Rozdzial 2

MPOW:

Mój sen był naprawdę dziwny śniło mi się, że spotkałam w szkole Aleca, a przynajmniej tak mi się zdawało, bo chłopak był do niego bardzo podobny można by stwierdzić, że to jego brat bliźniak. Otrzęśli wszy się z myśli wstałam, żeby wziąć prysznic, kiedy byłam już gotowa zeszłam na dół.

- Hej! – zawołałam na wejściu.

- Cześć! – powiedział Em.

- Gdzie Rose?

- Pojechała po coś do miasta, ale, po co to ci nie powiem, bo sam nie wiem…

- Super mąż z ciebie nawet nie wiesz gdzie masz żonę – mówiąc to wybuchłam śmiechem.

- Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, a teraz idź zrób sobie cos do jedzenia i siedź cicho – powiedział, po czym zachichotał.

Nie zwracając większej uwagi na niego poszłam do kuchni. Wchodząc zaczepiłam o jakiś sznurek chciałam się rozplatać z niego, ale poczułam jak cos lodowatego wylewa mi się na głowę i przeraźliwy śmiech Emmetta. Odwróciłam się do niego z mordującym wzrokiem, kiedy Rose wpadła do przedpokoju.

- Boże!! Mel, co ci się stało?! – zapytała prawie wrzeszcząc.

- Zapytaj swojego męża może ci odpowie – powiedziałam i popatrzyłam się na Emma z szyderczym uśmiechem.

- Wyjaśnisz mi może, co zrobiłeś?! – zapytała odwracając się do swojego męża.

- Rose kochanie… to… to…. nie tak jak myślisz…. to… ona to wszystko zaczęła…- kurde jąkał się jak jakiś mały dzieciak, przez co nie mogłam powstrzymać chichotu.

- A jak! – warknęła na niego. – Później się policzymy, a teraz Mel, choć pomogę ci, bo nie zdążysz do szkoły.

- Masz racje tato ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – powiedziałam, przez co posłał mi mordercze spojrzenie.

Po pięciu minutach byłam już gotowa i jadłam śniadanie. Nie zostało mi za wiele czasu, więc zebrałam się do szkoły żeby się nie spóźnić pierwszego dnia. Rodzice pokazali mi moje nowe auto, przez które szczęka mi normalnie opadła w garażu stało nowiutki Astor Martin V12 Vanquish i to tylko do mojej dyspozycji. Oprócz mojego samochodu stały tam jeszcze trzy Ferrari 550 Maranello, Porsche Carrera GT i McLaren F1, które też bez wahania mogłam brać. Podziękowałam Rose i Emmowi i poleciałam do mojego autka, szybko wsiadłam i pognałam do szkoły. Na miejscu byłam niecałe pięć minut później, przez co miałam jeszcze trochę czasu. Zaparkowałam pod szkołą, a wszystkie pary oczu skierowały się w moja stronę tak jak mogłam się tego spodziewać. Ludzie szeptali między sobą, ale nie zwracałam na to uwagi, kierowałam się wprost do dyra. Stałam pod drzwiami i czekałam aż zaprosi mnie do środka, kiedy ujrzałam jakiegoś chłopaka na końcu korytarza myślałam, że się rozpłynę. Był piękny!! Nie to nie dopowiedzenie on był cudny!! I jeszcze jego ciuchy tak na skate!!! Uhhh!! Już go kocham!! Musiał poczuć, że się w niego wpatruje, bo podniósł głowę… Kurwa!!... To nie możliwe!!.... To nie może być on!! A może jednak….. Przede mną nie, kto inny jak Alec!!! Wpatrywał się we mnie przez dłuższy czas, kiedy zaczął podchodzić.

- Hej ty musisz być ta nową dziewczyną?

- Cześć, a ty tym nowym chłopakiem?

Zachichotał. – Tak to ja nazywał się Alec – jeny, a jednak to on!

- Melanie, ale mów mi Mel – uśmiechnęłam się do niego.

- Skąd jesteś? – zapytał siadając przy mnie i… o dziwo nie był taki zimny jak Emm i Rose może to, przez co że był pół w pół.

- Z Los Angeles. A ty?

- Przyjechałem z Włoch, a dokładniej z Volterry. Musiałem się trochę oderwać – powiedział cicho się śmiejąc.

- Rodzice cię puścili? – zapytałam zdziwiona unosząc brwi.

- Tata stwierdził, że jak zechce to i tak wrócę, a mama… hhmmm…. Tu było zdecydowanie gorzej…

Zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Alice musi być naprawdę opiekuńcza, przypomina mi trochę moją przybraną mamę. Przez szesnaście lat była tylko jedna, po jej śmierci wszystko się zmieniło. Nawet, jeśli nie była moją prawdziwą mamą i to tak ja kochałam. Myśląc o niej momentalnie posmutniałam dawno o niej nie myślałam, co nie uszło uwadze chłopakowi.

- Ej, co się stało? – spytał z pocieszającym uśmiechem.

- Nic tylko… wszystko jest strasznie skompilowane….

- Tak… wiem cos o tym… ale możesz mi zaufać….

- Tego nie wiem. Zobaczymy, co czas pokaże – odpowiedziałam uśmiechając się ponuro.

Siedzieliśmy w ciszy, ja czułam jego wzrok na sobie, kiedy odwróciłam się do niego on najnormalniej w świecie uśmiechnął się do mnie miałam już coś powiedzieć, kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich pan dyrektor.

- Witajcie kochani! Tu macie plany lekcji. Powodzenia pierwszego dnia! – powiedział i zamknął drzwi.

- Nieźle zamykać drzwi uczniom przed nosem – powiedział Alec, po czym się zaśmiał, a ja wraz z nim. – Jakie masz lekcje?

- W-f, angielski, biologię, trygonometrie, sztukę i matematykę, a ty?

- To samo! – uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłam. – Usiądziesz ze mną? – zapytał z nadzieją.

- Jasne! A teraz chodź, bo w-f nam przepadnie – powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.

- Lubisz w-f?

- O kto nie?

- Znajdzie się parę osób….

- To ja do nich nie należę

Na lekcje dotarliśmy trochę spóźnieni, ale trener nam odpuścił, jako prezent pierwszo dniowy. Przedstawiliśmy się i zaczęliśmy grac w kosza. Kocham te grę byłam w drużynie z Alecem graliśmy tylko we dwójkę, bo reszta dziewczyn nie umiała złapać piłki, a chłopaki nawet nie umieli zrobić zatrzymania na jedne tępo. Wygraliśmy dwadzieścia do zera. Alec był pod wielkim wrażeniem, że tak gram, na co ja się tylko zaśmiałam.

Reszta lekcji minęła nawet spokojnie, za co bardzo dziękuje. Jedynym minusem było przedstawianie się, co lekcja nauczycielom. Tak jak obiecałam na każdej lekcji siedzę z Alecem. Przez co wszystkie dziewczyny posyłały mi mordujące spojrzenia, a ja najnormalniej w świecie się z ich śmiałam. Kiedy dobiegł dzwonek kończący ostatnią lekcje zerwałam się z miejsca wrzucając szybko ksiąski i wypadając z klasy jak strzała. Kierowałam się już do mojego auta, kiedy Alec wyrósł jak z pod ziemi nie zauważyłam go, więc wpadłam na niego piszcząc, przez co on zaczął się śmiać.

- Nie widzę nic śmiesznego w tym, że chcesz mnie przyprawić o zawał serca – powiedziałam i złapałam się za miejsce gdzie powinno być serce, przez co zaczął się jeszcze głośniej śmiać a ja wraz z nim.

- Nie no coś ty nigdy w życiu – powiedział poważniejąc. – Co robisz po południu?

- Raczej nic a co?

- Wpadniesz do mnie? Plosie – wypieścił jak mały chłopczyk i zrobił oczy osła ze shreka, przez co wyglądał uroczo. Musiałam to uwiecznić szybko wyjęłam kome i pstryknęłam mu fotę on i tak się nie ruszył.

- Przepraszam, ale wyglądałeś tak uroczo jak taki mały chłopczyk i musiałam to uwiecznić.

- Nic nie będzie szkodzić jak wpadniesz do mne – Boże pomóż!! Jaki on słodki!

- Masz rodzery i herbatę?

- Mam! – powiedział dumny z siebie. - Tu masz mój adres u mnie o szesnastej pa – podszedł przytulił mnie i dał buziaka w policzek, a ja jak ta idiotka wyszczerzyłam się do niego.

- Pa

Rozeszliśmy się w swoje strony. Szybko wsiadłam do mojego samochodziku i z piskiem opon wyjechałam z parkingu. Byłam taka szczęśliwa, a nawet nie wiem, dla czego musze o tym później pomyśleć.

Wpadłam do domu przywitałam się z rodzicami i szybko pobiegłam na górę odrobić lekcje. Boże!! Za jakie grzechy oni nam tyle zadali!! Na niczym nie mogę się skupić, bo jakiś prześliczny chłopak siedzi mi w głowie!! Ugh…..

Odrobiłam lekcje i spojrzałam na zegarek… O kurwa!!! Mam godzinę!! Zerwałam się z łóżka, a przynajmniej próbowałam, bo zaplątałam się w kołdrę i się z niego zwaliłam, z dołu usłyszałam przeraźliwy śmiech Emma. Co za człowiek?! Wymamrotałam ciche ,,spierdalaj'', ale musiał je usłyszeć, bo roześmiał się jeszcze bardziej. Podbiegłam do szafy i stanęłam jak wryta, co ja założę? Po jakiś dwudziestu minutach stanęło na czarne rurki do tego niebieska tunika z żółto-zielono-czerwono napisem Jamajka, a na plecach w tych samych kolorach była marihuana, pomarańczowa bluza i moje kochane adidasy za kostkę. Podkreśliłam kretką oczy, tuszem rzęsy i byłam gotowa jeszcze przejrzałam się w lustrze i ogólny wygląd… jest dobrze, odruchowo zerknęłam na zegarek kurwa!!! Dziesięć minut zbiegłam na dół i już kierowałam się do garażu, kiedy w drzwiach stanął Emm.

- Gdzie idziesz?

- Później się dowiesz, wrócę… nie wiem, o której ale wrócę, a teraz się przesuń, bo się spóźnię!

- Ale pamiętaj jakby co to pytałem!

- Dobra! – krzyknęłam będąc już w garażu, ale wiedziałam, że i tak mnie usłyszy.

Wsiadłam i ruszyłam z piskiem opon. Nie minęło pięć minut, a już stałam pod jego domem. Był piękny nie była to jakaś willa czy coś był to dwupiętrowy domek w kolorze beżu z brązowa blachą z małym ogródkiem z przodu i było widać trawę z tyłu, ale nie mogłam zobaczyć, co tam jest.

Wysiadłam z auta i podeszłam do drzwi oglądając się na boki. Wyciągnęłam rękę żeby zapukać, ale zamiast drzwi natrafiłam na coś znacznie miększego odruchowo spojrzałam na wprost siebie i zauważyłam chichrającego się Aleca.

- Bardzo śmieszne – powiedziałam wchodząc, bo odsunął się na bok żeby zrobić przejście.

- Żebyś wiedziała. Chodź do kuchni zrobię ci herbatę – uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłam.

Podążyłam za nim do kuchni. Kurwa!! W życiu bym nie powiedziała, że tu mieszka facet!! Kuchnia była w kolorze czerwonym, a szafki czarno szare na środku stała wyspa. Kocham to miejsce!! Alec oprowadził mnie po domu jak się okazało resztę parteru oprócz holu i kuchni zajmował piękny salon w pomarańczowo brązowym kolorze, ustawienie miał identyczne do naszego tylko sofa była biała panele jaśniutki brąz i jastny, ale trochę ciemniejszy kredens stół i krzesła. Na ścianach było mnóstwo obrazów i zdjęć tak samo jak na kredensie. Na piętrze znajdowały się dwie łazienki i trzy pokoje. Na samej górze jak to Alec stwierdził była jego oaza. Wchodziło się obrotowymi schodami na górę i pierwsze, co wpadało w oko to gigantyczne czarno złote łoże na 100% robione było na zamówienie stojące pod ścianą, na której namalowany był piękny obraz chłopaka i dziewczyny namiętnie się całujących. Wpatrując się w ten obraz coraz bardziej mogłam ich rozróżnić chłopakiem na pewno był Alec, ale dziewczyna… ona był nawet podobna do mnie nawet z pod przymrużonej powieki było widać niebieskie oko, ale to niedorzeczne. Obróciłam się i pod przeciwną ścianą ujrzałam plazmę, a pod nią różnego rodzaju sprzęt elektroniczny. Po pokoju porozstawiane były jeszcze meble. Spojrzałam w górę, a tam ujrzałam na pół łamany sufit na jednej połowie były dwa bardzo długie i zaokrąglane na końcu okna reszta była w takim samym kolorze, co pokuj, czyli srebro wszystko wydawało się zrobione z czystego srebra...

- Pięknie tu… - powiedziałam i spojrzałam na Aleca, a on tylko uśmiechnął się do mnie.

- Mi najbardziej podoba się rysunek na ścianie

- Tak jest piękny, kto na nim jest?

- Ten chłopak to ja… - nie dokończył, bo mu przerwałam.

- Tego się domyśliłam chodzi mi o dziewczynę….

- Tego ci nie powiem – powiedział z chytrym uśmieszkiem. – Może, kiedy będę wiedział, że mogę ci zaufać powiem ci o sobie coś więcej, co wszystko wyjaśni…

- Może wiem więcej niż ci się wydaje…. – powiedziałam i uśmiechnęłam się tajemniczo.

Następne dwie godziny przegadaliśmy i prześmialiśmy. Kiedy zaczęło się ściemniać chciałam już jechać, ale Alec namówił mnie żebym jeszcze trochę posiedziała i takim oto sposobem spędziłam z nim jeszcze godzinę. Dziwnie się do tego przyznać, ale w jego towarzystwie czas szybko leciał.

- Mam pomysł…

- Jaki? – zapytał ze strachem.

- Zagrajmy w dziesięć pytań!! – pisnęłam podekscytowana, na co on tylko się zaśmiał.

- Ale ja zaczynam

- No dobra. Zaczynaj!!

- Ulubiony kolor?

- Fioletowy i błękitny, a twój?

- Czerwony i srebrny. Ulubiony zespół?

- Trudno sprecyzować, ale słucham Green Day, The Offspring, The Good Charlotte, Matt Duke, Linkin Park, Red Hot Chili Peppres , Yael Naim i jeszcze różne piosenki między innymi dwie z klasyki fajne. A ty?

- W gruncie rzeczy to te same oprócz Matta Duke i Yael Naim. A jakie z klasyki?

- Requiem dla snu i Clair de lune. Masz dziewczynę tam we Włoszech? – widziałam jak skrzywił się na te pytanie. Ha mam go!

- Nie, nie mam – uśmiechnął się zadziornie. – Chodź mój ojciec nalega żebym związał się z Jane to totalna psychopatka i zawsze przez to są kłótnie, bo moja ma też uważa, że ona nie jest normalnie normalna – kiedy to powiedział wybuchłam śmiechem, a on zaraz za mną. – A ty masz kogoś?

- Nie. Masz tatuaż?

- Nie, a ty?

- Mam! – powiedziałam dumnie, a wyraz jego twarzy bezcenny.

- Pokarz!

Zaczęłam się odwracać, a on przyglądał mi się uważnie, kiedy klękałam do niego tyłem podciągnęłam bluzkę do góry słyszałam jak zachłysnął się powietrzem. Na plecach, a dokładniej nad tyłkiem miałam skrzydła czarno-fioletowo-niebieskie, na całej ich szerokości. Poczułam jak Alec wodzi delikatnie opuszkiem palca po tatuażu.

- Piękny – wyszeptał, kiedy przestał. Naciągnęłam bluzkę i odwróciłam się do niego.

- Dzięki – powiedziałam nieśmiało i się zaczerwieniłam. Standard..

Reszta czasu minęła podobnie. Oglądaliśmy filmy, a raczej komedie, tak się śmiałam, że aż mi łzy pociekły, choć Alec nie był lepszy. Po bodajże czwartym filmie spojrzałam na zegarek.

- Kurwa!! – zerwałam się szybko i zaczęłam zbierać.

- Co się stało?!

- Jest już po dwudziestej trzeciej starzy mnie zabiją!

- Może nie będzie tak źle…

- Nie wiem, choć mnie odparować – pociągnęłam go za rękę na dół.

Pożegnałam się, z Alecem tak jak pod szkołą. Przytulił mnie i dał buziaka w policzek. Wybiegłam szybko i wsiadłam do samochodu. W domu byłam po dziesięciu minutach. Wjechałam do garażu i pognałam na górę. Weszłam do salonu i zobaczyłam rodziców z groźnymi minami jak stoją naprzeciwko mnie.

- Melanie Rose Cullen gdzieś ty była do tej pory… – zabrzmiał groźny głos Emetta…