Najlepiej skumplowani, tak już do końca
Ron patrzył na ogień, siedząc ze skrzyżowanymi rękoma przez dłuższy czas. Jego umysł starał się myśleć o tym, co mu ogłosiła Hermiona, ale cały czas wracał do przyjemnego snu, który mu się przyśnił, gdy zdrzemnął się popołudniu pod drzewem przy jeziorze.
Pokój wspólny zaczął wypełniać się uczniami szepczącymi do siebie w podnieceniu, ale Ron był zbyt daleko w swoim świecie, żeby dowiedzieć się, o czym tak nadają. Usiadł wygodniej na krześle i starał się skupić na problemie, który desperacko musiał rozwiązać.
Może Hermiona miała rację i powinien zachować się jak mężczyzna, i oznajmić swoje uczucia Harry'emu. Pokręcił głową na ten pomysł. Po prostu musiał to pokonać! Nie powinien czuć czegoś takiego do Harry'ego! Emocje wymykały mu się spod kontroli...
Wkrótce pokój wspólny zrobił się zatłoczony. Hałas stał się już nie do zniesienia, więc Ron wstał z krzesła i skierował się do dormitorium. Kiedy przeszedł przez próg zatrzymał się od razu przez to, co zobaczył.
Harry leżał na plecach na łóżku Rona, z Rona „Quidditchem Przez Wieki" opartym o jego pierś. Szara koszulka podjechała trochę do góry, odsłaniając kremową, białą skórę brzucha. Dżinsy leżały nisko, luźno opinając biodra tuż pod pasem; guzik został odpięty dla wygody. Bose stopy wystawały z nogawek spodni, skrzyżowane w kostkach, a palce się poruszały.
Nie poświęcając swoim akcjom ani jednej myśli, Ron założył zaklęcia zamykające i wyciszające na drzwi. Potem zrobił krótkie, ciche, ale szybkie kroki w stronę łóżka, zrzucając po drodze szatę i krawat. Poruszając się szybko znalazł się okrakiem na biodrach Harry'ego, zabrał książkę z jego rąk i odrzucił ją na podłogę.
— Ron! Co do... — Ale Harry nie mógł dokończyć zdania, bo mokre, gorące usta Rona znalazły się na jego wargach, a język frenetycznie szukał języka Harry'ego. Kiedy minął początkowy szok Harry z gracją przesunął językiem wzdłuż języka Rona, spowalniając pocałunek, żeby mogli rozkoszować się smakiem tego drugiego.
Ron podciągnął koszulkę przyjaciela jeszcze wyżej i głaskał jego tors aż do dżinsów. Powietrze uciekło Harry'emu z płuc, kiedy Ron nagle odsunął się i pochylił głowę, żeby zacząć całować, lizać i podgryzać odsłoniętą skórę.
— Ron, ja... — Niskie warkniecie dobiegło z gardła rudzielca, kiedy ten podniósł głowę i zasłonił zdradzieckie usta Harry'ego przez szorstki pocałunek. Po kilku chwilach, kiedy wiedział, że ten już się nie odezwie, Ron odsunął się i usiadł.
Wskazując różdżką na dyszącego, kruczowłosego chłopaka Ron wymówił inkantację i ubrania Harry'ego nagle zniknęły. Chłopak z piegami zwrócił różdżkę ku sobie i wykonał to samo zaklęcie, zanim odłożył różdżkę na stolik nocny obok okularów przyjaciela.
Patrząc z satysfakcją na nagie ciało Harry'ego, Ron ponownie zaczął wycałowywać ścieżkę na jego piersi i brzuchu. Nie przerywając, patrzył na niego spojrzeniem, które wyzywało ciemnowłosego czarodzieja do odezwania się. Jednak Harry po prostu zamknął oczy i odrzucił głowę do tyłu, wzdychając miękko i jęcząc cicho, kiedy przyjemne uczucie rozlewało się w jego żyłach.
Kiedy język Rona przesuwał się w górę wewnętrznej części jego ud, oczy Harry'ego otworzyły się.
— Może nie powinniśmy... — wyjąkał, chociaż wiedział, że tak naprawdę nie chciał przestawać.
Ron znowu warknął i usiadł, żeby na niego spojrzeć. Harry otworzył usta, żeby znowu coś powiedzieć, ale Ron przycisnął palec do warg przyjaciela.
— Ostatnio uważam, że za dużo mówisz — strofował go Ron. — Zobaczmy, czy znajdę lepsze zastosowanie dla tych ust. — Zmienił pozycję nad Harrym. — Pokażę ci, jak się wykonuje mój ulubiony numer.
H/R/H/R/H/R/H/R/H/R
W międzyczasie po pokoju wspólnym coś się przewinęło i wszyscy uczniowie spojrzeli po sobie zmieszani. Cisza została nagle przerwana przez Hermionę, która podskoczyła i pisnęła.
— Panu niech będą dzięki! Teraz możemy się wymknąć z tego głupiego opowiadania!
Głowy pozostałych uczniów pochyliły się z zawodu.
H/R/H/R/H/R/H/R/H/R
Trochę później Harry został obudzony przez dźgającego go Rona.
— Dalej, pora na kolację. Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny! — Ron wyskoczył z łóżka, zostawiając Harry'ego w zimnie. Jęcząc, Harry odwrócił się od rudzielca.
— Powiedziałem, chodźmy! — rozkazał Ron, klepiąc Harry'ego po tyłku.
— Ał! Okej, okej! — burknął Harry i usiadł, kiedy Ron rzucił na niego jego ubrania. — Nie możesz po prostu zaczarować ich z powrotem na mnie?
— Nauczyłem się tylko jak je usunąć. — Ron wyszczerzył się. — Teraz bierz ten ostry, gorący tyłeczek w troki, bo będę musiał znowu go klepnąć.
Wzdychając, Harry odwrócił się i zobaczył, że już ubrany Ron stoi przy drzwiach ze skrzyżowanymi ramionami i niecierpliwie tupie stopą. Pokręcił głową i zachichotał, kiedy zaczął się ubierać.
— Rządzisz się prawie tak samo jak Malfoy — powiedział, zawiązując buty.
— Co? — Ron opuścił ręce i zacisnął dłonie w pięści.
Harry skrzywił się i skupił na sznurówce, kiedy odkrył swój błąd.
— Ni...Nic — powiedział szybko, uspokajająco.
Ron nic nie powiedział, tylko spojrzał na Harry'ego wilkiem, kiedy ten skończył zawiązywać sznurówki i pospieszył do drzwi. Ron nie całkiem dla zabawy wypchnął go przez drzwi, w kierunku schodów.
— Malfoy — warknął Ron do siebie, zanim podążył za Harrym na kolację.
THEENDISNEARTHEENDISNEAR
Pożądanie Harry'ego wśród braci uczniowskiej w większości zanikło. (Było parę osób, które nadal żywiłykonfundujące i seksualne afekty do ciemnowłosego czarodzieja o szmaragdowych oczach, ale to było do przewidzenia.) Więc wydawało się, że życie uczniowskie wracało do normy.
W związku z czym Hermiona chodziła całkowicie sfrustrowana i nie mogła zrozumieć, dlaczego opowiadanie jeszcze się nie skończyło. Nie wiedziała jednak, że Harry i Ron dzielili łóżko każdej nocy i ich ochota na siebie nie zmalała po pierwszym razie.
Minęło kilka tygodni i Harry był już wystarczająco rozpraszany. Pewnego ranka obudził się z gorejącym uczuciem w żołądku, którego nie czuł od początku tej historii. Jego oczy pociemniały, a serce zaciążyło w piersi, kiedy zorientował się, że Ron musiał odpracować szlaban i nie było go obok.
W Wielkiej Sali uczniowie nieobecnie jedli śniadanie. Przy stole nauczycielskim dyrektor Dumbledore nagle przestał chichotać z żartu profesora Flitwicka i wyprostował się na swoim krześle. Głośno oczyszczając gardło zwrócił na siebie uwagę całej sali i wstał, zaczynając zaimprowizowaną przemowę.
— Wydaje się, że nasz młody pan Potter przypomniał sobie swoją wcześniejszą, angstową przypadłość. Proszę wznieść czary w toaście za rozkojarzenie, którego Harry potrzebuje. — Machnął ostrożnie ręką nad swoim trunkiem, a następnie w stronę stołów. Czara z czerwonym kolorem pojawiła się przed uczniami. Szepty rozbrzmiały w sali, ale po chwili uczniowie chwycili czary i wypili ich zawartość.
— Ugh! Owocowy poncz! Nienawidzę ponczu — powiedziała Hermiona, odstawiając czarę bez wypicia trunku.
Właśnie wtedy Harry wszedł do sali ze zmarszczonym czołem. Wszystkie głowy odwróciły się w jego stronę. Wszystkie wargi ułożyły się w drapieżne uśmieszki. Wszystkie oczy błyszczały pożądaniem. No, wszystkie poza Hermioną, która nie wypiła „doprawionego"ponczu. Jęknęła tylko i wymamrotała:
— Tylko nie znowu... — Po czym wstała i odciągnęła Harry'ego od motłochu.
Profesor McGonagall spojrzała na dyrektora z uniesioną brwią, milcząco pytając o dziwne zachowanie uczniów. Dumbledore wzruszył ramionami i powiedział z błyskiem w oku:
— Po prostu Harry coś w sobie ma...
