Podwój swoją przyjemność i nowa WESZ
Harry szybko przebrał się w szaty do Quidditcha i wzbił się w powietrze jak najprędzej. Na szczęście gdy już był na miotle, dziwne spotkanie z Colinem było gdzieś z tyłu jego głowy.
Po kilku okrążeniach i nurkowaniach na Błyskawicy, Harry zauważył Rona trenującego na drugim końcu boiska. Szeroki uśmiech pokazał się na jego twarzy i pomachał entuzjastycznie swojemu najlepszemu kumplowi. Wydawało się, że Ron był zbyt skupiony na treningu, żeby to zauważyć. Po raz drugi tego dnia uśmiech Harry'ego zniknął i zamiast podlecieć na pogawędkę z przyjacielem, Harry zostawił Rona z jego ćwiczeniami.
Powoli reszta drużyny zaczęła się pojawiać i drużynowe ćwiczenia rozpoczęły się. Po chwili podzielili się aby grać mecz, gdzie Harry wisiał nad innymi graczami i szukał znicza.
Kilka razy odkrył, że jest rozpraszany widokiem Rona broniącego obręczy. Duma wypełniała jego pierś za każdym razem, kiedy mu się udało i odczuwał dziwną sympatię (zamiast wstydu), kiedy się nie udało.
Na moment zapomniał o szukaniu znicza, dalej patrząc na rudzielca. Przyglądał się, jak ręce Rona wyciągają się, aby złapać kafla, zauważając jak długie i silne były dłonie i palce jego najlepszego kumpla. Harry nie mógł się nie wyszczerzyć, kiedy pomyślał, jak bardzo jego przyjaciel wyrósł odkąd spotkali się pierwszy raz w pociągu.
— Harry! Uważaj! — Pałka śmignęła obok jego twarzy, odbijając tłuczek. Zaskoczony, Harry odwrócił się i zobaczył Freda Weasleya wiszącego obok niego, patrzącego na wpływ siły jego uderzenia.
— Musisz się skupić na grze — powiedział George Weasley, przelatując obok nich.
— Och, em... — Harry potrząsnął głową, aby ją oczyścić z myśli. — Dzięki.
— Nie ma sprawy! — powiedzieli równocześnie bliźniacy i odlecieli za tłuczkiem. Harry patrzył, jak ich identyczne, czerwone czupryny łopotały na wietrze, kiedy przyspieszali. Nie mógł nie zauważyć, jak mocno ściskali pałki w rękach, wołając do innych osób w drużynie. Kiedy tak za nimi spoglądał, mignęło mu coś złotego i poleciał w tamtą stronę. Teraz cała jego uwaga była skupiona na czymś innym niż rudowłosi członkowie drużyny.
Koncentrując się całkowicie zanurkował za zniczem. Wiatr zmierzwił mu włosy bardziej i szumiał w uszach. Pochylając się do przodu, każąc Błyskawicy lecieć szybciej, wyciągnął rękę, aby złapać drażniącą się, złotą piłeczkę. Po jednym dodatkowym pchnięciu poczuł ją w dłoni. Harry obrócił się ostro, machając ręką w powietrzu, podlatując do reszty graczy. Angela Johnson, która była w tym roku kapitanem, bo Oliver Wood skończył szkołę, wkrótce potem zakończyła trening.
W szatni Ron ledwo co spojrzał na Harry'ego, spiesząc się z naręczem ubrań pod prysznic. Harry wszedł tam tylko chwilę później, ale Rona już nie było. Nawet nie widział, jak rudzielec wychodzi. Z mieszanką skonfundowania, zawodu i złości gotującą się na dnie jego żołądka, Harry specjalnie wziął prysznic i ubrał się bardzo wolno.
Kiedy wrócił do szatni, Fred i George kłócili się.
— Mówiłem, że powinniśmy złapać go pod prysznicem... — burczał George.
— Cóż, gdybyś nie był głupim palantem, co zapomina eliksiru... — oskarżył Fred.
— Mówię ci, może nie będzie nam potrzebny.
— Nieważne, to sprawi, że będzie mu lepiej... Pamiętaj, to ma być tylko dla niego... tak jakby... — Na twarzy Freda widniała rozmarzona mina, kiedy wchodził do szatni.
— Mam tylko nadzieję, że się z nim nie miniemy... Harry coś w sobie ma takiego, przez co chcę... — George został uciszony, kiedy Fred dał mu sójkę w bok, gdy pojawili się w polu widzenia kruczowłosego Gryfona. Zatrzymali się na chwilę i przyglądali, jak Harry zakłada szaty, zanim do niego podeszli.
— Cześć Harry! — przywitali go, kiedy otoczyli go z obu stron.
— Och, cześć — Harry nie mógł nie odwzajemnić ich zaraźliwych uśmieszków.
— Potrzebujemy cię... — zaczął George.
Fred pozwolił, aby przerwa potrwała trochę dłużej, zanim dodał:
— Do pomocy z czymś.
Harry spojrzał od jednego bliźniaka do drugiego, zauważając piegi tańczące na ich policzkach i nosach. Kiedy George odsunął czerwone włosy z oczu, Harry'ego uderzyło to, jak bardzo przypominają Rona.
— Czego potrzebujecie? — zapytał.
— Ciebie... — George polizał dolną wargę.
— Do przetestowania nowego eliksiru, nad którym pracujemy — dokończył szybko Fred, patrząc ze złością na brata.
— Mnie? Myślałem, że testujecie rzeczy tylko na sobie. — Harry spojrzał na nich pytająco.
— To jest jakby eliksir dla trzech — wyjaśnił Fred, trzepiąc rękę George'a, chcącą dotknąć włosów Harry'ego.
— Co z Ronem? — Harry wiedział, jakiego typu rzeczy bliźniacy Weasley wymyślali w pokoju w Norze i był bardziej niż sceptyczny.
— To byłoby złe — powiedział Fred.
— Tak, kazirodcze — zgodził się George.
— Całkowicie przeciwko zasadom fan fiction.
— Przynajmniej na niektórych stronach — wymamrotał pod nosem George.
Harry zamrugał zmieszany, ale z pewną dozą rozpoznania i miał właśnie o to zapytać, ale Fred kontynuował.
— Widzisz, wymyśliliśmy ten eliksir specjalnie dla ciebie, Harry.
— Dla mnie?
— O tak! — przytaknęli żywo bliźniacy.
— On ma za zadanie spotęgować niektóre, em... no... — Fred zagryzł wargę, starając się znaleźć sposób, aby to wyjaśnić.
— Doznania — skończył George.
— Tak, doznania. — Fred spojrzał z wdzięcznością na brata.
— Co macie na myśli? Jakiego rodzaju doznania? Będę słyszał i widział lepiej?
— Uch, nie, bardziej jak... no...
— Widzisz, Harry. — George owinął ramię wokół kruczowłosego chłopaka i spojrzał w lśniące, zielone oczy. — Eliksir powinien pomóc wyciągnąć na wierzch pewne uczucia, które masz w sobie, niezależnie jak głęboko twoja podświadomość je chowa. Ale musisz mieć te uczucia, albo inaczej on nie zadziała. Nie sprawi, że zrobisz cokolwiek, na co nie miałbyś w jakimś stopniu ochoty. Więc jest możliwość, że w ogóle na ciebie nie zadziała.
Fred w końcu załapał i owinął ramię z drugiej strony Harry'ego.
— To będzie tylko dobre, nic innego.
Harry uniósł sceptycznie brew.
— Widzisz, to jest „czuj się dobrze" eliksir. Nie jakiś żart — nalegał George.
— No nie wiem... — powiedział niepewnie Harry.
— Prosimy, Harry? — wyszeptali lekko bliźniacy, każdy do jednego ucha, a ich oddech owiał mu szyję. Powoli znajome uczucie zaczęło się budzić w jego żołądku.
— Okej.
Fred sięgnął fiolkę purpurowego płynu i wyciągnął ją do George'a, żeby ją otworzył, bo żaden z nich nie chciał wypuszczać Harry'ego z ich uścisku. Harry spojrzał na eliksir z mieszanką ekscytacji i strachu. Zamiast mu podać, Fred przyłożył fiolkę do ust Harry'ego. Ten znowu spojrzał na obu bliźniaków, zanim wziął łyka.
Harry zrobił minę na gorzki smak, ale nie było to aż tak złe jak inne eliksiry, które próbował w przeszłości. Fred i George patrzyli na niego wyczekująco.
— Um. — Harry zamknął usta. — Nie jestem pewny, czy to działa... — Nagle stał się bardzo świadomy tego, jak blisko bliźniacy stoją. Ciepło rozpłynęło się po całym jego ciele, a czubki palców zaczęły mrowić. Kolana mu osłabły i odsunął się bardziej w ich ramiona, dla podpory.
— Gorąco, Harry? — zapytał George niskim tonem. Harry pokiwał głową, a obaj rudowłosi pomogli mu ściągnąć szatę, którą niedawno założył.
Fred pochylił się, aby rozłożyć szatę na ławce obok szafki i do Harry'ego doszedł zapach jego włosów, który przypomniał mu o dropsach cytrynowych. Potem George się pochylił, aby rozwiązać krawat Harry'ego i parę guzików jego koszuli, a Harry zorientował się, że jego włosy pachną słodko jak miód. Zachichotał.
— Jakie to idealne, że obaj pachniecie jak cukierki, ale zapach George'a — dotknął leciutko nosa George'a — jest bardziej słodki, a Freda — obrócił się i zrobił to samo z tym bliźniakiem — bardziej kwaśny.
Fred i George spojrzeli na siebie zaskoczeni ponad jego głową.
— Możesz nas rozróżnić? — zapytał Fred.
— Aha. — Harry wyszczerzył się, patrząc na każdego po kolei, zastanawiając się, czy również inaczej smakują. — Wygrałem nagrodę? — Ledwo co zorientował się, że flirtuje.
— Mmmmm... Może. — George był gotów zająć Harry'emu usta, ale Fred powstrzymał go. George rzucał sztyletami z oczu na swojego bliźniaka, kiedy ten powiedział do Harry'ego:
— Ale najpierw, co powiesz na kolejny łyk eliksiru?
Harry wzruszył ramionami i łyknął znowu z fiolki trzymanej przez Freda. Tym razem gorzki smak został zastąpiony czymś jak grejpfrut, przypominając Harry'emu o mugolskim lekarstwie na przeziębienia, które ciotka Petunia dawała mu, żeby się uspokoił i poszedł spać, kiedy był młody.
Bliźniacy znowu patrzyli na niego w oczekiwaniu. Tym razem kolana Harry'ego nie utrzymały go i osunął się na podłogę. Zamiast go przytrzymać, Fred i George zsunęli się razem z nim. Harry położył dłoń na ich udach.
— Jak się teraz czujesz? — zapytał cicho George, miziając szyję Harry'ego.
Harry tylko się uśmiechnął i westchnął. George przyłożył dłoń do policzka młodszego chłopaka i odwrócił jego głowę w swoją stronę. Wargi rudzielca powoli dotknęły jego. Po kilku chwilach powolnego całowania, język George'a wysunął się i podrażnił usta Harry'ego, prosząc o wpuszczenie.
Pulsujące rozbłyski przebiegały przez nerwy Harry'ego prosto do jego krocza, kiedy chętnie oddawał pocałunek, ciesząc się z uczucia dwóch ocierających się języków. Smakował słodko jak cukierek.
Przez minutę lub dwie Fred przyglądał się, zanim chwycił brodę Harry'ego i delikatnie odsunął go od George'a.
— Moja kolej — wyszeptał, zanim go pocałował. Harry od razu odpowiedział na ten pocałunek. George zaczął dyskretnie rozpinać pozostałe guziki jego koszuli.
Fred odsunął się od zawiedzionego Harry'ego, który automatycznie odwrócił się do George'a po kolejny pocałunek. Tym razem George powstrzymał Harry'ego.
— Jeszcze jeden łyk. Potem będzie skończone — powiedział.
Fred przysunął fiolkę i Harry wypił resztę. Rudzielec szybko schował pustą fiolkę do szat i skupił się na reakcji Harry'ego.
Ciało Harry'ego mruczało i był całkowicie świadomy swojego podniecenia. Ubrania zdawały się go ograniczać i błagał, aby je usunięto. Fred i George spełnili jego żądanie, ale robili to strasznie powoli. George skończył rozpinać jego koszulkę, ale nie ściągnął jej od razu przez ramiona. Zamiast tego Harry poczuł gorące, mokre usta po obu stronach szyi i dwie ręce prześlizgujące się po jego plecach, podczas gdy jeszcze dwie zaczęły głaskać jego klatkę piersiową. Oczy Harry'ego wywróciły się do czaszki i jęknął, kiedy guzik jego spodni w końcu został odpięty.
Skóra Harry'ego nadal paliła się, kiedy był dotykany, całowany i lizany przez dwa zestawy ust i dłoni.
— Więc — wydyszał. — Jesteście identyczni wszędzie?
Fred wyszczerzył się przy jego uchu i warknął:
— Może... jesteś pewny, że poradzisz sobie z nami oboma?
— Oczywiście. Mam dwie ręce...
FWGWFWGWFWGWFWGW
W kącie pokoju wspólnego Hermiona i Ginny siedziały przy stoliku cicho konspirując. Na stole leżało pudełko od butów wypełnione przypinkami, a obok niego leżała kupka zadrukowanego papieru.
Ron wpadł do pokoju i podleciał do nich, wisząc nad nimi nerwowo.
— Hermiono — wysyczał niecierpliwie, kiedy dwie dziewczyny nie przerwały rozmowy, kiedy się pojawił. — Byłaś w stanie pomóc mi z Ha... znaczy z moim problemem?
Hermiona wywróciła oczami na Ginny i obie spojrzały na Rona ze zmarszczonymi brwiami.
— Nie, właściwie nie byłam w stanie. Dlaczego po prostu nie zachowasz się jak mężczyzna i sam się tym nie zajmiesz? — westchnęła Hermiona.
— Ale Hermiono! Mówiłem ci, dlaczego! Nie sądzę, że on by...
— Skąd wiesz, że nie?
— No niby nie wiem... Ale co jeśli to wszystko zepsuje? Dlatego musisz mi pomóc! — Ron zaczął krążyć wokół stołu.
Ginny patrzyła na tą wymianę z zainteresowaniem i zaczęła bawić się jedną przypinką z pudełka. Hermiona westchnęła pokonana.
— Okej, daj mi parę dni do popracowania nad tym, Ron.
— Parę dni! Kiedy ja totalnie wybuchnę lada moment! Prawie się spuściłem... opuściłem boisko, żeby nie patrzeć, jak Ha... jak on lata z miotłą między nogami — Ron polizał usta i krótko jęknął.
— Mogę sobie tylko wyobrazić — burknęła Ginny. Hermiona posłała jej ostrzegawcze spojrzenie, zanim wyciągnęła rękę, aby uspokoić Rona. Skierowała go do ostatniego wolnego miejsca przy stole.
— Pomogę ci. Tylko bądź cierpliwy, albo zrób to sam.
Ron otworzył usta aby znowu się rozgadać, ale zamknął je szybko, gdy zobaczył srogie spojrzenie przyjaciółki. Przez dłuższą chwilę Ron skanował stół, szukając czegoś do rozkojarzenia się. Zauważył przypinkę, którą bawiła się Ginny. Rozszerzył oczy i jęknął.
— Ach, nie. Żadnej więcej wszy! I teraz wkręciłaś w to moją siostrę! — Potrząsnął głową.
— Właściwie to był jej pomysł, żeby to zacząć... — zaczęła Hermiona.
— Ale wiesz, że skrzaty lubią pracować, prawda? Znaczy, one to robią...
Ginny przerwała mu.
— Tu nie chodzi o skrzaty. Tym razem chodzi o nas.
Ron spojrzał zdziwiony na obie dziewczyny.
— O co ci chodzi, że o nas?
— Nie o nas — powiedziała Ginny, wskazując ręką dookoła stołu — Ale o nas. — Wskazała na siebie i Hermionę.
— Tak. Ginny i ja zdecydowałyśmy... — Hermiona kiwnęła w stronę przyjaciółki z chytrym uśmiechem.
— Że odkąd wszyscy faceci jesteście nastawieni na posuwanie siebie nawzajem, czy tez przynajmniej jednego faceta, to nie jest to fair dla nas, dziewczyn.
— O czym ty... — Ron podrapał niezręcznie swój nos.
— Mamy przeczucie, że wiele dziewczyn w Hogwarcie zgodzi się z nami i będzie chciało dołączyć do nowego WESZ — o Wszechobecną Erekcję Samice Zazdrosne — ogłosiła zadowolona z siebie Hermiona.
— Czekajcie no, jestem pewny, że nie wszyscy faceci są... — Ron urwał, kiedy podążył spojrzeniem za siostrą do otwierającej się dziury pod portretem. Jego bracia zbliżyli się, głowa przy głowie, szepcząc. Po chwili Ron chciał już wracać do rozmowy z Ginny, ale zauważył, jak wyglądają. Nie tylko mieli bardzo pogniecione ubrania, ale na dodatek wyglądało na to, że szaty George'a były założone na lewą stronę. Ich włosy były rozczochrane i biła od nich dziwna aura. Kiedy przeszli obok, Ron wyczuł w powietrzu coś, przez co odwrócił się i szukał Harry'ego, gotowy na niego naskoczyć, ale jego najlepszego kumpla nie było nigdzie w pokoju wspólnym.
Ron odwrócił się z powrotem, aby ogarnąć wygląd swoich braci jeszcze raz, kiedy zanurzali się w puchate fotele przy kominku. Był tak skupiony na kontemplowaniu ich, że prze głośny, gniewny głos Ginny aż podskoczył.
— A wasza dwójka gdzie była?
George całkowicie ją zignorował i uśmiechnął się do nich marzycielsko. Otworzył usta, ale Fred szybko wszedł mu w słowo:
— To nie twój interes, siostrzyczko.
— Co robiliście? — zapytała Ginny, przypominając Ronowi o ich matce, kiedy ich przyłapała.
Znowu Fred musiał wyrwać się przed George'a, który nadal szczerzył się jak matoł z odległym błyskiem w oczach.
— To też nie jest twój...
— Widzieliście Harry'ego? Nie wrócił jeszcze z treningu i zastanawiam się, czy widzieliście go może na boisku... — zapytała nagle Hermiona.
Wydawało się, że Fred stracił nieco swojej zimnej krwi i spojrzał z winą w oczach na George'a, który był gotowy podzielić się szczęśliwością ze światem.
— Po prostu nie mogliście go zostawić w spokoju! — Ginny zaczęła wstawać, ale Hermiona złapała ją za rękę i pociągnęła z powrotem na miejsce. Rzuciła spojrzenie na Rona, który drapała się w głowę, zmieszany. Ginny rzuciła jej wściekłe spojrzenie, potem hufnęła cicho.
W międzyczasie, podczas tej wymiany zdań, chłopacy i niektóre dziewczyny w pokoju wspólnym przysuwali się coraz bliżej do bliźniaków. Niedługo byli oni otoczeni kilkoma Gryfonami, mającymi zamyślone, ale głupkowate uśmieszki na twarzach. Dean Thomas wziął głęboki oddech, jakby chciał wypełnić nos tym wspaniałym zapachem.
— Na Merlina. Obaj pachniecie jak Har... — Dean został powstrzymany przez przypinkę, która uderzyła go w głowę. Hermiona chwyciła kolejną, w razie gdyby ktoś jeszcze zdecydował się otworzyć usta.
— Nie do wiary! Wychodzę! — Ginny wstała i przemaszerowała do dziury za portretem. Właśnie miała odsunąć go, kiedy się otworzył, aby wpuścić kogoś z zewnątrz.
Harry zatrzymał się gdy tylko zobaczył Ginny, ale wydawał się zamroczony i chwiał się lekko. Jego włosy były jeszcze bardziej rozczochrane niż zwykle, a szaty niedopięte, opadające z jednego ramienia. Ginny pochyliła się i powąchała krótko, mrużąc oczy. Prychnęła i spojrzała zabójczo przez ramię na braci.
— Dupki! Zaraz chyba zwymiotuję! — wrzasnęła, po czym przeszła obok Harry'ego, wychodząc za portret.
Harry odwrócił się i rozejrzał, nagle świadomy kilku par oczu skupiających się na nim. Ron zaróżowił się i podskoczył, mamrocząc coś o tym, że musi iść do biblioteki. Kiedy rudzielec prześlizgiwał się obok, Harry chciał go zatrzymać, ale odkrył, że jest zbyt zmęczony i straci równowagę, jeśli wyciągnie rękę. Kiedy portret się zamknął, Harry nadal był w centrum uwagi.
— Pójdę się zdrzemnąć — ogłosił, zanim przedostał się po schodach do dormitorium.
Dean, razem z Seamusem Finniganem i Neville'em Longbottomem zaczynali wstawać, ale Hermiona wskazała na nich różdżką i krzyknęła:
— Zostać!
Usiedli z powrotem na swoich miejscach. Hermiona odwróciła się do bliźniaków.
— Wy dwaj! Prysznic!
Z przerażeniem w oczach Fred i George spojrzeli na siebie szybko zanim przytaknęli sobie. Wstali równocześnie i skierowali się pod prysznic. Hermiona otworzyła okno, wpuszczając powietrze.
Wracając do stolika zauważyła pustą fiolkę leżącą na fotelu, w którym siedział Fred. Podniosła ją i przyłożyła do oka, egzaminując pozostały, purpurowy płyn na jej dnie. Zagryzając wargę wyszeptała:
— O Merlinie, co oni zrobili?
