Link do oryginału znajdziecie w moim profilu.

Tłumaczenie za zgodą autorki.


Piosenka do tego rozdziału polecana przez autorkę:

Complicated w wykonaniu Avril Lavigne


ROZDZIAŁ 15

Skomplikowane

- Okej, czy raczysz mi wreszcie wyjaśnić, co się tutaj u licha dzieje? – spytałam, kładąc ręce na biodrach.

Jared zerknął na mnie, opierając się o jodłę. Po śniadaniu, które powinno przebiec w kłopotliwej atmosferze, ale, o dziwo, tak się nie stało, oboje wybraliśmy na spacer po plaży w pobliżu mojego domu.

W kompletnej ciszy, przytuleni do siebie i ukryci pomiędzy drzewami, oglądaliśmy końcową część wschodu słońcu. Jednak gdy tylko jaskrawa kula zawisła nad horyzontem trochę wyżej, rozbudziłam się na tyle, aby zdać sobie sprawę z absurdu porannych wydarzeń.

Chłopak przechylił głowę na bok, jakby dogłębnie zastanawiał się nad pytaniem, które mu zadałam. Starałam się przyjąć postawę zniecierpliwionej osoby, która traktuje wszystko z rezerwą, ale było to bardzo trudne, jeśli patrzył on na mnie w taki sposób.

- Więc? – powiedziałam z naciskiem nieco przytłumionym głosem. – Powiesz?

- Raczej nie – odparł z rozbawieniem i wygiął lekko wargi. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który pojawił się również na mojej twarzy, ale kiedy Jared zaczął się zbliżać, zrobiłam chwiejny krok do tyłu i założyłam ręce na piersiach. Jego ramiona napotkały tylko powietrze. Uniósł jedną brew, a ja popatrzyłam na niego, starając się naśladować typowe dla Cynthii spojrzenie: „Nie dostaniesz tego, czego chcesz, dopóki nie spełnisz moich żądań".

- Jesteś całkiem przebojowa, jeśli nie zajmujesz się zbytnio byciem nieśmiałą – skomentował, przyjmując taka samą postawę jak ja. Na moje policzki wstąpiły wściekle czerwone rumieńce, więc przerwałam nasz kontakt wzrokowy i zaczęłam gapić się na ziemię. Zanim ponownie zerknęłam w górę, poczułam na sobie ramiona Jareda, nasuwające na myśl bardzo ciepły kocyk.

- Kim… - wyszeptał mi do ucha chrapliwym głosem.

- Jared – odpowiedziałam, starając się brzmieć srogo i próbując wyrwać się z jego uścisku. Nie trzeba chyba mówić, że te działania nie przyniosły żadnych rezultatów. – Chcę wiedzieć, co zrobiłeś.

- Ja nic nie zrobiłem – zapewnił tonem niewiniątka, kładąc mi swój podbródek na czubku głowy. Usiłowałam się obrócić, by móc spojrzeć mu w oczy, ale jego ręce zacisnęły się na mojej talii w żelaznym uścisku.

- Zmienienie zdania mojej mamy to jak zmuszenie słonia, by z własnej woli zrobił salto do tyłu – poinformowałam go. Zaśmiał się w reakcji na użytą przeze mnie analogię. Ten dźwięk spowodował, że to mój żołądek zaczął robić fikołki. – Jeśli ty nic nie zrobiłeś, to w takim razie kto?

Przez dłuższą chwilę chłopak nic nie mówił.

- Sam – wyznał w końcu. Serce stanęło mi chyba na kilka sekund.

- Sam? – pisnęłam. Jared poważnie pokiwał głową. – Sam rozmawiał z moją matką?

- Nie.

- Ale właśnie powiedziałeś…

- Powiedziałem, że Sam coś zrobił, a nie rozmawiał z twoją matką – wyjaśnił.

- Jakim cudem ta rozmowa przekształciła się w spór z łapaniem za słówka? – mruknęłam z niezadowoleniem, spoglądając na zachmurzone niebo.

- Przepraszam – westchnął Jared w moje włosy. – To… skomplikowane.

- Więc uprość to – zasugerowałam. Nagle zdałam sobie sprawę, że byłam zdolna do prowadzenia z nim bardziej spójnej rozmowy, jeśli nie zajmowałam się wpatrywaniem w jego twarz.

- Nie wiem jak – przyznał cicho, brzmiąc bardziej na smutnego niż sfrustrowanego.

- No cóż… Kto rozmawiał z moją mamą? – spytałam.

- Członkowie starszyzny – odparł po chwili wahania.

- Członkowie starszyzny? – wydyszałam, ponownie próbując się odwrócić, żeby na niego spojrzeć, ale Jared objął mnie jeszcze ciaśniej. – Jared – powiedziałam surowo. Chłopak lekko zwolnił uścisk, dając mi trochę przestrzeni, żebym mogła zobaczyć jego twarz. – Dlaczego członkowie starszyzny rozmawiali z moją mamą?

- Żeby twoi rodzice nie wysłali cię do Minnesoty i żebyśmy byli razem – mruknął, przyciągając mnie do siebie.

- Dlaczego?

- Co dlaczego?

- Dlaczego to zrobili? Co ich to obchodzi? – kontynuowałam, obserwując, jak wyraz twarzy Jareda ze sfrustrowanego znowu przemienia się w smutny. – To znaczy, nie mają ważniejszych spraw do załatwienia niż zajmowanie się dramatami nastolatków?

Jared westchnął i przytulił mnie mocniej.

- Chyba nie rozumiesz, jak bardzo jesteś ważna.

Zaśmiałam się lekko, by ukryć szok i zdziwienie, jakie wywołały we mnie jego słowa.

- Tak, jasne, okej, na pewno. Jak bardzo u licha jestem ważna dla sędziwych ludzi, którzy zarządzają La Push?

- Jesteś ważna dla mnie – odparł.

- Nie widzę związku pomiędzy tobą a starszyzną – wyjaśniłam. – To znaczy, wiem, że powinni starać się utrzymać w plemieniu pokój i w ogóle, ale jeśli naprawdę skupialiby się aż tak bardzo na tej części swoich obowiązków, to zrzuciliby z klifu Cynthię parę lat temu.

- To…

- … skomplikowane – dokończyłam. – Tak, wiem.

- Tak.

Już chciałam zacząć domagać się wyjaśnień, kiedy znienacka dotarło do mnie, że nie powinnam tego robić. Widywałam się z Jaredem – nie byłam nawet pewna, czy to, co robiliśmy kwalifikowało się jako randki – zaledwie parę tygodni, więc czy miałam jakieś prawo, by żądać wytłumaczenia spraw, których poruszanie z pewnością nie stanowiło mojego interesu? Odpowiedź na to pytanie okazała się najprostszą, jaką uzyskałam tego popołudnia.

Nie miałam.

- Muszę iść – zakomunikowałam, wyrywając się z uścisku Jareda poprzez zrobienie kilku nagłych kroków do tyłu. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

- Poczekaj, co? Kim, co się stało? Zrobiłem coś nie tak?

Gdy on robił jeden krok w moją stronę, ja wykonywałam trzy wstecz.

- Nie… Po prostu… Nie wiem. – Odwróciłam się i zaczęłam iść po piasku gwałtownym, nierównym krokiem. – To skomplikowane. – Tak bardzo zasmuciło mnie moje nagłe odkrycie, że na początku nie zauważyłam ironii spowodowanej tym, że te parę chwil temu on wypowiedział dokładnie te same słowa.

- Jesteś zła – usłyszałam tuż za sobą jego głos. To nie było pytanie.

- Nie – zaprzeczyłam. – Jestem zirytowana. Samą sobą. Nie wiem, co jest ze mną nie tak.

- Co jest z tobą nie tak? – powtórzył. – Kim, dlaczego tak myślisz? Nic nie jest z tobą nie tak.

Nadal szłam przez plażę tak szybko, jak potrafiłam, w pełni zdając sobie sprawę z tego, że Jared cały czas za mną podążał. Znienacka jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku, skutecznie mnie zatrzymując. Powstrzymałam się od spojrzenia na niego i chciałam wyrwać swoją rękę, ale przybliżył mnie do siebie i obrócił tak, żebym spojrzała mu w twarz.

- Kim – powiedział błagalnie. – O co chodzi?

Wiedziałam, że w momencie, gdy spojrzę w jego ciemne oczy, stracę wszystko, co do tej pory zachowałam – silną wolę. Jednak i tak w nie spojrzałam. Pod wpływem tego nieopisywalnego spojrzenia zadrżałam.

- Ja… Ja za bardzo… Ja za bardzo się do ciebie przywiązałam – zdołałam niechętnie powiedzieć. – Darzę cię takim uczuciem, które można chyba nazwać miłością, od… cóż… siódmej klasy…

Zanim skończyłam zdanie, Jared przytulił mnie mocno i naparł swoimi wargami na moje z uczuciem, które można było opisać jedynie za pomocą słów „namiętność" i „gwałtowność". Jego ramiona odnalazły moją talię i zacisnęły się na niej, gdy ja zarzuciłam mu ręce na szyję.

W końcu jakoś się od niego oderwałam, napierając na jego klatkę piersiową, bo przypomniałam sobie wcześniejsze zamiary.

- Nie masz pojęcia, jakie to ironiczne – mruknął, obejmując moją twarz swoimi olbrzymimi dłońmi. Chciałam spytać, co dokładnie przez to rozumiał, ale przecież nie powinno mnie to obchodzić.

- Jestem pewna, że to szalenie ironiczne – zgodziłam się, wciąż trochę oszołomiona pocałunkiem – ale nadal muszę iść. – Nie wiedziałam, dokąd pójdę ani co będę robić, jeżeli już tam dotrę, ale dwie rzeczy wiedziałam na pewno: działo się tu coś dziwnego, a każda godzina spędzona z Jaredem czyniła mnie coraz bardziej pokręconą.

- Poczekaj, dlaczego? – zapytał, ponownie łapiąc moje ramię.

- Bo tak, Jared. Po prostu... Po prostu potrzebuję trochę czasu, by sobie to wszystko poukładać, dobrze?

- Dobrze – powiedział powoli, puszczając mnie. W miejscu, na którym przed sekundą zaciskała się jego dłoń poczułam mrowienie oznaczające, że krew z powrotem zaczęła tam krążyć.

Odwróciłam się, gotowa, by ponownie ruszyć przed siebie, ale zanim to zrobiłam, Jared delikatnie położył dłoń ma moim biodrze. Tym razem był to jednak raczej gest miłości niż próba zatrzymania.

- Kiedy mogę cię zobaczyć? – spytał cicho.

- Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

- Dziś wieczorem? – Brzmiał na tak pełnego nadziei, że nie potrafiłam mu odmówić.

- Dobrze, dzisiaj wieczorem – zgodziłam się, mając nadzieję, że do tego czasu moja bardziej odpowiedzialna strona osobowości zdąży się dogadać z tą mniej rozsądną.

- To w takim razie dzisiaj wieczorem. Pójdziemy do Sama i Emily.

- A po co? – Jeżeli mieliśmy oglądać następny film, to zdecydowanie wolałam, żeby tym razem obeszło się bez zombie.

- Ponieważ – zaczął i popatrzył mi głęboko w oczy, sprawiając wrażenie, jakby tym spojrzeniem wwiercał się w moją duszę – mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia.