Epilog,

lub...

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie...

Harry zszedł do pokoju wspólnego i zastał Hermionę piszącą szybko na laptopie. Pokręcił głową, nie będąc zaskoczonym, że mądra czarownica znalazła furtkę w zasadach Hogwartu.

— Hermiono, widziałaś Rona? — Harry usiadł na krześle obok.

Nie przerywając pisania odpowiedziała:

— Taa, poszedł patrolować za mnie korytarze.

— Jak długo musiałaś go błagać, żeby się z tobą zamienił?

Hermiona przerwała pisanie i zmarszczyła brwi.

— Właściwie to nie ja prosiłam o zamianę. On sam podszedł i zaproponował, że pójdzie za mnie dzisiaj.

— Naprawdę?

— Naprawdę. — Spojrzała zamyślona na Harry'ego. — Chociaż trudno mi uwierzyć, że chciał się zamienić akurat dzisiaj.

— Dlaczego? — Teraz Harry marszczył brwi.

— Ponieważ Malfoy też patroluje korytarze.

Harry wstał z krzesła.

— Jasny gwint! On go zabije!

— Myślę, że czasami nie doceniasz Rona — powiedziała Hermiona.

— Nie! Chodziło mi o to, że Ron zabije Malfoya!

Hermiona uniosła brwi.

— Dlaczego miałby to zrobić? Wiem, że Malfoy jest głupim dupkiem, ale... — Zauważyła, jak twarz przyjaciela pokrywa się czerwienią, zanim schował ją w swoich dłoniach. — Och.

— Musimy coś zrobić! Szybko, dzwoń po 112! — dobiegł stłumiony głos Harry'ego zza jego rąk.

— Harry. — Czarownica wyciągnęła rękę i poklepała go po ramieniu. — Jestem pewna, że wszystko będzie w porządku. Inni prefekci i nauczyciele też krążą po korytarzach, tak samo duchy.

— Ale... — Wyjrzał zza palców, aby na nią spojrzeć.

— Masz, rozkojarz się. Przeczytaj to i powiedz, co myślisz. — Obróciła laptop w jego stronę.

Harry powoli ściągnął dłonie z twarzy i opuścił ręce. Po chwili chciał się znowu rozgadać, ale szybko zostałzganiony przez stanowcze spojrzenie Hermiony. Wzdychając, usiadł na krześle i przesunął laptop, żeby lepiej widzieć.

— Co to? — zapytał, spoglądając na ekran.

— Cóż, przez to całe gadanie o fan fiction zdecydowałam się napisać swoje własne. — Hermiona wzruszyła ramionami. — Dalej, powiedz mi, co o tym sądzisz.

Harry zaczął czytać.

„Jak zostałam panią Justinową Timberlake..." — Harry wywrócił oczami i zmarszczył nos. — Na Merlina, Hermiono, nie mogłaś wybrać kogoś lepszego?

— Co masz na myśli, lepszego? — zapytała.

— Nie możesz poważnie myśleć o tym facecie, on był w Backstreet Boys. — Harry zrobił minę.

— Nie, nie był. Był w N'Sync. W każdym razie, nie jest taki zły... — Hermiona próbowała go bronić.

— Nieważne. Wszystkie te boys bandy i tak są takie same. Żałosne — parsknął.

Twarz Hermiony zaróżowiła się nieco, kiedy pokręciła głową i spojrzała ze złością na przyjaciela. — Proszę, po prostu przeczytaj to i powiedz mi, czy przynajmniej jest dobrze napisane.

Harry westchnął ciężko.

— Dobra, ale jeśli jest tam chociaż słowo o niezakrywającym wszystkiego ubraniu, to przestaję.

— Zamknij się, baranie — wysyczała.

— Ale to Justin Timberlake, Hermiono.

— Powiedziałam, żebyś się zamknął. Mam swoje fetysze, a ty, panie Potter, masz swoje. — Spojrzała na niego wszechwiedząco.

Harry tylko patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a potem wzruszył ramionami. Nie mógł się o to kłócić.

Draco Malfoy opierał się o ścianę w opuszczonym, słabo oświetlonym korytarzu, egzaminując swoje paznokcie. Ron spojrzał ze złością z drugiego końca korytarza, zaciskając pięści, zanim ruszył w stronę blondyna.

— Malfoy! — warknął mrocznie. — Szukałem ciebie!

Malfoy odwrócił się, żeby z uniesioną brwią spojrzeć na rudego Gryfona. Uśmieszek zaczął pojawiać się na jego twarzy, ale szybko zamienił się w strach, kiedy Ron dopadł do niego. Zanim blondyn miał szansę pomyśleć, został złapany za szaty i pchnięty na ścianę.

— Jak śmiesz dotykać Mojego Harry'ego! — wysyczał Ron w twarz Malfoya.

Twojego Harry'ego? Ja nie... — Ślizgon nie mógł dokończyć, bo ponownie został pchnięty na ścianę.

— Zamknij się! — Rudzielec szybko rozejrzał się po korytarzu, zanim zaciągnął blondyna do najbliższych drzwi, otworzył je i wepchnął go brutalnie do środka.

Ron zamknął za nimi drzwi i Malfoy zdążył tylko zarejestrować, że są w schowku na miotły, zanim został przyciśnięty do ściany a język wpychany mu do gardła.

Płomień zaczął rozprzestrzeniać się od warg do palców u stóp blondyna, ale mimo to wiercił się, żeby odsunąć od rudzielca. Przez to Ron po prostu całował go z większą siłą. Malfoy nie mógł powstrzymać jęku, który wpadł w gorące usta drugiego chłopaka.

W końcu, po czasie, który wydawał się godzinami, Ron wypuścił wargi Malfoya, ale dopiero gdy ugryzł jego dolną wargę. Ślizgon ostro wciągnął powietrze, kiedy rudzielec ugryzł go w szyje, ściągając jego szaty.

— Więc ci się to podoba? — warknął Ron, ciągnąc płatek ucha blondyna.

— Och, Merlinie, tak... tak... — Został ugryziony mocno w szyję. — Znaczy nie. Nie. Nie rób... nigdy... — Malfoy wydyszał czując, jak jego kolana miękną. — Przestań.

Z gardła Rona wydobyło się warknięcie, a Malfoy jęknął nisko, kiedy jego koszula była rozrywana, guziki odskakiwały na podłogę. Potem jego pasek został odpięty i wyciągnięty ze szlufek z taką siłą, że prawie stracił równowagę.

Z ręką na guziku spodni Malfoya, Ron spojrzał na blond Ślizgona, a jego niebieskie oczy były ciemne i pełne złośliwości.

— Chcę słyszeć jak błagasz, Malfoy.

Ron musiał prosić tylko dwa razy.

RWDMRWDMRWDMRWDM

Ponad godzinę później dyszący, spocony i nagi Malfoy opadł przy ścianie na ziemię, bo jego nogi były za słabe, aby go utrzymać.

Po upewnieniu się, że prezentuje się dobrze, Ron odwrócił się, aby wyjść.

— Jeśli kiedykolwiek dowiem się, że znowu męczysz Harry'ego... — zagroził, zostawiając otwartą furtkę dla końca tej groźby, zanim zatrzasnął za sobą drzwi, zostawiając Malfoya samego w ciemnym schowku na miotły.

Ślizgon oparł się o zimną ścianę, starając się uspokoić swój oddech i walenie swojego serca, podczas gdy w tym samym czasie starał się zebrać myśli wystarczająco, aby wymyślić sposób, aby znowu dorwać Harry'ego samego.

I upewnić się, że wysoki, rudy Weasley się o tym dowie.