathan obdarzył jeszcze Cassie nikłym uśmiechem i wraz z Azami teleportowali się do Tytanu. Harry w towarzystwie siostry i przyjaciół wyszedł z kuchni.
- Myślicie, że nic mu nie jest? - zapytał Harry.
- Nie wiemy - odpowiedziała Hermiona.
- Boję się, tak bardzo się o niego boję - szepnęła Cassie.
- Ciągle mam wrażenie, że zaraz tu wparuje i znowu zacznie krytykować wszystko i wszystkich - dodał Harry.
W tym momencie przez okno sypialni wleciała czarna sowa. Upuściła zwitek pergaminu na kolanach Harry'ego i wyleciała. Zaskoczony chłopak otworzył list i wydał zduszony okrzyk.
- Od kogo? - zapytał Ron.
- On żyje! - wykrzyknął Harry.
- Co?!
Cassie wyrwała Harry'emu list i szybko go czytała. Mimo, że na pergaminie nakreślone było jedynie kilka zdań, to dziewczyna szczerze się ucieszyła.
Ze mną wszystko w porządku. Jestem trochę poobijany, ale to nic. Jakiś czas zajmie mi dochodzenie do siebie, więc przez kilka dni mnie nie będzie. Nie martwcie się o mnie.
- Żyje - wyszeptała Cassie.
Cassie i Harry poczuli, jak całe napięcie z nich uchodzi. W końcu byli pewni, że ich brat jest cały i zdrowy. Hermiona, po przeczytaniu wiadomości powiedziała.
- Trzeba to pokazać Dumbledore'owi i reszcie.
- Nie! - zaprotestował Harry. Pozostali spojrzeli na niego zaskoczeni. - Skoro Dumbledore nie chce mi mówić, co zamierza oraz odsuwa mnie od każdej sprawy, to ja też nie będę mu mówił wszystkiego. Niech trochę pożyję w niewiedzy.
- Ale Harry to ważna wiadomość! - zaprotestowała Hermiona.
- Powiedziałem nie, Hermiono! - oświadczył Potter stanowczo. - I zabraniam ci mu o tym mówić, rozumiesz?
- Jak chcesz - odparła panna Granger. - Ale zachowujesz się jak dziecko.
Harry jedynie wzruszył ramionami. Rozmawiali jeszcze jakiś czas, a potem rozeszli się do łóżek. Ten dzień okropnie ich wyczerpał.
W tym samym czasie, w nieznanym nikomu miejscu pewien czarnoksiężnik chodził w kółko po swojej komnacie i klął na czym świat stoi. Stojące przed nim postacie w czarnych szatach, patrzyły na niego niespokojnie. Nikt się nie odzywał. Wszyscy wiedzieli, że teraz Voldemort jest jak tykająca bomba. Porażka na Pokątnej rozwścieczyła go do granic możliwości.
- Macie poruszyć niebo i ziemię, by znaleźć tego chłopaka, rozumiecie?! Przyprowadzić mi go żywego lub martwego!
- Ale Panie - jedna z zakapturzonych postaci postąpiła parę kroków do przodu. - A nie lepiej byłoby skupić się na planie dorwania Harry'ego Pottera? Po co marnować środki na kogoś innego?
Pozostali śmierciożercy w duchu zgadzali się z towarzyszem. Po tym, co zobaczyli na Pokątnej, jakoś nikt nie kwapił się do poszukiwań tajemniczego chłopaka. Ale kiedy tylko śmierciożerca skończył mówić, rozbłysło zielone światło i pożegnał się ze światem. Voldemort zaś krzyknął:
- Jeszcze ktoś chce kwestionować moje rozkazy?! Jeśli chodzi o Harry'ego Pottera to mam już pomysł jak dopaść tego smarkacza! Więc macie nie zawracać sobie nim głowy i robić, co do was należy!
Śmierciożercy gorliwie pokręcili głowami.
- Świetnie - wycedził Czarny Pan. - Bella i Greyback niech pójdą do domu tego dziennikarza i przekonają go, jaką cenę płaci się za wypisywanie kłamstw w gazecie. Iskierka nadziei! Ja mu dam iskierkę nadziei! Zaatakować kilka mugolskich wiosek! Zgaszę tą ich nadzieję w mgnieniu oka!
Śmierciożercy wyszli z komnaty, by wykonać rozkazy. Tej nocy śmierć miała pełne ręce roboty.
