Rozdzial 7

MPOW:

Krzątałam się po kuchni przygotowując śniadanie. Chciałam zdążyć za nim Alec wstanie. Biegając po pomieszczeniu zastanawiałam się nad wczorajszym wyczynem chłopaka. Mojego chłopaka! Jak to ładnie brzmi. Mam jebane szczęście, że to ze mną jest, bo mógłby mieć każdą, a on wybrał właśnie mnie. Problem jest w jednym, że Emm i Rose o niczym nie wiedzą i ciekawa jestem jak Renesmee po tym wszystkim będzie się zachowywać.

Wszystko miałam już prawie gotowe jeszcze tylko jajka na kanapki się gotowały. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić przez ten czas poszłam do salonu włączyć jakiś kanał muzyczny. Tak się złożyło, że w tym momencie leciała piosenka, która od razu mi się spodobała David Usher - Black Black Heart. Wsłuchana zapomniałam o jajkach oprzytomnił mnie dopiero głośny huk, na który podskoczyłam jak oparzona. Wbiegłam do kuchni i pierwsze, co rzuciło się w oczy to wielka plama na suficie z rozmiażdżonych jajek. Spojrzałam na garnek – tak też do wywalenia.

Zaczęłam sprzątać pierwsze, co zrobiłam to wywaliłam ganek, który tylko do tego się nadawał i zaczęłam przygotowywać środki potrzebne do wyczyszczenia sufitu. Usłyszałam przeraźliwy śmiech za plecami. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam Aleca zwijającego się w pół ze śmiech, na co dostał ścierką po głowie. Próbował się uspokoić, co nie najlepiej mu wychodziło, ale robił postępy.

- Co się stało? – zapytał rozbawiony.

- Robiłam śniadanie – uniósł pytająco brew. – No, bo na jajka było trzeba jeszcze trochę poczekać to poszłam włączyć jakąś muzykę i na MTV leciała taka fajna piosenka i się zasłuchałam, a potem było już tylko bum – rozłożyłam ręce jakbym chciała m pokazać Armagedon czy coś. – Spalony garnek i jajka na suficie.

- Czyli mam rozumieć, że jednak nie bawiłaś się w chemika?

Spojrzałam na niego spod byka.

- Żebym bawiła się w chemika to by było na pewno większe bum – pokazałam mu język.

Podszedł do mnie i dał całusa.

- To, co z tym śniadaniem? – rozejrzał się po kuchni.

- Herbata jest zrobiona, kanapki maja tylko wędlinę, sałatę i pomidora…

Jęknął.

- A co z jajkami? – spytał rozbawiony.

Trzepnęłam go w ramie. – Nie wybredzaj, bo będziesz sam sobie robił drugim razem

- Na pewno byłoby to bezpieczne, bo… - nie dokończył, ponieważ jajka, które znajdowały się na suficie spadły mu na głowę.

Oznajmił, że idzie wziąć prysznic i to tak szybko, że nie zdążyłam nic powiedzieć. Patrzyłam przez chwile na schody, po czym zaczęłam się śmiać. Wyszło na to, że wylądowałam na podłodze ze łzami cieknącymi mi po twarzy i bolącym brzuchem. Jak tylko mi przeszło wzięłam herbaty, kanapki i przeszłam do salonu. Ułożyłam się w pozycji pół leżącej na sofie, a chwilę później poczułam ramiona oplatające moją talię i głowę ukochanego na moim brzuchu. Zaczęłam się bawić się jego włosami. Chyba zaczęłam to lubić i jak widać Alec też, bo tylko westchnął głęboko i wtulił się mocniej.

Oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się i tak zleciał nam cały dzień. No prawie cały, bo wieczorem zaczęło nam się nudzić.

- Może gdzieś pójdziemy? – zaproponowałam.

- Nie, nie chce mi się nigdzie wychodzić..

- To możemy zagrać w karty

- A masz?

- Zaraz wrócę!

Pobiegłam na górę i zaczęłam zgrzebać w szufladach. Gdzieś je miałam. Znalazłam w półce z książkami. Kiedy zeszłam na dół stół stał na środku salonu, a przy nim naprzeciwko siebie dwa krzesła. Usiadłam na jednym z nich i popatrzyłam wyzywająco na Aleca naprzeciwko mnie.

- W co gramy?

- 3-5-8?

- Nie

- Makao?

- Nie

- Oczko?

- Nie

- Remik?

- W tym się segmenty układa?

- Segmenty?

- Segmenty, sekwensy, co za różnica

Zachichotał. – Nie no żadna

- O co gramy?

- Hazard?

Wzruszyłam ramionami. – Możemy i tak to nazwać gra na nic jest nudna – uśmiechnęłam się zadziornie.

- Pomyślmy – zastanawiał się trochę, po czym uśmiechnął szeroko. – Jeżeli ja wygram robimy to, co ja chce, jeżeli ty wygrasz robimy to, co ty będziesz chciała. Do ilu gramy?

- Do, czterech jeżeli będzie dwa na dwa to będzie dogrywka – wyciągnęłam do niego rękę.

- Stoi – uścisnął moją.

Rozdałam karty i narzekać nie mogłam, bo miałam dobrą kartę, ale po uśmieszku Aleca stwierdziłam, że on też ma nienajgorszą. Muszę przyznać, że jest on świetnym zawodnikiem, ale czego się było można spodziewać, że nie wie jak karty trzeba układać. Chciałoby się. Patrzyłam jak w skupieniu wszystko analizuje i przemyśla. Brakowało mi jednej jedynej karty, którą on właśnie wyrzucił już sięgałam po nią, jednak on powstrzymał moją rękę i zaczął się wykładać. Patrzyłam w osłupieniu i próbowałam się dopatrzyć, czy jednak się nie pomylił. Chciałabyś.

- Karty mi brakowało jednej tej, którą wyrzuciłeś – powiedziałam oskarżycielsko.

Zaśmiał się. – Przygotuj się na klęskę skarbie

- Nawet o tym nie myśl

I w ten oto sposób rozpoczęliśmy rundę drugą. Szła ciężko jak cholera, ale w końcu udało się mniej więcej dobić do końca. Alecowi karta nie szła za dobrze, przez co miałam przewagę. Modliłam się, żeby trafić na asa pik i zakończyć tą rundę, właśnie wtedy on wyrzucił go i sięgnął po kartę. Tym razem to ja go powstrzymałam i wyłożyłam swoje piękne karty dołączając jego asa. Uśmiechałam się tryumfalnie, kiedy rozdawał.

Trzecie rozdanie kart było chyba najlepszym, jakie miałam. Może to, dlatego, że on rozdawał? Nie wiem, ale wiem, że było super. Patrzyłam na niego jak wysila szare komórki, lecz na marne, bo ja znowu prędzej dobrałam karty. Kiedy podał mi talię do tasowania zastanawiałam się czyby jemu nie dać znowu, ale wcisnął mi ją do rąk.

Wierciłam się niespokojnie na krzesełku nie mogąc dobrać wygodnej pozycji. Alec patrzył na mnie od czasu do czasu i chichotał jakby miał, z czego. Tak niewiele mi zostało do dopasowania, tylko, że wszystko, co brałam nie pasowało mi. Za to Alecowi chyba dobrze szło, bo uśmiech miał od ucha do ucha normalnie jakby banana wsadził sobie w buzie. W tej rundzie poniosłam klęskę zostało jeszcze tylko jedno decydujące rozdanie.

- Jeżeli przegram to co będziemy robić? – spytałam.

- Aż tak w siebie nie wierzysz?

- Wierze tylko wątpię, że zdałam dobrze – popatrzyłam na już poukładane karty i jakbym wcześniej miała wizje czy co.

- Jak wygram to będzie dobrze

- A co będziemy robić?

- A chciałabyś wiedzieć?

- Przecież się pytam to chyba chcę…

- To się dowiesz jak dasz mi wygrać

- Nie

- Tak

- Nie

- Tak

- Nie

- Tak

- Nie

- Nie

- Tak… fuck!

- Haha wrobiłem cię – śmiał się.

- I tak nie wygrasz – pokazałam mu język.

- Chcesz się założyć?

- O co?

- O buziaka? – wyciągnął rękę.

- Stoi - podałam mu swoją.

- Przegrałaś kochanie – rozłożył karty.

- Jak? Gdzie? Kiedy? Co!

Patrzyłam w osłupieniu na stół, a on w tym czasie podszedł do mnie i postawił na nogach. Szybkim ruchem przerzucił mnie sobie przez ramie i poszedł na górę. Ja w tym czasie najnormalniej w świecie darłam się w niebogłosy żeby mnie postawił, ale on na to, że przecież wygrał, a zakład to zakład.

- Alec chce wziąć prysznic – pisnęłam.

- Hhmm… No dobrze ja też w tym czasie pójdę do łazienki

Zmyłam się stamtąd jak najszybciej się dało. Woda orzeźwiła moje ciało. Po kąpieli nie chciałam jeszcze wychodzić, więc wpadłam na pomysł, żeby się wydepilować. Tak to było to. Później jeszcze musiałam się nabalsamować i po dobrej godzinie byłam gotowa.

Wyszłam z łazienki i od razu poczułam dwoje silnych ramion owijających mnie w tali, a chwile potem usta Aleca na swoich. Niewinny całus robił się coraz bardziej zachłanny, owinęłam swoje ręce wokół jego szyi. Kiedy oderwaliśmy się od siebie każdemu z nas brakowało powietrza.

- Co tak długo? – zapytał z wyrzutem.

- Już się z tęskniłeś? Nie było nie raptem tylko godzinę.

- Dla mnie to była wieczność – powiedział, na co zachichotałam. – Choć się położyć

Poszliśmy w stronę mojego pokoju, kiedy przekroczyliśmy próg rzuciłam się na łóżko jakbym wieki na nim nie leżała. Wtuliłam się w poduszki i westchnęłam głęboko. Alec położył się obok owijając mnie ramionami i przyciągając do swojej klatki piersiowej.

Wodził palcem po moich plecach tworząc jakieś skomplikowane znaki. Podniosłam się na rękach na wysokość jego głowy najpierw popatrzyłam mu w oczy, a potem na jego usta. Musnęłam je raz leciutko później było to coś więcej, pocałunek pełen namiętności. Wplątałam palce między jego włosy przyciągając go bliżej, jeżeli było to realne. Zaczął przekręcać się powoli nie przerywając przy tym pocałunku położył mnie na plecach, a sam wylądował na mnie.

Jego dłonie błądziły po moim ciele przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Miałam na sobie damskie bokserki i koszulkę na grube ramiączka. Alec miał na sobie bieliznę i spodenki koszykarskie, przez które czułam jego rosnącą erekcje. Dłońmi zahaczył o moją bluzkę i zaczął ją podnosić….