Link do oryginału znajdziecie w moim profilu.
Tłumaczenie za zgodą autorki.
Piosenka do tego rozdziału polecana przez autorkę:
Somewhere Over The Rainbow z filmu Czarnoksiężnik z Oz
ROZDZIAŁ 14
Opowieść o dwóch Mariach
Z błogiej krainy snów wyrwały mnie donośne odgłosy awantury. W moim domu poranne scysje nie były niczym nadzwyczajnym. Wyglądało na to, że mama i Cynthia kontynuowały swoje odwieczne sprzeczanie się. Zazwyczaj zaczynały kłótnię od tej sprawy, na której skończyły poprzedniego dnia.
Jednak tym razem nie usłyszałam dwóch kobiet, z których jedna brzmiała przenikliwie i nieustannie narzekała, a druga wydawała się ogromnie zirytowana. Zamiast tego znajomy skrzek Cynthii przeplatał się z o wiele głębszym głosem. Wiedziałam, że nie należał on do ojca, gdyż był zbyt niski. Zresztą tata przebywał obecnie w całotygodniowej podróży służbowej, a poza tym nie mogłabym nie rozpoznać tego wyjątkowego głosu…
- Już wpędziłeś ją w kłopoty w tym miesiącu. Może zanim zrobisz to po raz drugi, poczekasz, aż skończy się luty, co? – zawołała z sarkazmem Cynthia.
- Miała kłopoty? – Jared wydawał się tym zmartwiony.
- Jasne, że miała – odparła ironicznie moja siostra. – Rodzice całkowicie ją uziemili. Dostała szlaban, rozumiesz? Kim nigdy nie dostała szlabanu. Jest jak… dziewica Maria w tego typu sprawach.
- To w takim razie do kogo porównasz siebie? – odparł chłopak znudzonym głosem. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak się niecierpliwił i nerwowo przestępował z nogi na nogę.
- Do Marii Magdaleny – zachichotała uwodzicielsko Cynthia.
Przeszła przeze mnie fala ogromnego zażenowania, która przybierała na sile wraz z każdym słowem wydobywającym się z ust mojej siostry. Wyskoczyłam z łóżka tak szybko, że zaplątałam się w prześcieradła i z głuchym łoskotem wylądowałam na podłodze. Rozmowa na dole natychmiast ucichła.
- Ała… - jęknęłam, z trudnością wyplątując nogi z materiału.
- Widzisz, na dodatek jeszcze ją obudziłeś. Dobra robota! A teraz spływaj stąd, zanim naprawdę się zezłoszczę – powiedziała Cynthia, podczas gdy ja włożyłam na siebie szlafrok i szybko wybiegłam z pokoju w poszukiwaniu miejsca, w którym się znajdowali. – Mówiłam ci, żebyś... – kontynuowała, ale natychmiast przerwała, wydając z siebie jakiś dziwny, przytłumiony dźwięk, gdy tylko mnie dostrzegła. Zatrzymałam się na szczycie schodów, starając się przybrać śmiertelnie poważny wyraz twarzy, jaki często widywałam u mamy.
- Kim – powiedział Jared cichym, ochrypłym głosem. Spowodowało to, że nagle cała odrętwiałam i po plecach przeszły mi ciarki, przez co prawie się przewróciłam.
Cynthia stała w połowie salonu, ubrana w krótkie szorty i koszulkę na ramiączkach. Jared znajdował się tuż za nią, wyglądając na najszczęśliwszego człowieka na świecie. Moja siostra podniosła ręce do góry, by powstrzymać go od zrobienia jakichkolwiek kroków do przodu, ale i tak spoglądał na mnie ponad jej głową, najwidoczniej nie dając tak łatwo za wygraną.
- Dzień doberek, siostrzyczko – odezwała się Cynthia z wymuszoną pogodnością.
- Cynthia! – syknęłam. – Co ty u licha robisz?
- Trzymam cię jak najdalej od szkoły z internatem w Minnesocie – wyjaśniła przemądrzałym tonem, kładąc rękę na biodrze i obracając się w moją stronę. Jej pozycja nadal uniemożliwiała Jaredowi wejście do dalszej części domu.
Zbiegłam truchtem po schodach, ze szlafrokiem powiewającym za mną jak para skrzydeł. Gorączkowo się zarumieniłam, kiedy Jared zmierzył mnie wzrokiem najpierw od stóp do głów, a potem od góry do dołu. Cynthia zerknęła na jego twarz i zmarszczyła z niesmakiem nos.
- Dziwak – usłyszałam jej ciche mruknięcie.
- Dzięki za pomoc, Mario, ale już panuję nad sytuacją – powiedziałam, znacząco kiwając głową w stronę drzwi.
- O tak, jasne, na pewno zostawię was samych, gdy rodziców nie ma w domu – skomentowała z ironią i dumnym krokiem podeszła na kanapy, a następnie bezceremonialnie na nią klapnęła, założyła nogę na nogę i ręce na głowę, przyglądając nam się wyczekująco.
- Chodź – powiedziałam do Jareda, wskazując na drzwi prowadzące do kuchni. Niemalże zemdlałam, gdy podczas naszej wędrówki na taras za domem w dolnej części pleców czułam ciepło jego dłoni. Na szczęście na dworze tylko mżyło, co prawdopodobnie mogło pomóc trochę oklapnąć moim włosom, które zapewne przypominały teraz ptasie gniazdo.
Jared zasunął za nami szklane drzwi, a ja dodatkowo zamknęłam je na klucz, żeby nie przeszkadzały nam żadne młodsze siostry.
- Co ty tutaj robisz? – spytałam, opierając się o drewnianą poręcz werandy. W pewnej chwili kropla deszczu wpadła mi prosto do oka, więc szybko zamrugałam. Aby patrzeć Jaredowi w twarz, musiałam naprawdę mocno zadzierać głowę. Nie pamiętałam, by był wcześniej aż tak wysoki.
- Nie mam pozwolenia na przebywanie w tym miejscu? – odparł, marszcząc brwi. Nie potrafiłam stwierdzić, czy mówił poważnie, czy tylko się ze mną drażnił.
- Przecież powiedziałam ci już o Minnesocie – przypomniałam, a potem wywróciłam oczami i westchnęłam. – I ona też to zrobiła. – Kiwnęłam głową w kierunku Cynthii, która teraz przemieściła się na krzesło przy kuchennym stole i trzymała w ręku jakiś magazyn. Co jakiś czas zerkała na nas z uniesioną brwią, niemalże idealnie naśladując spojrzenie w stylu: „Mam na ciebie oko", którego nauczyła się z filmu „Poznaj moich rodziców".
- Tak wiem, ale... – powiedział, przysuwając się bliżej. Zostałam uwięziona pomiędzy jego ciałem a balustradą i musiałam naprawdę się wysilić, by zachować jasność umysłu. – Tęskniłem za tobą.
Pochylił się do przodu i musnął wargami mój policzek, a potem linię szczęki. Musiałam złapać się poręczy, by się nie przewrócić. Oddychałam niezwykle nierówno, gdy odsunął moją rękę od starego drzewa i splótł nasze palce.
- Ja... za tobą... też – zdołałam wykrztusić ledwie zrozumiałym głosem. Jared zachichotał, a po chwili zorientowałam się, że śmiałam się razem z nim. Chłopak przeniósł się teraz ze swoimi ustami na moją szyję i automatycznie uniosłam ręce do góry, by go objąć...
Odgłos gwałtownego stukania szybko przywrócił mnie do rzeczywistości.
Tuż przy oknie stała Cynthia, która wyglądała bardziej na wykończoną nerwowo niż zirytowaną. Szybko wydała z siebie kilka znaczących chrząknięć, gorączkowo wskazując kciukiem obszar za sobą. Ciągle byłam nieco ogłupiała z powodu zachowania Jareda, a on sam albo nie usłyszał stukania, albo bardzo dobrze wychodziło mu jego ignorowanie, bo wcale nie pomagał mi się skupić.
Coraz bardziej rozdrażniona Cyn uderzyła teraz w szybę otwartą dłonią. Jej oczy powiększyły się nieco w charakterystyczny sposób: „Mam fantastyczny pomysł!", po czym mocno zamachała ręką, by ponownie zwrócić moją uwagę. Zaczęła rysować palcem w powietrzu jakieś dziwne kreski... Rozgryzienie tego, o co mogło chodzić zajęło mi dłuższą chwilę. W końcu w moim obecnie zaciemnionym umyśle coś kliknęło.
Ona po prostu usiłowała pokazać mi litery wchodzące w skład słowa „mama"...
- O Jezu, moja mama wróciła – wydyszałam. Gdyby moje nogi już teraz nie były jak z galarety, to pewnie w tym momencie właśnie by się takie stały. Jared złapał mnie za ramiona, żebym nie osunęła się na ziemię. – Musisz iść! – nalegałam, ale on nie wydawał się zbytnio przejmować koniecznością swojego natychmiastowego zniknięcia. – Nie zamierzam jechać do Minnesoty – oznajmiłam stanowczo, napierając rękami na jego tors, by popchnąć go w stronę podwórka, ale on i tak się nie ruszył. Zamiast tego wywrócił oczami i odgarnął mi z oczu grzywkę, jednocześnie obejmując dłonią policzek.
- Jeśli ty pojedziesz do Minnesoty, to ja również – zapewnił, przysuwając się bliżej, aby pocałować mnie w czoło, po czym się odsunął, ale ciągle trzymał jedną z moich dłoni.
- Oni mają zamiar mnie wysłać do katolickiej szkoły – uściśliłam. – Z samymi dziewczynami, mundurkami, zakonnicami... – I bez ciebie.
- Nigdzie cię nie wyślą, Kim – pocieszył mnie. – Chodź – dodał, z powrotem odsuwając drzwi. Nie byłam pewna, czy w ogóle poczuł mój opór, gdy wciągał mnie za sobą do środka. – Jeszcze nie poznałem twojej mamy, wiesz, tak oficjalnie.
Myślałam, że zaraz zemdleję, kiedy ja, Jared i Cynthia siedzieliśmy przy kuchennym stole, czekając na pojawienie się mamy. Z garażu dochodziły odgłosy jej krzątaniny, więc prawdopodobnie wyciągała z samochodu swoją torebkę i jakieś reklamówki z zakupami. Cyn starała się wyglądać na zrelaksowaną i obojętną, ale zbyt szybko przewracała strony gazety, a jej wzrok tylko prześlizgiwał się po kolorowych reklamach.
- To chyba nie jest dobry pomysł – powtarzałam nieustannie. Po każdym takim stwierdzeniu Jared przyciskał swoje ciepłe palce do moich ust, skutecznie mnie uciszając.
- Przestań się martwić – rozkazał delikatnie. – Bo się w końcu rozchorujesz.
Ciągle trzymał mnie za rękę, ale zachowywał pomiędzy nami pewien dystans, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Jeśli mieliśmy się zmierzyć z moją matką – chętnie czy też niechętnie – nie chciałam dawać jej gotowych dowodów do ewentualnego procesu.
Gdy w zamku zgrzytnął klucz, zaczęłam ciężko dyszeć. Jared pochylił się tak, że w okolicy ucha poczułam jego gorący oddech.
- Jeżeli teraz zemdlejesz, to będę zmuszony zrobić ci oddychanie usta-usta na oczach twojej mamy – ostrzegł. Natychmiast zamknęłam usta i skoncentrowałam się na braniu krótkich oddechów przez nos. Zza pleców usłyszałam jego cichy śmiech. Ten dźwięk spowodował, że w moim brzuchu zaczęły latać motylki.
Chwilę później drzwi się otworzyły i stanęła w nich mama. W rękach trzymała zakupy, które zasłaniały jej pole widzenia. Jared pospiesznie się podniósł i wziął od niej część toreb, a następnie położył je na blacie.
- Och – mruknęła, brzmiąc na zszokowaną. Rozejrzała się po kuchni. Jej spojrzenie najpierw padło na Cynthię, potem na mnie, aż w końcu na Jareda. Zadrżałam, czekając na nieunikniony potok wrzasków...
- Witaj, Jared, skarbie – przywitała go i obróciła się w moją stronę. – Nie wiedziałam, że będziemy mieli gościa – dodała dowcipnie z lekką naganą w głosie. Miałam pewność, że zrobiłyśmy z Cynthią identyczną minę i wyglądałyśmy tak, jakbyśmy właśnie zobaczyły ducha.
- Przepraszam – powiedziałam, chociaż zabrzmiało to bardziej jak uprzejme pytanie.
- Ach, nic nie szkodzi – zapewniła z ciepłym uśmiechem i kątem oka zerknęła na moją dłoń, którą trzymał Jared. – I tak zrobiłam większe zakupy. – Po tych słowach z jednej z toreb wyciągnęła dwie główki sałaty i otworzyła drzwiczki lodówki, by je do niej włożyć. Obróciłam się, by popatrzeć z zaskoczeniem na Jareda. Wzruszył tylko ramionami i szepnął:
- A nie mówiłem?
Uniosłam brwi i wymieniłam zszokowane spojrzenia z Cynthią, która sprawiała wrażenie tak samo zbitej z tropu jak ja.
- Waszemu ojcu udało się wcześniej pozałatwiać wszystkie sprawy, więc będzie w domu około osiemnastej trzydzieści – zaszczebiotała mama jak gdyby nigdy nic. – Och, Cynthia, a w tym centrum handlowym, do którego lubisz jeździć, mają wyprzedaż.
- U „Mirandy"? – spytała podejrzliwie moja siostra, jakby nagle zapomniała o dziwnej serii zdarzeń w domu Akalahów i o tym, że mama, po zastaniu mnie z chłopakiem, z którym definitywnie zakazała mi się widywać, nie mrugnęła okiem i nawet nie wspomniała o Minnesocie.
- Tak, tam. Jeśli chcesz, to w ten weekend mogę cię tam zabrać z kilkoma przyjaciółkami, byście mogły zrobić trochę zakupów.
- Dopiero w weekend? – zaprotestowała Cyn. – Ale do tego czasu wyprzedadzą najlepsze rzeczy!
Nie miałam ochoty przyglądać się kłótni mamy i siostry, która ewidentnie wisiała w powietrzu, więc udaliśmy się z Jaredem do dużego pokoju, oddalając się od coraz bardziej donośnych głosów.
- Dzięki, Sam – mruknął cicho chłopak. Odniosłam wrażenie, że nie chciał, abym to usłyszała. Ale usłyszałam. A przynajmniej tak mi się wydawało. Mój mózg dostał teraz trochę więcej informacji, by sobie to wszystko jakoś poukładać...
Kiedy usiedliśmy na kanapie, włączyłam telewizor. Podałam Jaredowi pilota i podczas gdy on zaczął przeskakiwać po kanałach, ja oparłam się o jego ramię.
Czy minionej nocy w jakiś sposób dostałam się do „Strefy mroku"? A może zapadłam w śpiączkę, jak ta dziewczyna w „Czarnoksiężniku z krainy Oz", i następną rzeczą, jakiej się dowiem będzie to, że prowadzę życie w technikolorze? Albo po prostu w końcu zwariowałam...
To wszystko zdecydowanie znajdowało się poza granicą normalności, ale w tej chwili nie potrafiłam się na tym skupić, bo na moim ramieniu Jared rysował swoimi gorącymi palcami jakieś bliżej nieokreślone wzory.
- Jared? – rozległ się znienacka głos mamy. Brzmiał trochę niewyraźnie, więc wywnioskowałam, że jej głowa tkwiła wewnątrz lodówki. Podskoczyłam jak oparzona, a Jared znieruchomiał. – Zostaniesz na śniadaniu?
