Rozdzial 4

MPOW:

Zbiegłam po schodach mało, co nie upadając przy ostatnim, przez co Emm wybuchł śmiechem, a ja spaliłam buraka i wtedy go zobaczyłam…. Kurwa! On jest ósmym cudem świata! Miał na sobie adidasy z Nike, luźne ciemne spodnie i ogromną białą bluzę we wzory. Nawet nie zauważyłam, że wgapiałam się w niego na bezczelnego, ale na moje szczęście tego nie zauważył, bo właśnie pożerał mnie wzrokiem.

- Idziemy? – zapytałam zwracając jego uwagę.

- Tak chodź – spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się rozbrajająco.

Objął mnie w tali i wyprowadził z domu. Szliśmy ulicą ramie w ramie, kiedy złapał mnie za rękę i ściskając zatrzymał. Popatrzyłam na niego zdezorientowana nie wiedząc, o co mu chodzi.

- Mel chciałbym się ciebie o coś zapytać

- Tak? – zapytałam niepewnie.

- Czy ty…ty….byś….chiała…. chciałabyśbyćmojądziewczyną? – zapytał na jednym wydechu.

Wyszczerzyłam się do niego, na co on odpowiedział tym samym. Ustałam na palcach i musnęłam jego wargi swoimi raz drugi, a za trzecim razem złączyliśmy nasze usta w długim namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy zabrakło nam powietrza, po czym złapaliśmy się za ręce i poszliśmy w kierunku parku. Alec wybrał jedną z ławek na uboczu, usiadł na niej, a mnie posadził sobie na kolanach. Siedzieliśmy w ciszy ja wtulona w jego tors, a on obejmował mnie i gładził jedną ręką po plecach w tej chwili słowa nie były nam potrzebne upajaliśmy się swoją obecnością. Alec, co chwila składał drobne całusy na mojej głowie, dzięki czemu szczerzyłam się jak jakaś opętana.

- Alec odpowiesz na moje pytanie?

- Oczywiście, że tak

- Obiecujesz?

- Obiecuje

- Kto jest na ścianie?

Zachichotał.- Wiedziałem, że o to spytasz – pocałował mnie w czubek głowy. – Jak myślisz, kto inny mógłby być tam jak nie ty…

Podniosłam głowę zdezorientowana tym, co powiedział i patrzyłam na niego i niemym pytaniu, które załapał i zaczął wszystko tłumaczyć, za co byłam ogromnie wdzięczna.

- Widzisz moja matka ma wizje z przyszłości i musiała w niej zobaczyć ciebie, bo to ona rysowała ten obraz powiedziała mi, że zadzwoni do mnie jak spotkam dziewczynę z obrazu. Pamiętasz nasz pierwszy dzień w szkole? – przytaknęłam twierdząco. – Zaraz po szkole zadzwoniła i powiedziała, że na tym obrazie jesteś ty byłem w niezłym szoku, ale jak widać narysowała go przede mną, bo pewnie ja bym teraz siedział i rysował jakby go tam nie było, więc prędzej czy później i tak by się tam pojawił.

Przytuliłam się do niego i po raz kolejny tego wieczoru złożyłam pocałunek na jego ustach, lecz ten był inny od poprzedniego był słodki i niewinny tak jak my, a przynajmniej Alec. Resztę czasu przesiedzieliśmy rozmawiając i śmiejąc się z różnych rzeczy o dziesiątej zaczęliśmy się zbierać, bo stwierdziliśmy, że jest już późno. Nie mogłam się doczekać wakacji, które pewnie całe spędzę z Alecem dobrze, że tylko jeszcze miesiąc chodzimy do szkoły.

Szliśmy do mojego domu trzymając się za ręce każdy pogrążony był w swoich myślach. Alec miał zaciśnięte usta i co chwila spoglądał na mnie, widziałam, że zastanawia się nad czymś, co dotyczy mnie.

- Nad czym tak myślisz? – zapytałam nie mogąc ukryć ciekawości.

- To nic ważnego – uśmiechnął się blado.

Westchnęłam. – Widzę, że coś cię trapi, więc nie udawaj, bo głupia nie jestem..

- Tego nie sugerowałem, ale dowiesz się jak wrócisz do domu

- Nie rozumiem..

- Zaraz zrozumiesz – westchnął i wprowadził nas do domu.

Było tu niezwykle głośno, więc coś tu nie grało weszłam w głąb salonu ciągnąc Aleca za rękę. Na sofie siedziała jakaś dziewczyna na oko w moim wieku miała długie brąz włosy, odwróciła się twarzą do mnie, a raczej do Aleca i uśmiechnęła się słodko popatrzyła w dół na nasze ręce, a potem na mnie i pewnie żeby wzrok umiał zabijać leżałabym już martwa, ale nie to było najgorsze naprzeciwko mnie nie siedział nie, kto inny jak Renesmee.

- Witaj kochanie – Rose podeszła do mnie i przytuliła mnie, a potem Aleca. – Poznaj we własne osobie Renesmee

- Ona tu zostanie? – zapytałam z paniką w głosie Alec podszedł i objął mnie w tali wtulając się moje plecy, co przyniosło trochę ukojenia.

- W domu akurat nie, jej dom znajduje się trochę dalej w głąb lasu

- Aha – powiedziałam niepewnie i pociągnęłam Aleca za rękę w stronę schodów. – Miło było cie poznać!

Weszliśmy do mojego pokoju, a ja od razu zamknęłam drzwi. Alec skierował się do łóżka opadł na poduszki i poklepał miejsce obok siebie bez zastanowienia wdrapałam się na nie i wtuliłam w jego bok.

- Jak myślisz mógłbym cie przenocować? – spytał i zaczął głaskać mnie po głowie.

- Nie wiem – powiedziałam i westchnęłam ciężko.

Podniósł się do pozycji siedzącej ciągnąc mnie za sobą, po czym spojrzał na mnie. – Co jest?

- Nic – spojrzałam gdzieś w bok.

- Widzę, że jednak coś jest – dał mi buziaka. – To jak?

Jęknęłam.

- Ale to głupie

- Nie wiem powiedz mi to wtedy albo to poprę albo temu zaprzeczę

- Obiecaj, że nie będziesz się śmiał

- Obiecuje

- No, bo chodzi o to, że wkurzyło mnie to jak Renesmee na ciebie spojrzała - wyszeptałam.

- Kochanie czy ty nie jesteś zazdrosna? – spytał z niedowierzaniem próbując powstrzymać śmiech. – Mel chyba sobie żartujesz i to jeszcze przez Renesmee

- A przez kogo? – wybuchłam. – Ty widziałeś jak ona spojrzała na ciebie na nasze ręce a później na mnie pewnie żeby wzrok mógł zabijać leżałabym już trupem

- Mel, skarbie spokojnie – próbował mnie uspokoić i przytulił do siebie. – Dlatego chciałem, żebyś przenocowała u mnie weekend dzisiaj mamy piątek w niedziele wieczorem dostarczyłbym cie do domu zobaczysz, że dla mnie ważna jesteś ty a nie Renesmee czy kto inny. Spędzilibyśmy razem dwa dni tylko my co ty na to?

- Byłoby wspaniale, ale mamy tylko jeden problem Rose i Emm – powiedziałam wstając.

- Damy rade – wyszeptał przy moich ustach i złożył na nich niewinnego całusa.

Zeszliśmy razem na dół gdzie znaleźliśmy tylko Rose zapytaliśmy się gdzie jest Renesmee na co ona powiedziała że poszła zapolować. Nie wiedziałam jak zapytac się czy mogę nocowac u Aleca bo jakby nie patrzeć spędzać noc z chłopakiem sam na sam to wiadomo z czym to się od razu kojarzy, ale ja taka nie jestem żeby od razu na chama pchać się do łóżka. Po godzinie namawiania i proszenia w końcu się zgodziła i nawet powiedziała że pomoże nam z Emmettem za co byliśmy jej ogromnie wdzięczni. Wiedziałam, że z nim będzie o wiele trudniej choć tego aż tak nie okazywał wiedziałam że się o mnie troszczy. Czekaliśmy na niego rozmawiając na luźnie tematy szkoła wakacje itp. Dowiedziałam się, że Rose, z Emmettem mają zamiar wybrać się gdzieś na wakacje i niewiedzieni, co zrobić z nami bo wiadome było że mnie nie zostawią a ja bez Aleca nie pojadę i tak oto doszliśmy do tego, że jedziemy we czwórkę tylko jeszcze nie wiemy gdzie. W końcu do salonu wszedł Emm uśmiechnięty od ucha do ucha.

- A ci co tak wesoło? – zapytałam rozbawiona jego głupkowatym uśmiechem.

- Mam dobry humor – wyszczerzył się jeszcze bardziej o ile to było możliwe.

- To dobrze, bo mamy sprawę

- Ale tak wszyscy we trzech? – przytaknęliśmy. – Boże, czego wy wszyscy chcecie? Lepiej usiade bo jeszcze na zawał padnę

- Emm kochanie – zaświergotała Rose zarzucając mu ręce na szyje i dając buziaka w policzek. – Mel chciałaby przenocować u Aleca

Trochę zajęło mu zrozumienie tych słów ale jak w końcu je załapał zaczął sztyletować Aleca spojrzeniem.

- Czy wy wszyscy jesteście chorzy Mel spac u Aleca? Po moim trupie!

- No weź! – zaczełam jęczeć. – Zobacz jakie ty korzyści z tego czerpiesz

- Korzyści? – zapytał niedowierzająco. – Ja niby jakie?

- Masz cały dom przez dwie noce dla siebie i Rose, nie musisz nigdzie uciekać i się chowac po hotelach. Wyobraź sobie jak możesz je wykorzystać

Widziałam, że tym go przełamie nie odpuściłby takiej propozycji. To jest dla niego zbyt cenne spędzenie dwóch nocy z Rose sam na sam. Walony seksocholik. Siedzieliśmy w ciszy nikt się nie odezwał, Emm rozmyślał nad propozycją. Rose puściła do nas oczko i zaczęła rozpieszczać Emma. Nie trwało to długo, żeby się zgodził.

- Dobra idźcie wy w cholerę – powiedział i popatrzył na Aleca. – Jak coś się jej stanie to przysięgam, że nie pożyjesz długo!

- Dziękuje – pisnęłam podleciałam dałam im po buziaku i pobiegłam na górę ciągnąc Aleca za rękę.

Wbiegliśmy na górę, Alec poszedł usiąść na łóżku, a ja złapałam plecak i zaczęłam się pakować. Spakowałam bieliznę, piżamki i jakieś ciuchy, wbiegłam do łazienki zabrać jeszcze drobiazgi i byłam gotowa.

- Zbieramy się?

- Już gotowa? Choć przy takim tempie to nie dziwne – zarechotał.

- Haha, ale śmieszne nie ma, co – sarkazm podstawa. – Nie zapominajmy, kto wpadł na ten pomysł chłopcze

Zamruczałam seksownie wplatając palce w jego włosy. Mogłam usłyszeć jak mruknął coś w stylu '' Boże jak ja przeżyje te dwa dni ''

- Dobra, Dobra! Wygrałaś! Zadowolona?

Schyliłam się, dałam głośnego całusa i wyszczerzyłam się do niego.

- Jak diabli

- Choć już…

Wyszliśmy z mojego pokoju i skierowaliśmy się do garażu, nie żegnając się nawet z Rose i Emmettem, bo Alec powiedział, że są już zajęci sobą i lepiej żebym teraz tam nie wpadła. Ehh… te wampirze zdolności tylko pozazdrościć. Ruszyliśmy samochodem w ciszy nikt się nie odzywał, Alec złapał mnie za rękę zdziwiona popatrzyłam na niego, a on tylko uśmiechną się ciepło. Droga do domu wampira była tak krótka, że nawet nie zauważyłam, że jesteśmy już na miejscu. Wysiadłam łapiąc w locie torbę, którą i tak zabrał mi Alec, prowadząc do domu. To będą dwa długie i wspaniałe dni – pomyślałam i weszłam za Alecem do domu.

Kochani wiem, że pewnie niektórzy, a raczej wszyscy będą mieli mi za złe, że tak szybko to rozkręciłam, ale nie mogłam się powstrzymać, bo jak jest w rozdziale niedługo wakacje i będzie się działo, ale więcej nie powiem :P Tak więc proszę o wybaczenie za szybkie rozkręcenie tego szczególiku i teraz obiecuje zwolnić, będzie więcej wszystkiego:)

Madzia:*