Rozdzial 1

RPOV:

Siedziałam na kanapie, kiedy usłyszałam trzask zamykających się drzwi, po chwili Emmett wpadł do salonu z gazeta w ręku.

- Czytaj! – rozkazał.

Zdezorientowana wzięłam gazetę w rękę. Popatrzyłam uważnie na Emma, a on tylko mnie ponaglił. Już sam nagłówek o mało, co nie przyprawił mnie o palpitacje mojego martwego serca.

Państwo Sky giną tragicznie!

Z wtorku na sobotę państwo Sky mieli wypadek. Wracali z konferencji jednak niefart sprawił, że ich prywatny samolot rozbił się z niewyjaśnionych przyczyn. Znaleziono tylko ciała ich i ich współpracowników. Tydzień przed urodzinami ich córki Malenie, z tego, co wiadomo znajduje się ona obecnie w Domu Dziecka w Forks w stanie Waszyngton.

Więcej w jutrzejszej gazecie.

Patrzyłam się tępo w gazetę z nadzieją, że jednak coś się zmieni, lecz nic to nie dało. Jedyne, co przyszło mi do głowy to, to, że trzeba jechać i to jak najszybciej po moją małą córeczkę.

- Zbieraj się! Wracamy z powrotem do Forks! – krzyknęłam i poleciałam na górę spakować rzeczy.

- Ale Rose…..

- Kurwa!! Żadne ,,Ale Rose,, jedziemy i koniec kropka. Wprowadzimy się na razie do Carlisla i Esme. Oni na razie są na wyspie Esme, a wrócić nie zamierzają.

To była nasza ostatnia wymiana zdań więcej nic do siebie nie mówiliśmy tak spokojnie. Chyba, że ja krzyczałam, żeby się pośpieszył, a on mnie uspokajał mówił, że wszystko będzie dobrze. Może i tak, ale tak bardzo chciałabym być już z moją malutką Melanie nie widziałam jej przez równo szesnaście lat. Ostatnim razem widziałam ją w dniu jej urodzin, później zostałam zmieniona w tego, kim jestem teraz…wampira.

Do Forks dojechaliśmy w ekspresowym tempie. Nic, a nic tu się nie zmieniło przez te pięć lat, kiedy nas nie było. Te same drzewa, domy, ulice, a nawet ludzie nie za bardzo się zmienili. Jak tylko Emmett zaparkował wybiegłam w wampirzym tempie z samochodu, złapałam walski i szybko zaniosłam je do domu gdzie je wypakowałam. Do auta wróciłam po niecałych dwóch minutach.

- Szybka jesteś nie ma, co – zażartował Em, ale widząc wyraz mojej twarzy darował sobie i ruszył.

Na szczęście Dom Dziecka nie był daleko i po dwudziestu minutach byliśmy już na miejscu. Tu też nie czekałam na mojego męża, wybiegłam z samochodu już w ludzkim tempie. Zanim Em ruszył tą swoją szanowną dupę ja już podpisywałam papiery. Brakowało jeszcze jego podpisu. Szybko wszystko załatwiliśmy i czekaliśmy na naszą Mel. Po chwili na korytarzu pojawiła się. Szła nie zwracając na nic uwagi, a kiedy podniosła głowę myślałam, że mi serce pęknie. Chuda nie to za mało powiedziane to był cień człowieka, a do tego oczy czerwone i zapuchnięte jeszcze mokre od łez. Mimo tego była piękna, patrzyła się na nas z niedowierzaniem malującym się na twarzy, po czym wyszeptała cichutkie ,,mamo?,, i ,,tato?,,.

MPOV :

Jadę teraz do jakieś dziury o nazwie Forks oczywiście nie gdzie indziej jak do domu dziecka. Od wypadku rodziców mało jadłam i mówiłam, przeważnie płakałam. Wczoraj szukałam w Internecie informacji o moich biologicznych rodzicach i zakończyło się to wygraną. Wiem, jak wyglądają, moja mama Rosalie jest wysoką blondynką z zielonymi oczami i figurą, której nie jedna supermodelka mogłaby pozazdrościć, za to mój tato Emmett jest wielki, wygląd jak ciężarowiec. Ma niebieskie oczy i brązowe włosy. Teraz wiem, że z twarzy jestem podobna do mojego taty, bo też mam niebieskie oczy i brązowe włosy, za to figura w 100% mamy.

Dojechaliśmy, a jakaś starsza pani pokazała mi pokuj i kazała się rozpakować. Usiadłam na łóżku i nie wiedziałam, co z sobą zrobić, już miałam się rozpakowywać, kiedy wróciła ta sama baba, co wcześniej.

- Masz szczęście ktoś chce cię adoptować chodź.

Szliśmy korytarzem tym samym, co wcześniej. Wszystkie dzieci patrzyły się na mnie jak na jakąś wariatkę, lecz nie zwracałam na to jakiejkolwiek uwagi. Byłam pogrążona w swoich myślach. Ciekawe, kto chce mnie wziąć? Czy to dobrzy ludzie? Raczej tak, bo nie dali by chyba dziecka jakimś pijakom, albo Bóg wie, komu.

Szłam za nią w milczeniu, kiedy usłyszałam czyjeś głosy podniosłam głowę i ujrzałam ich. To nie możliwe!!... Naprzeciwko mnie stali moi biologiczni rodzice! Nie mogłam w to uwierzyć, stałam i patrzyłam na nich, a w ich oczach nie dostrzegłam nic innego jak miłości i troski.

- Mamo? Tato? – wyszeptałam cichutko.

Podbiegłam do nich rzucając się w objęcia blondynki, która od razu mnie przytuliła.

- Pójdę po jej torbę…

Staliśmy tak do jego powrotu, kiedy już oderwałam się od mamy od razu przytuliłam tatę, a ten podniósł mnie jak bym nic nie ważyła i wyszliśmy z budynku. Mimo, że nie znałam go prawie wcale, co ja plotę ja go wcale nie znam, to czułam się dziwnie bezpieczna w jego ramionach mimo chłodu bijącego od niego tak jak od mamy, co wydało się trochę, ale nie przejmowałam się tym teraz. Wsiedliśmy do samochodu, a on dalej mnie trzymał, przez co mama musiała prowadzić, ale wybaczy mi chyba to. Rozmawialiśmy dłuższy czas, a ja nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudziłam się na kanapie z głową na kolanach mojej mamy. Po chwili poczułam jak jej ręka gładzi mnie po głowie mimowolnie się uśmiechnęłam. Otworzyłam oczy to, co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach. Znajdowałam się w ogromnym salonie. Był on w kolorach bieli i beżu, przez co sprawiał wrażenie bardzo ciepłego, podłoga była w kolorze piasku, a komoda była wykonana z ciemnego brązu, na której znajdowało się wiele przepięknych kryształów. Na środku salonu stał ogromny stół z krzesłami w takim samym kolorze, co kredens. Pod oknem stała czarna sofa, na której leżałam, a na ścianie naprzeciwko wisiała gigantycznych rozmiarów plazma. Wszystko było jak z bajki.

-Dzień dobry kochanie – powiedział łagodny kobiecy głos.

- Dzień dobry – powiedziałam i podniosłam się do pozycji siedzącej.

- Jak się czujesz?

- Super

- W takim razie musimy porozmawiać…

- Dobrze, o co chodzi?

- Wiesz już, że jesteśmy twoimi biologicznymi rodzicami? – pokiwałam twierdząco głową. – Tak, więc… Hhmmm…. Od czego tu zacząć….

- Może powiedz nam, co o nas wiesz – zaproponował tata, który dotąd siedział cicho.

- Wiem tyle, że jesteście moimi prawdziwymi rodzicami, ty nadałaś mi imiona, że mnie nie zostawiłaś tylko ktoś zabrał cie ze szpitala po tym jak mnie urodziłaś….. To chyba wszystko…. Tak to wszystko

- To musimy dosiedzieć ci parę rzeczy – stwierdził tata.

- Wszystko ci teraz opowiem tylko mi nie przerywaj – poprosiła mama, a ja pokiwałam głową, że się zgadzam. – Musisz wiedzieć, że nie jesteśmy ludźmi tylko wampirami - kiedy to powiedziała myślałam, że mi szczena opadła, przez co tata żaczą się śmiać. – Em zamknij się! Ale wracając do tematu. Mnie zmienił Carlisle, bo kiedy cie urodziłam wystąpiły dość poważne komplikacje i mogłam nie przeżyć. Kiedy ja przeszłam przemianę dowiedziałam się, że Emmett też jest wampirem przemienili go dzień wcześniej, bo kiedy się dowiedział, że urodziłam ciebie tak się spili z bratem, że wpadł na pomysł, żeby mnie odwiedzić i przyjechali tyle, że karetko. Chcieliśmy wziąć ciebie do domu, ale Esme i Carlisle odradzili to nam, bo jeszcze nie panowaliśmy nad sobą tak jak byśmy chcieli i moglibyśmy zrobić ci krzywdę, bo widzisz wampiry, żywią się krwią ludzi, ale nasza rodzina, jako jedyna pożywia się krwią zwierząt, przez co nie mamy czerwonych oczu tylko złote, co ułatwia nam życie wśród ludzi. Bez względu na wszystko zawsze cię kochaliśmy i będziemy kochać – skończyła swój monolog, a ja tak po prostu siedziałam i patrzyłam się jak na idiotke.

- Ja… Yyy ja… Nie mam zielonego pojęcia, co powiedzieć – super Mel bardzo logiczna odpowiedz.

- Nie musisz nic mówić, bo to może wydawać się chore jednak jest prawdziwe. Ale mam jedno pytanie zostaniesz nami? – spytała pełna nadziei.

- Oczywiście, że zostanę tylko tak trochę dziwnie, że bajki, w które nawet nie wierzyłam mogą stać się prawdą i to jeszcze realną….

- Ta wampiry, kto by pomyślał – stwierdził tata, po czym wybuchł śmiechem, a my zaraz po nim.

Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu o różnych rzeczach lepiej poznałam swoich rodziców. No i mam pierwszy nakaz mam do nich mówić po imieniu trochę dziwny, ale nie wchodźmy w szczegóły. Tak, więc Emm to tak jakby przerośnięty teddy bear, a Rose jest cholernie nadopiekuńcza. Poznałam też resztę rodziny nie widziałam ich w rzeczywistości, ale na zdjęciach. Edward jest mega przystojny nawet jak na wampira, wysoki, bo nie powiecie, że 185 cm to mały, ma miedziane włosy i czyta w myślach, Bella jest z Edwardem, ma długie brąz włosy, 170 cm i jest tarczą. Emm tłumaczył, że jest to coś takiego, że nikt nie może jej zaatakować, ale chodzi tylko o dary i może też rozprzestrzeniać tarcze jak i odpychać ją od siebie, Renesmee to córka Belli i Edwarda, Bella urodziła ją jak była człowiekiem, mała jest taka słodziutka, że nie sposób ją opisać słowami jest to mieszanka wybuchowa ich obydwóch, jej dar to pokazywanie komuś wizji przez dotkniecie go i jako jedyna może przedostać się przez tarczę, Belli. Jest to tak jakby dary jej rodziców tylko odwrócone o 180 stopni. Jest jeszcze Carlisle i Esme oni również są razem, nie posiadają żadnych mocy. Carlisle to wysoki blondyn, który jest lekarzem, ma

niezwykłą cierpliwość, a także potrafi panować nad sobą, kiedy widzi ludzką krew, a Esme to niska brunetka, której nie sposób nie pokochać jest bardzo troskliwa. Była jeszcze Alice mieszkała trochę z nimi, jako człowiek, a z tego, co wiem to nadal utrzymują kontakty tylko nie tak dobre, bo wyjechała do Volterry gdzie zamieniono ją w wampira. Alice jest strasznie drobnej postury ma 160 cm, króciutkie sterczące kruczoczarne włosy, przypomina trochę chochlika, widzi przyszłość i jest jak chodzący wulkan energii, tak opisała ją Rose za to Emm opisał ją tak mały wnerwiający chochlik z ADHD. Do tej pory boli mnie brzuch od śmiechu. Poznałam jeszcze Volturii, jest to tak jakby rodzina królewska, oni panują nad wszystkimi wampirami i żeby nikt nie robił scen, czyli się nie ujawniał, bo za to grozi kara śmierci. Aro, Kajusz i Marek cała trójca przenajświętsza, Aro ma podobny dar do Edwarda tylko, że on poprzez dotknięcie kogoś widzi całe jego życie każdą myśl wszystko. To tam Alice wyjechała, obecnie jest żona Ara i mają syna Aleca. Alec to nieziemsko przystojny chłopak też jest wampirem, choć może on jadać ludzkie jedzenie jest jak Renesmee pół-wampir pól-człowiek. Jego dar to odbieranie wszystkich lub częściowych bodźców ludziom lub wampirom. Ma dziewczynę Jane, której dar polega za zadawaniu bólu osobie, na którą patrzy. Najbardziej się śmiałam aż mi łzy poleciały, gdy Em opowiadał o Felixie i Demetrim, okazało się, że są to pedały! Felix jest ogromny, choć nie tak, jak Emmett i jest silny, a Demetrii to tropiciel. Było jakoś po pierwszej w nocy, kiedy położyłam się spać, a jutro miałam jechać na zakupy z mamą i zajechać do szkoły.

Wstałam po dziesiątej, od razu poszłam wziąć prysznic i się ubrać. Kiedy zeszłam na dół śniadanie było na stole, a przy nim siedzieli moi rodzice.

- Cześć wam!

- Witaj kochanie! Jedz szybko, bo jedziemy na zakupy, chociaż najpierw myślę, że zajedziemy do szkoły.

- Mel nie wiesz, w co się wpakowałaś zakupy z nią to istne katusze – powiedział Em, przez co dostał po głowie, z czego zaczęłam się śmiać.

- To chyba nie puścisz mnie samej, co? A z reszta, kto nam będzie nosił torby? Pojedz z nami będzie fajnie!

- Chyba żart….

- Świetny pomysł Melanie. Em kochanie pojedziesz z nami prawda? – spytała Rose, po czym uśmiechnęła się i zrobiła oczy osła ze shreka.

- Ja… Yyyy… Rose nie wiem czy to jest najlepszy pomysł? – bardziej zapytał niż stwierdził. Rose popatrzyła na niego takim wzrokiem, że nawet ja się wystraszyłam. – Dobra poddaje się jadę z wami! – powiedzał i podniósł ręce w geście poddania.

- Ja nie mogę! Tato wiesz, co, żeby cię dziewczyna spojrzeniem rozwalała – powiedziałam i wybuchał śmiechem tak jak mama.

- Nie Mel. To nie jest zwykła dziewczyna to jest Rosalie – powiedział z bardzo poważna miną.

- Dobra zbieramy się kochani! – pisnęła podekscytowana Rose.

- Jupi jajej – powiedział sarkastycznie Em, na co zachichotałam. – A ty się tak nie śmiej, bo i tak się zemszczę za to.

Szybko wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy do szkoły. Okazało się, że nie jest ona aż tak daleko jakieś dwadzieścia minut drogi piechotą, ale jak powiedziałam o tym rodzicom, to oni od razu zaczęli się śmiać jakby było jeszcze, z czego i powiedzieli, że mają dla mnie samochód, ale gdzie indziej, bo nie trzymają takich aut w garażu przy domu. To ja już się boje pomyśleć, jakie auta trzymają gdzie indziej jak dla nich Ferrari 550 Maranello jest zwykłym wózkiem. W szkole jak się okazało nie będę, jako jedna nowa jest jeszcze chłopak, który przeprowadził się tutaj z Włoszech. Ucieszyłam się na tę wieść, bo zawsze we dwóch raźniej mamy jutro się stawić o ósmej u dyra. Szkoła ogółem nie wyglądała na najgorszą, a jaka jest przekonamy się jutro.

Następnie pojechaliśmy do centrum handlowego, a tam spędziliśmy resztę dnia. Em, co godzina równo narzekał, że ma już dość, przez co dostawał od Rose. Po zakończeniu naszych jakże wielkich zakupów wywnioskowałam, że mam całą szafę wypakowaną po brzegi piętnaście par spodni, dwanaście t-shirtów, dziesięć tunik, pięć sukienek za kolano i siedem na połowę uda, pięć par szpilek i do tego baletki w różnych kolorach i wzorach i jeszcze adidasy rozmaite chyba wszystkie fasony, jakie były, nie wliczając w to bielizny, piżam i kosmetyków.

- Boże, ale ja jestem zmęczona – powiedziałam rozwalając się na kanapie.

- Mówiłem ci, że zakupy z Rose to istne piekło, a ty i tak poszłaś…

- Tak wiem mówiłeś i to ty, co godzinę narzekałeś jakby ci się płyta zacięła…. – odpyskowałam.

- Koniec tych kłótni Melanie zjedz kolację i idź się połóż jutro idziesz do szkoły – rozkazała Rose.

- Tak jest mamusiu – powiedziałam, przez co oberwałam poduszką.

- Mówiłam już coś na ten temat nie jestem stara, stary to jest Em, bo to on ciągle narzeka, a nie ja – powiedziała, a ja automatycznie wybuchłam śmiechem.

- Kochanie wiesz jak możesz – odparł z udawaną złością Em.

- Dobra wy się tu kłóćcie, a ja idę – podniosłam się dałam im po buziaku w policzek i poszłam do kuchni po jedzenie, po czym pokierowałam na górę. – Kocham was!

- My ciebie też! – powiedzieli razem.

Zaszłam na górę szybko zjadłam i poszłam wziąć prysznic. Ciepła woda spływająca po moim ciele momentalnie mnie odprężyła. Ubrałam moją nową piżamkę i wskoczyłam do łóżka z myślą, że jutro zaczynam nowe życie. Nie wiem, kiedy oddałam się w objęcia morfeusza.