Rozdział niebetowany przez Neg.
Niezręczna sytuacja — razy trzy
Kilka godzin później Draco Malfoy wypuścił zmieszanego, ale miło zaspokojonego Harry'ego, aby mógł wrócić do pokoju wspólnego Gryffindoru. Harry starał się rozplątać różnego rodzaju uczucia i myśli, z których istnienia nawet nie zdawał sobie sprawy.
Głęboki głos rozbrzmiał w ciemnym korytarzu, przez co Harry odskoczył, potykając się o własne stopy.
— Potter.
Odzyskując równowagę Harry spojrzał w górę i zobaczył Snape'a, patrzącego na niego znad swojego długiego, haczykowatego nosa w dziwny sposób, przez który jego zazwyczaj czarne oczy wydawały się jaśniejsze.
— Nie jest bezpiecznie chodzić samemu po korytarzach; zwłaszcza dla kogoś o twojej... — Snape polizał usta, układając je w drapieżny uśmiech — ...posturze.
— Stop! — krzyknął przenikliwy głos obok nich. Snape i Harry odwrócili się zaskoczeni. Młoda kobieta z obrazu na ścianie obok Snape'a kręciła energicznie głową.
— To jest po prostu nie tak! To jest takie złe! — Kobieta patrzyła groźnie na Snape'a.
— Ale... — wyjąkał Snape.
— Nie! To jest naprawdę całkowicie niesmaczne. Tego nie będzie.
— Ale... — spróbował znowu Snape.
— Powiedziałam Nie Ma Mowy. Nie pozwolę na żadne Snarry w moim zamku.
Snape uniósł brew i spojrzał na kobietę swoim najlepszym uwodzicielskim spojrzeniem, przez które skrzywiła się.
— Ale dla niektórych jestem... — odrzucił swoje tłuste włosy i uśmiechnął się chytrze — ...ponętny.
— Ugh! To dlatego, że zrobili film, w którym twoją postać gra zaskakująco atrakcyjny, sześćdziesięcioletni mężczyzna, palancie. Gdybyś przeczytał książkę, wiedziałbyś, że nie jesteś przedstawiany jako osoba grzesząca urodą. Zobaczmy tutaj... — wybrała książkę ze stolika, obok którego siedziała i oczyściła gardło, zaczynając czytać prosto ze strony: — Cytuję, „...nauczycielem o tłustych włosach, haczykowatym nosie i ziemistej cerze." Dalej... — urwała, przewracając kilka kartek, zanim znalazła to, czego szukała. — A, tutaj. „Oczy miał czarne jak Hagrid, ale nie było w nich ani krzty ciepła. Były to oczy zimne i puste, przywodzące na myśl ciemne tunele." Widzisz? — Spojrzała dosadnie na mistrza Eliksirów i zamknęła książkę w sposób przywodzący Harry'emu na myśl Hermionę.
— Okej, okej. Udowodniłaś swoje racje — burknął Snape i potem dodał pod nosem: — Krowo. — Wzdychając dość głośno i dramatycznie, zmienił swój wyraz twarzy na mroczny i pełen nienawiści, czyli taki, jaki zawsze prezentował Harry'emu. Odwracając się do chłopaka pokazał swój najlepszy wredny uśmieszek i warknął: — Do pokoju wspólnego, Potter. Bo jak nie, to będzie szlaban... — Snape urwał na chwilę, kiedy sprośne i względnie nieciekawe rzeczy zakłębiły się w jego umyśle.
— Severusie! — ostrzegła kobieta.
— Argh! Precz z moich oczu, Potter! — Snape wskazał Harry'emu kierunek i odwrócił się, odchodząc korytarzem w drugą stronę.
— Idź już. Zanim wróci... — powiedziała kobieta do Harry'ego.
Bez słowa Harry pospieszył do pokoju wspólnego, powoli dochodząc do wniosku, że kompletnie oszalał. Kiedy wchodził przez dziurę za portretem miał nadzieję, że prześlizgnie się do łóżka, żeby zostać samemu z myślami krążącymi mu po głowie.
Nawet nie rozglądając się po pokoju, Harry przeszedł prosto do schodów prowadzących do dormitorium chłopców. Nie udało mu się postawić nogi nawet na pierwszym stopniu, bo ktoś dotknął jego ramienia i słodki głos powiedział:
— Cześć Harry. Możemy porozmawiać?
Harry odwrócił się do Ginny Weasley.
— Och. Hej, Ginny. Właściwie to jestem trochę zmęczony. Czy to nie może poczekać do rana?
— Harry, chciałam żebyś wiedział, jak bardzo cię lubię... — Machając powiekami i wydymając usta podeszła bliżej, przesuwając palec w dół jego ramienia.
— Em, cóż, w normalnych, kanonicznych warunkach to byłoby wspaniałe — ale ostatnie, em, wydarzenia pomogły mi zrozumieć, że chcę innych, uch, rzeczy...
— Przestań, Harry! — Ginny złapała jego szaty i pociągnęła go do krótkiego, słodkiego pocałunku. Szybko się odsunęła, plując i wycierając usta.
— Ugh! Bogaty, czystokrwisty... i Ślizgon! Obleśne! — Zakrztusiła się i zrobiła minę.
— Przepraszam, Ginny — powiedział Harry jak najszczerzej.
Ginny obróciła głowę i zmarszczyła brwi, a potem odwróciła się na pięcie. Harry wznowił wędrówkę po schodach, ale usłyszał jeszcze jej krzyk:
— Wiedziałam, że coś w sobie masz, Harry, ale serio — on? Ugh!
Harry odwrócił się, żeby odpowiedzieć, ale już zniknęła w dormitorium dziewczyn. Kręcąc głową ślimaczył się po schodach.
Na szczęście chłopacy już spali, albo przynajmniej udawali. Zasłony od łóżka Rona były zaciągnięte, tak samo jak od początku nowego semestru. Harry patrzył na nie przebierając się do snu i poczuł coś trzepoczącego i wiercącego się w jego piersi i brzuchu, ale stwierdził, że to zostało jeszcze po spotkaniu z Malfoyem. Potrząsnął głową i wszedł na łóżko. Kiedy wyciągnął się, aby zaciągnąć swoje zasłony, (Ron nie będzie się w to bawił sam), zobaczył jakiś dziwny pergamin wystający spod łóżka Rona. Pochylając się zobaczył, że jest taki dziwny z tego względu, że jest to zwykły, jasny papier, chociaż wyglądał na zagnieciony i zabrudzony.
— Gdzie do diabła Ron się dostał do komputera? — wymamrotał do siebie zaciągając zasłony.
Chciał pomyśleć nad tym jeszcze trochę, ale jego umysł nagle ukazał mu wspomnienie Malfoya i to go rozkojarzyło, więc zasnął z lekkim uśmiechem przy myślach innego typu.
SSGWSSGWSSGWSSGW
Harry obudził się w nastroju najlepszym od końca zeszłego semestru. Wyczekiwał spotkania się rano z Ronem i spędzenia z nim śniadania. Wystawiając głowę zza zasłony spojrzał na łóżko swojego kumpla w szerokim uśmiechem. Zmienił się on szybko w pokonane zmarszczenie brwi, kiedy zobaczył, że Rona nie ma.
Wzdychając, Harry ubrał się z nadzieją, że Ron będzie na niego czekał w pokoju wspólnym. Kiedy zszedł ze schodów, usłyszał radosny głos:
— Dzień dobry, Harry!
— Och. 'Dobry, Hermiono — powiedział Harry, rozglądając się z zatroskaniem. — Gdzie jest Ron?
— Och, um, musiał się trochę pouczyć. Zobaczy się z tobą po treningu. — Hermiona unikała jego oczu.
— Pouczyć? Ron? — Harry prychnął i uniósł brew. Uświadamiając sobie, że to groziło przypomnieniem sobie wszystkiego z wczoraj, szybko zamrugał.
— No, cóż, zadręczyłam go o to w końcu. Musiał skończyć esej dla Snape'a, albo zostałby usmażony. — Hermiona zagryzła wargę i była zbyt zajęta zbieraniem myśli, żeby zobaczyć niekontrolowany dreszcz Harry'ego na wspomnienie tego profesora. — Um, mówiąc o smażeniu — jestem głodna! Chodźmy coś zjeść! — Złapała go za ramię i skierowała do Wielkiej Sali.
Szli w ciszy, chociaż Hermiona cały czas otwierała i zamykała usta, jakby chciała zapytać go o coś, ale szybko zmieniała zdanie. W końcu Harry wywrócił oczami i zapytał:
— Co ci chodzi po głowie, Hermiono?
Hermiona podskoczyła obok niego, wyglądając jak zwierzę w klatce.
— Och, em...
— Hejka, Harry! — Colin Creevey pojawił się przed nimi, oślepiając Harry'ego wielkim uśmiechem. Harry był wdzięczy, że nie został oślepiony lampą od aparatu na jego szyi.
— Hej, Colin — odpowiedziała Hermiona, uśmiechając się do chłopaka. Ulżyło jej, że coś odciągnęło ich uwagę od pytania Harry'ego.
— Hej, Hermiono — powiedział Colin, odwracając się do niej, ale nadal rzucając adorujące spojrzenia na Harry'ego. — Ginny naprawdę musi z tobą porozmawiać. Możesz spędzić z nią śniadanie?
— Och, uch, pewnie, Colin. Dzięki. Przykro mi Harry, do zobaczenia potem. — Wcale nie wyglądała, jakby było jej przykro; właściwie to wyglądała jakby nie mogła się doczekać, aż ucieknie.
— W porządku, dotrzymam ci towarzystwa, Harry — powiedział radośnie Colin, podążając za starszym chłopakiem do stołu.
— Super — mruknął Harry, spoglądając w bok i zauważając Hermionę i Ginny na drugim końcu stołu. Rozejrzał się szybko i zobaczył, że nigdzie nie było Rona. Wzdychając, usiadł i zaczął nakładać sobie na talerz kiełbaski, bekon i tost. Colin zajął miejsce obok niego.
Siedzieli tak w ciszy przez jakiś czas i Harry uświadomił sobie, że Colin siedzi tak blisko, że ich kolana się dotykają. Starając się być dyskretny, Harry przesunął się nieco dalej, ale Colin podążył za nim.
Harry żuł kawałek bekonu i próbował ogarnąć sytuację, chcąc wymyślić co zrobić, żeby nie wydać się nietaktownym. Biorąc pod uwagę wydarzenia z zeszłej nocy, być może to jego wyobraźnia płata mu figle.
— Harry — odezwał się nagle szeptem Colin, ale wystarczająco głośno, żeby Harry dobrze słyszał. — Zastanawiałem się, czy pomógłbyś mi z pewnym projektem.
Przez chwilę Harry tylko gapił się na Colina, który patrzył na niego z podziwem i palcami bawił się aparatem.
— C...Co? — W końcu wyjąkał, odczuwając potrzebę podskoczenia i ucieczki z sali.
— Widzisz, potrzebuję osoby... no, modela. — Colin machał swoimi rzęsami niemal tak samo dobrze jak Ginny wczoraj i przysunął się jeszcze bliżej Harry'ego, tak że jego noga prawie leżała na udach starszego chłopaka. — Do pozowania do zdjęć.
— Pozowania do zdjęć? — Harry był świadomy, że jego głos jest wyższy o oktawę, a jego szyja i twarz zaczynały się robić gorące; ale był zbyt zszokowany dziwnym błyskiem w oku Colina, żeby się odsunąć.
— Tak, Harry. — Głos chłopaka był niski i ochrypły. — Pozowania nago. — Polizał usta i wyszczerzył się do Harry'ego swoimi podobnymi do klownowych ustami, które nagle przypomniały Harry'emu o Jokerze z komiksów o Batmanie, które wykradał z pokoju Dudley'a.
— Co? — wysyczał, zastanawiając się dlaczego jego ciało wysyłało tego rodzaju sygnały, przeciwne do tego, co krzyczał mu mózg; szybko je zadusił.
— Oczywiście — Colin przesunął rękę wzdłuż uda Harry'ego — gdyby w ten sposób byłoby ci wygodniej, to też byłbym nagi. — Zacisnął lekko dłoń.
Harry poruszył się tak szybko, że spadł z ławki. Odsunął się dalej, nadal na podłodze, kiedy Colin wyciągnął rękę, aby pomóc mu wstać.
— Em, nie... Czy ty... Co... Nie; Nie! — Harry potrząsnął głową, gramoląc się, by stanąć na nogi.
— Ale Harry, myślałem... — Jokerowy uśmiech Colina powoli malał.
— Ja... przykro mi, Colin, ale... — Harry w końcu stanął na nogi. — Muszę iść... Quidditch, taa, mam Quidditch... — Harry zaczął się odsuwać, kiedy Colin chciał wstać. — Och, na Merlina! — Harry odwrócił się i wybiegł z sali.
— Ale to sztuka! — zawołał Colin za przepychającym się wśród uczniów chłopakiem. Potrząsając głową, Colin odwrócił się, aby usiąść, ale stanął twarzą w twarz z wysokim blondynem w zielonych szatach i z uśmieszkiem na twarzy.
— Powodzenia następnym razem — przeciągnął Malfoy i odszedł, zostawiając młodszego chłopaka z jego nienawiścią za sobą.
