Rozdzial 5
MPOW:
Weszliśmy do holu, Alec od razu zapalił światło, po czym skierował się do kuchni i tam zrobił do samo.
- Rozgość się idę zanieść torbę na górę
- A mam inne wyście? – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Raczej nie – zachichotał i dał przelotnego buziaka w policzek.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i postanowiłam zrobić nam późną kolację. Wstawiłam wodę na herbaty i skierowałam się do lodówki otwierając ją. Szybko przeleciałam wzrokiem z góry na dół i postanowiłam zrobić nam kanapki. Wyjęłam ser, sałatę, pomidora i masło. Już miałam wziąć nóż do ręki, kiedy w sekundzie znikną, podniosłam zdezorientowana wzrok i napotkałam rozbawione spojrzenie Aleca.
- Usiądź sobie wygonie ja wszystko zrobię
Prychnęłam.
- Myślisz, że nie umiem?
- Nie tego nie powiedziałem bardziej obawiam się o twoje piękne rączki
Położył nóż i podszedł do mnie, złapał mnie za biodra i podniósł do góry, na co zapiszczałam i uczepiłam się niego kurczowo, on tylko zachichotał i posadził mnie na wyspie stając między moimi nogami. Uśmiechnął się łobuzersko i zaczął mnie całować począwszy od szyi kończąc na ustach. Całował mnie zachłannie, lecz delikatnie, a ja nie pozostałam mu dłużna, trwało by to dłużej żeby czajnik nie dał znać o sobie.
- Zrobię herbatę, a ty kanapki
- Nie poparzysz się?
Spojrzałam na niego spode łba.
- Wiesz, co?
-Nie, nie wiem – zachichotał. - Powiesz mi?
- Zachowujesz się gorzej od Rose – wystawiłam mu język.
Zachichotał. – Policzymy się później – ostrzegł.
- Nie boje się
- Zobaczymy i zalej w końcu te herbaty
Dopiero teraz zauważyłam, że trzymam w ręku czajnik. Zarechotałam z własnej głupoty, ale zalałam je. Przyglądałam się w skupieniu żeby nie rozlać wody, kiedy to się udało uśmiechnęłam się z triumfem do Aleca, na co się zaśmiał. Ponownie usiadłam na blacie wyspy.
- Co będziemy robić przez te dwa dni?
- A na co masz ochotę – uśmiechnął się uwodzicielsko.
- No nie wiem zdam się na ciebie
- Na dzień dzisiejszy mam ochotę odciąć się od świata i poleniuchować, jak coś się zmieni to dam ci znać
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i wzięłam się za jedzenie kanapki. Nie powiem szło mi to dość opornie i po jednej zjedzonej czułam się już pełna.
Jęknęłam.
- Nie mogę już
- Chyba żartujesz, kto to wszystko zje?
- Alec kochanie – zaświergotałam.
- Nie ma mowy! Jesz!
- Proszę – przyciągnęłam go dając buziaka.
- Boże! Co ta dziewczyna ze mną wyrabia?
- Nic – powiedziałam niewinnie. – Idę wziąć prysznic
- Leć – uśmiechnął się.
Pobiegłam na górę po piżamę po wyjęciu zauważyłam, że nie wzięłam spodenek. Byłam pewna, że je wkładałam. Westchnęłam łapiąc podkoszulek i damskie bokserki, po czym wbiegłam do łazienki. Spływająca woda dawała mi ukojenie, miałam zamiar się nabalsamować, kiedy usłyszałam grzmot. Może nie wspomniałam o tym, ale boje się burzy. Szybko wytarłam się i ubrałam miałam już wychodzić, kiedy zgasło światło spanikowana wyleciałam z łazienki.
- Alec? – pisnęłam
Odpowiedziała mi głucha cisza, a na niebie rozbłysły pioruny.
- Alec! – zawołałam łamiącym się głosem.
Znowu nic, czułam jak ręce zaczęły mi się trząść. Wyszłam na korytarz gdzie panowały egipskie ciemności, roztelepana szłam w kierunku schodów prowadzących do kuchni gdzie mam nadzieje przebywał Alec. Wołałam go jeszcze kilka razy, ale nie odpowiadał. Schodząc na dół bardzo uważałam, żeby się nie potknąć i nie spaść. Burza przybrała na sile i rozpadał się deszcz, czułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Przeszłam cały dom w poszukiwaniu Aleca, ale nigdzie go nie było. Z kolejnym grzmotem osuwałam się coraz niżej po ścianie nie mogąc już powstrzymać łez, które ciekły ciurkiem po moich policzkach. Usłyszałam trzask zamykających się drzwi i zobaczyłam jak światło ze świecy tak myślę rozjaśniło wnętrze domu. Siedziałam z podciągniętymi nogami pod brodę obejmując je rękoma. Chłopak wszedł do salonu ze świecą rozejrzał się dookoła i widząc mnie skuloną pod ścianą w wampirzym tempie postawił świece na stole i tak samo podbiegł do mnie.
- Mel, co się stało? – zapytał podnosząc mnie z podłogi.
- Boje się… - wyszeptałam, wtulając się mocno w jego tors.
- Przepraszam nie wiedziałem, że boisz się burz gdybym wiedział nie poszedłbym po świece tylko od razu do ciebie – podniósł mnie na wysokość swoich bioder, a ja od razu oplotłam go nogami wtulając się w niego.
Niósł mnie po schodach trzymając mocno w swoich ramionach czułam się teraz bezpieczna, co prawda, kiedy zagrzmiało podskoczyłam ze strachu, ale on przytulił mnie mocniej o ile się dało i szeptał do ucha, że wszystko, w porządku jestem bezpieczna.
Znaleźliśmy się w końcu w jego sypialni położył mnie pierwszą, a sam ulokował się obok mnie otaczając ramieniem. Podniosłam głowę na wysokość jego i musnęłam jego wargi swoimi.
- Już dobrze? – zapytał z troską.
- Teraz tak – przyznałam znowu go całując.
- Cieszę się – zachichotał i obrócił siebie i mnie tak, że teraz leżałam na nim.
- Panie Volturi – oburzyłam się. – Pan szaleje?
Zachichotał. – Najwidoczniej – uśmiechnął się łobuzersko. – Ale z tego, co zauważyłem nie jestem tu jedyny.
- Sugerujesz, że zachowuje się nieprzyzwoicie?
Wzruszył ramionami nadal się uśmiechają i zaczął mnie gilgotać. Śmiałam się jak opętana, łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach, próbowałam się wyrwać, ale jak widać próbowałam, bo się nie udało. Kiedy nie mogłam już złapać tchu puścił mnie jak to on stwierdził zlitował się nade mną. Resztę nocy przeleżeliśmy przytuleni do siebie. Usłyszałam miarkujący się oddech Aleca, kiedy spojrzałam na niego miał zamknięte oczy. Zasypiał. Popatrzyłam się jak dziecięco i niewinnie wygląda, kiedy śpi pocałowałam go w czubek głowy i sama oddałam się w objęcia morfeusza.
Znajdowaliśmy się z Alecem w jakimś stary zamku przed nami szła drobna blondynka, co chwila rzucająca nam wrogie spojrzenie nie mogłam pojąc, o co jej chodzi. Szliśmy krętymi korytarzami aż znaleźliśmy się przed wielkimi drzwiami z XIX wieku dziewczyna odwróciła się do nas uśmiechając szyderczo, po czym odtworzyła drzwi. Weszliśmy do środka jak się okazało ogromnej komnaty wszędzie było pełno wampirów, ale mnie zainteresowali tylko trzej siedzący naprzeciwko nas. Dziewczyna ustała po lewej stronie tronów zaś po drugiej stała Alice uśmiechając się do nas przepraszająco. Już miałam spytać się, o co chodzi, kiedy do sali wnieśli Rose i Emma. Później wszystko działo się tak szybko wszyscy rzucili się w stronę moich rodziców warcząc głośno, kiedy zaczęli odrywać im ręce i nogi. Jeden z trzech wampirów siedzący po środku zaczął zbliżać się do mnie. Patrzył na mnie jak na coś do jedzenia, czym penie dla niego byłam. Kiedy miał się na mnie rzucić zobaczyłam jak Alec staje w moją obronę….
Obudziłam się z krzykiem zdając sobie sprawę, że to był tylko sen. Usiadłam nie mogąc złapać oddechu. Milion pytań krążyło mi po głowie. Kim oni byli? Chyba na to pytanie znałam odpowiedz była z nimi Alice, więc pewnie była to rodzina Aleca. Ale czego od nas chcieli? Czego chcieli od moich rodziców? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Poczułam jak ręce oplatają mnie w tali, przez co podskoczyłam. Obróciłam się i zobaczyłam jak Alec marszczy brwi w niemym pytaniu, pokręciłam przecząco głową żeby nie pytał i położyłam się przy nim. Nie leżałam długo przytulona do niego, ale kiedy opadłam w ramiona morfeusza po raz drugi nie śniło mi się już nic, za co była wdzięczna.
Obudziłam się wypoczęta jak nigdy za oknem słonce było już wysoko na niebie. Przeciągnęłam się mrucząc niczym kotka i poczułam, że czegoś mi brakuje. Rozejrzałam się wokoło i nigdzie go nie znalazłam. Poszłam do łazienki się odświeżyć. Po skończonej rannej toalecie zeszłam na dół dalej będąc w piżamach. Zauważyłam go w kuchni stał tyłem do mnie i popijał sok pomarańczowy podeszłam do niego i przytuliłam się do pleców. Postawił szklankę odwracając się w moją stronę objął mnie mocno i przytuliła do siebie głaszcząc po włosach.
- Co ci się śniło? – zapytał z troską.
- Miałam zwykły koszmar
- Chcesz pogadać?
- Nie jest dobrze – uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka.
- Choć obejrzymy coś
Poszliśmy do salonu ja rozsiadłam się na sofie, a Alec poszedł włączyć jakiś film. Padło na Amerycan Pie 7 komedia dobra. Śmialiśmy się na każdej możliwej scence. Po filmie poszliśmy na górę i leżeliśmy, kiedy zaczęło mi się nudzić, podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki wpadłam na iście szatański plan. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać po pułkach, kiedy dostrzegłam to, co chciałam pianka do golenia złapałam szybko w rękę pudełeczko i ustałam przy drzwiach od łazienki, które zostawiłam otwarte na oś ciesz.
-Alec! – wydarłam się na cały regulator.
Nie minęło pięć sekund, a on stał już w zdezorientowaną miną na środku łazienki. Podeszłam do niego po cichu i zaczęłam pryskać na niego pianką w każdym miejscu na jego ciele, kiedy zaczął się odwracać zobaczyłam, że ma w ręku pastę do zębów. Nie poddawałam się walczyłam z nim do tond aż skończyła mi się pianka, a jemu pasta. Kiedy przeszłą nam głupawka i uspokoiliśmy trochę oddech od śmiechu zaczęliśmy się podnosić.
- Aaaa! – krzyknęłam. – Pasta zasycha!
- I dobrze ci tak – przytulił mnie do siebie, żeby usmarować mnie jeszcze pianką. – Pamiętaj ty to zaczęłaś
- Tak, tak zawal wszystko na mnie, bo ty to stałeś i się przyglądałeś – pokazałam mu język.
Wybiegłam z łazienki i poszła po ciuchy. Musiałam natychmiast wziąć prysznic. Złapałam dresy i duża koszulkę do tego bieliznę i poszłam pod prysznic. Woda spływała wraz z pastą po moich plecach, a ja delektowałam się strumieniami gorącej wody płynącej struszkami po moim ciele. Po długiej kąpieli wróciłam do pokoju i zobaczyłam śpiącego w rogerach Aleca, podeszłam do niego i dałam całusa w policzek. Uśmiechnął się przez sen, przez co sama nie mogłam powstrzymać uśmiechu, położyłam się przy nim i przykryłam nas kołdrą. Wymamrotał coś przez sen i przekręcił się w moją stronę obejmując mnie ramieniem i przyciskając do siebie z całej siły. Po mimo braku tchu banan wypełzł na moją twarz przyglądałam mu się jak spokojnie śpi, że nie zauważyłam, kiedy sama oddałam się kranie snu.
Obudziłam się wraz z zachodzącym słońcem, Alec widząc, że otworzyłam oczy uśmiechną się z czułością i pocałował delikatnie.
- Przejdziemy się gdzieś? – zapytał.
- Gdzie?
- Niespodzianka
- Nielubię niespodzianek – naburmuszyłam się.
- Ta ci się spodoba
Wyciągnął mnie z łóżka i kazał się ubrać. Szliśmy leśną drogą prowadzącą do… nikąd naprawdę ta droga nie miała końca, szliśmy i szliśmy i dojść nie mogliśmy czas mi się dłużył, kiedy Alec zobaczył, że nie jestem entuzjastycznie nastawiona do dalszej wędrówki wziął mnie na ręce i pobiegł wampirzym tempem do celu naszej wyprawy.
Dotarliśmy na wzniesienie tuż nad plażą. Rozejrzałam się dookoła i mogłam stwierdzić, że tu jest jak w bajce usiadłam na środku i wpatrywałam się w zachodzące słońce. Alec dosiadł się zaraz do mnie i objął ramieniem, wtuliłam się w jego bok rozkoszując się tym magicznym miejscem i najwspanialszym mężczyzną na świecie siedzącym tuż obok mnie.
- Kocham cię – wyszeptał.
- Ja ciebie też – pocałowałam go namiętnie w usta.
Wróciliśmy do domu późno w nocy, lecz nam to nie przeszkadzało w tym domu żyliśmy poza strefą czasową nic nas nie interesowało.
Następny dzień cały spędziliśmy w swoich objęciach całując się, co chwila. To był nasz ostatni dzień w tym raju jutro wraca rzeczywistość. Korzystaliśmy z każdej chwili tego dnia nie chcieliśmy się rozstawać, choć wiedzieliśmy, że będziemy widywać się codziennie.
Spakowana czekałam na Aleca, żeby odwiózł mnie do domu. Nie nawoziłam tego, kto kazał nam się teraz rozstawać. Jechaliśmy w ciszy trzymając się za ręce. Kiedy dojechaliśmy pod mój dom było tam dziwnie spokojnie i cicho, spojrzałam na Aleca, a on jedynie patrzył się w przestrzeń z pustym wyrazem twarzy.
