Autor: Flaminia Grisandole
Tytuł oryginału: There's Something About Harry
Tłumacz: kasssumi
Tytuł tłumaczenia: Harry coś w sobie ma
Beta: Negatywna
Gatunek: slash, humor
Pairing: Teraz się zacznie zabawa. To tak. W kolejności pojawiania się: Drarry, prawie!Snarry, prawie!Ginny/Harry, prawie!Colin/Harry, Fred&George/Harry, Wszyscy-prócz-Hermiony/Harry, Rarry, (Hermiona/Justin Timberlake), Dron. Ale ogólnie to fik jest bardziej rarrowaty. :3
Rating: R
Opis: Populacja szkolna Hogwartu jest już zmęczona nastoletnim angstem, w którym pogrążony jest Harry Potter, więc znajdują bardzo interesujący sposób rozproszenia jego myśli.
T/N: Pytałam o zgodę z rok temu i jeszcze brak odpowiedzi, więc... ^^" Pozostałe błędy są moją winą, nie bety.
Na początku było... Rozkojarzenie
Dla Harry'ego Pottera w wieczór podczas piątego roku w Hogwarcie wszystko było angstowe i przygnębiające. Kręcił się po korytarzu gdy w zamku zapadał zmrok, cieszył się, że jest poza zatłoczonym pokojem wspólnym Gryffindoru. Właściwie to po prostu cieszył się, że jest z dala od Rona i Hermiony.
Powiedział, że im wybaczył, ale w rzeczywistości tego nie zrobił. Ponieważ naprawdę nie wiedział, co drażniło go bardziej; że przez miesiące nikt nie powiedział mu, co do jasnej ciasnej się dzieje, czy że Hermiona kręciła z Ronem przez połowę wakacji na Grimmauld Place.
W związku z tym wyrwał się krótko po obiedzie, aby chodzić osowiale po korytarzach. Angst, angst, angst, smutek, angst, smutek, angst. Teraz w głowie miał głupi rytm do marszu, który brzmiał dziwnie majestatycznie. Wydawało się, że kiedy ma okropny nastrój, to często mu się to przytrafia.
Gdzie mógłby pójść, aby mu nie przeszkadzano i może znalazłby coś, co rozproszyłoby go z tej złości? Po bezcelowym szwendaniu się Harry odkrył, że jest na korytarzu na siódmym piętrze, obok gobeliny z Barnabaszem Bzikiem uczącym trolli baletu. Było tu cicho, więc przeszedł wzdłuż i wszerz, myśląc o miejscu, gdzie mógłby się na jakiś czas schować i ochłonąć. Po trzecim przejściu na korytarzu na przeciwległej ścianie pojawiły się drzwi. No, interesujące. Zaciekawiony otworzył je, tylko po to, żeby zobaczyć, ku jego rozczarowaniu, że w środku już jest zajęte.
— Witaj, Potter — przeciągnął głęboki głos z wygodnego fotela postawionego przy trzaskającym ogniu. Naprzeciwko stała kanapa i pokój był nikle rozświetlony kilkoma świecami i ogniem w kominku.
— Malfoy — odpowiedział Harry przez zaciśnięte zęby, zbyt rozdrażniony by zauważyć, że blondyn nie wydawał się być zaskoczony jego pojawieniem się. Zamiast tego Malfoy odrzucił swoje długie do podbródka włosy (dziwnie niezaczesane do tyłu) z niebieskich oczu i wstał.
Harry starał się mierzyć Ślizgona z typową złością, krzyżując ramiona na piersi. Patrząc na Harry'ego, Malfoya przesunął język po zębach, decydując, co powiedzieć. Harry poczuł lekkie pieczenie w żołądku, które przypisał jako atrybut swojego gniewu.
— Próbujemy znaleźć coś, co nas rozkojarzy, prawda? — powiedział Malfoya z uśmieszkiem, głosem niskim i gardłowym.
— Jak ty... chwila. — Harry rozejrzał się podejrzliwie po pokoju. — To jest pułapka, prawda? — Wyciągnął się, żeby znaleźć Crabbe'a lub Goyle'a czających się w cieniu.
— Pułapka? Cóż, jeśli tak chcesz na to patrzeć. — Malfoya założył niesforny kosmyk włosów za ucho i podszedł o krok. Jego głos opadł do niskiego szeptu, kiedy dodał: — Ale mam nadzieję, że jednak na końcu wytryśniesz entuzjazmem.
Harry kilka razy otwierał usta, wyglądając jak ryba wyciągnięta z akwarium. Czuł, że coś gotuje się w dolnych rejonach jego ciała, czego nie mógł świadomie wyjaśnić i w końcu wyrzucił z siebie jedyną rzecz, jaka przyszła mu do głowy.
— Wal się, Malfoy! — I odwrócił się, aby wybiec z pokoju.
— Właściwie to o wiele bardziej wolałbym zwalić tobie — zawołał za nim Malfoy.
Harry zatrzymał się na chwilę z ręką na klamce. W jego umyśle zaczęła się formować odpowiedź, ale szybko odrzucił ją i kontynuował wychodzenie. Otworzył drzwi trochę szerzej niż do połowy, zanim zostały zatrzaśnięte przez obcą dłoń. Ciepły oddech połaskotał jego kark, wysyłając ciarki wzdłuż jego kręgosłupa. Odwrócił się powoli i zobaczył twarz Malfoya centymetry od swojej własnej.
— Harry — powiedział ochrypleMalfoy, zanim zmiażdżył swoimi wargami jego usta.
Po kilku szturchnięciach języka Malfoya, Harry w końcu wpuścił go, zaczął się rozluźniać i odpowiadać na pocałunek. Ręce blondyna zaczęły podciągać jego koszulkę, ściągając go z powrotem do rzeczywistości. Po krótkiej szarpaninie Harry był w stanie odsunąć twarz, ale jego ciało nadal było wciśnięte w drzwi przez drugiego chłopaka.
— Malfoy — wydusił. — Myślałem, że mamy się nienawidzić?
— A czym jest małe posuwanko między wrogami? — wyszeptał Malfoy, pocierając nosem szyję Harry'ego.
— Ale... — Malfoy nie chciał mieć nic wspólnego z paplaniną kruczowłosego chłopaka i szybko zamknął mu usta kolejną sesją całowania. Zaczął rozpinać jego koszulkę i był już w połowie, kiedy Harry'emu znowu udało się odsunąć.
— Malfoy...
Wzdychając ciężko i wywracając oczami, blondyn zapytał:
— Co teraz?
— Nie możemy tego robić. To jest... to jest niewłaściwe — wyjąkał Harry.
— Dlaczego nie? — Malfoy wcisnął nogę między uda Harry'ego. — Wiem, że ci się podoba... — Złapał za pasek spodni Gryfona.
— Ale... Technicznie jesteśmy w opowieści dla dzieci... czy autorka nie będzie zła na swoje postacie, że zachowują się w ten sposób w jej książce?
Malfoy zachichotał.
— Och Harry, wiedziałem, że coś w sobie masz, przez co zachowuję się tak Out Of Character. — Ponownie przyłożył usta do Harry'ego, tym razem do jego szyi i potem przesunął je, aby lekko ugryźć płatek jego ucha. — Czasami taki zły, jednak nadal taki niewinny. — Kontynuował swoją napaść na szyję i ucho ciemnowłosego chłopaka. — To nie jest ta sama historia, mój smaczny protagonisto. To jest fan fiction.
— Fan fiction? — zapytał słabo Harry, będąc świadomym tego, że całe jego ciało było w ogniu, pomimo dreszczy przechodzących przez jego żyły przy każdym ugryzieniu Malfoya.
— Tak, Harry. — W końcu ostatni guzik z koszuli Harry'ego został odpięty i usta Malfoya zaczynały przesuwać się w dół, na odkrytą, mlecznobiałą klatkę piersiową.
— Ja... Och... Cóż... Nie jestem...
Malfoy wyprostował się i zamknął usta Harry'ego swoim lewym palcem wskazującym i kciukiem.
— Cicho już, Harry — powiedział surowo z lekkim, uwodzącym uśmiechem, kiedy zręcznie rozpiął spodnie chłopaka palcami prawej ręki. — I pozwól mi dać ci to, co samo do ciebie przyszło.
DMDMDMDM
W pokoju wspólnym Gryffindoru dziewczyna z puszystymi, brązowymi włosami i sfrustrowaną zmarszczką na czole próbowała się uczyć, ale nie mogła się skupić przez chudego, marudzącego rudzielca krążącego przed nią.
— Nie rozumiem tego, Hermiono! To się zaczęło niedawno. Ale nie rozumiem, dlaczego się tak czuję. To znaczy, przedtem, kiedy tak się działo przy tobie, to po prostu zachowywałem się jak głupi dupek i radziłem sobie z tym w łazience czy coś...
— Ron! To jest... cóż... w jakiś sposób obleśne, ale jednocześnie schlebiające... — przyznała nieco zaróżowiona Hermiona.
— Ale teraz mam te całkiem nowe i inne potrzeby — już nawet nie mogę być z nim w tym samym pokoju...
— Co mi przypomina, czy czasem nie powinniśmy przejmować się tym, gdzie on jest o tej porze?
Ron zignorował jej pytanie i kontynuował swoje marudzenie.
— Harry coś w sobie ma, co sprawia, że nie chcę się kontrolować! Za każdym razem, gdy otwiera usta i zaczyna pieprzyć o czymś, chcę rozkazać mu się zamknąć i owinąć te wydęte, różowe wargi wokół mojego...
— RONALD! — Hermiona podskoczyła, opuszczając podręcznik do Zaklęć na podłogę.
— No widzisz! To dlatego potrzebuję twojej pomocy, Hermiono! Proszę, czy nie możesz się dowiedzieć, co jest ze mną nie tak? — Ron w końcu przestał krążyć i opadł na puchate krzesło naprzeciwko przyjaciółki.
Wzdychając, Hermiona sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej płaski, kwadratowy, srebrny obiekt z narysowanym nadgryzionym jabłkiem na wierzchu. Wcisnęła przycisk z boku i wydawało się, że rozdzieliła to na pół. Górną połowę rozjaśniło światło, natomiast dolna została ciemna, odznaczały się na niej tylko małe, czarne przyciski z literami i cyframi.
Ron był rozdarty między ochotą rozwalenia się na krześle a pochylenia do przodu, aby przyjrzeć się bliżej. Zdecydował się na gapienie na obiekt szeroko otwartymi oczami i zawołała:
— Co to do diabła jest?
Hermiona zaczęła przebierać palcami po małych przyciskach, jej oczy były skupione na świecącym ekranie.
— To jest laptop... komputer — odpowiedziała.
— Kom... co?
— To jest komputer... mugolska rzecz, którą używa się do badań, pisania dokumentów i takich tam. Przeszukuję Sieć, żeby zobaczyć, co się z tobą dzieje.
— Mugolska elektroniczna rzecz? Ale mówiłaś, że nie można używać tego typu rzeczy w Hogwarcie... — Ron pochylił się, aby przyjrzeć się z bliska, przez naturalną ciekawość z genów jego ojca.
Hermiona wywróciła oczami.
— Więc wreszcie pamiętasz coś, co ci powiedziałam? W takim razie na pewno jest z tobą źle.
— Mówiłem co. Czuję się... inaczej. Ale w jaki sposób udało ci się tutaj uruchomić to komp–coś tam?
— Ron, naprawdę myślisz, że ktoś tak inteligentny jak ja, kto przeczytał niemal każdą książkę w bibliotece — niektóre kilka razy — nie znalazłby paru furtek?
Ron pomyślał o tym przez moment i pokiwał głową, zgadzając się. Wyciągnął rękę, aby dotknąć klawiatury, ale Hermiona trzepnęła go w dłoń. Odsuwając się, patrzył na nią ze złością, póki jego umysł nie odpłynął w niegrzeczne sny na jawie.
— Mam! Znalazłam! — zawołała Hermiona, budząc Rona z jego zadumy. — Hhmmm... to jest bardzo ciekawe. Wygląda na to, że cierpisz na przypadek eFów.
— Co to do diabła jest? — zapytał po raz drugi rudzielec.
— Myślę, że to skrót od Fan Fiction Fun albo Fan Fiction Fantasy... — Hermiona wcisnęła jeszcze parę przycisków, nie odrywając oczu od ekranu.
Ron spojrzał na nią absolutnie przerażony.
— Fan Fiction? — powtórzył słabym głosem.
— Czyli kiedy fani z obsesją umieszczają opowiadania dla innych fanów do czytania dla zabawy. O, znajdę przykład... — Więcej klikania.
— Ale czy jest na to lek?
— Um... Ja nie... tu jest jakiś... Na Merlina! To jest niesmaczne!
— Co? — Ron znowu się pochylił, żeby zobaczyć ekran, ale Hermiona szybko zmieniła stronę, zanim cokolwiek dostrzegł.
— Po prostu... Po prostu znajdę coś innego — powiedziała, potrząsając głową, aby pozbyć się obrazów, które tworzyły w jej umyśle przeczytane słowa. Po jeszcze kilku poszukiwaniach wśród opowiadań, które powodowały, że jej oczy rozszerzały się w przerażeniu i tych, do których planowała wrócić później, Hermiona znalazła coś odpowiedniego do sytuacji Rona.
— Hhhmmm... Wygląda na to, że będziesz musiał to przetrwać do końca — powiedziała, szybko skanując ekran oczami.
— Ale kiedy to będzie? — zajęczał Ron. — Nie mogę go unikać cały czas, dobrze to wiesz.
— Cóż, wygląda to tak, że większość z tego kończy się tym, że go posuwasz.
— Hermiono!
— No, jest jeszcze inny sposób. Musisz mu powiedzieć, co czujesz. — Nie dodała, że potem zazwyczaj to i tak kończyło się posuwaniem. Sam na to wpadnie... a Hermionie będzie lepiej bez tej wiedzy.
— Ale... Ale nie mogę tego zrobić! Harry pomyśli, że jestem gejem, czy coś! — Ron zeskoczył z krzesła. Hermiona spojrzała na niego błagalnie. — Och. — Uspokoił się. — Więc, skąd wiem, że to skończy się szczęśliwie, a nie takim, gdzie Harry znienawidzi mnie lub zawstydzi przed całą szkołą?
— Zgaduję, że musisz spróbować. — Hermiona wzruszyła ramionami.
— Ale... Chwila, dlaczego ty nie wybadasz go za mnie?
— Ja? W jaki sposób to polepszy sytuację?
— Możesz tak jakby, no wiesz, wybadać dla mnie grunt. Sprawdzić, jak zareagowałby na odkrycie, że jego najlepszy przyjaciel ma ochotę na kawałek jego tyłka...
— Ron! — skarciła go Hermiona, ale rudzielec tylko przechylił głowę. — Okej, okej! Ale jak mam zacząć ten temat bez wystraszenia go?
— Jesteś mądra, coś wymyślisz. — Ron położył dłoń na jej ramieniu.
— Wielkie dzięki — wymamrotała Hermiona.
— Proszę, Hermiono? — Ron klęknął i złączył dłonie, patrząc na nią z prośbą w jasnych, niebieskich oczach. — Proszę, pomóż mi?
Hermiona odrzuciła głowę i wydała z siebie dźwięk pomiędzy śmiechem a westchnięciem.
— Dobra, coś wymyślę.
Ron uśmiechnął się do niej szeroko.
— Dziękuję. A teraz pozwól, że zobaczę, o co tyle krzyku z tym fan fiction.
— Ach, jak czytam dalej, to myślę, że może lepiej dla ciebie, żebyś nie widział... — Hermiona nieco zmarszczyła brwi i chciała zamknąć komputer, ale Ron zatrzymał ją i zaczął czytać słowa na ekranie.
— „Ron odwrócił się, kiedy Harry wszedł do pokoju, mając tylko mały, niebieski ręcznik owinięty na biodrach. Krople wody lśniły na jego kruczoczarnych włosach i spływały na wąską klatkę piersiową, zostawiając mokre ślady w dół do..." — Głos Rona urwał się, ale jego oczy poruszały się dziko po ekranie, kiedy czytał dalej. — OCH! Tutaj drukuję? Print? — Wcisnął przycisk „P" i komputer zaczął wyrzucać z boku papier.
— O boziu! Skąd wiedziałeś, jak to zrobić? I to bez drukarki... — Hermiona gapiła się na strony drukowane prosto z jej laptopa.
Ron gorliwie zebrał kartki.
— Nie wiem. Po prostu chciałem coś do poczytania przed snem. — Ostatnia strona ledwo co wpadła mu w ręce, a on już ruszał do dormitorium chłopaków. — 'Branoc, Hermiono!
— Ale jest dopiero dziewiąta! — zawołała za nim Hermiona. — I od kiedy czytasz dla przyjemności?
— Odkąd czytanie sprawia, że mi przyjemnie! — zawołał przez ramię Ron, biorąc dwa schody naraz. Hermiona cmoknęła, potrząsnęła głową i zaczęła przeszukiwać historię, aby znaleźć te opowiadania, które ją zainteresowały. Zastanawiała się ze smutkiem, dlaczego Ron nie mógł zostać złapany w fan fiction kręcące się wokół innego i bardziej kanonowego pairingu.
